czwartek, 16 czerwca 2011

Comeback?

Szerzą się na mieście różne pogłoski, które dotyczą zmian kadrowych w naszym szpitalu. Mówi się o odwołaniu prezesa spółki Piotra Rykowskiego, albo też spekuluje na temat obsady stanowiska dyrektora ds. medycznych spółki.

W pierwszym przypadku można rzec, że powołanie było pomyłką, toteż odwołanie nią być nie może. Ale chyba jeszcze przedwczesnej na takie spekulacje, bo prezesa – spadochroniarza, którego załatwiła nam we Wrocławiu platforma, jako pochodzącego z rozdzielnika politycznego, w łatwy sposób usunąć nie sposób. W partiach jest tak, że o oderwaniu od koryta nie decyduje się tak od razu. Każda taka nasłana z partyjnego jadłospisu przystawka może sporo naknocić nim rzuci się ją na „inny, odpowiedzialny odcinek pracy państwowej/samorządowej/ w spółkach z udziałem kumpli powiązanych z ministrem Skarbu Państwa, itp.. etc., (właściwe Państwo sobie dopowiedzą).

Wobec tego pozostaje stanowisko dyrektora spółki ds. medycznych. Każdy kto zetknął się z naszym szpitalem wie, że spora grupa lekarzy pracujących/ zatrudnionych/pobierających pensje (tu Państwo również wybiorą sobie wariant im odpowiadający) za cholerę nie garnie się do roboty.
I tak np. ordynator chirurgii kazał 2 lutego 2009 roku oczekiwać jednemu z pacjentów 2 godz. 50 minut w Izbie Przyjęć. Mowa tu oczywiście o lekarzu Marku Rodzeniu.

Wielu z Państwa wie i doświadczyło z autopsji tego braku zaangażowania części kadry lekarskiej w pracę w naszym szpitalu. Mówiło tym – a ja to relacjonowałem – członek Rady Społecznej SP ZOZ – Edward Kowalczuk. Na szczytach powiatowej władzy również najwyraźniej dostrzeżono konieczność dokonania zmian kadrowych w spółce.

Na giełdzie nazwisk uporczywie pojawia się jedno – dr Stanisław Hoffmann. Rzecz jest jedna skomplikowana i niepewna.

Wiadomym jest, iż od 1 czerwca dr Stanisław Hoffmann pełni funkcję ordynatora oddziału ginekologiczno – położniczego w szpitalu w Lubinie. Co prawda, jak mówią tamtejsi pracownicy umowa zawarta została do 30 czerwca, ale jest parcie szefów szpitala, by została ona przedłużona na okres tak długi, jak to jest możliwe.

Nie od dzisiaj wiadomo, że zakusy na dr Stanisława Hoffmanna ma szpital we Wschowie. Tam również widzianoby górowianina na stanowisku ordynatora oddziału ginekologiczno – położniczego. Widziano tam kilka razy potencjalnego kandydata opuszczającego siedzibę dyrektora szpitala. Tu dygresja: tamtejszy dyrektor nie jest kobietą.

Oczywiście obie placówki nie zapałały do dr Stanisława Hoffmanna miłością czystą i platoniczną. Ta zdarza się już tylko w bajkach i przedwyborczych klechdach kłamców – polityków.
Oba szpitale mają w pozyskaniu dr Stanisława Hoffmanna interes ekonomiczny. Wiadomo, że jest on znakomitym fachowcem w swojej dziedzinie. To przyznają nawet jego najwięksi wrogowie.
A jak się jest fachowcem, to ma się pacjentki. A pacjentki zachodzą od czasu do czasu w stan określany mianem „błogosłowianego”. I po jakimś tam czasie zachodzą (podobno coś około 9 miesiąca, ale nie zachodziłem, to głowy nie dam!) rodzą różowiutkie niemowlaki.

I tu do akcji wkracza Narodowy Fundusz Zdrowia. Tam ustalono taka oto regułę, że jak np. szpital ma kontrakt i go przekroczy (nadwykonania), to wówczas rozpoczyna się targ o to, ile mu się zapłaci za te nadwykonania. I dostaje jakieś tam nędzne grosze.

