środa, 15 października 2014

Wyborcza lokomotywa II

Ciąg dalszy relacji z wczorajszej sesji Rady Powiatu.

Następnie przewodniczący Rady Powiatu – ni z gruszki ni z pietruszki – zaczął ubolewać nad hałasami dobiegającymi z górowskiego młyna. Przewodniczący stwierdził, iż owe dźwięki są „ponadnormatywne” i niepokoją ludzi. Innym zagadnieniem, które również nie objęte było programem sesji, były rozważania nad odorem, który nawiedza nasze miasto. Przewodniczący wskazał, iż nie ma u nas normy na odory, ale sprawę trzeba wyjaśnić. Jako źródło nieprzyjemnego zapachu wskazał górowską oczyszczalnię ścieków. Kolejnym punktem wywodów przewodniczącego Edwarda Szendryka był problem samochodów, które jeżdżąc po górowskich ulicach powodują pęknięcia w budynkach i nadmierny hałas. „Ludzie się denerwują” – stwierdził Edward Szendryk, który – jak powszechnie wiadomo – nie jeździ samochodem, gdyż porusza się balonem ogrzewanym ciepłym powietrzem.

Taki był wkład przewodniczącego Rady Powiatu w wysoce merytoryczną dyskusję, która dalece wykraczała poza program sesji. Na sali pojawiło się ponownie widmo wyborczej lokomotywy.

Ale jak szybko się pojawiło, tak szybko znikło, przepadło niczym mara nieczysta. O głos poprosił mieszkaniec gminy Góra – Michał Kucharski. Wraz z nim ponownie do głosu doszły prawdziwe problemy mieszkańców, od których radni powiatowi – w przeważającej większości – trzymali się podczas kończącej się kadencji z daleka.

Michał Kucharski jest sołtysem i mieszkańcem wsi Włodków Dolny. Zwrócił się do starosty, który – jak poinformował zebranych – „zna sprawę”. „To co nas spotkało nie da się opisać słowami. Od lipca zapraszam starostę na kawę do siebie, do Włodkowa. Mówi się, że każdy jest kowalem swojego losu. W przypadku mieszkańców Włodkowa, kowalami ich losu są urzędnicy” – mówił pełnym emocji i żalu głosem Michał Kucharki.

Jesteśmy ignorowani. Mieszkamy na obszarze chronionego krajobrazu Natura 2000. We wsi jest ferma świń. Panuje ogromny smród. Teraz doszła mieszalnia pasz. Właściwie nie wiem, nikt nie wie, co tam powstało. Od lipca chodzę, by uzyskać jakieś informacje na ten temat do starostwa. Proszę od dokumenty, by dowiedzieć się co pan R. wybudował. Nie mogę tego zobaczyć. Słyszę, że w dokumentacji zawarte są jakieś patenty, że jest ochrona danych osobowych” – kontynuował a na sali obrad zapadła cisza.

Ja nie mogę wejść do własnego sadu. Nie mogę złożyć basenu. W mieszkaniu, w sadzie, w domu, na całej posesji mam pył! Zamienimy się na posesję panie starosto?! Pan R. twierdzi, iż mam sad nielegalnie! Wszystko zaczęło się w lipcu. Na posesji pana R. rozpoczęły się prace budowlane. Nie było tablic informacyjnych, nikt z mieszkańców nie wiedział co się dzieje. Rozryto 20 lub 30 arów pola. Pytam pana R., co on robi? I słyszę w odpowiedzi, że badania glebowe. Zgłaszam sprawę do starostwa. Po 14 dniach następuje wizja lokalna. A w międzyczasie wszystkie pozwolenia zostały wydane! A my byliśmy przeciw mieszalni pasz, suszarni na zboże” – kontynuował swoją opowieść sołtys Włodkowa Dolnego.

Wielokrotnie zapraszałem starostę do siebie z prośbą, by wziął z sobą ubranie na zmianę. Bo pył jest tam wszędzie! Składałem skargi na pracowników starostwa. Bez echa! Pisałem do starosty. Nadzór budowlany - 4 pisma z podpisami wszystkich mieszkańców. Odpowiedziano nam, że ze względu na zawiłość sprawy zostanie ona rozpatrzona do 21 listopada, czyli po 4 miesiącach od zgłoszenia” – kontynuował Michał Kucharski.

