czwartek, 10 marca 2016

Majaki ex-alkoholika

Przyznaję się, że wypiłem dzisiaj sześć setek. Taka ilość pepsi jest zabójcza dla organizmu, ale stanowi ersatz alkoholu, a co za tym idzie niesie z sobą natchnienie.

Z resztą natchnienie przyszło do mnie tej nocy w postaci snu. Miałem bowiem sen, że jestem strażnikiem więzienny. Tzw. klawiszem. A sen był piękny z tego powodu, że jego treść była następująca. Waliłem kluczem o żelazną ramę pryczy i krzyczałem „Wołowicz! Niedźwiedź! Biernacki! WSTAWAAAAAAAĆĆC!”. A oni zdziwieni: „Za jakie grzechy?”. No to ja im na to „Za szpital! Za szpital!”.

Piękny sen i mam nadzieję, że wkrótce się ziści.

Spożywając pepsi w szerszym towarzystwie usłyszałem dzisiaj, że jeden z gminnych radnych ma złote nasienie. Zaciekawiony nadstawiłem ucho i dowiedziałem się, iż posiadaczem podobno skąpanych w blasku złota drogocennych plemników jest radny Henryk Drozdowski. Henryk z Czerniny, zamieszkały o półtora rzutu beretem od całorocznej rezydencji przyszłej carycy Ireny I Czernińskiej.

Ów że Henryk z Czerniny (radny i sołtys w jednej osobie) posiada bowiem – perorował mówca – ponadprzeciętnie inteligentne córki, które wygrały konkursy na stanowiska w gminie. Genialnemu ojcu gratulujemy inteligentnych córek, komisjom konkursowym właściwego wyboru, a przyszłej carycy pozyskania kolejnych sprzymierzeńców. Dodać należy, że tymi nieprzeciętnie zdolnymi potomkami radnego Henryka z Czerniny zaszczycone zostały stanowiska kierownika „Świat Malucha” i referat gospodarki komunalnej w Urzędzie Miasta i Gminy w Górze.

Z innego towarzystwa usłyszałem z kolei głosy, że przewodniczący Rady Miejskiej – Jerzy „Chochoł” Kubicki podobno stara się o zaciągnięcie kredytu, by wpłacić do budżetu gminy tytułem zwrotu wszystkie pieniądze, które pobrał za „jazdy lokalne”. Przypomnę, że przewodniczący w swojej łaskawości pozwalał sobie wypłacać ok. 300 zł miesięcznie z tytułu ryczałtu za używanie prywatnego samochodu w celach służbowych. Okazało się jednak, że pobieranie tego ryczałtu nie znajdowało żadnego oparcia w prawie i na skutek mojej interwencji korytko warte ok. 300 zł zostało odsunięte od wiadomej części ciała przewodniczącego.

Podobno mój najserdeczniejszy i oddany kolega, który trzyma moją fotografię na nocnym stoliku, radny powiatowy Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki jest bardzo szczęśliwy z okazji zbliżającej się wiosny i w związku z tym z perspektywą zazielenienia się łąk. Podobno radny, wielki zwolennik ekologiczne życia, zamierza się na tych łąkach pasać. Życzę smacznego. Ciekawe co udoi dojarka?

Dowiedziałem się również, że radny gminny Bronisław Barna zwany w kręgach przyjaciół „Bronisław bardzo Be”, łamacz damskich serc, Casanova z ulicy Słowackiego, człowiek o zabójczej aparycji, chadzający w wytwornej odzieży zamierza sprzedać swój pojazd, którym dokonał wielu podbojów miłosnych. Wiadomo, że auto nie było bite (przynajmniej w Polsce), pierwszy właściciel (przynajmniej w Polsce), oryginalny przebieg (przynajmniej w Polsce). Auto mało jeżdżone, pan Bronisław wsiadał za kierownicę, aby posłuchać tylko muzyki. Teraz rady Barna rzekomo marzy o zakupie karocy, by wozić nią przyszłą carycę Irenę I Czernińską.

Siedzący przy stoliku w „Magnolii” emerytowani pracownicy górowskie cukrowni ze łzami w oczach wspominali kierownika placu buraczanego Ryszarda Borawskiego, który obecnie pełni funkcję – niestety – radnego. Emeryci przypominali sobie liczne zasługi kierownika placu buraczanego, który na przykład potrafił z buraków, bez ich wcześniejszego przerobu, wycisnąć cukier w kostkach, a z kija od nieodłącznej miotły wydoić mleczka do kawy.

Zebrani wyrazili też zdziwienie, że nie widują też na ulicach miasta przemiłego i serdecznego doktora Zygmunta Icieka. Rozmówcy obawiali się, że wraz z zamknięciem szpitala doktor Zygmunt Iciek został bezrobotnym. Wspominali pochwały, jakimi darzyły i darzą do dnia dzisiejszego ich małżonki. Co niektórzy z dumą twierdzą, że ich synowi są łudząco podobni do doktora Zygmusia (jak pieszczotliwie o nim mówili) i nie wnoszą o to pretensji, bo nie chcieliby by podobne były do przewodniczącego rady miejskiej.


Towarzystwo też dość radykalnie wypowiadało się o powtórnym przyjęciu w poczet gminnej rodzinki urzędniczej Radosława Stolarczyka, który jak wiem po dziurki w nosie miał psiej służby w Straży Miejskiej. Nawet jeśli była to suto opłacana funkcja komendanta. Sączący drinki rozważali przydatność byłego komendanta na nowym stanowisku pracy pracownika odpowiedzialnego za utrzymanie dróg gminnych. Zastanawiano się czy nowo-stary dworzanin przyszłej carycy Ireny I Czernińskiej ma odpowiedni zasób wiedzy na temat dróg gminnych. Po krótkiej dyskusji wszyscy orzekli, że i owszem, bo – tu cytat: „bo wracając niejednokrotnie z imprezy musiał nadłożyć drogi ze względu na ich zły stan nawierzchni”. Dla mnie to wystarczająca rekomendacja.