W przypadku narodzin różowiutkich niemowlaków NFZ płaci jak z nut i się nie targuje, bo tak ustalone są reguły tej zabawy. Czyli im więcej pacjentek w stanie „błogosławionym”, tym lepiej dla szpitala.
W Lubinie już od dawna przekonali się, że dr Stanisław Hoffmann zapewnia sporą ilość różowiutkich niemowlaczków. A ponieważ niemowlaczek to kasa więc starają się pozyskać magnes przyciągający przyszłe mamusie. We Wschowie też to rozumieją. A u nas przez 10 lat osiołki pojąć nie mogły.

Powróćmy jednak do osoby rzekomego kandydata. Tu trzeba stwierdzić, że jest sporo prawdy w tych pogłoskach. Dr Stanisław Hoffmann widziany był w Starostwie, co ma z całą pewnością związek z jakąś propozycją dotyczącą szpitala.

Wiadomo jest, iż spotkania pomiędzy obecną władzą a dr Stanisławem Hoffmannem trwają od miesiąca kwietnia. To dość długi okres czasu, co wskazuje na to, iż są to rozmowy trudne. Tu można rozważać też taką możliwość, że ani jedna, ani tez druga strona nie kwapi się do finalizacji rozmów.

W lepszej sytuacji jest dr Stanisław Hoffmann. Pracy nie poszukuje, bo w ofertach może wybierać. Sytuacja szpitala po utracie kontraktu na pogotowie znacznie się skomplikowała. Jego przyszłość osnuta jest ołowianymi chmurami. Trudno od kogokolwiek oczekiwać, by postawił na konia, który nie dość, że był ślepy, to jeszcze załapał ochwat na starcie. I to na własne życzenie, bo dżokeja – cudotwórcę mu przysłali, a ten nie walnął go z kopyta, ale dopuścił do siebie. Fakt, właściciel stajni nieudacznik.

Ale powracajmy ad rem.

W związku z tymi pogłoskami w części załogi szpitala wybuchł lekki popłoch. Podobno znalazła się grupa pracowników (w tym lekarzy, którzy wyrażają swoje zaniepokojenie możliwością powrotu po 10 latach do pracy byłego dyrektora. Dochodzą słuchy, iż niektórzy z lekarzy grożą złożeniem wypowiedzeń.

Skąd ta trwoga?
Wypływa ona ze znajomości charakteru dr Stanisława Hoffmanna, który jako człowiek nienowoczesny prace traktuje nad wyraz poważnie. I nie stosuje taryfy ulgowej, dżentelmeńskiego przymrużenia oka, odwrócenia głowy, gdy widzi nieróbstwo, brakoróbstwo, lenistwo, pozoracje pracy i bylejakość. Takie zachowania nie przechodzą. A towarzystwo spod znaku „czy się stoi, czy się leży - 1500 za dyżur się należy” pracować nie lubi!

I stąd ten popłoch i te głupie groźby pachnące szantażem o odejściu ze szpitala. Ja tam osobiście nie będę żałował, gdy np. ordynator Rodzeń złoży wymówienie. Ja mu za to będę wdzięczny. Ja mu jeszcze w prezencie dam kompas nastawiony na Tarnobrzeg i kij na drogę.

Państwo z pewnością tez mają swoich faworytów do odstawki. I zapamiętajcie, że nie jesteście w tym osamotnieni. W tym szpitalu niektórzy z medyków tak „pracowali”, że oprócz kija i kompasu należy się im kop. Trudno jednak założyć, iż w ciągu jednego dnia da się przeprowadzić „rzeź leni”. Dr Hoffmann, to jednak (niestety!) nie Herod.

Trudno dzisiaj spekulować czy dr Stanisław Hoffmann powróci do szpitala, z którym był związany nieomal 30 lat. Przypomnę, że sytuacja szpitala jest tragiczna. Już raz został kozłem ofiarnym i przyprawiono mu „gębę”. Tych, którzy ją przyprawili pochłonął niebyt historii. Dr Stanisław Hoffmann pracy nie szuka. Jeżeli podejmie wyzwanie, to zrobi to z całkowicie innych pobudek.