poniedziałek, 26 listopada 2018

Rezonans na maila


Oto fragment z maila:


(…) Jednak zastrzeżeń sporo, co do merytoryczności pada od ludzi. Po pierwsze mówią, że przychylność Twoją do Królowej czuć w tekście. Szczególnie w kwestii starosty. Zostawić w spokoju? To nawet mi się nie podoba.”



Ciężka jest dola blogera. Nigdy wszystkich nie zadowoli. Jak by nie kombinował, to i tak będą narzekać, szukać dziury w całym, utyskiwać, że o tym za źle a o owym za dobrze. Co do przypisywanej mi „przychylności” dla szefowej gminy, to pragnę zauważyć, że post nie był poświęcony jej dostojnej i znakomitej osobie. Ponadto nie sugeruję, by starostę zostawić w spokoju. Problem polega na tym, iż nie ma w zwyczaju „z armaty strzelać do wróbli.” To byłby czysty absurd! To nie jest –o czym już pisałem - postać ważna z punktu widzenia mieszkańca powiatu. Rzekłbym, że dość marginalna, co zauważa autor korespondencji stwierdzając: „



Kolejny fragment z korespondencji: 


Człowiekowi, który nawet na radnego miejskiego nie dostał kredytu zaufania od wyborców dać stanowisko na którym kompletnie nie wypalił...”.


Ależ on wypalił! Wystarczy spojrzeć na ciemny budynek szpitala. Przekornie można rzec, że wypalił tak, że wszyscy to poczuliśmy. I tej destrukcji nie da się odwrócić. A że został starostę? Tam już szkód większych zrobić nie można. Proszę sobie wyobrazić dziecko o naturze psuja, które dostaje mechaniczny samochodzik zabawkę bez kluczyka do nakręcania sprężyny. Ale się dziecina pobawi! Tak dla porządku dodam, że ja go nie wybierałem. A że jego o wyborze przesądziły głosy radnych: Franciszka Nakonecznego, Andrzeja Rogali, Marioli Szurynowskiej (gmina Niechlów), Urszuli Szmydyńskiej, Ryszarda Wawera, Grażyny Owczarek (gmina Wąsosz) oraz nieocenionego osobistego przyjaciela tegoż groteskowego – w mojej ocenia „starosty”, to już chyba inna historia. Widocznie radni ci uznali, że szpital nam był niepotrzebny. Gdyby uznawali, że był nam, to przecież by na człowieka, który walnie przyczynił się do jego (praktycznie) podarowania złodziejom nie głosowali.



A z drugiej strony pokażcie mi Państwo w naszym pięknym kraju starostę, który tak pięknie pozbawił ludzi szpitala?!



Ale jak już nasz powiatowy genialny radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki też zagłosował za tą kandydaturą, to ja zaczynam wątpić czy ci, którzy krytykują pozbycie się szpitala, mają rację. Wszak „Banan” ciągnie już czwartą kadencję w Radzie Powiatu i jest obecnie najdłuższym stażem radnym powiatowym. Co prawda z jego milczącej obecności w Radzie Powiatu nic dla mieszkańców powiatu nie wynika, ale dla jego konta bankowego już ten fakt ma znaczenie. Tak ogólnie, to radny „Bananowy Uśmiech” jest bezbarwnym radnym, pojęcia o samorządzie nie ma, bo ma na głowie poważniejsze sprawy. Konia z rzędem kto znajdzie w sprawozdaniach z sesji chociaż jedno jego wystąpienie przez ubiegłe 12 lat!



Dla porządku dodam, że ostatnio radny „Bananowy Uśmiech” nawiedził mnie podczas snu. Uprzedzam! To nie był koszmar, jakby się na pierwszy rzut oka mogło wydawać ludziom zawistnym, ze mi się śni potężny radny powiatowy a im tylko np. marginalny starosta (niekoniecznie tego powiatu). Śnił mi się z chomątem na szyi, do którego zaczepiony był pług orający jego własne ugory intelektualne.



Ktoś może powiedzieć, że ósemka radnych powiatowych głosowała tak a nie inaczej, bo ktoś im tak kazał. A przecież to są dorośli ludzie! Jak ktoś komuś może kazać głosować wbrew jego woli i sumieniu?! Wszak chyba żaden z nich ubezwłasnowolniony nie jest! To ludzie poważni! Bałbym się nawet tak w śnie pomyśleć!



