wtorek, 2 stycznia 2018

Konkurenci do "delfinka"

29 grudnia odbyła się druga odsłona przetargu na dokończenie budowy „delfinka” wraz z kręgielnią. Do przetargu pierwszego stanęła tylko jedna chętny: „Firma Gutkowski” z Leszna, która kończyła budowę basenu miejskiego po nierzetelnym wykonawcy. Przypomnę, że leszczynianie zaoferowali za dokończenie budowy kwotę 5.392.373,05 zł. Zadanie mieli zrealizować w terminie 179 miesięcy od dnia podpisania umowy. Dawali również 25. miesięczny okres gwarancji i rękojmi na zainstalowane na „delfinku” i kręgielni urządzenia oraz 37. miesięczny okres gwarancyjny na wykonane prace budowlane.

Do drugiego etapu zgłosiła się jeszcze jedna firma: „DFBO” Dolnośląska Firma Budownictwa Ogólnego z Ząbkowic. „DFBO” chce wybudować basen i kręgielnie za 4.899. 150,65 zł., czyli o 493.222,40 zł. mniej niż firma z Leszna. Dodatkowo deklaruje 172 dniowy termin realizacji inwestycji, 36. miesięczny okres gwarancji i rękojmi na urządzenia oraz 60. miesięczny okres gwarancji na roboty budowlane.

Z internetu niewiele o ząbkowickiej firmie można się dowiedzieć. Wiemy, że jest to jednoosobowa własność prywatna Bogdana Suchanka. Firma deklaruje, iż wykonuje (wg klasyfikacji PKD): „roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków mieszkalnych i niemieszkalnych, wykonywanie instalacji elektrycznych, wykonywanie instalacji wodno-kanalizacyjnych, cieplnych, gazowych i klimatyzacyjnych, wykonywanie pozostałych robót budowlanych wykończeniowych, wykonywanie konstrukcji i pokryć dachowych.”

Wg jednej ze stron firma działa od 23.08.2016 r. Toteż nic dziwnego, że trwa „wytężone badanie złożonych ofert” w naszym UMiG.


Wspomnieć należy, że dotąd zapłaciliśmy za „delfinka” i kręgielnie ok. 2,3 mln zł. Pamiętać też należy, że wciąż mamy dofinansowanie do tej inwestycji. Źródła dofinansowania są dwa. Pierwsze, to 1,3 mln zł z Urzędu Marszałkowskiego. Drugie źródełko to kwota 1.250.000 zł z Ministerstwa Sportu. Razem – 2.550.000 zł. 

Obustronna przepychanka

Jak już niegdyś Państwa informowałem, wojewoda dolnośląski zaskarżył uchwałę Rady Miejskiej dotyczącą zmian w planie zagospodarowania przestrzennego dotyczących obrębów geodezyjnych Góra, Stara Góra, Kłoda Górowska, Włodków Dolny, Zawieścice, Grabowno, Szedziec. To przez te obręby geodezyjne będzie przebiegało drugostronne zasilanie, do którego powstania tak wielu mieszkańców przywiązuje dużą wagę i łączy wielkie nadzieje na rozwój gospodarczy gminy. Moim skromny zdaniem są to oczekiwania na wyrost.

6 października WSA we Wrocławiu wydał niekorzystny dla nas wyrok w tej sprawie, który „uwalił” uchwałę o zmianach w planie przestrzennego zagospodarowania w ww. obrębach geodezyjnych. Wydawało się, że sprawa drugostronnego zasilania przesunie się znacznie w czasie.

Władze nie zasypywały jednak „gruszek w popiele” i przeprowadzały w listopadzie i grudniu ub. r. konsultacje z wojewodą dolnośląskim. W wyniku przeprowadzonych rozmów udało się uzgodnić z wojewodą szczegóły dotyczące treści nowej uchwały w tej sprawie. W chwili obecnej ze zmianami w planie zagospodarowania przestrzennego każdy z Państwa może zapoznać się w budynku UMiG. Plan do wglądu wyłożony jest od dzisiaj do 24 stycznia. 18 stycznia o godz. 12 w sali nr 110 (I piętro) odbędzie się dyskusja publiczna na ten temat. Przewiduje się, że nowa uchwała w tej sprawie może zostać podjęta już w lutym, co pozwoli wykonawcy – firmie „Elbud” z Poznania – wraz z wiosną rozpocząć prace. Gminy Bojanowo i Rawicz też miały swoje „przeboje” z wojewodą poznańskim, ale to już poza nimi.

Poniżej mają Państwo skromne wyciągi z liczącego sobie 28 stron wyroku WSA we Wrocławiu w tej sprawie. Przeważają cytaty, które rzucą Państwu jakieś światełko na sprawę.

