niedziela, 19 lipca 2015

Kryptonim "Fajtłapa" II

Istnieje wiele niejasności dotyczących historii Polskiego Stronnictwa Ludowego działającego na terenie naszego powiatu w latach 1946 – 1947. Z dokumentów zachowanych w IPN we Wrocławiu można dowiedzieć się jak przebiegał proces likwidacji PSL na terenie naszego powiatu.

PSL była legalnie działająca partią, ale obejmującym władzę w Polsce komunistom stała się przysłowiową „solą w oku”. Partia Mikołajczyka była antykomunistyczna i głosiła hasła, które stały w sprzeczności z tum, co moskiewscy dywersanci chcieli zrobić z Polską. Toteż od początku zwalczali PSL w całym kraju a więc i na terenie naszego powiatu.
W celu poznania wewnątrzpartyjnego życia PSL Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Górze otoczył członków tej partii gęstą siecią agenturalną. Informator o ps. "Kasztelan" donosił do PUBP od połowy roku 1946. To samo dotyczy informatora o pseudonimie "Stefan". Tego z kolei ubowcy wsadzili do Stronnictwa Ludowego, którego sami byli twórcami! Stronnictwo Ludowe miało być w zamiarze komunistów przeciwwagą dla wpływów PSL na wsi. W naszym powiecie również założono Stronnictwo Ludowe, ale nie cieszyło się ono wzięciem wśród ludności i określone było przez władze administracyjne mianem: "sztabu bez członków". 
Komuniści przy pomocy aparatu represji, czyli ubowców, starali się wszędzie ograniczać wpływy PSL. Z góry szły wytyczne co należy robić, by" uniemożliwić wejście czynników reakcyjnych do tych władz" a "zapewnić dostęp czynnikom istotnie demokratycznym", czyli partiom zblokowanym z komunistami (PPS, SL). 

Poniżej skany dokumentów, które odsłaniają kulisy likwidacji PSL na terenie naszego powiatu. Dokument ten wytworzony przez Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego powstał w grudniu 1946 r. Przedstawia plan "rozłożenia i paralizacji" PSL na naszym terenie. 
W tekście "Ludowcy" zamieszczonym w "Kwartalniku Górowskim" ("Ludowcy") odnajdujemy taką oto informację:
"17 listopada 1946 r. podczas manifestacji zorganizowanej przez PPR, PPS i SL w sprawie wyborów do sejmu ustawodawczego manifestanci i bojówka PPR zdemolowali lokal PSL oraz spalili dokumentację partii. Starosta tak to zderzenie opisał: „Na wzmiankę zasługuje okoliczność, że w dniu 17-go ub. m-ca w Górze odbyło się zgromadzenie publiczne, zorganizowane przez P.P.R., P.P.S. i S.L. w sprawie wyborów do Sejmu Ustawodawczego. Podczas zgromadzenia tego zaszedł niespodziewany incydent na szkodę P.S.L.-u, sprawa ta została lokalnie załatwiona.”

W manifestacji uczestniczyło ok. 2 tys. osób, po części spoza powiatu. Odczytano rezolucję byłych peeselowców, którzy żądali rozwiązania swojej byłej partii. Zerwanie transparentów „Precz z Mikołajczykiem” i „Precz z PSL” wywołało agresję tłumu, który zdemolował siedzibę PSL a przed budynkiem spalił dokumentację.

Dzień wcześniej UB niektórych członków zarządu wzięła na całonocne przesłuchanie. W wyniku tych perswazji uciekli z Góry: prezes, jego zastępca i jeden z członków zarządu; sekretarz zarządu Z. Obertyński 20, geodeta z zawodu przez parę lat też musiał pracować poza Górą."

Proszę dokładnie przeczytać p. 1, pp a planu opracowanego przez PUBP w Górze. 

Stanowi on potwierdzenie informacji zawartej w tekście "Ludowcy", we fragmencie mówiącym o presji wywieranej przez ubowców na czołowych działaczy PSL. Efektem tej presji i rozmów w siedzibie PUBP w Górze, który mieścił się wówczas przy ul. T. Kościuszki 15, było załamanie działaczy PSL, co w efekcie doprowadziło do likwidacji tej partii. Komuniści dostali to co chcieli. Działacze PSL "rozwiązali" swoją partię z "własnej inicjatywy". I o to im chodziło. 

