piątek, 13 lipca 2012

Wychodzenie na prostą

W ciszy i spokoju pracuje nasze Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze, którego plan sprzedania, by spłacić długi powiatu, snuje Zarząd Powiatu. Działalność spółki nie jest szerzej znana. A szkoda, bo rzecz zasługuje na uwagę. Sporządzono sprawozdanie z działalności spółki za 2011 rok, które daje obraz sytuacji naszego szpitala.

 Przypomnieć należy, że spółka powstała w dniu 23 grudnia 2003 roku, ale swoje funkcjonowanie rozpoczęła od 18 sierpnia 2008 roku. Lata 2008 do 2011 upływały pod prezesurą Czesławy Młodawskiej. W zasadzie trudno mówić o jakiejś działalności spółki, gdyż w tym czasie prezes Czesława Młodawska zajmowała się przygotowaniem do przekształcenia SP ZOZ w spółkę prawa handlowego, by można było skorzystać z tzw. „planu B”, który pozwalał nam starać się o umorzenie części ogromnego długu szpitala wynoszącego ponad 43 mln zł. Operacja się powiodła i Skarb Państwa wziął na swoje barki nieomal połowę góry zadłużenia.

 Spółka rozpoczęła działalność od 1 maja 2011 r., a jej sytuacja finansowa w miesiącu maju i czerwcu była zadowalająca, gdyż przychody przewyższały koszty. 10 maja 2011 r. rozpoczęła się katastrofa. Wówczas to Zarząd Powiatu rekomendował i zatwierdził na stanowisko prezesa spółki PCOZ, nieszczęsnego Piotra Rykowskiego. Pod rządami „spadochroniarza z Wrocławia” z każdym kolejnym miesiącem sytuacja finansowa spółki diametralnie się zmieniła, ale jedynie na gorsze. Przychody z działalności gwałtownie zmalały. To wówczas utracono kontrakt na Zespół Ratownictwa Medycznego Podstawowego oraz Zespół Ratownictwa Medycznego Specjalistycznego. Te dwa kontrakty zawierane z NFZ w dużej mierze zasilał przychody najpierw szpitala a następnie spółki, gdyż dawały miesięcznie i około 207.000 zł. Obłędowi prezesa z Wrocławia spokojnie przyglądał się Zarząd Powiatu. A prezes zaprezentował się w czerwcu publicznie podczas sesji Rady Powiatu i wszystko stało się jasne. Przyszłość szpitala Zarząd powierzył człowiekowi, który mógłby robić trudno dościgły za wzorzec niekompetencji.

Paranoja i wpychanie spółki w przepaść, czyli ku upadkowi, trwało trzy miesiące, czyli do 9 sierpnia. Tego dnia Rada Nadzorcza odwołała swojego niedawnego pupila i faworyta serc, by 9 sierpnia powierzyć funkcję prezesa Stanisławowi Hoffmanowi. W utrąceniu nieudolnego prezesa wielką rolę odegrał ówczesny Przewodniczący Rady Powiatu – Zbigniew Józefiak.

W miesiącu wrześniu 2001 r. sytuacja spółki powoli zaczęła się stabilizować. Pracownicy spółki dostrzegli w osobie nowego prezesa szansę na utrzymanie swojego zakładu pracy. Wiadomo było, że prezes ma „ciężką rękę” i wymaga pracy, a nie jej pozorowania, ale po okresie wyrzeczeń nadejdą oczekiwane efekty. I rzeczywiście, już we wrześniu spółka zaczęła odzyskiwać płynność finansową. Przychody i koszty były na zbliżonym poziomie. W grudniu nastąpił gwałtowny wzrost kosztów funkcjonowania spółki, co związane było zaliczeniem w ciężar kosztów mniej cennego wyposażenia o wartości 293.159,95 zł wniesionego do spółki przez powiat w postaci wkładu niepieniężnego, na który składały się środki trwałe i wyposażenie. W związku z tym na papierze nastąpiło pogorszenie wyniku finansowego netto. Na skutek tego rok 2011 spółka zakończyła ze stratą netto wynoszącą 403.395,88 zł.

