piątek, 21 czerwca 2019

Duma ze skandalem w tle


Znakomity wynik uzyskali uczniowie III klasy naszego Gimnazjum Dwujęzycznego, które funkcjonowało przy naszym LO w Górze. W tabeli poniżej mają Państwo zestawienie uzyskanych przez 25 uczniów i uczennic wyników. Trzeba przyznać, że uzyskane przez młodzież wyniki muszą wzbudzać uznanie i szacunek. Rzec można: „czapki z głów!” Wychowawcą tej zasługującej na najwyższe uznanie klasy była pani Dorota Giezek. Nie należy też zapominać o uczniach, którym chciało się uczyć, bo rozumieli, że uczą się, by stworzyć sobie szansę na przyszłość, ich rodzicach, którzy potrafili swoje pociechy zmotywować do wysiłku oraz nauczycielach umiejących wykorzystać zapał młodych do nauki. 

Ponieważ uzyskane wyniki – co łatwo zauważyć w tabelce – są grubo powyżej średniej uzyskanej przez gimnazjalistów na terenie powiatu, województwa i naszego kraju, starostowie  powiatu górowskiego Kazimierz Bogucki i Grzegorz Kordiak zaprosili ostatni rocznik gimnazjalistów wraz z ich wychowawczynią Dorotą Giezek do budynku starostwa powiatowego na poczęstunek. A działo się to w dniu zakończenia roku szkolnego, czyli 19 czerwca.


Starosta Kazimierz Bogucki pogratulował byłym już gimnazjalistom i stwierdził: „Jestem z Was dumny!” Wyraził swoje uznanie dla młodzieży za osiągnięte rewelacyjne wyniki. Głos i wyraz twarzy starosty świadczyły o jego wyraźnym wzruszeniu. Przyznał, że o wynikach egzaminu dowiedział się tego dnia z rana. Pytał młodzież o plany związane z dalszym kształceniem i zachęcał do kontynuowania dalszej nauki w górowskim ogólniaku, w którym sam się uczył wiele lat temu. „Wy za kilka lat zajmiecie nasze miejsca” – powiedział z uśmiechem do grupy młodzieży, która bez krępacji zajęła miejsca za stołem, gdzie zawsze podczas sesji zasiada przewodniczący.

Starosta pytał również o problemy, które napotykali gimnazjaliści podczas swojej nauki w gimnazjum. I tu spotkała starostów smutna niespodzianka. Dowiedzieli się bowiem, że od dłuższego czasu w ogólniaku nie funkcjonuje pracownia chemiczna, która jest w permanentnym, niekończący się remoncie. Jedna z dziewcząt wyznała, że interesuje się chemią, chce iść do szkoły średniej a następnie na studia związane z tym przedmiotem, ale jak uczyć się chemii bez doświadczeń chemicznych? Obaj starostwie byli tą informacją zaskoczeni, co przyznali publicznie stwierdzając, że nic o tym nie wiedzieli. Starosta z wyraźną irytacją w głosie stwierdził, że: „Tak nie może być!” Zapewnił, że dołoży wszelkich starań, by ten koszmar przerwać.

Nawiasem mówiąc, ciekaw jestem jak realizowany był program nauczania chemii bez doświadczeń? Bo brak pracowni dotykał nie tylko uczniów Gimnazjum Dwujęzycznego, ale także uczniów ogólniaka. Ogromnie też ciekaw jestem dlaczego starostowie dowiedzieli się o tym fakcie od byłych już gimnazjalistów a nie od dwuosobowego gremium dyrektorskiego? Proszę, jak bardzo „dba” dyrekcja o „prestiż” szkoły. A potem jest płacz, jęki, lamenty, że nabór do ogólniaka mierny i mizerny a co za tym idzie pieniądze z subwencji oświatowej, które idą za uczniem do szkoły przez niego wybranej, marne. A między siódmą a ósmą z górowskiego dworca PKS dwa autobusy do Leszna pełne górowskiej młodzieży do leszczyńskich ogólniaków jadą. Jedzie w nich młodzież i razem z nią odjeżdża przysługują na nią subwencja oświatowa. Parodia dyrekcji, parodia zarządzania szkołą, parodia troski o poziom nauczania w górowskim LO.

Wicestarosta Grzegorz Kordiak przedstawił się zebranej młodzieży. Wspomniał swoją naukę w górowskim LO w latach 1995 – 1998. Mówił o tym, że studiował we Wrocławiu. „Zachłysnąłem się tym miastem” – stwierdził. „Żona sprowadziła mnie do parteru” (nie pierwszego i nie ostatniego - uwaga moja) – przyznał szczerze i: „Powróciłem.” Wicestarosta Grzegorz Kordiak zachęcał – tak jak starosta – młodzież do kontynuowania nauki w górowskim LO. „Szukamy środków na oświatę. Zwrócimy się do fundacji KGHM, z którą mamy bardzo dobre kontakty o dofinansowania remontu pracowni chemicznej.” Wspominał swoje lekcje chemii i swój udział w przeprowadzaniu doświadczeń chemicznych, jako wielką frajdę. „Mamy wolę działania i chęć do poprawy sytuacji” powiedział. „Zachęcamy do pozostania w ogólniaku a my w Waszym kształceniu pomożemy” – przyrzekł. „Trzeba rozmawiać. Nikt nam o pracowni nie mówił.”

