środa, 3 sierpnia 2016

Sztuka epistolografii


W odpowiedzi na Pana list przedstawiam skany fragmentu tzw. „Umowy”, na mocy której PCZ Wrocław wszedł w posiadanie naszego wspólnego dobra, jakim był szpital. W tej tzw. „Umowie” czerwoną linią podkreśliłem punkt mówiący o przeniesieniu praw własności do naszego szpitala na PCZ. W tzw. „Umowie” nie odnajdzie Pan żadnych zapisów zabezpieczających interesy powiatu w przypadku braku spłat należności za szpital. Na mocy tej tzw. "Umowy” PCZ stał się właścicielem szpitala w momencie złożenia pod nią podpisów. Podpisy pod tym nieszczęsnym dla nas dokumentem złożyli: Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego – Piotr Wołowicz, wicestarosta – Paweł Niedźwiedź oraz skarbnik powiatu – Wojciech Pospiech.

Jak więc widać zaufano PCZ Wrocław, przed czym sporo osób myślących przestrzegało publicznie, głośno i wyraźnie. Proszę też zauważyć, że w Środzie Śląskiej, gdzie też sprzedano szpital PCZ – owi zabezpieczono się wpisem obciążającym hipotekę. U nas w dniu podpisania tzw. „Umowy” nie zadbano o zabezpieczenie naszych interesów. Jak powiedział znany wszystkim i ogólnie szanowany Wacław Grzebieluch: „Nieszczęście weszło w ten powiat!” 

Przypomnę, że szanowany i bez wątpienia znający życie Pan Wacław, był przeciw sprzedaży szpitala. Bogate życiowe doświadczenie a przede wszystkim wiedza pozwalały doktorowi Wacławowi na – jak się okazało - słuszną postawę w obliczu zapadłej decyzji o pozbyciu się szpitala. Ale wymienieni wyżej decydenci głusi byli na jakikolwiek argumenty. Nie rozumieli nawet tego, że są zbyt miałcy intelektualnie, by sprostać w należyty sposób temu wyzwaniu.

W swojej nieokiełzanej niczym pysze sądzili pierwsi naiwni, że są zajmowane przez nich stanowiska, świadczą o ich mądrości, inteligencji, wyjątkowej pozycji. A pycha zawsze poprzedza upadek! Na ich upadek trzeba jeszcze odrobinę poczekać (dzięki Bogu wytężone prace w tym kierunku trwają!), ale proszę zauważyć, że ofiarą ich bezczelnej pychy padło ponad 30 tys. mieszkańców naszego powiatu. I ich ofiary nie mogą doczekać się zadośćuczynienia!

Trzeba też wspomnieć o pomniejszych ich pomagierach w dziele zaprzepaszczenia naszego szpitala. Weźmy takiego byłego już lekarza i na szczęście radnego już byłego lekarza Edwarda Szendryka. Ten był wielkim zwolennikiem sprzedaży naszego szpitala. Był nawet przewodniczącym Rady Powiatu zajmując ten fotel po odwołaniu Zbigniewa Józefiaka. Edward Szendryk skompromitował się np. głosowaniem za zniesieniem nocnych dyżurów aptek. I na skutek podjętej uchwały przez Radę Powiatu uchwały w tej sprawie przez chyba 3 miesiące dyżurów aptek nie było. Oczywiście uchwała ta była od początku niezgodna z prawem. „Prawo farmaceutyczne” z mocy prawa stanowi, że apteki – i to bez żadnej łaski! – mają mieć dyżury. I za ich pozbawieniem :Państwa głosował ówczesny radny i lekarz Edward Szendryk. Uchwał oczywiście zaskarżona została przez nadzór prawny wojewody i padła. Ale czy rolą przewodniczącego Rady Powiatu, na dodatek lekarza, jest utrudnianie Państwu dostępu do aptek?! I to niezgodnie z prawem?! Czy taki działanie leżało w interesie mieszkańców powiatu?! No, nie dajmy się zwariować!

A wiecie Państwo, jak na uwalenie uchwały przez nadzór prawny wojewody zareagował starosta, czyli Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu? Orzekł, że teraz już wiemy. A wystarczyło przeczytać art. 94 p. 1. Ale kto by to czytał?! Chcieć to móc! A władza może wszystko. Tak przynajmniej wydaje się oszołomom, którzy akurat są w jej posiadaniu.

Wróćmy do osoby Zbigniewa Józefiaka. Było on również przeciwnikiem sprzedaży szpitala. Był przeciw, gdyż podzwonił gdzie należy, porozmawiał z ludźmi, którzy w internecie wyrażali swoja opinię o PCZ. Jako człowiek inteligentny wyrobił sobie zdanie i opinię na temat tej firmy. Mówił głośno o swoich zastrzeżeniach, ale nikt go nie słuchał, bo cała koalicja zauroczona była pozbyciem się szpitala.