W sprawozdaniu z działalności za rok 2011 spotykamy mnóstwo cyfr, które obrazują finansową kondycję spółki. Kapitał zakładowy spółki wynosi 2.500.000 zł., a wartość jednego udziału 500 zł. Udziałów jest 5000. Główny dochód PCOZ stanowią przychody ze sprzedaży usług – 7.566.718,15 zł, czyli 100% ogółu sprzedaży.

W strukturze wydatków w roku 2011, główną pozycję zajmowały koszty wynagrodzeń pracowników – ok. 45% (3.585.313,75 zł). Przy okazji należy dodać, że członkowie wynagrodzenie 3 członków Rady Nadzorczej wyniosło w roku 2011 – 7200 zł; łączne wynagrodzenie trzech prezesów natomiast - 52.392,22 zł.

Następną pozycję w roku 2011 zajmowały usługi obce świadczone na rzecz spółki z udziałem 27% w ogólnej kwocie kosztów. Istotną pozycję zajmowały także koszty zużycia materiałów i energii stanowiły one 17%. W roku 2011 liczba dni do kredytowania odbiorców wynosiła 48 dni, natomiast spółka regulowała swoje zobowiązania w ciągu 26 dni.
Wskaźniki płynności informują o tym, że płynność finansowa spółki nie jest zła, gdyż zarówno wskaźnik płynności I jak i wskaźnik płynności II oscylują wokół 1,0.
Dane zawarte z sprawozdaniu znajdują potwierdzenie w „Opinii Niezależnego Biegłego Rewidenta dla Zgromadzenia Wspólników z przeprowadzonego badania sprawozdania finansowego za rok obrotowy od 1 stycznia 2011 roku do 31 grudnia 2011 roku Powiatowego Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością”.
Prezes Stanisław Hoffmann wyciągnął w nioski z przeszłości w zamówił taka opinię, by nie powtórzyła się sytuacja sprzed lat 12. Wówczas to oskarżano go o przeróżne „machloje”, pragnienie cichego doprowadzenia do upadku szpitala, by kupić go sobie za grosze, podawanie nieprawdziwych danych. By zabezpieczyć się na przyszłość, bo władza się zmienia personami, ale mechanizm łajdactwa w walce personalnej jest niezmienny, sporządzono raport biegłego i niezależnego rewidenta. Opinia ta potwierdza w całości dane zwarte w sprawozdaniu, jakie prezes przekazał Walnemu Zgromadzeniu Wspólników. I tu przykład:
„Wskaźniki płynności statycznej wynoszący 1,3 wskazują na bezpieczeństwo pokrycia najbardziej wymagalnych zobowiązań przez krótkoterminowe aktywa obrotowe (zapasy, należności, inwestycje krótkoterminowe). Powyższy poziom wskaźników wskazuje na utrzymywanie przez Spółkę płynności finansowej, co pozwala na terminowe regulowanie zobowiązań.”
Mamy też opinię biegłego rewidenta na temat utraty kontraktu na ratownictwo medyczne: „Brak kontraktu na ratownictwo medyczne, które przynosiło w trakcie roku około 2.40000 tys. zł. przychodu poważnie wpłynie na sytuację finansową spółki, ale nie zagrozi kontynuacji jej działalności. „Na koniec 2011 r. środki pieniężne zgromadzone na trzech rachunkach bankowych należących do PCOZ wynosiły 707.614,92 zł.”

Sprawozdanie zawiera również opis stanu zatrudnienia. Przeciętne zatrudnienie w  spółce w 2011 roku wynosiło 179 osób. Stan zatrudnienia na dzień 01.08.2011r. wynosił 186 osób zatrudnionych na podstawie umowy o pracę.

