poniedziałek, 11 lutego 2013

Tragedia

Na koniec stycznia 2013 roku w powiecie górowskim było 3660 bezrobotnych. Jest to największa liczba bezrobotnych od roku 2001. Wówczas bez pracy pozostawało na terenie naszego powiatu 3833 osoby.

W styczniu 2013 r., zgodnie z przewidywaniami, bezrobocie poszybowało nam niebotycznie. W rejestrach PUP w Górze znalazło się 3660 bezrobotnych, czyli o 291 osób (8,6%) więcej niż na koniec grudnia 2012 roku.

Smutnej opowieści to nie jest koniec. Przez pierwszy tydzień lutego w rejestrach naszego PUP znalazło się ponad 100 bezrobotnych osób.

Spośród 3660 armii bezrobotnych z terenu naszego powiatu tylko 703 z nich (19,2%) ma prawo do zasiłku. 

W styczniu 2013 r., PUP zarejestrował 482 bezrobotnych. Z tej liczby poprzednio pracowały 404 osoby. Z winy zakładu pracy w rejestrach PUP znalazło się w styczniu 2013 r., 25 osób. Po raz pierwszy status bezrobotnego uzyskało 78 osób. Bezrobotni zamieszkali w miejscowościach wiejskich stanowią 60,7% ogółu bezrobotnych znajdujących się w rejestrach PUP.

771 bezrobotnych z terenu naszego powiatu nie ukończyło 25 roku życia. Osób długotrwale bezrobotnych mamy na terenie powiatu na koniec stycznia 2013 r., - 2044 (55,8%). Bez kwalifikacji zawodowych mamy 1122 bezrobotnych (31%). Z kolei bez doświadczenia zawodowego w rejestrach PUP figuruje 830 bezrobotnych (22,7%). Mamy też 414 kobiet, które samotnie wychowują dziecko, które nie ukończyło 18 roku życia oraz 108 osób niepełnosprawnych, które poszukują pracy. 




piątek, 8 lutego 2013

Barter bez barteru

W sali nr 1 starostwa w Górze odbyło się wczoraj o godz. 16.00 spotkanie, którego celem było umożliwienie osobom prowadzącym w naszej gminie działalność gospodarczą nawiązanie kontaktów handlowych z partnerami spoza gminy. Głównym celem spotkania było przybliżenie idei wymiany bezgotówkowej, czyli towar za towar, usługa za usługę. Niegdyś w języku polskim dla tego typu formy handlu używano określenia „handel na sztych”.

Spotkanie zorganizowane zostało pod auspicjami burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, która wraz ze swoim zastępcą – Andrzejem Rogalą, przewodniczący Rady Miejskiej – Jerzym Kubickim oraz sekretarzem urzędu – Tadeuszem Otto, uczestniczyła w spotkaniu.
Spotkanie rozpoczął Paweł Kaliniewski z Wrocławia, który przedstawił ideę barteru oraz potencjalne korzyści wynikające z tej formy obrotu gospodarczego. Wg mówcy spotkanie miało na celu poznanie potencjalnych kontrahentów i nawiązanie kontaktów handlowych. Paweł Kaliniewski podziękował burmistrz Irenie Krzyszkiewicz za objęcie patronatu nad spotkaniem oraz trudem włożonym w jego organizację.

Następnie głos zabrała burmistrz Irena Krzyszkiewicz, która powitała wszystkich przybyłych na spotkanie gości. Burmistrz stwierdziła, że:

