sobota, 4 czerwca 2016

Niech idą w pizdu!

No więc szlag trafił górowski szpital! Spełniło się to, o czym pisałem w grudniu 2013 r, gdy bezmyślnie, bez wyobraźni, bez poczucie odpowiedzialności za zdrowie i życie mieszkańców powiatu górowskiego, z przekonaniem (nie popartym intelektem i rzetelną wiedzą) o wyższości zarządzania szpitalem przez prywaciarza nad zarządzaniem z nadania samorządu), o czekającym nas cudzie przemieniającym nasz szpital, który miał się dokonać pod rządami „Gazeli biznesu”, jakim to tytułem szpanował i czarował głupich i naiwnych, nabywca szpital - PCZ Wrocław.

No i cud się dokonał! Aż mieszkańcy ze zdziwienia buziuchny pootwierali. Co jakiś czas powiat obiegała informacja o zamykaniu kolejnych oddziałów. Buch! Inie ma oddziału chirurgicznego. Cud! Istniał nieprzerwanie od 1945 r., (licząc tylko okres od przyłączenia Góry do Polski). Buch! I cud kolejny. Znikł oddział wewnętrzny. Też z długą tradycją. Bach, bach! I podwoje dla pacjentów, czyli Państwa, zamyka ginekologia i położnictwo, dzięki czemu nikt, kto przyjdzie na świat, nie poda w cv: miejsce urodzenie – Góra. Jakież to proste! Ba! Piwko z małą pianką. Cud kolejny z łańcuch cudów szpitalnych wieszczonych przez Wielce Czcigodną Pomyłkę Powiatu , starostę najgorszego w jego historii – Piotra „Cielęcinę” Wołowicza, zwanego prywatnie przez znaczną część pracowników starostwa „Łysym Nieudacznikiem”. Całość cudów dopełniło zamknięcie oddziału dziecięcego, izby przyjęć oraz ograniczenie dni pracy pracowni RTG od poniedziałku do piątku, i to w ograniczonej liczbie godzin.

A co na to w Wielce Czcigodna Pomyłka? Nic! Bo co rozsądnego może powiedzieć człowiek, który zgadza się na umowę, w której za 1/6 kwoty należnej, nabywca naszego szpitala, czyli PCZ Wrocław, otrzymuje akt notarialny, na mocy którego staje się właścicielem szpitala. I w akcie owym nie ma zabezpieczającego starostwo zapisu, że stanie się nim po zapłaceniu całej kwoty.

Ktoś z Państwa zakrzyknąć może w oburzeniu, że sprawa śmierdzi. I ma prawo tak zakrzyknąć! Bo idiotyzm związany z przeniesienie praw własności szpitala przed spłatą ostatniej raty jest krystalicznym idiotyzmem. I kiedy "na mieście" ludzie mnie pytają o to, czy ci, którzy sprzedali w ten idiotyczny sposób nasz szpital, dostali za to od  „Gazeli biznesu” tzw. „wziątkę”, to ja, w sposób kategoryczny i stanowczy temu zaprzeczam.

Swoje przypuszczenie o nie wzięciu „wziątki” opieram na znajomości tak Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu, jak i wysoko postawionych członków „Gazeli biznesu”, których wątpliwy „zaszczyt” miałem poznać dzięki procesowi sądowemu (obrzydliwe kreatury!), występując tam w roli oskarżonego przez nich (czego absolutnie się nie wstydzę i nie żałuję), którzy po 5 lub góra 10 min. rozmowy z „Łysym Nieudacznikiem”, kapnęli by się z kim mają do czynienia, i że wręczanie ww. tzw. „wziątki” byłoby wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Dlatego najuprzejmiej proszę proszę Państwa, by nie zaczepiać mnie na ulicy i nie szeptać, nerwowo przy tym się oglądając, że Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu dostała za nieudolną sprzedaż powiatu „wziątkę” w postaci rzekomej bardzo wartościowej działki nad morzem, w górach czy na Mazurach. Kto chce niech sobie w to wierzy, ale ja wierzył będę w to tak samo, jak w to, że Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu nadaje się na starostę lub że jest inteligentny.