W archiwum IPN zachował się również raport opisujący sukces w realizacji tego planu, który sporządzono 21.03.1947 r. i przekazano do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Wrocławiu. 
Powróćmy do postaci Zygmunta Obertyńskiego. W dokumencie wytworzonym przez PUBP w Górze i dołączonym do sprawozdania z likwidacji PSL odnajdujemy taką oto wzmiankę na jego temat. 
Wynika z niej, że w marcu 1947 r. Zygmunt Obertyński przebywał na terenie powiatu górowskiego i zatrudniony był jako "technik państwowy Urzędu Pomiarowego", chociaż prawidłowa nazwa powinna brzmieć: "technik Państwowego Urzędu Pomiarowego", poprzednika Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii, który to istnieje do dnia dzisiejszego.

W "Wykazie byłej agentury Referatu Służby Bezpieczeństwa przy Komendzie Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Górze", który sporządzony został na początku lat 60., odnajdujemy nazwisko Zygmunta Obertyńskiego. Z dokumentu wynika, że został on skreślony z listy agentów w 1955 r. 

Śpiew przyszlości

28 czerwca Dolnośląska Służba Dróg i Kolei we Wrocławiu ogłosiła przetarg na budowę obwodnicy Góry. Przedmiotem zamówienia jest „zaprojektowanie i realizacja robót budowlanych” dla „obwodnicy Góry w ciągu drogi wojewódzkiej nr 323”. W ogłoszeniu przetargowym zawarty jest termin realizacji tego zadania. Określono go na okres 3 lat od dnia podpisania umowy.

Zwycięzca przetargu będzie musiał opracować projekt budowlany i wykonawczy, uzyskać wszelkie pozwolenia, uzgodnienia, opinie, decyzje, zatwierdzenia, które wymagane są prawem przy realizacji tego typu inwestycji. Poniżej wymagania w zakresie "wiedzy i doświadczenia" postawione potencjalnemu wykonawcy przez DSDiK. 
Przy wyborze ofert zamawiający, czyli DSDiK we Wrocławiu ma kierować się dwoma kryteriami. Kryterium ceny ma stanowić 90% a okres gwarancyjny 10%.Wadium określono na kwotę 300.000 zł. Termin składania ofert na dzień 11 sierpnia do godz. 10.00.

Tak więc na oczekiwaną obwodnicę naszego miasta przyjdzie nam jeszcze poczekać. Przynajmniej do roku 2017. I to jak wszystko dobrze pójdzie. 

sobota, 18 lipca 2015

Czas chaosu II

Czas najwyższy zakończyć opowieść o sesji Rady Powiatu w sprawie szpitala, która odbyła się 10 lipca br. W zasadzie nie ma o czym pisać. Ze strony inicjatorów sesji padały pytania dotyczące dalszych losów tej lecznicy, na których odpowiedzi próżno oczekiwali. Starosta Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego niby próbował coś tam odpowiedzieć, ale jak zwykle okazywało się, że niewiele ma do powiedzenia. Rzekomi „gospodarze” powiatu dysponowali miałką wiedzą na temat tego co dzieje się u bankruta, czyli spółki PCZ S.A. z Wrocławia.

Rzecz jasna bronili swojej decyzji dotyczącej sprzedaży szpitala. Było to zarówno żenujące jak i śmieszne, chociaż mało śmieszne. Powtarzali stare slogany: o rzekomym zadłużeniu szpitala, co jakoby miało być powodem jego sprzedaży, gdyż powiat nie miał pieniędzy na wspomaganie należącego jeszcze do samorządu powiatowego szpitala, o dostosowaniu szpitala do nowych wymogów, o atrakcyjności oferty PCZ S.A., i tym podobne dyrdymały. Zapomnieli przy tym dodać (Alzhaimer?), że pierwotna uchwała Rady Powiatu o sprzedaży szpitala wskazywała jako powód jego zbycia spłatę odszkodowania dla „Chemeko – System”. Zresztą, ten fakt można jeszcze zrozumieć, bo propagandowo hasło „szpital za śmieci” dla „paltfusów”, chociaż prawdziwe, jest nie do przyjęcia.