A może od tych radnych, którzy zagłosowali tak, jak zagłosowali, ich wyborcy tego oczekiwali? Różne bywają ludzkie dewiacje!



Kolejny fragment z korespondencji:



Po drugie są opinie, że jeśli chodzi o hrabiego Głowackiego i jego kompetencje, to wiele pozostawiają do życzenia, szczególnie w kwestii planowania i realizacji inwestycji... Wiadomo, że to subiektywne opinie, ale ważne tak jak te pozytywne.”



Nie wiem skąd przydomek „hrabia” w stosunku do Piotra Głowackiego, ale – o czym pisałem – w trakcie wieloletnich z nim kontaktów, nigdy nie zauważyłem, by się w jakikolwiek sposób wywyższał. Nigdy też nikt mi się na niego nie skarżył, nawet anonimowo. Pragnę tylko zauważyć, że żadna kontrola nie wykazała złego działania Piotra Głowackiego. Nawet ta ostania, która kontrolowała budowę „delfinka”. Każdy ma jednak prawo do własnych ocen.

 

 Ostanie zdanie z maila:

 „(…) Ludzie oczekiwali igrzysk, ale Mazulewicz zamiast lwów wypuścił koty”.

Pozwolę sobie zauważyć, że lew zwany jest „królem zwierząt”. Nie godzi się więc tego szlachetnego ssaka mięsożernego wyprowadzać na łowy na drobnicę, np. mysz szarą. Od tego są koty. Lubią one zresztą bawić się ofiarą dopóki jej nie zamęczą. Ot, taki objaw niewielkiego kociego sadyzmu. I  niee muszą być to zaraz Behemtoy.

piątek, 23 listopada 2018

Samorządowe układanki


W gminie rozdano nieomal wszystkie samorządowe karty. Kolka zostało jeszcze nieodkrytych, ale ich odkrycie nastąpi 30 listopada podczas 2. sesji Rady Miejskiej.

W programie obrad znajduje się punkt dotyczący obsady komisji skarg, wniosków i petycji oraz komisję rewizyjną. Pierwsza z komisji jest nowym ciałem, które powstało na skutek nowelizacji ustawy o samorządzie gminnym ze stycznia br. W zakres jej kompetencji będzie wchodziło rozpatrywanie skarg na działalność burmistrza oraz jednostek organizacyjnych gminy. Do niej kierowane będą wszystkie żale mieszkańców. W jej skład wchodzili będą radni ze wszystkich klubów. Zgodnie z zapisami ustawy jej członkami nie mogą być radni będący przewodniczącym rady oraz jego zastępcy. Według nowy nowych przepisów klub radnych może utworzyć 3 radnych (wcześniej 2).

Komisja rewizyjna jest ciałem już znanym. W jej skład wchodzą radni, w tym przedstawiciele wszystkich klubów, z wyjątkiem radnych pełniących funkcje (przewodniczący i wiceprzewodniczący Rady Miejskiej). Opiniuje wykonanie budżetu gminy i występuje z wnioskiem do rady gminy w sprawie udzielenia lub nieudzielenia absolutorium burmistrzowi. Wniosek w sprawie absolutorium podlega zaopiniowaniu przez regionalną izbę obrachunkową. Wykonuje również inne zadania zlecone przez radę w zakresie kontroli.

Dobrym obyczajem jest takie ukształtowanie składu komisji rewizyjnej, bo większość w niej miała opozycja. W końcu główną rolą tej komisji jest patrzenie władzy na ręce. Jak będzie w komisji rewizyjnej naszej Rady zobaczymy 30 listopada.



30listopada na porządku obrad znajdzie się także uchwała dotycząca wynagrodzenia burmistrza. Dotąd – wg uzasadnienia załączonego do projektu uchwały – szefowa naszej gminy miała wynagrodzenie łączne w wysokości 10.620 zł. Ta kwota obowiązywała od lipca br. (wcześniej zarobki szefowej gminy wynosiły łącznie 11.900 z wszystkimi przewidzianymi prawem dodatkami (specjalnym, funkcyjnym i za wieloletnią pracę).

 Dokonany również zostanie wybór wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej. Dotychczasowy wice przewodniczący, tajemniczy niczym Sfinks Zygmunt Iciek, nieprzenikniony jak angielska mgła, kochający wszystko co się napatoczy, byle było urodziwe, jest mocnym kandydatem do tej funkcji, którą pełni już od czasów niepamiętnych a może i dłużej. Podobno chce przebić trwając na tej funkcji wiecznego premiera PRL J. Cyrankiewicza. Ale by to się spełniło musi jeszcze nasz drogi wiceprzewodniczący trochę włosów stracić. Ana to trzeba czasu czyli kolejnych kadencji.

