środa, 24 kwietnia 2019

"Mazaki" a "zbuki"


Przez całkowity przypadek trafiłem dzisiaj na posiedzenie komisji Budżetu, Gospodarki i Polityki Społecznej Rady Powiatu. Miałem chwilę czasu więc zaglądnąłem, by usłyszeć co też tam w naszym powiecie słychać. W programie obrad komisji były zmiany w budżecie powiatu na ten rok. Nic w tym nadzwyczajnego, bo zmian w budżecie dokonuje się nieustająco, praktycznie na każdej sesji, w każdym samorządzie. Mnie bardziej interesował kierunek zmian czyli jakie priorytety ma obecna władza powiatu.

 Po analizie projektu uchwały okazało się, że wiodącymi problemami dla obecnej władzy powiatu są: potrzeby dzieci niepełnosprawnych, które oczekują na zakup busa wożącego ich do Ośrodka Szkolno – Wychowawczego w Wąsoszu. Kolejną bardzo ważną sprawą jest katastrofalny stan dróg powiatowych oraz środki na oświatę, gdyż we wrześniu czeka nas podwójny rocznik w szkołach. Wszystko to wymaga pieniędzy, o które w starostwie – co wiemy wszyscy – krucho.

 W tym też kierunku podążały zmiany w budżecie zaproponowane przez Zarząd Powiatu. I wydawało się, że radni dbający o dobro niepełnosprawnych, pokrzywdzonych okrutnie przez los niepełnosprawnych dzieci, bez wahań i z Bogiem w sercu, kierując się miłosierdziem i współczuciem wobec najsłabszych, bez wahań zagłosują „za” dofinansowaniem zakupu „Busa” za śmieszną kwotę 85 tys. zł. Ja – w innych okolicznościach – nawet bym tej śmiesznej kwoty Ppaństwu nie wymienił, bo to wstyd wobec nieszczęść tych dzieci. Ale jeżeli mam do czynienia z niezwykłą zatwardziałością serc wobec tych najmłodszych a już tak ciężko dotkniętych przez los dzieci, to ja nazwę ową zatwardziałość serc „mazakowej opozycji”? Głupotą czy też złą wolą? Wszak Państwo z „mazakowej opozycji” ślubowaliście: „rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu Polskiego, strzec suwerenności i interesów Państwa Polskiego, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny, wspólnoty samorządowej powiatu i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej”.

No chyba, że dla „mazakowej opozycji” Rzeczpospolita Polska to niedoszły starosta Andrzej Rogala, „interes Państwa Polskiego” jest tożsamy z interesem „mazaków” a „dobro obywateli” kojarzycie tylko i wyłącznie z własnym i swojej „mazakowej” sitwy interesem. A to chyba nie tak? Nie o to chyba chodzi w samorządzie?

 Nawiasem mówiąc czas dowiódł, że słusznie się stało, iż Andrzej Rogala starostą nie został starostą. Okazuje się bowiem, że gdy nie wybrano go na to stanowisko (na które totalnie się nie nadawał, bo intelekt nie ten) pan Andrzej się rozchorował. No i po co nam byłby starosta schorowany? Podobno, tak gaworzą na mieście, niedoszły (chwała Bogu!) starosta pisze poradnik „Jak praktyczny samorządowiec lokuje członków rodziny na samorządowym?” Jestem pewien, że każdy „samorządowiec” na wspak to kupi.

Tak samo „mazakowa opozycja” w czterech literach miała poprawę jakości dróg powiatowych i dofinansowanie oświaty, która przecież przyczynia się do intelektualnego rozwoju Państwa dzieci. Tam też „mazaki” były na nie. Parodia westernu! Jakieś ogłupienie, zaćma na mózgach. Nie przeszkadzają im dziury, koleiny i kierowców jak najbardziej uzasadnione kurowanie na powiatowe drogi. Kompletna aberracja intelektualna (ten ostatni wyraz to niezamierzony komplement wobec „mazaków”, ale mam chwile słabości i stać mnie, by walnąć komplement  na wyrost. Tak się objawia moje miłosierdzie).

„Mazakowa opozycja”, która dzisiaj dała popis arogancji i lekceważenia dobra mieszkańców powiatu głosowała przeciw: niepełnosprawnym dzieciom, poprawie bezpieczeństwa dróg (a więc Państwa i Państwa rodzin) oraz oświacie, czyli przyszłości Państwa dzieci.

 W tej durnej antysamorządowej, bo uderzającej we wszystkich mieszkańców powiatu szopce aktorami ze spalonego teatru byli:

Franciszek Nakoneczny, Ryszard Wawer, Urszula Szmydyńska, Mariola Szurynowska, Andrzej Rogala, Ryszard Pietrowiak.