Zdaniem wojewody: „Przeprowadzona ocena zgodności z prawem niniejszej uchwały, tj. pod katem art. 28 ust. 1 ustawy, pozwoliła stwierdzić, ze Rada Miejska Góry, uchwalając kontrolowany plan zagospodarowania przestrzennego, naruszyła w sposób istotny tryb sporządzania planu miejscowego.”

Ciekawe jest w tym przypadku postępowanie wojewody dolnośląskiego. Rada Miejska uchwałę nr XXX/211/16 uchwaliła 16listopada 2016 r. Niezwłocznie, bo już 6 dni później (22 listopada) została ona doręczona wojewodzie. uzasadnieniu I jak czytamy w uzasadnieniu do wyroku WSA: „Wojewoda Dolnośląski nie wydał rozstrzygnięcia nadzorczego w stosunku do zaskarżonej uchwały Rady Miejskiej Góra. Wobec powyższego uchwala została opublikowana w Dzienniku Urzędowym Województwa Dolnośląskiego dnia 21 grudnia 2016 roku poz.5928, a plan wszedł w życie po upływie 14 dni od publikacji.”

Skarga na uchwałę Rady Miejskiej została złożona do wrocławskiego WSA dopiero dnia 8 czerwca 2017 a więc po upływie ponad pół roku.

Skarżący (wojewoda) podniósł w skardze zarzut polegający na zamieszczeniu w zmianie planu zagospodarowania przestrzennego dwóch sformułowań. Pierwsze dotyczyło zwrotu: „szerokość 35 m” a drugie: „jego powierzchnia wynosi 42 ha”. W uchwale przyjętej przez Radę Miejską zwrot „szerokość 35 m” dotyczyła szerokości korytarza technologicznego dla linii elektroenergetycznej, której długość ma wynosić ok. 12 km na ternie naszej gminy. Zwrot: jego powierzchnia wynosi 42 ha” wynika z przemnożenia szerokości tego pasa przez jego długość.

Według wojewody stanowi to: „istotnie naruszenie procedury sporządzania planu miejscowego, poprzez brak uzyskania zgody na zmianę przeznaczenia gruntów leśnych na cele nieleśne.”

Na zarzuty wojewody odpowiedziała burmistrz Irena Krzyszkiewicz, która w piśmie do wojewody stwierdziła, że; „nie można zgodzi się z twierdzeniem, ze (…) można będzie zrealizować linię 110kV w całkowicie dowolnym miejscu - w ramach 35,00 m korytarza technologicznego.” W odniesieniu do zarzutu o braku zgody na zamianę gruntów leśnych na nieleśne burmistrz stwierdziła: „Należy jednoznacznie stwierdzić, ze decyzja Ministra Środowiska (…) z dnia 7 marca 2016 r. ogranicza możliwość lokalizacji tej linii 110kV do pasa terenu o szerokości 15,00 m na graniach leśnych wchodzących w skład wymienionych w decyzji pododdziałach, na terenach leśnych przewidzianych dla wyznaczania korytarza napo- wietrznej linii (…) Inna interpretacja ustalen planu miejscowego kłóci się z obowiązującym w Polsce porządkiem prawnym.”

Wojewoda, a właściwie podległy mu organ nadzoru nie podzielił stanowiska burmistrza. Zauważył, że: „Minister Środowiska dnia 7 marca 2016 r. wydal decyzję (…) w której wyraził zgodę na przeznaczenie na cele nierolnicze i nieleśne w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego Miasta Góra ok. 3,2378 ha gruntów leśnych Skarbu Państwa, lezących w pasie 15 m wzdłuż projektowanej linii elektroenergetycznej 110 kV, których konkretna lokalizacje i przebieg oznaczono na mapach stanowiących załączniki do decyzji.”

Stanowisko Gminy Góra nadal było niegięte: „Granice planu miejscowego: szerokość 35 metrów jak i przebieg korytarza związanego z linią WN 110 kV zostały wyznaczone w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Góra. Organ sporządzając projekt planu miejscowego jest zobligowany do zachowania zgodności jego ustaleń z zapisami studium, a więc nie była możliwa zmiana szerokości korytarza technologicznego linii 110kV z 35 metrów na 15 metrów, ponieważ byłoby to niezgodne z zapisami studium.”

