środa, 22 czerwca 2011

Komisja szczerości

Wczoraj (21 czerwca) odbyło się posiedzenie Komisji Zdrowia i Opieki Społecznej Rady Powiatu w Górze. Komisja liczy 5 członków, ale obecnych podczas wczorajszych obrad było jedynie trzech: przewodniczący komisji – Edward Szendryk, wiceprzewodniczący – Jan Kalinowski, członek – Dariusz Wołowicz. Nieobecni – Marek Hołtra i Piotr Iskra. Posiedzeniu komisji wzięła również udział kierowniczka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie – Bożena Merta. Tematem obrad komisji były zmiany w tegorocznym budżecie powiatu górowskiego, które dotyczyły PCPR.

Posiedzenie komisji otworzył jej przewodniczący Edward Szendryk, który następnie poprosił szefową PCPR o zabranie głosu i wyjaśnienie zmian proponowanych przez jeje jednostke w budżecie.

Kierowniczka PCPR – Bożena Merta, już na wstępie powiedziała, że jest mile zaskoczona faktem, iż niespodziewanie w maju kierowana przez nią jednostką otrzymała dodatkowe środki. Od dwóch lat środki przekazywane z budżetu państwa dla PCPR były z roku na rok mniejsze. W tym roku PCPR otrzymała z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych początkowo jedynie 252 tys. zł. Było to zbyt mało w stosunku do ogromnych potrzeb PCPR. Dodatkowa transza środków przyznana w maju w wysokości 112.524 zł pozwoli na realizację wi9elu zadań, których nie można byłoby zrealizować z budżetem w poprzedniej wysokości.

Od dwóch lat PCPR nie przeznaczał środków na likwidację barier architektonicznych i technicznych dla niepełnosprawnych. Nie było na ten cel środków a to są przedsięwzięcia bardzo kosztowne.

Niejako przy okazji, szefowa PCPR wyjaśniała, iż ten punkt działalności kierowanej przez nią jednostki obrósł w wiele nieporozumień i przekłamań. Kierowniczce Bożenie Mercie chodziło o szeptana propagandę, iż PCPR „wyremontował komuś łazienkę”. Szefowa placówki wyjaśniła, iż jej jednostka nie dofinansowuje remontów łazienek, ale daje pieniądze na dofinansowanie zakupu pewnych elementów wyposażenia łazienek, które mają ułatwić życie dla osób niepełnosprawnych. Chodzi tu o zakup barierek, siedzisk, specjalnych kabin prysznicowych. Natomiast pogłoski o remoncie łazienek biorą się z tego, iż najczęściej ten, kto korzysta ze środków na zakup np. kabiny, robi przy okazji remont łazienki, ale na własny koszt.

Jak powiedziała szefowa PCPR w kwestii likwidacji barier architektonicznych i technicznych mamy zaległości, ale powstały one na skutek zmniejszających się od dwóch lat środków, które można było przeznaczyć na ten cel. W związku z otrzymaniem dodatkowych pieniędzy zaproponowała członkom komisji, by w budżecie jej jednostki przeznaczyć na rok 2011 kwotę 75.110 zł na ten cel. W PCPR rozpatrzono 27 wniosków na ten rok. Wiele z tych wniosków dotyczy dzieci z upośledzeniem.

Kierowniczka PCPR przedstawiła kolejne propozycje podziału dodatkowych środków. Na dofinansowanie zaopatrzenia w sprzęt rehabilitacyjny, przedmioty ortopedyczne i środki pomocnicze (np. pieluchomajtki) pierwotnie planowano przeznaczyć 90.175 zł. Szefowa PCPR prosiła radnych, by kwotę tę zwiększyć o 41.960 zł. Potrzeby są tu również ogromne. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak wielu ludzi w naszym powiecie zły los unieruchomił w łóżkach z powodu przewlekłych chorób. Ludzie ci potrzebują cewników, materacy przeciwodleżeniowych, pieluchomajtek.

Spora grupa niepełnosprawnych nie ma możliwości swobodnego poruszania się nawet po własnym mieszkaniu. By ich domu nie zamieniać w więzienie trzeba dofinansować im zakup podnośniki i schodołazy. Lepiej dla ich zdrowia jest, gdy będą mogli opuścić mieszkanie i przebywać wśród ludzi. Izolacja pogarsza nie tylko ich stan zdrowia fizycznego, ale przede wszystkim negatywnie wpływa na psychikę.

PCPR prowadzi również wypożyczalnię sprzętu dla niepełnosprawnych. Bożena Merta podkreśliła, iż to przedsięwzięcie zainicjował jej poprzednik – Piotr Grochowiak a ona je tylko kontynuuje. PCPR stara się o sprzęt dla niepełnosprawnych od różnych instytucji, które nim handlują. Często udaje się pozyskać taki sprzęt nieodpłatnie. Kierowniczka PCPR podkreślała również dobrą wolę wielu ludzi, którzy przekazują sprzęt będący w ich posiadaniu, bo z różnych względów nie jest on im już potrzebny.

Z ust Bożeny Merty padł przykład dofinansowania zakupu aparatu słuchowego. Takie dofinansowanie należy się osobom dotkniętym wadą słuchu raz na 5 lat, bo tyle to urządzenie może działać w miarę sprawnie.

Kierowniczka PCPR zwróciła się do członków komisji o zaakceptowanie zmniejszenia środków przeznaczonych na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Zakładana w budżecie kwota wydatków na ten cel wynosi, po proponowanej zmianie, 122.000 zł. Jak poinformowała zebranych kierowniczka PCPR w przypadku turnusów rehabilitacyjnych wprowadzono zasadę, iż można z nich skorzystać raz na dwa lata.

Radni w glosowaniu trzema głosami za przyjęli propozycje dotyczące zmian w przeznaczeniu środków z PEFRON w budżecie PCPR.

W drugiej części obrad komisji kierowniczka Bożena Merta przedstawiła funkcjonowanie PCPR i problemy z jakimi ta instytucja się boryka.