Z kolei interesującym przyczynkiem do sprawy sprzedaży szpitala są wyznania mojego ukochanego i wielce sprytnego radnego Marka „Bananowego Uśmiecha” Biernackiego (oby dni jego promieniały zyskownymi geszeftami a poduszki do snu jego wypchane były banknotami z różnych krajów świata o możliwie najwyższym nominale), który ostatnio w rozmowie ze mną stwierdził, iż w sprawie sformułowań w umowie: „Zarząd Powiatu go oszukał”. Zawsze wiedziałem, że kochany „Bananowy Uśmiech” jest nieodrodnym synem Naiwności, który w bezmiarze swojej ufności do ludzi palnie jakaś gafę. I właśnie ten bezmiar ufności, ocean zaufania do innych przedstawicieli rodzaju ludzkiego spowodował, że nasze niebożątko Mareczek głosował za sprzedażą szpitala.  Nie znał treści umowy po prostu i kierował się najszczerszym przekonaniem, że „Łysy Nieudacznik” jest inteligentny (jakież okrutne rozczarowanie) i nie podpisze  tak idiotycznie sformułowanej umowy.

I ja w to wierzę głęboko i szczerze, tak jak w to, że wicestarosta Paweł Niedźwiedź nigdy nie został przyłapany przez policję z marychą we Wrocławiu.

Proszę jednak zauważyć, że szpital zamknięto, ale Wielce Czcigodna Pomyłka i jego niedoszły zastępca - niedoszły burmistrz Wąsosza, czyli Paweł Niedźwiedź - nadal piastują swoje funkcje. I to jest zgroza! Poczucie niesmaku ma mnóstwo mieszkańców naszego miasta, którzy pytają mnie kiedy ci tacy i owacy (ze względu na wymogi związane z przestrzeganiem zasad obyczajowości poprzestanę na „takich i owakich”, nie rozwijając pierwotnego znaczenia tych sformułowań), stracą swoją robotę.

Na takie dictum rozmówców rozkładam bezradnie ramiona i stwierdzam, za jednym z opozycyjnych radnych, że: „arytmetyka jest nieubłagana”, co oznacza, że większość radnych popiera starostę „Cielęcinę” i w tej sytuacji nie ma mowy o skutecznym odwołaniu go z tej lukratywnej posady. Rozmówcy na taką wypowiedź reagują gorzkim śmiechem i patrzą na mnie z niedowierzaniem jak lekarze z leszczyńskiego szpitala, którzy kazali się bliskim żegnać ze mną, gdy dwukrotnie wybierałem się na nieznany nikomu brzeg.

Nawiasem mówiąc przypominam sobie, że jak zjawiłem się na nieznanym mi brzegu, to od razu stanąłem przed jakąś komisją. Taki brodaty jej przewodniczył. Klucz miał ogromny na nieco zardzewiałym łańcuchu, którym rytmicznie pukał w stół.

Zapytał o imię, nazwisko, datę urodzenia, ale robił jakby mechanicznie, bo – jak mi się wydawało – wszystko o mnie widział. „Cóż, czas na ciebie przyszedł” – rzekł. „Pożyłeś tyle ile miałeś i chwatit”. „Mówi się trudno odrzekłem”. I kiedy wydawało mi się, że to już koniec, to wtedy taki jeden ze skrzydłami w gipsie, który studiował jakieś papiery rzekł:
- Momento, monsignore Piotrusiu, spójrz łaskawie na to. I tu podał mu papiery jakoweś, które wcześniej pilnie studiował. Zbaraniałem, bo myślałem, że jakiś donos na drugi brzeg dostali a ja tu nieboszczyk nieomal i weź wytłumacz gościom, co w nim jest prawdą a co zwykłym oszczerstwem.
Monsignore Piotr zagłębił się w lekturze. Czytał szybko i co czas jakiś rzucał na mnie spojrzenie. W końcu spytał połamańca w gipsie:
- A ci, których ruszał w pismach swoich, to jakie notowania mają u nas?
- Mówiąc najkrócej to potencjalni kandydaci do siedziby Don Lucyfera. Po części swołocz, po części kombinatorzy, głupki, krętacze i głupcy. Zważ drogi Piotrze, że w pismach tego nieszczęśnika nikt nie jest przypadkowo. Wszyscy na bycie tam  solennie sobie zasłużyli.
- Zróbmy tak – nieoczekiwanie odezwał się rudzielec z dwoma różkami – niech on sobie wróci skąd przyszedł. I tak nam się nie wymknie. Ja go nie chcę nawet za dopłatą, bo spokój mam u siebie. Wy nie bardzo go chcecie, bo macie nadzieję, że przeróżne niegodziwości będzie nadal piętnował i starał się grzeszników, fałszywców maści różnej nawracać na drogę cnoty i tego waszego „Dekalogu”. Próżny jednak trud Robercik jest twój, bo jak mawiał Orwell „raz kurwa – zawsze kurwa.”
- Czym synu do nas przybyłeś? – spytał mnie monsignore Piotr.
- Łódką wiosłową – odrzekłem zgodnie z prawdą.
- Odesłać go migiem, ale ścigaczem wodnym, tam skąd przybył. Bo jeszcze nam się tu zagnieździ – zaordynował połamaniec.
I obudziłem się w szpitalu.
- Proszę powiedzieć czy wie Pan, gdzie się znajduje?- usłyszałem pytanie.
- W szpitalu w Górze – odpowiedziałem.
- Pan jest w szpitalu, ale w Lesznie – usłyszałem. Wtedy naprawdę się zdenerwowałem. Kurwa! To ja mam kitę w Lesznie odwalać, bo debile jakoweś szpital w ręce złodziei sprzedali! No kurwa, ja wam zrobię bal, tylko dojdę do siebie.