Słów kilka o koalicji z lat 2010 - 2014. Nie pamiętam nawet wszystkich nazwisk radnych tworzących tę nieszczęsną w skutkach koalicję. I nie będę sobie ich przypominał, bo nie warto tego robić. Powiem tylko, że w mojej ocenie oddałem im ogromną przysługę. Na swoim blogu umieściłem ich nazwiska. I w ten sposób te miernoty przeszły do historii. Słyszą Państwo, jak Historia ze mnie rechoce?!

Weźmy na moment na tapetę takiego radnego, mojego ulubieńca zresztą. Radnego powiatowego już od 3 kadencji, Marka „Bananowego Uśmiecha”  Biernackiego. Stanowi on wprost kliniczny przykład, jak być radnym nim w rzeczywistości nie będąc. Od razu jednak zastrzegam, że mój pupil żadnej, ale to żadnej korzyści z faktu bycia radnym powiatowym nie osiągnął. Nie liczymy oczywiście diety radnego, bo co to za pieniądze?! Nędza po prostu! Wstyd się po nie schylać! Te żałosne 670 zł miesięcznie nawet nie jest w stanie zrekompensować ubytku kalorii związanych z procesem schylania się po te drobne. 

I nie liczcie Państwo, że 670 zł razy (w przybliżenie w przypadku mojego wielce drogiego „Banana” daje ponad 40 tyś. zł. Bo czy owe 40 tys. może znaczyć cokolwiek wobec zło0tych zdań, które wypowiada mój najdroższy przyjaciel „Banan” „Komisja taka to a taka jednomyślnie zaopiniowała projekt taki a taki”. I w ten sposób każde wypowiadane przez mojego najdroższego przyjaciela „Banana” zdanie ma wartość ok. stówki, chociaż merytorycznie rzecz ujmując żadnej wartości intelektualnej. By nie mijać się z prawdą stwierdzić też należy, że źrenice oczu moich, czyli „Banan” był również wielkim, kolosalnym nawet, zwolennikiem sprzedaży naszego szpitala. Podobno nosi się obecnie z zamiarem otworzenia takiej placówki, w której co prawda będzie trzeba płacić za pobyt, ale usługi medyczne będą za darmo. Pod warunkiem, że będzie się miało prywatnego lekarza i pielęgniarkę oraz aptekę. Ma mój „Bananik” łepetynkę do biznesu!

Pamiętam też takiego radnego powiatowego, ale tylko z wyglądu. Taki zwalisty był, koło „Banana” podczas sesji siedział. Pamiętam go z tego, że wielki był. I z niczego więcej. Chyba miał na nazwisko Żagiewka, ale głowy za to nie dam.

O! Ale pamiętam, że w radnym był doktor Jan Kalinowski. Też zadeklarowany przeciwnik regulowania długu za śmietnisko naszym szpitalem. Jego zimnym i pełnym logiki argumentom przeciw sprzedaży szpitala towarzyszyło nieodłączne milczenie zwolenników jego pozbycia się. Wrodzona logika kontra intelektualna pustka.

Radnym był – i jest – Grzegorz Aleksander Trojanek, który też nie zhańbił się głosowaniem za opyleniem szpitala za śmieci.

Proszę się mi nie dziwić, że nie pamiętam nazwisk radnych kadencji 2010 – 2014. A z czego ja ich mam pamiętać? Z przeraźliwego milczenia? Z pustki wiejących i ich twarzy?! Z oczu, przez które widać było widok za głową?!

Ot, podzieliłem się z Państwem garścią wspomnień czasów nieodległych, które bokiem nam wyszły i niczym uporczywa czkawka wracały będą lata całe. Bo szczera i brutalna prawda jest taka, że miasto powiatowe Góra jest bez szpitala. Winnych po stronie władzy wskazywałem niejednokrotnie. 

Dramat polega jednak na tym, że sprzedaż szpitala odbyła się przy waszej – moi drodzy mieszkańcy powiatu - biernej postawie w tej sprawie. Nie dość tego, to większość z Państwa, w roku 2010 wybrała do samorządu tych, którzy do opylenia szpitala się przyczynili. A ja przed wielu z nich Państwa przestrzegałem. Byłem niczym „głos wołający na puszczy”. Proszę sobie poczytać moje posty z roku 2010, 2012, 2013. Ja się ich nie wstydzę, bo wszystko co tam napisałem było, jest i będzie prawdą, bo szóstym zmysłem wyczuwam idiotę.

Ktoś moimi słowami czuje się urażony? Wyczuwam idiotę.