poniedziałek, 23 września 2019

Bezczelność!


Na naszym rynku trwają prace związane z jego zazielenieniem w sposób fachowy, tak by miejsce to napawało nas wszystkich dumą. Teren prac otacza płot. Płot, który nie jest własnością gminy lecz wykonawcy, ale za jego ustawienie i montaż płci gmina w ramach tzw. „kosztów pośrednich”, które wliczone są do kosztorysu każdej inwestycji. Tak więc w sumie za płot okalający teren budowy płacą gminni podatnicy.


Dzisiaj na tym płocie pojawiły się bilmordy. Zawieszone one zostały niezgodnie z naszym miejscowym prawem. Otóż kwestię wieszania tego typu bilmordów reguluje obwieszczenie burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, które wydane zostało w zgodzie z obowiązującym prawem, bo na podstawie art. 114 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r., Kodeks wyborczy. W obwieszczeniu tym nie odnajdziemy naszego rynku, jako miejsca przeznaczonego na bilmordy. A przypominam, że teren, na którym prowadzone obecnie są prace jest własnością gminy a więc nas wszystkich. 

Oczywiście, jak lud nasz płci obojga, zobaczył bilmordy umieszczone w centrum miasta nastał czas na domysły i idące za nimi plotki i ploteczki. W efekcie gruchnęła więc wieść, że nasza pani burmistrz wstąpiła do PiS. Wieść tę rozpowszechniali ludzie, którzy widzieli wspólną fotografię pani burmistrz z kandydatem na posła z ramienia PiS zamieszczoną na fejsie szefowej gminy. 
Fotografia z kandydatem z list PiS wzbudziła bardzo różne odczucia. Przypomniano sobie o wspólnej fotce pani burmistrz z nijakim Ryszardem Czarneckim euro posłem. Faktem jest, że entuzjazmu wspólna fotka nie wzbudziła, bo i euro poseł nieciekawa to postać. Złośliwi nawet twierdzili, że pani burmistrz straciła umiar i dobry smak. Zwolennicy szefowej gminy nie kryli zażenowania i woleli feralnej fotki nie komentować. Też mam to zdjęcie, ale straszny obciach jest je publikować!


Wróćmy jednak ad rem. Bilmordy umieszczone w naszym rynku zawisły tam nielegalnie. Wg rozporządzenia pani burmistrz nie mają one prawa tam wisieć. Wiszą na ogrodzeniu, które finansowane jest z podatków mieszkańców naszej gminy.


Nazwijmy rzecz po imieniu. Ich umieszczenie to zwykła bezczelność kandydata PiS. Co ciekawe. Kandydat nie jest z „łapanki.” Na stronie https://klubjagiellonski.pl/profil/dytko-piotr/

czytamy: „Absolwent Prawa na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii oraz Politologii na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Wykładowca akademicki w zakresie nauki o państwie i prawie, prawoznawstwa, prawa administracyjnego, samorządów terytorialnych w Polsce i w Unii Europejskiej.


W gorącym sezonie wyborczym pani burmistrz musi bardzo uważać na to, z kim się fotografuje. W tym przypadku sfotografowała się z kandydatem startującym z partii, która ukatrupiła naszą obwodnicę (razem, ręka w rękę z Bezpartyjnymi Samorządowcami). 


Nie pozwólmy się tak lekceważąco traktować kandydatom. Obojętne jest, z której partyjnej sitwy się wywodzą. Przyjeżdża taki do Góry i myśli, że na głupków z prowincji trafił. Hulaj dusza – piekła nie ma! Sądzi, że jego osoba tak nas onieśmiela, że każde prostactwo łykniemy. Jaśnie pan przyjechał i "zaszczyt" nam uczynił. Szanujmy się, bo to oni potrzebują naszych głosów, sami absolutnie nam do szczęścia są niepotrzebni. „A ja mam swój intymny mały świat.”

niedziela, 22 września 2019

Szkodnik w oparach wazeliny


Ludzie są jednak życzliwi! Nawet maila napiszą, jak coś ciekawego dojrzą. Słów kilka wystukają na klawiaturze. Często, jak w tym przypadku, nie bardzo nadają się one do publicznej prezentacji, ale z pasją i zaangażowaniem widać, że są pisane. I tak dostałem mail, w którym przedstawiono wpis z fejsa naszej pani burmistrz. 

