piątek, 2 grudnia 2011

LO z procentową marką

W naszej szkole, której patronem jest Adam Mickiewicz, 18 listopada odbyły tzw. połowinki. Niezorientowanym Czytelnikom pragnę wyjaśnić, iż jest to uroczysta impreza połączona z tańcami, która odbywa się w połowie pobierania edukacji w szkole średniej. W połowinkach uczestniczą uczniowie klas drugich. Nie warto byłoby się pochylać nad tą imprezą, gdyby nie pewien niesmak, który zafundowali nam nauczyciele. Chodzi proszę Państwa o to, że pod okiem nauczycieli-wychowawców klas drugich górowskiego LO – pito wódę.


Jako człowiek starej daty, i bywalec wielu studniówek, stwierdzam, że piło się w szkole zawsze. Robiono to jednak dyskretnie. Pamiętam, gdy w latach 70. obsługiwałem jako fotograf bale przedmaturalne, wódka była na stołach, ale dyskretnie ukryta. Na stołach, przy których siedziało dostojne grono pedagogiczne, tylko wprawne i doświadczone oko mogło dostrzec różnicę pomiędzy różnymi butelkami oranżady. W jasnych butelkach, w tych przeźroczystych, królował kolor czerwieni zaburzany przez bąbelki – naturalny składnik napoju gazowanego.
W ciemnych butelkach zaś kryła się wielka tajemnica grona pedagogicznego – czyli napój pozbawiony dwutlenku węgla, ale za to zawierający 40 % mocy rozweselającej!

Uczniowie natomiast, u progu dorosłości, wiedzieli, że wyciągnięcie butelki z wódką na stół, mogło skończyć się katastrofą, a ponadto jakoś w tamtych czasach jawne picie przez uczniów u progu dorosłości, bądź już ten próg przekraczających w obecności nauczycieli, po prostu nie uchodziło.To był gruby nietakt!

Lata mijają, czas płynie a zwyczaje się zmieniają. W tym roku w górowskim LO chlano wódę w auli, nieomal jawnie i jeszcze się do tego fotografowano z butelkami i kieliszkami w tle. Następnie jakiś przygłup wrzucił te fotki na Facebooka, i to dostępnego dla wszystkich … No i wybuchła afera.


Zastanawiające jest tu postępowanie pani dyrektor LO – Małgorzaty Patrzykąt. Kiedy mleko się rozlało, a pół miasta zdążyło obejrzeć te urocze fotki, pani dyrektor grzmiała niczym laska Mojżesza. Padały pod adresem uczniów groźby o wyciągnięciu najcięższych konsekwencji. Uczniowie mieli, według słów pani dyrektor: „przenieść się do żółtej szkoły” (żółta szkoła wg pani dyrektor LO: Zespół Szkół w Górze; nie bardzo wiadomo, o co tu chodzi pani dyrektor Patrzykątowej. Czyżby, jako pedagog uważała sąsiadów za szkołę gorszą, być może jako pedagog uważa, że w ZS uczą głupsi nauczyciel od jej kadry, której poziom intelektualny pozostawia również wiele do życzenia – włącznie z samą panią dyrektor). Nie ma szkół lepszych i gorszych. Są lepsi albo gorsi dyrektorzy albo nauczyciele. I są uczniowie, którzy przychodząc do ogólniaka przynoszą z sobą obyczaje nabyte w poprzednich szkołach (a tam podobno jest świetnie!).

Ktoś powie, że gówniarzy należy wylać ze szkoły, albo ukarać. Od gówniarzy radziłbym rączki trzymać daleko, bo przypominam Państwu, że opiekę tego wieczoru – 18 listopada – mieli nad nimi ich wychowawcy. Ja jakoś nie słyszałem, aby pani dyrektor LO w Górze - Małgorzata Patrzykąt, wyciągnęła jakiekolwiek konsekwencje wobec nauczycieli, którzy tego fatalnego wieczoru mieli opiekować się uczniami.



1 grudnia opowiedziałem o całym tym incydencie podczas posiedzenia jednej z komisji Rady Powiatu. Uczestniczył w niej pan starosta Piotr Wołowicz. Cudów od pana starosty nie oczekujmy, bo akurat pan starosta potrafi zrobić szpagat, ale na pewno nie będzie potrafił po nim wstać o własnych siłach.

Pisząc ten post zdaję sobie sprawę z tego, że za chwilę każąca i „sprawiedliwa” ręka pani dyrektor Patrzykątowej spadnie na … uczniów. Tylko ja chciałem się spytać – grzecznie i kulturalnie – jaka kara spotkała nauczycieli, którzy nie dopełnili swoich obowiązków? Czy to są święte krowy z Indii?
A może szanownych pedagogów już elementarne zasady odpowiedzialności z uczniów nie obowiązują?

Wielu z Państwa posyła swoje dzieci do tej szkoły. Oczekujecie Państwo, że nie spotkają się oni z cichym przyzwoleniem na to, co się stało. Okazuje się jednak, że suto opłacani nauczyciele LO nie potrafią zadbać o elementarny porządek podczas imprezy. Może ich obojętność na obecność wódki w auli wynika z tego, że sami lubią wlać w gardło. Nie wiem! Ja z nimi nie piłem i pił nie będę!

 Tak na zdrowy rozum wszystkich winnych tego żałosnego incydentu nauczycieli Zarząd Powiatu powinien wyrzucić na zbitą mordę. Pod rozwagę pozostawić należy tylko to, czy najpierw wylać panią dyrektor Patrzykąt czy też niezborne i skompromitowane towarzystwo szurnąć w kupie? Oczywiście Zarząd nic nie zrobi, bo jego urok polega na tym, że niby on jest, ale jednocześnie go nie ma.


Gówniarze mają prawo do błędów, bo młodość ma swoje prawa i trzeba im wybaczyć, bo z rozmów wynika, że zrozumieli swój błąd. Byłbym hipokrytą, gdybym zapomniał o tym, co robiłem sam mając naście lat, ale raz jeszcze podkreślam: nikt dotąd nie przeginał pały i nie chlał wódy publicznie. Jeżeli pani dyrektor Małgorzata Patrzykątowa uważa, że nic się nie stało, i że świętym krowom indyjskim, czyli nauczycielom, włos z głowy spaść nie może, to ja proponuje, żeby przy naborze uczniów w roku 2012 umieścić hasło reklamowe LO: „Chodź do nas! Po imprezie odniosą cię koledzy, a dyrekcja ci wybaczy!”, a adres szkoły proponuję zmienić na ul. Ćwiartki 3/4. Można też zacząć przyjmować tam do pracy nauczycieli - alkoholików, skoro tolerancja pani dyrektor dla tego typu obyczajów jest tak wielka.

„Wszyscy uczestnicy „Połowinek” byli w szampańskich nastrojach.” - czytamy na internetowej stronie LO w tekście dotyczącym imprezy. Zgadzam się – młodzież bawiła się może nie szampańsko, ale tego trunku akurat na zdjęciach nie widać, ale „luksusowa”,występuje w roli głównej.  Nasz młodzież ma swój honor. Pije lepsze trunki, a szampan nie dość, że bąbelkowany, to na dodatek procentów mało. Nie trzaska jak należy. Trzeba kogoś trzasnąć, by rozum wrócił pod tę oświatową strzechę.