czwartek, 22 lutego 2018

Okruchy ze statystycznego menu

Garść danych statystycznych za rok 2016, które opublikował GUS da Państwu obraz sytuacji, w jakiej się znajdujemy i być może położy kres wielu nieścisłym informacjom. Nowszych danych nie ma, bo GUS dane za rok 2017 poda (tradycyjnie) w grudniu 2018 r.

W roku 2016 na terenie naszego powiatu zawarto 165 bezgranicznie (już przeszło?) szczęśliwych małżeństw. Najwięcej zakochanych i zaczadzonych wstąpiło w związek w gminie Góra – 84, w tym mieszkańcy naszego miasta zawarli 52 związki małżeńskie, po których zapewne sobie dużo obiecują (ale tak początkowo jest zawsze). W gminie Wąsosz zawarto 39 małżeństw, w tym 11 ślubów zawarli mieszkańcy Wąsosza. Gmina Niechlów postarała się o 28 związków małżeńskich a zakochani z gminy Jemielno – 14.

Jak Państwo wiedzą, jak spotka się mężczyzna z kobietą, to „coś” może z tego wyniknąć (ale nie zawsze!). I tak mieliśmy w 2016 r. w powiecie 320 żywych urodzeń. W Górze „coś” spowodowało narodziny 82 dzieci, w całej gminie Góra - 86. „Coś” też zadziałało również w gminie Wąsosz. Tam w mieście narodziło się 21 dzieciaków a w gminie 47. W Niechlowie na skutek zbiegu wielu szczęśliwych/nieszczęśliwych (właściwe podkreślić) zdarzeń i zderzeń nasz doczesny świat ujrzało 51 maleństw. W gminie Jemielno świat ujrzało – ku niewysłowionemu szczęściu rodziców, jak mniemam – 14 nowych istot ludzkich.

Bywa też tak, że niektórzy – najczęściej wbrew swojej woli, ale niedostatecznie silnej – opuszczają nas. W 2016 r. statystyka odnotowała w całym powicie 384 odejścia. Ze względu na liczebność naszej gminy, emigrujących w zaświaty było z naszego terenu najwięcej – 195. Większość – 114 definitywnych emigrantów - było mieszkańcami naszego miasta. W gminie Wąsosz ten ruch ludności też nie umknął uwadze statystyków, którzy odnotowali 98 już byłych mieszkańców tej gminy, w tym 31 mieszczan. Pagórkowate tereny gminy Jemielno opuściło 47 mieszkańców a w gminie Niechlów można było przeczytać 44 klepsydry.

Współczynnik bezpowrotnych odejść dla naszego powiatu wynosił w roku 2016: 10,7/1000 ludności. Najwyższy był w gminie Jemielno, gdzie wynosił 15,0/1000 ludności. Drugą gminą pod tym względem była gmina Wąsosz: 13,4/1000 ludności (w mieście wyniósł 11,2/1000 ludności. Trzecią pozycję w ilości uczestników niebiańskiej turystyki zajmuje nasza gmina ze współczynnikiem 9.6/1000 ludności. Dla miejscowości wiejskich współczynnik ten wynosi 9,4/1000 ludności. Wyraźną niechęć do jakichkolwiek emigracji, pożegnań, uprawiania turystyki do miejsc kompletnie nieznanych wykazują mieszkańcy gminy Niechlów, która ma współczynnik bezpowrotnych odejść w wysokości 8,8/1000 ludności.

W 2016 r. powiat odnotował ujemny przyrost naturalny, który wyniósł -1,8 /1000 mieszkańców. Wyludniały się gminy: Góra: , nasze miasto (-1,3/1000 mieszkańców), miasto Góra: -2,6/1000 mieszkańców, gmina Wąsosz: -4,1/1000 mieszkańców, miasto Wąsosz: -3,6/1000 mieszkańców, gmina Jemielno: -4,5/1000 mieszkańców. Tylko w gminie Niechlów był dodatni przyrost naturalny, który wyniósł w 2016 r. 1,4/1000 ludności. Być może należy wiązać ten fakt z dużą ilością gniazd bocianich znajdujących na terenie tej gminy.
C.d.n.

Powiat liderem Dolnego Śląska

Źródło: DWUP we Wrocławiu

Na koniec stycznia 2018 r. bezrobocie na terenie naszego powiatu dotykało 1893 osób (1069 kobiet). W grudniu 2017 r. PUP odnotował 1816 bezrobotnych (1052 kobiety). Prawo do zasiłku miało 304 bezrobotnych. W styczniu br. zarejestrowano w PUP 253 bezrobotnych, których 215 wcześniej pracowało a 38 jeszcze nie pracowało. Aż 90 zarejestrowanych w miesiącu styczniu bezrobotnych nie posiada żadnych kwalifikacji zawodowych a 61 doświadczenia zawodowego. Większość bezrobotnych stanowią mieszkańcy miejscowości wiejskich – 1221 (668 kobiet).

