sobota, 19 listopada 2016

Strażnicy czy bandyci?

Miasto powiatowe Góra na Dolnym Śląsku. Ciche, spokojne, senne, ale urokliwie położone miasteczko z 13 tysiącami mieszkańców. Tak jak w wielu miejscowościach Polski, tu również funkcjonuje Straż Miejska, której celem jest dbanie o porządek publiczny. Nadzór nad strażą sprawuje burmistrz Irena Krzyszkiewicz. W świetle tego co za chwilę Państwo zobaczą i usłyszą rodzi się pytanie: czy burmistrz Irena Krzyszkiewicz należycie sprawuje nadzór na tą jednostką?



Wstrząsająca opowieść. Nieprawdaż? Załóżmy jednak, że mój rozmówca konfabulował. Takie założenie trzeba przyjąć od momentu zabrania pana Andrzeja do samochodu o numerze rejestracyjnym DGR 13 SM. Fakt skucia kajdankami pana Andrzej potwierdza liczna rzesza naocznych świadków tego zdarzenia, a więc jest to fakt bezsporny. Każde działanie strażników miejskich musi mieć uzasadnienie prawne.

Tę kwestię reguluje ustawa o strażach gminnych z dnia 29 sierpnia 1997 r, z późniejszymi wielokrotnie dokonywanymi zmianami. W art. 11 p. 7 tej ustawy czytamy: Do zadań straży należy w szczególności: „doprowadzanie osób nietrzeźwych do izby wytrzeźwień lub miejsca ich zamieszkania, jeżeli osoby te zachowaniem swoim dają powód do zgorszenia w miejscu publicznym, znajdują się w okolicznościach zagrażających ich życiu lub zdrowiu albo zagrażają życiu i zdrowiu innych osób.”

Załóżmy model teoretyczny, że pan Andrzej mógł być w stanie tzw. „wskazującym”. Zgodnie z treścią art. 11 p. 7 przytoczonej powyżej ustawy, strażnicy miejscy mieli – i to jak najbardziej – go zatrzymać. Tyle tylko, że ich obowiązkiem ustawowym było: „doprowadzanie osób nietrzeźwych do izby wytrzeźwień lub miejsca ich zamieszkania”. 

 Jak wiemy z wyznań pana Andrzeja jest on osobą bezdomną. W tym przypadku – trzymając się litery prawa, strażnicy miejscy mieli obowiązek, bo skoro interweniowali, to wzięli ten obowiązek na swoje barki, odwieźć pana Andrzeja do izby wytrzeźwień. Ze słów pana Andrzej wynika, że zamiast zastosować wobec niego kroki mające uzasadnienie w prawie, zastosowano najczystsze bezprawie.

Jak wcześniej stwierdziłem fakt zabrania pana Andrzeja na pokład samochodu służbowego Straży Miejskiej jest oczywisty. W tej sytuacji oczekuję - Państwo zapewne też - że Straż Miejska udowodni bezzasadność twierdzeń pana Andrzeja publikując notatkę z zatrzymania pana Andrzeja, protokół przekazania jego osoby do izby wytrzeźwień bądź komisariatu policji. Jeżeli tak się nie stanie to jest oczywiste, że strażnicy działali bezprawnie, łamali ustawę, a to co powiedział poszkodowany jest szczerą prawdą.

 Wyjaśnienia tej sprawy nie odpuszczę.