sobota, 13 czerwca 2015

Pisz pan na Berdyczów

Onegdaj, bo 11 maja roku Pańskiego, skierowałem maila do dyrektora Administracji Lokali Komunalnych w Górze, w którym to zawarłem nieco pytań dotyczących funkcjonowania tej jednostki. Prawdę mówiąc działalność ALK, która nie cieszy się dobrą opinią wśród tych, którzy zmuszeni są do korzystania z jej wątpliwej jakości usług. Na czele tej jednostki, która podlega bezpośrednio burmistrz Irenie Krzyszkiewicz, stoi dyrektor Marek Downar. Poniżej mają Państwo skriny pytań, które zadałem dyrektorowi ALK, a na które do dnia dzisiejszego nie otrzymałem odpowiedzi. Sytuację też resztą przewidziałem, gdyż nieco znam dyrektora ALK i wiedziałem, że odpowiedzi na moje pytania go przerosną. Przerost ów nastąpi z prostego powodu: dyrektor ALK tych pytań nie ogarnie! I się nie myliłem.




Podczas majowej sesji naszej niezrównanej Rady Miejskiej miało miejsce takie oto wydarzenie. Niezrównany w wygadywaniu głupot i pseudo – mądrości przewodniczący tego szlachetnego ciała uchwałodawczego – Jerzy „chochoł” Kubicki – zarzucił radnemu Adrianowi Grochowiakowi że ten dezorganizuje pracę szanownego dyrektora – i teraz uwaga! – poprzez żądanie od dyrektora tegoż ALK różnych informacji.

W celu ukazania rozpaczliwej sytuacji dyrektora ALK pozwolono mu również na występ. Wzmiankowany dyrektor wstał i zaczął najzwyczajniej jęczeć, biadolić i lamentować nad swoim niezwykle ciężkim położeniem. Sytuacja stała się ciężko kretyńska i zalatująca zapachem komuszym. Nad salą obrad zawisła ciężka atmosfera. „Poszkodowany” dyrektor ALK nieomal łkał opowiadając o „niegodziwościach” radnego Adriana Grochowiaka. My zbierało się na śmiech, bo podobnych cyrków dawno nie widziałem. Pełne kuglarstwo samorządowe! Tyle, że aktor tandetą zalatywał. Dyrektor ALK jako aktor (nawet amator) kompletnie się nie sprawdził. Jako dyrektor ALK natomiast się sprawdził, bo biadolił zgodnie z wolą jaśnie nam panujących.

Należy też – by być obiektywnym – skierować słowa najwyższej przestrogi pod adresem radnego Adriana Grochowiaka. Szanowny pan radny sądzi, że w naszej lokalnej odmianie tzw. „samorządu” można tak sobie hasać i pytać bez odgórnej akceptacji? Co pan sobie wyobraża? Że taki dyrektor ALK jest od odpowiadania na pana pytania? A może by pan najpierw uzgodnił treść pytań? Przesłał je dyrektorowi ALK do konsultacji i akceptacji? Co by panu zaszkodziło. Ale nie! Pan nie chce się trzymać niedawno ustanowionej tradycji! Pan – za przeproszeniem! - szczasz na wypracowane w pocie czoła tradycje naszego samorządu w naszym lokalnym wydaniu! Pan śmiesz mieć inne zdanie niż samorządowa władza! Pan najwyraźniej nie zauważasz, że przygniatająca większość radnych popiera panią burmistrz, chociaż nie bardzo wie o co chodzi. A pan chcesz mieć własne zdanie! Nie tutaj, szanowny panie radny! Nie tutaj i nie teraz!

Albo takie wyskakiwanie z wątpliwościami podczas sesji. Wyciąganie różnych rzeczy na wierzch. A nie można tak zdusić tej żądzy wiedzy w sobie? Patrz pan, jak reszta radnych o nic nie pyta, nie ma wątpliwości, duchowych rozterek i głosuje „po kursie i obowiązującej linii”. I miewają się dobrze! Dieta leci, szefowa zadowolona, pochwali, uśmiech skieruje, rączkę gładą poda. I fajnie jest! Taki samorządowiec jest ceniony, niczym tombak wśród Buszmenów.


Wracając do rzeczy stwierdzić trzeba, że ja odpowiedzi na zadane pytania od dyrektora ALK wydębię. Po swojej stronie mam prawo a nie tzw. „lokalną samorządową tradycję”. Będzie dyrektora to bolało, bo boleć musi. Wszak cierpienie uszlachetnia.