PUP w swoich statystykach wyszczególnia osoby będące: „w szczególnej sytuacji na rynku pracy”, których mamy 1652 (965 kobiet). Zalicza się do nich:
- bezrobotny do 30. roku życia: 531 (341 kobiet),
- bezrobotny długotrwale (osoba, która w okresie ostatnich dwóch lat pozostawała w rejestrze powiatowego urzędu pracy przez minimum 12 miesięcy): 1044 (656 kobiet),
- bezrobotny powyżej 50. roku życia: 435 (180 kobiet),
- bezrobotny korzystający ze świadczeń pomocy społecznej: 275 (157 kobiet),
- bezrobotny posiadający co najmniej jedno dziecko do 6. roku życia lub co najmniej jedno dziecko niepełnosprawne do 18. roku życia: 413 (338 kobiet),
- bezrobotny niepełnosprawny: 115 (38 kobiet).

Osobie będącej w szczególnej sytuacji na rynku pracy przysługuje, zgodnie z Ustawą o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy (art. 49), pierwszeństwo w skierowaniu do udziału w programach specjalnych.

W styczniu pracę podjęło 104 bezrobotnych, w tym 51 kobiet. Aż 95 osób podjęło pracę niesubsydiowaną (zatrudnienie podejmowane w ramach robót publicznych bądź prac interwencyjnych). Z rejestru PUP w styczniu wykreślono 37 osób (16 kobiet), które nie potwierdziły gotowości do podjęcia pracy.

W ramach aktywnych form przeciwdziałania bezrobociu przy pracach interwencyjnych zatrudnionych było 60 osób (32 kobiety); przy pracach publicznych 13 osób (10 kobiet); staż odbywało 114 osób (88 kobiet).

W styczniu PUP dysponował 112 ofertami pracy: 57 ofert dotyczyło pracy subsydiowanej, 14 miejsc pracy pochodziło z sektora publicznego a 50 miejsc pracy miało charakter sezonowy.

Na koniec stycznia 2018 r. z terenu gminy Góra zarejestrowanych było 1034 osób (581 kobiet). Na koniec grudnia 2017 r. liczba bezrobotnych wynosiła 1003 osoby (572 kobiety). Prawo do zasiłku miało 160 osób (91 kobiet). Z miejscowości wiejskich pochodziło 494 bezrobotnych (279 kobiet). W tym okresie PUP zarejestrował 140 bezrobotnych z naszej gminy (52 kobiety), z których 121 pracowało wcześniej, 19 niepracujących oraz 3 zwolnione z przyczyn leżących po stronie zakładu pracy.

W gminie Wąsosz było w styczniu 391 bezrobotnych (222 kobiety); prawo do zasiłku miało 74 bezrobotnych (37 kobiet). Miesiąc wcześniej gmina Wąsosz miała 363 bezrobotnych (220 kobiet). W styczniu z terenu gminy Wąsosz zarejestrowano w PUP 59 bezrobotnych (27 kobiet). Spośród liczby zarejestrowanych bezrobotnych 47 (22 kobiety) pracowały wcześniej. Z miejscowości wiejskich pochodziło 259 bezrobotnych a z miasta Wąsosz – 132.

Na koniec stycznia PUP odnotował 270 (155 kobiet) bezrobotnych z terenu gminy Niechlów, z których 48 (23 kobiety) posiadało prawo do zasiłku. W grudniu 2017 r. było ich 263 (155 kobiet). W miesiącu sprawozdawczym z terenu tej gminy zarejestrowano 31 bezrobotnych (11 kobiet). Wśród nowo zarejestrowanych bezrobotnych 27 wcześniej pracowało a 4 w kartotekach PUP znalazło się po raz pierwszy.


W gminie Jemielno w końcu stycznia br. było zarejestrowanych 190 bezrobotnych (112 kobiet); prawo do zasiłku przysługiwało 22 bezrobotnym (11 kobietom). W ostatnim miesiącu ub. roku z terenu tej gminy pochodziło 187 bezrobotnych (105 kobiet). W styczniu zarejestrowano 24 (13 kobiet) bezrobotnych z tej gminy, z których 21 pracowało wcześniej a 3 trafiło do PUP po raz pierwszy.

Zapomniany reportaż V

„Widok to w ogóle zdumiewający: trzej chłopcy noszą autentyczne beatelsowskie fryzury; najbardziej długowłosy jest Wasilewski; a dwaj następni też mili długi włos, ale już dali się postrzyc. Kujawiacek, obereczek, proszę państwa, w wykonaniu długowłosych. Signum temporis. A pani Marysia, instruktorka, lamentuje: Jak on tańczą ci chłopcy! Niedźwiedzie, niezgrabiasze… Z dziewczynkami łatwiej – lżejsze, poręczniejsze, czują rytm.

- Kochasiu, nie tą nogą, uważaj!

Ze szkolną młodzieżą inaczej. Zdyscyplinowani, chętni, wychowawca wpadnie na próbę, popatrzy. Zrugać można przyzwoicie, a tu, do nich…

- Dziecinko, główka w górze!

…a tu do nich trzeba anielskiej łagodności. Żeby nie urazić, nie dotknąć, bo na drugi raz nie przyjdzie i co? Nie ma zespołu. Ja już bym to dawno rzuciła, mam pracę zawodową, dom, dosyć zajęć, ale pan kierownik prosi i prosi, powiada, że już są wyniki, żeby się nie zniechęcać.

- No dzieci, teraz przerwa, a potem wiązanka śląskich.