Starosta Kazimierz Bogucki otwarcie powiedział, że: „Bywała u mnie pani dyrektor LO, ale nigdy o tym problemie nie mówiła. Może nie śmiała powiedzieć?” – zażartował. „Dziękujemy Wam za przybycie, przepraszamy, że zabraliśmy Wam godzinę wakacji.” Na zakończenie starosta życzył młodzieży „dobrych, bezwypadkowych wakacji.” „Do zobaczenia!” – tymi słowami zakończył spotkanie z młodzieżą, której wszyscy możemy być dumni.

środa, 5 czerwca 2019

Starostowie w odwiedzinach


W ubiegły czwartek (27 maja) starosta Kazimierz Bogucki wraz ze swoim zastępcą Grzegorzem Kordiakiem wzięli udział w sesji Rady Gminy Niechlów. Oko moje dojrzało również przewodniczącego Rady Powiatu – Ryszarda Wawera z „mazakowej opozycji.”


„Przyjechaliśmy do Państwa” – powiedział starosta – by wysłuchać Państwa oczekiwań i zadeklarować współpracę. Jestem starostą dla wszystkich gmin. Wczoraj wraz ze swoim zastępcą byliśmy w Wąsoszu. Dla nas wszystkie gminy są ważne.”

Następnie starosta Kazimierz Bogucki stwierdził, że: „Mamy dwa priorytety: służbę zdrowia i drogi.” Poinformował radnych gminy Niechlów, że starostwo sporządziło dwa wnioski, które złożyło do Funduszu Dróg Samorządowych. Jednym z warunków udzielenia dotacji z FDS jest wkład własny, który wynosi 20% wartości wniosku. Po raz pierwszy nasze starostwo złożyło takie wnioski. Nikt wcześniej tego nie zrobił.


W kwestii służby zdrowia starosta użył określenia: „nieszczęsny temat.” I dalej: „Szpitala nie ma. Pogotowie ratunkowe działa źle. Są na jego działalność liczne skargi od mieszkańców naszego powiatu. W tej sprawie odbyło się spotkanie z dyrektorem wschowskiego szpitala Sosną oraz dyrektorem NFZ we Wrocławiu. Głośno mówiono o otworzeniu w Górze filii szpitala w Polanicy Zdroju. Była radość. Okazało się jednak, że nie ma takiej możliwości. Prezes tamtego szpitala nie nosił się z takim zamiarami. Temat upadł. Są inne propozycje. Od wybudowania nowego budynku szpitalnego na działce przekazanej przez starostwo. Rozważane jest zawiązanie spółki, do której starostwo wnosi aport w postaci działki. Wówczas będzie można mówić o jakiejś reanimacji zamkniętego lecznictwa. My obecnie jesteśmy zainteresowani stworzeniem ambulatorium, w którym pacjenci mieliby zapewnioną opiekę przez 1 – 2 dni i stamtąd kierowani by byli do odpowiedniego specjalisty. W tej kwestii mamy poparcie wojewody i wrocławskiego NFZ, z których strony padły daleko idące deklaracje poparcia w tej sprawie.”

Następnie starosta dobitnie przypomniał, że to PiS, którego jest członkiem, sprawuje władzę. Powiedział: „Trzeba wykorzystać przełożenie, które jest obecnie, na wyższe władze.”

Starosta Kazimierz Bogucki zaprosił di zadawania pytań. ?” Starosta wyjaśnił, że jeden z wniosków dotyczy drogi na terenie gminy Wąsosz (Wąsosz – Lechitów)a drugi wniosek drogi położonej w gminie Niechlów: Łękanów – Siciny. Starosta przyznał, że przejechał się po tych drogach: „Byłem, widziałem, katastrofa.” Poinformował zebranych, iż poprzednia ekipa zostawiła 400 tys. zł na remonty dróg. Zamówiła 800 ton masy bitumicznej. Obecnie okazało się, że to za mało. W ramach starego zamówieni a publicznego na zakup masy bitumicznej dokupiono dopuszczalne 50% masy więcej, czyli 400 ton. Okazało się jednak, że aby przeprowadzić kolejne remonty potrzeba jeszcze 500 ton. Starostwo rozpisało przetarg na dostawę tych 500 ton, ale rozstrzygnięcie przetargu pochłania czas. Starosta głośno zastanawiał się „skąd takie zaniżone szacunki? Jak można było tak się pomylić?! Staniemy na głowie, by zrobić cały powiat.”

Padło pytanie o drogi wiodące przez Szaszorowice i Głobice. Odpowiedź starosty: „Niezwłocznie po rozstrzygnięciu przetargu na dostawę masy bitumicznej. Brakuje 500 ton masy. Poprzednicy twierdzili, że starczy 800 ton na cały powiat. Okazało się, że brakuje 500 ton masy. A ja teraz zbieram baty, za to, że ktoś wcześniej pracował albo źle, albo wcale. A ja jestem od 19 marca.”

Pytanie o drogę w Łękanowie: „W poniedziałek pracowano przy tej drodze. W czwartek już nie. Dlaczego?”