W okresie od sierpnia 2011 roku do grudnia 2011 roku 11 osób, które dotąd zatrudnione były na podstawie umowy o pracę, zmieniło formę zatrudnienia na umowy cywilnoprawne, czyli kontraktowe.
Z 17 osobami spółka rozwiązał umowy z następujących przyczyn:
- z 3 osobami rozwiązano umowy na zasadzie porozumienia stron,
- z 1 osobą rozwiązano umowę bez wypowiedzenia z winy pracownika,
- 3 osoby wypowiedziały umowy z zachowaniem okresu wypowiedzenia,
- 1 osoba rozwiązała umowę w związku z przejściem na rentę inwalidzką,
- 3 osoby nie przyjęły nowych warunków pracy,
- 6 osobom upłynął okres, na jaki umowy były zawarte.
Na dzień 01.08.2011 r. zawartych było łącznie 36 umów kontraktowych, w tym 7 na świadczenia całodobowe, a pozostałe na dyżury, konsultacje itp.
W okresie od sierpnia 2011 roku do grudnia 2011 nowy prezes odbył 4 spotkania z przedstawicielami zarządu związków zawodowych.
Pierwsze dotyczyło przedstawienia informacji na temat sytuacji panującej w spółce na dzień objęcia przez prezesa Stanisława Hoffmana zarządu spółki. Nowy prezes zapoznał związki zawodowe działające w spółce z planem jej funkcjonowania.

Kolejne spotkanie dotyczyło funduszu świadczeń socjalnych. Po szczerej rozmowie z związkowcami uzyskał ich zgodę na nie tworzenie zakładowego funduszu świadczeń socjalnych na rok 2012. Osiągnięte porozumienie w tej sprawie spowoduje, że znacznie poprawi się wynik finansowy w 2012 roku.
Na następnych spotkaniach związkowych odbyły się rozmowy w sprawie zmiany form zatrudnienia pielęgniarek i położnych. W konsekwencji 11 osób skorzystało z przedstawionej propozycji składając oferty na udzielanie świadczeń zdrowotnych w ramach kontraktów. A wszystko to odbyło się w ciszy, spokoju i wzajemnym zrozumieniu. 
C.d.n.

