czwartek, 23 czerwca 2016

Prąciem w twarz

Wczorajszą, absolutoryjną sesja Rady Powiatu, obserwowałem tylko do momentu, gdy opozycyjny radny Grzegorz Aleksander Trojanek, zapytał o list obdarowanego naszym szpitalem PCZ u. List ów zamieściłem ku uciesze własnej i Państwa, bo wybitnie oddaje on miarę bezczelności, tupetu i chucpy, którą uprawia szefostwo tej firmy.

Z wyraźną wyczuwalną drwiną w głosie radny Grzegorz Aleksander Trojanek stwierdził, że list jest „kwiecisty” że jej autorka „pochyla się nisko nad naszą sytuacją”, i na koniec swojej mocno ironizującej wypowiedzi radny rzekł: „Okaże się, że wszyscy chcą dobrze, ale my nie”. Radny zachęcił również przewodniczącego Rady Powiatu, by odczytano na głos treść owego listu, bo jak stwierdził: „Nie wszyscy go znają”.

Przewodniczący Jan Rewers z gracją i wdziękiem oraz wciąż niezbadanymi nawet przez niego pokładami inteligencji, z wrodzoną dla członków PSL szczerością, stwierdził, że nie ma takiej potrzeby, bo list wszyscy znają. W tym momencie moje ciało opanowało najwyższe wzruszenie a oczami wyobraźni swojej w miejscu zajmowanym przez tego wybitnego działacza ujrzałem dość obfity balocik sianka. Sen – mara ulotnił się spod moich urokliwych oczu (niestety!), a drogi mojemu sercu i mojej kochance klawiaturze, ponownie ukazał się drogi i ukochany pan Jan, który coś tam mówił. Z tym mówieniem przez naszego drogiego pana Jana mam ten problem, że w większości nie bardzo wiem o czym on gaworzy. Wtajemniczeni twierdzą, że mowa pana Jana jest zrozumiała tylko i wyłącznie dla działaczy tej partii na szczeblu gminnym i powiatowym. Chodzi podobno o to, by osoby postronne nie mogły zrozumieć działaczy PSL. I muszę Państwu wyznać, że ten kamuflaż wychodzi im doskonale!

Tuż po naszym drogim panu Janie głos zabrała Wielce Czcigodna Pomyła Powiatu Piotr „Cielęcina” Wołowicz. Uuu! To również mówca urodzony! Każdorazowe zabranie przez niego głosu wywołuje u mnie natychmiastową reakcję, która wyraża się w przemożnym pragnieniu wzięcia nogi za pas. Wczoraj jedna, ku chwale naszej małej ojczyzny i by było o czym pisać, wytrwałem na powierzonym mi przez moje własne sumienie posterunku. Ale tylko dobry Bóg wie, ile mnie to kosztowało!

Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego składając słowa w zdania pełne wyrafinowanego wdzięku (elokwencja tylko dla koneserów filmów klasy „C”) raczyła poinformować, że autorka listu B. Gałązkowska wydała pracownikom szpitalnej resztówki surowy zakaz kontaktowania się z władzami powiatu.

Przez myśl mi przyleciało, że zakaz ów wydała z obawy o zdrowie psychiczne resztek przetrzebionej - za zgodą także Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu – załogi naszego szpitala. Zuch baba! – pomyślałem.

W kolejnych zdaniach przerywanych „ymmmm”, „nnnn”,”eee” „aaa”, itp. dźwiękami nie umieszczonymi w „Słowniku poprawnej polszczyzny” (zapewne przez nieuctwo autorów tego dzieła), Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego poinformowała zebranych, że wg uzyskanych przez niego informacji, spółka Polski Holding Medyczny we Wrocławiu (aktualny właściciel budynku po szpitalu, bo nazywanie szpitalem Zakładu Opiekuńczo – Leczniczego jest urąganiem ludzkiej inteligencji), nie występował też do NFZ we Wrocławiu o jakikolwiek kontrakt na funkcjonowanie jakiegokolwiek oddziału szpitalnego.