Ludzie w głowę zachodzą kto też może zostać zastępcą szefowej gminy. Padają różne nazwiska. Tak różne, że aż niewiarygodne. Niektórzy twierdzą, że żaden zastępca nie jest potrzebny i wskazują nie kompletną nieużyteczność byłego(na szczęście) zastępcy Andrzeja Rogali. Inni z kolei obstawiają na giełdzie nazwisk osobę… tegoż Zygmunta Icieka. No, nie wiem, nie wiem, czy garnitur wiceburmistrza dla szanownego doktora nie za ciasny aby? Postać to – pod względem intelektualnym – wielkogabarytowa i rzeczywiście garniturek „wicka” może być ociupinę za zbyt krępy. No i horyzonty poznawcze w ewentualnym nowym miejscu pracy nie tak ciekawe. Co tam widać z gabinetu „wicka”? Wciąż to samo! A w gabinecie doktora? Co klient, to inny widok.



Poważnym kandydatem jest naczelnik wydziału realizacji inwestycji Piotr Głowacki, który pracuje w naszym urzędzie od 2008 r. Ma prezencję – ale co najważniejsze – dobrze umeblowaną głowę. Jak on wytrzymał z szefową gminy tyle lat i ona z nim, to ma człowiek charakter. I kompetencje, co jest najważniejsze. Inteligentny, otwarty na współpracę, cierpliwy, bez stwarzania sztucznego dystansu w rozmowie, konkretny, nie leje wody i nie mówi urzędniczym żargonem. Ale jak tam będzie, to czas pokaże.



Co prawda na tym miałem zakończyć post, ale nagabywany jestem o powiat. No cóż tu można powiedzieć? Przywiązujecie Państwo nadmierną wagę do tej mocno podupadłej instytucji. Co ona może? Nic, bo kasy nie ma. A jak nie ma kasy, to władza jest tylko jej pozorem. Kto sprawuje władzę w starostwie? Szrotowi politycy. „Zalety” starosty znamy, byłego wiceburmistrza też, członek zarządu powiatu przez ubiegłe 4. lata głosu z siebie nie wydał. Gdyby nie to, że siedział a stołem prezydialnym, to nikt by nie wiedział, że istnieje. Ja wiem, że to żenada, ale nie przesadzajmy. Gdzie miałby pracować obecny starosta, politolog z wykształcenia? No, załóżmy (o co trudno), że sprawdziłby się na kasie w „Netto” czy „Biedronce”. Ale kredyty (jakieś 400 tys.) z tej pracy trudno spłacać. Sami Państwo przyznacie. A żyć trzeba! Zresztą, on już większych szkód nie narobi niż już nam narobił. No to niech tam sobie siedzi, niech myśli, że coś znaczy, niech tam mu co miesiąc na konto pensja wpływa. Mi osobiście jego osoba bardzo niskim kalafiorem polatuje. Chciał radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki „kumpla” na starostę, to ma. I jest cały happy. Pozwólmy radnemu „Bananowi” też być szczęśliwym. Co prawda ujawnił się – ale dopiero po wyborach – tkwiący w nim „wieprzowy gen”, ale nie było to dla mnie żadną niespodzianką. Po trupach do celu! Muszą Państwo jednak wiedzieć o jednym. Gdy tenże „Banan” daje słowo swojego „honoru”, to już kombinuje, jak tu zrobić Państwa w konia. Im bardziej jest przymilny, potakujący, gotów do usług, to już kombinuje, jak by tu Państwa „wydymać”. On swoje „słowo honoru” pojmuje na kształt kupy obornika, który w dowolnym momencie można przerzucić dla własnej korzyści. No, taka jego uroda. No, ale niech się bawi w radnego, bo przed wyborami z pampersem chodził obfajdany cały, że go nie wybiorą. Teraz ma czas i może zajmie się pralnią samochodów przy ulicy Kościuszki, która krew ludziom zacnym tam psuje. Z dobroci swojego serca pomogę i mieszkańcom skarżącym się na ten interes i „Bananowi” rozwiązać ten coraz bardziej palący i śmierdzący często problem.