czwartek, 12 lipca 2012

Ożywczy powiew

25 czerwca obradował Zarząd Powiatu. Jednym z punktów obrad było omówienie sytuacji, jaka wytworzyła się wokół Powiatowego Ośrodka Sportu i Rekreacji, u progu rozpoczęcia przez nową jednostkę samodzielnego bytu. Poniżej mają Państwo fragment z protokołu Zarządu Powiatu poświęconego tej kwestii. „Starosta poinformował, iż kandydat na stanowisko dyrektora POSiR w Górze w ramach procedury konkursowej nie został wyłoniony. Wyłonienie kandydata w drodze ogłoszenia następnego konkursu do czasu rozpoczęcia funkcjonowania jednostki, tj. 1 lipca 2012r., nie zmieści się w ramach czasowych. Do wykonania na obecną chwilę jest wiele spraw formalnych związanych z utworzeniem nowej jednostki, m.in.: uzyskanie numeru NIP, numeru Regon, zgłoszenie jednostki do Urzędu Skarbowego, do ZUS, uregulowanie umów z energetyką, z Zakładem Energetyki Cieplnej, z Telekomunikacją. W związku z powyższym do czasu zatrudnienia dyrektora POSiR w Górze ,wyłonionego w drodze naboru na wolne stanowisko kierownicze, na to stanowisko Starosta zaproponował Panią Katarzynę Antolak zatrudnioną w Wydziale Oświaty, Kultury, Sportu i Promocji. Pani K. Antolak pracowała w Hali „Arkadia”. Pani K. Antolak wyraziła zgodę na zatrudnienie na to stanowisko .Zatrudnienie nastąpi w ramach urlopu bezpłatnego uzyskanego ze Starostwa Powiatowego w okresie nie dłuższym niż 6 miesięcy, czyli od 1 lipca 2012r. do dnia 31 grudnia 2012r., i nie wpłynie ujemnie na wykonywanie zadań należących do Wydziału. Przedstawiona została uchwała w sprawie zatrudnienia na stanowisku dyrektora POSiR w Górze. Do uchwały nie wniesiono uwag.” Stwierdzić należy, że dzięki ogromnemu zaangażowaniu dyrektorki POSiR – u – Katarzyny Antolak wszystkie wymienione przez starostę Piotra Wołowicza formalności związane z nadaniem ciała POSiR – i zostały wykonane. By nie odbiegać od prawdy należy docenić pomoc dyrektora Wydziału Oświaty – Sławomira Byczewskiego oraz księgowej z PCDN – Iwony Ptak. Ludzie ci nie szczędzili swojego czasu, by POSiR jak najszybciej stał się samodzielna jednostką pod każdym względem. Trzeba tez powiedzieć, że wraz z objęciem rządów przez dyrektorkę Katarzynę Antolak, diametralnie zmieniła się atmosfera pracy w „Arkadii”. I też nie można ukrywać, że wszyscy pracownicy z ogromna ulgą przyjęli decyzję Zarządu o niedowierzaniu Stanisławowi Żet obowiązków p.o dyrektora. Cieszą się pracownicy, raduje się młodzież, szczęśliwi są również nauczyciele wychowania fizycznego. Pierwsza dyrektorka POSiR pracowała w „Arkadii” i zna pracowników. Ci darzą ją ogromną sympatią i pomagają, jak tylko mogą. Szefowa nie musi pilnować, by skosić trawnik, przyciąć krzewy, wymyć halę, zamieść chodniki. Dyrektorka robi swoje a pracownicy swoje, i to od wielu lat z uśmiechem na ustach. W kątach nie czai się bowiem władca cienia, nikt nie podsłuchuje rozmów pracowników, nie ma też komu napuszczać jednych na drugich. Pracownikom nie brakuje też do szczęścia podrzucanych zapałek i papierków, które zapewne były dziełem wrednego trola, albo i dwóch. Można rzec, że nastanie dyrektorki Katarzyny Antolak spowodowało efekt podobny do letniej burzy, która nastąpiła po parnym i dusznym dniu. Wraz z nią do „Arkadii” wkroczył ożywczy ozon, który wyparł duszącą i nieznośna atmosferę. Były zarządzający halą, który tak bardzo liczył, że to on zostanie wybrańcem Zarządu, przebywa obecnie na urlopie. Nie spuszcza jednak z oczu z „Arkadii” i głośno zapowiada powrót na fotel. Z tym fotelem tez były jaja, bo tak się Stanisław Żet do niego przez 8 lat przyzwyczaił, że usiłował szurnąć go do swojego nowego gabinetu. Fotel udało się na szczęście odbić. Można mieć pewność, że wraz z nową dyrektorką zasypane zostaną konflikty kierownictwa z pracownikami. Wierzyć należy też w to, iż do „Arkadii” powróci Górowska Amatorska Liga Futsalu, koszykówka oraz zwiększy się liczba wynajmów. Od dłuższego czasu „Arkadia” pustką stała, by były zarządzający skonfliktował się z każdym, kto był zasięgu jego wzroku. Wydawaliśmy na utrzymanie obiektu setki tysięcy, ale nie spełniał on swoje służebnej roli wobec lokalnej społeczności. „Arkadia” nie kojarzyła się nikomu dobrze ze względu na osobę zarządzającego. I proszę zobaczyć, że wbrew ponurym zapowiedziom Stanisława Żet, odebranie mu władzy nie spowodowało zawalenia się obiektu. Panuje tam porządek i ład. Ale wkroczyło też coś czego dotąd nie było – wzajemne zaufanie i radość z pracy. I to jest najważniejsze, bo jest to kapitał, na którym można coś wartościowego zbudować. Musi być jednak spełniony warunek podstawowy – jak najmniej Stanisława Żet w „Arkadii”.