Gmina podnosiła również że nie zachodzi konieczność: „dokonania zmiany przeznaczenia gruntów leśnych na cele nieleśne w całym 35 metrowym korytarzu, bowiem zajęciu, w ramach terenów (…) podlegać będą tylko grunty pod fundamenty słupów linii. Wyłącznie w tych miejscach, na etapie pozwolenia na budowę, inwestor będzie występował o wyłącznie gruntów z produkcji leśnej. Lokalizacja linii WN 110kV związana będzie z miejscową i to tam gdzie będzie to niezbędne, wycinka drzew.”

W swoich pismach gmina stwierdziła: „Strona zaprzecza temu twierdzeniu wojewody, albowiem, jak to zostało już wcześniej opisane, opiera się ono na wyjętych z całości fragmentów przepisów planu miejscowego. Poza subiektywna ocena skarżącego, twierdzenie to nie zostało potwierdzone żadną argumentacją.”

W obszernym uzasadnieniu wyroku WSA we Wrocławiu stwierdził m.in., że: „Stwierdzenie nieważności, zgodnie z wnioskiem skarżącego (wojewody), doprowadziłoby do zmiany granic miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, co skutkowałoby wkroczeniem w kompetencje Rady Miejskiej Góry. Także tym działaniem wojewoda wkroczył w kompetencje przynależne innemu organowi, czym naruszył art. 7 Konstytucji.” Dodatkowo WSA zauważył; „Nadto wniosek skarżącego (wojewody) nie zasługuje na uwzględnienie, wobec tego, ze jest on nieuprawniony, ponieważ doprowadziłoby to do zmiany granic planu miejscowego w wyniku orzeczenia sadu administracyjnego, niezgodnie z ustaleniami studium.”

Nie mnie WSA stwierdził, że; „skarga jest uzasadniona” i wytknął gminie Góra popełnione błędy. W uzasadnieniu czytamy: „(…) zdaniem sadu, w rozpoznawanej sprawie spełnione zostały zatem przesłanki do stwierdzenia nieważności uchwały z powodu naruszenia ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.”

Następnie WSA je wymienia. I tak sąd zauważył, że: (…), plan miejscowy uchwala rada gminy, po stwierdzeniu, ze nie narusza on ustaleń studium.” Sąd dopatrzył się naruszeń studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego obowiązujących dla naszej gminy. A trzeba państwu wiedzieć, że każda zmiana miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego musi być zgodna z owym studium.

Wytknął Sąd wytknął nam, że: „zwarte kompleksy lasów pozostające do zachowania, służące
prowadzeniu planowanej gospodarki leśnej (…);.Dodatkowo, że w studium wskazuje się wyraźnie, ze zadania ochrony lasu sprowadzają się do zachowania i powiększania obszarów leśnych”. My w związku z koniecznością posiadania drugostronnego zasilania chcieliśmy je wycinać. Sąd zauważył, że: (…) niniejszym planem zmienia się przeznaczenie gruntów leśnych o powierzchni 3,2378 ha, na cele określone w uchwale.”

WSA zauważył, iż: „Taki stan rzeczy, bez stosownych zmian zapisów studium, uniemożliwia zatem uchwalenie planu miejscowego przewidującego inne przeznaczenie terenu (na cele nieleśne) niż określone w studium. Stwierdzenie zaś w części nagłówkowej zaskarżonej uchwały zgodności zapisów planu z ustaleniami studium jest niezgodne ze stanem rzeczywistym.”

Wątpliwości sadu wzbudziły zapisy dotyczące form zabudowy na objętych zmianami planu terenach. Tu sąd wskazał, że: „(…) rodzi się fundamentalne pytanie jakie formy zagospodarowania, a ściślej zabudowy (czy tez zakazu zabudowy) dopuszcza plan. Zdaniem sadu zacytowane unormowania w sposób rażący naruszają (…) zasady kształtowania zabudowy. Sa one częściowo ze sobą sprzeczne i nie udzielają odpowiedzi na pytanie jak autor planu ustalił zasady kształtowania zabudowy w terenie.”

Inna uwaga sądu dotyczyła zapisu w brzmieniu: „wprowadzono zakaz lokalizowania tablic reklamowych na całym terenie objętym planem.” WSA zauważył, że; „(…) dla podjęcia tego typu rozwiązań, dotyczących tablic reklamowych winna być podjęta w odrębnym trybie i nie może być zawarta w uchwale o planie zagospodarowania przestrzennego.”


WSA zauważył też, że: „wprowadzono unormowania szczegółowe, dotyczące realizacji inwestycji, dla której plan został uchwalony, a takich uwarunkowań nie przewiduje przywołany przepis. Warunki prowadzenia prac przy realizacji zamierzenia będzie szczegółowo określać decyzja zezwalająca na jej realizację, a takich kompetencji nie posiada rada gminy, opracowując plan miejscowy.”

czwartek, 28 grudnia 2017

Czym oddychamy?

