wtorek, 6 czerwca 2017

Nic nadzwyczajnego

Dzisiejszą absolutoryjną sesją Rady Powiatu prowadził przewodniczący Rady Powiatu – Jan Rewers, który przebywa na zwolnieniu lekarskim i jest szczęśliwym posiadaczem druku ścisłego zarachowania L4. Stan zdrowia czcigodnego pana Jana okazuje się na tyle dobry, by utkwić za stołem prezydialnym i przewodniczyć obradom. Członkowie PSL mają jednak zdrowie! Aż dziw bierze, że lekarze tego nie doceniają i na chama choróbsko człowiekowi wielkich czynów i myśli nieogarniętych wciskają!

W sesji Rady Powiatu wzięło udział 13 radnych w jej fazie początkowej, bo nieobecny był radny Grzegorz Aleksander Trojanek oraz Jan Przybylski, który złożył rezygnację z pełnionej funkcji radnego. Podczas sesji na miejsce byłego radnego Jana Przybylskiego zaprzysiężono nowego radnego – Jana Kulczyckiego z gminy Wąsosz.

W związku z rezygnacją byłego radnego Jana Przybylskiego z funkcji radnego, powstał vacat w składzie Komisji Rewizyjnej. Radny Kazimierz Bogucki zwrócił uwagę na ten fakt i postawił wniosek, by uzupełnić skład Komisji Rewizyjnej. Przewodniczący Rady Powiatu, który jest posiadaczem druku L4 czy to z powodu barku refleksu czy też  nieznaności przepisów samorządowych, długo nie pojmował o co radnemu Kazimierzowi Boguckiemu chodzi. W sukurs przyszła mu radczyni prawna, która radnemu Kazimierzowi Boguckiemu przyznała rację. W efekcie nowym członkiem Komisji Rewizyjnej został Kazimierz Bogucki.

Głos następnie zabrał ten, którego nazwiska nie warto absolutnie wymieniać, by ust i humoru sobie nie psuć. W swoim wielce parafialnym stylu mendził, nieudolnie składał zdania usiłując mówić w najprostszej i pozbawionej jakichkolwiek walorów literackich, dość koślawej polszczyźnie. On truł a uczestnicy sesji zajęli się sprawami pożytecznymi, gdyż zdają sobie sprawę, jaki „kolosalne” znaczenie mają wydukane przez owego doskonale transparentnego, przynajmniej jeżeli chodzi o owłosienie górne, gościa nieporadnie budowane zdania. Dla porządku stwierdzę tylko, że gostek ów zajmował się problemem ochrony zdrowia w naszym powiecie. Z jego dość chaotycznych i nieskładnych wypowiedzi wynikał wniosek, że burdel do powstania którego się tak walnie przyczynił próbuje pacyfikować NFZ Wrocław. A on, jak to u nas bywa, sprawiać chce wrażenie, iż to jego zasługa. „Konia kują a żaba udko podstawia”.

W punkcie interpelacje głos zabrał radny Mirosław Żłobiński. Sala przycichła, gdy z ust radnego popłynęły słowa wypowiadane w najczystszej polszczyźnie. Po masakrze polszczyzny dokonanej przez mgr politologii można było przyjąć antidotum. Radny zajął się problemem, który dotyczy działkowców z terenów ogródków „Relaks II”. Wielu z nich otrzymało nakazy rozebrania zbudowanych tam altanek, gdyż zbudowane są one na nitce gazociągu. Radny Mirosław Żłobiński skierował w tej sprawie interpelację do powiatowego inspektora budowlanego. Ten, i owszem na interpelację radnego odpowiedział, tyle że nie na temat. Radny Mirosław Żłobiński przytoczył ekspertyzę biegłego, która w sposób jednoznaczny stwierdza, iż istnienie altanki w żaden sposób nie zagraża gazociągowi a zagrożenia może powstać tylko, gdyby po altance buszował ciężki sprzęt budowlany. Odpowiedzi na interpelację radnego nie usłyszeliśmy, gdyż inspektor nadzoru budowlanego był nieobecny na sesji. Podobno wydawał nakazy rozbiórki nielegalnie wydrążonych lisich nor, ale nie wiem ile w tym prawdy. Zresztą w opinii wielu osób pan inż.. mgr Edward Adaszyński słynie z nadmiernych tendencji do komplikowania spraw najprostszych. Dla wielu osób jest on typowy biurokratom, który piętrzy problemy, bo czerpie późnie satysfakcję, gdy żuczki biedne (petenci) w trudzie i mozole usiłują je rozwiązać. Mędrek taki. Mgr inż. Edward Adaszyński już długo pełni funkcję inspektora nadzoru i chyba popadł w nadmierną urzędniczą rutynę.
Radny Michał Krochta wypowiedział się w sprawie przejazdów kolejowych, które z powodu zamknięcia i likwidacji linii kolejowych stały się zbędne i w chwili obecnej są tyko przeszkodą dla kierowców. Tradycyjnie pytanie zaskoczyło tzw. „starostów” i nie usłyszeliśmy odpowiedzi.

Radny Mirosław Żłobiński prosił o informację na temat remontu drogi powiatowej w miejscowości Brzeżany. Remont tam przeprowadzony był skuteczny przez ok. 2 tygodnie. Droga powróciła do stanu sprzed remontu. Pytanie radnego brzmiało: czy ktoś sprawuje nadzór nad jakością wykonywanych remontów? towarzyszył Pytaniu w chwilę później towarzyszył tradycyjny już brak odpowiedzi.

Dużą aktywność wykazywał podczas sesji radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki. Aż trzykrotnie informował on radę o wynikach głosowania w trzech komisjach. Już przy drugiej informacji widać było, że jest zmęczony a po trzeciej – jednozdaniowej! – miałem poważne obawy czy dotrwa do końca sesji. Taki był wykończony! Przez moment sądziłem, że będę musiał go taszczyć do szpitala, ale przypomniałem sobie, że on też przyczynił się do jego likwidacji. Za ten wiekopomny wyczyn nikogo - jak dotąd - jeszcze nie przeprosił. A taki kulturalny, na pozór!

Doszło w końcu do głosowania nad absolutorium, które zarząd powiatu otrzymał. Towarzyszyły temu nieliczne oklaski, rachityczne oklaski, które wytrąciły z błogiego letargu dyrektora PCDN – Bernarda Bazylewicza oraz Tomasza „Plagiata” Krysiaka, którzy całą sesję tokowali z sobą niczym głuszce podczas toków. Zakochali się w sobie?


Radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki oczywiście zrobił w „bambuko” posłów swojej partii i głosował za absolutorium. Oznacza to, że albo posłowi okłamywali zebranych podczas spotkania albo też „Banan” ma partię i posłów w najbardziej ciemnym zakątku swego szlachetnego ciała. Cała gadka trójki posłów okazała się „psu na budę”. Wykiwał ich w swoim stylu. Z bananowym uśmiechem na ustach.