środa, 11 lipca 2012

Różności z "Mrówki"

Chory z urojenia

Niby falę upałów mamy za sobą, ale w Internecie pozostały wyraźne dowody na to, jak wysoka temperatura może zaburzać myślenie i powodować pseudo intelektualne omamy. Na rzadko odwiedzanej stronie Wiesława Pluty, niedoszłego kandydata na burmistrza z ramienia „SamejBronki”, który uzyskał wyborczy wynik odwrotnie proporcjonalny do swojej wagi, czyli na pograniczu błędu statystycznego, trwa szał uniesienia w obronie … . No właśnie, w obronie czego? Po lekturze ostatnich wpisów trudno dociec czego, ale liter zamieszczono tam mnóstwo, co prawda często poskładanych bez sensu.
Wiesław Pluta, na co dzień pracownik Zespołu Szkół w Górze, gdzie podobno czegoś naucza (tu zdziwienie pierwsze, bo po lekturze postów jego autorstwa sądzić można, że raczej nauczać i douczać, to powinno się Wiesława Plutę a nie odwrotnie, broń Boże!). Ma nawet jakieś lekcje, bo z tego co mi uczniowie relacjonowali wynika, że rzeczywiście nosi dziennik, rzeczywiście przychodzi na lekcje, rzeczywiście coś mówi. Ale na pytanie: o czym mówi? – odpowiedzi nie usłyszałem, bo trudno słowo „bredzi” uznać za pełną wypowiedź opisująca rolę Wiesława Pluty w klasie. Po dłuższej analizie skomplikowanych - ze względu na cepowatą budowę zdań – wytworów przypalonej słońcem i znużonej wysoką temperaturą głowiny Wiesława Pluty, wykoncypowałem w końcu, że chodzi mu o konkurs na dyrektora ZS. Chociaż raczej mniej o konkurs i obronę pani dyrektor ZS, co o rozprawienie się z „winowajcami”, którzy konkurs ustawili i bezczelnie (bo bez udziału Wiesława Pluty) rządzą powiatem. Wg Wiesława Pluty konkurs ustawili „trzej muszkieterowie”: dyrektor CKPiU - Krzysztof Mielczarek, Janusz Krukowski – Zdanowicz (kumpel tegoż dyrektora) oraz dyrektor wydziału oświaty w starostwie – Sławomir Bączewski. Do swojego niecnego grona doprosili też I Lumpa Ziemi Górowskiej i Kanalię w jednej osobie, czyli mnie. Co prawda Wiesław Pluta nie podaje powodów, dla których tak szacowne grono zaprosiło mnie a nie jego, ale w tych słowach wyczuwa się ogromny żal pominiętego w knowaniach Wiesława Plutę. Być może żal Wiesława Pluty ma też inne źródło. Pan ten, pewnego dnia zjawił się u dyrektora Krzysztofa Mielczarka i wspaniałomyślnie zaproponował, że może wziąć kilka godzin i wykładać w tej placówce. Najpierw ze zdziwienia wyłożył się dyrektor CKPiU, następnie sprawdził kalendarz, czy przypadkiem to nie jest 1 kwietnia (a nie był!), po czym roześmiał się serdecznie a setnie ubawił. W obawie o poziom prowadzonej przez siebie placówki oraz w trosce, by się nie wyłożyła odmówił ochotnikowi, co ten raczył przyjąć z oburzeniem. CKPiU wyszło to tylko na zdrowie, a najbardziej słuchaczom. Być może tu tkwi „słuszny gniew ludu” wyrażany przez cały lud reprezentowany oczywiście przez Wiesława Plutę. Pośród charakterystycznego dla Wiesława Pluty bełkotu, mieszania fikcji z faktami, wulgaryzmami, co Kanalii przystoi, ale komuś, kto ma czelność nazywać się „nauczycielem” absolutnie nie, śliny i jadu pogardy dla wszystkich, których nie lubi z powodów niskich, czyli osobistych, wyziera wyraźnie obraz człowieka zakompleksionego. A Wiesław Pluta zbudowany jest z kompleksów, ropiejących ran niezaspokojonych ambicji rządzenia, bycia kimś ważnym, przeświadczenia o niedocenieniu jego osoby przez ludzi. Jemu się