No i zamiast zimy mamy zgniłą jesień. Zamiast śnieżnego puchu kałuże. Fakt, nie możemy lepić bałwanów, ale u nas ci ich pod dostatkiem o każdej porze roku. Nie o bałwanach pisał będę dzisiaj (bałwany, o których napomknąłem nigdy nie topnieją, niestety!) a o powietrzu, którym przyszło nam oddychać.

W naszym mieście funkcjonuje stacja meteorologiczna, która znajduje przy szkole podstawowej nr 1. Tam odnajdujemy dane dotyczące: temperatury, ciśnienia, prędkości wiatru, wielkości opadów, wilgotności gleby, promieniowania słonecznego UV. Znajdziemy tam również dane4 dotyczące zapylania pyłami PM 10 oraz PM 2,5.

O wpływie tych pyłów na organizm człowieka poczytacie sobie Państwo sami, bo mi nie wolno się denerwować. Ja jedynie zamieszczę Państwu skany wykresów dotyczące poziomu zanieczyszczeń tych cholerstwem, które zbadała i odnotowała stacja meteorologiczna przy SP nr 1, która mieści się na obrzeżach miasta. Poniżej wykres zawartości pyłów PM 10 w okresie ostatnich 24 godzin.

 Jak Państwo widzicie na wykresie 27.12. (wczoraj) ok godz. 21 poziom pyłów PM 10 na obrzeżach naszego miasta (ul Konopnicka) wynosił 230 µg/m3. Wg polskich norm dla pyłów drobnych PM 10 są ustalone na trzech poziomach:
- poziom dopuszczalny 50 µg/m3 (dobowy),
- poziom informowania 200 µg/m3 (dobowy),
- poziom alarmowy 300 µg/m3 (dobowy).
Przy czym poziom dopuszczalny – 50 µg/m3, mówi o tym, że jakość powietrza nie jest dobra, ale nie wywołuje ciężkich skutków dla ludzkiego zdrowia.

Natomiast poziom informowania - 200 µg/m3, oznacza, że jest źle i trzeba ograniczyć aktywności na powietrzu, bo norma przekroczona jest czterokrotnie. I za takim odczytem gminne służby powinny poinformować mieszkańców naszego miasta, że lepiej z chaty nie wyłazić, bo cholerstwo w postaci PM 10 może dać nam popalić. A do lekarzy mamy daleko. Oj, bardzo daleko! Patrzę na stronę gminy komunikatu brak. A zresztą, po co ludzi denerwować?

Co się dziać powinno kiedy przekroczone są poziomy informowania lub alarmowy?
Za każdym razem w takich sytuacjach informacja z wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska jest wysyłana do wojewódzkich zespołów zarządzania kryzysowego, a te zespoły mają ustalony sposób współdziałania z władzami lokalnymi.

I tu przechodzimy do poziomu alarmowego – 300 µg/m3. Oznacza on, że jest bardzo źle, norma przekroczona jest sześciokrotnie i należy bezwzględnie ograniczyć przebywanie na powietrzu, a najlepiej zostać w domu, szczególnie osoby chore.

Na szczęście poziomy alarmowe zdarzają się w Polsce bardzo rzadko. W tym roku poziom alarmowy został przekroczony raz, w Zabrzu – 5 listopada. Wówczas dobowe stężenie pyłu PM10 wyniosło tam 330 µg/m3.

Wykres poniższy ukazuje stężenia pyłu PM 10 w przedziale tygodniowym.



Kolejny wykres obrazuje stężenie pyłu PM 10 w okresie 30 dniowym.

 I tu widzimy, że 30 listopada, 21 grudnia oraz wspomnianego już 27 grudnia poziom informacyjny został przekroczony. Mieszkańców miasta o tym nie poinformowano.

A teraz zajmiemy się pyłem PM 2,5. Poniżej wykresy dotyczące ostatnie doby, tygodnia i miesiąca. Wnioski wyciągną sobie Państwo samodzielnie.





Do wiadomości Państwa: 25 µg/m3 jest to poziom dopuszczalny dla stężenia średniorocznego.

Polska sama wprowadziła poziom informowania i alarmowy dla pyłu PM10. Przepisy unijne, w przypadku pyłów, dotyczą jedynie poziomu dopuszczalnego i w Polsce jest on na takim samym poziomie, jak w Unii Europejskiej.

Zarówno poziom informowania, jak i poziom alarmowy zostały wprowadzone rozporządzeniem ministra środowiska w 2012 r. Ministerstwo Środowiska ustanawiając obie te normy, na takim poziomie, miało na uwadze konieczność podejmowania intensywnych działań informacyjnych i zapobiegawczych w sytuacjach awaryjnych, czyli poważnego zagrożenia dla zdrowia ludzi.

