czwartek, 7 kwietnia 2016

Objawienie geniusza

Burza rzęsistych oklasków przywitała – podobno – powszechnie uwielbianego starostę powiatu górowskiego – Piotra Wołowicza, zwanego wśród urzędników starostwa „Cielęciną”.

Powodem owacji na stojąc, huraganu oklasków był fakt zamknięcia w dniu dzisiejszym ostatniego oddziału szpitalnego – pediatrii. Wiadomym jest bowiem powszechnie, że zgodnie ze świętą umową o sprzedaży szpitala, za każdy zamknięty oddział szpitalny, nabywca szpitala Polskie Centrum Zdrowia, zobowiązał się do wpłaty 1 miliona złotych na konto starostwa.

Co prawda lekarze pediatrzy, którzy pracowali na tym oddziale już 1 kwietnia złożyli gremialnie wypowiedzenie z pracy, ale decyzję o zamknięciu ostatniego oddziału obwieszczono dzisiaj, przed południem. Lekarze, którzy tam pracowali nie otrzymywali wynagrodzenia za pracę już od stycznia br. Wielkie mi mecyje! Robić im się za darmo nie chciało. Ten wrzód przeciął właściciel szpitala, wychodząc z założenia, że zawód lekarski to misja. A idzie wiosna i za chwilę w ogrodach zacznie rosnąc kapusta, sałata, obrodzą papierówki, marchewka, i da się jakoś wyżyć. Warzywa są zdrowe i aż dziwne, że lekarze tego prostego faktu nie rozumieją.

Wiadomo jest powszechnie, że dotąd nabywca szpitala zamknął 3 oddziały i z tego tytułu na konto starostwa wpłynęły 3 mln zł. Co prawda nie wprowadzono tej kwoty jeszcze do budżetu naszego powiatu, ale – podobno – wynikło to z tego, iż oczekiwano od grudnia 2013 r., gdy „sprzedano” szpital na pełną kwotę, tj. 4 mln zł. Jak Państwo widzicie nasz ukochany i uwielbiany starosta okazał się człowiekiem ze wszech miar przewidującym, dalekowzrocznym. Można rzec nawet, że otarł się o geniusz.

Mylił się za to mój najdroższy przyjaciel, radość żywota mojego, krynica mądrości, pierwszy biznesmen powiatu mgr inż. Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki, który w grudniu 2013 wieścił pielęgniarką górowskiego szpitala nieustający rozwój placówki, wyższe płace, wzrost poziomu usług zdrowotnych i rozszerzenie działalności świadczonych usług medycznych.

Wszystkim dech zapierał rozmach, z jakim nabywca szpitala Polskie Centrum Zdrowia, reorganizował niegdyś nasz szpital. Zwalniano ludzi z pracy (pewnie nierobów), przechodzono z umów o pracę na umowy opiewające na 1/23 etatu, ¼ etatu (pewnie, żeby personelowi we łbach się nie poprzewracało), zamontowano kamery (żeby pracownicy wiedzieli, że nowy właściciel czuwa dniem i nocą), podniesiono opłaty za zakład opiekuńcze leczniczy, zdjęcia rtg i inne usługi (by chorzy przekonali się na własnej skórze, że warto dbać o zdrowie).

Pamiętam, jak ówczesny przewodniczący Rady Powiatu – Edward Szendryk, zachwalał nabywcę szpitala. Kreślił promieniste perspektywy rozwoju górowskiej lecznicy, w której nieco później zaczął pracować, by osobiście wziąć udział w szpitalnej rewolucji. Popierał w ten sposób swojego przyszłego zięcia – „Bananowego Uśmiecha”.

