poniedziałek, 19 grudnia 2011

Jak w czeskim filmie!

Charakterystyczną cechą tzw. „rządów” obecnego Zarządu Powiatu jest rażąca i dla ludzi myślących widoczna niekonsekwencja. Dowód na potwierdzenie tego faktu, którego nie należy już wiązać z domniemaniami, czy też tezami lub hipotezami wymagającymi przeprowadzenia badań, znajdziemy na stronach internetowych starostwa. Wystarczy wrócić do uchwały Rady Powiatu, na mocy której pogrzebano ideę powołania muzeum.

3 października Zarząd Powiatu przedstawił Radzie Powiatu projekt uchwały nr X/64/11, który uchylał uchwałę Rady Powiatu dotyczącą utworzenia Muzeum Ziemi Górowskiej w Górze (w budynku po PUP; ul. Podwale). Do uchwały dołączone zostało uzasadnienie, w którym zawarto wizję dalszych losów tego ślicznego budynku. Fragment uchwały odnoszący się do losów „pałacyku” przy ulicy Podwale poniżej.

Radni przyjęli uchwałę ukatrupiając ideę muzeum. Zarząd przekonywał, że los budynku jest zabezpieczony, gdyż po wydzierżawieniu budynku: „będzie uwzględniona konieczność przeprowadzenia remontu obiektu przez dzierżawcę z możliwością odzyskiwania przez niego nakładów podnoszących trwale wartość udynku w umownym zmniejszeniu stawki czynszu.”

A później jest jeszcze bardziej optymistycznie, jeżeli idzie o przyszłość budynku przy ulicy Podwale 24: „Rozwiązanie to spowoduje, że budynek będzie nadal składnikiem majątku powiatu, zostanie wyremontowany bez nakładów ze strony powiatu oraz przyniesie dochody z czynszu i zmniejszy koszty eksploatacyjne, które w chwili obecnej powiat ponosi.”

Jakże słuszna idea! A jaka dalekowzroczna! Dla porządku jedynie przypomnę, iż od złożenia tej górnolotnej deklaracji do ogłoszenia przetargu na wynajem (a nie dzierżawę, ja zapewniano radnych) minęło 71 dni, podczas upływu których nadal ponosiliśmy wspomniane „koszty eksploatacyjne”.

Biorąc jednak pod uwagę fakt, iż prędkość decyzyjna pana starosty (niestety!) Piotra Wołowicza, stanowi średnią arytmetyczną prędkości rozwijanych przez żółwia i ślimaka, te 71 dni i tak napawają optymizmem.

Tu muszę Państwu zdradzić, iż pan starosta Piotr Wołowicz – jak powiadał dzisiaj lud – poniósł ostatniej nocy ciężką i bolesną stratę. Otóż uciekł mu ukochany żółw o ślicznym imieniu „Donek”. Pan starosta po zauważeniu ucieczki „Donka” ruszył w pościg, ale tej nocy żółw był w lepszej formie od naszego pana starosty, któremu udało się jedynie zmniejszyć dystans pomiędzy niesfornym uciekinierem a nim do stu metrów. Potem dystans zwiększał się nieustannie na korzyć uciekiniera „Donka”.
Ale powtarzam, to prosty lud tak prawi, a ja specjalistą od klechd ludowych nie jestem, ale dla zaspokojenia ciekawości Państwa takie pogłoski muszę zapisywać.

A teraz niech Państwo spojrzą na tekst ogłoszenia o wynajmie(!) (z 13 grudnia 2011 roku), a nie dzierżawie (!), budynku przy ulicy Podwale 24. Gdzie tam mamy warunki, o postawieniu których mowa była w uzasadnieniu do uchwały z 3 października 2011 r?

I tak to, niczym słoma z butów wyłazi brak konsekwencji pana starosty Piotra Wołowicza oraz całego Zarządu.

Informowałem Państwa, że pan starosta Piotr Wołowicz postanowił, że zamiast muzeum będzie „kółko historyczne”, jak to celnie ktoś ten niemądry, ale na miarę starosty, pomysł nazwał. Ale tu również oczekuje Państwa niespodzianka! Proszę przygotować się na to, że pan starosta ma mnóstwo pomysłów, które po ich dogłębnej analizie są tylko ich żałosnymi erzacami.

Zamiast muzeum pan starosta proponuje dwie rzeczy. Jedna z nich nosi nazwę Pracownia Historii Powiatu Górowskiego, która: rozpocznie funkcjonowanie w Powiatowym Centrum Doskonalenie Nauczycieli i Poradnictwa Psychologiczno – Pedagogicznego w Górze (pl. B. Chrobrego 27). Taki zapis zawarto w uchwale, o której Państwu wspomniałem we wcześniejszej części tego posta.

Z kolei w protokole nr 42 z 1 grudnia br. czytamy: „Naczelnik Wydziału Oświaty, Kultury, Sportu i Promocji złożył wniosek o wyrażenie zgody na utworzenie w PCDNiPP - P w Górze z dniem 1 stycznia 2011r., Pracowni Historii Ziemi Górowskiej.”

Drobna – pozornie - różnica polega na użyciu dwóch słów. Albo ograniczamy się do „ziemi górowskiej”, albo robimy muzeum powiatowe. I jak Państwo widzą, tu też nie ma decyzji i konsekwencji, bo i pomyślunku brak. Ot, rzuca się hasełko i potem samemu zapomina, o czym się mówiło. A już widzę, jak Wąsosz pieje z zachwytu, że ziemię wąsoską pan starosta anektował, jako nierozłączną część ziemi górowskiej. To jakiś współczesny anschlus! Apelowałbym o wyczucie, chociaż wiem, że na próżno.

Ponadto niespodziewanie dla wszystkich zmienia się siedziba pracowni. Zamiast przy Placu Chrobrego ma ona mieścić się w internacie, którego wygląd raczej do mocnych, promocyjnych stron nie należy. Oczywiście, o swoich pomysłach pan starosta Piotr Wołowicz nie raczył poinformować społecznego gremium, które o utworzenie muzeum zabiegało. Zapewne ten brak konsultacji wynikał z wszechwiedzy pana starosty lub przekonania, że każdy będzie się z nim zgadzał z tego powodu, iż jest on starostą (wcale niepotrzebnie!).

I proszę zauważyć, jak na drodze jednej sprawy do załatwienia pan starosta i Zarząd Powiatu pozostawiają ogromną ilość skórek od banana. I jeszcze mają do mnie pretensję, że się na nich ślizgają i tłuką wrażliwą część ciała. A ja tylko sobie siedzę i liczę te skórki o zastanawiam się, po której jeździe bez głowy i „trzymanki” skręcą sobie karki. A może trzeba zapobiec nieszczęściu?