Starosta: „To są prace dodatkowe. To co mamy robić? Nie mamy swoich ludzi do remontów dróg, bo poprzednicy zlikwidowali Powiatowy Zarząd Dróg. Na pewno ta droga będzie zrobiona.”

Pytanie:

„Dziury na drogach, porośnięte pobocza, trawa na 2 m powoduje zagrożenie bezpieczeństwa. Odpowiedź starosty: „Od poniedziałku robimy drogi powiatowe.”

Sołtys Naratowa: „Jesteśmy po scaleniu gruntów a obiecane drogi gruntowe wciąż nie są robione.”

Wicestarosta Grzegorz Kordiak: „Trwa uzupełnianie dokumentów związanych ze scaleniami, m.in. pozwolenia wodno – prawnego. Procedura ruszyła i zapewniam panią, że wkrótce prace przy tych drogach ruszą.”


Zebrani raz jeszcze powrócili do problemu szpitala. Starosta stwierdził: „To jest – obok dróg – nasz priorytet. Ludzie narzekają. I słusznie. Byliśmy ostatnio we wnętrzu tego budynku. Żałosny widok. Uczestniczyliśmy niedawno w programie Elżbiety Jaworowicz, gdzie też o tym mówiliśmy. Emisja tego programu będzie miała miejsce 13 czerwca. Chcemy uruchomić pracownię rentgena. Mamy w tej sprawie pozytywne stanowisko syndyka, który jest właścicielem budynku po szpitalu. Są panie, które niegdyś tam pracowały, i z tego co wiem, chętnie powrócą tam do pracy. Nie może być tak, że ludzie jeżdżą 25 km się prześwietlić, znowu 25 km by wrócić do domu, albo więcej, gdy nie są mieszkańcami Góry, a potem po kilku dniach znowu jadą, by odebrać opis i zdjęcie. Nie każdy ma samochód. A jak wygląda komunikacja autobusowa wiemy wszyscy. Rozmawiałem z doktorem Stanisławem Hoffmannem w tej sprawie oraz doktorem Andrzejem Parzonką. Potrzebny jest trzeci do uruchomienia opieki ambulatoryjnej. Zapomnijmy o szpitalu w budynku, gdzie niegdyś był. Nie spełnia on obowiązujących obecnie wymogów a jego dostosowanie do obecnych przepisów pochłonęłoby miliony. Szpital oddano w prezencie zorganizowanej grupie przestępczej. Nie ma za niego pieniędzy i winnych.”

Na sali zapadła grobowa cisza. Cisza podobna do tej, jaka panuje w murach budynku, gdzie tak wielu ocalono zdrowie i życie, gdzie tak wielu przyszło na świat. „Nie ma za niego pieniędzy i winnych.” Cierpimy wszyscy. 

sobota, 4 maja 2019

"Mazakowe" bicie piany II


Awantura rozpoczęła się od pytania radnej Urszuli Szmydyńskiej, która spytała: „Kto administruje facebookiem?” Radnej odpowiedzi udzielił wicestarosta Grzegorz Kordiak wskazując naczelnika wydziału oświaty i promocji Sławomira Bączewskiego. Radna z „mazakowej” opozycji stwierdziła, iż wymieniona - we wpisie informującym o przebiegu komisji budżetu - radna Mariola Szurynowska (członkini „mazakowej” opozycji) nie jest członkinią tej komisji. No, błąd był, fakt. Ale oburzenie z tego powodu było nieproporcjonalne, w myśl dominującej pośród dominującej tego dnia zasady „mazakowej” opozycji: dokopać władzy za wszelką cenę. Nawet, gdy ceną tą jest własna śmieszność, któregoś z „mazaków”. 

Rozpoczął się serial „mazakowego” biadolenia. I tak przewodniczący Rady Powiatu odczytał zamieszczony tekst, który w istocie swojej był suchą, pozbawioną jakichkolwiek emocji informacją. Dodam, że do szpiku kości informacją. „Mazaki” dopytywały się kto weryfikuje zamieszczane tam informacje. Starosta stwierdził, że obecny Zarząd chce inaczej prowadzić politykę informacyjną i dotrzeć z przekazem o tym co się dzieje w starostwie do jak najszerszych kręgów społeczeństwa. Przeprosił radną Mariolę Szurynowską (od „mazaków”) za nieścisłość. Przewodniczący rady (też od „mazaków”) dopytywał się czy starosta „zatwierdza” teksty przeznaczone do informacji. To rozbawiło mnie serdecznie, bo jak starosta będzie zajmował się takimi „pierdami”, to my daleko nie zajedziemy. Są ludzie za to odpowiedzialni i basta. Starosta odpowiedział, że zna treść publikacji.

