czwartek, 9 lutego 2017

Żadnych złudzeń!

Wczorajsze spotkanie zorganizowane przez Komisję Zdrowia i Opieki Społecznej Rady Powiatu miało na celu wyjaśnienie pewnych kwestii związanych z licznymi skargami mieszkańców naszego powiatu na znacznie utrudniony dostęp do zamkniętego lecznictwa szpitalnego oraz podstawowej opieki zdrowotnej, tzw. „wieczorynki”.

Spotkanie zorganizowała działająca od niedawna Komisja Zdrowia i Opieki Społecznej. Trzeba Państwu wiedzieć, że komisja ta nie istniała od początku obecnej kadencji samorządu powiatowego. Rządząca koalicja jakoś dziwnie nie zabiegała o jej powołanie. Z drugiej strony na rzecz cała spojrzeć  należy tak: jak się tak głupio i durnie przeputało szpital, to po co komisja zdrowia? Po co rozdrapywać strupy na ranach? Po co przypominać opinii publicznej, że szpital był, ale go nie ma, bo zaćmę na oczach i plamy na mózgu się miało, jak się go – rzekomo! – sprzedawało.

Obrady rozpoczęły się kilka minut po 10, gdyż oczekiwano przybycia wysłannika wojewody dolnośląskiego. W międzyczasie w sali nr 1 zjawili się radni zaproszenie goście. Wojewódzki Szpital Zespolony w Lesznie reprezentował dyrektor – lek. med. Tomasz Karmiński. „Nowy Szpital” we Wschowie pojawił się w osobie prezesa – Krzysztofa Albińskiego. Na obrady przybył również wicestarosta powiatu głogowskiego Wojciech Borecki oraz prezes zarządu Głogowskiego Szpitala Powiatowego – Edward Szmidt. NFZ we Wrocławiu reprezentowany był przez wicedyrektora ds. ekonomiczno – finansowych Dariusza Kłosa.

Dość skromnie wyglądała reprezentacja radnych powiatowych, gdyż w posiedzeniu komisji uczestniczyli jej członkowie: przewodnicząca komisji – Teresa Frączkiewicz, zastępca – Ryszard Wawer, członkowie: Mirosław Żłobinski, Michał Krochta, Kazimierz Bogucki. W obradach uczestniczył radny Rady Miejskiej – Ryszard Borawski oraz ja, jako nad wyraz skromny bloger.
Od lewej: radny powiatowy Kazimierz Bogucki,
przewodnicząca Komisji Zdrowia i Opieki Społecznej - Teresa Frączkiewicz 
Posiedzenie prowadziła Teresa Frączkiewicz, która powitała zebranych i poprosiła o zabranie głosu tzw. „starostę” Tzw. „starosta” przynudzając straszliwie, w sposób mało zborny i chaotyczny, wielce koślawą polszczyzną, przedstawił stan opieki ambulatoryjnej na terenie naszego podupadającego nieustannie powiatu. Zebrani wysłuchali nazw przychodni funkcjonujących na terenie powiatu, co znakomicie przyczyniło się do podniesienia poziomu świadczonych usług medycznych, wzrosła przy tym ich dostępność oraz znacząco podniósł się standard świadczonych usług medycznych a radykalnemu skróceniu uległy kolejki do lekarzy – specjalistów. Ja tylko sobie w duchu powiedziałem, że na szczęście ręce tzw. „starostów” są zbyt krótkie, by mieszać w prywatnych przychodniach, bo mielibyśmy się z pyszna.

Po tradycyjnym ględzeniu tzw. „starosty” głos zabrał wicedyrektor NFZ. Przypomniał, że zgodnie z założeniami reformy szpitale powiatowe miały mieć 4 podstawowe oddziały: wewnętrzny, chirurgię, pediatrię, położniczo – ginekologiczny. Rzeczywistość okazała się jednak nico inna niż teoria, gdyż są obecnie w Polsce szpitale powiatowe z bardzo rozwiniętą specjalistyką.  Wicedyrektor stwierdził też, że dostęp pacjentów do systemu opieki determinowany jest dostępem do środków finansowych, którymi dysponuje NFZ.W przypadku powiatu górowskiego mamy do czynienia z migracją pacjentów, którzy po zaoraniu ich szpitala, zmuszeni są do leczenia się w szpitalach ościennych. Wicedyrektor NFZ Dariusz Kłos zapewnił zebranych, że NFZ w Poznaniu i Wrocławiu „wewnętrznie się rozliczają”. W swoim wystąpieniu wspomniał również o szykowanej przez rząd „siatce szpitali”, która ma zacząć funkcjonować od 1 lipca br.
Od lewej: doradca wojewody dolnośląskiego Damian Mrozek, z-ca dyrektora
ds. ekonomiczno-finansowych NFZ oddział Wrocław Dariusz Kłos.