O „wadze” jaką rządząca powiatem koalicja przywiązuje do ochrony zdrowia niech świadczy fakt bardzo wymowny. Mija 8 miesięcy od wyborów samorządowych, ale koalicjanci jakoś nie kwapią się z powołaniem komisji zdrowia i opieki społecznej. Powołanie tej komisji jest wymagane statutem powiatu. Za to niczym tasiemce gromadnie poleźli do takiej np. komisji budżetu, by tam mieć przewagę w głosowaniach. Głosowania owe nie mają najmniejszego znaczenia, bo i tak istotne i prawomocne jest głosowania podczas sesji. Tu jednak idzie o dwie rzeczy. Pierwsza to taka, by wobec opinii publicznej stworzyć wrażenie, iż rządząca koalicja ma zawsze rację. Drugi powód jest dla koalicjantów bardzo groźny: wobec nieuchronnego upadku lecznictwa zamkniętego na terenie powiatu, nie jest dobrze, gdy istnieje forum, na którym można – i należy – poruszać sprawy związane ze szpitalnym leczeniem. By to osiągnąć w dupie koalicja ma się statut powiatu i prawo. Stąd wysnuwam wniosek, że upoważnia mnie to do mienia w dupie koalicji.

O fakcie nieprawnego nieistnienia komisji zdrowia przypomniał radny Grzegorz Aleksander Trojanek, który stwierdził, że miał zamiar zapisać się do komisji zdrowia, by tam pracować i wypełniać w pełni funkcję radnego powierzoną mu przez wyborców. „Okazało się jednak” – powiedział ów radny – „że ze zdrowiem u nas w porządku”. Radnego Grzegorza Aleksandra Trojanka interesowały również dalsze losy szpitalnego majątku: „Kot go weźmie? Co się z nim stanie?” – dopytywał się radny. Odpowiedzi na te zasadnicze pytanie nie uzyskał. Nawiasem mówiąc bardzo bym się zdziwił, gdyby takową uzyskał!

Sesja przebiegała w sposób burzliwy. Mówiono z obu stron wiele, ale wiele z tego co mówiono było oderwane od realnego problemu, jakim jest wizja zamknięcia szpitala.

Rady Jan Przybylski (Wąsosz) stwierdził, ze dla rządzących powiatem liczy się: „tylko kasa i stanowiska.” Osobiście popieram ten pogląd, bo jakoś starosty i wicestarosty nie widzę w roli wydajnych pracowników najemnych. Chyba, że szedł bym w bankructwo!

W trakcie dyskusji Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego oświadczyła, że PCZ S.A. zapłacił dotąd za szpital łączną kwotę ok. 1.242.000 zł. W szczegółach wygląda to tak. Kwotę 627 tys. zł PCZ S.A. wpłacił tuż po przejęciu szpitala i stanowiła ona jakiś bliżej nieokreślony ekwiwalent związany nie do końca wiadomo z czym, bo Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego tłumaczyła to na swój sposób, czyli mętnie. Bankrut wpłacił też jedną ratę rozłożonej na 8 lat płatności z tytułu należności za sprzedany szpital – 625 tys. zł.

Ciekawe jest to, że pomimo, iż wpłacono dopiero za szpital 1/8 należności, to PCZ S.A. otrzymał 100% udziałów, czyli ponad 5 mln zł. W ten sposób sprzedano szpital – jak dotąd – za 625 tys., i PCZ S.A. może sobie zrobić z nim co chce, bo prawnie jest jego właścicielem. Nawiasem mówiąc to bardzo ciekawa transakcja. Bo któż z Państwa nie chciałby zapłacić za dom 1/8 jego wartość i, ale pomimo tego stać się jego prawnym właścicielem, i to mieć zapisane w akcie notarialnym. Tak …, to ciekawe, bardzo ciekawe. A jakie nowatorskie!

W pierwszej części postu pisałem Państwu, że poza salą obrad, którą często opuszczałem, działy się rzeczy bardzo istotne. Powiem krótko, że zaczęły docierać informacje ze szpitala. A tam trwało podpisywanie nowych umów. I tak dowiedziałem się, że pracownikom proponuje się rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron z dniem 1 lipca (sesja odbywała się 10 lipca). Ponadto część pracowników ma propozycję podpisania umowy już nie z PCZ S.A., ale ze zgoła inną firmą. I nie są to umowy nieokreślone czasowo. Z innych źródeł dowiedziałem się również, że jest akt notarialny, który dotyczy naszego szpitala. Akt ów zawiera przekazanie majątku o wartości 300.000 zł. jednej ze spółek które tworzą bankruta.