„Nastał trudny czas dla gospodarki. Szczególnie na terenie naszej gminy i całego powiatu. Prowadzenie działalności gospodarczej na terenie naszej gminy nie jest łatwe w obliczu bezrobocia, które w naszym powiecie sięga 26%. Brakuje nam zakładów przemysłowych, dużych zakładów, gdzie ludzie mogliby znaleźć pracę. Dominuje handel i to zazwyczaj rodzinny. Nie mniej robimy wszystko, by przyciągnąć do nas inwestorów. Mamy podstrefę Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Zbudowaliśmy do niej drogę. Teraz jesteśmy na etapie uzbrajania tego terenu we wszystkie niezbędne media. Nie wszystko jednak możemy przeskoczyć. Przykładem niech będzie fabryka konstrukcji stalowych, która ma powstać w strefie i zatrudnić blisko 40 osób. Budowa tej fabryki napotyka ciągłe zastrzeżenia i uwagi ze strony ochrony środowiska we Wrocławiu. Inny przykład, to ustawa o zamówieniach publicznych w obecnym kształcie. W myśl jej zapisów, to cena za wykonaną inwestycję decyduje o tym, kto wygrywa przetarg. A to nie jest dobre rozwiązania, bo bardzo często odbija się na jakości wykonanej inwestycji. Mijają trzy, cztery lata i konieczne są remonty. A to kosztuje! My z ubolewaniem patrzymy, jak górowskie firmy przegrywają przetargi. Żal nam tych pieniędzy, które odpływają z naszej gminy, powiatu, ale nie możemy przecież łamać ustawy, naginać prawa, bo wiadomo jak to się skończy. Obecny jest na spotkaniu dyrektor naszego PKO, pan Michał Baworowski. Sądzę, że podpowie Państwu jak i na jakich zasadach mogą ubiegać się o kredyty przedsiębiorcy.”

Prowadzący spotkanie Paweł Kaliniewski poprosił przedstawicieli 26 firm, które uczestniczyły w spotkaniu o zaprezentowanie prowadzonej przez nie działalności. Przy okazji tej promocji firm można było dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy. Działająca w Górze spółka „Mixt” ma dwa młyny, prowadzi działalność od 20 lat, ale – jak podkreślił przedstawiciel firmy – „mamy obecnie bardzo ciężki okres na rynku zbytu.”

Dyrektor PKO PB – Michał Baworowski skromnie przypomniał, że reprezentuje największą instytucję finansową w Polsce i potentata w skali europejskiej. Od trzech lat oddział PKO BP w Górze jest najlepszym oddziałem w Polsce, gdyż ma największy odsetek otwartych rachunków na 1000 mieszkańców. Dyrektor Michał Baworowski przypomniał też, iż 95% przedsiębiorców uczestniczących w spotkaniu ma rachunki bankowe właśnie w prowadzonej przez niego instytucji.
Prezes „TEKOMU” poinformował natomiast, iż w kierowanej przez niego spółce zatrudnionych jest 68 osób. Przedstawiciel PSS „Społem” w Górze przebił te cyfrę informując, iż w tej firmie pracuje 97 osób. Słusznie pochwalił się również tym, iż znakomity chleb wypiekany przez PSS w Górze znajduje nabywców poza terenem naszego powiatu, co w warunkach ostrej konkurencji można uznać za duży sukces firmy prowadzonej od 1989 roku przez prezesa Władysława Stanisławskiego.

Nasza Spółdzielnia Inwalidów „Jedność” zaskoczyła mnie – i chyba wielu z obecnych – szeroka gama oferowanych przez siebie produktów. Ładny folder przedstawiciel spółdzielni rozdał uczestnikom spotkania i powiedział rzecz ciekawą. „Odzież ochronna kupują u nas firmy, które istnieją na naszym rynku od wielu lat. Firmy z tradycją.”

Robert Hołownia – przedstawiciel młodego pokolenia przedsiębiorców, który reprezentował "Parkową bis" – w uroczy i dowcipny sposób nawiązał do wystąpienia burmistrz Ireny Krzyszkiewicz odnosząc się do tego fragmentu, gdy szefowa gminy wyrażała żal z powodu wygrywania przetargów przez obce firmy.
„Nas, "Parkową bis" cieszy, że wygrywają obce firmy. Dzięki temu mieszkają w hotelu "Parkowa - bis", jedzą u nas i mamy z tego pieniądze.” Te słowa wypowiedziane zostały płynnie i z rozbrajającym uśmiechem. Bezpośrednią i szczerą wypowiedź Roberta Hołowni, reprezentującego "Parkową - bis" zebrani przyjęli ze śmiechem i uznaniem. Z boku usłyszałem komentarz: „Szczery do bólu!” oraz „Co jednych martwi innych cieszy. Samo życie.”

