piątek, 3 lutego 2017

Samowolka?

W poście „Zapiski nieopierzonego radnego” wspomniałem Państwu o polowaniu, które miało miejsce blisko naszego miasta, bo tuż przy ulubionym trakcie spacerowym górowian, jakim jest wyremontowana niezwykle starannie droga wiodąca koło wodociągów, stanowiąca część trasy turystycznej „Dziczek”.

Przypomnę tylko, że 15 styczna br. (niedziela), miłośników poobiednich spacerów, wystraszyły i przeraziły odgłosy strzałów. Okazało się, że to miłośnicy rur ognistych odbywają polowanie w tutejszym lesie, w pobliżu ulubionego i licznie odwiedzanego traktu leśnego.

W toku rozgryzania sprawy udało mi się ustalić, że wielbiciele ognistych rur są członkami koła łowieckiego „Dzik” z siedzibą w Wąsoszu. Koło to ma swój teren łowiecki obejmujący również opisany powyżej teren.

Pozornie wszystko wyglądało więc na zgodnie z prawem. Kierowany jednak zasadą ostrożności i dążąc gruntownego wyjaśnienia sprawy, by nie wyjść na osła, zwróciłem się do naszej gminy z prośbą o przesłanie mi harmonogramu polowań tego koła na terenie naszej gminy. Dokument ów otrzymałem i bardzo mocno się zdziwiłem. Jego skan zamieszczam poniżej.
Zdziwiłem się wielce, gdy w pierwszej rubryce harmonogramu ujrzałem zapis, iż koło łowieckie „Dzik” miało polować 15 stycznia 2017 r., w okolicach miejscowości ach: Daszów (gmina Jemielno), Czeladź Wielka (gmina Wąsosz) i Wierzowice Małe (gmina Góra) a nie na trasie turystycznej „Dziczek”!

Przez moment pomyślałem, że być może koło „Dzik” zmieniło swoje plany i postanowiło zapolować na dziki i lisy w naszych okolicach. Taka zmiana pociągałaby za sobą odpowiednie pismo do gminy informujące o zmianie terenu polowania, bowiem zgodnie z prawem łowieckim koło myśliwskie ma obowiązek powiadamiać o terminach organizowanych przez siebie polowań m.in. wójtów i burmistrzów. Zadzwoniłem do naszej gminy i dowiedziałem się, że żadne takie pismo nie wpłynęło.

Postanowiłem rzecz całą sprawdzić w naszym Nadleśnictwie, gdyż zgodnie z odpowiednim przepisem prawa łowieckiego ono również ma być informowane o polowaniach.

W rezultacie otrzymałem z Nadleśnictwa takiego oto maila.
No cóż! Idą w zaparte – pomyślałem sobie. Tego, że tak będzie spodziewałem się, bo wśród leśników sporo jest pasjonatów myślistwa. A wiadomo, że kruk krukowi bachora nie zrobi! Tylko mało inteligentny sposób odpowiedzi ogromnie mnie zdziwił. Jakby pisali do buraka jakiegoś. Taki dowcip mi się przypomina z tej okazji:

Sąsiad pyta sąsiada:
- Dlaczego idziesz na polowanie w stroju wędkarza?
- Dla zmylenia zajęcy. Niech myślą, że idę na ryby!

Wypadałoby zatem zapytać dlaczego w harmonogramie polowań zbiorowych przesłanych do gminy są określone miejsca, w których ma się odbyć polowanie, skoro przepis na który się nasze wielmożne Nadleśnictwo powołuje, nie zmusza do jego określania?

Prymitywizm tej odpowiedzi i polega również – a może przede wszystkim – na braku logiki. Muszą Państwo wiedzieć, że ok. 90% powierzchni naszego kraju podzielone jest na obwody łowieckie. Idąc tropem myślenia zaprezentowanym przez – wybitnego w swojej klasie! – pracownika naszego Nadleśnictwa, okazuje się, że przez cały sezon łowiecki każdy z nas wchodziłby do lasu na własne, podwyższone ryzyko. Wszak skoro nieomal wszystko jest w dzierżawie kół łowieckich, to zawsze można tam spotkać miłośnika grzmiącej rury. I to niespodziewanie! Bez ostrzeżenia można więc znaleźć się na linii ognia. W zasadzie nie powinniśmy chodzić do lasów w okresie sezonu łowieckiego, a jak już to po pożegnaniu się z najbliższymi i z aktualną polisą ubezpieczeniową. Boże! Jak się ubezpieczalnie o tym dowiedzą, to składkę podwyższą!


By dogłębnie wyjaśnić sprawę na tym wstępnym jeszcze etapie jej rozparcelowywania na czynniki pierwsze, zwróciłem się z prośbą do władz gminy, które mają obowiązek zapewnić nam bezpieczeństwo, z prośbą o skierowanie pisma do koła „Dzik”.

I w tym momencie śmiało mogę wieszczyć, że odpowiedź będzie równie idiotyczna, jak ta jaką ja otrzymałem na swojego maila. A ponieważ ja się spławić łatwo nie dam, to możecie Państwo oczekiwać dalszych wiadomości w tej sprawie.