By radni powrócili do rzeczywistości zabrałem głos i poinformowałem ich o tych faktach. Ponieważ wiedziałem, że ów akt notarialny przeleciał przez wydział finansowy UMiG w Górze, prosiłem o zrobienie przerwy w obradach i zaproszenie burmistrza naszej gminy, w celu potwierdzenia tego faktu.

Tegoż dnia burmistrz Irena Krzyszkiewicz była obecna na części obrad, ale musiała opuścić salę obrad w związku z jakimiś ważnymi rozmowami dotyczącymi (jak mniemam) dalszego dynamicznego i zrównoważonego rozwoju naszej gminy na płaszczyźnie ekonomicznej, socjalnej, turystycznej oraz intensywnego rozwoju gospodarczego gminy ze szczególnym uwzględnieniem inwestycji w Specjalnej Podstrefie Ekonomicznej Wałbrzyskiej Strefy Ekonomicznej, jak też działań podjętych w celu zrównoważenie budżetu gminy Góra poprzez wyrównanie kontrolowanego deficytu zaciągniętym kredytem bankowym i zwróceniem uwagi na dalsze doskonalenie i szkolenie kadry kierowniczej UMiG w świetle nowych wyzwań stojących przed naszym samorządem.

Sam to wymyśliłem! Nie musiałem ściągać ani z „Przeglądu Górowskiego” czy tez strony internetowej naszej gminy. Proszę popatrzeć! Tyle słów i chuj z nich wynika! Ale jak mądrze brzmią! „Zdolniacha” jestem!

W swoim krótkim wystąpieniu przypomniałem też radnemu Markowi „Bananowemu Uśmiechowi” Biernackiemu pewną rozmowę jaką w grudniu 2013 r. odbył z pracownikami naszego jeszcze wówczas szpitala w tymże budynku, na parterze przy windzie. Byłem świadkiem tej rozmowy. Radny ów (trzecia kadencja w Radzie Powiatu, zero interpelacji, milczy jak zaklęty, ale za milczenie kasę bierze), obiecywał cuda niebywałe. Pracownicy mieli dobrze zarabiać, szpital miał się rozwijać, cudnie i pięknie miało być. Tako prawił radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki przy szpitalnej windzie. Dodać muszę, że pracowników szpitala swoją czczą gadką nie przekonał, bo oni – w przeciwieństwie do Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu Górowskiego i ówczesnej koalicji doskonale przeczuwali co ich czeka.

Toteż spytałem tegoż radnego czy jest gotów przeprosić za swoje oszukańcze obietnice pracowników szpitala. Radny wyszeptał, że może przeprosić. Problem z radnym Markiem „Bananowym Uśmiechem” Biernackim nie polega na tym, że jest on radnym wiedzy niewielkiej i mikrej pomimo, iż ma tytuł inż. i mgr. Problem z nim polega na tym, że siedząc w „platfusowej” sitwie sądzi, że owa sitwa jest centralnym punktem naszego lokalnego światka. Nie odróżnia marginesu od większej całości. A wydawałoby się, że to człowiek inteligentny. Przynajmniej takie usiłuje sprawić wrażenie.

Wracając do otrzymanych ze szpitala wiadomości, to by być w zgodzie z prawdą, muszę przyznać, że działania w sprawie prawnej pomocy pracownikom szpitala podjęła burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Usłyszała ona dokładnie to co ja i natychmiast zadzwoniła do radcy prawnego prosząc go o przybycie do UMiG w poniedziałek o godz. 8.00.

Trzeba też przypomnieć, że sprzedając szpital Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego oraz Zarząd nie zapewnili niczego pracownikom szpitala. Można rzec, że sprzedani zostali na łaskę i niełaskę nabywcy. Łaski nabywcy nie było.


Ile trzeba mieć obojętności dla losu ludzi, by tak postąpić. To przecież m.in. pracownicy szpitala płacąc podatki składają się na niemałe pensje starosty i wicestarosty. Trzeba nie mieć sumienia i odrobiny ludzkich uczuć, by ponad stu ludzi pozostawić samym sobie. A to przecież nie starosta, wicestarosta i nie radni utrzymywali pracowników szpitala. To pracownicy szpitala ich utrzymywali! W zamian za to zostali pozostawieni samym sobie. Nikt w starostwie nie zainteresował się losem tych ludzi. Nikogo nie interesowało co z nimi się dzieje, jakie mają umowy. Dlaczego są zwalniani. Postawieni zostali sam na sam z dzikim kapitalizmem, którego naczelną cechą jest bezwzględny wyzysk człowieka. Nikomu to nie przeszkadzało. Sprzedano szpital i władza była zadowolona, że ma z głowy problem. A problem wrócił i to zwielokrotniony. Bo efekty głupich decyzji powracają niczym bumerang i wala po łbach ze zwielokrotnioną siłą. Szpital jest na to żywym przykładem. 