Pani burmistrz dokonała wpisu z okazji wizyty w naszym mieście nijakiego Tymoteusza Myrdy. Jest on członkiem 5. osobowego zarządu województwa, który dokonał tak znakomitych zmian w budżecie województwa, że pozbawił nas tak długo oczekiwanej z utęsknieniem obwodnicy. Gość pani burmistrz odpowiada w zarządzie naszego województwa za infrastrukturę oraz transport. Przypomnę, że spośród 5. członków zarządu województwa 3 jest z Bezpartyjnych Samorządowców a 2 z PiS. I Bezpartyjni Samorządowcy i PiS byli za zdjęciem z budżetu tych ponad 39 mln zł., które przeznaczone były na budowę obwodnicy. 


Autor maila zwraca mi uwagę – w słownictwie odbiegającym od języka dyplomacji – że z wpisu na fejsie pani burmistrz wynika, iż temat skreślenia naszej obwodnicy z budżetu województwa nie był poruszany w rozmowach z gościem pani burmistrz. I rzeczywiście, gdy przeczyta się lakoniczną notatkę ze spotkania ma się pewność, że pani burmistrz tego tematu nie poruszyła. To jest bardzo dziwne i poruszające. Bo jak rozumieć milczenie pani burmistrz w tak ważnej dla nas sprawie?!


W notatce ze spotkania odnajdujemy za to informację o: „budowie ronda przy ul. Podwale” (przechodziłem tam dzisiaj i stwierdzam, że tam się nic nie buduje!), „remoncie dróg wojewódzkich 324 i 323” (chyba zamiarze?!) oraz „realizowanych inwestycji gminnych ze środków unijnych otrzymanych za pośrednictwem UMWD” (o tym wszyscy mówią). W trakcie wizyty gość miał okazję przewietrzyć się nieco i zobaczył na własne oczy: „miejsce, w którym ma powstać rondo”.

Komunikat zawiera też takie szokujące podsumowanie: „Dziękujemy Panu Tymoteuszowi Myrdzie za wspieranie inwestycji na terenie Gminy Góra oraz pomoc w rozwiązywaniu pojawiających się problemów.” Osobiście nie wiem, jakie dotychczas pomógł pan Myrda rozwiązywać górowskie problemy, bo wszystkie nasze problemy od lat 11 (z hakiem!) rozwiązywała, rozwiązuje i będzie rozwiązywać pani burmistrz. Zawsze z sukcesem, o ile w paradę nie wejdą jej Bezpartyjni Samorządowcy. I nie sądzę, ze jakiś tam pan Myrda może być pani burmistrz w tym pomocny. No chyba, że pani burmistrz zechce coś „spuścić” do kanalizacji. Tu pomoc pana Myrdy będzie nieoceniona, bo był on prezesem Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Lubinie. I te doświadczenie wyniesione z pełnienia tej funkcji pozwoliło mu gładko i bez przeszkód „spuścić” naszą obwodnicę z budżetu województwa. 


Szkoda tylko, że gość odwiedził „Runoland” a nie mieszkańców ulicy Starogórskiej, którzy z najwyższym utęsknieniem oczekiwali na obwodnicę mającą odciążyć ruch na tej ulicy. Sądzę, że pani burmistrz popełniła tu taktyczny błąd, w efekcie którego wszystkie joby i pulwy spadną na jej zatroskaną troskami górowian głowę. Można było też gościa wziąć na ulicę Wrocławską, by tam zapoznał się z opiniami mieszkańców na temat niezbędności wybudowania obwodnicy, by mogli oni żyć bez upierdliwego hałasu. To są realne problemy a nie wizyta w „Runolandzie” (bo, jaki wpływa ma członek zarządu województwa na działalność prywatnej firmy?)


Zadziwia mnie tylko zauroczenie pani burmistrz osobnikami z Bezpartyjnych Samorządowców. Nie wiem skąd ta „mięta” do ludzi, którzy ewidentnie zaszkodzili naszej gminie. To wszak opanowany przez nich zarząd województwa przedłożył zmianę w budżecie, która skreśliła obwodnicę Góry. Proszę też zauważyć, że gmina i gość milczą, jak zaklęci na ten temat. Czyżby obwodnica stała się tematem tabu?