 Mam prośbę do Pani burmistrz Ireny Krzyszkiewicz. Otóż każdy wie, że ww. osoby nie są autonomicznymi bytami politycznymi. To Pani w swojej nieskończonej łaskawości pozwoliła im (dość nieopatrznie, jak się teraz okazuje) użyć swojego nazwiska przy wyborach. I tylko dzięki Pani wysokiej marce zostali oni tym kim zostali. Ale jak sama Pani widzi: nie można ich z oka spuścić! Pani przebywa na krótkim urlopie a tu głupota jaskrawa promieniuje! Ja Pani współczuję, że nawet na krótki i w pełni zasłużony urlop nie może Pani wyjechać, bo jak Pani z „mazakową opozycją” intelektem swoim się nie podzieli, to ci zakwitną zgniłymi poświątecznym jajami, "zbukami" zwanymi.

czwartek, 4 kwietnia 2019

Miód, joker i mazaki


Trwa „miodowy” miesiąc nowego starosty górowskiego. Po fali zaskoczenia i dość ogólnego szoku wynikami wyborów dla wielu obserwatorów górowskiej mini sceny politycznej, nastał czas refleksji i spokojnego obserwowania co ta nieoczekiwana zmiana przyniesie dla powiatu i jego mieszkańców.

 W przypadku wyboru Kazimierza Boguckiego na starostę możemy rzeczywiście mówić o zmianie a nie zmianie miejsc na stołkach w starostwie. Planowana zmiana polegała bowiem na stworzeniu wrażenia w oczach opinii publicznej, iż coś się zmienia, gdy w istocie swojej nie zmieniało się nic Do stolika wyborczego ówczesna koalicja zasiadła w przekonaniu, że ma w ręku wszystkie asy. Okazało się, że zapomnieli o tajemniczym jokerze. A ten bił tego dnia wszystko. I tak pycha, która zawsze kroczy przed upadkiem doznał gorzkiej ale zasłużonej kary. A miało być tak słodko! W starostwie przygotowano tort dla „pewniaka” starosty a ten już rano przed wyborami zbierał najszczersze życzenia z powodu swojego wyniesienia. A tu taka niespodzianka!

 Faktem jest, że po ogłoszeniu wyników wyborów na starostę w sali obrad zapadła najpierw głucha cisza, oczy wielu osób wytrzeszczyły się w niedowierzaniu. Ja sam sądziłem, że przewodnicząca komisji obliczającej głosy podała wynik odwrotny (przecież głosowania miało być czczą formalnością a i tort czekał). Okazało się jednak, że gratulacyjny tort nie będzie spożywany w oparach triumfu wyborczego lecz służył osłodzeniu goryczy okrutnej porażki, której nikt z niespełnionych triumfatorów nie przewidywał.

 Później wybuchły awantury w internetowych komentarzach powyborczych. Głupota niektórych anonimowych a więc niezwykle „bohaterskich” komentatorów przekraczała wszelki granice, które dzielą rozsądek od zaślepienia. Były więc wezwania kierowane do szefowej naszej gminy o przywrócenie „porządku”, doprowadzenie do kolejnych zmian w starostwie, by wrócili ci, którzy mieli być a nie zostali tym, kim zostać mieli. Śmiechu było kupa. Żółć znalazła swoje ujście.

Gdy sprawy nieco przycichły była sesja nadzwyczajna. Jej towarzyszyły spory o jej nagłość, zasadność, szybki termin. Tu rzeczywiście można mieć pretensje do byłej przewodniczącej o brak konsultacji w sprawie terminu jej zwołania. Pamiętać należy jednak o tym, że to termin zwołania sesji nadzwyczajnej jest zależny tylko i jedynie od przewodniczącego rady. Nawet wnioskodawcy takiej sesji nie mają prawa wskazywać terminu jej odbycia. Według prawa sesja taka ma się odbyć w ciągu 7 dni od złożenia takiego wniosku. Z drugiej strony mocno niezręczne było zaskoczenia nią starosty, który miał już ułożony harmonogram na ten dzień. Walka polityczna ma jednak i takie psie uroki, że dobre obyczaje nie są tam mile widziane.

Sesja się odbyła. Wybrano przewodniczącego rady i jego zastępcę. Ci ciekawe, rządzący powiatem gremialnie zagłosowali za wysuniętym przez opozycję kandydatem na przewodniczącego rady, co było nie do pomyślenia gdy oni rządzili. Wówczas naczelną ideą rządzących było hasło: „nic dla opozycji!” Owszem, deklarowano współpracę z opozycją pod warunkiem, że opozycja będzie robiła za kota Klakiera. Można rzec, że u ówczesnych rządzących (dzisiejszej opozycji) przyzwoitość szła w parze z inteligencją.