W celu dalszego dynamicznego rozwoju górowskiego szpitala zlikwidowano tomograf komputerowy w nadziei, że wysoki poziom kadry medycznej ściągniętej do górowskiego szpitala będzie miała przeszywający pacjenta na wskroś wzrok, co spowoduje, że tomograf stanie się zbytecznym. Ci, których całe rzesze ściągniętych z całego województwa specjalistów o przeszywającym na wskroś pacjenta wzroku, pomimo tych umiejętności nie potrafiono zdiagnozować, wożono do Rawicza. W ten sposób rzesze chorych miały okazję podziwiać z okien karetek transportu sanitarnego nasz polski krajobraz. Może rzec, że wycieczki te miały wymiar edukacyjny, który zakłócany był jazdą karetki po dziurach.

A nasz ukochany przywódca, zwany pieszczotliwie „Cielęciną” siedział w zaciszu gabinetu i cicho liczył: zamknięty wewnętrzny = 1 mln zł, zamknięta chirurgia = 1 mln zł, zamknięty położniczy = 1 mln zł., zamknięty dziecięcy = 1 mln zł. Później z mozołem, marszczą swoje niskie czoło, żmudnie na palcach sumował mityczne kary. Raz wychodziło mu 5 mln, innym razem 3, ale bywało też, że po umaczaniu palca atramentem na znak, iż konkretny milion został wliczony w rachunek niewątpliwego zysku, udawało mu się otrzymać właściwą sumę, co napawało go taką dumą, że z tylnej kiszeni swoich workowatych spodni wyciągał grzebień, który dostał na pryma aprilis od Słońca Góry, naszego Majestatu. Z uczuciem dumy czytał napis na grzebieniu: „Na mądrej głowie włosy nie rosną”.

Zaprawdę, powiadam Państwu, że wielkim człowiekiem jest nasz słusznie przez wszystkich powiatowy przywódca. Drżą przed nim włodarze ościennych gmin, którzy z bojaźni przed jego wielkością nie pojawiają się na sesjach Rady Powiatu. Owszem, zaszczyca swoją obecnością sesje Rady Powiatu nasz Majestat, ale wymyka się podczas przerwy widząc, że jej jasność bleknie w obliczu intelektualnej jasności ukochanego przez masy pracujące miast i wsi, inteligentów, którzy wszystkiego co w życiu potrzebne nauczyli się już w przedszkolu, a więc dla nich dalsza nauka nie miała już sensu, wodza naszego powiatu, pieszczotliwie zwanego „Cielęciną”. To słowo wymawiać należy z czcią, najgłębszą miłością i wdzięcznością za dokonanie transakcji XXI stulecia.

Tylko geniusz mógł bowiem oddać wszystkie udziały naszego szpitala za dwie raty należności za szpital. Ktoś powiedzieć może, że to niegospodarność, brak troski o mienie nas wszystkich. Ktoś niegrzeczny, z lukami w kulturze osobistej mógłby wysnuć błędny wniosek, iż nasz najdroższy wódz powiatu jest psychiczny. W tym miejscu pragnę Państwu rzec, że wg psychiatrów wszyscy jesteśmy psychicznie, tylko jeszcze nie zdiagnozowani.

We wtorek dyrektorską funkcję straciła Danuta Perek, która niegdyś była szefową wszystkich pielęgniarek i przewodniczącą zakładowej „Solidarności”. Ta wybitna menadżerka o podwójnym obliczu (była jednocześnie za i przeciw podarowaniu szpitala a jej postawa zależała od tego z kim rozmawiała). Pracownicy szpitala twierdza, że całym sercem i duszą była za rewolucyjnymi zmianami w naszym byłym szpitalu, aż do jego zamknięcia.

Geniusz naszego ojca powiatu, dobrodzieja, siewcy dobra, wielce Czcigodnego „Cielęciny” jest niewyczerpany. Podobno za 4 mln odszkodowania z tytułu zamknięcia 4 oddziałów, chce przeznaczyć na odbudowę zamkniętej opieki leczniczej. Podobno ma być to lecznica mobilna. Podobno planuje się zakup niepotrzebnych już „Bronkobusów”. Na razie jednego z przeznaczeniem na prosektorium. „Prosektorium pod Bronkiem”. Przyznają Państwo, że brzmi nieźle. Bądźmy zdrowi.