Nie ma już sensu obwinianie PiS za brak obwodnicy. Kurtyna poszła w górę Okazało się, że Bezpartyjni Samorządowcy i PiS grali do jednej bramki. I nie trzeba paplać o „życzliwości” marszałka, bo też w uwaleniu obwodnicy ma swój udział. Nie trzeba fetować przybycia do Góry jakiegokolwiek członka zarządu województwa, bo jest to śmieszne, niepoważne i zalatuje zbędnym i godnym politowania wazeliniarstwem. Przysłowie powiada: „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.” Nie łudźmy się wymową innego przysłowia: „Pokorne ciele dwie matki ssie”. Jak z postępowania Bezpartyjnych Samorządowców” i PiS wynika, to „matką” oni dla nas nie są. Co najwyżej wrednymi macochami.


W imię prawdy trzeba wspomnieć o tym, że radni sejmiku należący do Platformy Obywatelskiej byli przeciw pozbawieniu nas obwodnicy.

Kandydat spośród nas


Pod hasłem: „Jestem jednym z Was” przystępuje do wyborów parlamentarnych w naszym okręgu Zdzisław Żmiejewski. Startuje z numerem 11 z listy Koalicji Obywatelskiej, chociaż nie jest członkiem Platformy Obywatelskiej.

Kandydat Zdzisław Żmiejewski urodził się w 1976 r. w Górze. Posiada studia wyższe  z zakresu politologii, które odbył w Poznaniu. Nie żyje jednak z polityki, ale z prowadzonej od 11 lat działalności gospodarczej. Początki były trudne. Pracę zawodową rozpoczął w górowskim przedszkolu nr 3 (na Piastów). Studiował zaocznie i pracował, by mieć na czesne i chlebek z omastą. Przez 5 lat (2000 – 2005) był szefem kuchni w górowskiej restauracji „Opus”. Następnie wyjechał, jak dziesiątki tysięcy rodaków do Anglii. Swój start zawodowy w tym kraju zaczynał od pracy na zmywaku, by w końcu otrzymać propozycję pracy na stanowisku szefa kuchni. Zdecydował się na powrót do Polski i na własną działalność gospodarczą. Tak narodziła się „Rosett”, która obecnie szeroko znana jest z działalności gastronomicznej. „Rosette” to także produkcja pierogów, które znane są w wielu miejscowościach naszego kraju. 
Wejście we własną działalność gospodarczą, to ciężka praca i poznanie na własnej skórze udręk związanych z kontaktami z wszechogarniającą biurokracją. Kandydat Zdzisław Żmiejewski pomimo, iż ciężka praca zdominowała jego życie, stara się czynnie uprawiać sporty motorowe oraz turystykę górską. Czasu na hobby nie ma zbyt wiele, gdyż jako mąż Edyty i ojciec 15 – letniego Borysa swoim najbliższym poświęca każda wolną chwilę.

Zdzisław Żmiejewski startuje, gdyż uważa, że celem życia każdego z nas jest działanie a nie obiecywanie. Obecność jego nazwiska na wyborczej liście wynika z pragnienia zrobienia czegoś pożytecznego dla ludzi w naszym regionie. To ludzie powinni powiedzieć kandydatowi czego od niego oczekują a nie kandydat na siłę uszczęśliwiać ludzi” – stwierdza Zdzisław Żmiejewski.

Kandydat likwidatorów obwodnicy


Mamy kandydata na posła w zbliżających się wyborach samorządowych. Mamy, to powiedziane mocno na wyrost. Kandydata na posła to mają Bezpartyjni Samorządowcy, którzy postawili na obecnie bezpartyjnego Piotra Iskrę, mieszkańca naszej gminy. Ci sami Bezpartyjni Samorządowcy, którzy 12 wrześnie zabrali pieniądze na wybudowanie obwodnicy Góry. Tak, że Bezpartyjni Samorządowcy mają kandydata na posła, ale w świetle tego, co wydarzyło się 12 września, ich kandydat ma niefart, bo działania Bezpartyjnych Samorządowców cechuje olewanie naszych interesów. Tak więc kandydat Piotr Iskra jest kandydatem sił naszej gminie wybitnie nieprzyjaznym. I jest to fakt bezsprzeczny, nie podlegający dyskusji.