Bo to pana Minty zasługa, że oni tu tańczą, ci bitelsi i te opnij – pupki, a nie włóczą się po Górze chuliganiąc… A jak ich trudno skłonić do ludowego tańca! Wiadomo, czego by chcieli: mocnego uderzenia. Ja się nawet zastanawiam, dlaczego oni mimo wszystko tańczą pod kapelę. Może scena tak ciągnie? Może te nasze wyjazdy na wieś, gdzie oni wszyscy są <prawdziwi artyści?>

W 1955 r. przy Powiatowym Domu Kultury powstał zespół pieśni i tańca (nie wiadomo czy i jaką miał nazwę). Na scenie górowskiego PDK – u zadebiutował 22 lipca 1955 r. Wówczas – od 1945 r. do 1990 r.) dzień ten był świętowany jak kraj długi i szeroki, jako Narodowe Święto Odrodzenia Polski. W skład zespołu wchodził: 50 osobowy chór, 5 osobowa kapela ludowa, 24 osobowy zespół taneczny. Kierownikiem całości był Jan Minta, instruktorem muzyki i śpiewu – Tadeusz Hirsz, zespołem tanecznym zajmowała się wspomniana w reportażu Maria Butkiewicz. W rejonowych eliminacjach w Katowicach (1958 r.) zespół muzyki i tańca zajął I miejsce. To pozwoliło mu wziąć udział w Ogólnopolskim Przeglądzie Zespołów Tanecznych (1958 r.) w Warszawie, gdzie zajął III miejsce. W 1962 r. zespół wystąpił na Centralnych Dożynkach w Warszawie (stadion 10 – lecia). Połowa lat 60 – ych przynosi regres zespołu. Wykrusza się z szeregów zespołu młodzież pracująca. Sięgnięto po uczniów szkół podstawowych, ale bez większego rezultatu. Wraz z upływem czasu aktywność zespołu malała. W 1967 r. pozostał już tylko – opisywany w reportażu – niewielki zespół taneczny. Zachowało się kilka nazwisk członków zespołu (z zachowanych materiałów trudno poznać płeć): H. Krac, J. Poniecka, D. Sajduk (Sajdak?), H. Kortylak, M. Olszewska, Solska (brak imienia), T. Kołodziej.

Po próbie, późnym wieczorem, zapraszam tę całą młodzież na małą bezimienną ankietkę. Co się za twojej pamięci zmieniło w Górze?, Jakie zmiany chciałbyś widzieć w miasteczku?, Czy zamierzać tu pozostać na stałe?

Udaremniam, jak mogę, wszelkie narady i konsultacje; niech każdy pisze na własny rachunek; częściowo to się udaje, a i tak te niesprawne, długo spisywane choć krótkie wypowiedzi – są prawie bliźniacze.

18 kartek. Co się zmieniło?

Wiele rzeczy. Znikły na rynku ruiny starego kościoła ewangelickiego, a powstała fontanna. No i na ulicy 1 – Maja wyrosły dwa ogromne wierzchowce (!). Szkoła Tysiąclecia i powstała ZSZ. Wiele placówek handlowych. Kawiarnia Fafik była bardzo nieszczęśliwa. Dwa razy się waliła, no ale jeszcze istnieje. (Uczennica, lat 16).

Przede wszystkim rozwój budownictwa mieszkaniowego. Rozbudowano cukrownię, powiększono cmentarz, zawaliła się część kościoła, zlikwidowano ruiny w mieście i w okolicy, zbudowano nową szkołę Tysiąclecia, dworzec autobusowy, urządzono pomieszczenia w PDK dla ciemni fotograficznej, urządzono stadion sportowy, boisko do tenisa i siatkówki, szereg klombów i trawników, ogródek jordanowski, zbudowano kilka nowych sklepów, zasadzono drzewka przy drogach, oświetlono ulice (zlikwidowano oświetlenie gazowe), oznakowano zabytki historyczne. (Chłopiec, lat 18, ślusarz).

W naszej Górze bardzo się zmieniło to, że zaczęła się budowa fontanny. I będzie przyjemniej, gdy zbudują tę fontannę. Posadzili nawet kwietniki, których dotychczas nie było… (Chłopiec, lat 19, pracownik fizyczny).

Zanotujmy: w szesnastu na osiemnaście głosów powtarza się ten rynek z budowaną właśnie (na 22 lipca) fontanną, powtarzają się klomby, oświetlenia i – Fafik. Prawie zawsze ukłon wobec PDK i wieczorków dla młodzieży; raz uogólnienie: Życie kulturalne w ostatnim okresie (1966 – 67) się zmienia, chociaż jest jeszcze bardzo mizerne (w powijakach). Przyczyną tego jest chyba położenie Góry w województwie na jego krańcu.

Zmiany, które chciałoby się widzieć?

Chciałbym, żeby Góra awansowała do rangi miast tego typu, co Świdnica. Przebudowa miasta na nowoczesne. Rozwój przemysłu. Zaangażowanie młodzieży do życia w tym mieście. Z życia kulturalnego zielone światło dla wszystkich młodych. Podać pomocną dłoń wszystkim znudzonym życiem. (Lat 21, pracownik umysłowy).

Żeby wraz z rozbudową Góry budowano więcej klubów. Żeby był basen kąpielowy… Zmiana postępowania władz górowskich w stosunku do młodzieży. (Elektryk, lat 18).