Ta informacja nieco mną wstrząsnęła. Liczyłem bowiem w skrytości ducha, że otworzą może chociaż nieduży oddział psychiatryczny. No chociaż z jedną salką! Taką niedużą! Na cztery łóżka! I leżelibyśmy sobie: ja, radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki. Niespełniony kandydat na burmistrza Wąsosza – Paweł „Misiu” Niedźwiedź, Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu. Tak poleżelibyśmy z sobą góra tydzień a po nim ta Trójca Nieprzenajświętsza na kolanach i z łzami w oczach prosiłaby o przeniesienie do Tworek. Już w tym moja byłaby głowa!
Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu użalał się – pisząc w skrócie – że władze obdarowanego szpitalem wrocławskiego przekręta mają ich teraz w dupie. Rzec można, że panowie spijają obecnie „nektar”, którego sami nawarzyli. Zachłysnęli się prywaciarzem i teraz się dziwią, że im gówno sztorcem w dupie staje! A trzeba było  gówna do miasta nie ściągać! A mądrzy ludzi ostrzegali!

I w tym momencie sesji o głos poprosiła pani burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Z wrodzoną jej nieśmiałością, oczętami opuszczonymi nieco wstydliwie, w czystej nienagannej polszczyźnie, oznajmiła, że ona również dostała list i w związku z nim zorganizowała spotkanie z syndykiem masy upadłościowej po PCZ oraz władzami obdarowanej szpitalem spółki.

Kierowany litością skierowałem kącik swojego oka w stronę tzw. „władz” naszego powiatu. Ujrzałem widok straszliwy i przerażający. Jakby tu Państwu oddać ich widok? O! Już wiem! Wyglądali jak mandarynki na śmietniku pod „Biedronką”, które nie zeszły pomimo piątej przeceny. Jak mi żal … mandarynek!

I tak kobieca stanowczość, zdecydowanie i wola działania odsłoniły zwykłą nieudolność tzw. „władz” powiatu. I tak ponownie okazało się, że to nie zawsze chłop musi mieć … . Faktem jest, że tzw. „władza” powiatowa mocno się wkurzyła. Cios był nieoczekiwany, dotkliwie bolesny i przypominał smagnięcie od dawien dawna nieużywaną dyscypliną. Jak to dobrze jest mieć na podorędziu zapomniane od dawna narzędzie pedagogiczne. Tyle, że w tym przypadku sprawa jest beznadziejna.

Spotkanie, o którym mówiła pani burmistrz miało się odbyć w najbliższy czwartek. Radny powiatowy Mirosław Żłobiński poprosił jednak o przełożenie spotkania na środę. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu Pierwsza Dama wyraziła zgodę. Aż pozieleniałem z zazdrości! Dopiero w kuluarach dowiedziałem się, że – podobno radny Mirosław Żłobiński – tego dnia zawiera związek małżeński! Zakochał się! A ja myślałem, że kocha tylko siebie i archiwa państwowe. Acha! Podobno niewątpliwie szczęśliwa wybranka jest archiwistką w jednym z archiwów. W posagu ma – podobno – wnieść uwierzytelnione kopie ok. 5 ton materiałów archiwalnych. Kobieta jego marzeń!

Wracajmy do sesji. Głos zabrał radny Kazimierz Bogucki, który podziękował pani burmistrz za „cenną inicjatywę”, pochwalił za: „podjęcie inicjatywy” a tzw. „władza” powiatowa siedziała zbaraniała. Radny Kazimierz Bogucki zwrócił się też do Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu z apelem: „by złodziei nazywać po imieniu” oraz że nie można mówić o sprzedaży szpitala, ale o jego podarowaniu.

Radny Grzegorz Aleksander Trojanek przypomniał sobie, że „wicestarosta miał coś na dzisiaj przygotować”. Kręcący się od dłuższego czasu Paweł „Misiu” Niedzwiedź zaczerwienił się niczym podpalona stodoła nocą na czarnym horyzoncie, wyrzucił niczym buchaj przed rzezią w rzeźni powietrze z płuc obojga, i rzucił w stronę opozycji: „Więc robimy coś razem?!” Zamarłem!