I dlatego myśl o tym, że moja ukochana Góra nie ma szpitala, przez głupią decyzję grupki bęcwałów, myśl o tym, jak wielką krzywdę wyrządzono mieszkańcom powiatu, w jaki chamski sposób potraktowano pielęgniarki naszego szpitala, którym poobcinano wynagrodzenia, pozmieniano umowy na śmieciówki, część z nich została „przedstawicielami handlowymi” (po 5 latach wykonywania takiej umowy traciły swoje uprawnienia do wykonywania zawodu); myśl o tej krzywdzie wyrządzonej nam wszystkim trzymała mnie przy duchu. Nie kurwa, bęcwały! Tak nie będzie! Nie po to ja tu powróciłem!

I doszła mnie wieść radosna. Grabarze naszego szpitala opuszczą wkrótce swoje stanowiska. Za sprawą miejscowego PiS – u przybędzie komisarz. Wówczas powiedzenie: „arytmetyka jest nieubłagana”, stanie się nieaktualne. Przy komisarycznym zarządzie nie ma bowiem Rady Powiatu i żadnej nieubłaganej arytmetyki. Jest komisarz i nic więcej. A jego czas nadchodzi nieubłaganie. Wyczekujemy go z utęsknieniem.

Górowski PiS nie ma innej możliwości, by sprawiedliwości stało się zadość. Wołowicz i Niedźwiedź won! Za szpital, za pielęgniarki, za zlikwidowanie szpitala. I niech nikt nie pierdoli, że oni chcieli dobrze. Jakby chcieli dobrze, to sprzedaliby szpital w cywilizowany sposób ludziom uczciwym a nie firmie, o której w momencie sprzedaży już krążyły złe wieści.

I dość mam już patrzenia na ich bezczelne miny i tępe spojrzenia podczas sesji. Dość mam ich widoku, bo ten powoduje u mnie odruch wymiotny. Niech cała opozycja pogodzi się z myślą o komisarzu. Nie warto być nieprzyzwoitym za dietę w kwocie 670 zł miesięcznie. Wiem, że nie będzie można się wygadać, nawrzucać. Tylko jaki pożytek z tego gadania, skoro: „arytmetyka jest nieubłagana”?! Mają sobie grabarze i ich bezmyślni poplecznicy trwać i brać diety? Z gadania opozycji nie ma żadnego pożytku, bo: „arytmetyka jest nieubłagana”. A Państwa gadanie niczego nie zmieni, ale za to przedłuża ich całkowicie szkodliwy pobyt na zajmowanych stanowiskach. To nie jest ani normalne ani też moralne. Kop w dupę należy im się, jak miska mleka nawet bezdomnemu kotu.

Dlatego proszę Pana, panie Kazimierzu Bogucki, o wymierzenie tego kopa. Pomaga pan burmistrz Irenie Krzyszkiewicz w załatwianiu różnych istotnych dla gminy spraw, pomimo różnic w przynależności partyjnej. I to jest piękne, szlachetne i służy nam wszystkim. Ale nie jest w interesie nas wszystkich utrzymywanie starosty, wicestarosty i ich popleczników przy władzy, z którą i tak nie wiedzą co zrobić. A jak już robią z niej, to krzywdę nam wszystkim.

To już nie jest kwestia polityki, ale zasad. Sprawcy zamknięcia szpital niech idą w pizdu! Jest wina – jest kara. Niech Pan zrobi to, czego oczekuje niecierpliwie opinia publiczna, sponiewierane pielęgniarki, ludzie mający problem z dostaniem się do ościennych szpitali, które – pomimo zapewnień dolnośląskiego NFZ – nie chcą ich lub traktują bardzo niechętnie.

Niech sprawiedliwości Panie Kazimierzu stanie się więc zadość. I to jak najszybciej. Bo każdy dzień ich obecności w starostwie jest zniewagą  a dla nas wszystkich. Arytmetyka sprowadzi się wówczas do prostego równania: komisarz = grabarze won! To piękne równanie! Panie Kaziu! Niech oni jak najszybciej idą w pizdu!