środa, 28 grudnia 2016

Chuligan drogowy

Wyszedłem ja sobie dzisiaj pooddychać rześkim, świeżym powietrzem. Wciągam w swoje płucka ożywcze poranne powietrze i rozglądam się z wielką ciekawością po otaczającym mnie świcie. Tu rzucę lewym okiem, w inną stroną łypnę prawym ślepiem, a jeszcze w inne miejsce skierują obydwoje swoich prześlicznych ocząt.

I kiedy tak sobie swobodnie oddychałem i rzucałem spojrzenia w pewnym momencie moje oczne gałki wytrzeszczu doznały! Patrzę i oczom swym nie wierzę! Samochód jakowyś stoi! Ale jak on stoi! W niezgodzie z rozumem i zasadami ruchu drogowego, co Państwo zauważają na fotkach poniżej zamieszczonych.



Cóż  tak jednoznacznej sytuacji może zrobić prawy obywatel tego miasta, związany z nim na śmierć i życie? Można rzec, że nawet nacjonalista w skali lokalnej? Prawy i miłujący to miasto obywatel wykręca numer telefonu naszego cudownego, prężnie działającego na każdej niwie UMiG, następnie prosi o połączenie z wielofunkcyjną Strażą Miejską. Tak też i uczyniłem ja, prawy i sprawiedliwy mieszkaniec tego miasta od powicia do deski grobowej, jak mniemam.

W słuchawce mojej komórki odezwał się głos powagą urzędową nacechowany, zatroskany wielce a jednocześnie dostojny: „Komendant Straży Miejskiej Lucjan Żołnieruk. Dzień dobry. Słucham.” Te proste, niemal żołnierskie słowa, godne przynajmniej dowódcy drużyny, zmobilizowały mnie do równie prostych słów meldunku, godnych generała armii. Toteż przedstawiłem się w słowach zwięzłych i wyjaśniłem powód swojego telefonu. Dostojny El Comendante raczył mnie wysłuchać i zapowiedział, że wkrótce pojawi się tam odpowiedzialny funkcjonariusz dowodzonej przez niego formacji, by przywrócić ład i porządek w moim ukochanym mieście, a niewątpliwego chuligana drogowego przywoła do porządku.

Minął kwadrans i moje prześliczne oczęta ujrzały dostojnie poruszający się pojazd służbowy naszej znamienitej Straży Miejskiej z jednym funkcjonariuszem na pokładzie. Funkcjonariuszem tym okazał się być sławny już ponad miarę Łukasz Duda, który prywatnie jest miłym i sympatycznym młodym człowiekiem, ale w nieco operetkowym mundurze strażnika istny i mało sympatyczny diabeł w nim zamieszkuje (może poddać jego mundur egzorcyzmom?).

Strażnik Łukasz Duda niezwłocznie przystąpił z dużą wprawą i znajomością rzemiosła przez siebie wykonywanego, do tzw. „czynności”. Zapisał markę pojazdu, którym dokonano czynu wielce chuligańskiego i bezrozumnego zarazem. Tak bywa, gdy parkuje się bez udziału mózgu.

I nagle co ja widzę?! Z budynku, w którym mieści się m.in. moja najukochańsza biblioteka pedagogiczna, od „zakrystii”, że tak powiem, wynurza się dyrektor tej placówki, nawiasem mówiąc mocno pod jego rządami podupadłej, jak wieść gminna niesie (są i tacy, którzy twierdzą, że „zeszła na psy”) – Bernard B. Kieruje on swoje kroki w stronę funkcjonariusza Straży Miejskiej i coś mu tam tłumaczy. Stoję i słucham osłupiały, bo w mojej nieco posiwiałej głowie (ale tylko na skroniach) nie może pomieścić się myśl okrutna, do bólu przeszywająca moją muskularną klatkę piersiową), że człowiek stojący na czele tak wielce kulturalnej instytucji, jaką jest Powiatowe Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Poradnictwa Psychologiczno – Pedagogicznego, mógł popełnić chuligańskie czyn drogowy. Serce moje zawyło z rozpaczy, na lewej i prawej skroni przybyło mi po dwa kompletnie siwe włosy, chłód ogarną całe moje ciało a dusza ma załkała bezgłośnie. Boleść dojmująca ogarnęła moją cielesną powłokę i zapłakałem nad ciężką dolą tych, dla których dyrektor Bernard, dzisiaj bardzo Be, ma być wzorem do naśladowania, autorytetem, matką, wdową, babcią, dziadkiem i przewodnikiem w dziele podnoszenia kwalifikacji zawodowych. Co za czasy! Co za czasy1

W międzyczasie szanowny dyrektor udał się po wymagane przez strażnika dokumenty a ja wiedziony przesłaniem wypływającym z zakończonego Roku Miłosierdzia, zacząłem wypytywać dostojnego stróża prawa, porządku, ładu i składu, o wysokość dobrowolnej ofiary, którą dyrektor PCDNiPPP złoży na tacy naszego samorządu. Nad wyraz uprzejmy i grzeczny strażnik wyjaśnił mi, że taki chuligański czyn drogowy wymaga ofiary w granicach od 50 zł do 500.

Wystraszyłem się co niemiara, gdyż wiem, że przy marnych dyrektorskich zarobkach szanowny Bernard, dzisiaj bardzo Be, z trudem wiąże dwa końce z jednym. Bo co to z wypłata w łącznej kwocie 81.572,97 zł za rok 2015? Toż to tylko średnio 6797,75 zł miesięcznie! Można rzec, że za taki „psi grosz” dyrektor Bernard, dzisiaj bardzo Be, dyrektoruje w połowie społecznie. Toż rozum dusigrosza i kutwy nakazuje unikania parkowania w miejscach płatnych za tę usługę. No, załóżmy, że dostanie 100 zł mandatu. I jaka wyrwa w portfelu! No, katastrofa po prostu.

Z drugiej strony płatny parking, to jedynie 2 zł za pół godziny. A „stówka” na tacę, to aż 25 godzin parkowania na parkingu. Matematyk, a nim z wykształcenia jest dyrektor Bernard, dzisiaj bardzo Be, liczyć powinien umieć. Ale się chciało pochytrusić najwyraźniej. Oj! Dziadostwo nawet w dyrektorskim wydaniu nie popłaca. I jeszcze ten wstyd! I jeszcze ten wredny bloger! A miało być tak pięknie i 2 zł w portfelu!