Wybudowano drogę na gminnym gruncie. To jest droga zakładowa dla pana R. Droga nielegalna, bo wybudowano ją bez pozwolenia. Na 50 m przykryto rów. Bezprawnie, bez pozwoleń. Prace zaczęto w lipcu. Początkowo wysypano tam szuter. A 16 lipca pojawił się asfalt. Spadki z tej drogi są na nasze posesje. Pan R. mi mówi, żebym nie miał do niego pretensji, bo tę drogę zrobiła gmina pod mieszalnię pasz. W projekcie budowlanym brakuje stron, strony są nieponumerowane. Prosiłem w starostwie o ksero. Urzędnik powiedział, że mi nie da ksera, bo …w starostwie nie ma ustalonych stawek za wykonanie ksera! W końcu zrobiłem ksero dokumentów w punkcie informacyjnym w gminie” – zakończył swoją opowieść o życiu prawdziwym sołtys Włodkowa Dolnego – Michał Kucharski.

O głos poprosiła burmistrz Irena Kryszkiewicz, która powiedziała, że nabyć działkę na własność chciał pan K., ale gmina po konsultacjach z mieszkańcami wsi nie wyraziła na to zgody. Zapewniła też zebranych, że konsultuje każdą sprawę. Nieoczekiwanie dla wszystkich – w tym dla sołtysa – wyskoczyła z pretensjami do niego, że nie zadzwonił do gminy i nie opowiedział o tym, co tam się dzieje. Koniec końców wyszło, że winien jest …Kucharski. W ramach wyborczej lokomotywy przypomniała wszystkim o tym ile dla Włodkowa Dolnego zrobiła. Z jej wyborczej lokomotywy zebrani usłyszeli, że nawet przez 40 lat komuniści tyle dobrego tam nie zrobili. Na twarzach wielu zebranych pojawiły się grymasy i ironiczne uśmiechy.

Głos zabrała Wielce Czcigodna Pomyłka, która powiedziała, że nie mogła przybyć do sołtysa na kawę, bo …przeszkadza mu w tym sprawowana funkcja. „Ależ się etyczny zrobił!” – usłyszałem głos a po sali przebiegł śmiech a wielu z politowaniem pokręciło głową. Z gadki Wielce Czcigodnej Pomyłki nic nie wynikło, bo taka to już tradycja tego – w mojej ocenie – najgorszego starosty w historii naszego powiatu z Platformy, rzekomo Obywatelskiej.

Radny Władysław Stanisławski zaproponował, by sprawa tą zajęła się komisja Rewizyjna Rady Powiatu. Przypomniał też, że nie tak dawno Komisja Rewizyjna zajmowała się bardzo podobnym przypadkiem i uznała urzędnika starostwa za winnego złamania artykułów k.p.a.

Radny Zbigniew Józefiak stwierdził, że zna temat. „To jest kolejny przypadek zderzenia obywatela z biurokratyczną machiną Tu chodzi o to, że pan Kucharski zwracał się do instytucji a ta nie reagowała w sposób właściwy. Jeżeli w ciągu miesiąca obywatel nie może doczekać się odpowiedzi na proste pismo, to coś w działaniu instytucji szwankuje. Już NIK wykazał w sprawie budowy strażnicy ile popełniono błędów. Nie wyciągnięto żadnych wniosków z raportu NIK. Podłączono wydział budownictwa z wydziałem ochrony środowiska, czemu byłem przeciwny.”

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz stwierdziła, że na obecnym etapie gmina nie jest stroną w tej sprawie. „Stroną jest p. R. i powiatowy inspektor nadzoru budowlanego Adaszyński” – oznajmiła szefowa gminy. Gdy z jej miododajnych ust padło nazwisko Adaszyński, ktoś na sali stwierdził, że wyjaśnianie tej sprawy zajmie czas na przynajmniej dwie kolejne kadencje całej Radzie Powiatu.

Na tym sesja się zakończyła, ku wielkiej uldze Wielce Czcigodnej Pomyłki i platfusów. Nie byli oni zbyt szczęśliwi takim obrotem sprawy. Wszak wybory za pasem! A tu taka afera! Zamieść pod dywan się nie da i wali to bezpośrednio w nr 2 na liście Ireny Krzyszkiewicz, która pokochała powiat do takiego stopnia, iż postanowiła zostać radną powiatową. Wiadomo, w gminie wszystko porobione (za wyjątkiem restauracji „Leśna” w Ryczeniu i basenu), więc czas odbudować budować powiat, po klęsce którą zgotował mu – nomen omen! – nr 2 na jej liście do powiatu. Słuszną drogą obrała nasza pani burmistrz i jej ukochana partia Platforma, rzekomo Obywatelska.

