niedziela, 28 sierpnia 2016

"Po owocach ich poznacie"

Poniżej widzą Państwo skan pisma, które burmistrz Irena Krzyszkiewicz skierowała do prezesa zarządu PCZ Góra Śl., w sprawie niewywiązania się przez niego z obietnicy przedstawienia na piśmie oczekiwań wobec powiatu i gminy. Pisemne sformułowanie oczekiwań PCZ miał – w domyśle – pomóc PCZ na wznowienie działalności „sprzedanego” szpitala.

Osobiście nie miałem żadnych złudzeń w kwestii uzyskania od PCZ Góra Śl. jakiejkolwiek odpowiedzi. Spotkanie z dnia 19 czerwca miało jednak jeden jedyny pozytywny skutek. Uzmysłowiło wszystkim, którzy byli na nim obecni, pokrętność działań właścicieli PCZ, którzy w niczym nie są winni zamknięciu działalności szpitala. Winni – wg niech- są inni, ale nie oni.

Oczywiście winni, wrednemu dla nas wszystkich finałowi w postaci pozbawienia nas zamkniętej opieki zdrowotnej, znajdowali się na sali obrad, ale "popielca" z ich strony ni było. Ani Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego – Piotr Wołowicz, ani też jego zastępca – Paweł Niedźwiedź, głosu nie zabrali. Bo i co tu mówić, gdy dało się w kwestii sprzedaży szpitala kosmicznej dupy?! Przyznać się? Na taką rzecz trzeba mieć honor, sumienie i cywilną odwagę. A nie deficyt tych trzech cech.

Górowianie – mówiąc delikatnie – nico przespali pozbycie się szpitala. Wielu z nich uniesionych mirażem nowoczesnego szpitala, którą to wizję kreślił przed pielęgniarkami np. mój serdeczny przyjaciel radny powiatowy „Banan” (Marek Biernacki) bezkrytycznie, bo bez udziału rozumu, uwierzyło, że jak przyjdzie „prywaciarz”, to nam taką lecznicę zmajstruje, że ho, ho! Pękała będzie od specjalistów i to co najmniej z profesorskimi tytułami.

A prawda jest taka, że nasz były szpital, jaki był taki był, a teraz nie ma żadnego. I szydzą z nas z tego powodu w ościennych powiatach, o czym rozliczni górowianie przekonują się na własnej skórze. By być w zgodzie z prawdą zasłużyliśmy sobie na to, dopuszczając aktem wyborczym do władzy ludzi, którzy do jej sprawowania nie mają żadnych –predyspozycji. Tak, tak, bo ten akt wyborczy też dokonał się bez udziału rozumu. A grzech głupoty rodzi zawsze grzech kolejny.

W najcięższej sytuacji na skutek radosnej, i pozbawionej udziału rozumu, twórczości tzw. „starostów” znalazła się burmistrz Irena Krzyszkiewicz, która dzieli teraz odium społecznego gniewu z powodu zamknięcia szpitala. To z jej inicjatywy doszło do spotkania 19 czerwca br. Spotkania, które nie mogło mieć dla nas żadnych pozytywnych konsekwencji. Ludziom wciąż mieszają się kompetencje poszczególnych szczebli samorządu i przypisują burmistrzowi kompetencje, w które ustawa o samorządzie gminnym go nie wyposaża. I w ten sposób większość niewyrobionych samorządowo górowian, czyni winną braku szpitala burmistrz Ireną Krzyszkiewicz. Z doświadczenia i rozlicznych rozmów wiem, że do tej grupy mieszkańców żadna argumentacja oparta o brzmienie przepisów ustawy o samorządzie gminnym nie przemawia. Kontrargument jest prosty: „Gdyby chciała, to szpital by był!” Koniec i kropka.