W PCPR zatrudnionych jest 10 osób. Wszyscy pracownicy są kobietami. Ogólnie mówiąc PCPR zajmuje się szeroko pojętą rehabilitacją społeczna i integracja osób mających status niepełnosprawnych.
Bardzo ważną dziedzina działalności tej jednostki jest funkcjonowanie przy niej Powiatowego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności. Nasz powiat jest jednym z nielicznych, które na swoim terenie mają taki twór. Mieszkańcy wielu powiatów muszą pokonywać duże odległości, by stanąć przez Zespołem.

W dalszej części obrad komisji zrobiło się bardzo smutno. Kierowniczka PCPR zaczęła mówić o sprawach trudnych i bolesnych, które występują na terenie naszego powiatu w ogromnej skali.
Z czwartku na piątek w ubiegłym tygodniu szefowa PCPR zmuszona została do odebrania pijanym w sztok rodzicom (matka 3 promile alkoholu we krwi) 3 dzieci, w tym 2 miesięcznego niemowlęcia.

Problemem w tym momencie stało się znalezienie miejsca dla tych dzieci. Na terenie naszego powiatu funkcjonują 3 rodziny zastępcze, ale mają one już komplet dzieci. Pomimo tego ludzie wielkiego serca i ogromnej dobrej woli zgodzili się na przyjęcie zabranych moczymordom dzieci.
W placówkach opiekuńczych przebywa w chwili obecnej ponad 100 dzieciaków z terenu naszego powiatu. Bożena Merta:

Szerzy się ogromna patologia. Pomimo naszej pracy nie udaje się nam zmniejszyć jej rozmiarów. Mamy przypadki porzucenia dzieci, zrzeczenia się praw rodzicielskich, eurosieroctwa. Dominują jednak zdarzenia związane z nadużywaniem alkoholu przez rodziców”.

Trzeba pamiętać o tym, iż z budżetu powiatu wydawane są ogromne środki na utrzymanie dzieci odebrane rodzicom. Na 2011 rok zaplanowano na ten cel nieomal 1 mln zł. Trudno jednak oszacować czy ta kwota wystarczy, bo kto przewidzi ilu rodzicom odbije?

Innym brzydkim problemem jest przemoc w rodzinie. Bożena Merta:

Ogromny problem. Dotyczy on nie tylko rodzin uznanych za patologiczne. Spotykamy się z nim również w rodzinach dobrze sytuowanych pod względem materialnym. Często osoby te mają wykształcenie wyższe. Spotykamy wśród nich także osoby publiczne, które ze względu na swój wysoki status społeczny nie chcą, by sprawa miała finał w sądzie. My i tak informujemy sąd o wypadkach przemocy w takich rodzinach. Rocznie PCPR odnotowuje ok. 250 zgłoszeń o występowaniu przemocy w rodzinie”.

Następnie kierowniczka PCPR powróciła do problemu rodzin zastępczych, których na terenie naszego powiatu jest zbyt mało w stosunku do potrzeb. Opowiedziała o tym, jak zrobiła akcję zachęcającą do zakładania tego typu rodzin. Powiadomiła PUP, rozwieszone zostały ogłoszenia. Zwróciła się nawet do księży, by ci odczytali z ambon zachętę do tworzenia rodzin zastępczych. Efekt? Żaden!

Coś jest nie tak z tym naszym bezrobociem” – powiedziała szefowa PCPR. „W rejestrach bezrobotnych PUP figurują bezrobotni nauczyciele, pedagodzy, ale żaden z nich nie zgłosił się z chęcią podjęcia tej pracy. Bo to jest praca, za którą się płaci. I to nie są wcale małe pieniądze”.

W tym miejscu zwróciłem kierowniczce uwagę, iż jej oczekiwania co do pedagogów i nauczycieli są nieuzasadnione. W rodzinach zastępczych nie obowiązuje Karta Nauczyciela, nie ma tygodniowego pensum pracy w wysokości 18 godzin po 45 minut jedna, nie ma wakacji, ferii, wolnych sobót i niedziel, nie ma urlopu na poratowanie zdrowia, nadgodzin i wielu innych bonusów, które się nauczycielom jak najbardziej należą w świetle fantastycznych wyników sprawdzianu szóstoklasistów w roku 2011.

Członkowie komisji ponarzekali jeszcze na system świadczeń społecznych dla bezrobotnych, który utrwala korzystających z niego, iż wszystko im się należy. Sporo mówiono o przestępczości. W tym miejscu błysnął Edward Szendryk, który stwierdził, że:

Edukacja w szkole żadna. Kościół też dzieci i młodzieży nie wychowuje. Jak w domu dziecko się nie nauczy, to już nigdzie nikt niczego dziecka nie nauczy”.

I tu się zgadzam z mówcą. Edward Szendryk podawał również przykłady powstawania całych linii przestępczych w niektórych rodzinach: „ojciec siedział i dwaj synowie już też zdążyli poznać więzienie”. Mówiono też o przerażającym poziomie bezrobocia na naszym, z którym nikt nie potrafi nic zrobić. W tym widziano przyczynę ogromnej skali patologii występującej w tak drastycznie dużych rozmiarach na naszym terenie.

Było to bardzo pouczające posiedzenie komisji, bo dotyczyło problemów realnych, rzeczywistych, które można zaobserwować, gdy chce się je dostrzec. To ta czarna strona życia, o której się nie mówi głośno, podczas sesji. Nie opisuje się też jej w prasie, lokalnych mediach. Chyba, że mąż dźgnie zonę nożem, a wtedy to jest temat. To jest ta strona życia, której decydenci - syci, zadowoleni i szczęśliwi nie dostrzegają. A ta rzeczywistość, to ogromną krzywda dzieci, łzy, złe dzieciństwo, głód i poniewierka. To boli, ale niestety nie wszystkich.

Punktowy łomot

Pamiętacie Państwo, jak rzucono medialny kawałek mięsa w sprawie odwołania do NFZ z okazji utraty kontraktu na pogotowie? Pamiętacie! Wszystkie świece z kandelabru powiatowego miały coś na ten temat do powiedzenia. Jeden przez drugiego pchał się, by zaistnieć w mediach.