… również zmiana postępowania w stosunku do młodzieży. (Magazynier, lat 18).

Przede wszystkim chciałbym, żeby było więcej klubów młodzieżowych. Żeby został wybudowany basen kąpielowy. No i żeby zmienił się w niektórych wypadkach stosunek Milicji do nas. (Rymarz – tapicer, lat 18).

Chciałabym bardzo, aby powstała niewielka kawiarenka bezalkoholowa i żeby była wyłącznie dla młodzieży… Chociaż nie jestem za chłopcami, ale chciałabym, żeby było ich trochę więcej – ładnych bitelsów o bujnych czuprynach. (Uczennica, lat 17).

… Obiecano nam basen, na który wszyscy mieszkańcy wpłacali składki, niestety obiecanki nie spełniły się. Mało jeszcze dbają o młodzież, nie mamy żadnej klubo – kawiarni, gdzie moglibyśmy zbierać się sami. Za mało urządzają wieczorków dla młodzieży, w niedzielę można się zanudzić na śmierć, prócz kina nie ma nic, a w kinie… (Pracownik fizyczny, lat 19).

… więcej miejsc, gdzie by można przebywać w wolnych chwilach. Od dawna marzę, żeby tu powstał basen, a w zimie sztuczne lodowisko. (Uczennica, lat 17).

… chciałbym, by w mieście powstał przemysł, żeby można było znaleźć zatrudnienie w obranym przez siebie kierunku. (Uczennica, lat 16).

… chciałbym, aby więcej interesowano się młodzieżą pracującą. (Ślusarz, lat 19).

Powinno być wiele placówek sportowych, więcej rozrywek dla młodzieży szkolnej, no i parę osób z władzy powinno być trochę wyrozumiałych. (Uczennica, lat 16).

Niech miasto upodobni się chociaż w części do miast nieco lepszych pod względem możliwości pracy, wyżycia na polu kultury. Wprowadzić w PDK dział radiowy (Klub Polskiego Związku Krótkofalowego). Zwiększyć zaopatrzenie sklepów w artykuły przemysłowe (gospodarcze i elektrotechniczne). Zbudować zakład, w którym znalazłbym zatrudnienie. Wiele osób obecnie dojeżdża do pracy. (Uczeń, lat 18).

Mam żal do ojców miasta, że nie dopilnowują, aby remont naszego kina był zakończony prędzej. Teraz kino zajęło nam salę w PDK i nie możemy ćwiczyć… (Ślusarz, lat 18).

Więc tak: na osiemnastu kartkach jest basen, na siedemnastu – bujniejsze życie kulturalne, na siedmiu – stosunek władz (bądź Milicji) do młodzieży.

Czy zamierzają, czy c h c ą żyć w Górze?

10 razy tak (Gdyby te zmiany zaszły, to tak, Chyba tak) i 8 razy nie (w tym jedna dziewczyna).

Wymieniane w ankiecie pragnienie wybudowania basenu od 19.12.1962 r. było na etapie pozyskiwania środków na budowę. To właśnie tego dnia powołano społeczny komitet budowy basenu. Postanowiono wówczas, że każdy zatrudniony na terenie gminy będzie odprowadzał ze swojej wypłaty brutto 0,5% miesięcznie. Ponadto wypuszczono 200 tys. „cegiełek”, których sprzedaż miała zasilić konto budowy basenu. Pierwszy blok przy ówczesnej ul. 1 – Maja został oddany do użytku w grudniu 1966 r. Oficjalnie nowo powstałe bloki nosiły nazwę Osiedla B. Chrobrego. Nazwa ta zanikła w połowie lat 70 – ych. Wspomniane zawalenie się kościoła św. Katarzyny miało miejsce 17.12.1963 r. Miało to miejsce podczas mszy porannej, którą koncelebrował ks. Stanisław Pająk. Wiernych tego fatalnego poranka spowiadał ks. Bogdan Czemplik. Nieistniejące dzisiaj boisko do siatkówki znajdowało się w miejscu, gdzie obecnie znajduje się kort do tenisa ziemnego, ten bliżej ulicy. Zlikwidowane zostało w 1975 r. i wówczas zrobiono tam kort o nawierzchni ceglanej.
C.d.n.

środa, 21 lutego 2018

Przygotowania do omłotów

Nieuchronnie zbliżają się wybory samorządowe. Jesienią pójdziemy wybierać 15 radnych zamiast dotychczasowych 21. Związane jest to z postępującą depopulacją. Nasza gmina na koniec 2017 r. liczyła 19.759 mieszkańców. Na dzień 31.12.2017 r., wg rejestru wyborców mieliśmy w gminie 15.984 osoby uprawnione do udziału w wyborach. W wyborach w 2014 r. uprawnionych do głosowania w naszej gminie było 16.405 osób. Dodać wypada, że nasza gmina odnotowała spadek mieszkańców poniżej 20 tys. pod koniec I półrocza 2016 r.

Dzięki zmniejszeniu się liczby mieszkańców w nasze gminie wciąż mamy jednomandatowe okręgi wyborcze. Dzięki temu wiadomo, że radnym zostaje ten, kto otrzyma najwyższe poparcie wyborców. W przypadku wyborów proporcjonalnych moglibyśmy głosować np. na zacnego Kazimierza Boguckiego a w efekcie końcowym mógłby nam wyskoczyć Tadeusz Tutkalik, czego przecież nikt sobie nie życzy, nawet w najczarniejszych snach (któż chce mieć sen z horrorem w tle?).