I w tym momencie przewodniczący Rady Powiatu czyta treść informacji o przebiegu komisji budżetu i finansów i pyta o rzetelność. Ja słucham i nie wiem o co chodzi. A „mazaki” oburzone, obruszone, poruszone. Więc czytam treść notatki i nadal nie chwytam o co ta draka, która spraw powiatu – a więc naszych wspólnych – o żałosny promil nawet nie posuwa do przodu. Ale „mazakowa” draka nakręca się i rozwija. W końcu dociera do mnie, że „mazaki” obraziły się – tak po „dziecinnemu” – za to, że wymieniono ich nazwiska w kontekście tego, że podczas głosowania w trakcie komisji, wymienieni zostali jako wrogowie przyznania środków na zakup busa dla niepełnosprawnych dzieci, przeciwnicy poprawy fatalnej sytuacji na resztce nawierzchni dróg powiatowych oraz przeznaczeniu środków na oświatę. Ja może bym i uwierzył „mazakom”, że tekst jest „nierzetelny”, ale problem polega na tym, że ja byłem na tej komisji! I tak, jak to opisano na fejsie rzeczywiście było! Byli przeciw! I nawet nie wysilili się na najmniejsze uzasadnienie swojego „nie!” I tego faktu nawet najgrubszy mazak nie zamaże!

Biadolenie i ta dziecinada uskuteczniona przez „mazakową” opozycję wynikła z tego, że do publicznej wiadomości podano te fakty, które chluby im nie przynoszą. To wywołało ich dziecinną reakcję.

Starosta Kazimierz Bogucki nie krył swojego poirytowania przebiegiem obrad. „Powiat ma wyjść z marazmu. Ja nie przyszedłem tu, by obsadzać członków własnej rodziny na stanowiskach.” W tym momencie zamarłem i zacząłem się rozglądać po sali, by oczętami swoimi ujrzeć szubrawca, który robi za „samorządowca rodzinnego”. Swą detektywistyczną czynność musiałem jednak przerwa, gdyż „eksplodował” koalicyjny radny Grzegorz Aleksander Trojanek.

Radny ten poprosił przewodniczącego Rady o głos. Przewodniczący udzielił mu głosu, ale na swoje nieszczęście nie zachował przy tym nawet odrobiny kultury. Powiedział "radny Trojanek”. I to go zgubiło. Riposta radnego Grzegorza Aleksandra Trojanka była błyskawiczna. Radny stwierdził, że nie życzy sobie, by przewodniczący (od „mazaków”) wywoływał go po nazwisku i dobitnie wyrecytował pożądaną przez siebie formułę: „pan radny Grzegorz Aleksander Trojanek. Proszę się wobec mnie zachowywać. Czuję się obrażany i traktowany jak śmieć.”

Radny Mirosław Żłobiński (koalicyjny) z dużym rozbawieniem nawiązał do sytuacji z poprzedniej kadencji. Przypomniał, że brak było jakiejkolwiek informacji o przebiegu sesji a ówczesny starosta na zarzut ten odpowiadał, że przebieg sesji znajduje się w protokole z sesji. Informacyjny ciężkiego kalibru dowcip ówczesnego starosty polegał na tym, że protokół z obrad sesji ukazywał się dopiero po jego przyjęciu na kolejnej sesji, czyli po ok. 2 miesiącach. Można rzec, że ówczesna informacja była tak świeża, jak czerstwy chleb. „Obecnie jest więcej informacji i wyborcy to doceniają” – stwierdził radny. Przypomniał także, że w poprzedniej kadencji nie naciskano także na remonty dróg wojewódzkich, których stan techniczny także pozostawia wiele do życzenia.

Swoje boje o chodniki w Kruszyńcu i Ligocie przypomniał radny Grzegorz Aleksander Trojanek. „Co roku, przez poprzednie 8 lat składałem pisma w tej sprawie. Zawsze otrzymywałem odpowiedź, że to nie nasza droga, ale DSDiK. I na tym się kończyło”.

C.d.n.

czwartek, 2 maja 2019

"Mazakowe" bicie piany



Sesja Rady Powiatu, która odbyła się 30 kwietnia, rozpoczęła się z godzinnym opóźnieniem. Spowodowane ono zostało oczekiwaniem na nawiązanie połączenia internetowego, które umożliwiłoby transmisję obrad tego gremium w Internecie. Okazało się, że stan sieci internetowej w starostwie, oddziedziczonej po poprzednikach, jest fatalny. By rzecz tę poprawić niezbędne są nakłady finansowe i czas. Toteż przewodniczący Rady Powiatu zarządził przesunięcie sesji z godz. 8.00 na 9.00. O tej godzinie transmisji nadal nie było. Rozpoczęto jednak obrady w starym „obrządku”, co wydłużało obrady. Ok. 9.25 obrazy z sesji pojawiły się w Internecie.

Nawiasem mówiąc, podczas poprzedniej sesji, radni obecnej koalicji, usilnie prosili przewodniczącego rady Ryszarda Wawer, który wywodzi się z „mazakowej” opozycji, by ten nie wyznaczał sesji na 8.00 rano. Radni obecnej koalicji motywowali swoją prośbę tym, że mają swoje pilne poranne obowiązki związane z pracą zawodową, ale jakoś ich argumenty nie trafiły do przekonania przewodniczącego. Jak widać pośpiech przewodniczącego zemścił się na wszystkich. Stare przysłowie powiada, że pośpiech wskazany jest tylko przy łapaniu pcheł.

Od niepamiętnych czasów na tę sesję przybyli wójtowie gmin Niechlów i Jemielno. Na sali obrad pojawili się również komendanci służb mundurowych, co dotąd było rzadkością. Oczęta moje widziały także szefa Sanepidu, naczelników wydziałów starostwa.