Po sesji też było ciekawie. Radny MarekBananowy UśmiechBiernacki zaproponował panu Michałowi Kucharskiemu następujące rozwiązanie problemu.

Wg koncepcji tegoż radnego, mieszkańcy Włodkowa Górnego powinni postarać się, by ktoś zmierzył im poziom hałasu i zanieczyszczeń. Gdy dostaną wyniki tych badań, to …powinni iść i skarżyć do sądu pana R!

Oniemiałem z wrażenia! To się nazywa nowatorstwo po platfusowemu! I muszę tu z całą mocą podkreślić, że kiedy radny ów (znany ogólnie jako „Bananowy Uśmiech”) wywodził te swoje „dobre rady”, to był wówczas trzeźwy! To znaczy tak. Na pewno nie był po tzw. „spożyciu”. Ale czy zachował intelektualną trzeźwość, to to zagadnienie stoi już pod znakiem ogromnego zapytania.

No bo teraz pomyślmy sobie tak. Jest starostwo i ma ono swoje odpowiednie wydziały, na których utrzymanie łoży m.in. Michał Kucharski, jak i inni mieszkańcy Włodkowa Dolnego. Więc wg toku rozumowania szanownego radnego (zero interpelacji podczas kończącej się kadencji Rady Powiatu), starostwo i wydziały te nie są nam, mieszkańcom tego powiatu, absolutnie na nic potrzebne. W razie krzywdy mamy zasuwać do sądów a więc płacić podwójnie. Raz na utrzymanie starostwa a dwa za sąd i adwokata.

Ale proszę też zauważyć chytrość i przebiegłość radnego MarkaBananowego UśmiechuBiernackiego. On doskonale zna wady swojego towarzysza partyjnego (Wielce Czcigodnej Pomyłki) i wie, że problem przedstawiony przez Michała Kucharskiego jest dla Wielce Czcigodnej Pomyłki nie do ogarnięcia. Mruga więc porozumiewawczo do Michała Kucharskiego i milcząco naprowadza go na taki oto trop myślenia: „Pamiętaj pan, że dałem wam dobrą radę, wiem, że tam jest hałas i pamiętajcie o mnie przy wyborach”. Dobrodziej się znalazł, jasna cholera!

Widać było, że radny MarekBananowy UśmiechBiernacki zdenerwowany jest przebiegiem sesji, która ukazała w finale totalną niemoc kierowanej za Państwa (wyborców) pieniądze instytucji, a którą z tak żałosnym skutkiem zarządza jego partyjny towarzysz Wielce Czcigodna Pomyłka. Niestety starosta.

W tym porywie nerwów i bezsiły na niekontrolowany przebieg sesji, radny MarekBananowy Uśmiech” zwrócił się do mnie pogróżką.

W wielu postach przypominałem zachowanie (cyniczne) owego radnego z 2010 r., tuż po wyborach. Wówczas to radny MarekBananowy UśmiechBiernacki raczył wypowiedzieć następujące zdanie: „Teraz po wyborach przez 4 lata wyborcy w dupę mogą nas pocałować!” Konsekwentnie przypomnę, że słowa owe padły w obecności ówczesnego starosty Jana Kalinowskiego, w jego gabinecie. Ja usłyszawszy ów wywód zdębiałe, ale nie mniej zdziwiony był ówczesny starosta. To był szok! Buźka uśmiechnięta, aparycja przyzwoita, „Bóg, Honor, Ojczyzna” na ulotce wyborczej, a tu takie pokłady pogardy dla wyborców!

Wczoraj radny MarekBananowy UśmiechBiernacki zagroził mi, że jeśli jeszcze raz o tym napiszę, to poda mnie do sądu. Świadek rozmowy, radny Jan Kalinowski mało nie udusił się za śmiechu!
A ponieważ tego typu groźby działają na mnie pobudzająco, dlatego też przypominam raz jeszcze, iż słowa te radny wypowiedział. Przytaczałem je nie raz i jakoś to na ich autorze wrażenia nie wywierały. Sądami nie groził, nie obruszał się. A teraz mam groźbę podania mnie do sądu.

Więc by spełnić obietnicę radnego raz jeszcze powiadam Państwu i jemu: Tak! Po trzykroć tak! Powiedziałeś pan panie Biernacki te słowa!

Oczekuję na pozew.