A czy teraz słyszycie coś Państwo na temat losów tego odwołania? Nie słyszycie nic, w myśl hasła: "Ciszej nad tą trumną!” Dostojne gromnice zgasły na wietrze decyzji NFZ i przestały świecić światłem migotliwym, ale jednak dość ponurym.

15 czerwca 2011 r., na internetowej stronie NFZ we Wrocławiu ukazała się decyzja dotycząca głośnego odwołania złożonego przez Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej Powiatowe Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze, w sprawie przegranego konkursu na ratownictwo medyczne.

Odwołanie padło. Przy okazji niejako dowiedzieć się jednak można, jak żenująco niską ocenę punktową uzyskała złożona przez nas oferta.

Przerżnęliśmy kontrakt na pogotowie w złym i żenującym stylu. Konkurent, Nasz Szpital, uzyskał w postępowaniu konkursowym 158,000 pkt. Naszą ofertę wyceniono na 121,723 pkt. Różnica wynosi więc aż 36,277 pkt.

A pamiętam, jak prezes spółki Piotr Rykowski mydlił wszystkim obecnym podczas ostatniej sesji radnym, iż przegraliśmy, bo nie mieliśmy jakiegoś tam certyfikatu ISO oraz, że działały wraże siły zainteresowane upadkiem górowskiego szpitala. Jeszcze wcześniej starosta Piotr Wołowicz opowiadał jakieś dyrdymały w tym samym stylu.

Proszę zwrócić uwagę, że NFZ kompletnie zlekceważył podejrzenia, które pod adresem konkurenta wysuwał prezes Rykowski. Takie opowieści bardzo dziwnej treści są dobre, ale dla naiwnych z pierwszej łapanki.
A prawda jest okrutna. Przegraliśmy, bo nasza oferta była znacznie gorsza niż wschowskiej konkurencji.

Ale u nas, zgodnie odwieczną zasadą, iż mleko kiśnie nie z powodu starości, ale od tego, iż sikają do niego krasnoludki, udaje się, że wszystko jest jak najbardziej w porządku, my święci a inni, to świnie.

Idzie mi tu o winnego/winnych utraty kontraktu na ratownictwo medyczna. Bo zgodnie ze wspomnianą wyżej zasadą w jednostkach podległych starostwu nigdy nie ma winnych. Są przyczyny obiektywne, subiektywne, zbieg nieprzewidzianych zdarzeń i dozgonne kumplostwo, które nakazuje wybaczać wszystko. A w pierwszym rzędzie głupotę i niekompetencję.

Podczas wczorajszego posiedzenia Komisji Zdrowia i Opieki Społecznej członek tej komisji – radny Jan Kalinowski powiedział:

Chciałbym przedyskutować jedną sprawę. Straciliśmy kontrakt na pogotowie. Kto personalnie odpowiada za jego utratę? Czy już to ustalono? Zbliża się wrzesień i czas konkursów na kolejne kontrakty.
Wracając do pogotowia. Już marcu pracownicy pogotowia słyszeli, że nie będziemy się o ten kontrakt starali. To są jakieś dziwne historie z tymi opowieściami, że pracownicy tak chętnie idą do pracy we Wschowie. Dziwne, bo oni po przejściu do Wschowy dostaną mniej pieniędzy. I oni o tym wiedzą”.

W tym momencie przewodniczący komisji Edward Szendryk zadał radnemu Janowi Kalinowskiemu pytanie dotyczące adresata pytania.
Radny Jan Kalinowski odpowiedział:

Do Zarządu. Oni już chyba doszli do tego kto jest winien”.

Obawiam się, że drogi radny Jan Kalinowski przecenia Zarząd. Zarząd, co trzeba drogiemu radnemu wytłumaczyć, nie miał czasu, by zajmować się tym złożonym i skomplikowanym zagadnieniem (korpus delicti – protokoły z posiedzeń Zarządu). I nie się co oburzać, proszę Państwa, na taką pasywną postawę Zarządu! A gdyby tak się wydało kto jest winien? Trzeba byłoby ukarać! I politykę miłości szlag by trafił! A tak polityka miłości kwitnie, nieroby i nieudacznicy harmonijnie nadal udają, że pracują a i głowa "wadzy" nie boli przy podejmowaniu decyzji.

A radny Jan Kalinowski zburzyć chce tę harmonię z piekła rodem i winnych szukać. O nie kochany! Platforma rządzi! Nie ma dróg, autostrad, ale wzorzec nieudacznictwa minister Grabarczyk trwa! Nie ma pogotowia, ale Zarząd trwa! Bo nie o pogotowie tu chodzi, ale o trwanie tego Zarządu. Dla dobra powiatu oczywiście.

Odwiedziłem dzisiaj miejsce, gdzie prawdopodobnie od 1 lipca będzie stacjonowało wschowskie pogotowie. Zaglądnąłem przez okna i pstryknąłem kilka fotek. W środku nikogo nie było. Do rozpoczęcia działalności pozostało 8 dni. To, że tam jeszcze sporo do zrobienia, nie jest moim bólem głowy. Natomiast niepokoić może fakt, że nic nie sły6chać o tym, co my robimy, by odbić nasze pogotowie i od 1 stycznia 2012 roku ponownie mieć kontrakt.

Myślałem, że wyczytam coś na ten temat w protokołach z posiedzeń Zarządu. Złudna nadzieja. Ale, jak mawia radny Jan Kalinowski: „nadzieja umiera ostatnia”. I ma rację! Zapraszam doktorze na stypę.

W tej części budynku ma - podobno - od 1 lipca 2011 r., rozpocząć funkcjonowanie nowe pogotowie.


wtorek, 21 czerwca 2011

Złota fucha

Średnio raz w tygodniu odbywa się posiedzenie Zarządu Powiatu, w skład którego wchodzą: starosta Piotr Wołowicz, wicestarosta Paweł Niedźwiedź oraz dwóch członków: Piotr First i Marek Hołtra.
Ciało to jest organem wykonawczym Rady Powiatu, które realizuje uchwały podejmowane przez Radę oraz posiada inicjatywę uchwałodawczą. Oprócz tego zajmuje się bieżącym załatwianiem spraw związanych z dofinansowaniem różnych imprez kulturalnych, sportowych i oświatowych.