Przedstawiciel górowskiej „Mrówki” – kierownik sklepu Bartek Czyż zaprezentował firmę w sposób elegancki i bez zarzutu.
„Reprezentuję „Mrówkę”, której właścicielami są państwo Ewa i Krzysztof Urbaniakowie. Oferujemy Państwu ogromny wybór towarów po bardzo atrakcyjnych cenach. Jesteśmy w sieci PSB a to powoduje, że mamy ceny konkurencyjne w stosunku do naszych konkurentów. Każdy kto będzie chciał z nami handlować może liczyć na bonusy. Możemy sprowadzić każdy towar. Specjalizujemy się w materiałach budowlanych, które sprzedajemy w bardzo atrakcyjnych cenach.”

To tylko niektóre z prezentacji dokonanych przez szefów bądź przedstawicieli firm. W końcowej fazie spotkania doszło do wymiany wizytówek. Wadą spotkania był fakt, iż w sali obrad zabrakło firm spoza naszej gminy. Organizator spotkania zapewnił jednak, że jest to pierwszy krok a kolejne będą wykonane.

czwartek, 7 lutego 2013

Pan "Czerwony Kubraczek"

Wczorajszy post zatytułowany „Trójca święta inaczej” spotkał się z mało przychylnym przyjęciem ze strony jednego z drugoplanowych bohaterów, którzy zostali tam zanalizowani. Swojego niezadowolenia nie krył pan w „czerwonym kubraczku”, który dzisiaj raczył mnie odwiedzić. Pan Ryszard Górski, bo on to wyraził swoje niezadowolenie (pozostali drugorzędni bohaterowie taktownie i rozsądnie milczą), usiłował się dzisiaj ze mną przywitać. Oczywiście nie mogę się witać z człowiekiem, który najpierw obrabia mi wiadomą część ciała (słownie!) a następnie usiłuje udawać, że jest przyjacielem. Byłoby to nieładnie wobec takiego pana i własnego sumienia.

W tej sytuacji powiedziałem panu „Czerwonemu Kubraczkowi” co myślę o jego dwulicowym zachowaniu, opowiedziałem co mówił na mój temat, odmówiłem podania ręki i stwierdziłem, że to dopiero początek. „No to spotkamy się w sądzie!” – odrzekł mi pan „Czerwony Kubraczek” i opuścił mnie, bez żalu z mojej strony. Muszę też dodać, iż szedł w „zaparte”, że tak mówił, ale godzina odwiedzin nie była czasem, w którym wyświetla się bajki dla naiwnych dzieci, więc do serca tych zapewnień sobie nie wziąłem.

Z miasta tymczasem zaczęły dochodzić mnie wieści, iż pan „Czerwony Kubraczek” z szaleństwem w oczach i pianą na ustach szuka sprawcy przecieku. Oczywiście, gdyby fakt głaskania mnie pod piórka nie miał miejsca, pan „Czerwony Kubraczek” nie mógłby mieć do nikogo pretensji. Ale najwidoczniej miał powód by mieć, tyle że kierował ją w całkowicie niewłaściwym kierunku. „Nadawanie” na mnie miało bowiem miejsce w miejscu publicznym i pan „Czerwony Kubraczek” nadawał na falach, które wyłapywały postronne odbiorniki radiowe typu „Ucho”. I stało się tak, że jeden z takich radioodbiorników, który odebrał tę informację nadawaną publicznie i w dość wysokiej tonacji przekazał mi ją. Ze swojej strony pozostało mi tylko czekać na okazję do rewanżu. I tak się stało wczoraj.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że osoba pana „Czerwonego Kubraczka” jest zbyt mikra, mało znacząca a wzbudzająca coraz większy uśmiech politowania (vide – wywiad na blogu Adriana Grochowiaka), by absorbować tym jegomościem Państwa uwagę. Trzeba jednak pamiętać o tym, że pan „Czerwony Kubraczek” nieźle potrafi zaleźć ludziom za skórę. Ma np. chore ambicje rządzenia wszystkim i wszystkimi w budynku, gdzie mieszka. Potrafi postawić złom na parkingu, który na wyrost nazywa rowerem, byle tylko nikt nie zaparkował tam samochodu, chociaż parking UMiG zrobił za pieniądze wszystkich podatników a nie tylko pana „Czerwonego Kubraczka”. Potrafi też pan „Czerwony Kubraczek” obmierzyć prywatny sklep miara krawiecką w trzech miejscach sklejaną plastrem na odciski (podobno zdjął je wcześniej z własnych palców). Potrafi też publicznie pan „Czerwony Kubraczek opieprzyć matkę dziecka za to, że dziecko było podczas kolonii krnąbrne i w ogóle nie słuchało tego, co pan „Czerwony Kubraczek” ma mu do powiedzenia. Drobiazgiem przy tym jest fakt, iż matka dziecka w karcie wpisała, iż jej córka cierpi na znaczne uszkodzenie słuchu. W takiej sytuacji pan „Czerwony Kubraczek” potrafi się zachować! Oj, potrafi! Sam byłem świadkiem, gdy usłyszał o wadzie słuchu. Rzekł do matki: „Nie wiedziałem, nie czytałem” i oddalił się po „angielsku”.