Unia Europejska dla pyłów drobnych PM10 i PM2,5 ustaliła jedynie poziom dopuszczalny, odpowiednio dla PM10 – 50 µg/m3 (dobowy) i 40 µg/m3 (średnioroczny), a dla pyłu PM2,5 - 25 µg/m3 (średnioroczny).


Warto byłoby zakupić urządzenie pomiarowe, które monitorowałyby sytuację w górowskim rynku, przy szkołach, przedszkolach, gdzie górowianie posyłają swoje pociechy. Chyba każdy z nas ma prawo wiedzieć czym oddycha w dany miejscu i o danej godzinie?

środa, 20 grudnia 2017

Cieplne historie III

Kończy się opowieść o Zakładzie Energetyki Cieplnej w Górze. Podstawą dwóch dotychczasowych postów na temat dawcy ciepła dla znaczącej liczby mieszkańców naszego miasta było „Sprawozdanie z działalności ZEC za rok 2016.” Trzeba przyznać, że dokument ten był bardzo dobrze przygotowany. Nie mniej, celem poszerzenia wiedzy własnej oraz Państwa na temat działalności spółki, poprosiłem prezesa ZEC – Rafała Korytowskiego (funkcję pełni od 1 kwietnia 2015 r.) o odpowiedź na 24 pytania, które wiodły mnie do osiągnięcia zamierzonego celu. I takie odpowiedzi otrzymałem. W pełni satysfakcjonujące.

Kotłownia ZEC przy Jagiellonów opalana jest miałem węgla kamiennego. W sezonie grzewczym 2015/2016 spółka zakupiła 4110,30 ton miału. Rok później 3429, 89 ton, czyli o 680,41 ton mniej Na sezon obecny zakontraktowano 3750 ton. W roku 2016 na skutek spalania kotłownia wytworzyła 423 tony żużla. Spółkę obowiązuje obowiązek utrzymywania 30 dniowego zapasu paliwa. W przypadku ZEC dostawa paliwa następuje co miesiąc, co zgodne jest z harmonogramem dostaw. ZEC posiada opał w tzw. „depozycie”. Na terenie kotłowni przy Jagiellonów leża hałdy opału, który jest owym „depozytem”. „Depozyt” ten zabezpiecza wymagany 30 dniowy zapas opału bez konieczności angażowania środków własnych spółki, co bardzo korzystnie wpływa na wyniki ekonomiczne. Dostawcą opału dla ZEC jest firma WIK Sp. z o.o. z siedzibą w Rybniku.

Kaloryczność nabywanego przez spółkę miału węglowego ma wartość opalową wynoszącą 23000 kJ/kg. (6,39 kW). Sprawność kotłów pracujących we kotłowni przy Jagiellonów wynosi 72 – 75%.

W okresie letnim, gdy kotłownia przy Jagiellonów poddawana jest remontom, jej działalność przejmuje kotłownia szczytowa olejowo – gazowa przy ul. Wierzbowej. Gaz do niej dostarcza PGNiG siedzibą w Warszawie. Tak też działo się w tym roku, gdy w sierpniu i wrześniu trwał remont kotłowni na Jagiellonów.

Jak wcześniej pisałem ceny ciepła i ciepłej wody ustala dla ZEC Urząd Regulacji Energetyki. Obecnie obowiązująca taryfa (14 z kolei) zawarta jest w poniższej tabeli: 



Obecnie ZEC prowadzi nowe postępowanie taryfowe, by uzyskać nową taryfę na cenę ciepła. W latach 2014 – 2016 ceny ciepła spadały. W roku 2016 cena ciepła wynosiła 66,18 zł za 1 GJ a rok później 65,33 za 1/GJ. W roku 2016 63,47 zł za 1 GJ.

ZEC – i nie ma co tego ukrywać – jest również emitentem zanieczyszczeń. Emitowana przez spółkę zanieczyszczenia nie przekraczają dopuszczalnych norm. Związane jest to z tym, że przeprowadzono modernizację instalacji odpylania kotłów i z zakupu lepszego gatunkowo opału.

Spółka musi też wnosić opłatę za emisję zanieczyszczeń do powietrza. W roku 2015 była to kwota 28.981 zł a rok później 19.520 zł. Ten spadek był efektem zastosowania opału o lepszych parametrach i niższym zużyciem opału, co ma wpływ na wysokość opłaty.

