piątek, 14 listopada 2014

Manifest wyborczy


W niedzielę większość z Państwa uda się do urn wyborczych. Każdy z Państwa mógł będzie postawić cztery krzyżyki, bo obdarzyć swoim zaufaniem wybranych kandydatów. Muszę jednak Państwu szczerze powiedzieć, że Państwa krzyżyczki, stawiane często bez znajomości ludzi, przyprawiały mnie o palpitacje serca.

Weźmy taką listę „Razem dla powiatu”. Na tej liście znajdziemy wielce czcigodne nazwisko Ireny Krzyszkiewicz. Po jaką cholerę Irena Krzyszkiewicz idzie do powiatu!? Odpowiedź jest prosta. I. Krzyszkiewicz do żadnego powiatu się nie wybiera. Ona ciągnie za sobą zgraję nierobów, beztalenci, kompletnych amatorów, dupków jednym słowem, którzy nie sprawdzili się samorządzie. Owe dupki żołędne to: Irena Krzyszkiewicz (nie dupek, lecz zanęta), Piotr Wołowicz (nieszczęście absolutne – JAK WY MI GO KURWA WYBIERZECIE TO JA BLOGA ZAMKNĘ),



Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki (groził mi procesem sądowym twierdząc, że nigdy nie mówił, że „wyborcy mogą nas w dupę pocałować”, pozwu nie powąchałem), Piotr Iskra (mąż żony Agnieszki zatrudnionej w górowski starostwie) oraz twórczyni kultury górowskiej, jeszcze przed powstaniem Góry, córka Popiela i Myszeidy – Danuta Piwowarka-Berus, od której to w Polsce rozpoczął się rozwój kultury. Ale przez „ó”.

Te typy na kartce wyborczej oznaczonej numerem 14 radzę omijać Państwu z daleka. Nie żeby zaraz pluć, ale delikatnie i z widocznym obrzydzeniem na twarzy listę ową pomijać. Bo co w praktyce będzie znaczyło oddanie głosu na listę nr 14?

Będzie to wyraz Państwa poparcia dla sprzedaży szpitala, nieudolności w zarządzaniu starostwem, zwiększeniu się ilości dziur w jezdniach, zamknięciu aptek w nocy, bo wtedy są niedochodowe, lipie w oświacie, tolerancji dla różnych przekrętów jak np. żwirownia w Sicinach, zasmrodzenia Włodkowa Dolnego oraz różnych platformerskich pierdół.

Proszę nie zapomnieć, że „Razem dla powiatu” to zakamuflowani członkowie Platformy Obywatelskiej, którzy niczym sycylijska mafia, zmienili szyld i udają że są tym, czym nie są. A jest to opcja całkowicie upartyjniona, której dowodzi znany powszechnie chuligan z lotniska frankfurckiego Jacek Protasiewicz. Jaki chuligan taka banda.

Popatrzmy na inny przykład. Mamy kolejne nieszczęście pchające się do powiatu. Taki nikomu nieznany, człowieczek z nieznanego wymiaru – Dariusz Wołowicz.

Co można powiedzieć o tym człowieku? Krótko mówiąc to kafelka w podłodze jest bardziej wyraźna. Pani burmistrz mogłaby Państwu co nieco powiedzieć o jego kafelkarskich zasługach w górowskim OKF. Przypomnę tylko, że w jego szafie wisi całkiem nowy, raz wykorzystany garnitur, kiedy to zapragnął samorządowy bałwanek zostań przewodniczącym rady. W tym garniturze życzyłbym sobie by był pochowany w wyborczej trumnie.

Ahh, nasz niezastąpiony Edward Szendryk. On jest jak kombajn wielofunkcyjny. Młóci, goli i pierdoli.