Kandydat na posła Piotr Iskra umieścił na swoim fejsie zdjęcie z marszałkiem województwa (nie pamiętam jego nazwiska, ale z naszej górowskiej perspektywy jest ono kompletnie nieistotne), co w zamyśle kandydata ma mu przysporzyć głosów i podnieść jego szorujące po dnie notowania. 

W sytuacji jaka się wytworzyła w sprawie obwodnicy do prawidłowego odczytania wymowy tego zdjęcia najlepiej posłuży Państwu ten nieskomplikowany rebus fotograficzny. 


Otóż trzeba przypomnieć, że kandydat do sejmu Piotr Iskra był niegdyś radnym powiatowym (kadencja 2010 – 2014). Jako radny powiatowy niczym nie błyszczał, ale za to często świecił. Miał bowiem taki odblaskowy garnitur, który świecił się niczym…, wiadomo czyj narząd. W głosowaniu nad tzw. „sprzedażą” naszego szpitala był za, co dobrze nie świadczy o jego inteligencji.

Prywatnie kandydat Piotr Iskra jest sympatycznym człowiekiem, ale na bycie w świecie polityki jest za krótki. Proszę zauważyć, że z listy Bezpartyjnych Samorządowców do powiatu startował niedowarzony kandydat na starostę Andrzej Rogala. I tu zachodzi ogromne podobieństwo między panami w kwestii uczestnictwa w polityce: obaj wyprostowani przechodzą pod polityczną poprzeczką.


Oczywiście post ten nie służy zniechęceniu potencjalnych wyborców do niegłosowania na kandydata Piotra Iskrę. Zawsze bowiem znajdą się amatorzy kwaśnych jabłek.

wtorek, 17 września 2019

Co w odpadach piszczy?


Czytelnicy czytają o wydaniu pozwolenia na rozbudowę wysypiska odpadów innych niż niebezpieczne i obojętne w Rudnej Wielkiej, ale jakoś nikt nie pyta o skalę tego przedsięwzięcia. Gdzieś tam nawet przeczytałem wypociny półanalfabety funkcjonalnego, że starosta wydał pozwolenie na budowę „śmietniska”. Biedak piszący o wysypisku „śmietnik” ma go we własnej łepetynie. 


Na internetowej stronie starostwa odnajdujemy informację o przyczynach wydania przez starostę zgody na tę inwestycję. Bez wątpienia starosta postąpił zgodnie z przepisami prawa, które go obowiązuje. W ten sposób wypełnił ciążący na nim obowiązek, nie wpędził starostwa w kłopoty, co miało miejsce wiele lat temu i przy okazji pokazał, że nie lęka się trudnych decyzji. Tak więc można przewidzieć, że sfora rzuci się wkrótce staroście do gardła, bo okazja przednia. Szykuje się koncert kąsania, ujadania i darcia szat (cudzych). Oczywiście będzie to bohaterstwo anonimowe a więc najwyższych lotów w wykonaniu genetycznych nielotów. 


Jak się czyta wpisy na portalu „elki”, to odnosi się nieodparte wrażenia, że autorzy tych odważnych, bezkompromisowych anonimowych opinii, nie bardzo mają pojęcie dlaczego znęcają się nad klawiaturą a następnie pastwią nad inteligencją i oczami Czytelników. Nikt z nich nawet nie zadał pytania o zakres rozbudowy wysypiska.


Nowe 2 kwatery powstaną na obszarze 5,9 ha. Tereny pod rozbudowę wysypiska „Chemeko – System” nabyło w prywatnym obrocie gruntami. Inaczej mówiąc od mieszkańców Rudnej Wielkiej. Wg warunków technicznych stanowiących integralną część wydanej decyzji, wybudowany będzie system drenażu odcieków oraz zbiorniki na te odcieki oraz wody opadowe. Zbudowana zostanie droga wiodąca do niecki kwater oraz platforma służąca do wyładunku odpadów. Oprócz tego inwestor zobowiązał się do stworzenia pasa zieleni ochronnej o szerokości 10 m. Waga ma zostać wyposażona w brodzik dezynfekcyjny służący oczyszczeniu kół i podwozi pojazdów dostarczających odpady. Obiekt ma być ogrodzony, wyposażony w sieć wodociągową, kanalizacyjną elektroenergetyczną i posiadać 7 piezometrów, które służą badaniu i monitorowaniu jakości wód podziemnych. 


