piątek, 9 grudnia 2011

Plac ukrytych idei

 Zauważyli Państwo jak wiele placów zabaw powstało na terenie naszego miasta i całej gminy w ostatnich latach, a dokładnie pod rządami naszej pani burmistrz Ireny Krzyszkiewicz. Wiele z tych miejsc szalonej rozrywki dla dzieciaków widzieli Państwo na własne oczy, toteż ich walorów nie będę tutaj opisywał. Są jednak takie place uciech, których Państwo jeszcze nie zdążyli zobaczyć, bo np. oddalone są od głównych arterii komunikacyjnych i przez to skryte dla oczu. I wcale niepotrzebnie! Są one równie urocze i interesujące pod kątem ich przydatności, jako materiału do mojej skromnej twórczości.

Plac zabaw przy budynku socjalnym jest mało znany. A jest bardzo interesujący pod względem rozwiązań, które powodują, iż należy na jego konstrukcję spojrzeć jak na obiekt o najwyższej funkcjonalności i przystępności.

Spójrzmy na huśtawkę. Malkontent i mierny krytyk poczynań pani burmistrz warknie nieprzyjaźnie: plac zabaw i tylko jedna huśtawka?! O malkontencie bez wyobraźni! Jest jedna, bo taki jest wyższy zamysł. Zamysł ów niesie z sobą twórczy, boski pierwiastek edukacyjny.

Wyobraźmy sobie sytuację, że w budynku socjalnym mieszka np. dziesięcioro dzieci. I pech tak chce, że akurat połowa z nich chce się pohuśtać. Państwo powiedzą, że będzie draka, awantura, dzieci będą płakać, kłócić się. A ja odpowiem, że to brednie. Wyjście z sytuacji jest bardzo proste. Wróci się do tradycji. Tak! Założy się zeszyt i będzie zapisywało w kolejce do huśtawki. Jasiu od 8 do 8,15. Filip od 8,15 do 8,30, itd. A później od nowa. I w ten sposób dzieci będą się, po pierwsze, socjalizowały, po drugie – poznają tradycje zapisów kolejkowych czyli wzbogacą swoją wiedzę o historii najnowszej Polski, po trzecie – nauczą się karności, poczucia bezpowrotnie upływającego czasu i nabiorą wprawy w pisaniu.

Jak więc Państwo widzą korzyści z obecności tylko jednej huśtawki na placu zabaw są ogromne. Tym bardziej więc należy docenić niedużą wielkość placu zabaw w stosunku do ogromnych korzyści, które wyniosą dzieci z tego powodu.

Przypatrzmy się wielofunkcyjności kolejnego elementu wyposażenia placu zabaw. Jest nim ławeczka. Na pozór skromna i jedyna. Rzec można ławeczka – sierotka. Ale i tu radziłbym się malkontentom zastanowić nim wykrzykną: jedna, krótka ławeczka na cały plac zabaw?!

I znowu powiem, iż nie mają miary w krytyce i wyobraźni. Dzieci mają biegać, rozwijać swoje umiejętności psychomotoryczne, hasać, skakać, dokazywać a nie siedzieć na ławeczce a wtedy jeden Bóg wie, co tam kombinują pod małymi główkami. A może spiskują, który w przyszłości zostanie burmistrzem?! Jedna ławeczka jest akurat! Bo biegając, hasając i dokazując dziatwa wzmacnia mięśnie, nabiera sił i rumieńców, rozwija płuca (pamiętam, jak kiedyś wierzono, że płacz dziecku nie szkodzi, bo podobno rozwija płuca. Teraz nasz świat samorządowy doszedł do zgoła innych wniosków i jak radny płacze, to by ukoić jego płacz daje się pociotkowi, synowi, córeczce radnego pracę. I niech ktoś powie, że nie idziemy do przodu?!).

A jak już naprawdę się zmęczy a ławka – sierotka będzie zajęta przez pożyteczne babcie mające emerytury, to dzieci siądą sobie na ziemi, mając jak widać na zdjęciu, bezpośredni kontakt z Matką Ziemią. To daje walor ekologiczny. Ponadto dziecko poznaje, że Matka Ziemia jest przyjazna również dla tych, którym nie starcza miejsca na ławeczce. A więc widzą Państwo, że i umieszczeni pojedynczej ławeczki jest głęboko przemyślane i ma sens, który dopiero ja przed Państwem odkryłem.