Pan „Czerwony Kubraczek” ma pewną przywarę. Od jakiegoś czasu uważa, że wszyscy się na niego zawzięli i go prześladują. Otacza go morze wrogów, którzy tylko patrzą jak mu zaszkodzić. Rzecz jasna, że jest to tylko imaginacja pana „Czerwonego Kubraczka”, albowiem to on psuje ludziom krew.

Ale ponieważ pan „Czerwony Kubraczek” ma takie nierealne przekonanie, to trzeba je zmienić w jak najbardziej realne. Więc od dzisiaj może sobie założyć „Poczet wrogów”. Wiem, że będzie on składał się z jednej fotografii. Mojej!


P.S. 
Opisane zalety pana "Czerwonego Kubraczka" są jednak bardzo zalecane dla członków Platformy, rzekomo Obywatelskiej. Sądzę, że pan "Czerwony Kubraczek", jako czołowy działacz tej "partii" pasuje do niej jak ulał. Gratuluję nowego członka górowska Platformo, rzekomo Obywatelska! Tak trzymać!

"Vileda" w "Mrówce"

MOP PŁASKI Z MIKROFIBRY
FIRMY "VILEDA"
Cena: 45,29 zł.
MOP ZE SPRYSKIWACZEM
FIRMY "VILEDA"
Cena: 99,99 zł.
SUSZARKA BALKONOWA 
FIRMY "VILEDA"
Cena: 149,99 zł.
SUSZARKA BALKONOWA 
FIRMY "VILEDA"
Cena: 79,90 zł.
 KOMPLET FIRMY "VILEDA"
MOP + WIADRO
Cena: 194,90 zł.


środa, 6 lutego 2013

Trójca święta inaczej

Poniżej mają Państwo rzadką okazję ujrzenia wierchuszki Platformy, rzekomo Obywatelskiej, z terenu naszego powiatu. Zdjęcie wykonano podczas obchodów kolejnej rocznicy postawienia przez Armię Czerwoną swojej żelaznej stopy w naszym mieście. Rocznice te obchodzone są u nas od lat pod wzniosłym hasłem „Powrotu do Macierzy” lub „Wyzwolenie Góry”. Nawiasem mówiąc kompletnie tego pojąc nie mogę, bo w tym drugim przypadku musi nasunąć się pytanie – od kogo wyzwalano w Górze Niemców? Natomiast pierwsze hasło pochodzi z czasów zawołanego mówcy Gomułki i najwyraźniej kontynuatorzy tego hasła już po ukończeniu szkół w okresie gomułkowskim żadnej książki historycznej do rąk nie wzięli. No cóż, wykształcenie nie piwo – pełne być nie musi.

Nie mniej jednak warto obchodzić takie rocznice choćby z powodu okazji, by zobaczyć w kupie „przywódców” partyjnych z terenu naszego powiatu.

Co najbardziej rzuca się w oczy na tym zdjęciu? Oprócz smętnych postaci „wodzów” Platformy, rzekomo Obywatelskiej, warte zauważenia są kwiaty. Bukiet jest okazały, opakowane jak należy w zwój celofanu, widać że świeże, przynajmniej jeżeli chodzi o celofan. Jak się Państwo wsłuchają w szelest celofanu przykładając ucho do zdjęcia, usłyszą Państwo westchnienia, pomrukiwania i inne różne dźwięki wydawany przez ów dowód pamięci niesiony przez wodza struktur powiatowych Platformy, rzekomo Obywatelskiej.