piątek, 10 lipca 2015

Czas chaosu

Kiedy powracałem dzisiaj z nadzwyczajnej sesji Rady Powiatu w towarzystwie pewnego bardzo zacnego obywatela naszego miasta ten zadał mi pytanie:
- Ciekawe Robert jak ty opiszesz dzisiejszą sesję?
- Trzeba będzie jakoś ogarnąć ten burdel – odrzekłem.

No i trzeba ogarnąć dzisiejsze ponad trzygodzinne „obrady” dotyczące naszego szpitala. Zacząć trzeba od tego, że niczego nowego nikt się nie dowiedział. Dalsze losy naszej lecznicy spowija mgła niepewności, chociaż raczej spodziewać się można, że po rozwianiu się tej mgły recytować będziemy mogli „Pieśń o spustoszeniu Podola”. Widoki na istnienie szpitala rysują co najmniej marnie.

Radni będący poza koalicją rządzącą zwołując sesję nadzwyczajną mieli nadzieję, płonną jak się okazało, na uzyskanie konkretnych informacji na temat przyszłości lecznictwa zamkniętego w powiecie. By ten cel osiągnąć pociągnęli za język starostę Piotra Wołowicza. Zaczęła się I odsłona żałosnej wielce komedii, która momentami przeradzała się w ponurą burleskę bez fantazji i polotu.

Swoim ględziarskim zwyczajem starosta zaczął od rysu historycznego, czyli historia naszego szpitala na przestrzeni kilku ostatnich lat. Opowiadał jak to źle się działo, jak narastało zadłużenie szpitala, o niemożliwości dalszego utrzymywania szpitala przez powiat, o złym zarządzaniu placówką. Mendził straszliwie, truł, jąkał się przez jakieś pół godziny, ale głównego tematu, którym była przyszłość szpitala jego marna gadka nie dotykała.

Poględziwszy o historii szpitala przeszedł do teraźniejszości. Tyle, że teraźniejszość szpitala opisywana przez starostę znana jest wszystkim, z wyjątkiem starosty i jego Zarządu. Toteż znudzony pierdołami wypowiadanymi przez Wielce Czcigodną Pomyłkę Powiatu Górowskiego dość często udawałem opuszczałem salę obrad, by nie narażać swojego delikatnego i wrażliwego organizmu na skoordynowany atak pierdoł, które wypowiadano na sali obrad.

I muszę Państwu powiedzieć, że zysk z takiego postępowania był ogromny. Dzięki temu udało mi się dowiedzieć co dzisiejszego dnia działo się w szpitalu. Ale o tym później.

Wpadałem do sali obrad, by posłuchać czy w „dyskusji” nie pojawiają się nowe wątki i za każdym razem wychodziłem stamtąd srodze rozczarowany. Nieszczęsna Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego – starosta Piotr Wołowicz – tokował nadal. Ku mojemu zdziwieniu cytować nawet zaczął byłego prezesa naszego szpitala – Stanisława Hoffmanna. Cytaty te dotyczyły m.in. kwot jakie należy przeznaczyć na dostosowanie szpitala do standardów, które mają być wymagane przez NFZ od roku 2016, by szpital mógł ubiegać się o kontrakt. W tym miejscu zdębiałem, bo znam kulisy powołania Stanisława Hoffmanna na prezesa szpitala w roku 2011. Odbyło się to w sytuacji „podbramkowej”, gdy zauważono – dość późno – że zatrudniony z Wrocławia spadochroniarz nadaje się na prezesa szpitalnej spółki jak Piotr Wołowicz na starostę. Starosta Wołowicz powoływał Stanisława Hoffmanna na funkcje z widocznym na końcu długopisu obrzydzeniem. Przełknął tę „żabę” i na jakiś czas widmo zagłady szpitala oddaliło się od mieszkańców naszego powiatu.