Na tej nadzwyczajnej sesji narodziła się historyczna „mazakowa opozycja”. Radny Robert Szymanowicz, który był członkiem komisji obliczającej głosy wrzucane do urny, zauważył, że 8 kartek posiada skreślenia jednym i tym samym mazakiem koloru niebieskiego. Dla każdego kto nie jest dzieckiem lun nie zidiociał, stało się jasne, że w ten sposób opozycja sprawdza lojalność w swoich szeregach. Proszę, jak sobie ufają, jak się szanują, jak sobie wierzą! A że przy okazji ośmieszyli się do granic absurdu? Dziecinada, żałosna dziecinada. I ci, którzy to zrobili mają apetyt na władzę w powiecie a tak naprawdę nadają się do piaskownicy. Przypomnę też, że mazakami lubią bawić się małe dzieci. Żenada!

Tak więc „mazakowa opozycja” od nieskonsumowanego tortu „zwycięstwa” dostała swoje wymarzone funkcje w powiecie przy poparciu rządzącej koalicji. Można rzec, że rządzący powiatem z gracją i elegancją wyciągnęli do nich rękę i zachęcili do współpracy pokazując, że rzeczywiście a nie deklaratywnie dzielą się władzą z „mazakową opozycją”. Czy tę rękę wyciągnięto publicznie do współpracy „mazaki” uścisną? Czas pokaże.

Nawet nie silę się na ocenę 2. tygodni pracy starosty, bo byłby to bezsens zupełny. Zauważyłem jednak, że na internetowej stronie starostwa pojawił się skrót do strony starostwa na „fejsie”. W ten sposób nowa władza otworzyła się na swoich zwolenników i wrogów w sieciowej przestrzeni. Pod zamieszczonymi tam wpisami można zamieszczać komentarze. Dla bohaterskich anonimowych krytyków władzy to nie będzie pole do popisu, bo tam trzeba mieć imię i nazwisko, by komentować. Ważne jednak jest to, że władza otwarła się na krytykę, co za poprzedniej władzy było nie do pomyślenia. Mam jednak nadzieję, że „banowania” tam nie będzie, takoż cenzury, sterowanych wypowiedzi, lizusostwa. Władza, która będzie to robiła zasłuży na medialne baty. Ale duży plus za to jest.

Po przeglądnięciu zawartości tej strony zauważyłem jednak coś co mnie zaniepokoiło. Jest tam informacja o udziale starosty w I rocznicy narodzi górowskiego żłobka. Są i zdjęcia. Zdjęcia z tej uroczystości odnajdziemy również na stronie naszej gminy. Znajduje się tam bardzo interesujące zdjęcie burmistrzyni i starosty. Bardzo ciepłe i ujmujące za serce zdjęcie. Natomiast na „fejsowej” stronie starostwa na żadnym ze zdjęć nie zobaczymy burmistrzyni. A wypadałoby – prawem rewanżu i zwykłej przyzwoitości – by było. Mam nadzieję, że nie jest to pospolita i głupia złośliwość, ale niedopatrzenie. Różnijmy się pięknie.

Emocje opadły, starostwo pracuje, czystki personalnej do podłogi nie ma, Pozostaje oczekiwać na wyniki pracy starosty i zarządu, bo: „po owocach ich poznacie”. Dla mnie osobiście nie jest ważne czy kot jest czarny czy biały. Ma łowić myszy. Wśród „mazaków” oczęta moje nie widzą nie tylko kota ale i kandydata na kota. Mam nadzieję, że nowy starosta i wicestarosta będą nie tylko na etatach starostów, ale staną się starostami.

Wracając do wspomnianego wcześniej tajemniczego jokera. Muszę zgodnie z prawdą powiedzieć, że mam swojego kandydata do tego tytułu. Oczywiście trudno sprawdzić prawdziwość mojej hipotezy, bo chwilowo jest ona niesprawdzalna. Sądzę, że za zmianą stoi burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Jest to jedyna znana mi osoba, którą stać było na taką finezję i inteligencję w rozgrywce jaką widzieliśmy. Perfekcja, majstersztyk, białe rękawiczki. Paluszki lizać! I za to jeszcze bardziej kocham Panią, Pani Ireno!

środa, 20 marca 2019

Szansa


Sensacyjnie zakończyły się wczorajsze wybory w powiecie. Pożegnaliśmy – ja bez odrobiny żalu – dotychczasowego tzw. „starostę” oraz zarząd, który istniał nie istniejąc., bo jego jakichkolwiek działań (np., w sprawie fatalnego stanu dróg) nikt nie odczuł. Płakać nie ma nad czym. Takie są bowiem koleje losu ludzi działających w polityce. Prędzej czy później kończą na politycznym marginesie. Polityka to nie szkółka niedzielna ani pensja dla panienek z dobrego domu. Raz na wozie, raz pod wozem.