Wróćmy jednak do wyborów. W historii naszego samorządu liczba radnych zmienna była. W latach 1990 – 1998 r. wybierano 28 radnych. Od 2002 r. – 21 radnych. Wynikało to wówczas nie z depopulacji, ale ze zmian prawa wyborczego. Jako długoletni obserwator sceny samorządowej stwierdzam jednak, że ilość radnych nigdy nie szła w parze z ich wysoką jakością. Jakoś nie było przełożenia, bo nie zawsze radny = dobro nas wszystkich.

Nowa ordynacja wyborcza zmienia liczbę okręgów wyborczych w naszej gminie. W ostatnich wyborach samorządowych mieliśmy 14 obwodowych komisji wyborczych. Po zmianie będziemy ich mieli 11, czyli w 4 obwodowych komisjach wyborczych będziemy wybierali po 2 radnych. Jest to duża zmiana, ale związana z tym, że spora liczba wyborców w miejscowościach wiejskich narzekała na znaczną odległość do lokalu wyborczego.

Trzeba też pamiętać o tym, że zwiększy się liczba głosujących w poszczególnych obwodach. Najmniejszy obwód wyborczy będzie liczył 1110 wyborców a największy 1475. Oba przypadki to obwody wiejskie. Statystycznie na 1 obwód przypada 1315 wyborców. Ponadto lokale wyborcze muszą być dostosowane dla osób niepełnosprawnych.

Tak wyglądają propozycje, zawarte w przygotowanym przez niezastąpionego sekretarza naszej gminy Tadeusza Ottę, projekcie uchwały w sprawie podziału gminy na obwody wyborcze. Dotąd te sprawy załatwialiśmy w Legnicy, ale po dokonanych zmianach w przepisach przypisani zostaliśmy do komisarza wyborczego Wrocław 2. Projekt uchwały został przesłany do Biura Wyborczego we Wrocławiu, gdyż organ ten zażyczył sobie wglądu do tego dokumentu przed jego przyjęciem przez Radę Miejską. Jak sobie życzyli, tak zrobiono. Rada Miejska ma czas na podjęcie uchwały w tej sprawie do 1 kwietnia br.

Na dzień dzisiejszy jest kilka niewiadomych związanych z wyborami. Wg nowej ustawy, w ramach transparentności wyborów i w celu zapobieżenia ewentualnym przekrętom wyborczym (jak można przekręcić wynik w komisji, gdy każdy komitet ma swojego człowieka?! – trzeba mieć zlasowane pod czaszką!), będzie kamera pozwalająca na bieżąco monitorować przebieg doniosłego aktu wyborczego. Problem polega na tym, że do dzisiaj nikt nie wie kto ma te kamery kupić? A przecież, gdy wprowadzano przeźroczyste urny, to ponad rok wcześniej było wiadomym, jak one mają wyglądać. Mówiąc delikatnie burdelik przedwyborczy mamy. A przecież jeżeli to gmina ma kupić kamery, to trzeba czasu na ogłoszenie przetargu, wyłonienie zwycięzcy, zamontowanie kamer, przetestowanie. A tu na ten temat ani mru mru. Samo życie.


Sekretarzowi naszej gminy – Tadeuszowi Ottcie - serdecznie dziękuję za podzielenie się informacjami na temat przygotowań do naszych wyborów.

wtorek, 20 lutego 2018

Źdźbła pamięci

Zdjęcie wykonał Józef Lesiak. Od lewej: Walerian Dawidson, Zygmunt Mańkowski,
Irena Zającówna, Władysława Pindera

„Był to zwykły dyżur na Oddziale Chirurgicznym w Szpitalu Powiatowym w Górze. Tuż przed godziną 23 dyspozytor pogotowia ratunkowego zanotował wezwanie do rannego w Sławęcicach, kilka kilometrów od Góry Śl. W wyniku bójki 31 – letni mieszkaniec tej wsi został przez teścia pchnięty kilkakrotnie nożem w klatkę piersiową. Jedna z kłutych ran przebiła koronę sercową i spowodowała krwotok.

Tej nocy dyżur w pogotowiu pełnił młody chirurg Walerian Dawidson, absolwent wrocławskiej Akademii Medycznej, legitymujący się I stopniem specjalizacji w chirurgii. To on podał rannemu kroplówkę, bo kiedy przywieziono go na oddział, tętno było ledwie wyczuwalne, a ciśnienie trudne do oznaczenia.

Tuż po północy dr Zygmunt Mańkowski – ordynator Oddziału Chirurgicznego przystąpił w asyście dr Waleriana Dawidsona i dr Ireny Zającówny z Oddziału Ginekologiczno – Położniczego do operacji. Rolę instrumentariuszki pełniła Władysława Pindera.

Kiedy tuż przed świętami pytałem dra Mańkowskiego, czy w momencie przystąpienia do operacji nie odczuwał obawy o jej wynik, odpowiedział zwięźle: „Nie uznaję chirurga, który się boi”. Po otwarciu klatki piersiowej trzeba było usunąć z jamy opłucnej i worka osierdziowego prawie 2 litry krwi. Zastosowano kroplówkę z płynów krwiozastępczych. Po godzinnej operacji, zszyciu serca i założeniu drenu pacjent został przewieziony na oddział.