Poprzedni Zarząd, jak Państwo pamiętają, krytykowałem bezlitośnie za lakoniczność sporządzanych z posiedzeń tego gremium protokołów. W tej kwestii nic się nie zmieniło, bo obecnie sporządzane sprawozdania z obrad Zarządu w niczym nie różnią się od tych, jakie tworzono w okresie nieszczęśliwego panowania „Bukietowej”. Miała być zmiana a następcy łatwo wpasowali się w pantofelki poprzedniczki.

Oczywiście, że nie jest winą tego kto sporządza protokół z posiedzenia, że jest on lakoniczny i niewiele wnoszący do wiedzy członków wspólnoty samorządowej o tym, co dzieje się w naszym Starostwie. Taki a nie inny skład Zarządu z góry determinuje jałową treść protokołów. Dyskusji podczas posiedzeń nie ma, sporów nie widać, burzy mózgu nie wyczujesz, pomysłów na poprawę sytuacji nie uświadczysz. Czytając protokoły ma się wrażenie jakiegoś déjà vu, które powraca niczym koszmar z kadencji 2006 – 10. Jest to uczucie dla mnie tak przygnębiające, że na wieść o posiadaniu krętka bladego popadłbym w nieopisany entuzjazm. Oczywiście, gdyby dano mi wybór.

1 czerwca odbyło się posiedzenie Zarządu. Wśród spraw mało istotnych były też i godne uwagi.
W punkcie ósmym obrad zajmowano się szpitalem. W protokole czytamy:

Dyrektor SPZOZ w Górze w likwidacji przedłożyła  sprawozdanie z realizacji działań likwidacyjnych jednostki za okres od 7.04.2011r. do dnia 13.05.2011 r.”

I na tym koniec. A gdzie sprawozdanie? Skąd Państwo mają wiedzieć, jak sprawy stoją? A na ch … Państwu to wiedzieć?! „Wadza wi" i starczy. Płacić podatki i nie mruczeć pod nosami!
A 9 grudnia 2010 roku obiecywano, że będzie inaczej, jawnie, bez tajemnic. No tak, ale to było w dniu wyborów na najwyższe stołki w Starostwie. A teraz mamy stołki obsadzone i przez 4 lata w czterech literach wyborców i własne obietnice przedwyborcze.

Podczas tegoż samego posiedzenia Zarządu zafundowano (chyba z okazji Dnia Dziecka) zaskakująca niespodziankę dla młodzieży z LO. Czytamy:

Dyrektor LO w Górze złożyła  pismo w sprawie przyznania środków na remont boiska asfaltowego położonego za budynkiem szkoły. Kosztorys wykonania remontu opiewa na kwotę ok. 60 tys. zł. W sprawie wykonania remontu wydana jest decyzja z dnia 28 lipca 2010 r., przez Doln. Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego. Termin realizacji remontu, to 15.09.2011 r. Pierwszą decyzję w sprawie remontu boiska wydano w grudniu 2008 r. Dyrektor szkoły zobowiązano do udzielenia wyjaśnień i podania przyczyn wystąpienia z przedmiotową prośbą w obecnej chwili, a nie wcześniej, pomimo posiadania decyzji DPWIS we Wrocławiu określającej ostateczny termin wykonania remontu boiska.
W budżecie powiatu górowskiego na bieżący rok nie ma wolnych środków, które można przeznaczyć na remont boiska. Poprawa funkcjonalności boiska może zostać uwzględniona przy konstrukcji budżetu powiatu na następny rok. Zarząd Powiatu w celu zachowania bezpieczeństwa uczniów zobowiązał Dyrektora szkoły do podjęcia działań w celu wyłączenia boiska z jego użytkowania”.

Jakież to miłe! Od 2008 roku wiedziano, że boisko zagraża bezpieczeństwu uczniów, ale nic w tym czasie dyrekcja LO nie zrobiła, by stan ten uległ zmianie. A Zarząd chce wyjaśnień dlaczego nic nie zrobiono. Na mój rozum sprawa wygląda tak: jak niczego się od 2008 roku się nie zrobiło, to oznacza, że i boisko, i bezpieczeństwo uczniów nie znajdowały się w centrum uwagi dyrekcji LO. A teraz Zarząd Powiatu żąda wyjaśnień dlaczego nic nie zrobiono. A wiadomo, że papier wszystko wytrzyma więc otwarto dyrekcji LO prostą i łatwą ścieżkę do wytłumaczenia się z zaniechania.

Bardzo spodobał mi się zwrot: „Zarząd Powiatu w celu zachowania bezpieczeństwa uczniów zobowiązał Dyrektora szkoły do podjęcia działań  w celu wyłączenia boiska z jego użytkowania”.
Tu działania nie powinny stanowić problemu dla dyrekcji LO. Walnie się tabliczkę z odpowiednim napisem i po krzyku. Jakież to twórcze!

Ale przypomnijmy sobie sytuację z listopada ubiegłego roku, gdy to również dyrekcja LO nie stanęła na wysokości zadania (za co jej się płaci!) i młodzież siedziała w klasach podczas lekcji w czapkach, kurtkach, rękawiczkach, bo w lecie ta sama dyrekcja nie zadbała o remont c.o w szkole. A ilu uczniów było na zwolnieniach chorobowych! Później zakupiono jakieś grzejniki elektryczne, które miały ogrzewać klasy. Wówczas – już za nowego Zarządu – wobec dyrekcji nie wyciągnięto wniosków, chociaż należało, w imię szacunku dla uczniów i ich rodziców.

Ale Zarząd oddał się, jak Państwo widzą, rozważaniom natury pseudofilozoficznej. A tu nie ma co „filozofować”, bo by młodzież w LO była naprawdę bezpieczna należy odwołać dyrekcję. Z tą dyrekcją bezpiecznie czuć się nie można. A później się dziwimy, że nam absolwenci gimnazjów wędrują na naukę poza powiat.

