piątek, 30 września 2011

Pastwisko czy rzeźnia?

Miałem się tu zająć panem Sto Trzydzieści Kilo, ale uzmysłowiono mi, że byłby to nadmiar zaszczytu dla tego pana, więc odpuszczę sobie opisywanie tego zjawiska. No, nie będę odbierał pracy psychiatrom.

Na ofiarnym ołtarzu położę dzisiaj naszego drogiego starostę Piotra Wołowicza.

W „Panoramie Leszczyńskiej” przeczytałem tekst pióra niezastąpionej Ani Machowskiej. Co prawda, droga pani Aniu, przesadziła cokolwiek z tym atakowaniem lokalnych samorządowców, ale ponieważ ładna i inteligentna jest, to jej po starej znajomości odpuszczę.

W artykule rozbawił mnie nasz ukochany starosta Piotr Wołowicz. Indagowany przez dziennikarkę na temat moich postów stwierdził: „Mam ważniejsze sprawy na głowie niż czytanie przestępców” – to o mnie, dla jasności – „odsiadujących wyrok w więzieniu”. Starosta zaklina się również, że „Nie czytam tekstów” – moich.

Smutno mi z tego powodu nie jest, bo akurat pan starosta nie znajduje się w pożądanej przeze mnie grupie czytelników mojego bloga. Mi chodzi mi o potencjalnych wyborców a nie gwiazdeczki jednego wyborczego sezonu oraz jednej kadencji. Kto wie zresztą czy pełnej?

Dla prawdy historycznej wspomnieć jednak należy, że bywały czasy, gdy pan Piotr Wołowicz łaknął mojego pisania niczym kot mleczka. Był wówczas wiceburmistrzem. Pamiętam (a gdy napisałem kiedyś nie taką kwotę przy którejś z licznych gminnych inwestycji, natychmiast (po godzinie czy po dwóch od publikacji) raczył dzwonić do mnie i prosić o sprostowanie.

Pamiętam też, jak kandydat na burmistrza i były burmistrz Tadeusz Wrotkowski powiesił swój bilboard koło bilboarda pana starosty. Napisałem wówczas post, po którego opublikowaniu bilboard T. Wrotkowskiego zniknął. Jak pan starosta się cieszył, jak dziecko, które zamiast klapsa, bo coś zbroiło, otrzymało nagrodę w postaci landrynki.

Tak, to stare czasy, z których jednak co nieco pamiętam. Zresztą, ja, który pamiętam jak skrzypy i paprocie w węgiel się zamieniały, miałbym historii sprzed kilku mgnień oka nie pamiętać?

Wracając do bilboardów, to słyszałem, że kandyduje z pozycji 14 sztachety Piotr Wołowicz zmajstrował sobie bilboard do spółki z kandydatem J. Dudą. Ciekawe dlaczego? Wszak nasz starosta wzrost ma słuszny, więc po co mu szczudła w postaci Dudy? Osiągnięć brakuje? Wykazać się nie ma czym? A może liczy na urodę J. Dudy? No nie wiem o co w tym chodzi, ale obiecuję, że dojdę.

Wracajmy jednak do rzeczy. Ja się absolutnie nie skarżę na słowa pana starosty. Ja go rozumiem. Jeżeli mam do kogoś pretensję o słowa pana starosty pod moim adresem, to tylko do siebie. I nie idzie tu o słowo „przestępca”.

Ja mam do siebie żal i pretensję o to, że oszczędzałem Piotra Wołowicza, gdy był wiceburmistrzem. Wówczas od wielu pracowników Urzędu Miasta i Gminy słyszałem, że on się nie sprawdza na tym stanowisku, ale puszczałem to mimo uszu, bo sądziłem, że zdominowany został przez dynamiczną szefową, a on w stosunku do niej jest nieco ślimakowaty.

Łuski z oczu spadły mi i wielu innym w godzinę próby, gdy nie był jeszcze starostą. Powiem tak! Drugie głosowanie w sprawie wyboru Jana Kalinowskiego na starostę zawdzięczamy właśnie Piotrowi Wołowiczowi. To wówczas zorientowano się, jak niewiele może i potrafi obecny starosta. Z Wrocławia to on potrafił nam tylko ściągnąć niewydarzonego prezesa spółki.

A teraz ma ochotę na posłowanie. Żenada! Na myśl mi tylko przychodzi w tej sytuacji takie skojarzenie z pewnym sympatycznym zwierzęciem, które mleko daje. Otóż każdy z posiadaczy samochodu wie, iż zwierzę to potrafi wyleźć na drogę, sterczeć tam i dumać: czy trwa po lewej stronie, czy też po prawej jest bardziej soczysta i smaczniejsza? I tak sterczy zwierzątko sobie i duma, a w tym czasie cywilizacja wali się w gruzy.

Dzieje się tak wówczas, gdy zwierzęta te nie są ogrodzone albo nie pilnuje się pastuszek.

Więc co dla naszego dobra pozostaje? Albo zagonić zwierzę na pastwisko, albo pozwolić sobie na stanie na drodze i tamowanie ruchu (a cywilizacja w gruzy niech się wali?!) Więc trzeba zagonić zwierzątko na pastwisko, by mleko nam dawało. Pastwisko nasze i żre za nasze. A jak jest krnąbrne? Wówczas do rzeźni oddać. Na rzeź.