czwartek, 23 maja 2013

Moment sławy

13 maja po południu na górowskim stadionie było bardzo głośno i wesoło. Na wyjazd na mecz do Lubina przybyli najmłodsi piłkarze naszej "Pogoni". Co prawda nie był to pierwszy wyjazd naszych utalentowanych adeptów piłkarskich na tego typu imprezę, ale dla 25 spośród 43 młodzików uczestniczących w wyprawie był to wyjazd o wadze historycznej. Młodzicy górowskiej "Pogoni" mieli w pojedynku Zagłębia Lubin - Górnik Zabrze wyprowadzić ob a zespoły oraz sędziów na murawę.

Dlaczego młodzicy "Pogoni" dostąpili tego wyróżnienia? Przyczyna jest prosta. W drużynach młodzieżowych Zagłębia występuje 4 wychowanków naszej "Pogoni". Warto przypomnieć ich nazwiska. Na pierwszym miejscu wymienić należy bramkarza Kubę Rzeszuta. Temu chłopakowi wszyscy wróżą dużą przyszłość. Był nawet powołany do reprezentacji Polski do lat 14. Obecnie Kuba ma 15 lat i został powołany do reprezentacji Polski do lat 15. Nie tak dawno Zagłębie podpisało z nim kontrakt. Kolejny wychowanek trenera Jana Dwornika występujący w Zagłębiu, to urodzony łowca bramek - Borys Borowiec. Trzecim jest znakomity obrońca Bartek Ciesielski a czwartym rasowy napastnik imponujący techniką - Mateusz Witkowski.

Na początku roku nasz klub podpisał umowę o współpracy z Zagłębiem. Inicjatywa wyszła ze strony Zagłębia, które doceniło talent naszych młodzików i trud, jaki w ich piłkarskie wykształcenie włożył - i nadal wkłada - trener Jan Dwornik.

Wróćmy jednak do  eskapady. Trener Jan Dwornik miał trudne zadanie, gdyż musiał dokonać wyboru tych, którzy wyprowadzą oba zespoły. Jasne jest, że każdy z młodych chłopców chciałby wyjść na płytę boiska i stanąć naprzeciwko fleszy i kamer. Ale wybrać można było tylko 25. Reszta musi poczekać na kolejną okazję, która z całą pewnością się nadarzy.

W wesołej atmosferze, pośród śmiechów, żartów, przyśpiewek dojechaliśmy na stadion Zagłębia. Tam chwila oczekiwania na bilety. Po ich dostarczeniu i rozdaniu weszliśmy na stadion. Kręciły się kołowrotki a służba porządkowa miała pełne ręce roboty sprawdzając nas wszystkich, pod katem ewentualnego wichrzycielstwa stadionowego. Sprawdzanie wszystkich bawiło, chociaż ci z chłopaków, którzy doznali tego po raz pierwszy nie kryła zdziwienia.

Po wejściu na stadion zaczęło się oczekiwanie na przewodnika, który miał zaprowadzić grupę wybrańców w miejsce spotkania z zawodnikami obu drużyn. W pewnym momencie usłyszeliśmy, jak spiker wita naszych zawodników i zapowiada, że to młodzicy "Pogoni" wyprowadzą  zespoły Zagłębia i Górniaka na murawę.  Młodzicy aż pokraśniali z dumy.

Zjawiła się bardzo miła pani i za jej sprawą otworzyły się przed nami bramy, które dla zwykłych śmiertelników są zamknięte. Udawaliśmy się do strefy zamkniętej.

Tam dwie przemiłe panie wyjaśniły młodzikom czego się od nich oczekuje. A oczekiwało się m.in. by nie wdawali się w dyskusje z zawodnikami, bo jak panie wyjaśniły: "piłkarze lubią sobie żartować", pod żadnym pozorem naszym chłopcom nie wolno było wypuścić ręki wyprowadzanego zawodnika. No i oczywiście wszystko miało przebiegać w atmosferze dyscypliny.

Udało się ustawić szyki. Wszyscy spięci czekają na zawodników obu drużyn, gdy nagle w diabły idzie karny i zwarty szyk. W korytarzu pojawiła się maskotka Zagłębia Lubin - Krecik! Nasze dzieciaki nie kryją radości i radośnie witają się z sympatycznym gadżetem. "Krecik" podkręca jeszcze atmosferę, bo przybija "piątkę" każdemu z dzieciaków. Znika tak szybko jak przybył pozostawiając organizacyjny bałagan.

Nieuchronnie zbliża się moment wyprowadzenia obu drużyn na boisko. Nasi chłopcy spięci i zamyśleni. Ochrona wyprasza nas z korytarza na płytę boiska. Oznacza to, że za moment piłkarze wybiegną na mecz. Spiker ponownie przypomina, iż piłkarzy na boisko wyprowadzą młodzi zawodnicy zaprzyjaźnionego klubu "Pogoni" Góra. Z trybun słychać oklaski.

Mija kilka minut. Kieruję aparat na wejście na boisko i czekam na pojawienie się zawodników. Wybiegają! Wprost pod obiektywy kamer i aparatów. Na twarzach naszych młodzików uśmiechy wprost księżycowe! Ani śladu tremy. Dominuje radość. Sprawnie ustawiają się wraz z zawodnikami obu drużyn na boisku. Chwila prezentacji i nasi karnie zbiegają z boiska do korytarza. Wszystko poszło gładko i bez zgrzytu. Chłopcy są szczęśliwi i widać, że ten moment będą bardzo długo wspominali.

Wracamy na trybuny i obserwujemy mecz. Zagłębiu nie idzie, ale ważne, że są bramki i akcje. Widać, że chłopcy przezywają widowisko. Rozglądam się po miejscach zajmowanych przez tych, którzy nie wyprowadzali seniorów i coś mi tu nie pasuje. Nasze miejsca zajęte, ale twarze takie jakieś inne, niepodobne do tych z autobusu. Tajemnica się wyjaśnia. Gdy my byliśmy w strefie zamkniętej nasz najmłodszy narybek wyczaił namiot, w którym wykonywane się makijaże przypominające w tej sytuacji barwy ochronne. Raz jeszcze naszych młodzików odwiedził "Krecik", co wzbudziło kolejną falę entuzjazmu.

Pomimo porażki Zagłębia uczestnicy wyprawy wracali w znakomitych nastrojach. Po przybyciu na stadion swoje pociechy odbierali rodzice. Niektórzy z nich nie kryli zaskoczenia widząc buźkę swojego pupila nieco zmienioną od tej, jaką ostatnio widzieli.

Na tę wyprawę nasi młodzicy sobie w pełni zasłużyli. Należała się im ona choćby za to, że na treningi przychodzą gremialnie a na boisku dają z siebie wszystko. To takie podziękowanie od klubu i docenienie wysiłku i ich zaangażowania.