Starosta Kazimierz Bogucki poinformował radnych o podejmowanych przez siebie i Zarząd Powiatu, staraniach, dotyczących wskrzeszenia z niebytu stacjonarnej opieki zdrowotnej. Radni dowiedzieli się, iż istniejące obiekty po szpitalu przeputanym przez jego poprzednika nie nadają się do prowadzenia w nich działalności leczniczej, gdyż nie spełniają obecnych wyśrubowanych norm. Starosta stwierdził, że w sprawie funkcjonowania Pogotowia Ratunkowego oraz „wieczorynki” trzykrotnie spotkał się z prezesem Nowego Szpitala we Wschowie. Względy tajemnicy handlowej, do której dotrzymania zobowiązał się wobec prezesa tej firmy, nie pozwoliły mu jednak ujawniać szczegółów rozmów.

Starosta nawiązał w swojej wypowiedzi do szeroko kolportowanej niegdyś przez byłego starostę informacji, że szpital w Polanicy Zdój jest zainteresowany działalnością na terenie naszego powiat. „Te obietnice między bajki trzeba włożyć” – stwierdził starosta. I dalej: „Rozmowy na temat przyjścia do Góry Polanicy nie było!” Opowiedział o zdziwienie prezeski szpitala w Polanicy, gdy ją zagadną w tym temacie. Prezes szpitala w Polanicy stwierdziła również, iż „odległość pomiędzy Górą i Polanicą nie pozwala na skuteczny nadzór nad lecznicą”. Świadkiem tej rozmowy był wicestarosta Grzegorz Kordiak.

Starosta podkreślił, że jest zainteresowany powstaniem w Górze na początku całodobowego ambulatorium oraz chirurgii jednego dnia. Jak wyjaśnił starosta, prezes polanickiego szpitala, by nam pomóc przygotuje nieodpłatnie projekt takiego przedsięwzięcia, który w warunkach rynkowych kosztuje od 40 – 50 tys. zł. „Takie są fakty” – stwierdził starosta. „Nie będę z nimi polemizował” – dodał. Podkreślił również, że” „Jest wola wojewody i dyrektora NFZ, naszych lekarzy, by sytuacja w służbie zdrowia na terenie naszego powiatu uległa poprawie.”

Następnie starosta odniósł się do stanu dróg powiatowych. By zobrazować ich stan, a raczej brak jakiegokolwiek stanu, przywołał drogę Witoszyce – Siciny, gdzie – jak stwierdził – „trudno znaleźć kawałek nieuszkodzonej drogi.”

Pytanie staroście zadał radny z „mazakowej” opozycji, niedoszły starosta Andrzej Rogala. Przedstawiciel „mazaków” dopytywał się czy górowski szpital znajduje się w krajowej sieci szpitali? Nie żartuję! Takie pytanie zadał. Nie wiem co niespełnionemu kandydatowi na starostę (na nasze szczęście!) odpowiedział starosta, bo z trudem zdusiłem w sobie śmiech. Biedny członek „mazakowej” opozycji najwyraźniej nie wie, że szpitala w Górze nie ma! I to nie ma 7.04.2016 r., czyli od 3 lat i 23 dni w chwili, gdy zadawał swoje pytanie. od Nawet nieomal 4. miesiące , które radny i niedoszły (na szczęście dla nas, jak widać) spędził na etacie wicestarosty, nie pozwoliło mu poznać tej okrutnej prawdy. Zaiste, powiadam Wam, że także obawiam się o stan zdrowia niedoszłego starosty.

Po wypowiedzi starosty, który powiedział, że: „Jest determinacja z naszej strony, by ten stan zmienić” członkowie i członkinie „mazakowej” opozycji zmarszczyli się niczym skórki mandarynek III klasy świeżości. Zaczęli negować słowa starosty dotyczące Polanicy, kręcić głowami z niedowierzanie, zapowiadać pisemne wystąpienie do prezeski szpitala w Polanicy, by ta wyjaśniła sprawę.

Radny Marcin Jóźwiak (koalicja rządząca) stwierdził, że na drogach powiatowych przeprowadzane są i będą tzw. remonty „cząstkowe”. Przypomniał, że wiele wątpliwości dotyczących dotąd dokonywanych napraw zgłaszali mieszkańcy, którzy sygnalizowali utwardzanie masy asfaltowej metodą „gumowca”.

Do pytania radnego Marcina Jóźwiaka dołączył swoje pytanie przewodniczący Ryszard Wawer (od „mazaków”). Pytał o sposób nadzoru nad tymi remontami, wybór laboratorium do badania emulsji używanej do napraw nawierzchni, wybór inspektora nadzoru. Odpowiedzi udzielił wicestarosta Grzegorz Kordiak. Wicestarosta stwierdził stanowczo: „Stawiamy na jakość. Poinformował radnych, że wyłoniony został inspektor nadzoru, którym jest specjalista od budownictwa drogowego Paweł Matysiak. Koszt jego pracy: ok. 4000 zł., co zawiera się pomiędzy 1 – 3% wartości przeprowadzanego remontu. W celu dokonywania badań jakości emulsji nawiązano kontakt z laboratorium w Lesznie. Komisyjnie będzie badana jakość materiałów użytych do remontów. Kontrole odbywały się będą z „partyzanta”. By mieć na bieżąco informację na temat postępu prac przy remontach dróg starostwo zakupiło 4 GPS – y, za kwotę 439 zł brutto plus 19,90 za abonament. Ze zniżkami starostwo wydało na ten cel 1800 zł. Urządzenia będą monitorowali pracownicy starostwa.