Przed wczorajszymi wyborami wydawało się, że wszystko jest „poukładane”. Wyniki wyborów pokazały, że „układanka” to jedno a realia to realia to inna bajka. I to często mało przyjemna dla jej bohaterów. Jak słusznie ktoś zauważył na portalu „elki”: „A już Andrzej witał się z gąską”. Parafrazując: myślał Andrzej o niedzieli a we wtorek łeb ucięli.

Najkomiczniejszy moment wyborów stanowił wynik głosowania na radną Mariolę Szurynowską. Kandydatka na wicestarostę najpierw została odwołana przez własnych koalicjantów z funkcji wiceprzewodniczącej Rady Powiatu, by mogła kandydować na wicka. Odwołanie przebiegło sprawnie. Jednak nieoczekiwany przebieg głosowań spowodował, że stanowisko wicestarosty objął wieloletni zastępca burmistrza Wąsosza – Grzegorz Kordiak.

W tej sytuacji tracąca władzę koalicja postanowiły ratować co tylko jeszcze uratować można. Wystawiono więc ponownie kandydaturę Marioli Szurynowskiej na funkcję wiceprzewodniczącego Rady Powiatu. Przejmująca z zaskoczenie władzę nowa koalicja nie wyraziła najmniejszego zainteresowania zajęciem tej pozbawionej jakiegoś znaczenia funkcji. Wydawało się, że wybór kandydatki jest tylko czczą formalnością. Po obliczeniu głosów okazało się, że kandydatka koalicji otrzymała 10 głosów wstrzymujących się, 1 głos był nieważny oraz 4 głosy za. I tak – jak łatwo obliczyć – tracący władzę koalicjanci wystawili na publiczne pośmiewisko swoją kandydatkę Mariolę Szurynowską, która po ogłoszeniu wyniku wyglądała jak szczypiorek trafiony przez pioruna. Przejmujący władzę wstrzymali się od głosu. Tak to się szanują i poważają w tracącej władzę koalicji. I aż mi żal pani Marioli. Chociaż nie jestem jej admiratorem, ale takiego chamstwa i prostactwa nie toleruję. Żenada!

Zaskoczenie wynikiem wyborów zaskoczeniem, ale życie toczy się dalej. Przeglądałem wpisy na „elce”. Treść różna. Dominuje jednak nadzieja, że może nowi coś zmienią. Jest faktem, że nowy starosta Kazimierz Bogucki ma wejścia u wojewody a ponadto jest wysoko usytuowany we władzach PiS Zresztą burmistrz Irena Krzyszkiewicz też kilkakrotnie publicznie – podczas sesji - dziękowała Kazimierzowi Boguckiemu za pomoc okazywaną przy załatwianiu różnych spraw gminy. Razem jeździli do województwa. I jakoś się nie pozabijali! I te wejścia i dojścia mogą być szansą dla naszego biednego powiatu. Ja osobiście kładę wiadomy narząd na to kto z jakiej sitwy partyjnej jest, byle mieszkańcy coś realnego z tego mieli. A powiat ma wiele potrzeb a żadnych pieniędzy. Najbiedniejsza mysz kościelna jest bogatsza od powiatu. A PiS zapowiadał, że w [pierwszej kolejności będzie dawał kasę tam gdzie oni rządza. Możemy się na to zżymać, może nam się to nie podobać. Takie są fakty i praktyka. I na to, że nowy starosta zdobędzie środki liczą trzeźwo myślący mieszkańcy powiatu.

Proszę zauważyć, że zastępcą starosty został doświadczony samorządowiec Grzegorz Kordiak. To nie jest głowa od parady. Jak wymagający jego były szef Zbigniew Stuczyk (pozdrawiam i życzę rychłego powrotu do zdrowia), trzymał go na stanowisku swojego zastępcy, to proszę mi wierzyć, że to naprawdę coś znaczy. Od nowego starosty nie wymagajmy znajomości procedur biurokratycznych. Po to ma właśnie swojego zastępcę. Członkowie Zarządu powiatu to nie są ludzie w „ciemie bici”. Żadne tam oszołomy, nawiedzeni, indoktrynowani. Mirosław Żłobiński – zwany przez wielu „chodzącą encyklopedią” jest człowiekiem rozsądnym, chociaż często dość „upierdliwym”, bo każdy temat drąży niczym świdrak okrętowiec. Jan Czerwiński, wieloletni leśnik, to stoicki spokój i opanowanie plus doświadczenie. Był radnym gminnym w Niechlowie więc coś wie o samorządzie.