Gdyby dr Mańkowski nie zdecydował się na operację, niecodzienną przecież w warunkach szpitala powiatowego, ranny nie przetrzymałby już ani godziny dłużej. Dzisiaj już możemy powiedzieć, że pacjent wróci do zdrowia i wszystko wskazuje na to, iż po pewnym czasie będzie mógł podjąć ponownie pracę w górowskim tartaku.
Pytam dra Mańkowskiego, czy była to jego pierwsza operacja?

Mój rozmówca pracuje w Szpitalu Powiatowym w Górze od 5 lat, jest członkiem tamtejszej POP. Po ukończeniu wrocławskiej Akademii Medycznej w 1952 r. pracował pod kierunkiem dra Karpińskiego w Trzebnicy, a później 11 lat w Szpitalu Powiatowym w Nowym Sączu, gdzie dyrektorem i ordynatorem Oddziału Chirurgicznego był dr Zygfryd Żurek.

- Tam na Podhalu, podobne wypadki – mówi dr Mańkowski – zdarzały się dość często. Wiele zawdzięczam kursom i wykładom prof. Macieja Wita Rzepeckiego – dyrektora Kliniki Torakochirurgicznej (zajmującej się chirurgią klatki piersiowej) w Instytucie Szkolenia i Doskonalenia Kadr Lekarskich w Zakopanem.

- W Górze dysponujemy pełnym zestawem narzędzi potrzebnych do przeprowadzania operacji chirurgicznych. Mamy dobry sprzęt do wyjaławiania narzędzi, dysponujemy dwoma salami operacyjnymi W ubiegłym roku otrzymaliśmy nowy stół operacyjny, mamy jednak pewne uwagi do jego producenta z Żywca, dotyczące jakości jego wykonania. Tymczasem od wielu miesięcy nie możemy doprosić się z Centrali Zaopatrzenia w Sprzęt Medyczny we Wrocławiu zamówionego węgierskiego stołu operacyjnego. Podobnie jest z wysokiej klasy aparatem do narkozy. Dodam, że na oddziale brakuje nam dwóch lekarzy chirurgów i co najmniej kilku pielęgniarek. Ale to już inna sprawa dodaje dr Mańkowski.”

Autor: S. Ławniczak

Artykuł przytoczonej treści ukazał się 4.04.1975 r. w „Gazecie Robotniczej”, która w okresie PRL była organem Komitetu Wojewódzkiego PZPR we Wrocławiu. Zaistnienie w ówczesnej prasie artykułu o miasteczku powiatowym było dużym wydarzeniem dla tego miasteczka i jego mieszkańców. A co dopiero w kontekście, jak ten opisany w artykule sprzed nieomal 43 lat?!

Kilka słów o tym wydarzeniu, o których z artykułu się nie dowiemy. Żyją bowiem jeszcze ludzie, którzy to wydarzenie pamiętają. I tak – oprócz nieżyjącego dr Waleriana Dawidsona – w operacji brał udział dr Wacław Grzebieluch. On to znieczulał pacjenta. Jakoś przez dziwne „przeoczenie” jego nazwisko nie znalazło się w tekście. Trzeba Państwu wiedzieć, że dr Wacław Grzebieluch rozpoczął pracę w naszym - przeputanym tak bezmyślnie! - szpitalu w styczniu 1966 r. Jest absolwentem Akademii Medycznej we Wrocławiu. W owym czasie nasz szpital nie posiadał anestezjologa i dr Wacław Grzebieluch nijako z konieczności w tę rolę się wcielał. Testował aparaty. M.in. aparat anestezjologiczny Chirana, który nasz szpital otrzymał, gdy dyrektorował nim dr Stanisław Pawłowski (1962 – 31.03.1966 r.). Pierwszym anestezjologiem po „kursach” był dr Zbigniew Pilichowski, podobno jakaś rodzina dr Mańkowskiego.

Drugi świadek tego wydarzenia – Stanisław Hoffmann, górowianin, przybył do pracy w naszym szpitalu w 1974 r. Tego dnia – 2 kwietnia, wraz z Walerianem Dawidsonem, który pracował w szpitalu od 1968 r. - pełnili dyżur w pogotowiu. Grali w karty, bo jakoś trzeba było zabić nudę rutynowego dyżuru. Dr Stanisław Hoffmann przypomina sobie, iż po zgłoszeniu wypadku, jego kolega początkowo zlekceważył zajście i sądził, że doszło do pokaleczenia ofiary nożem. I tu podkreśla przytomność umysłu dr Dawidsona, który po przybyciu do Sławęcic nie wyjął noża tkwiącego w ciele ofiary. To uratowało mu życie po raz pierwszy, gdyż w przeciwnym wypadku doszłoby do śmierci na skutek wykrwawienia.