Inną sprawą jest ciążący na spółce obowiązek uzyskania świadectwa energetycznego, które występuje pod popularną nazwą „białego certyfikatu”. W przypadku braku takiego „białego certyfikatu” trzeba uiścić opłatę zastępczą. W 2016 r. spółka uiściła opłatę zastępczą w kwocie 19.634 zł oraz przedstawiła do umorzenia prezesowi URE 5,334 PMEF („białe certyfikaty”). ZEC zakupił je na Towarowej Giełdzie S. A. w cenie zakupu 1 PMEF za kwotę 1250 zł.

Jednak los kotłowni przy Jagiellonów jest przesądzony. W „Sprawozdaniu…” czytamy, że: „Zgodnie z zapisami dyrektywy (UE) dopuszczalne wielkości emisji od dnia 1 stycznia 2025 r. (…)” spowoduje, że; „Technologia kotłowni węglowej zlokalizowanej przy Al. Jagiellonów nie spełni w/w wymogów ochrony środowiska.” W odpowiedzi na moje pytania prezes Rafał Korytowski stwierdził: „W 2018 r. planowane jest zlecenie opracowania analizy techniczno-ekonomicznej mające na celu wybór optymalnego rozwiązania techniczno-ekonomicznego dla budowy nowego źródła ciepła dla miejskiego systemu ciepłowniczego Góry.”

Nowa dyrektywa UE w sprawie dopuszczalnego poziomu zanieczyszczeń znacznie obniża dopuszczalny poziom zanieczyszczeń. I tak np. obecnie norma dla pyłu wynosi 200 mg/m sześcienny, to od 1 stycznia 2025 r. norma będzie wynosiła 50 mg/m sześcienny. Dotychczasowa norma dla dwutlenku siarki – 1500 mg/m sześcienny. Nowa – 400 mg/m sześcienny. Prezes Rafał Korytowski stwierdza; „Po 1 stycznia 2030 r. istniejąca kotłownia nie spełni wymagań środowiskowych, ze względu na wymagany poziom emisji dwutlenku siarki.”

Moc kotłowni, którymi dysponuje ZEC już w chwili obecnej jest niewystarczająca. W związku z powyższym ZEC nie planuje podłączania kolejnych odbiorców do swojej sieci cieplnej.

ZEC spłacał w okresie 2014 – 2017 dwie pożyczki na łączną kwotę 350.200 zł. Wykorzystane zostały one modernizację instalacji odpylania dwóch kotłów wodnych oraz podłą zenie budynków do sieci cieplnej. Obie pożyczki zostały spłacone.

W rok 2014 ZEC zamknął stratę w wysokości 29.000 zł. Strata za rok 2015 wzrosła do kwoty 871.000 zł. Przyczyna: niedobory opału. Nowy prezes ZEC znalazł odpowiedzialnych. W trybie dyscyplinarnym zwolnił 2 pracowników a sprawę oddano do prokuratury. Ta nie dopatrzyła się znamion dojścia do przestępstwa i postępowanie umorzyła. Zwolnieni w trybie dyscyplinarnym pracownicy odwołali się do Sądu Pracy. Postępowanie było dwuinstancyjne, ale w jego efekcie obaj byli pracownicy uzyskali od ZEC odszkodowania. O tempora, o mores!


Panu prezesowi Rafałowi Korytowskiemu serdecznie dziękuję za okazaną pomoc i współpracę, bez której posty o prowadzonej przez niego spółce byłyby uboższe.

wtorek, 19 grudnia 2017

Skarga do NFZ Wrocław

Poniżej treść skargi:

W dniu 13.12. br. na portalu radia „elka” ukazał się artykuł: „Pacjentka nie mogła korzystać z pomocy. Wieczorynka w Górze.” Pod artykułem znajdują się liczne komentarze, które dotyczą funkcjonowania nocnej i świątecznej pomocy medycznej w naszym mieście. W większości są to opinie negatywne, gdyż od początku działalności „wieczorynki” prowadzonej przez Nowy Szpital we Wschowie wśród mieszkańców występuje bardzo silne niezadowolenie z jej działalności.

Podstawowym zarzutem jest częsty brak lekarza dyżurującego na „wieczorynce”. Opisane w artykule przypadki nie są odosobnione. W dniu 14 grudnia br. sam otrzymałem informację, iż po godz. 18 nie było lekarza dyżurze. W tej sytuacji powiadomiłem dyżurnego Komendy Powiatowej Policji o tym fakcie i poprosiłem o sporządzenie notatki służbowej z tej rozmowy, która z całą pewnością tam się nadal znajduje.