Oooo! Mignęło mi nazwisko Andrzeja Rogali. Nasz znakomity wiceburmistrz. Nazwisko to – gdy Państwo prześledzą strony internetowe urzędu i starostwa – spotyka się dość często. Powiedzieć można, że rodzina jest na samorządowym garnuszku. Do dzisiaj okoliczności mianowania Andrzeja Rogali na wiceburmistrza są niewyjaśnione, ale panuje powszechne przekonanie, że on jest niematerialnym dodatkiem do garderoby Ireny Krzyszkiewicz. Raz robi za kwiatek, drugi raz za kokardkę, trzeci raz za podwiązkę, a czwarty za „podcipnik”. Także jak Państwo widzą funkcja jest odpowiedzialna i mało wdzięczna.

„Generał Gaśnica”, mowa oczywiście o Arkadiuszu Szuperze, który też znalazł się na papuciowej liście Ireny Krzyszkiewicz. „Generał Gaśnica” (w chwili obecnej w radze brygadiera) podobno liczy, że zostanie Marszałkiem Wszystkich Gaśnic Krajowych i nadgaśniczym w  Belwederze. Podobno przygotował już projekt uchwały, na mocy której nazwa ulicy na której mieszka ulegnie zmianie na ulicę Aroniowej, sfermentowanej.
Podobno opracował nowy typ gaśnicy typu „Blond Irena”, która reagowała będzie już na każdy inny kolor włosów niż blond. Choćby był farbowany, bo wiadomo, że Irena od  dzieciństwa była ruda i piegowata, tak ja radny Biernacki, który jest z nią spokrewniony, który też był rudy, piegowaty i jeszcze bardziej wredny od Ireny (szczał bez ostrzeżenia na kolana).

Oczywiście taka lista wymaga odrobiny wazeliny. Geniusz naszej pani burmistrz dostrzegł tę potrzebę i otóż znajdujemy na liście znakomitość. Wszyscy, którzy czytają ten post proszeni są o klękniecie, bo mowa będzie o wielkim Bronisławie Barnie. Już sama myśl o tym, że któryś z cmentarzy nie nosi jego imienia doprowadza mnie do szału. Bronisław Barna zasługuje na coś więcej. Bronisław Barna zasługuje na nazwanie skrzyżowania, ba!, obwodnicy swoim szlachetnym nazwiskiem. Pomińmy ten drobiazg, że był milicjantem. Pomińmy też to, że kiedy wychodzi z mieszkania na ul. Słowackiego to jego brzuch sięga ulicy Konopnickiej. Bez Bronisława Barny lista pani burmistrz byłaby niekompletna. On bowiem jest tą wazeliną, która pozwala tej liście wcisnąć się w najgłębsze zakamarki wiadomo czego. Podobno powstała inicjatywa obywatelska na ul. Słowackiego, której celem jest zmiany nazwiska Barny na Czopek. Podobno pani burmistrz jest szczęśliwa i twierdzi, że to właściwe nazwisko dla tego typu typa.

Ahh, weźmy też taki okaz. Emerytowany policjant Stanisław Borawski, brat wciąż niedocenianego Ryszarda, który w swej ulotce wyborczej zapowiada nam przyrost naturalny z własnym udziałem – będzie budował żłobki. Słusznie drogi Ryszardzie. Jakoś trzeba zabić tę nudę. Ale jego brat Stanisław niestety do samorządu nie dorósł.  Kandydat wciąż się zastanawia, w której ręce trzyma się nóż, a w której widelec. O obiad Rysiu niepostawiony. Brata nie nakarmiłeś.


I tak pokrótce wyglądaj te przedwyborcze memy. I robi się śmiesznie i groźnie, bo istnieje obawa, że dużej grupie palantów uda się dostać do samorządu. Państwo, czyli Czytelnicy, najpewniej mają to gdzieś, ale to mi – Waszej Kanalii – przyjdzie się ścierać z idiotami. Z szacunku dla mnie, dlatego o czym Państwa informowałem, ja bardzo proszę – ciąć palantów. Ja swoje lata mam i mogę tego nie wytrzymać. A internet beze mnie będzie raczej pusty.