Następnie Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego raczyła poinformować radnych o przeprowadzonych przez siebie rozmowach z NFZ we Wrocławiu. Dowiedzieliśmy się, że najprawdopodobniej kontrakty z NFZ na ginekologię, położnictwo i chirurgię ogólną na IV kwartał br., rozdzielone zostaną pomiędzy szpitale w Lubinie i Głogowie. W ten sposób nam się polepszyło po sprzedaży szpitala. Duży sukces! Sukces kolosalny! Więcej! Mówiąc Bareją: „On odpowiada żywotnym interesom całego społeczeństwa!”

Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego poinformowała również, że NFZ przeprowadzał w górowskim szpitalu kontrolę. Wg NFZ w szpitalu jest duża rotacja kadr, ale szpital funkcjonuje prawidłowo i tenże NFZ nie zgłasza do jego funkcjonowania zastrzeżeń.
W Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego stawała się mocno wylewna. Z ust jego płynęły potoki zdań nic nie wnoszących i nic nie znaczących.

W swojej wylewności zdradził nawet przebieg rozmowy z obecnym dyrektorem naszego szpitala. Jest to dyrektor „nowo – stary”. Nazwiska nie pomnę, ale pamiętam, że pracownicy szpitala dali mu ksywkę „Owsik”. Tenże dyrektor miał – wg słów Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu Górowskiego – raczyć mu powiedzieć, że zamknął dwa oddziały w naszym szpitalu ze względu na ich przyszłe dobro. Otóż, idzie o to, że mają one być wyremontowane, by spełniały warunki do kontraktowania od 2016 r. Tak więc – tłumaczyła Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego – by na przyszłość te dwa oddziały mogły istnieć, to dzisiaj muszą być zamknięte. A ja ze śmiechu pokładałem się na stole! Piękne pierdu, pierdu!

Bo to ciekawe, że w jednym szpitalu, którego część zbudowano w XIX wieku, bo tam mieści się chirurgia i oddział ginekologiczno – położniczy, wymaga remontu i trzeba ją zamknąć, natomiast Zakład Opiekuńczo – Leczniczy mieszczący się w tym samym XIX wiecznym budynku już modernizacji i remontu nie wymaga?! Klasyczna ściema dla ubogich duchem i pragnących wierzyć pomimo oczywistych faktów.

Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego wystąpiła następnie w charakterze scenarzysty. Rysował trzy scenariusze wydarzeń związanych z ogłoszeniem upadłości przez PCZ S.A we Wrocławiu. Mówiąc krótko: tak jak będąc starostą się nie sprawdził, tak też i w roli scenarzysty wypadł blado. Oszczędzę Państwu jego rozważań ze względu na szacunek jaki żywię dla Państwa. Rzecz dotyczyła perspektyw na odzyskanie reszty wpłat rat należnych powiatowi z tytułu sprzedaży szpitala od bankruta, czyli PCZ S.A. Wrocław.

Ze słów starosty wynikało, że na razie nie da się nic zrobić i trzeba czekać na decyzję sądu gospodarczego. Tak więc marne są widoki zarówno na spłatę pozostałych 7 rat w kwocie ok. 625 tys. zł rocznie, jak też na odszkodowanie za zamknięcie dwóch oddziałów w kwocie po 1 mln zł za oddział.

W ty miejscu przewodniczący Rady Powiatu – Jan Rewers, postanowił błysnąć swoimi osiągnięciami na polu zatroskania i zainteresowania losami górowskiej lecznicy. Odczytał treść dwóch pism, które skierował do PCZ w Górze, w których treści zawarte były zaproszenia dyrektora górowskiego szpitala do uczestnictwa w sesji oraz zestaw pytań, na które miałby on udzielić odpowiedzi. Z obowiązku dodam, że pisma owe okazały się nieskuteczne i przewodniczący Jan Rewers może się nimi… .

Wyczerpała się gadka Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu Górowskiego i rozpoczął czas pytań pod jego adresem i niczym nieopanowanego chaosu w debacie.

Radny Andrzej Wałęga zainteresował się komunikacyjnymi możliwościami dotarcia do szpitali w Lubinie i Głogowie przez mieszkańców naszego powiatu. Radny stwierdził, że trzeba zwrócić uwagę na fakt, że nie każdy mieszkaniec naszego powiatu dysponuje samochodem. Są ludzie, którzy ich nie mają a autobusy kursują rzadko, szczególnie do Lubina. W tej sytuacji radny Andrzej Wałęga zwrócił się do Wielce Czcigodnej Pomyłki Powiatu Górowskiego, by ten w rozmowie w NFZ we Wrocławiu starał się o taki podział kontraktów szpitalnych, by to mieszkańcy decydowali, gdzie będzie im wygodniej dojechać.

