wtorek, 8 kwietnia 2014

Chocholi taniec

Na blogu „Górowska polityka” rozpoczęła się nieoficjalna kampania wyborcza. Kampania to chyba wyrażenie na wyrost, bo tekst: „Pierwsze sondażowe starcie” jest raczej wyrazem marzeń anonimowego administratora tegoż bloga i ma z rzeczywistością tyle wspólnego co przedwyborcze obietnice Tuska z ich realizacją po objęciu władzy.

Anonimowy autor przeprowadził ankietę, w której poddał pod głosowanie potencjalne kandydatury na burmistrza Góry w zbliżających się wyborach samorządowych.
W ankiecie, w której wzięło udział – podobno - 698 osób, 47% wotowało za kandydaturą byłego burmistrza – Tadeusza Wrotkowskiego.

Wg anonimowego autora bloga urzędująca II kadencję burmistrz Irena Krzyszkiewicz otrzymała tylko 17% głosów, co skomentowane zostało wyrażeniem: „całkowita kompromitacja.”

Pełen litości pominę inne kandydatury, wystawione do biegu w sondzie, bo niczego to nie wnosi do rozważań.

Sama sonda jest dowodem na klasyczne wańkowiczowskie „chciejstwo” twórcy „Górowskiej polityki”. To typowe zaklinanie rzeczywistości, które ma na Czytelnikach wywrzeć określony efekt psychologiczny. Mają oni dojść do przekonania, że nie warto oddawać głosu na urzędującego burmistrza, bo ten i tak przegra. Chwyt znany, zgrany i mało lotny intelektualnie. Ot, dobry dla ubogich duchem i intelektem.

Cała bufonada sondy przeprowadzonej przez administratora „Górowskiej polityki” polega na tym, iż żadna ze wskazanych w sondzie osób nie potwierdziła oficjalnie, że stanie w wyborcze szranki o fotel burmistrza Góry. To takie macanie po ciemku i sztuczne wywoływanie tematu zastępczego z braku pomysłów na prowadzenie bloga w taki sposób, by przyciągnąć do niego Czytelników.

Jest też druga strona medalu. Jeżeli rzeczywiście 47% głosów padło na Tadeusza Wrotkowskiego, to fakt ten bardzo źle świadczy o jego sympatykach, którzy wzięli udział w sondzie.

Samorząd to nie gra w pokera, gdzie licytuje się w „ciemno”. A tak wygląda sytuacja z sondą. Aż 47% zwolenników byłego burmistrza zagrała w „ciemno”.

A kto z biorących udział w sondzie zna program wyborczy Tadeusza Wrotkowskiego? Kto wie co chce zrobić, gdy zostanie burmistrzem? Kto zna kierunki jego polityki gospodarczej, kadrowej, finansowej, administracyjnej, oświatowej, komunalnej, infrastrukturalnej i inwestycyjnej? Nikt nie słyszał, nikt nie widział a więc nie zna nikt. A jednak jest „za” Tadeuszem.

Mnożąc pytania na ten temat dodać można, że nie znany jest dzisiaj skład osobowy Rady Miejskiej. Kto wie ilu radnych uda się wprowadzić Tadeuszowi Wrotkowskiemu? Czy będzie miał większość, która poprze jego pomysły?

I związane z tym pytanie najważniejsze: czy będą to radni działający dla dobra gminy czy bezkrytyczni klakierzy zakochani w wodzu, bo były burmistrz ma ciągotki „wodzowskie” i apodyktyczny styl sprawowania władzy, co i jemu (utrata stanowiska burmistrza) i samorządowi (zamieszanie związane z wcześniejszymi wyborami) na dobre nie wyszło.

Żeby było jasne. Obecnie urzędująca pani burmistrz ma większość w Radzie Miejskiej, ale intelektualna jakość tej większości pozostawia wiele do życzenia. Wazeliniarzy i klakierów w tej radzie nie brakuje. Przykład pierwszy z brzegu.