Opisany jest także sposób przyjęcia odpadów. Obowiązywała będzie następująca procedura. Przyjeżdża samochód z odpadami (innymi niż niebezpieczne i obojętne), wjeżdża na wagę i jest tam ważony. W tym czasie odbyć się musi sprawdzenie i weryfikacja przywiezionych odpadów i skonfrontowanie ich z informacjami zawartymi w dokumentach. Gdy wszystko gra, samochód kierowany do miejsca rozładunku. Po rozładunku następuje powtórne ważenie samochodu.

Odpady wyładowane z samochodu do kwatery są przenoszone na jej dno za pomocą kompaktora (spychaczo – ładowarki). Gdy warstwa odpadów osiągnie wysokość ok. 2 m ma ona zostać przykryta warstwą izolacyjną.


Roczna masa składowanych odpadów nie może przekroczyć 140 tys. ton. Całkowita masa odpadów złożonych w nowych kwaterach nie może być większa niż 829.500 ton. Wynika z tego, że nowa kwatera – przy założeniu, że limit roczny będzie wykorzystany na maksa – wystarczy na niespełna 6 lat. Pojemność składowiska ma wynosić 592.500 m sześciennych. Gaz, który towarzyszy składowisku, ma być wykorzystywany do celów energetycznych, a gdy okaże się to niemożliwe ma być spalany w pochodni. 


Warunki techniczne zawierają taką również uwagę: „Inwestycja nie jest zaliczana do zakładów o zwiększonym ryzyku, ani zakładów o dużym ryzyku, w związku z tym awarie jakie mogą wystąpić na jej terenie nie będą miały charakteru poważnych awarii przemysłowych.”

Tak wyglądają podstawowe informacje na temat nowej inwestycji „Chemeko – System.” Warto coś o niej wiedzieć, by bzdur nie wypisywać. Zasada jest prosta: najpierw czytaj a potem pisz. 

niedziela, 15 września 2019

"Życzliwie" wyjebani


12 września br. o godz. 11.00 odbyła się X sesja naszego sejmiku. W porządku obrad sesji znalazł się punkt dotyczący zmiany Wieloletniej Prognozy Finansowej naszego województwa (druk X/32). Na stronie 2 projektu tej uchwały odnajdujemy interesujący wszystkich górowian fragment dotyczący naszej obwodnicy.
I tak to zostaliśmy wyportkowani. Na żywca i bez znieczulenia. Budowy obwodnicy naszego miasta długo się nie doczekamy. Dodać muszę, że projekt tej uchwały przeszedł głosami PiS i Bezpartyjnych Samorządowców. Uchwała, na mocy której pozbawiono nas obwodnicy została przedłożona sejmikowi przez Zarząd Województwa, który był inwestorem dla tej inwestycji. Zarząd województwa składa się z 5 osób (Cezary Przybylski - Marszałek Województwa Dolnośląskiego -Bezpartyjni Samorządowcy, Michał Bobowiec – Bezpartyjni Samorządowcy, Tymoteusz Myrda – Bezpartyjni Samorządowcy, Marcin Gwóźdź – PiS, Marcin Krzyżanowski – PiS). Tak więc tak naprawdę, to Bezpartyjni Samorządowcy mający 3 członków w 5 osobowym Zarządzie naszego województwa, spuścili bez zbędnych ceregieli naszą obwodnicę w niebyt niedookreślonej przyszłości. Przypomnę tylko, że w Radzie Powiatu mamy 2 przedstawicieli tej formacji składającej się w przygniatającej części z dezerterów z PO. Sami Państwo zgadnijcie kogo.