Moje oczy czytały też wpisy na „elce” o rzekomym dążeniu tajemniczych sił do szybkiego odwołania nowych władz powiatu. Przy tym miesza się w tę dziką i pozbawioną sensu i logiki historię burmistrz Irenę Krzyszkiewicz. W ten sposób się jej ubliża. Podczas przerw w sesji miałem okazję krótko rozmawiać z panią burmistrz. Proszę mi wierzyć, że raczej zdenerwowana nie była. Burmistrz to wytrawny polityk i kobieta rozsądna. Potrafi policzyć – i to bardzo szybko – zyski i straty. Z rozmowy wynikało, że widzi zyski i przerażona takim obrotem sprawy nie jest. W czymś skłamałem pani burmistrz?

Starosta Kazimierz Bogucki też jest człowiekiem koncyliacyjny. Zdaje sobie sprawę, że bez współpracy z największą gminą powiatu za wiele nie zwojuje. Konflikt żadnej ze stron nie powinien być na rękę, bo w jego efekcie wszyscy mieszkańcy powiatu dostaną – mówiąc wprost „po dupie”. I w przypadku takiego konfliktu, zbędnego, ambicjonalnego, niszczącego, to my mieszkańcy będziemy mieli prawo się wkurzyć na obie strony. Nie tędy wiedzie droga do sukcesu.

Wypada się tylko cieszyć, że w naszym powiecie, tak boleśnie ostatnimi laty doświadczonemu, mogą zostać zasypane partyjne okopy, z których skonfliktowane strony ostrzeliwują się nawzajem. Tam w sejmie niech oni sobie robią draki, skaczą sobie do oczu, pieprzą głupoty. A my tutaj żyjemy razem, jeździmy po tych samych fatalnych drogach, chodzimy po tych samych nierzadko krzywych chodnikach, więc patrzmy na siebie. Nie przenoście nam Warszawy do Góry!

Nikt nie oczekuje od nikogo rzucania się w ramiona z okrzykiem „kochajmy się!” Ale mamy prawo oczekiwać, że wzajemne animozje wynikłe z przesłanek ideologicznych, uproszczonych uprzedzeń, żalu, że nie zostało się tym kim się pragnęło zostać (przypominam: to tylko polityka), pragnienie odwetu, rewanżu nie wezmą góry nad interesem nas wszystkich. Jeżeli tak ma się stać, to niech was wszystkich szlag trafi!

piątek, 15 marca 2019

Nieprzeciętnie przeciętny odchodzi


We wtorek (19 marca) o godz. 8.00 odbędzie się nadzwyczajna sesja Rady Powiatu. Pod wnioskiem o jej zwołanie podpisali się radni: Mariola Szurynowska, Grzegorz Kordiak, Ryszard Wawer, Andrzej Rogala W programie sesji znajduje się 14 punktów.
Wśród tych punktów odnajdujemy: rezygnację zarządu powiatu w jego dotychczasowym składzie: Piotr „Cielęcina” Wołowicz (tzw. „starosta”), wicestarosta Andrzej Rogala (twórca programu rodzina Rogalów na samorządowym), Ryszard Pietrowiak, Ryszard Wawer (z protokołów sporządzanych z posiedzeń tego gremium niezbicie wynika, że nie jest on tam do niczego potrzebny).


 W kolejnym punkcie obrad radni mają przyjąć rezygnację z funkcji Rady Powiatu (nic nie znaczącej, ale wiążącej się z profitami finansowymi) radnej Marioli Szurynowskiej, która to jest piąty rok w samorządzie powiatowym , ale nic do jego prac nie wnosi. Bezbarwna, szara, nijaka radna. Tak jak większość obecnych koalicjantów.

Później w programie sesji mamy wybór nowego starosty. W dniu 7 marca obecny tzw. „starosta”, nieprzeciętnie przeciętny, złożył rezygnację. Przypomnę tylko, że radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki wystąpił z tej beznadziejnej dla mieszkańców powiatu koalicji 19 lutego. Decyzję radnego „Bananowego Uśmiechu” mogliśmy poznać dopiero 12 marca, gdy poinformował o tym fakcie „elkę”. Jak więc widać ma „Banan” przebicie! Wyszedł z koalicji a „Cielęcina” zwinął manatki. O 8 lat za późno!

 W tej radosnej radni powiatowi mają dokonać podczas sesji wyboru nowego starosty i jego zastępcy. To samo dotyczy wyboru nowych członków zarządu powiatu. Czy będą oni tacy nowi? Śmiem wątpić. Pachnie mi to na milę zamianą dup na stołkach. I niczym więcej. Smutne to, ale przeraźliwie prawdziwe. Na nieszczęście mieszkańców naszego powiatu.

 W kwestii wyboru „nowych członków zarządu powiatu” rzec trzeba, iż tu się zmieni tylko starosta (Rodzina Rogalów na samorządowych) oraz niezmienieni zostaną Ryszard Wawer i Ryszard Pietrowiak (niesmaczny i pozbawiony finezji ponury dowcip).