Bardziej wyrobiona grupa mieszkańców naszego grodu używa argumentacji, która zahacza o rzeczywistość. Powiadają oni tak: „Burmistrz i sporo ludzi w radzie powiatu, to ludzie burmistrzyni. Startowali z jej list. Dlaczego więc pozwoliła im na sprzedaż szpitala?” Potrafią też brutalnie dodać, że Góra już nie jest miastem, tylko „wioską powiatową”. „Co to za miasto powiatowe bez szpitala?” – pytają z ogromną goryczą i nietajoną niczym złością.

Mieszkańcy pytają również o rolę radnych gminnych ubiegłej kadencji przy sprzedaży szpitala. Zgodnie z prawdą odpowiadam więc, że radni miejscy nie odegrali żadnej roli przy podejmowaniu decyzji o sprzedaży szpitala. By być precyzyjnym dodaję też, że Rada Miejska kadencji lat 2010 – 14 nie zajęła żadnego oficjalnego stanowiska w sprawie sprzedaży szpitala. I co słyszę? „A to mieli szpital w dupie?!”

Zła krew zaczyna krążyć w ludzkim krwioobiegu, atmosfera robi się duszna i napięta za sprawą braku szpitala. Wielu górowian na własnej skórze przekonało się, jak trudne, uciążliwe i niebezpieczne staje się nasze życie bez szpitala. Ludzie zaczynają się zastanawiać, czy władza samorządowa działa w ich imieniu, dla ich dobra, z myślą o nich. Czy też istniej ona tylko dla siebie samej.

Problem z dostępem do zamkniętego lecznictwa szpitalnego przysłaniać zaczął nawet nowe inwestycje gminne, których przecież nie brakuje. Kładzie się on cieniem na życiu górowian i wywołuje zrozumiały lęk. Te poczucie lęku jest szczególnie silne u ludzi w podeszłym wieku, schorowanych, którzy na co dzień walczą ze swoimi schorzeniami. Ludzi, którzy, o czym nie należy zapominać, łożyli na utrzymanie tego szpitala w przeszłości uczestnicząc w różnych zbiórkach na jego rzecz, nie zawsze dobrowolnych zresztą. Boją się też matki o swoje dzieci, bo każda gorączka malucha łączy się z ich trwogą i lękiem. I podróżą w nieznane, z chorym dzieckiem o różnej porze dnia i nocy.

Pada też pytanie o szansę ponownego zaistnienia szpitala w Górze. Powiem obrazowo, że taka jak ta iż „cień miotły zamiecie cień śmieci”. Mniejsza o budynek, którego dostosowanie kosztowałoby grube miliny. Głupia decyzja, która w efekcie przyniosła likwidację naszego szpitala, było również rozgonienie na cztery wiatry wykształconego personelu szpitalnego. To był przeogromny kapitał tego szpitala, którego do rachunku dla PCZ nie doliczono. Obrazowo mówiąc w godzinę można znaleźć kandydata na starostę czy jego zastępcę, ale latami trzeba kształcić i uczyć lekarza, pielęgniarkę. Z punktu widzenia użyteczności społecznej żaden polityk nie jest dla społeczeństwa wart tyle co wykształcony lekarz czy pielęgniarka. Niestety, większość polityków sądzi – ze szkodą dla nas – że są czymś wyjątkowym. A najczęściej to sezonowe „ćwoki”.


Nieprzytomnie to dzikie jest i dalekie od standardów XXI wieku. A Państwo wciąż karmicie tych, którzy zaprzepaścili szpital. A żywić i odziewać winien ich fetysz: „prywatyzacja”. Tak jak my wszyscy „pożywiliśmy” się przy prywatyzacji szpitala. Zadziałać miała „niewidzialna ręka rynku”. 

Toteż proponuję, by tzw. „starostom” dała ona im żreć i odziała. A jak by im nie pasowało, to niech otworzą działalność gospodarczą. Wszak bogate doświadczenie przy tzw. „sprzedaży” szpitala dobrze obu panom wróży na niwie własnej, owocnej działalności gospodarczej. I niech ich w interesach pieści „niewidzialna ręka rynku”, tak jak oni nas „popieścili” w dziele pozbawienia mieszkańców powiatu naszego szpitala.