Ale zaraz, zaraz! Chwileczkę! Wsłuchajmy się raz jeszcze w zdjęcie. Oczywiście, pomyliłem się! To nie celofan, nie kwiaty wydają te dźwięki! Pierwotna diagnoza okazuje się błędną! To spore płaty flegmy odrywają się od gardła i nosa szefa struktur powiatowych Platformy, rzekomo Obywatelskiej. A jak się dobrze wsłuchać, to dodatkowo słychać jakieś burczenie, przypominające pracę silnika samochodu marki „Zaporożec”. Takie objawy wywołuje tylko „jelitówka”. Ale może się mylę, bo z boku mi podpowiadają, że również grypa świńską zwana. A starzy ludzie mówią, że jaki człowiek – taka choroba. Ale, kto by tam starych ludzi słuchał!

Widać jednak, że drugoplanowy bohater ze zdjęciowego kadru – ten niosąc bukiet – na zdrowego nie wygląda. Zniknął gdzieś bananowy uśmiech „wodza”, oczy jakieś takie smutne, przygaszone, spoglądające w przyszłość bez nadziei i wiary. Cała postać jednego z drugorzędnych bohaterów tego zdjęcia wyraża w sobie niemoc. Mimika twarzy zdaje się mówić: „Nie wiem nic – i z tym jest mi dobrze.”

Przyglądnijmy się kolejnemu pierwszoplanowemu bohaterowi tego zdjęcia. Jest nim niebieska reklamówką, którą tak mężnie dźwiga w skurczonej dłoni kolejny drugoplanowy bohater zdjęcia (trzeci od lewej). Na pierwszy rzut oka widać tu jednak pewien dysonans estetyczny. Bo oto, gdy przyglądniemy się całej kompozycji dominuje w niej kolor, który widzimy podczas styp. A tu nagle, "ni z gruszki - ni z pietruszki” mamy barwę jaskrawoczerwoną. To jest zagadkowe, ale chwilowo nieistotne.

Być może jest w dominacji tej stypowej barwy jakieś prorocze spojrzenie w przyszłość, jakże nieodległą. Wszak już za dwa lata wybory do samorządu i na własny pogrzeb członkowie Platformy, rzekomo Obywatelskiej, nabyli owe urocze odzienia. Ale nie idźmy z taką tezą zbyt głęboko w czas przyszły. Przypatrzmy się i rozszyfrujmy symbolikę tej pełnej tajemnic niebieskiej reklamówki.

Widać, że jegomość, która tak kurczowo trzyma ją w dłoni, całość swojej uwagi poświęca na to, by jej nie utracić. Proszę też wrócić uwagę, iż nie jest to nowa reklamówka, ale weteranka, które niejedno już niosła i przez niejedno przeszła. Proszę też zauważyć (przykładając ucho do ekranu komputera), iż nic tam nie wydaje tych pięknych dźwięków znanych dla wszystkich niepraktykujących abstynentów.

Co usłyszymy przykładając ucho do niebieskiej reklamówki? Szelest papierów. Tak! W tej reklamówce mieści się cały intelektualny dorobek górowskiej Platformy, rzekomo Obywatelskiej. Są tam setki deklaracji członkowskich, protokoły z wyborów, tysiące podań z prośbą o wciągnięcie na członka (w ramach parytetu - 35% kobiet i 65% mężczyzn), programy wyborcze, itp. Rzeczy objęte klauzulą najwyższej poufności. I stąd to kurczowe trzymanie niebieskiej reklamówki przez jegomościa ubranego w czerwony kubraczek.

Ale mogą Państwo spytać – kim jest ów jegomość? Toż to prezes nowego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci i Młodzieży! Ów jegomość w czerwonym kubraczku jest też sekretarzem struktur powiatowych Platformy, rzekomo Obywatelskiej. Jest też najbliższym przyjacielem szefa struktur powiatowych Platformy, rzekomo Obywatelskiej – radnego Marka „Bananowy Uśmiech” Biernackiego. A z drugiej strony jest tez jego bezpośrednim przełożonym w tymże towarzystwie. Poprzednie Towarzystwo Przyjaciół Dzieci nie wybrało jegomościa Ryszarda Górskiego na prezesa, ale nowe – które założył sam – dokonało tego zgodnego prawem boskim wyboru. Urodzony prezes!