Podczas tego posiedzenia wicestarosta Paweł Niedźwiedź poinformował o wynikach konkursu na wolne stanowiska urzędnicze w Starostwie. I tak wicestarosta stwierdził:

Został zakończony nabór na stanowisko Dyrektora Powiatowego Zarządu Dróg w Górze oraz na stanowisko naczelnika Wydziału Geodezji, Kartografii i Gospodarki Nieruchomościami W pierwszym naborze nie dokonano wyboru kandydata. W drugim naborze wybrano Pana Piotra Jankowskiego na stanowisko Naczelnika Wydziału”. Nowy szef geodezji obejmie swoją funkcję od 1 lipca 2011 roku.

Kolejne posiedzenie Zarządu miało miejsce 6 czerwca. Z ważniejszych spraw, nad którymi się pochylono (pozycja tradycyjna od czasów „Bukietowej”), to wspomożenie naszego szpitala. O problemie informował członków Zarządu skarbnik Wiesław Pospiech:

Skarbnik Powiatu omówił uchwałę w sprawie udzielenia pożyczki krótkoterminowej Powiatowemu Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze sp. z o.o. Udziela się pożyczki do kwoty 100.000 zł na pokrycie części zobowiązań oraz innych wydatków wg bieżących potrzeb, których nie uregulowanie zagraża zapewnieniu nieprzerwanego sprawowania opieki
zdrowotnej. Udzielona pożyczka jest nieoprocentowana, podlega zwrotowi, a ostateczne rozliczenie nastąpi do dnia 30 listopada 2011 r. Do uchwały nie wniesiono uwag”.

Proszę zwrócić uwagę na zwrot: „Do uchwały nie wniesiono uwag”. Zaprawdę, powiadam Państwu, że nie ma lepszej i bardziej popłatnej fuchy niż bycie członkiem Zarządu w obecnym rozdaniu. 1280 zł (nieopodatkowane!) miesięcznie i nawet nikt nie wymaga wnoszenia uwag.

Kolejne posiedzenie Zarządu Powiatu odbyło się 10 czerwca. Jednym z ciekawszych punktów było trzeszczenie budżetu. W sprawie tej głos zabrał skarbnik powiatu Wiesław Pospiech, który poinformował członków gremium, że:

Skarbnik Powiatu omówił uchwałę w sprawie zmiany budżetu Powiatu Górowskiego na 2011 rok. W uchwale przenosi się planowane wydatki na kwotę 11 660zł. Członkowie Zarządu zapoznali się ze sprawozdaniami Rb 28S z jednostek organizacyjnych za 5 miesięcy br. Standardowo wykonanie budżetu winno sięgać 41%. Znaczne przekroczenie wydatków występuje w Zespole Szkół w Górze, bowiem wynosi 52%. Analiza sprawozdania skłania do podjęcia decyzji o wstrzymaniu wszelkich wydatków w tej jednostce. Przeprowadzono głosowanie za podjęciem decyzji – 3 głosy „za”. O tej decyzji należy poinformować pisemnie Dyrektor Zespołu Szkół w Górze. Dodatkowo ustalono, iż Dyrektor jednostki zobowiązana jest do przedstawienia w terminie do 30 czerwca br. planu naprawczego mającego na celu
zrównoważenie budżetu”.

Na tym samym posiedzeniu rozpatrywano wniosek gminy Góra:

Burmistrz Góry złożyła prośbę w sprawie nieodpłatnego przekazania na rzecz gminy Góra nieruchomości zabudowanej, położonej w Górze przy ul. Kościuszki o pow.0.2162 ha stanowiącej własność Skarbu Państwa. Przedmiotowa nieruchomość miałaby być przeznaczona na potrzeby Spółki Techniki Komunalnej „Tekom” w Górze ze 100 procentowym udziałem gminy.
Starosta wyjaśnił, iż budynek stanowi własność Skarbu Państwa i do czasu zweryfikowania stanowiska Wojewody, do którego złożono wniosek w sprawie przekazania budynku dla powiatu, nie można określić naszych żadnych zamierzeń. W obecnej chwili sprawa zostaje zawieszona i taką odpowiedź należy przekazać pani burmistrz Góry.
Przewodniczący Rady Powiatu Zbigniew Józefiak wyjaśnił, iż powiat nie ma źródeł dochodu. Ponownie pojawia się problem konieczności opracowania inwentaryzacji nieruchomości. Niewyjaśniona jest sprawa budynku przy ul. Podwale .Należy również pamiętać, że siedziba Starostwa znajduje się w budynku stanowiącym własność gminy Góra”.

W tej sprawie w protokole jest pewne niedopowiedzenie. Przymierzano się bowiem do umieszczenia w budynku po straży pożarnej (bo o nim to mowa) naszego pogotowia ratunkowego. Obyły się nawet w tej sprawie wizje lokalne, narady, ale wszystko rozeszło się po kościach. Pomieszczenia, w których obecnie znajduje się pogotowie (na razie do 30 czerwca 2011 r.) nie spełniają norm określonych przez NFZ.
Z drugiej strony ma rację starosta Piotr Wołowicz, gdy twierdzi, że nie może darować przysłowiowych Niderlandów, bo Starostwo nie jest prawnym właścicielem tego budynku.

Rację ma też przewodniczący Rady Powiatu, gdy mówi, że Starostwo, pomimo ponad 20 lat funkcjonowania, nie ma zinwentaryzowanych nieruchomości znajdujących się w jego gestii. Już niedługo powiat będzie potrzebował większą ilość gotówki i nie może bawić się w darczyńcę, który rozdaje na lewo i prawo nieruchomości, ale sam świeci golizną. Wszak starostwo nie może być gospodarstwem pomocniczym żadnej gminy.

I tak pokrótce maja Państwo przegląd tego, co w trawie piszczy podczas posiedzeń Zarządu Powiatu. Jak Państwo widzicie od czasu do czasu piszczy, ale niezbyt donośnie, bo i łączka uboga w robaczki pomysłu i zapachy intelektu.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Rock jest dobry na wszystko

IV Ogólnopolski Festiwal Góra Rocka przeszedł do historii. W noc z soboty na niedzielę wszyscy, którzy przybyli na stadion OKF – u nie mieli powodu, by odczuć zawód.

Już od rana trwały intensywne prace związane z organizacją imprezy. Na bocznej płycie boiska wyrastały barwne namioty a w oczy rzucała się scena, na której miały wystąpić kapele. Około południa na stadionie pojawiły się motocykle, które w niejednym wzbudzają szybsze bicie serca. Na Zlot Motocykli przybywali miłośnicy jednośladów z całego kraju.