Pamiętajmy więc, że starostwo powiatowe stanowi tylko imitację, nieudolną atrapę tej instytucji. A już dokonany wybór władz jest gwarancją utrzymania owego ersatzu w tej instytucji.

piątek, 19 października 2018

Z ostatniej chwili!


Po raz drugi staję w wyborcze szranki. Startując z okręgu nr 2 nie ozdobiłem go swoimi banerami, nie zaśmieciłem klatek schodowych ulotkami z wyborczymi obietnicami, nie niepokoiłem Państwa niepożądanymi wizytami w domowych pieleszach. To z szacunku dla Państwa inteligencji. Kitu wciskał nie będę.

Co ja mogę Państwu obiecać? To, że jak do mnie raczycie się w swojej łaskawości zwrócić z prośbą o pomoc, to ja spróbuję pomóc. Żaden radny nie jest wszechmocny. Może być tylko bardziej lub mniej skuteczny. A przede wszystkim, że będę radnym dociekliwym, co leży w mojej naturze.

Podczas niespełna 2 lat bycia radnym trochę górowian (i nie tylko) zwracało się do mnie o interwencję. Dotyczyły one różnych spraw. W efekcie często sekretarz naszej gminy – Tadeusz Otto - znajdował się na pierwszej linii frontu i miał dodatkowe zajęcie. I udawało się te sprawy załatwić. Dziękuję Panie Tadeuszu. Nie inaczej było w przypadku obecnej burmistrz. I też za to Pani burmistrz dziękuję, chociaż wiem, że nie jestem z Pani „bajki”.

To, czy zostanę radnym zależy tylko od Państwa. Aby nie być od nikogo zależnym założyłem własny komitet wyborczy, by nie świecić oczami za innych radnych. Nie być od kogoś zależnym, to powód główny. Podobnie jak ja, uczyniło jeszcze dwóch młodych kandydatów: Przemek Mucha i Bartek Czyż. Trzech kandydatów niezależnych, kandydatów którzy nie są powiązani z UMiG i nic od niego nie potrzebują. Szkoda, że tak mało. Znam tych kandydatów i sądzę, że warci są Państwa głosów. I ja, i oni chcą być zależni tylko od swoich wyborców.

Osobiście ze zdziwieniem patrzę na kandydatów, którzy powiązani są jakimiś więzami z gminą. Górowianie się dziwią, jak można być radnym niezależnym, gdy pobory i etat zależne są od gminy? I pytają: to im jeszcze mało?!

Czy będę radnym – lub jak lubicie mówić – „bezradnym” zależy od Państwa aktywności. Radny skuteczny, to radny który cieszy się namacalny ;poparciem górowian. Mnie Państwo znacie. Osobiście, z bloga, z widzenia lub słyszenia. Jestem jaki jestem. Nie mam drugiego oblicza.

Zachęcam Państwa do udziału w wyborach, które są dla nas wszystkich najważniejsze. One powinny być tak Państwu bliskie, jak „koszula ciału”. To w niedzielę zadecydujemy o swojej przyszłości na najbliższe 5 lat. Nie wmawiajmy sobie, że nic od nas nie zależy. W tą niedzielę najwięcej.

Działajmy a nie narzekajmy


Widziałem rozkład. Zgoda. Tragedia! A gdzie ja twierdziłem, że komunikacja publiczna jest niepotrzebna? Dziecka w brzuch proszę mi nie wkładać! Nie raz pisałem, że starsi i niezamożni ludzie, likwidacji szpitala, będą mieli cholerne problemy z dotarciem do szpitala. Proszę to sobie sprawdzić na blogu.

Tyle, że oskarżanie mnie o to i zdejmowanie odpowiedzialności z „sitwy partyjnej” mija się z celem. Kto jest autorem nowelizacji cytowanej przeze mnie ustawy? Nowelizacja pochodzi ze stycznia 2017 r. Czy radny ma wpływ na treść nowelizacji ustawy? Najwyraźniej ci, którzy ją nowelizowali nie znają rzeczywistości, którą zna Pani i ja. Gdyby znali, to znowelizowaliby ją pod tym kątem, o jakim Pani pisze. Wszak mają swoich ministrów, wojewodów, TVPiS, Trybunał Konstytucyjny,. Stadniny, Misiewiczów itp.