wydaje – taki niegroźny omam – że, gdyby on rządził, to wszystko byłoby naj, naj, naj! Na pewno, gdyby rządził – czymkolwiek! – Wiesław Pluta, to spieprzyłby wszystko, bo podobno potrafi zepsuć kulkę od łożyska. Pomajstruje przy niej, pomajstruje! - i gotowa, czyli zepsuta. Taki to talent! Atak Wiesława Pluty na komisję konkursową ma również inny wymiar. Dobra kobieta, jaką bez wątpienia jest pani dyrektor Teresa Frąckiewicz, dała szansę Wiesławowi Plucie. Pomińmy rozważania, czy nie była to szansa na wyrost i ze szkodą dla wizerunku szkoły, ale faktem jest, że pani dyrektor, jako jedyna w powiecie – jak ten długi i szeroki! – dała Wiesławowi Plucie pracę. Drugiego takiego straceńca ze świeczką w biały dzień Wiesław Pluta nie znajdzie, bo nikt normalny sam sobie świni nie podłoży. Co to, to nie! A Wiesław Pluta swoimi wpisami na temat konkursu dowodzi, że choruje na schizofrenię paranoidalną, i raczej przedmiot „Omamy” powinien wykładać, ale w takiej szkole…, no Państwo wiecie w jakiej. Ja wiem, że znaczna część kadry pedagogicznej obecność Wiesława Pluty w swoim gronie przyjęła, że tak powiem, z uczuciami mieszanymi, ale dalekimi od entuzjazmu. Po kilku wpisach dokonanych niegdyś przez Wiesława Plutę odczuwać zaczęli dyskomfort i zażenowania. Bo, jak np. nauczyciele mogli akceptować fakt, że ich „kolega” z pokoju nauczycielskiego, ale broń Boże „po fachu”, publikuje zdjęcie gołej dupy i uważa to za świetny dowcip. I on ma uczyć młodzież? Rzecz jasna osobiście nie mam nic przeciwko Wiesławowi Plucie, bo ani jego strona, ani też jego osoba nic nie znaczą w życiu samorządu. Wpływu na bieg spraw nie wywierają, bo trudno brać pod uwagę bełkot i intelektualną miałkość. Zresztą, z kompleksami trudno polemizować. Dzisiaj uczyniłem wyjątek od zasady braku reakcji na wypociny Wiesława Pluty, bo zmyśla i kłamie, swoje chore urojenia wciskać usiłuje nielicznej publice. Rzecz jasna, że szkoda mi na to czasu, ale ta histeria, jaka wybuchła z powodu konkursu na dyrektora ZS, ta zapiekłość z jaką atakuje się werdykt komisji, ta fala głupot wypisywanych na forach, to żenujące i głupie po prostu. To, że z lubością, bez talentu i wdzięku bawi się kosztem wizerunku Zespołu Szkół, Wiesław Pluta, to pikuś, bo jego poważnie nie traktuje nikt. Ale to, że temu szaleństwu wtóruje Przewodniczący Komisji Oświaty – Grzegorz Aleksander Trojanek, to już nie jest śmieszne. To jest chore! Przewodniczący Komisji Oświaty powinien pamiętać, że nie jest przewodniczącym tylko jednej szkoły i jednego dyrektora. Przypomnę, że Napoleon mówił: „Od wzniosłości do śmieszności jeden tylko krok”. A piętnem błazna, raz naznaczonym, żyć przychodzi wieki całe. Niedługo niespełniony Wiesław Pluta będzie mógł sprawdzić w praktyce swoje umiejętności prawnicze, znajomość prawa i erudycje. W wieszczym przebłysku swojej świadomości widzę bowiem jego słuszną sylwetkę przed obliczem ślepej „Temidy”. Przyjdzie zapłacić za słowa rzucone nazbyt pospiesznie, lekko i beztrosko. Przyjdzie zdać rachunek z głupoty i swoich obłędnych wyobrażeń. Tu – mogą Państwo mi wierzyć – Wiesław Pluta wcieli się w rolę prześladowanego za przekonania, jedynego sprawiedliwego i prawdomównego. A ślepa „Temida” zważywszy uczynki mistrza dezinformacji palnie go tak, że zwinie się Wiesław Pluta, zmaleje i wyjdzie z niego jego prawdziwa – karla natura.

