czwartek, 11 maja 2017

Służba zdrowia w mgle cz.2

Przedstawiciel „Temedu” dr Tomasz Hurla przypomniał, że z przychodnią w której pracuje NFZ nie zawał kontraktu na świadczenie usług okulistycznych. „Jest gdzieś granica wytrzymałości POZ – ów. Nikt z nami nie rozmawiał i nie rozmawia na temat naszych możliwości a szpitala nie mamy. Trzeba pamiętać, że specjalistka pełni rolę podrzędną wobec POZ – ów. Sytuacja jest krytyczna. Pomyśleć należy o ortopedii, bo trudno jest dla ludzi bez własnego samochodu jechać mając niepełnosprawne kończyny.” Dr Tomasz Hurla raz jeszcze wskazał na zagrożenia wynikające z braku kadry lekarskiej. „Podstawą są lekarze i to jest granica, której nie da się przeskoczyć. Był szpital. Prosperował. Byli w nim lekarze z II stopniem specjalizacji. Dr Hoffman wiedział jak prowadzić szpital i robił to dobrze.”

Dr Edward Szendryk również narzekał na NFZ. W stosunku do „wieczorynki” przypomniał, że lekarze nie chcieli brać tam dyżurów. „Kto pełnił tam dyżury?”- pytał i sam sobie odpowiedział: „ja i dr Kalinowski.” „I co, zapłacili wam?” – zręcznie zadał pytanie dr Hoffman. „Nie zapłacili!” – padła odpowiedź. Sala obrad zapromianiała w uśmiechach.

Dr Edward Szendryk wygłosił również opinię, że szpital przed sprzedażą był wg niego zadłużony na kwotę 700 tys. zł. W tym miejscu muszę Państwu przypomnieć, iż mówca należał do tej grupy radnych trzymających w powicie władzę, która w sposób zupełnie durny rękami i nogami głosowała za sprzedażą szpitala wrocławskiej „bandzie czworga.” Niezbyt zdziwiłam się więc wypowiedzą szanownego doktora, który po prostu szuka alibi dla swego niecnego postępku. I ja mu się wcale nie dziwię, bo to przykro przejść do historii powiatu w roli grabarza szpitala. No, może on grobu dla szpital osobiście nie kopał, ale działkę pod grób pomógł sprzedać.

Ta wypowiedź spotkała się z ripostą dr Stanisława Hoffmana, który poprosił, by: „Bzdur nie opowiadać. Szpital nie był zadłużony a na jego koncie było 300 tys. zł. A to, że rządzący powiatem w głupi sposób regulowali wcześniejsze zadłużenie szpitala, to już całkiem inna sprawa. To była bardzo dobra spółka. Potwierdzenie dobrej kondycji finansowej szpitala można poszukać w sprawozdaniu finansowym, które złożyłem na dzień 17 grudnia 2013 roku w starostwie (dzień podarowania szpitala wrocławskiej „bandzie czworga”). Wypowiedź dr Stanisława Hoffmana nie spotkała się z ripostą zarówno dr Edwarda Szendryka, jak też wspólnika w dzierżawie miejsca pod grób szpitala, będącego na etacie – niepotrzebnie! - „gostka”, który okazał się przegranym kandydatem na burmistrza Wąsosza.

I tu na marginesie drobniutka uwaga. „Gostek” ów cieszy się niepomiernie z zapowiadanej dwu kadencyjności dla burmistrzów. Jak informują mnie zaprzyjaźnione piżmaki, twierdzi on, że teraz wygra wybory, bo Stuczyka już nie będzie. Coś mi się wydaje, że szybciej kulawy wygra maraton dla sprawnych zupełnie niż ów „gostek” wybory na burmistrza. W Wąsoszu chyba jeszcze nie podurnieli!

I druga drobna uwaga. Właściwie pomysł taki mi się nasunął o świcie. Proponuję, by w powiecie ogłosić święto ogólno powiatowe. Skrót: „PDF”. Niech odbywa się corocznie 17 grudnia. „Powiatowy Dzień Frajera” winie mieć komitet honorowy. W jego skład powinni wchodzić osoby, które nas „zbawiły” od szpitala. A lista jest długa! ?Tablicę pamiątkową tubylcy sądzę, że zafundują. A na niej nazwiska tych, którzy tak bezmyślnie gardłowali za „sprzedażą” szpitala i obiecywali cuda na patyku. I oczywiście ich przemarsz po ulicach naszego miasta. Państwo wyobrażają sobie tę „radość” niedoszłych pacjentów? Te okrzyki ku ich czci i chwale? „Entuzjazm” tych wszystkich matek, które by odwiedzić dziecię swe w głogowskim, rawickim, leszczyńskim, wschowskim bądź innym szpitalu, tułać się musiały. Tatusiowe, babcie i dziadkowie zapewne też okrzyków ku czci wiecznej i chwale nieprzemijającej skąpili nie będą. A on? A oni skromnie, oczęta w padół ziemski wbite, wzruszeni niepomiernie na osiołkach maści sino – blady żółto – koperkowy – róż przemierzać będą ulice naszego zacnego grodu, by pochód swój zakończyć przed ruinami tego, co niegdyś było naszym wspólnym dobrem, któremu niejeden zdrowie a i życie zawdzięcza. Szpital w stanie obecnym jest bowiem żywym dowodem na to, ja niewielu może zaszkodzić tak wielu.