I jedna jeszcze rzecz. Ja wiem, że na szczątkową komunikację publiczną wszyscy narzekają. Piękne jest określenie „Powolne Kręcenie Smutku”, ale kto ma wpływ na jakość taboru? Skoro autobusy kursują, to znaczy, że przeszły badania techniczne. Ja mam negować ich prędkość i stan techniczny na drogach? Bądźmy przytomni!



Inna rzecz jest taka, że problem społeczeństwu jest znany, wszyscy klną na taki stan rzeczy, ale złorzeczą po cichu. A jak uczy mnie wieloletnie doświadczenie, to tylko pod społeczną presją można coś zmienić. Politycy najchętniej zmieniają to, co im pasuje. A ponieważ swoje szanowne ciała wożą służbowymi samochodami, to znoju i trudu ludzi prostych nie znają. Pisze Pani, że mnie wożą. Owszem, jak mają sprawę do załatwienia. Własną sprawę, żeby było dokładniej. Jak ja mam sprawę do załatwienia, to zazwyczaj są tak zajęci, że szczęka opada. Ostatnio miałem pojechać na film. Bilet jest, chęć jest, obietnica podwiezienia jest. A obiecanego samochodu nie ma. Proza życia. Powiem Pani: lekko nie ma. I nigdy nie było.

I na koniec. Nie jest to dla mnie temat do kpin. Wiem, że ludzie nie tylko przez brak połączeń mieli problemy z pracą, ale też z terminowym dojazdem do Powiatowego Urzędu Pracy. Te fakty są mi znane, bo świata nie oglądam zza szyb samochodu. Ja go codziennie doświadczam na własnej skórze.

Wiem, że najłatwiej jest mieć pretensje. Ale czy Pani i współpasażerowie Piekielnego Kręcenia Smutku zrobiliście coś w tej sprawie? Interweniowaliście? Pismo stworzyli w tej sprawie? A że do problemu nie podszedłem na zasadzie robienia sobie podśmiechujków jak Pani na wyrost raczyła zauważyć, dołączam poniższe zdjęcie z przystanku na Głogowskiej. 
Załączam gorące pozdrowienia i liczę (naiwnie?) na Pani i współpasażerów inicjatywę, którą wesprę. Sam, to ja sobie mogę dupę (za przeproszeniem) podetrzeć w tej sprawie.

Pytania i odpowiedzi


W odpowiedzi na Pana list stwierdzam, iż:

1.      O postępowaniu radnego Szczerby i radnej Jabłońskiej pisałem wcześniej  na swoim blogu. Chyba nie ma Pan wątpliwości, jaki mam stosunek do takiego postępowania? Powtórzę za Zygmuntem Augustem: „Nie jestem królem waszych sumień.” Ocenę pozostawiam wyborcom, który w niedzielę będą mieli okazję okazać takiej postawie swą aprobatę lub dezaprobatę. W tej kwestii pozwolę sobie na taką uwagę, iż oboje ww. radnych startowało do Rady Miejskiej z listy kandydatki na burmistrza Teresy Frączkiewicz. Tak, że dla kandydatki umieszczenie ich na swojej liście okazało się mało fortunne. Może nie umie dobierać sobie właściwych ludzi?

2.      Co do mieszkania. Owszem, dostałem mieszkanie, ale nie od burmistrzowej (nie jest przecież developerem), ale od gminy. Było to jeszcze grubo przed tym nim zostałem radnym. Nie wiem czy Pan wie, ale chorowałem. Jeżeli Pan sądzi, że burmistrz mnie tym kupiła, to ma Pan prawo do takiej oceny. Ale jak Pan się wczyta w mojego bloga, to nabierze Pan wątpliwości. No, chyba że należy Pan do tych, którzy żałują, że nie „odwaliłem kity”. Przepraszam, że w tym przypadku rozczarowałem. Przypomnę tylko, że w wyborach uzupełniających startowałem przeciw kandydatowi burmistrz Ireny Krzyszkiewicz. 

3.      Burmistrz Irena Krzyszkiewicz nie jest „lokomotywą” list wyborczych do Rady Powiatu z bardzo prozaicznego powodu: znowelizowane prawo wyborcze do samorządu na to nie pozwala. Tak więc dalsze wynurzenia Pana listu są pozbawione sensu. Gdybym był człowiekiem wierzącym w spiskową teorię dziejów, to powiedziałbym, że są to insynuacje mające na celu zdyskredytować kandydatkę. Kiedyś puszczono plotę, że Irena Krzyszkiewicz wybudowała dom w Lesznie. Proszę, niech Pan nie opowiada bzdur. Choćby z szacunku dla samego siebie.