Radny Jan Czerwiński (koalicja rządząca) interesował się terminalami rozpoczęcia remontów dróg, dociekając przy tym, czy termin ich rozpoczęcia jest „optymalny”. Starosta odrzekł, że Zarząd Powiatu przewiduje zakończenie remontów do końca maja. „Chcielibyśmy wcześniej, ale względy obiektywne na to nie pozwalają. Firma wykonująca remonty zatrudnia u siebie obywateli Ukrainy. Pracownicy ci udali się na dłuższy urlop w związku ze świętami, które u nich przypadają tydzień później niż nasza Wielkanoc”. Starosta przypomniał również, iż jeszcze przed jego wyborem do starostwa wpłynęła petycja z ok. 1200 podpisami dotyczącymi stanu dróg. Wiele z osób, które tę petycję podpisały wybierało się na obrady. Starosta zaprosił organizatorkę protestu do siebie, wyjaśnił jej sytuację w zakresie remontów dróg. Argumentacja starosty okazała się na tyle celna i przekonywująca, iż petycja została wycofana. Usłyszeliśmy również z ust starosty informację, iż o stanie dróg rozmawiano z przedstawicielami Grabowna, Borszyna. „Kontrolujemy stan zaawansowania prac przy drogach. Trwa wycinka traw i krzewów. Robimy wszystko, by poprawić ich stan. Nie chcę mieć na sumieniu czyjegoś życia” – odpowiedział starosta.

Po kolejnym pytaniu przedstawicieli „mazaków” zaczęła się jakaś dzika awantura.

C.d.n.

środa, 24 kwietnia 2019

"Mazaki" a "zbuki"


Przez całkowity przypadek trafiłem dzisiaj na posiedzenie komisji Budżetu, Gospodarki i Polityki Społecznej Rady Powiatu. Miałem chwilę czasu więc zaglądnąłem, by usłyszeć co też tam w naszym powiecie słychać. W programie obrad komisji były zmiany w budżecie powiatu na ten rok. Nic w tym nadzwyczajnego, bo zmian w budżecie dokonuje się nieustająco, praktycznie na każdej sesji, w każdym samorządzie. Mnie bardziej interesował kierunek zmian czyli jakie priorytety ma obecna władza powiatu.

 Po analizie projektu uchwały okazało się, że wiodącymi problemami dla obecnej władzy powiatu są: potrzeby dzieci niepełnosprawnych, które oczekują na zakup busa wożącego ich do Ośrodka Szkolno – Wychowawczego w Wąsoszu. Kolejną bardzo ważną sprawą jest katastrofalny stan dróg powiatowych oraz środki na oświatę, gdyż we wrześniu czeka nas podwójny rocznik w szkołach. Wszystko to wymaga pieniędzy, o które w starostwie – co wiemy wszyscy – krucho.

 W tym też kierunku podążały zmiany w budżecie zaproponowane przez Zarząd Powiatu. I wydawało się, że radni dbający o dobro niepełnosprawnych, pokrzywdzonych okrutnie przez los niepełnosprawnych dzieci, bez wahań i z Bogiem w sercu, kierując się miłosierdziem i współczuciem wobec najsłabszych, bez wahań zagłosują „za” dofinansowaniem zakupu „Busa” za śmieszną kwotę 85 tys. zł. Ja – w innych okolicznościach – nawet bym tej śmiesznej kwoty Ppaństwu nie wymienił, bo to wstyd wobec nieszczęść tych dzieci. Ale jeżeli mam do czynienia z niezwykłą zatwardziałością serc wobec tych najmłodszych a już tak ciężko dotkniętych przez los dzieci, to ja nazwę ową zatwardziałość serc „mazakowej opozycji”? Głupotą czy też złą wolą? Wszak Państwo z „mazakowej opozycji” ślubowaliście: „rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu Polskiego, strzec suwerenności i interesów Państwa Polskiego, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny, wspólnoty samorządowej powiatu i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej”.

No chyba, że dla „mazakowej opozycji” Rzeczpospolita Polska to niedoszły starosta Andrzej Rogala, „interes Państwa Polskiego” jest tożsamy z interesem „mazaków” a „dobro obywateli” kojarzycie tylko i wyłącznie z własnym i swojej „mazakowej” sitwy interesem. A to chyba nie tak? Nie o to chyba chodzi w samorządzie?

 Nawiasem mówiąc czas dowiódł, że słusznie się stało, iż Andrzej Rogala starostą nie został starostą. Okazuje się bowiem, że gdy nie wybrano go na to stanowisko (na które totalnie się nie nadawał, bo intelekt nie ten) pan Andrzej się rozchorował. No i po co nam byłby starosta schorowany? Podobno, tak gaworzą na mieście, niedoszły (chwała Bogu!) starosta pisze poradnik „Jak praktyczny samorządowiec lokuje członków rodziny na samorządowym?” Jestem pewien, że każdy „samorządowiec” na wspak to kupi.