Tenże radny stwierdził, że zamknięcie górowskiego szpitala jest też ciosem wymierzonym turystyce. „Turyści raz przyjadą i jak zorientują się, że nie mogą tu liczyć na pomoc medyczną, to drugi raz nie przyjadą” – argumentował radny Andrzej Wałęga.

Trzecia myśl tegoż radnego dotyczyła liczb przedstawianych przez PCZ S.A. Radny miał wątpliwości dotyczące ich wiarygodności. „Jeżeli sytuacja w szpitalu jest dobra, to dlaczego pielęgniarki są raz pielęgniarkami a raz przedstawicielami handlowymi? – dopytywał się radny a Wielce Czcigodna Pomyłka Powiatu Górowskiego nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie.

Radny Kazimierz Bogucki zwrócił się do przewodniczącego Rady Powiatu z pytaniem dotyczącym zwołania sesji o godzinie 12.00, gdy: „większość mieszkańców jeszcze pracuje”. „Gdyby zechciał pan zwrócić się do społeczeństwa, to wyznaczyłby pan godzinę, by mogło ono w sesji uczestniczyć” – stwierdził radny Kazimierz Bogucki. W tym miejscu pomyślałem sobie, że ludzie i owszem pracują, ale przewodniczący Rady Powiatu już niekoniecznie. Wszak wiadomo wszem i wobec, że obrotowe PSL obsiał wszelkie doradztwa dla rolników swoimi pasożytami. I tam za brak roboty włos im z głowy nie spadnie, bo z obory PSL jest to stadko.

Radny Kazimierz Bogucki zadał kluczowe dla dyskusji pytanie: „Kto jest właścicielem szpitala dzisiaj?”


C.d.n.

czwartek, 9 lipca 2015

Sesja w trybie nadzwyczajnym

10 lipca 2015 r. o godz. 12.00 odbędzie się w sali nr 1 sesja nadzwyczajna Rady Powiatu w Górze.
Temat: szpital!

7 lipca 2015 r. grupa radnych Rady Powiatu w Górze złożyła wniosek o zwołanie sesji Rady Powiatu w bulwersującej opinię publiczną sprawie zapowiedzi zamknięcia dwóch oddziałów szpitalnych w naszym szpitalu.

Pod wnioskiem o zwołanie sesji nadzwyczajnej podpisało się czterech radnych: Kazimierz Bogucki, Michał Krochta, Jan Przybylski, Grzegorz Aleksander Trojanek, Mirosław Żłobiński.

Radni ci przygotowali projekt uchwały Rady Powiatu o następującej treści:

„Rada Powiatu Górowskiego uchwala co następuje:
§1
Negatywnie ocenia funkcjonowanie szpitala w Górze oraz działania zarządu powiatu w tym zakresie.
§ 2
Wykonanie uchwały powierza przewodniczącemu Rady Powiatu Górowskiego.”

W piśmie domagającym się zwołania sesji nadzwyczajnej, pięciu radnych – wnioskodawców, zwracało się z prośbą, by: „sesja odbyła się w godzinach popołudniowych, tak by mieszkańcy powiatu górowskiego mogli w niej uczestniczyć.”

Ta prośba, by umożliwić jak największej liczbie mieszkańców uczestniczenie w sesji spotkała się jednak z brakiem zrozumienia ze strony przewodniczącego Rady Powiatu – Jana Rewersa, do którego wyłącznej kompetencji należy wyznaczenia daty i godziny sesji. Radny Jan Rewers należy do PSL (oby w najbliższych wyborach szlag ich trafił!) i to tłumaczy bardzo wiele. Więcej, to tłumaczy wszystko, bo radny Jan Rewers jest w koalicji z miejscowymi „platfusami”, którym tak pomysł debaty na temat szpitala przypadł do gustu, jak świni polskiej kłapouchej rzeźnicki hak.

Oto macie Państwo kolejny przykład jak wybrany przez was radny powiatowy staje się radnym niezależnym od swoich wyborców. Panu Janowi gratuluję wyczucia sytuacji i wybitnego wkładu w rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Tak trzymać panie Janie! W nagrodę „platfusy” kupią panu lizaka.