Dr Andrzej Parzonka stwierdził, że gdyby pojawiła się szansa na otwarcie choćby jakiejś namiastki szpitala, to: „każdy z nas pomoże. Taka jest nasza wola. Wszystko jednak zależy od samorządów.”

Dr Tomasz Hurla przypomniał, że dotąd władze powiatu nigdy nie zorganizowały podobnego spotkania, na którym omawiano by sprawy służby zdrowia. Raz jeszcze podkreślił, że: „górowski szpital był dobry i ktoś go do tego stanu doprowadził. Siedzi on tu na sali. Brak było rozmów z lekarzami. Traktuje się nas podmiotowo.” Równocześnie apelował o to, by nie antagonizować społeczeństwa w kwestii służby zdrowia.

Głos zabrał obywatel Kanalia. Wieść gminna niesie, że wszyscy którzy przyłożyli się do „sprzedaży” szpitala, cieszą się jego niebywałym wprost szacunkiem, najgłębszą miłością i nieziemskim uwielbieniem. Oczywiści w sposób dla niego specyficzny. Potwarcy mówią, że najchętniej podusiłby ich własnymi rączkami, gdyby wiedział że za ten czyn nie dostanie więcej jak lat 3. I to w zawieszeniu. Ale to oczywiste pomówienia. Ogólnie jednak rzecz biorąc osobnik to wredny.

W sposób niewybredny zaatakował Kanalia niespełnionego kandydata na burmistrza Wąsosza. Był na tyle bezczelny, że zapytał go o interwencje z sprawie nieprawidłowego funkcjonowania „wieczorynki”. Niespełniony kandydat na burmistrza Wąsosza (i niech tak pozostanie) tłumaczył, że wysyłano pisma. Tak że obiektywnie rzecz ujmując coś robiono lub usiłowano zrobić. A ten cham patrzy na niego, jakby skalp z jego szlachetnej czaszki zdjąć zamierzał i pali taką gadkę: „Uważajcie, żebyście przepukliny przy tej robocie nie dostali!” Zero szacunku dla naszych powiatowych dobrodziei!

Ale to nie koniec! Potem Kantali obrzydła i przebrzydła mordę swą niewyparzoną wydarł i powiedział, że pomysły władzy powiatowej na funkcjonowanie służby zdrowia wyczerpały się na podarowaniu szpitala wrocławskiej „bandzie czworga.” Ten, który bardzo pragnął być tym, kim nigdy nie będzie, czyli burmistrzem Wąsosza, apelował do Kanalii o zachowani kultury. A ten chamidło nawet nie spojrzał na niego, tylko machnął ręką, jakby od gza złośliwego i upierdliwego się odganiał i warknął: „Zamknij się!” Wypominać zaczął „sprzedaż” szpitala, że wycena szpital dokonana była przez biegłego bez uprawnień. No, to jest zwykłe czepianie się człowieka, który chciał dobrze a wyszło pizdowato (za przeproszeniem!).

Do Kanalii próbował też apelować radny Ryszard Wawer. Prosił on, by już nie mówić o „sprzedaży” szpitala, bo to do niczego nie prowadzi. Taką odmianę „grubej kreski” proponował. A ta żmija, Kanalia znaczy, rzecze na to: „To może jeszcze po orderze im dać? Z buraka?” Takie to cięte i zawzięte na dostojnych przedstawicieli władzy niczego nie ogarniającej. A radny Ryszard Wawer dale apeluje. I zgodnie z założeniami, by zapomnieć raz na zawsze o „sprzedaży” szpitala stwierdza dogłębnie filozoficznie: „Nie rozstrzygniemy czy sprzedaż szpitala była słuszna czy nie. Niech to rozstrzygnie historia” A Kanalia na to: „Historia już rozstrzygnęła kto miał racę!” Bezczelny typ!

A przecież cóż takiego się stało?! Szpital i owszem znikł, ponad 100 osób straciło pracę. I co się stało? Ziemia jak krążyła tak krąży, Słońce wschodzi i zachodzi. A będący na etacie starosty i wicestarosty mają pracę. I już kompletnie nie muszą martwić się o szpital. A korzyść z tego taka, że od trosk szpitalnych ich umysły wolne są a zatem szlachetnych ich oblicz zmarszczki orały nie będą. I lica ich będą równie gładkie jak ich mózgi.

A my musimy władzę naszą uszanować, dbać o nią, chuchać i dmuchać. Bo drugiej takiej w całej Polsce nie ma! A wredna Kanalia pojąć tego nijak nie może. Tfu! Na Kanalię zły urok!


Ciąg dalszy w tym temacie nie nastąpi.