I to właśnie od parady motocykli rozpoczyna się Góra Rocka. Wszyscy, którzy widzą krążące po mieście cacka na dwóch kółkach wiedzą, iż za chwilę rozpocznie się Góra Rocka.



Tegoroczny festiwal okazał się wyjątkowym pod względem poziomu zespołów występujących na scenie. Co prawda z zapowiedzianej dziewiątki kapel na mecie pojawiła się siódemka, ale okazała się ona szczęśliwa dla artystycznego poziomu festiwalu. Żaden z zespołów znacząco nie odbiegał poziomem od swoich konkurentów.

Trzeba jednak sprawiedliwie przyznać, że najlepszym zespołem był Wolf and The Motherfuckert. Ta kapela ma Kudzi mieszkających zarówno we Wrocławiu, jak i Berlinie. Zaprezentowała się znakomicie i podbiła serca publiczności. To było wielkie muzyczne show, jakiego w Górze nie widzieliśmy.

Jury w składzie: Grzegorz Sterna (radio elka), Jacek Bakacz (przedstawiciel organizatorów), Bartek Pojasek (przedstawiciel organizatorów), Adrian Kasprzak (Dom Kultury w Górze), Franciszek Bołyszko (przedstawiciel organizatorów) nie miało ani chwili wątpliwości, iż to tej kapeli należy się palma pierwszeństwa w tegorocznym festiwalu.

Drugie miejsce zajął zespół Splot, którego członkowie mieszkają we Wrocławiu i Sycowie. Trzecią nagroda przypadła kapeli Fame określającej miejsce swojego poby7tu na Leszno i Rydzynę.

Decyzją jury wyróżniono kapelę The Sound Code, która o pół punktu przegrała ze zdobywcami trzeciego miejsca.

Tegoroczną gwiazdą festiwalu był występujący poza konkursem zespół
KSU, który jest legendą polskiego rocka. Na jego występ przybyły liczne rzesze fanów, i to w różnym wieku. To było niesamowite! Pełna ekscytacja, ogromne emocje, wspomnienia i wiele wzruszeń towarzyszyło występowi legendarnego zespołu. Występ KSU rozgrzał publikę do czerwoności.

Późno w nocy – na zakończenie festiwalu – wystąpił zespół Trampled Cole z Leszna. Kapela grała, jako ostatnia, co nie przeszkadzało jednak w dobrej zabawie wszystkim, którzy pozostali jeszcze na stadionie OKF – u.
Późno wrócili do domu tej nocy miłośnicy rocka. Warto jednak było, bo na kolejną porcę wzruszeń musimy poczekać do Góry Rocka 2012.

Zwycięzca tegorocznej Góry Rocka:
Wolf & The Mot Herfuckers
II miejsce: Splot
III miejsce: Fame
IV miejsce (wyróżnienie) - The Sound Code

 The Formacja
Tora Tora Tora
C - 14
Galerię z Góry Rocka znajdą Państwo - tutaj




piątek, 17 czerwca 2011

Katastrofa w skali powiatu

Na stronach Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej we Wrocławiu ukazały się wyniki sprawdzianu szóstoklasistów oraz gimnazjalistów. By nie nadwerężać Państwa ciekawości stwierdzić należy, że – delikatnie mówiąc – cieszyć się powodu nie mamy, ale na płacz powinno się nam zbierać.

Sprawdzian szóstoklasistów pisało w naszym powiecie 410 uczniów. Test pisany przez szóstoklasistów miał sprawdzić ich umiejętności w pięciu obszarach:
- umiejętności czytania – 10 pkt.,
- umiejętności pisania – 10 pkt.,
- poprawności rozumowania – 8 pkt.,
- umiejętności korzystania z informacji – 4 pkt.,
- umiejętności wykorzystania wiedzy w praktyce – 8 pkt.
Tak więc każdy z uczniów mógł zdobyć ze sprawdzianu maksymalnie 40 punktów.

Średnia sprawdzianu dla wymienionych powyżej obszarów w skali kraju wyniosła 25,27 pkt. na 40 pkt. możliwych do zdobycia.

W naszym województwie była ona niższa o 0,47 pkt. i wyniosła 24,80.

Średnia uzyskana we wszystkich szóstych klasach szkół podstawowych na terenie powiatu górowskiego była niższa zarówno od średnie krajowej (-2,07 pkt.), jak i od średniej wojewódzkiej i wyniosła 23,2 pkt. (-1,6 pkt).

Poniżej mają Państwo zestawienie odnoszące się do wyników uzyskanych w poszczególnych obszarach objętych sprawdzianem wraz z porównaniem do średniej wojewódzkiej i krajowej.


Widać więc, że średnie wyniki uzyskane przez szóstoklasistów ze szkół podstawowych z powiatu górowskiego aż w 4 obszarach są poniżej średniej wojewódzkiej a tylko w obszarze „korzystanie z informacji” uzyskany wynik jest równy średniej wojewódzkiej.

Jak wyglądamy na tle innych powiatów naszego województwa. Jest katastrofalnie. Średnia z całego sprawdzianu uzyskana przez uczniów klas szóstych w naszym powiecie wyniosła 23,2 pkt., co plasuje nas na 22 pozycji (razem z powiatem strzelińskim, który uzyskała taką samą średnią) w województwie dolnośląskim. A powiatów w naszym województwie mamy 26.

W poszczególnych obszarach umiejętności też katastrofa. W obszarze: „Czytanie” nasi szóstoklasiści uzyskali 7,9 pkt., co wraz z powiatami: legnickim i milickim daje nam 24 pozycję w województwie. Wymienione powiaty uzyskały w tym obszarze taką samą ilość punktów (7,9 pkt. na 10 możliwych).

W obszarze „Pisanie” średnia dla uczniów klas szóstych z terenu powiatu wyniosła 4,8 pkt (max – 10 pkt.). Tutaj spisaliśmy się „rewelacyjnie” i w rezultacie tego „osiągnięcia” zajęliśmy na 26 powiatów miejsce 24 wraz z powiatami: lwóweckim i milickim, które miały taki sam wynik. Od tych trzech powiatów gorszy był w skali województwa tylko powiat legnicki z dorobkiem 4,5 pkt.