Tak samo „mazakowa opozycja” w czterech literach miała poprawę jakości dróg powiatowych i dofinansowanie oświaty, która przecież przyczynia się do intelektualnego rozwoju Państwa dzieci. Tam też „mazaki” były na nie. Parodia westernu! Jakieś ogłupienie, zaćma na mózgach. Nie przeszkadzają im dziury, koleiny i kierowców jak najbardziej uzasadnione kurowanie na powiatowe drogi. Kompletna aberracja intelektualna (ten ostatni wyraz to niezamierzony komplement wobec „mazaków”, ale mam chwile słabości i stać mnie, by walnąć komplement  na wyrost. Tak się objawia moje miłosierdzie).

„Mazakowa opozycja”, która dzisiaj dała popis arogancji i lekceważenia dobra mieszkańców powiatu głosowała przeciw: niepełnosprawnym dzieciom, poprawie bezpieczeństwa dróg (a więc Państwa i Państwa rodzin) oraz oświacie, czyli przyszłości Państwa dzieci.

 W tej durnej antysamorządowej, bo uderzającej we wszystkich mieszkańców powiatu szopce aktorami ze spalonego teatru byli:

Franciszek Nakoneczny, Ryszard Wawer, Urszula Szmydyńska, Mariola Szurynowska, Andrzej Rogala, Ryszard Pietrowiak.

 Mam prośbę do Pani burmistrz Ireny Krzyszkiewicz. Otóż każdy wie, że ww. osoby nie są autonomicznymi bytami politycznymi. To Pani w swojej nieskończonej łaskawości pozwoliła im (dość nieopatrznie, jak się teraz okazuje) użyć swojego nazwiska przy wyborach. I tylko dzięki Pani wysokiej marce zostali oni tym kim zostali. Ale jak sama Pani widzi: nie można ich z oka spuścić! Pani przebywa na krótkim urlopie a tu głupota jaskrawa promieniuje! Ja Pani współczuję, że nawet na krótki i w pełni zasłużony urlop nie może Pani wyjechać, bo jak Pani z „mazakową opozycją” intelektem swoim się nie podzieli, to ci zakwitną zgniłymi poświątecznym jajami, "zbukami" zwanymi.

czwartek, 4 kwietnia 2019

Miód, joker i mazaki


Trwa „miodowy” miesiąc nowego starosty górowskiego. Po fali zaskoczenia i dość ogólnego szoku wynikami wyborów dla wielu obserwatorów górowskiej mini sceny politycznej, nastał czas refleksji i spokojnego obserwowania co ta nieoczekiwana zmiana przyniesie dla powiatu i jego mieszkańców.

 W przypadku wyboru Kazimierza Boguckiego na starostę możemy rzeczywiście mówić o zmianie a nie zmianie miejsc na stołkach w starostwie. Planowana zmiana polegała bowiem na stworzeniu wrażenia w oczach opinii publicznej, iż coś się zmienia, gdy w istocie swojej nie zmieniało się nic Do stolika wyborczego ówczesna koalicja zasiadła w przekonaniu, że ma w ręku wszystkie asy. Okazało się, że zapomnieli o tajemniczym jokerze. A ten bił tego dnia wszystko. I tak pycha, która zawsze kroczy przed upadkiem doznał gorzkiej ale zasłużonej kary. A miało być tak słodko! W starostwie przygotowano tort dla „pewniaka” starosty a ten już rano przed wyborami zbierał najszczersze życzenia z powodu swojego wyniesienia. A tu taka niespodzianka!

 Faktem jest, że po ogłoszeniu wyników wyborów na starostę w sali obrad zapadła najpierw głucha cisza, oczy wielu osób wytrzeszczyły się w niedowierzaniu. Ja sam sądziłem, że przewodnicząca komisji obliczającej głosy podała wynik odwrotny (przecież głosowania miało być czczą formalnością a i tort czekał). Okazało się jednak, że gratulacyjny tort nie będzie spożywany w oparach triumfu wyborczego lecz służył osłodzeniu goryczy okrutnej porażki, której nikt z niespełnionych triumfatorów nie przewidywał.

 Później wybuchły awantury w internetowych komentarzach powyborczych. Głupota niektórych anonimowych a więc niezwykle „bohaterskich” komentatorów przekraczała wszelki granice, które dzielą rozsądek od zaślepienia. Były więc wezwania kierowane do szefowej naszej gminy o przywrócenie „porządku”, doprowadzenie do kolejnych zmian w starostwie, by wrócili ci, którzy mieli być a nie zostali tym, kim zostać mieli. Śmiechu było kupa. Żółć znalazła swoje ujście.

Gdy sprawy nieco przycichły była sesja nadzwyczajna. Jej towarzyszyły spory o jej nagłość, zasadność, szybki termin. Tu rzeczywiście można mieć pretensje do byłej przewodniczącej o brak konsultacji w sprawie terminu jej zwołania. Pamiętać należy jednak o tym, że to termin zwołania sesji nadzwyczajnej jest zależny tylko i jedynie od przewodniczącego rady. Nawet wnioskodawcy takiej sesji nie mają prawa wskazywać terminu jej odbycia. Według prawa sesja taka ma się odbyć w ciągu 7 dni od złożenia takiego wniosku. Z drugiej strony mocno niezręczne było zaskoczenia nią starosty, który miał już ułożony harmonogram na ten dzień. Walka polityczna ma jednak i takie psie uroki, że dobre obyczaje nie są tam mile widziane.

