czwartek, 29 grudnia 2011

Pielenie chwastów niewiedzy

Ostatnia sesja Rady Powiatu, która odbyła się wczoraj poświęcona była przede wszystkim uchwaleniu budżetu powiatu na rok 2012. Budżet został przyjęty, ale o tym napiszę Państwu już w nowym roku.

W punkcie „wolne głosy i wnioski” o głos poprosił Adrian Grochowiak, który przedstawił się jako „mieszkaniec Góry”. Adrian Grochowiak, który na co dzień jest dziennikarzem „ABC” oraz reporterem Polskiego Radia Wrocław rozpoczął swoje wystąpienie od krytycznej uwagi wobec sprawozdania pana starosty Piotra Wołowicza z okresu obejmującego okres pomiędzy sesjami.

Adrianowi Grochowiakowi szło o jedną rzecz. Od około miesiąca głośna zrobiła się sprawa wydobywania bez wymaganych prawem koncesji żwiru na terenie Sicin. Zgodnie z prawem starosta ma obowiązek nadzorowania prawidłowości wydobycia żwiru, bo to starosta wydaje koncesje na eksploatację kruszywa.

Adriana Grochowiaka, który od pewnego czasu starał się wyjaśnić tę sprawę, zaintrygował fakt, iż starosta Piotr Wołowicz pominął całkowitym milczeniem w swoim sprawozdaniu fakt, iż 9 grudnia złożył oficjalne zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa podczas wydobycia żwiru. W jutrzejszym wydaniu „ABC” ukaże się obszerny artykuł autorstwa Adriana Grochowiaka poświęcony tej sprawie. Również jutro na moim blogu przeczytają Państwo tekst poświęcony temu przekrętowi.

Zrozumieć można Adriana Grochowiaka, którego zbulwersował fakt, iż pan starosta opowiada rzeczy nieistotne, trzecio i czwarto rzędne, a nie raczy powiadomić radnych o przekręcie na ogromną skalę.

I tak pan starosta Piotr Wołowicz raczył zajmować czas radnych i widzów opowieściami gdzie był i z kim się spotkał. Wodę lał pana starosta na skalę nieomal przemysłową. Szkoda, że Państwo nie słyszeli jak pan starosta przynudza. Jego tzw. „mowy” mogą stanowić podręcznikowy przykład, jak mówić absolutnie nie należy, chyba, że chce się przy tym ośmieszyć.

Adrian Grochowiak wyraził swoje zdziwienie, iż pan starosta ma czas na blokowanie stron internetowych, trzaskanie drzwiami ale nie znajduje go dla wyjaśnienia radnym sprawy nielegalnego wydobycia żwiru na terenie Sicin.

Niewiele i rzadko, co jest w stanie mnie zadziwić. Ale wczoraj ta sztuka udała się panu staroście. Odpowiadając Adrianowi Grochowiakowi pan starosta stwierdził, iż autor pytania wie na temat nielegalnego wydobycia żwiru więcej niż organ koncesyjny, czyli … sam starosta! Mało z krzesła nie spadłem, bo takie szczere przyznanie się do niewiedzy i niewypełniania ciążących na staroście obowiązków może rozbawić.

I tu Państwo widzicie jakiego pokroju człowiek jest starostą (dodam, że od początku uważałem, że Piotr Wołowicz będzie pomyłką na tym stanowisku).

Rzecz jasna, zgodnie ze złożoną deklaracją o swojej niewiedzy, pan starosta poinformował radnych w sposób oszczędny o sprawie. I tak radni dowiedzieli się, iż sprawa została zgłoszona do organów ścigania, garść ogólników i żadnych faktów. Zawsze, gdy pana starostę pyta się o fakty, to jest problem, co zauważają wszyscy. Pan starosta ma ten „urok”, że najlepiej czuje się w bełkotliwych ogólnikach, które wiedzy z sobą nie niosą. Ale taki już jest walor działaczy partyjnych, którzy kochają się w nic nie znaczącym bełkocie, który u bardziej wyrobionych słuchaczy wywołują odruch wymiotny. Pan starosta Piotr Wołowicz, jak przypuszczam, wzoruje się na mistrzu bełkotu. W mojej ocenie mistrzem w województwie jest nasz kochany wojewoda Marek Skorupa. Ten to ględzi bez ładu i składu godzinami!

Następnie głos zabrałem ja. Sprawa była prozaiczna i właściwie do ostatniej chwili zastanawiałem się czy ostrzec panów starostów czy też wyprostować im rogi nieco później. Zwyciężyły we mnie jednak resztki wigilijnej dobroci i postanowiłem dać im szansę.

A rzecz polega na tym, iż od dłuższego czasu dają się odnotować opory związane z dostępem do informacji w starostwie. Problem zacząłem mieć nie tylko ja, ale również Adrian Grochowiak. Co prawda jakoś dawaliśmy sobie radę i otrzymywaliśmy to co chcieliśmy, ale szło to opornie i dużą dozą nerwów. A ponieważ ja swoje lata mam i jako w pełni świadomy obywatel Najjaśniejszej Rzeczpospolitej wiem, co mi się należy zdecydowałem się na wystąpienie.

Przypomniałem w nim radnym, iż za czasów panowania ekipy pod wodzą pani Beaty Pony, występowały początkowo pewne opory w przekazywaniu dokumentów i informacji, ale sprawy, po początkowych tarciach, ułożyły się pomyślnie ku zadowoleniu obu stron, jak sądzę z perspektywy czasu. I tak np. u pana wicestarosty Tadeusza Bireckiego przez cały, nieomal czteroletni okres jego urzędowania, byłem góra pięć razy, by zdobyć informację. I to tylko dlatego, iż tylko on był w ich posiadaniu a nie dyrektorzy wydziałów.

Rządząca obecnie ekipa (niestety!) ubzdurała sobie w zamroczonych władzą główkach, że naczelnicy wydziałów nie mają prawa do udzielania informacji. Panu staroście Piotrowi Wołowiczowi oraz wicestaroście Pawłowi Niedźwiedziowi zamarzyła się kariera w mediach i przyznali sobie – prawem kaduka – wyłączność na informowanie mediów o tym, co się w starostwie dzieje.

Ta decyzja panów starostów wynikła z ich niewyczerpanych pokładów ignorancji. Ignorancja z kolei wynikła z niechęci do przeczytania 2 ustaw: prawo prasowe oraz o pracownikach samorządowych. Pierwsza z ustaw pochodzi z 1984 roku a druga z 1990. Jak więc Państwo widzą, mieli panowie starostowie szmat czasu na zapoznanie się z ustawami, w których jasno określono co można robić a czego nie można.

Powiem więcej! Mówiłem panu wicestaroście Pawłowi Niedźwiedziowi, że ich decyzja jest w świetle prawa nielegalna w każdym calu. Ale była to mowa „dziada do obrazu” i panowie uparcie i zatwardziale tkwili w błędzie. A ja, gdy widzę, że komuś mózg zasklepił się na wiedzę odpuszczam sobie edukowanie pacjenta poprzez łagodną perswazję i przechodzę do polityki pałki z dodatkami. Jest to jedyna recepta na głupotę i poczucie nieomylności, które słabe charaktery łapią niczym bakterie po dopadnięciu do koryta władzy. Im wówczas wydaje się, że ich widzimisię staje się prawem, bo im się tak podoba. I z taką właśnie sytuacją mieliśmy – mam nadzieję, że bezpowrotnie – w kwestii uzurpacji sobie panów starostów wyłączności do informowania mediów.

C.d.n.