Z „Rozumowania” szóstoklasiści z naszego powiatu uzyskali 4,8 pkt. na 8 możliwych do zdobycia. W tej kategorii nasze szóste klasy zajęły 21 miejsce na 26 powiatów z dorobkiem 4,8 pkt. Za nami pozostały powiaty: jaworski (4,7 pkt.), legnicki (4,5 pkt.), ząbkowicki, trzebnicki i strzeliński (4,6 pkt.). Tyle samo punktów jak nasi uczniowie zdobyli szóstoklasiści z powiatów kamiennogórskiego i ząbkowickiego.

Umiejętność „Korzystania z informacji” jest jedynym obszarem, gdzie nasi szóstoklasiści nie okazali się gorsi od swoich rówieśników. W tym obszarze uzyskali oni 2,3 pkt. na 4 możliwe do zdobycia. Trudno tu wyznaczyć jakieś miejsce dla naszych uczniów, gdyż w tym obszarze rozpiętość wyników wynosiła wśród powiatów 2,1 pkt. (powiat legnicki) do 2,4 (powiat oleśnicki). Nasi znaleźli się w gronie 6 powiatów z 2,3 pkt. W pozostałych powiatach uczniowie zdobyli 2,2 pkt.

Obszar „Wykorzystanie wiedzy w praktyce” dawał możliwość zdobycia maksymalnie 8 pkt. Średnia dla uczniów klas szóstych w naszym powiecie wyniosła w tym obszarze – 3,4 pkt. Gorsze wyniki od naszych uczniów odnotowano w powiatach: legnickim i strzelińskim - 3,0 pkt., kamiennogórskim, wałbrzyski i ząbkowickim – 3,2 pkt., jaworskim – 3,3 pkt.

Nie ma więc powodu do radości, bo wyniki są tragiczne. To katastrofa. Przypominam, że mówimy tu o zbiorczych wynikach sprawdzianu oraz średniej dla 13 szkół podstawowych funkcjonujących w naszym powiecie.

W tym roku OKE we Wrocławiu nie podała wyników poszczególnych szkół podstawowych w gminach. Nie wiemy – na razie! – która szkoła wypadła dobrze a jaka źle. W roku ubiegłym OKE takie zestawienie podało i można było przyjrzeć się wynikom poszczególnych szkół.

Utajnianie wyników sprawdzianów bez podstawy prawnej, bo takiej nigdy nie było, nie ma i być nie może, jest wyrazem samowoli OKE. Rodzice mają prawo wiedzieć, jak uczone w szkole są ich dzieci i móc porównać wyniki poszczególnych szkół. Nikt z absolwentów szkół podstawowych nie jest przywiązany do konkretnego gimnazjum a przecież tam trafiają dzieci po ukończeniu 6 klasy. Wyników poszczególnych gimnazjów OKE również w tym roku nie opublikowała. Ta samowola biurokratów z OKE ma na celu tuszowanie i zatajanie szkół, gdzie fatalne wyniki wszelkich egzaminów predysponują placówkę do zamknięcia, by nie robiła krzywdy dzieciom.

A przy okazji OKE zrobiła prawdziwie niedźwiedzią przysługę wszystkim podstawówką. Bo kto teraz odróżni szkołę, która osiągnęła wynik na przyzwoitym poziomie od tej, w której osiągnięto dno? Wszystkie szkoły będą jednakowo podejrzane. Ale tępi biurokraci z OKE tego nie dostrzegają, bo rzeczywistość szkolna przysłania im ich własne wydumane na podstawie lichych teorii wymyślonych przy zakurzonych biurkach.

A z drugiej strony, to jakoś przeglądając strony internetowe szkół podstawowych z terenu naszego powiatu nie zauważyłem, by któraś z nich pochwaliła się wynikami sprawdzianu szóstoklasistów. Czyżby żadna z podstawówek z terenu naszego powiatu nie miała się czym chwalić?

czwartek, 16 czerwca 2011

Comeback?

Szerzą się na mieście różne pogłoski, które dotyczą zmian kadrowych w naszym szpitalu. Mówi się o odwołaniu prezesa spółki Piotra Rykowskiego, albo też spekuluje na temat obsady stanowiska dyrektora ds. medycznych spółki.

W pierwszym przypadku można rzec, że powołanie było pomyłką, toteż odwołanie nią być nie może. Ale chyba jeszcze przedwczesnej na takie spekulacje, bo prezesa – spadochroniarza, którego załatwiła nam we Wrocławiu platforma, jako pochodzącego z rozdzielnika politycznego, w łatwy sposób usunąć nie sposób. W partiach jest tak, że o oderwaniu od koryta nie decyduje się tak od razu. Każda taka nasłana z partyjnego jadłospisu przystawka może sporo naknocić nim rzuci się ją na „inny, odpowiedzialny odcinek pracy państwowej/samorządowej/ w spółkach z udziałem kumpli powiązanych z ministrem Skarbu Państwa, itp.. etc., (właściwe Państwo sobie dopowiedzą).

Wobec tego pozostaje stanowisko dyrektora spółki ds. medycznych. Każdy kto zetknął się z naszym szpitalem wie, że spora grupa lekarzy pracujących/ zatrudnionych/pobierających pensje (tu Państwo również wybiorą sobie wariant im odpowiadający) za cholerę nie garnie się do roboty.
I tak np. ordynator chirurgii kazał 2 lutego 2009 roku oczekiwać jednemu z pacjentów 2 godz. 50 minut w Izbie Przyjęć. Mowa tu oczywiście o lekarzu Marku Rodzeniu.

Wielu z Państwa wie i doświadczyło z autopsji tego braku zaangażowania części kadry lekarskiej w pracę w naszym szpitalu. Mówiło tym – a ja to relacjonowałem – członek Rady Społecznej SP ZOZ – Edward Kowalczuk. Na szczytach powiatowej władzy również najwyraźniej dostrzeżono konieczność dokonania zmian kadrowych w spółce.