Trwa fikcja istnienia „wieczorynki” w Górze. A ludzi szlag trafia! Bo albo coś jest i spełnia swoją rolę, albo tego nie ma. Jeżeli NFZ Wrocław jest, to niech wpełni należycie swoją rolę i kontroluje działalność górowskiej „pseudowieczorynki”.

W zaistniałej” sytuacji proszę o podjęcie skutecznych i natychmiastowych działań, które przywrócą ludziom nadzieję, iż na „wieczorynce” zostanie udzielona im skuteczna i profesjonalna pomoc w obliczy, gdy jej oczekują i potrzebują. Pragnę też przypomnieć, że powiat górowski pozbawiony jest szpitala, ale nie jest to winą mieszkańców lecz wynikiem indolencji i braku kompetencji władz powiatu.

Proszę o poinformowanie mnie o podjętych przez Państwa krokach celem wypełniania przez „wieczorynkę” obowiązku ochrony życia ludzkiego.


Robert Mazulewicz

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Powrót do przeszłości


Na najbliższej sesji, która odbędzie się 22 grudnia, radni przyjmą m.in. regulamin użytkowania sztucznego lodowiska. Regulamin przewiduje, że wejście na obiekt będzie bezpłatne. Równocześnie uchwała w tej sprawie przewiduje, że odpłatne będzie wypożyczenie łyżew, które w ilości 138 par będą do dyspozycji miłośników szaleństwa na lodzie. Stawki za wynajem łyżew określi burmistrz Góry, co jak czytamy w uzasadnieniu do uchwały: „umożliwi szybki i elastyczne ustalanie opłat.”

Lodowisko ma być czynne od poniedziałku do piątku w godzinach 9.00 do 21.00. W soboty i niedziele od 10.00 – 21.00. Na tafli lodowiska będzie mogło jedno razowo przebywać 40 łyżwiarzy. Jazda na lodowisku – zwana regulaminie lodowiska jedną sesją – może trwać 50 min. Należy jednak pamiętać o tym, że bilet będzie upoważniał tylko do korzystania z jednej sesji. Nie będzie można jeździć po lodowisku w łyżwach do jazy szybkiej, tzw. „panczenach.”

Rozmiary naszego lodowiska: powierzchnia tafli – 540 m kw., długość – 30 m., szerokość – 18 m.

Wypożyczyć łyżwy będzie można po wpłaceniu kaucji w kwocie 150 zł., lub okazaniu ważnego tożsamości (dowód osobisty lub inny dokument ze zdjęciem). Do wypożyczenia będą dwa rodzaje łyżew: hokejowe i figurowe. Tych pierwszych będzie 88 par w rozmiarach od nr 28 do 45. Najwięcej łyżew hokejowych będzie w rozmiarze nr 41 (11 par). Łyżew figurowych będzie 48 par po 5 par w rozmiarach od nr 36 – 39).

Dostawione zostanie 8 ławek, 5 koszy do śmieci  a przed lodowiskiem pojawiła się kostka betonowa o grubości 6 cm, która utwardziła nawierzchnię. Ta z kolei przykryta zostanie gumową matą o grubości 6 cm.  Łyżwiarzom towarzyszyła będzie muzyka emitowana z 4 głośników o mocy 25 W

Oprócz tego zamontowana zostanie ostrzałka do łyżew, suszarka do butów i łyżew, która wyposażona zostanie w lampę jonizującą oraz system dezynfekcji. Dla najmłodszych, którzy „zapalą” się do jazdy na lodzie będzie 5 szt. figur do nauki jazdy na łyżwach (chodzik wyposażony w wygodne uchwyty po obu stronach, tak, aby najmłodsi mogli stabilnie i bezpiecznie utrzymać równowagę podczas jazdy), płozy saneczkowe do nauki jazdy na łyżwach dla dzieci (10 szt.),

Wykonawcą sztucznego lodowiska jest firma „Alle Cool” z Kępna. Firma ta para się tym od 2003 r. W naszej najbliższej okolicy, czyli w Lesznie, w 2015 r. firma ta postawiła w Rynku lodowisko w wymiarach 20 × 30 m, gdzie jednorazowo mogło ślizgać się 70 osób . Cieszyło się ono ogromną popularnością.

Prace przy naszym lodowisku  zostały rozpoczęte od wypoziomowania podłoża pod lodową taflę oraz rozłożenia kolektorów czynnika chłodzącego dzięki któremu możliwe jest zamrożenie podłoża. Następnym etapem był montaż band z płyt polietylenowych oraz montaż agregatu chłodniczego.

Jak to działa.