Punkt kolejny to wybór nowego wiceprzewodniczącego Rady Powiatu. Radną Mariolę Szurynowską ma zastąpić ktoś inny. A co z nią? Można domniemywać, że może zostać wicestarostą. Tylko po co?

Zmiana ma nastąpić na stanowisku przewodniczącego komisji skarg, wniosków i petycji. Dotąd przewodniczącym tej komisji był radny Grzegorz Kordiak. Można więc logicznie domniemywać, że obejmie on inną funkcję. Być może dostanie nic nie znaczące „świecidełko” w postaci nic nie znaczącej funkcji wiceprzewodniczącego Rady Powiatu i będzie robił za konferencyjną paprotkę.

Można spekulować na temat nazwiska starosty. I tu można domyśleć się, że dotychczasowy wicestarosta przeniesie się z gabinetu, którego okna wychodzą rzaz wschód do gabinetu z oknami ukazującymi widok na zachód. Nie oznacza to, że drogi powiatowe staną się drogami o standardzie zachodnim. Bez złudzeń proszę. W tej konstelacji w Radzie Powiatu nie ma żadnych szans na kasę na ich remonty. Bo w sumie nie o drogi tu idzie, nie o przesrany w debilowaty sposób szpital, nie o lepsze jutro mieszkańców tego powiatu, ale o zaspokojenie nadmiernie rozbudowanego ego grupy radnych, z których nieomal każdy uważa, że ma predyspozycje do bycia kimś. A dobry Bóg wykręcił im taki numer, że obdarzył ich nadmiernym ego, ale niepomiernie małym intelektem. U nas bowiem jest tak, że każdy radny (obojętnie jakiego stopnie samorządu) sądzi, że jako radny posiadł wszelaką wiedzę i mądrości. Ja, na palcach jednej ręki mogę policzyć tych, którzy mają coś „pod sufitem”. I jeszcze mi wolny palec zostanie.

wtorek, 18 grudnia 2018

Niewyszukany pic


Wszyscy chyba mieliśmy ubaw czytając wypowiedzi wicestarosty górowskiego na temat stanu dróg powiatowych, które przeczytać można na portalu „elki”.

To pierwszy budżet od dawna, gdzie możemy sobie pozwolić na jakiekolwiek inwestycjemówi Andrzej Rogala, wicestarosta górowski.” 
Gość tym stwierdzeniem rozwalił mnie kompletnie! Dlaczego? Odpowiedź poniżej.

Budżet powiatu na rok 2018. Zapis w dziale 600 „Transport i łączność”.

Czytamy: „Wydatki bieżące w kwocie 1.400.710 zł., wPIcm wydatki z przeznaczeniem na wykonywanie robót z zakresu bieżącego letniego i zimowego utrzymania dróg powiatowych (1.167.000 zł w tym  42.751 zł na dotację dla gmin Jemielno i Wąsosz na utrzymanie dróg powiatowych), na wynagrodzenia i pochodne (183.440 zł) i pozostałe wydatki bieżące (rozdział 60014) oraz pozostałe zadania zlecone przez Urząd Wojewódzki  (rozdział 60095). Wydatki te, w ramach których 281.100 zł stanowią wydatki na ochronę środowiska dokonuje Starostwo Powiatowe.

Wydatki majątkowe w kwocie 4.353.000 zł przeznacza się na opracowanie dokumentacji oraz prace modernizacyjne na drogach powiatowych i na sfinansowanie zadania własnego na drodze DP 1076 w Czerninie (55.000) powierzonego do wykonania gminie Góra."

A teraz projekt budżetu na rok przyszły:

Wydatki bieżące w kwocie 1.300.555 zł., w tym wydatki z przeznaczeniem na wykonywanie robót z zakresu bieżącego i letniego utrzymania dróg powiatowych (990.010 zł., w tym 30.010 zł na dotacje dla gmin Jemielno i Wąsosz na utrzymanie dróg powiatowych (990.010 zł na wynagrodzenia i pochodne (213.850 zł) i pozostałe wydatki bieżące (rozdział 60014 – 96.695 zł) oraz pozostałe zadania zlecone przez Urząd Wojewódzki (rozdział 6009 – 174 zł).

Wydatki majątkowe w kwocie 224.000 zł przeznacza się na prace modernizacyjne na drogach powiatowych.”

Te „wydatki majątkowe” to właśnie budowa i naprawa dróg powiatowych. Proszę zapisów budżetowych - w przypadku naszego Starostwa - nie brać poważnie. Kwoty wymienione w budżecie są wzięte z sufitu, pobożnych (niespełnionych) życzeń, wybujałej fantazji i niczym nieokiełzanej całkowicie jałowej twórczości. Cyfry zawarte w dziale „Transport i łączność”  nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, bo stan dróg powiatowych (rzeczywistość) boleśnie odczuwalna i przeraźliwie widoczna jest dla każdego kto z nich korzysta.