Na czele Komisji Rewizyjnej w Radzie Miejskiej stoi radny Bronisław Barna, w kuluarach zwany „Bronisławem bardzo Be”. W ubiegłym roku ta najważniejsza komisja, która ma patrzyć władzy na ręce, kontrolować, sprawdzać i wytykać przeprowadziła aż 3 kontrole. Nie można – nawet będąc bardzo człowiekiem bardzo dobrej woli – że przewodniczący komisji i jej członkowie się przepracowali.

Za to „Bronisław bardzo B” słynie z wazelinowania szefowej gminy. Podczas ostatniego spotkania z mieszkańcami Góry wręczał burmistrz Irenie Krzyszkiewicz bukiet kwiatów i bzdurnie chwalił jej osiągnięcia. Nie kwestionuję osiągnięć szefowej gminy, ale „Bronisław bardzo Be” nie powinien występować w takiej roli, bo to było i źle przyjęte przez publiczność a ponadto niesmaczne aż do granic estetyki.

Trzeba wybrać na radnych takich ludzi, których zaletą nie jest bycie „miernym, biernym, ale wiernym” lecz potrafiących twardo walnąć pięścią w stół i powiedzieć – hipotetycznie – „Ireno, Tadeuszu” w tym cię nie poprę, bo to nie jest dobry pomysł.” A z tym jest u nas ogromny kłopot, który potem dotyka wszystkich mieszkańców gminy.

Wróćmy do sondy. Wynika z tego, że wszyscy ci, którzy optowali za Tadeuszem Wrotkowskim tak naprawdę oddali głos na Tadeusza sympatycznego, dobrego znajomego, fajnego człowieka, przystojnego i postawnego, potrafiącego być uroczym i serdecznym a nie na poważnego kandydata na stanowisko burmistrza. Wszak nikt nie wie – przypominam – co chce zrobić kandydat na burmistrza Tadeusz Wrotkowski.

„Chciejstwo” administratora „Górowskiej polityki” najpełniej wyraża się w żarliwym mniemaniu, iż rządząca gminą Irena Krzyszkiewicz nie przejdzie –„prawdopodobnie” – do II tury wyborów. A skąd szanowny administrator wie, że w ogóle będzie II tura?! A jak skończy się na I i wygra Tadeusz Wrotkowski? Czyżby administrator nie wierzył w urok swojego faworyta? Wszak sam napisał, że ludzie mają już dość Ireny Krzyszkiewicz i nie będą na nią głosować. A do wyborów zostało jeszcze ponad pół roku. W ciągu tego okresu ludzie powinni jeszcze bardziej odsunąć się od obecnej burmistrz, tak że wygrana w I turze faworyta administratora jest jak najbardziej możliwa. Tu poszedłem drogą myślową autora tekstu, czyli na skróty.

Oczywiście, wszystko wróżenie z fusów i pierza na wietrze, bo wbrew temu co pisze administrator „Górowskiej polityki” Irena Krzyszkiewicz będzie faworytem tegorocznych wyborów. Występujący w sondażu kandydaci musieliby odbyć tytaniczną pracę, by dać się poznać szerszemu gronu wyborców. A na to zostało zbyt mało czasu. Wystarczy tylko przypomnieć, iż żaden z kandydatów biorących udział w sondzie niczym nie błysnął przez ostatnie 4 lata. Przygniatająca większość wyborców nic nie wie o ich osiągnięciach. SA nieomal anonimowi.

No, może za wyjątkiem Tadeusza Wrotkowskiego, który wybrany radnym głosami swoich sympatyków zrzekł się mandatu radnego. To nie było najmądrzejsze posunięcie w kuchni politycznej. To było splunięcie do talerza tym wszystkim, którzy liczyli na udział radnego Tadeusza Wrotkowskiego w pracach na rzecz naszego wspólnego dobra – gminy Góra.

Liczyli, ale się mocno przeliczyli.