Jak więc Państwo widzicie lekko nie jest! Szpital pada a władza bezradna jak ślepe kocięta we mglę. Nie dość że ślepe to jeszcze pijane od „sukcesu” jakim okazała się sprzedaż naszego szpitala za grosze, których reszty – jak wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi – już nigdy nie zobaczymy.

W ostatnim wydaniu „Panoramy Leszczyńskiej” starosta Piotr Wołowicz stwierdza: „Dziś jednak już wiemy, że nie możemy spać spokojnie”. Żałosne wyznanie człowieka niewiele rozumiejącego i pojmującego. Widać, że czad cudownej prywatyzacji, która miała być „lekiem na całe zło” szpitala samorządowego, jaki uderzył do tej słabej intelektualnie głowy w roku 2013, rozwiał się niczym gówniany mit partii platfusowej.


Nikt, komu dobro szpitala leżało na sercu nie mógł spać spokojnie od 17 grudnia 2013 r., kiedy nasz szpital oddano za grosze obecnym bankrutom. Spokojnie spać mogli tylko idioci, kretyni i zrobieni przez ojców na próbę. I na nasze wspólne nieszczęście i niedolę. 

poniedziałek, 6 lipca 2015

Ubowski literat

Był w Polsce taki czas, że w Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogłaszało konkurs na wspomnienia dla swoich pracowników. Wspomnienia te miały posłużyć do pisania historii organów bezpieczeństwa w naszym kraju. W 1984 r. ówczesny minister Spraw Wewnętrznych – Czesław Kiszczak – ogłosił taki konkurs na wspomnienia swoich bezpieczniackich towarzyszy walki. Zbiegło to się w czasie z hucznymi obchodami 40 – lecia PRL – u. Towarzysze bezpieczniacy chwycili się piór i zaczęli opisywać swoje wspomnienia z lat walki z „reakcją”.

Za maszynę do pisania chwycił się też stary, doświadczony ubowiec – płk Józef Wojciechowski. W latach 1952 – 1954 ów „gieroj” był szefem wszechmocnej wówczas „bezpieki” w naszym mieście. 
Poniżej wniosek, na mocy którego Józef Wojciechowski został przeniesiony do Góry. 
To powód oficjalny. A ten jest prawdziwy

A powód prawdziwy wygląda następująco. 

A tu mamy dokumencik dotyczący charakteru płk Józefa Wojciechowskiego oraz znanego nam ubeckiego "intelektualisty" - Bolesława Zazyka, którego poznali już Państwo jako ubeka inwigilującego górowskie PSL. Przyznać trzeba, że skurwysyny były rzadkiej urody!
Swą niezwykle ofiarną i najeżoną tysiącem niebezpieczeństw służbę w naszym mieście opisuje on we wspomnieniach przesłanych w 1984 r. na „bezpieczniacki” konkurs.
Faktem jest, że intelektualna i historyczna zawartość tych wspomnień czytelnikowi „dupy nie urywa”. Na 27 stronach (zapisanych jednostronnie), ten zasłużony bojownik o „demokrację” opisuje swoje trudy związane z wykonywaniem bezpieczniackiego rzemiosła podłej moralnie jakości przez 40 lat. Na 2 stronach maszynopisu „towarzysz z organów” wspomina swój ponad 2 letni pobyt w naszym mieście, gdzie pełnił funkcję szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Wspomnienia bezpieczniackiego towarzysza pułkownika otrzymały nawet wyróżnienie resortowych historyków. 
Oto fragment wspomnie tego ubowca dotyczących Góry.
Szef ubowców łażący z dzikiem nazywał się Stanisław Grzyb i był pełniącym obowiązki szefa Powiatowego Urzędu Publicznego w Górze w okresie od 1.06.1949 r. do 30.06.1952 r. Miał stopień ppor. Jego "kariera" w organach bezpieczeństwa zakończyła się 31.03.1957 r.
Autor wspomnień Józef Wojciechowski przeszedł na sutą emeryturę w 1988 r. W chwili pisania swoich wspomnień był pracownikiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, gdzie pracował jako starszy inspektor w Departamencie VI, który to zajmował się operacyjnym zabezpieczeniem leśnictwa i przemysłu leśnego, ochroną środowiska i zasobów naturalnych. 

We wspomnieniach bezpieczniackiego literata jest również ocena lat polityczna lat, gdy z takim oddaniem pełnił swą zaszczytną służbę. 
"Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci!" Ale głupek!