środa, 21 grudnia 2016

Dziękujemy Nadłaskawy!


Wszyscy Państwo zauważyli, że święta nam się zbliżają. Wiadomo, karp, śledź, uszka, pierożki i inne delicje. Wszystko to nie smakowałoby bez choinki, bombek i światełek.

I tu trzeba przyznać, że nasze najukochańsze Nadleśnictwo Góra Śląska stanęło na wysokości zadania i na swojej korporacyjnej stronie internetowej ogłosiło szczegóły dotyczące sprzedaży tych drzewek. 


Co prawda informacja o tym doniosłym wydarzeniu ukazała się dopiero 20 grudnia się, ale wynikało to nie z nieróbstwa odpowiedzialnych za sprzedaż choinek pracowników, lecz z faktu – bardzo prozaicznego – że pan nadleśniczy Tomasz Multański zapomniał w swoim kalendarzu odwrócić kartki z miesiąca marca, gdzie otwarte były na świętach zgoła innych, na miesiąc grudzień. A wiadomo, że w każdej szanującej się firmie jej pracownicy mierzą czas wg chronometru szefa, choćby ten notorycznie się spóźniał.

Ale ostatnio – podobno – pani sprzątające gabinet naszego jeszcze aktualnego Nadleśniczego, ścierką od kurzu nieopacznie odwróciły kartki kalendarza na właściwy miesiąc. Panu Nadleśniczemu nie ma się co dziwić, bo po uszy ma zajęć. A to dziki liczy, jelenie, hipopotamy, żyrafy, słonie z trąbami lub same trąby, których nie brakuje. A to musi się kontrolami martwić, przypilnować, by szwagier szwagrowi odbioru robót nie akceptował. No i oczywiście stołka pilnować, by nie rąbneli go złomiarze, na  przykład. A do tego las nas głowie cały a zwierz niesubordynowany i lezie gdzie chce. Ciężkie jest życie pana Nadleśniczego, mozołu pełne, trudu i znoju. A pensyjka marna. Jakieś liche 200 tys. rocznie. Toż z tego ledwo można wyżyć, i by związać koniec z końcem – podobno – nasz ukochany Pan Nadleśniczy latem żywi się grzybami, malinami, orzechami laskowymi, jagodami i innymi dobrami, które niesie z sobą las nasz kochany.

Tak więc nieco późno, ale lepiej późnej niż wcale, wódz leśników w przypływie niesamowitej łaski ogłosił „urbi et orbi”, że jako zarządca Lasów Państwowych w przypływie szczególnej łaski pozwolił nabywać choinki miejscowej ludności. Co prawda znajomy zając poinformował mnie w tajemnicy, że tych choinek za dużo nasze kochane Nadleśnictwo nie ma, bo posusz był, zwierzyna niesforna nieco wyjadła, plantacje podupadły, bo o nich zapomniano, ale przecież to drobiazgi są? Wszystko to blednie w obliczu przedświątecznej łaski Jaśnie nam Panującego pana jeszcze Nadleśniczego.

Skarżył mi się też mój zaufany zajączek „Dyzmą” zwany, że od pewnego czasu okrutne prześladowania spadły na ród zajęczy. Opowiadał mi, że zajęcza barć w tutejszych lasach znakowana jest poniżej ukazanym narzędziem.

 „Dotąd znakowano nas za jego pomocą na lewym „słuchu”, ale od pewnego czasu w jednym z leśnictw znakują nas tak na lewym jak i prawym słuchu. Ponadto ten znacznik cuchnie nam na odległość tandetną podróbą, która nie spełnia wymogów pewnego rozporządzenia nr 58. A my cierpimy, bo od znakowania tą tandetą choróbsko może jakieś powstać. Nie wspomnę tu, że znaczone mogą być nielegalne zające. Zrób pan coś z tym” – zakrzyknął zrozpaczony zając „Dyzma”, co niniejszym czynię.


Cóż dodać jeszcze? No podziękować super Nadleśniczemu za okazaną nam łaskawość, której ogrom dostrzeże nawet ślepy „Łysek z pokładu Idy”. Na odległość całuję więc najłaskawszą dłoń Leśnego Dobroczyńcy i życzę mu wszystkiego najlepszego na nowej ścieżce życia zawodowego. Niech choinka zawsze będzie z Panem! Darz bór siewco łaski.