środa, 7 września 2016

I po bajzlu!

Naprawdę pięknie spisało się nam Nadleśnictwo Góra Śl. w kwestii przywrócenia w dotychczasowej „Oazie bajzlu” ładu, porządku i składu. Ręce same się składają do oklasków a pierś naszego najukochańszego nadleśniczego magistra i inżyniera Tomasza Multańskiego, z całą pewnością nabrzmiewa dumą niczym sutki rozochoconej niewiasty.

Ale cóż ja mogę w obliczu dumnie wypiętej piersi nadleśniczego?! Orderu wszak nie przypnę, bo mocy takiej nie mam. Ale pochwalić za ten czyn chcę i muszę. Brawo panie nadleśniczy! To się nazywa natychmiastowy i skuteczny odzew. Widać, że nasze Nadleśnictwo Góra Śl. ma gospodarza całą – mówiąc potocznie – „gębą”.

No cóż, szkoda tylko, że „gospodarz całą gębą” rzadko lustruje podległy sobie teren i wieści o różnych "bajzlowatych" sytuacjach czerpie z mojego bloga, którego przecież nikt nie czyta. Znacznie lepiej byłoby, gdyby szef naszych miejscowych lasów odwiedzał częściej swoje przeurocze gospodarstwo i własnymi oczętami rozkoszował się tym, czym przyszło mu rządzić. Wówczas z całą pewnością pozbawiony byłbym możliwości, której absolutnie proszę Państwa nie łączyć z przyjemnością, opisywania ewidentnych zaniedbań w naszym nadleśnictwie.

Ja wiem, że czasy, że czasy teraz niepewne, ale jak jest niekontrolowany „bajzel”, to różne jego efekty mogą być. Bywa tak, że są przykre, smutne i mogą cofnąć każdego człowieka w jego karierze zawodowej.

Aby zakończyć ten skromny pościk raz jeszcze szczerze dziękuję panu nadleśniczemu Tomaszowi Multańskiemu, za szybką reakcję. Pozwolę sobie również życzyć panu nadleśniczemu, by lasy nasze wolne były od patogenów. I Nadleśnictwo też. Żegnam najczulej tradycyjnym „Darz bór!”