Przejdźmy Szanowni Państwo do trzeciego elementu wyposażenia placu zabaw. Jest nim drewniany wigwam. I znowu słyszę narzekania ludzi małych: a ileż dzieci zmieści się w takim wigwamie?! I dlaczego przypomina on kopiec na ziemniak?! A ja odpowiem tak: to nie jest wigwam dla wszystkich. To jest wigwam dla jednostki o charakterze przywódczym, która go zaanektuje i rządzić będzie podwórkiem i placem zabaw. W tym wigwamie wyrośnie nowe pokolenie przywódców PO. Tam rządziło będzie: „prawo i pięść” (stawiam na przewagę drugiego elementu). W ten sposób, w ogniu zmagań o pierwszeństwo do zasiadania w wigwamie poznamy następcę Donalda Tuska. Ten wigwam jest twórczym wkładem górowskiej Platformy w tworzenie jej kuźni kadr. I nie zdziwiłbym się, gdyby to właśnie tam znalazła się dyrekcja ich partyjnej szkoły dla działaczy. Jacy działacze – taka dyrekcja.

Zarzut, iż wigwam przypomina kopiec na ziemniaki jest równie nietrafiony. Taka a nie inna konstrukcja wynika z faktu, iż budynek socjalny nie ma piwnic. Wobec powyższego w okresie zimowym będzie można tam zakopcować ziemniaki, brukiew, buraki, czarną rzepę i inne produkty podstawowej, w tym przypadku, potrzeby.

Jest jeszcze jeden element wystroju placu zabaw. To jest tablica informacyjna. Państwo z łatwością zauważą, iż ostrzega ona przed wchodzeniem na elementy placu zabaw, których na nich nie ma. I już słyszę śmiech i kpiny! Hola, hola! A pomyśleliście o wychowawczej i mobilizującej roli tej tablicy? No bo gdzie są takie urządzenia na placach zabaw, jak pokazane na tablicy? A w lepszych dzielnicach, gdzie place zabaw stawiane są bez tak głębokiej myśli, jak ten przy budynku socjalnym. Proszę zauważyć, że tamte, rzekomo bogatsze place zabaw, nie są w stanie tak twórczo motywować dzieci! To jedna sprawa. Druga to taka, że gdy dziecko zobaczy taka tablicę, to zrozumie, że jak chce, by jego dzieci bawiły się na podobno lepszym i bogatszym w urządzenia placu zabaw, to trzeba się zabrać do nauki. Wszak nie każde dziecko musi mieć plac zabaw zmuszający do myślenia? Nieprawdaż?

Te cztery stałe elementy wyposażenia placu zbaw przy budynku socjalnym, jak Państwo widzą, stanowią rzecz godną najwyższego podziwu. I ja go nie kryję. Nie ukrywam uznania dla naszych władz za nowatorskie rozwiązania, ich głębię i nieszablonowość. To naprawdę godne podziwu a po moich policzkach płyną łzy najgłębszego wzruszenie na myśl o ideowych treściach zawartych na tak niewielu metrach kwadratowych.

Są jeszcze dwa elementy placu zbaw, ale obawiam się, iż należą one do wyposażenie nietrwałego lub – mówiąc bardziej obrazowo – sezonowego. Chodzi mi tutaj o te urocze, wprost romantyczne bajorka połyskujące tajemniczo w promieniach jesiennego słońca. Człowiek złej woli powie: nie ma odwodnienia! Skandal! A ja spokojni odpowiem, że nie ma racji. Deszcz jest stałym elementem pogody, a jak pada, to wiadomo - mokro musi być! To raz. Dwa, to to, że na razie basenu krytego nie będzie. A powierzchnia tych bajorek nie jest zbyt wielka. Można więc je przykryć folią podpartą na żerdziach, do bajorka włożyć dwie grzałki po 1000 W każda i już jest mini basenik z podgrzewaną woda na dni słoty i pluchy. Widzicie krytycy? Trochę wyobraźni a i bajorka są przyjazne, zagospodarowane i wykorzystane. A inny jeszcze pomysł, to taki, że dziatwa będzie sobie brodzić w wodzie naśladując czaple, bociany, pelikany, co zbliży je do Matki Natury a i z wykładem na temat wodnego ptactwa rzecz całą połączyć można.

Kolejny niestały element wyposażenia placu zabaw stanowi gruz budowlany występujący w licznych kawałkach. Ten element ma walor poznawczy. Dzięki jego występowaniu dziatwa będzie wiedziała, że do życia na placu zbaw, tak jak do samego życia pojętego ogólnie, trzeba mieć twardy łeb. Tak samo zresztą twardy, jak do poznania niezwykłych walorów tego wprost niewiarygodnego placu zabaw zwierającego tak wiele ukrytych symboli i jeszcze nierozwiązanych tajemnic i znaczeń. Z idei tego placu można czytać jak z księgi filozoficznej, która po każdym czytaniu odkrywa przed Czytelnikiem wciąż nowe znaczenia i myśli. Ten plac zabaw jest na miarę XXI wielu, jest żywym dowodem na postępujący rozwój naszego samorządu gminnego. Sądzę, że powinniśmy już dzisiaj zatroszczyć się zadbanie, by został on skansenem w przyszłości.

Oglądając ten plac zabaw jestem dumny z faktu bycia górowianinem. Bez dwóch zdań jestem dumny! Jak cholera!