Życzę zdrowia i trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. Dziękuję za korespondencję. Zawsze do usług.

Otwarto pożyteczną rzecz

Wczoraj miałem okazję uczestniczyć  w otwarciu budynku po byłym już internacie. Uroczystość podniosła nie była i fajnie, bo od lat szkolnych nie cierpię zadęcia, czczych mów i peanów na i ku czci. Wnętrze budynku robi wrażenie. Z ruiny zrobiono rzecz fajną i pożyteczną. Burmistrz podziękowała autorom kapitalnego remontu i tym wszystkim, którzy do powstania nowej placówki w górowskim krajobrazie się przyczynili. Przemawiał najsłabszy „starosta” w historii wskrzeszonego powiatu, ale jego słowa były jak zwykle banalne i nic nie znaczące, jak on sam. Słyszałem, że startuje z okręgu nr 15 do Rady Miejskiej. Tak więc wyborcy z tego kręgu mają niepowtarzalną szansę, by wyrazić mu swoją "wdzięczność" za brak szpitala. W uroczystości brał udział również jego zastępca, ale on u nas nie startuje. On chce uszczęśliwić, jako burmistrz gminę Wąsosz. Mieszkańcom tej sympatycznej gminy już z góry składam szczere wyrazy współczucia, gdyby do tego tragicznego w skutkach nieszczęścia miało dojść. Ale myślę, że rozum zwycięży!

Jak zwykle ojców sukcesu w przywróceniu do świetności tego budynku było wielu. Kilku radnym przypomniało się jednak, że aspirujący do roli dobroczyńcy radny Bronisław Barna był przeciw przejęciu budynku, gdyż twierdził wówczas, że gminy na to nie stać. I przypomniano to publicznie radnemu Bronisławie Baranie. „Kiedy?! Ja?!” – pytał spłoszony. „No co pan, panie Bronku nie pamięta? Na posiedzeniu komisji!” – brzmiała drwiąca odpowiedź. Gdy spytałem o to stojącego koło mnie radnego Wacława Grzebielucha, który był świadkiem tego wydarzenia, usłyszałem potwierdzenie. I muszę Państwu powiedzieć, że radny Bronisław Barna jakoś tak skurczył się w sobie, zapadł, zamilkł, usiadł na krześle i niepostrzeżenie wybył z budynku. Po angielsku, bez pożegnania. Nikt po nim nie szlochał, łzy w oczach się nikomu nie kręciły, tęsknoty także nikt nie okazał.

Na uroczystość przybył również zapomniany już nieco – słusznie! – Ryszard Górski. Niegdyś sam siebie nazywał „żołnierzem Schetyny”. Obecnie kandyduje do Rady Miejskiej z poparciem PiS. Można rzec: żołnierz zaciężny lub najemnik. Zauważyłem, że jakoś do tegoż kandydata nikt nie lgnie. Siedział sam, niczym „Tomcio Paluch”. Sądziłem, że może przemówi, ale tego popołudnia najwyraźniej zdolności krasomówcze kandydata opuściły.  Jakiż żal! Mielibyśmy ubaw!

Proszę sobie wyobrazić, że nie rozmawiano o zbliżających się wyborach. Tak, jakby nie zbliżały się milowymi krokami. Skupiono się raczej na wyrażaniu swoich wrażeń dotyczących wyremontowanego budynku. Wszyscy byli pod wrażeniem obiektu i pięknego otoczenia. Zachowano piękny drzewostan, urządzono park, w którym znalazło się miejsce na altankę, ławeczki. Ogólną ciekawość budziła kamienna figura, która mi osobiście przypominała zastygłą w zadumie postać. Fantastycznie wygląda odnowiony budynek gospodarczy, w którym na I piętrze urządzono stylową świetlicę.

Burmistrz poinformowała mnie, iż gmina ogłosiła przetarg na wykonanie ulicy Bukowej, o której fatalnym stanie pisałem niegdyś w poście: „Ulica czerwonej burżuazji”. Może się uda i znajdzie się wykonawca dla tej inwestycji. Z wykonawcami obecnie w całym kraju jest cienko. Uprzedzając idiotyczne pytania stwierdzam, że nie jest to mój okręg wyborczy. Moje zainteresowanie tą ulicą wynikało tyko z faktu, że mieszkają tam górowianie. I tylko to się dla mnie liczy.