piątek, 2 września 2011

Muzealna farsa (i nie tylko)

Niestety, nie było mi dane uczestniczyć w piątek (13.08.2011 r.) w spotkaniu poświęconym finalizacji projektu utworzenia muzeum. Może i dobrze się stało, bo od początku twierdziłem (i twierdzę), że obecny Zarząd Powiatu przerasta każdy problem, który jest usytuowany powyżej krawężnika.

Co prawda obecny starosta deklarował w swoim przemówieniu tuż po wyborze na tę funkcję, że utworzenie muzeum jest dla niego i Zarządu priorytetem, ale to nie oznaczało (i ja w to ani przez moment nie wierzyłem), że muzeum powstanie. Od chwili powołania tego Zarządu wiadomym było, że jest on zwykłym niewypałem.
Starosta Piotr Wołowicz mówi co prawda, że muzeum powstanie, ale samowolnie zmienia jego lokalizację. Ma ono się znajdować w wyremontowanej stodółce, gdzie mieści się obecnie Powiatowy Zarząd Dróg. Przepiękny i naznaczony piętnem przeznaczenia na muzeum pałacyk po Powiatowym Zarządzie Dróg czeka zaś los budżetowej zapchajdziury.

Budżet ważna rzecz! Wszak ktoś musi opłacić np. pensję byłego już prezesa – spadochroniarza z woli starosty Piotra Rykowskiego. Wszak u nas nie jest przyjęte, że za błędne, głupie i nietrafne decyzje płaci się z własnej kieszeni.

A pamiętam jak piano z zachwytu nad prezesem – spadochroniarzem z woli starosty Piotra Wołowicza. „On ma przebicie w NFZ we Wrocławiu”, „to sprawny menadżer”, „ma ogromne doświadczenie” – zapewniano. A co się okazało? Że to szary wróbel, który dziobać co prawda potrafi, ale dla siebie.
A jak członek Zarządu Marek Hołtra optował za nim! Pojęcia Państwo nie mają. W jego oczach główną zaletą kandydata Rykowskiego było to, że … wywodzi się z rodziny farmaceutów!

Ja sobie absolutnie jaj nie robię, bo tak było! Wracając do radnego Hołtry, to ja muszę Państwu powiedzieć, że ten gość to ma tupet. Wysyła np. pisma do ludzi, w których obwieszcza im eksmisję bez wyroku sądu. Eksmisję na bruk! A takiej nasze lokalne prawo nie przewiduje, bo wciąż w mocy prawa jest uchwała Rady Miejskiej, która tego zakazuje. A lokale są komunalne.

A przy tych bandyckich eksmisjach odwala taki oto numer. Zainteresowanym mówi, że to … pani burmistrz mu nakazała. Inny popisowy numer tegoż pana jest taki. Sąsiedzi się gryzą, jak to sąsiedzi. Wkracza do akcji dyrektor z łaski pani burmistrz i godzi strony. Jednej ze zwaśnionych stron mówi, że jest po ich stronie i zrobiłby porządek, ale pani burmistrz (tu zawiesza głos i bezradnie rozkłada ręce), by za chwilę to samo powiedzieć drugiej stronie sąsiedzkiego sporu. I tak piecze dwa kasztany na jednym ogniu. Jeden kasztan to jego kandydatura na burmistrza i ten kasztan ma być ponętny, rumiany i pięknie opieczony, a drugi kasztan, czyli burmistrzyni po jakimś czasie będzie tylko przypalonym węgielkiem, mało apetycznym i nie cieszącym się wzięciem. Ale cel uświęca środki!

Powróćmy jednak do sprawy muzeum. To, co zamarzyło się staroście Wołowiczowi w tej kwestii nijak się ma do rzeczywistości. Wciąż obowiązuje uchwała Rady Powiatu mówiąca, iż siedzibą muzeum ma być pałacyk po PUP. Aby to zmienić,, należy uchylić te uchwałę. A trzeba Państwu pamiętać, że na to potrzeba 8 głosów. A tych koalicja nie ma!

Trzeba też pamiętać o tym, że nie wszyscy radni, którzy głosowali za utworzeniem w budynku po PUP muzeum, będą mieli swój głos za wiatr posiany. Tak, że cienko ja widzę spełnienie się płytkiej zachcianki starosty Wołowicza.

Zresztą starosta nasz (którym absolutnie być nie powinien) będzie miał teraz co innego na głowie. Jak Państwo wiecie na posła startuje. Jest 14 sztachetą w płocie (na sztachet 28). To raczej trzeciorzędny zaszczyt, bo 14 sztacheta, to raczej z tyłu posesji występuje. No, ale sztacheta nie musi być prima sort!
Szkoda tylko, że nie mogę towarzyszyć kampanii naszego starosty. A wsparłbym go całym swoim talentem! Niech zostanie posłem i robi za psuja na Wiejskiej a nie w powiecie. Gdyby tak dostał się do Sejmu, to w powiecie by się znacznie poprawiło. W Sejmie niekoniecznie.

W ogóle trzeba przyznać, że starosta Wołowicz jest dobry chłop, ale niepotrzebnie lazł na starostę. Jak był pod gustowną spódnicą pani burmistrz, to był akurat na miejscu. A tak wylazł spod spódnicy na przeciągi i okazało się, że do samodzielnego bytu jest niezdolny. Szkoda chłopa! Fakt, mamusi jest lżej, bo już nie musi się obawiać, że z winy zastępcy coś się zawali. Zresztą i tak musiała tyrać sama!

A w sprawie muzeum możemy spać spokojnie. Jak uczy doświadczenie, to u naszego starosty od zapowiedzi do czynu droga daleka jak z Ziemi na Proximę Centauri.

Starosta ma też inny problem na głowie. 30 sierpnia mija termin opracowania koalicyjnego harmonogramu działań. Koalicja w rozsypce, stołek zagrożony (pensja również) a pomysłu na rządzenie jak nie było, tak nie ma. Myśląca część współkoalicjantów ma już dość ruchów pozornych i deklamacji bez pokrycia. Dość braku decyzji i posunięć typu Rykowski. Wszyscy, którzy widzą to, co dzieje w starostwie, mają już pewność, że Wołowicz to nie jest to o co chodziło.
W starostwie zresztą ukuto takie oto powiedzenie: „Więcej jaj nosiła Pona w damskich spodniach niż Wołowicz w męskich”.