 Remonty prowadzone były tylko w takim zakresie, w jakim pozwalały na to środki. Obecnie prowadzimy rozmowy z wykonawcami, którzy skłonni będą rozłożyć w czasie finansowanie napraw - wyjaśnia Andrzej Rogala wicestarosta górowski.”

A cały dowcip (dość ponury!) leży tu w słowach: „rozłożyć w czasie finansowanie napraw”. Trzeba Państwu wiedzieć, że powiat ma ok.260 km swoich dróg. Jeżeli podzielimy owe 224.000 zł (model teoretyczny, bo to tylko zapis budżetowy) przez kilometry dróg, to wyjdzie nam, że na 1 km powiat (w papierowym budżecie) przeznaczył 861,54 zł.

Tandetny spryt wicestarosty polega tu na próbie dogadania się z firmami, by te naprawiały drogi powiatowe, ale nie chciały za swoją pracę pieniędzy po jej wykonaniu. Czy on ma wykonawców za tępaków albo zakon miłosierdzia? Przecież wirtualny budżet powiatu nie jest kromką chlebusia masełkiem posmarowanym. Przypomina on raczej bardzo lichy sucharek, który sam się zjada. 
Proszę też zauważyć, że w wynurzeniach wicestarosty nie ma mowy o kwocie, którą powiat przeznaczy na drogi. Wypowiedź gościa jest w stylu: "gadka- szmatka". Bez konkretów, bo konkret to w tym przypadku zguba!

Można rzecz ująć i tak, że roczna pensja starosty i jego zastępcy, z narzutami, pewnie są równe tej kwocie przeznaczonej na wirtualną modernizację dróg. A jak Państwo widzą (choćby po stanie dróg) pożytku z wydatkowania tych pieniędzy żadnych nie mamy.

 Wg informacji z wykonania budżetu za I półrocze mijającego roku jasno wynika, że założenia budżetowe w dziale „Transport i łączność” były bezczelny picem. Do 1 lipca br. Z planowanych 4.353.000 zł wykonano w 16,68% (990.0674,66 zł). Na remonty wydano 323.051,82 zał. Efekt wirtualnego budżetu na drogi widać gołym okiem. I żadne ściemy wicestarosty tego nie zmienią.

Swoją drogą ciekaw jestem czy wicestarosta wziął pensję za miesiąc, w którym dokonano „remontu” drogi Góra – Strumienna? Czy też weźmie ją dopiero, gdy naprawdę (nie teoretycznie) doga zostanie naprawiona?

Sądzę, że niezrównany radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki, który tak wiele dobrego uczynił dla gminy będą radnym powiatowym (to jest sztuka!), wyjaśni „remont” tej drogi. W swoim nieustającym dążeniu do prawdy, dobra i piękna, pragnąc żyć w zgodzie z praktykowaną przez siebie tak wytrwale cnotą obywatelską, nie będzie szczędził swoich sił, ogromu wiedzy i doświadczenia, stalowej woli, by dowiedzieć się dlaczego ta droga po remoncie wygląda niczym zerwany przez nieznanych sprawców jego dostojny bilmord wyborczy. I wierzę głęboko, że na swoim fejsie objaśni on wszystkim przeraźliwie nagą prawdę. Bowiem on jest powiatową cnotą samorządową a cnota nim. Alleluja i do przodu!


środa, 12 grudnia 2018

Wrednym okiem Kanalii


W dość dużym skrócie opisałem Państwu przebieg ostatniej sesji Rady Miejskiej. Jednak co nieco dodać należy. Faktem jest, że to o czym za moment będą Państwo czytać esencją sesji nie jest, ale warto wiedzieć „co w trawie piszczy”.

Trzeba jednak powiedzieć – z żalem – że opisywana sesja było jakaś smutkiem przesiąknięta. Fakt, było quorum, obrady się toczyły, ktoś tam dyskutował, głosowano, ale … Ale nie było zacnego wielce wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej Zygmunta Icieka, który tego dnia swój namiot rozbił gdzie indziej. A bardzo rzadko zdarza się, by dostojny radny i wiceprzewodniczący na sesji nie biwakował. Brak było go za stołem prezydialnym. Wszystkim brakowało jego promiennych uśmiechów, zatroskanego lica, przenikliwego wzroku i szczęk dyskretnie przeżuwających gumę balonową „Kaczor Donald”.  No, sesja bez oblicza zacnego wiceprzewodniczącego to nie to!