Rozwiał przy tym iluzję, że możemy mieć szpital. Stwierdził, że powstanie szpitala nie jest obecnie problemem. Nie ma bowiem problemu z budową szpitala i jego wyposażeniem – pod warunkiem, że ma się pieniądze. Prawdziwym problemem jest obecnie pozyskanie kwalifikowanego personelu a przede wszystkim lekarzy, gdyż występuje i pogłębia się ich deficyt w skali całego kraju. Reasumując wicedyrektor NFZ Wrocław stwierdził, że nawet gdyby udało nam się odtworzyć szpital, to nie ma on szans na znalezienie się w planowanej krajowej sieci szpitali. By mógł on funkcjonować musiałby przystąpić do konkursu ofert na świadczenie usług medycznych organizowanego przez NFZ. Udział w takim konkursie nie gwarantuje jednak otrzymania kontraktu z NFZ, bo wyniki konkursu są nieprzewidywalne (chyba, że jest to konkurs na stanowisko dyrektora powiatowej hali „Arkadia” ,  a to inna broszka!).

Kolejnym dyskutantem był Tomasz Karminski (dyr. WSZ w Lesznie), który stwierdził żartobliwie, że mieliśmy „historyczne szczęście”, gdyż na własnej skórze przekonaliśmy się o skuteczności przeprowadzonych reform w służbie zdrowia. Dyrektor Tomasz Karmiński przytoczył taki oto fakt. ZUS pobiera składkę zdrowotną i przekazuje ją do NFZ. Take składki płacą też pracownicy szpitali. Pieniądze te są następnie przekazywane do szpitali przez NFZ, ale kasy przy tym ubywa. Gdzieś część tej kasy znika.

NFZ ustalił płatność za procedury medyczne wykonywane na rzecz pacjentów. Podzielono je na dobrze płatne i gorzej. Są też i takie, które są wprost nieopłacalne. I co się stało? Dobrze płatne przejmują „prywaciarze” a te mniej opłacalne biorą szpitale samorządowe. I zadał retoryczne pytanie: Czy ktoś widział prywatny SOR? Pozostali dyrektorzy przecząco pokręcili głowami.

W 2011 roku WSZ w Lesznie otrzymał z Wielkopolskiego NFZ 7 mln zł mniej niż przewidywał kontrakt. I jednostka popadła w spiralę zadłużenia. Obecnie spłaca 4 mln rocznie z tytułu zadłużenia. Dyrektor podkreślił, że obecnie nie pieniądze są największym problemem a kadry! W opinii dyrektora nie ma fizycznych możliwości obsadzenia wszystkich istniejących obecnie w Polsce szpitali kadrą medyczną. Wg dyrektora podniesienie stawki zdrowotnej niczego nie zmieni. „Pudrowano” latami brak kadry i doszło do tego, że niczym nadzwyczajnym jest fakt, iż lekarz pracuje 300 godzin w tygodniu. 3 – 4 dób pracy, to jest norma. I co w tej sytuacji robili politycy? – zadał pytanie dyrektor. Haratali w gałę – odrzekłem. Ze zjawiskiem braku lekarzy łączy się ich „podkupywanie” przez inne szpitale, co pociąga za sobą ich przepłacanie. Jeżeli projektowana sieć szpitali ma być przedsięwzięciem poważnym, to część szpitali nie może do niej wejść.
Od lewej: prezes zarządu "Nowy Szpital" we Wschowie - Krzysztof Albański,
dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Lesznie - Tomasz Karminski.

W odniesieniu do pacjentów z terenu naszego powiatu dyrektor Tomasz Karmiński stwierdził, że w roku 2015 kierowany przez niego szpital udzielił mieszkańcom naszego powiatu 715 świadczeń na kwotę ok. 3 mln zł. W roku 2016 liczba świadczeń wzrosła do 1953 na kwotę ok. 5,5 mln zł. Dyrektor stwierdził przy tym, że kontrakt zlikwidowanego górowskiego szpitala podzielono pomiędzy Legnicę i Głogów. „Alleluja i do przodu!” – rzekł. Nastąpił zdarzać przy tym wzrost obciążenia pracą personelu szpitala w Lesznie, o ok. 40%. Dyrektor stwierdził, że może zdarzać się i tak, że ktoś z personelu „pojedzie tekstem”, ale nie jest to wynik braku miłości do górowian. Szczególnie może tak zdarzać się podczas wizyt w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, na którym lekarze nie chcą pracować. Opowiedział o 200 pacjentach przyjętych w leszczyńskim szpitalu w ostatnią sobotę na tzw. „wieczorynce”. Te 200 osób przyjmowało 2 lekarzy.

C.d.n.