Dr Wacław Grzebieluch wspomina też inne wątki swojej pracy. Dzisiaj jest nie do pomyślenia, żeby pogotowie nie miało radiostacji. A tak było do końca lat 60 – ych. Jak wspomina dr Wacław, jechało się do jakiejś wsi na wezwanie, wracało, a tam już czekało wezwanie do wsi…z której się niedawno wróciło. Dr przypomina sobie nawet osobę Ryszarda Kuleszy, który na wieży ciśnień montował antenę. Cały szpital wyległ, by obserwować pana Ryszarda, który bez zabezpieczeń, niczym linoskoczek, montował antenę na dachu tej wyniosłej budowli. Pan Ryszard miał piękny głos, śpiewał na imprezach organizowanych przez szpital i grał przepięknie na akordeonie. Zatrudniony był w szpitalu, jako elektryk
.
Taki oto dowcip kursował wówczas na temat imienia Walerian.

Małżonka dr Waleriana (bo tak wołano na dr Dawidsona) jest jedynym przypadkiem kobiety na świecie, która zaszła w ciążę od kropli walerianowych.

Nieubłagany czas wymazuje i zaciera pamięć o ludziach i wydarzeniach, którym górowianie tak wiele zawdzięczają. Dlatego tak szalenie ważny jest każdy – nawet najmniejszy – uratowany od zapomnienia okruch pamięci.


Pani Danucie Biernackiej – dyrektorce Biblioteki Miejskiej – bardzo dziękuję za udostępnienie skanu artykułu. Dwóm doktorom dobrodziejom górowian i nie tylko - za chęć podzielenia się wspomnieniami także wyrazy wdzięczności.

Żłobek i coś jeszcze

Rozgorzała dyskusja na temat żłobka w Górze na portalu „elki”. I jak to w takich sytuacjach bywa wykorzystuje się głownie w dwóch celach: dołożyć władzy, pochwalić władze. Głosów neutralnych, pozbawionych zacietrzewienia, jak na lekarstwo.

W tę dyskusję włączyłem się niechcący, bo nie cierpię, jak pisze się o czymś a nie popiera swoich wywodów faktami. Najpierw ktoś stwierdził, że w Lesznie opłaty za żłobek są niższe a ceny górowskie „z kosmosu”, ale gdy powiedziałem „sprawdzam”, to przytoczono ceny z Głuszycy (powiat wałbrzyski).
Oberwało się i mi: 

Zaraz Gorowski bloger napisze u siebie ze w Górze mieszkańcy nie umieją docenić pani Burmistrz. A wg mnie za pieniądze z UE każdy mógł by zrobić taki remont...

No, tego to ja nie napiszę. Powód jest prosty. Burmistrz bierze pensję i ma się wykazywać. A to czy mieszkańcy docenią działania burmistrza czy też nie, okaże się podczas jesiennych wyborów samorządowych. To będzie jedyna i rzetelna ocena pracy szefowej gminy. „Vox populi, vox Dei”.

W całej tej dyskusji umyka biorącym w niej udział internautom koszt funkcjonowania tej placówki. Na ten rok budżet gminy przewidywał, że na funkcjonowanie żłobka i klubu malucha budżet gminy wyasygnuje kwotę 1.152.133 zł. Kwota ta przewidywana była na okres 10 miesięcy funkcjonowania placówki, gdyż budżet konstruowano w listopadzie ub.r., gdy zakładano, że placówka będzie funkcjonowała od 1 lutego. Tak się jednak nie stało. W podanej przeze mnie kwocie 1.152.133 zł mieszczą się koszta płac, mediów. Proszę też mieć na uwadze fakt, iż kwota 1.152.133 zł stanowi ok. 3,3% dochodów własnych budżetu gminy. Istotne jest to dlatego, że to z dochodów własnych będzie trzeba tę placówkę utrzymywać.

Jeżeli policzymy wkład rodziców dziecka w jego pobyt w placówce, to okaże się, że jest on symboliczny. Podstawowa opłata wynosi 1 zł za godzinę pobytu dziecka do 10 godzin. Nawet gdyby wszystkie dzieci w tej placówce przebywały pod 10 godzin dziennie przez 5 dni w tygodniu, to dałoby to miesięczną kwotę w wysokości 18.000 zł miesięcznie i 216.000 zł rocznie. Opłat za wyżywienie nie liczymy, bo w całości trzeba będzie je odprowadzić firmie, która podejmie się cateringu. Wpływy z opłat rodziców za korzystnie z placówki stanowiłyby ok. 19% kosztów utrzymania placówki. Tak więc z ekonomicznego punktu widzenia placówka ta zysków gminie nie przyniesie.

Z ekonomicznego punktu widzenia placówka sensu nie ma. Trzeba powiedzieć, że wśród sporej grupy górowian istnieje takie przekonanie, że placówka ta jest nam niepotrzebna i będzie stanowiła garb dla gminy a więc i podatników.

Jednak nie sama ekonomia powinna się liczyć w naszym życiu. Istniej też aspekt społeczny. Powszechne jest narzekanie w naszym mieście na brak wieli instytucji. I słusznie! Przecież to czysty i oczywisty skandal, by w mieście powiatowym nie można było się prześwietlić! W oparach absurdu żyjemy! Ale tak to jest, jak nieudacznikom powierz się władzę. A kto im powierzył? No, na pewno kurwa nie ja!

Sądzę, że budowa żłobka i zwiększenie miejsc w Klubie Malucha z dotychczasowych 15 do 60 to był dobry pomysł ze względów społecznych. Proszę zauważyć, iż do powiększonego Klubu Malucha zapisano już 65 dzieci, czyli stworzono dla 40 rodziców możliwość umieszczenia tam swojej pociechy. Jednym słowem było zapotrzebowanie i władze gminy wyszły mu naprzeciw. Po to w końcu są!