Sesja się odbyła. Wybrano przewodniczącego rady i jego zastępcę. Ci ciekawe, rządzący powiatem gremialnie zagłosowali za wysuniętym przez opozycję kandydatem na przewodniczącego rady, co było nie do pomyślenia gdy oni rządzili. Wówczas naczelną ideą rządzących było hasło: „nic dla opozycji!” Owszem, deklarowano współpracę z opozycją pod warunkiem, że opozycja będzie robiła za kota Klakiera. Można rzec, że u ówczesnych rządzących (dzisiejszej opozycji) przyzwoitość szła w parze z inteligencją.

Na tej nadzwyczajnej sesji narodziła się historyczna „mazakowa opozycja”. Radny Robert Szymanowicz, który był członkiem komisji obliczającej głosy wrzucane do urny, zauważył, że 8 kartek posiada skreślenia jednym i tym samym mazakiem koloru niebieskiego. Dla każdego kto nie jest dzieckiem lun nie zidiociał, stało się jasne, że w ten sposób opozycja sprawdza lojalność w swoich szeregach. Proszę, jak sobie ufają, jak się szanują, jak sobie wierzą! A że przy okazji ośmieszyli się do granic absurdu? Dziecinada, żałosna dziecinada. I ci, którzy to zrobili mają apetyt na władzę w powiecie a tak naprawdę nadają się do piaskownicy. Przypomnę też, że mazakami lubią bawić się małe dzieci. Żenada!

Tak więc „mazakowa opozycja” od nieskonsumowanego tortu „zwycięstwa” dostała swoje wymarzone funkcje w powiecie przy poparciu rządzącej koalicji. Można rzec, że rządzący powiatem z gracją i elegancją wyciągnęli do nich rękę i zachęcili do współpracy pokazując, że rzeczywiście a nie deklaratywnie dzielą się władzą z „mazakową opozycją”. Czy tę rękę wyciągnięto publicznie do współpracy „mazaki” uścisną? Czas pokaże.

Nawet nie silę się na ocenę 2. tygodni pracy starosty, bo byłby to bezsens zupełny. Zauważyłem jednak, że na internetowej stronie starostwa pojawił się skrót do strony starostwa na „fejsie”. W ten sposób nowa władza otworzyła się na swoich zwolenników i wrogów w sieciowej przestrzeni. Pod zamieszczonymi tam wpisami można zamieszczać komentarze. Dla bohaterskich anonimowych krytyków władzy to nie będzie pole do popisu, bo tam trzeba mieć imię i nazwisko, by komentować. Ważne jednak jest to, że władza otwarła się na krytykę, co za poprzedniej władzy było nie do pomyślenia. Mam jednak nadzieję, że „banowania” tam nie będzie, takoż cenzury, sterowanych wypowiedzi, lizusostwa. Władza, która będzie to robiła zasłuży na medialne baty. Ale duży plus za to jest.

Po przeglądnięciu zawartości tej strony zauważyłem jednak coś co mnie zaniepokoiło. Jest tam informacja o udziale starosty w I rocznicy narodzi górowskiego żłobka. Są i zdjęcia. Zdjęcia z tej uroczystości odnajdziemy również na stronie naszej gminy. Znajduje się tam bardzo interesujące zdjęcie burmistrzyni i starosty. Bardzo ciepłe i ujmujące za serce zdjęcie. Natomiast na „fejsowej” stronie starostwa na żadnym ze zdjęć nie zobaczymy burmistrzyni. A wypadałoby – prawem rewanżu i zwykłej przyzwoitości – by było. Mam nadzieję, że nie jest to pospolita i głupia złośliwość, ale niedopatrzenie. Różnijmy się pięknie.

Emocje opadły, starostwo pracuje, czystki personalnej do podłogi nie ma, Pozostaje oczekiwać na wyniki pracy starosty i zarządu, bo: „po owocach ich poznacie”. Dla mnie osobiście nie jest ważne czy kot jest czarny czy biały. Ma łowić myszy. Wśród „mazaków” oczęta moje nie widzą nie tylko kota ale i kandydata na kota. Mam nadzieję, że nowy starosta i wicestarosta będą nie tylko na etatach starostów, ale staną się starostami.

Wracając do wspomnianego wcześniej tajemniczego jokera. Muszę zgodnie z prawdą powiedzieć, że mam swojego kandydata do tego tytułu. Oczywiście trudno sprawdzić prawdziwość mojej hipotezy, bo chwilowo jest ona niesprawdzalna. Sądzę, że za zmianą stoi burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Jest to jedyna znana mi osoba, którą stać było na taką finezję i inteligencję w rozgrywce jaką widzieliśmy. Perfekcja, majstersztyk, białe rękawiczki. Paluszki lizać! I za to jeszcze bardziej kocham Panią, Pani Ireno!