wtorek, 16 maja 2017

Dwa kaganki

Proces ostatnio miałem. Karny. Coś na początku kwietnia. Przed sądem w Głogowie. Pozwał mnie nauczyciel wiejski mgr Kamil Kutny, osoba szerzej Państwu nieznana. Z tego powodu nie powinni Państwo czynić sobie wyrzutów, gdyż zaiste nie ma o co. Przypomnę tylko, by być w zgodzie z matką Historią, że owa mało znana osoba raczyła startować w wyborach uzupełniających do Rady Miejskiej, ale nie zyskała akceptacji wyborców. Wydaje mi się, iż źródeł jego sromotnej klęski wyborczej należy upatrywać w owej anonimowości oraz pewnej intelektualne nieporadności. I na tym skończmy fragment posta poświęconego przegranemu w wyborach magistrowi.

Otóż magister ów zażądał dla mnie kary w postaci nawiązki na PCK w kwocie 10.000 zł., co wprawiło mnie w śmiech porównywalny do tego, jaki wzbudza we mnie polityk mówiący o uczciwości. Zarżałem zatem niczym „Łysek z pokładu Idy”, czym zmęczyłem się jak „Nasza szkapa”.

O co magistrowi chodziło? – spytają Państwo. Przegrany w wyborach na radnego magister oskarżył mnie o czyny tak niecne, jakie popełnić mogła tylko niecna w każdym calu Kanalia, jaką niewątpliwie byłem, jestem i będę o czym solennie Państwa zapewniam.

W pozwie mój sromotnie przegrany w wyborach rywal stwierdził, że został przeze mnie „poniżony” pisząc na swoim blogu, iż pełni on „zaszczytną funkcję nauczyciela wiejskiego. Dodatkowo przegrany kandydat miał mi za złe stwierdzenie o „złym doświadczeniu z podstawówki” oraz za zwrot „wstręt do woźnych.” Ponadto w pozwie przeczytać można było, że zarzuciłem mu rzekomo plagiat, którym miała być jego praca magisterska. Te swoje żale, bóle i nadmiar żółci wątrobianej dostojny oskarżyciel prywatny, czyli szerzej nieznany magister, podsumował zdaniem stwierdzającym, iż „poniżyłem go w oczach opinii publicznej.”

W toku przewodu sądowego szerzej nieznany magister i oskarżyciel prywatny nie potrafił w sposób przekonywujący udowodnić Kanalii jego niecnych zamiarów, które miały się rzekomo kryć za tymi jak najbardziej niewinnymi sformułowaniami, pełnymi przecież niewymownej słodyczy, wdzięku, lekkości i pełnych poezji wprost nieziemskiej. To była czysta liryka po prostu.

I tak wstrętna i przebrzydła ze wszech miar Kanalia przytoczyła bohaterkę z „Siłaczki” Stefana Żeromskiego, gdzie bohaterką jest właśnie „wiejska nauczycielka”. Kanalia wspomniała również o „Konopielce” oraz przed oblicze wysokiego sądu przedłożyła artykuł prasowy zatytułowany: :Nauczyciel wiejski sypiał z uczennicą”. Te niepodważalne dowody świadczyć maiły o tym, że zwrot: „nauczyciel wiejski” jest zwrotem obiegowym, funkcjonującym w literaturze oraz prasie.

W kwestii „złego doświadczenie z podstawówki” oraz „wstrętu do woźnych” tenże niecny Kanalia przypomniał oskarżycielowi prywatnemu, czyli niespełnionemu radnemu, że zna go od gimnazjum. I to dość dobrze! Wspominając lata spędzone w murach szkoły oskarżyciel prywatny i przegrany kandydat na radnego z bólem i żalem wyznał niegdyś Kanalii, doskonałej w swej kanaliowatości, że oberwał ścierką III klasy czystości od woźnej. I tu Kanalia wspomniał o owym incydencie, co sąd wysoki i sprawiedliwy wziął w pełni pod uwagę.

Oskarżyciel prywatny z tytułem magistra nie potrafił również przekonać wysokiego sądu, iż został przeze mnie poniżony w oczach opinii publicznej, dla której przecież jest nieomal zupełnie anonimowy i pozbawiony większego znaczenia w życiu publicznym, na czym życie publiczne, wcale to a wcale, szwanku żadnego nie ponosi.

W kwestii rzekomego popełnienia plagiatu przez pana magistra i niedoszłego radnego w jednej personie, Kanalia odczytał fragment z wpisu na swoim blogu, którym to sam Kanalia, osobiście naciskając klawisze klawiatury, prosił, by nie przypisywać magistrowi plagiatu z Mistrza Żłobińskiego, ale wykazywał na dużą zbieżność treści. Styl pracy magisterskiej oskarżyciela prywatnego Kanalii się nie podobał i porównał stylistykę pracy do „wdzięku cepa”. Wysoki sąd wziął pod uwagę argumentację Kanalii pod uwagę i stwierdził, że konstrukcja pracy magisterskiej składa się w przeważającej części z cytatów. Tak jak na polu wyborczym, tak i w tym przypadku magister poległ w starciu z teraz już cnotliwą Kanalią (zdrowie nie te!).

Kanalia w swoim słowie końcowym nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i poprosił o uniewinnienie. Oskarżyciel posiłkowy i przegrany kandydat na radnego Domagał się dla Kanalii wzmiankowanej wcześniej kary.

Sąd wydał wyrok po tygodniu i całkowicie uniewinnił cnotliwą obecnie z musu Kanalię. I tak skończyła się sprawa, która w mojej ocenie jest przykładem sądowego pieniactwa. I w te sposób niosący „kaganek oświaty” magister poparzył się na „kaganku sprawiedliwości”.