I dlatego irytują mnie takie oto wpisy:

Burmistrz wam wybudowała fajny żłobek, zamiast się cieszyć, to niektórzy próbują wmówić, że wystarczyłby namiot tym maluchom, brak słów na takie stwierdzenie, w mojej miejscowości takiego włodarza obsypano by peanami pochwalnymi.....nie rozumiem ...nie wiem kto jest włodarzem Góry, ale wielki szacunek za takie decyzje

A ktoś widział panią burmistrz z kielnią na budowie? A może jak beton lała? Pani burmistrz „nie wybudowała” nam żłobka, bo nie za jej pieniądze on powstał. Nadmiar wazeliny szkodzi zarówno wazeliniarzowi, jak i obiektowi poddanemu wazeliniarstwu. A potem ludzie sądzą, że to nadgorliwi urzędnicy na polecenie burmistrza takie bezrozumne bzdety wypisują. A wyborcy chichocą w domowym zaciszu.

A tu przykład próby dołożenia za wszelką cenę:

Są rodzice, którzy pracują dłużej a nie tak jak urzędasy. Trzeba wiedzieć, ze oprócz opląt stałych jeszcze obowiązywać będzie wyprawka... pościel, ręczniki butelki, pieluchy , chusteczki takie i owakie , itp. itd.

A ja naiwny sądziłem, że decyzję o macierzyństwie podejmuje się świadomie i odpowiedzialnie. A tu masz: „pościel, ręcznik, butelki…” To niby na kim ma spoczywać obowiązek utrzymania malucha? I czemu zaraz „urzędasy?” Wszak wielu z nich to kompetentni ludzie, którzy oddają się swojej pracy. Są też mało kompetentni, ale nie uogólniajmy. Wszak świat nie składa się z aniołów. Są też wyrodni rodzice.

Kolejny wpis z pretensjami:

czy to prawda, że w nowym żłobku posiłki dzieciom będą przywożone przez katering ? dlaczego przy tak dużym remoncie nie wygospodarowano pomieszczeń na przygotowanie posiłków dla dzieci ? czy aby pani burmistrz to dokładnie policzyła ? czy w Górze są firmy, które podejmą się takiego zlecenia ? a jeśli nie to skąd będą przywożone (a tutaj są już duże odległości), przyznam się, że to dziwny pomysł magistratu.

Z przyczyn czysto ekonomicznych w placówce nie będzie kuchni. Proszę sobie policzyć koszty płac potencjalnych kucharek i wszystko stanie się jasne! Ten, czyjego oferta będzie najkorzystniejsza, też łatwo miał nie będzie. Sanepid na łbie, wysokie wymagania co do jakości posiłków. Swoją drogą jestem ciekaw kto się tego podejmie. Miodu z tego nie będzie.

Z opiniami na temat estetyki obiektu nie będę polemizował, bo z gustami się nie polemizuje (są gusta i guściki). Warte jest jednak odnotowanie sprawy oddania do użytku żłobka po deklarowanym wcześniej terminie.

Nasza gmina władza ma tę tendencję (często w konsekwencji fatalną), że nie potrafi szczerze uderzyć się w piersi (najlepiej własne) i przyznać się do popełnionych błędów. Mówiąc dokładnie, władza chce uchodzić za nieomylną a jest przecież tylko zwykłym zjadaczem chleba. Opinia publiczna inaczej reagowałaby na wcześniejsze informacje dotyczące postępu robót na budynku żłobka (i nie tylko!), gdyby informacja o postępach w pracach budowlanych i zagrożeniach podawana była rzetelnie. A u nas jest tak: galeria zdjęć z inwestycji, kilka zdawkowych zdań, jak to idzie pięknie, cudownie i fantastycznie a później kłopotliwe milczenia, gdy inwestycja się „rypie”. Po co? Na co? Przecież wystarczy rzetelnie informować opinię (wyborców) a nie wała z niej robić. Wszak przy każdej inwestycji może zdarzyć się coś nieprzewidzianego. Mądry zrozumie. Ale mądry nie lubi, jak mu się wodę z mózgu robi. I efekt pożniesz jest taki, że nikt poważnie komunikatów ze strony gminy nie traktuje. Rodzą się najdziksze domysły, plotki i spekulacje, które mają się tak do prawdy, jak polityk do prawdomówności.

Ostatni post:

spokojnie ludzie szkoda nerwów. I tak wszelcy krytycy aktualnej nieomylnej władzy zostaną zakrzyczani i ośmieszeni przez etatowych obrońców jedynej nieomylnej na czele ze znanym górowskim blogerem który tak ładnie teraz chodzi na smyczy Pani burmistrz.


Rozumiem, że mam walić w szefową gminy przy każdej okazji. A na jakim to ja etacie jestem u „nieomylnej władzy”? A smycz długa czy krótka jest? Jeszcze kagańca brakuje. Nie cierpię, gdy swoje stanowisko ktoś prezentuje anonimowo. To taka tandetna odwaga, która nic nie kosztuje. A tandeciarstwo mi nie leży. Po co te przyłbice? Chyba, że chce się ukryć zakuty łeb.