„Faryzeusz!” – zaskowyczałem w głębi ducha. Do współpracy zapraszają opozycję wtedy, gdy ch… w twarz dostają. Ten list był właśnie tym pisanym przez „c” i „h” narządem! A przymilali się do obdarowanych szpitalem, że rzygać się chciało. Zero dbałości o interes pracowników szpitala, bo nie wolno krępować właściciela w jego decyzjach. Ale właścicielowi wolno krzywdzić ludzi?! No, kurwa popaprańcy! A jak list, którego forma i treść dają im kopa centralnie w dupę nadchodzi, to skowyczą: „Więc robimy coś razem?!” A kurwa, „Misiu”, jak podpisywaliście tę umowę o rzekomej sprzedaży szpitala, to czy przed jej podpisaniem szanowny „Misiu” pytał opozycji: „To co podpisujemy umowę w tym kształcie?” A ch… pytał! A teraz jak gównem przeklętych pomysłodawców podarowania szpitala ich przyjaciele z PCZ obrzucili, to opozycja niech ratuje. A poszli won!

Głos zabrał radny Jan Przybylski, który głośno powiedział, to o czym wszyscy mówią po kątach: „Kasa was tylko interesuje!” Nic dodać – nic ująć. Radny trafił w dziesiątkę.

Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego, z wrodzoną sobie „elokwencją” , zaczęła swą „mowę”. Trudno było jednak zrozumieć wypowiadane przez niego słowa. Ja zrozumiałem, że „szanuje” radnego Boguckiego, ale ma żal do niego, że mówi o „darowaniu szpitala” zamiast o jego „sprzedaży”. Widziałem, że radny Kazimierz Bogucki wzruszył się nieco szczerym wyznaniem Wielce Czcigodnej Pomyłki, która też („Pomyłka”) wyrażała swój żal, że społeczeństwo mówi Kaziowi co go boli a jemu nie.

Widać było, że Wielce Czcigodną Pomyłkę Powiatu dręczy myśl, że szlag jasny trafia jego partię, w której członkostwo wiązał z profitami. Z partią, której nie liczył intelekt, ale wierność nawet największej głupocie. Ale Platforma, rzekomo Obywatelska, władzę utraciła i teraz ciężko jest żyć tym wszystkim, którzy dotąd lekko żyli.

Te żale Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu Górowskiego wpłynęły nieco łagodząco na radnego Kazimierza Boguckiego, który podsumowują „erudycyjny” bełkot najgorszego starosty w historii powiatu, zapytał z wyraźnym smutkiem w głosie: „To dlaczego nie ma szpitala?” „Erudycja” starosty temu pytaniu nawet nie usiłowała sprostać. Wątły akumulatorek intelektu najwyraźniej odmówił posłuszeństwa.

Bezlitosny radny Jan Przybylski głośno i dobitnie rzekł: „Te 3.750 tys. za szpital nigdy nie wpłynie. Poręczcie te kwoty panowie własnym majątkiem”. Nie muszę dodawać, że ze strony oby świętych Mikołajów odzewu nie było. Przecież oni chcieli dobrze, ale wyszło pizdowato. Jak zwykle.

Delikatnie o głos poprosiła radna Teresa Frąckiewicz, która zwróciła się do żałosnych resztek PSL, reprezentowanych przez naszego najdroższego pana Jana Rewersa (biedak, bezrobocie mu w oczy zagląda) oraz wiceprzewodniczącego rady z tejże partii, którego nazwiska nie znam, bo jeszcze głosu z siebie podczas obrad nie dał. Diety to absolutnie nie przeszkadza mu pobierać. Wiem tylko, że jest z Krainy Kwitnącego Łęta, więc zgodnie z naszą tradycją za „Pyrę” będzie robił na blogu. Radna chciała poznać „konkret”. Inaczej mówiąc radną interesowało kiedy radni spotkają się w celu ustalenia treści listu. Wyraz „konkret” był na tyle abstrakcyjny i jednocześnie obcy dla naszego kochanego pana Jana Rewersa, do którego tak wielu czuje awersję, ze radna Teresa trzykrotnie musiała tłumaczyć wybitnemu działaczowi PSL o co jej idzie.


Widząc, że radna Teresa nie znajdzie wspólnej płaszczyzny porozumienia z ukochanym wodzem Rady Powiatu, interweniował radny Michał Krochta. Zgłosił on wniosek o wspólne opracowanie stanowiska w sprawie listu. Złożony wniosek przegłosowano. Ja opuściłem sesję, bo już dość miałem widoku tzw. „władzy” powiatowej i czułem, że lada chwila puszczę pawia.  Jak Państwo wiedzą paw raz wypuszczony na wolność nigdy nie wraca.