wtorek, 10 lipca 2012

Chemia z "Mrówki"

"Number one" na Dolnym Śląsku



Czerwiec był kolejnym miesiącem w tym roku, które charakteryzowało się spadkiem bezrobocia we wszystkich gminach na terenie naszego powiatu. Liczba bezrobotnych zarejestrowanych w PUP spadła z 3118 w miesiącu maju do 3032 w czerwce (spadek o 86 osób). Z tej liczby 1869 bezrobotnych zamieszkuje w miejscowościach wiejskich (61,6%), a przy tym tylko 271 z nich - 14,5%, ma prawo do zasiłku dla bezrobotnych. 

Aż 56% wszystkich bezrobotnych zarejestrowanych w PUP zamieszkuje gminę Góra. W czerwcu PUP zarejestrował 240 nowych bezrobotnych. W tej liczbie nowo zarejestrowanych bezrobotnych 147 (61%) zamieszkuje w gminie Góra.

W czerwcu PUP wciągnął do rejestru bezrobotnych 240 osób, z których 187 pracowało poprzednio. 57 osób uzyskało status bezrobotnego po raz pierwszy. Wśród zarejestrowanych bezrobotnych aż 78 osób (30,7%) nie posiada żadnych kwalifikacji zawodowych a 35 osób przekroczyło 50 rok życia, co znacznie zmniejsza ich szanse na znalezienie pracy.

W tym samym miesiącu PUP wyłączył z ewidencji bezrobotnych 326 osób. Z tej liczby 121 osób (26,9%) podjęło różnorodne formy zatrudnienia. 120 bezrobotnych (36,8%) odmówiło podjęcia oferowanego przez PUP zatrudnienia a 10 dobrowolnie zrezygnowało ze statusu osoby bezrobotnej.
Z 3032 bezrobotnych zarejestrowanych w PUP tylko 502 (16,5%) ma prawo do zasiłku. W gminie Góra prawo to przysługuje 288 bezrobotnym na 1719 bezrobotnych (16,8%). W gminie Wąsosz na 542 bezrobotnych rzadkie prawo do zasiłku ma 107 osób (19,7%). Znacznie mniejszy procent uprawnionych do tego świadczenia występuje w gminie Niechlów, gdzie na 487 bezrobotnych tylko 58 ma zasiłek (11,9%). Wyższy odsetek bezrobotnych z prawem do zasiłku występuje w gminie Jemielno, gdzie na 284 bezrobotnych 49 może „cieszyć” się zasiłkiem (17,2%).

W dwóch miastach naszego powiatu – Górze i Wąsoszu – zamieszkuje łącznie 1163 bezrobotnych, czyli 26% ogółu. W mieście Góra było ich w miesiącu czerwcu 940. Prawo do zasiłku posiadało 177 osób (18,8%). W Wąsoszu natomiast na 223 bezrobotnych 54 (22,4%) korzystało w czerwcu z tego prawa.
Na mapie województwa nasz powiat nadal znajduje się na ostatnim miejscu pod względem liczby bezrobotnych. W maju br. stopa bezrobocia wynosiła dla naszego powiatu 25,4%. Na pociesznie, marne zresztą, należy dodać, że w maju 2011 roku bezrobocie na terenie naszego powiatu wynosiło 26,4%.