W zasadzie tego, że obwodnicę trafi szlag należało oczekiwać. Bardziej trzeźwe i trafnie oceniające sytuacje umysły zrozumiały to wiosną tego roku. Sygnał był wyraźny i dał do Bezpartyjny Samorządowiec Patryk Wild. Akcja znieczulania górowian jako żywo przypominała przybycie w XIX wieku kupców do Afryki. Ci przywozili z sobą kolorowe szklane paciorki, lusterka i inną świecącą tandetę, by „handlować” z tubylcami. Tak samo radny Patryk Wild przytargał do Góry „świecidełko”, czyli kolej do Wrocławia. I jak rasowy kolonialny kupiec zalecał nam ten nieistniejący jeszcze towar, jako rzecz godną naszych zachwytów i wartą niepomiernej wprost wdzięczności. Manewr „kolejowy” powtórzony został 12 września na portalu „elki”. Proszę zauważyć, że tego samego dnia Sejmik uwalał naszą obwodnicę, i to m.in. głosem tegoż pana Wilda. Co za zbieg okoliczności! Proszę też zauważy, że tenże pan radny wojewódzki Patryk Wild jakoś nie raczył się podzielić tą doniosłą informacją z górowianami. No tak, bo „kolejowe” świecidełko straciło by swoją czarodziejską moc pavulonu dla górowian. A wybory za pasem! Czarować publikę trzeba!


Gdyby Bezpartyjni Samorządowcy byli tak życzliwi dla Góry, jak to co poniektórzy ich nam malują, to zamiast „koralików i świecidełek” zaproponowali by nam coś konkretnego, rzeczy które potrzebne są nam na już! Musimy jeździć do szpitali w Lesznie, Rawiczu i Wschowie. A jaką jest częstotliwość kursowania do tych miejscowości autobusów? A to wg ustawy do marszałka naszego województwa należy organizacja przewozów pomiędzy województwami. Albo zrobiono by porządnie drogi do tych miejscowości. Rzeczy prozaiczne a dla nas bardzo ważne. Bo słów życzliwych wylać można bez liku i opamiętania. Szczególnie jak się jest w wyborczej potrzebie. Tylko nie można traktować górowian, jak ludzi niedorozwiniętych, jak XIX wiecznych tubylców. 


Nie wierzę, że powstanie linia kolejowa. Uważam to za przedwyborczą ściemę bardzo niskich lotów. Nie wierzę w „życzliwość” marszałka Przybylskiego. Bezpartyjnych Samorządowców i PiS. Politycy, obojętnie jakiego kalibru, mają zawsze swoje własne cele. Ja osobiście, wierzę każdemu politykowi, jak prostytutce, gdy zachwala ona walory życia w cnocie. 

czwartek, 5 września 2019

Lement "mazaków" nad "Plagiatem"

I jeszcze jedno wydarzenie z ostatniej sesji Rady Powiatu. W pewnym momencie „mazakowi” radni zaczęli się troszczyć o osobę dyrektora Powiatowego Ośrodka Sportu i Rekreacji (hala „Arkadia") nijakiego Tomasza Krysiaka. Radni spod znaku niebieskiego mazaka larum podczas sesji wszczęli najgłębiej wstrząśnięci losem dyrektora T. Krysiaka, który na moim blogu niegdyś otrzymał wielce wymowny i jakże prawdziwy przydomek „Plagiat”. Przypomnę tylko pokrótce, że niegdyś na blogu wykazałem jasno, niezbicie i ponad wszelką wątpliwość, że nowo mianowany dyrektor POSiR w swoim programie działania, który przedłożył komisji konkursowej, gdy aspirował (absolutnie zbędnie!) do tej funkcji posłużył się cudzym programem działania. Program ów wredna Kanalia odnalazła w Internecie i opublikowała, co można odnaleźć na blogu tejże Kanalii. 


Dyrektor Tomasz „Plagiat” Krysiak „rządził” więc w POSiR „całą gębą”, rzeknę z użyciem dość niewyszukanego kolokwializmu. Dyrektorowi „Plagiatowi” owo „rządzenie” służyło. Szczególnie w kontekście dochodów z dyrektorowania w kwocie ponad 72 tys. zł z ubiegły rok. Dyrektor „Plagiat” jak widać dobrze wychodził na dyrektorowaniu. A jak na tym kierowaniu wychodził POSiR? A powierzona mu jednostka obumierała. Konała w ciszy i spokoju, gdyż dyrektor „Plagiat” miał u ówczesnej władzy takie „chody”, że nikt mu nie podskoczył!