Proszę jednak zauważyć, iż drugi z drugoplanowych bohaterów zdjęcia nie ma na sobie ubioru rodem ze stypy. On przybrał się w barwy narodowe, ale z przewagą wrzeszczącej czerwieni. Symbolika tego wdzianka jest czytelna. Prezes założonego przez siebie towarzystwa daje barwą kubraczka znak, że może przejść do innej partii i na żadną stypę ku czci Platformy, rzekomo Obywatelskiej, się nie wybiera. Owszem, pójść może, ale na katafalku leżał nie będzie. A na stypę wstąpi, jak menu będzie o.k.

W ten sposób omówiliśmy dwóch pierwszoplanowych bohaterów zdjęcia, dwóch drugoplanowych. Przejdźmy zatem do punktu centralnego fotografii. W punkcie centralnym widzimy postawnego mężczyznę odzianego w funeralnym stylu. Osobnik ów niczego nie dźwiga i nie wyróżnia się niczym od pozostałych drugoplanowych postaci uwiecznionych dla potomności na zdjęciu. Już sama wielkość tego pana powoduje, iż pomimo jego drugoplanowości na fotografii, przykuwa wzrok widza.

W tym przypadku można wysnuć teorię, iż mamy tu do czynienia z anatomicznym sposobem traktowania kadru obrazu, gdzie najważniejsze i największe jest pośrodku, a znacznie mniejsze, chciał nie mniej ważne, po bokach. Tak jak w życiu. Ale przypominam, iż jest to tylko artystyczna interpretacja zdjęcia, bo są jeszcze w anatomii, np. ludzkiej, inne okazy.

Ważne jednak jest to, iż przedstawiony na zdjęciu drugoplanowy bohater w centralnym punkcie wyraźnie dominuje nad równie drugorzędnymi członkami partii. Wynikać to może z tego, iż postura szefa struktur gminnych Platformy, rzekomo Obywatelskiej, daje mu przewagę nad partyjnymi kolegami.
Weźmy np. miejsce na kanapie. Kanap do zasiadanie jest mało. Członków również. Każdy jednak chciałby mieć nieco miejsca, by zdrzemnąć się podczas obrad, bo są takie momenty, że członkowie tej partii nie rozumieją o czym mówi ich powiatowy szef „Bananowy Uśmiech”. On również nie rozumie, ale trzeba zabić tę nudę, więc mówi. I jak taki szef struktur w gminie Góra wyciągnie się wzdłuż i nieco wszerz, to kanapa cała zajęta. Podobno też strasznie chrapie i gada przez sen, że dzięki staroście w wyborach do samorządu w 2014 roku ich partia poniesie klęskę. No więc, jak tak się rozłoży, to nikt szans nie ma na drzemkę podczas owocnych obrad.

Proszę tez zauważyć, iż szef struktur gminnych Platformy, rzekomo Obywatelskiej, ma wyniosłą minę, która może wskazywać, iż dystansuje się od swoich anatomicznych – domysł interpretacyjny – przydatków, jakby mu czymś zalatywały. Jakby było mu z nimi nie po drodze. Mina szefa struktur gminnych przypomina mi osobiście wyraz twarzy kolegi, który zamówił jajecznicę z dwóch jaj a dostał „zbuki”. Proszę jednak wciąż pamiętać tym, że nie muszą Państwo zgadzać się z moją oceną i interpretacją tego zdjęcia, gdyż są „gusty i guściki”.

Całość fotografii emanuje wyraźnym smutkiem. Więcej. Wyczuć można w zdjęciu nastrój dekadencji i rozkładu. Twarze drugoplanowych bohaterów są nijakie, wyprane z emocji, uczuć. Typowy plastik. Maski udawanej zadumy przykrywają bezmyślność. I tak ich zapamięta historia naszej „małej Ojczyzny”.