Na giełdzie nazwisk uporczywie pojawia się jedno – dr Stanisław Hoffmann. Rzecz jest jedna skomplikowana i niepewna.

Wiadomym jest, iż od 1 czerwca dr Stanisław Hoffmann pełni funkcję ordynatora oddziału ginekologiczno – położniczego w szpitalu w Lubinie. Co prawda, jak mówią tamtejsi pracownicy umowa zawarta została do 30 czerwca, ale jest parcie szefów szpitala, by została ona przedłużona na okres tak długi, jak to jest możliwe.

Nie od dzisiaj wiadomo, że zakusy na dr Stanisława Hoffmanna ma szpital we Wschowie. Tam również widzianoby górowianina na stanowisku ordynatora oddziału ginekologiczno – położniczego. Widziano tam kilka razy potencjalnego kandydata opuszczającego siedzibę dyrektora szpitala. Tu dygresja: tamtejszy dyrektor nie jest kobietą.

Oczywiście obie placówki nie zapałały do dr Stanisława Hoffmanna miłością czystą i platoniczną. Ta zdarza się już tylko w bajkach i przedwyborczych klechdach kłamców – polityków.
Oba szpitale mają w pozyskaniu dr Stanisława Hoffmanna interes ekonomiczny. Wiadomo, że jest on znakomitym fachowcem w swojej dziedzinie. To przyznają nawet jego najwięksi wrogowie.
A jak się jest fachowcem, to ma się pacjentki. A pacjentki zachodzą od czasu do czasu w stan określany mianem „błogosłowianego”. I po jakimś tam czasie zachodzą (podobno coś około 9 miesiąca, ale nie zachodziłem, to głowy nie dam!) rodzą różowiutkie niemowlaki.

I tu do akcji wkracza Narodowy Fundusz Zdrowia. Tam ustalono taka oto regułę, że jak np. szpital ma kontrakt i go przekroczy (nadwykonania), to wówczas rozpoczyna się targ o to, ile mu się zapłaci za te nadwykonania. I dostaje jakieś tam nędzne grosze.

W przypadku narodzin różowiutkich niemowlaków NFZ płaci jak z nut i się nie targuje, bo tak ustalone są reguły tej zabawy. Czyli im więcej pacjentek w stanie „błogosławionym”, tym lepiej dla szpitala.
W Lubinie już od dawna przekonali się, że dr Stanisław Hoffmann zapewnia sporą ilość różowiutkich niemowlaczków. A ponieważ niemowlaczek to kasa więc starają się pozyskać magnes przyciągający przyszłe mamusie. We Wschowie też to rozumieją. A u nas przez 10 lat osiołki pojąć nie mogły.

Powróćmy jednak do osoby rzekomego kandydata. Tu trzeba stwierdzić, że jest sporo prawdy w tych pogłoskach. Dr Stanisław Hoffmann widziany był w Starostwie, co ma z całą pewnością związek z jakąś propozycją dotyczącą szpitala.

Wiadomo jest, iż spotkania pomiędzy obecną władzą a dr Stanisławem Hoffmannem trwają od miesiąca kwietnia. To dość długi okres czasu, co wskazuje na to, iż są to rozmowy trudne. Tu można rozważać też taką możliwość, że ani jedna, ani tez druga strona nie kwapi się do finalizacji rozmów.

W lepszej sytuacji jest dr Stanisław Hoffmann. Pracy nie poszukuje, bo w ofertach może wybierać. Sytuacja szpitala po utracie kontraktu na pogotowie znacznie się skomplikowała. Jego przyszłość osnuta jest ołowianymi chmurami. Trudno od kogokolwiek oczekiwać, by postawił na konia, który nie dość, że był ślepy, to jeszcze załapał ochwat na starcie. I to na własne życzenie, bo dżokeja – cudotwórcę mu przysłali, a ten nie walnął go z kopyta, ale dopuścił do siebie. Fakt, właściciel stajni nieudacznik.

Ale powracajmy ad rem.

W związku z tymi pogłoskami w części załogi szpitala wybuchł lekki popłoch. Podobno znalazła się grupa pracowników (w tym lekarzy, którzy wyrażają swoje zaniepokojenie możliwością powrotu po 10 latach do pracy byłego dyrektora. Dochodzą słuchy, iż niektórzy z lekarzy grożą złożeniem wypowiedzeń.

Skąd ta trwoga?
Wypływa ona ze znajomości charakteru dr Stanisława Hoffmanna, który jako człowiek nienowoczesny prace traktuje nad wyraz poważnie. I nie stosuje taryfy ulgowej, dżentelmeńskiego przymrużenia oka, odwrócenia głowy, gdy widzi nieróbstwo, brakoróbstwo, lenistwo, pozoracje pracy i bylejakość. Takie zachowania nie przechodzą. A towarzystwo spod znaku „czy się stoi, czy się leży - 1500 za dyżur się należy” pracować nie lubi!

I stąd ten popłoch i te głupie groźby pachnące szantażem o odejściu ze szpitala. Ja tam osobiście nie będę żałował, gdy np. ordynator Rodzeń złoży wymówienie. Ja mu za to będę wdzięczny. Ja mu jeszcze w prezencie dam kompas nastawiony na Tarnobrzeg i kij na drogę.

Państwo z pewnością tez mają swoich faworytów do odstawki. I zapamiętajcie, że nie jesteście w tym osamotnieni. W tym szpitalu niektórzy z medyków tak „pracowali”, że oprócz kija i kompasu należy się im kop. Trudno jednak założyć, iż w ciągu jednego dnia da się przeprowadzić „rzeź leni”. Dr Hoffmann, to jednak (niestety!) nie Herod.

Trudno dzisiaj spekulować czy dr Stanisław Hoffmann powróci do szpitala, z którym był związany nieomal 30 lat. Przypomnę, że sytuacja szpitala jest tragiczna. Już raz został kozłem ofiarnym i przyprawiono mu „gębę”. Tych, którzy ją przyprawili pochłonął niebyt historii. Dr Stanisław Hoffmann pracy nie szuka. Jeżeli podejmie wyzwanie, to zrobi to z całkowicie innych pobudek.