I tak tenże dyrektor „Plagiat” zaczął wprowadzać zmiany. Fajny grill, który znajdował się w altanie na wysepce został zlikwidowany. Owszem, nowy grill powstał, ale podłoże miała asfaltowe. Dyrektor „Plagiat” widocznie swój osobisty gust kulinarny Otóż w pewnym okresie czasu miał on zaszczyt (niewątpliwy!) pracować ze śp. Stanisławem Żyjewskim, który przed nim był zarządzającym halą „Arkadia”. Jak „Plagiat” został na nieszczęście „Arkadii” jej dyrektorem rozpoczął – z braku innych pomysłów – walkę z owym śp. Stanisławem.


I nie była to walka prostacka! Nacechowana ona był specyficznym wyrafinowaniem. I tak np. pewnego dnia z pokoju śp. Stanisława znikły drzwi. I śp. Stanisław siedział w gabinecie bez drzwi a dyrektor „Plagiat” mógł bez trudu słuchać o czym rozmawiają petenci śp. Stanisława. Miał jednym słowem: ucho na wszystko. Tylko ze wzrokiem dyrektor „Plagiat” miał coś nie tak. Przy „Arkadii” istnieje park. Trzeba przyznać obiektywnie, że śp. Stanisław dbał o niego. To była jego pasja. I z tego parku im. Jana Pawła II i on i wielu górowian było dumnych. Ale jak nastał nietykalny dyrektor „Plagiat” park ów zamiast być naszą dumą stawał się powodem do wstydu i zażenowania. Podupadał. Po śmierci śp. Stanisława dyrektor „Plagiat” olał park. I tak zamykał go i wieszał kartkę, że park nieczynny jest z powodu chemizacji. Oczywiście, była to bzdura wyssana z dyrektorskiego palca, tego samego którym dokonywał plagiatu. I tak park stepowiał, roślinność marniała i dziczała, rybki w oczku wodnym cierpiąc głód wzięły plecaczki, w które włożyły po buteleczce wody i ruszyły w drogę, by znaleźć nowe, lepsze życie. Zamilkły fontanny a z pielęgnowanego oczka wodnego zrobiła się kałuża. Dyrektorowi „Plagiatowi” to jednak nie przeszkadzało, jego zwierzchniej władzy też nie, bo dyrektor „Plagiat” był swój!


Zamierało też życie sportowe na „Arkadii”. W ramach nowych porządków nie było już rozgrywek „futsalu”. A dyrektor „Plagiat” trwał! Trwał, bo był „swój”.


Toteż lamenty „mazakowej” opozycji nad ciężką dolą, jaka spotkała dyrektora „Plagiata” najpierw mnie wprawiła w zdumnienie, następnie w rozbawienie, które zamieniło się w rosnącą irytację.

I tak bardzo „wzruszyła” mnie troska o losy dyrektora „Plagiata” wykazywana przez radnego Ryszarda Wawra. Jego utyskiwań nad niewdzięcznością starosty wobec dyrektora „Plagiata” słuchałem z niedowierzaniem. A ja pamiętam, jak tenże dyrektor „Plagiat” został – do dziś nikt nie wie dlaczego?! - trenerem „Pogoni” Góra. O Boże! Jakie to plany miał trener wówczas „Tombą” zwany. Jak to „Pogoń” grać miała! A jakie systemy gry stosować! A jak wyszło! A „Pogoń” brała w dupę, jak nigdy. Trener „Tomba” miał swoich faworytów do gry bez względu na to czy mieli formę czy nie. A jakie odprawy przedmeczowe były! Jak Państwo Gmocha wyjaśnienia o taktyce słyszeli, to ja Państwa zapewniam, że przy wyjaśnieniach trenera „Tomby” pan Jacek blado wypada! W efekcie zarząd klubu zrezygnował z trenerskich usług niewydarzonego trenera „Tomby” przed zakończeniem rozgrywek. A po jego radosnej „twórczości” „Pogoń” ledwo nie „awansowała” z "A” do „B” klasy! Tego „trenerskiego” nieszczęścia pozbyto się z „Pogoni” ulgą i bez żalu. A co ciekawe, człowiekiem, który przyłożył się do spuszczenia trenera „Tomby” w trenerski niebyt był właśnie Ryszard Wawer, który był w zarządzie „Pogoni”. I ja, jako wierny wówczas fan „Pogoni” dobrze pamiętam słowa „pochwał”, które płynęły pod adresem trenera z ust radnego Ryszarda Wawera. I stąd moje zdziwienie tą troską radnego Ryszarda Wawera o dyrektora „Tombę”. Pan panie Ryszardzie cierp-i na rozdwojenie jaźni? A może pamięć szwankuje?