Systemy zbudowane są z segmentów rur polietylenowych ułożonych na wypoziomowanym podłożu i warstwie izolacji parochronnej z foli oraz izolacji termicznej z płyt styropianowych. W rurach tych krąży czynnik mrożący wodę na taflę lodową. Czynnikiem tym jest glikol, który w odpowiednim stężeniu chłodzony jest za pomocą agregatu wody lodowej. Schłodzony glikol etylenowy w parowniku do temp. -12°C za pomocą pompy przetłaczany jest do wężownicy płyty lodowiska, gdzie podgrzewa się do temp. -9°C, a następnie powraca do parownika schładzacza cieczy.

W zależności od powierzchni lodowiska, stosowane są agregaty o różnych wydajnościach, co zależy od wielkości lodowiska. Agregat zainstalowany na naszym lodowisku ma wydajność 70 kW. Agregaty w zależności od swojej mocy posiadają odpowiednio dwa-cztery obiegi chłodnicze z dwoma lub czteroma sprężarkami tłokowymi półhermetycznymi. Stopniowanie mocy agregatu: 25, 50,75%. Agregat może pracować w temperaturze otoczenia maks + 15 ˚ C.

Bandy wykonane są z profili stalowych i wyłożone są płytą PE HD, oraz płytą okopową koloru żółtego, a listwa poręczowa w kształcie U jest koloru niebieskiego. Bandy posiadają bramę wjazdową dla rolby oraz furtki dla łyżwiarzy. Promień łuku bandy wynosi 5,0m. W przypadku lodowisk sezonowych bandy przytwierdzone są do podłoża tylko poprzez przymarzanie tafli lodu. Takie rozwiązanie nie powoduje uszkodzeń w nawierzchni sportowej, na której lodowisko zostało umiejscowione.

Wartość podpisanej umowy to kwota 478.470zł. Termin odbioru - 22 grudnia 2017 r. W tej kwocie mieś i się dofinansowanie, które nasza gmina otrzymała z Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich. Wniosek o dofinansowanie złożyła Lokalna Grupa Działania Ujście Baryczy. Dofinansowanie wynosi 214.211 zł. Tak więc w ostatecznym rozrachunku własne środki gminy wyłożone na sztuczne lodowisko wyniosą 264.259 zł.

Lodowisko zawsze będzie mi, i dla wielu z Państwa, kojarzyło się z atmosferą świąt bożonarodzeniowych i ferii zimowych. Za moich – i nie tylko – młodych lat, ferie zimowe zaczynały się chyba dwa dni przed wigilią a kończyły 7 stycznia. Ba! Do szkoły chadzało się w soboty. Któż wówczas marzył o sztucznym lodowisku? Wystarczyło lodowisko na „stawku Waśili”, jak mówiono o zbiorniku wodnym za kortami. Zimy były wówczas regularne, mróz przyzwoity, na deficyt śniegu się nie narzekało. Ni pięknie było po prostu! Raj! Na lodowisko dostać się można było na dwa sposoby: przez „bunkier” z tyłu szkoły nr 2 im. wówczas Henryka III Głogowskiego (później T. Kościuszki, od r.
Drugi sposób, to przez płot. Ryzykowało się wyrzucenie po nakryciu kantu, ale jakiż owoc zakazany nie ma niewysłowionej słodyczy?

W „bunkrze” znajdowała się wypożyczalnia łyżew. Coś tam się za nie płaciło, ale nie wiem ile. Za wejście na lodowisko również. Chyba dwie lampy o małej sile luksów oświetlało lodowisko, które – jak pamiętam – tonęło w tajemniczym półmroku. A gdy spadł śnieg, to jako uczniowie podstawówki, robiliśmy na tafli lodowiska za plugi śnieżne. Mój i moich kolegów nauczyciel w-f, nieżyjący już Jan Chmura, wręczał nam na lekcji drewniane łopaty, którymi likwidowaliśmy śnieg z lodowej tafli, ale na łyżwach. Żalu o to nie mieliśmy. Było przepysznie, cudownie i bajkowo. Łeb rozbity, siniaki na całym ciele, to efekt gry w hokeja przy użyciu kiji hokejowych własnej produkcji. Łyżwy były drogie, kije hokejowe w sprzedaży nie występowały, ale jakoś dawaliśmy sobie radę. Były czasy!


Wypada się cieszyć, że młodzi ludzie będą mieli lodowisko z prawdziwego zdarzenia. Próby stworzenia lodowiska na ternie basenu podejmowane w poprzednich latach, zawsze niweczyły kaprysy pogody. Wypada mieć nadzieję, że zapomniana dzisiaj umiejętność jazdy na łyżwach się odrodzi. Tym bardziej, że lodowisko może działać w temperaturze +15 stopni Celsjusza.