Muszą Państwo wiedzieć, że transmisje za obrad sesji, których dotąd praktycznie nie było, entuzjazmu u znacznej części radnych nie wzbudzają. Powód jest prozaiczny. Otóż większość z nich jest bierna podczas sesji. I tę nagą, brutalną prawdę te transmisje ukazują. Włóżmy między bajki opowieści o wytężonej pracy w komisjach, które – niestety – transmitowane nie są. Prawda jest taka, że jak ktoś nie ma wiedzy o mechanizmach działania samorządu, gdy do niego kandyduje, to pożytku z niego w samorządzie nie będzie. Od samego faktu wyboru na radnego rozumu i wiedzy nikomu nie przybywa.

Dobitny tego przykład dał radny Jacek Szczerba. Nowicjuszem nie jest a zachował się ;podczas sesji w sposób dziecinny. Jak żółtodziób! W punkcie „wolne głosy i wnioski” pragnął – zapewne w obliczu transmisji – zabłysnąć. Zapragną dyskutować na temat projektu uchwały o budżecie obywatelskim. Wcześniej, jak Państwu zrelacjonowałem w poniższym poście, ten projekt uchwały został odesłany na wniosek radnego Bartłomieja Czyża, do prac w komisjach. A radny Szczerba, który również był za tym wnioskiem, nagle zapragnął o nim dyskutować! Punkt „wolne głosy i wnioski” służy do przedkładania innych spraw. I ten  wieloletni radny, po wielu latach obecności w samorządzie, o tym Dotą nie wiedział. Przypomniała mu o tym burmistrz, która lekko się zirytowała ignorancją radnego Jacka Szczerby. Dodam jedynie, że podczas sesji radny Jacek Szczerba nie miał nic do powiedzenia. A jak już usta otworzył to nic mądrego i pożytecznego z tego nie wynikło. Chciał błysnąć a się zachłysnął i zgasł. Morał: przygotowywać się do sesji z pasją, oddaniem i uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć!

Przykład niepospolitego populizmu dał radny Adam Chmiel. Pisałem o tym, że radny ten postulował pozostawienie podatku od nieruchomości na dotychczasowym poziomie. Apel przepiękny! Tyle tylko, że kompletnie nierealny. Radny Adam Chmiel w ubiegłej kadencji głosował za utworzeniem żłobka, klubu dziecięcego, utworzeniem w internacie nowych instytucji, budową „delfinka”. Wiedział, bo burmistrz Irena Krzyszkiewicz tego nie ukrywała, że nie są to przedsięwzięcia, które się same sfinansują. Wiedział – tak mi się wydaje, bo niepełnosprawnego intelektualnie nie wygląda – że do tego wszystkiego będzie trzeba dopłacić z kasy gminnej, bo raczej nikt nam nie da środków na utrzymanie tego interesu. A dochody własne gminy stanowią podatki.

Radny Adam Chmiel nawet nie zadał sobie trudu przedstawienia propozycji, jak nie podwyższając o 2,3% podatku od nieruchomości, znaleźć środki na pokrycie wydatków na utrzymanie instytucji, za których powstaniem wcześniej głosował. Ale pod publikę – tę tępawą – zagrał znakomicie. Obrońca ludu przed fiskalizmem gminy! A że sam głosował za powstaniem nowych wydatków, to już pan radny nie pamięta. I nie wiem czy to niewiedza, zła wola czy pragnienie błyśnięcia? Jak się mówi „a” i głosuje by coś nierentownego powstało, to trzeba cywilnej odwagi, by powiedzieć „b”, by to żyło. Co to za rodzice, którzy powołują na świat dziecko a potem je porzucają?

Zauważyłem również, że ze składu poprzedniej Rady Miejskiej, na sesję przychodzi tylko Jerzy Kubicki. Widocznie jego zainteresowanie sprawami samorządowymi nie wyczerpało się wraz z dietą. A gdzie reszta „oddanych” samorządowi byłych radnych? Rozdziobały ich kruki i wrony?

Transmisja obrad z sesji jest dla wyborców błogosławieństwem. Mają bowiem Państwo okazję sprawdzić swoich wybrańców w akcji lub – co częstsze – w błogim letargu. I nawet taki niezrównany mistrz kamuflażu, jak radny powiatowy Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki, nie uchroni się przed surowym osądem wyborców. Zobaczą oni, jak elokwentny poza sesją „Banan” milczy podczas obrad sesji na obraz kamienia. Nie ma nic do powiedzenia, zaproponowania, zero pomysłów ale rączka zawsze karnie podniesiona „za”. I wszyscy zobaczą, że radny „Banan” nie prezentuje się jak oaza na pustyni, ale jako uschnięta palma, która ani cienia ani radości z sobą nie niesie. Pozorant jest to bowiem doskonały! On jedyny potrafi przedstawić swoje ugory intelektualne i swą miałkość, jako żyzne pola przynoszące plon 6 razy do roku. Parafrazując tekst znanego zespołu:

On wzrusza ramieniem, jak gdyby nic,

Banan a za Bananem niesamowity pic!”