No chyba Pan nie powie, że POSiR kwitł i rozwijał się pod nieudolnym dyrektorem „Plagiatem”. Za tymże dyrektorem mocno też wstawiały się inne „mazaki”. I to już było mało śmieszne. Bo nikt mi nie powie, że człowiek który otrzymał stanowisko przedkładając cudzy program działania a podpisując go własnym nazwiskiem, czyli popełniając plagiat, co zostało udowodnione, zasługuje na objęcie stanowiska. I też nikt mi nie powie, że z etycznego punktu widzenia, taki człowiek zasługuje na jakąkolwiek obronę. No, chyba że jest się po stronie nieudaczników, którzy mają chody i zamiast posługiwać się własnym intelektem kradną jego wyniki innym. Ja z dobrego serca i z litości dla „mazaków” błądzących nie będę ich tu nicował. Ale czy Państwo nie czujecie tej grubej i skandalicznej niezręczności, którą Państwo popełniacie broniąc złodzieja cudzej myśli intelektualnej? Czy Państwo uważacie, że nie ma w tym nic złego?


Wracają do dyrektora „Plagiata” trzeba Państwu wiedzieć, że jego niesławna rejterada wzięła początek podczas czerwcowej sesji. Wówczas to radny Mirosław Żłobiński oraz radny Marcin Jóźwiak poprosili go „do tablicy”, by wyjaśnić jakieś tam drobne wątpliwości. A do tego dotąd nietykalny dyrektor „Plagiat” nie był przyzwyczajony. Coś tam bąkał, plątał, mącił. Tak z marszu też zabrałem głos. Nie żebym był tego dnia był jakiś szczególnie złośliwy, czyli jak zwykle. Ja dyrektora „Plagiata” tylko lekko musnąłem słownie, niczym opuszkami paluszków swych. Owszem, grillować chciałem go, ale na raty! Najpierw na komisji lekko napocząć, zobaczyć jakich przypraw trzeba użyć, by grillowanie właściwe, sesyjne, wypadło okazale, powabnie, smakowicie i apetycznie dla widzów i Czytelników. Lubię „ludzinę” podawać w sposób strawny i konsumentom satysfakcji dostarczający. Na tzw. „rympał” to ja nie idę! I nie zamierzałem grillować go na podłożu asfaltowym, co byłoby wulgarne i pozbawione dobrego smaku.


Kilka dni po sesji starosta Kazimierz Bogucki poprosił dyrektora „Plagiata” o przybycie na zarząd. Dyrektor „Plagiat” poczuł się niezdrów i udał się po druk L4. I tak to teraz leci: druk L4 lub urlop. Zaproponowano dyrektorowi „Plagiatowi” rezygnację z zajmowanego stanowiska i oferowano pracę. On jednak nie przyjął żadnej propozycji i jest w zusowskim zawieszeniu. A POSiR musi funkcjonować. Więc starosta w trosce o bieżące funkcjonowanie tej jednostki powołał na pełniącego obowiązki Dariusza Wołowicza. Ktoś musi podpisywać przelewy, mieć nadzór nad pracownikami. Efekty pracy i troski p.o Dariusza Wołowicza już widać. Koniec stepowienia parku, działające światła w toaletach, czysta sala, wymienione spróchniałe elementy pergoli. 


A po dyrektorze „Plagiacie” pozostał dług w kwocie ponad 120 tys. zł. Skąd dług? Ja wiem. Ale ja czekam aż spyta o to „mazakowa” opozycja, jakże wyczulona na niesprawiedliwość, która dotknęła niewydarzonego trenera „Tombę” vel takiegoż samego dyrektora „Plagiata”.