wtorek, 3 lutego 2015

Sesyjna (tania)jatka

Ciekawa była sesja Rady Powiatu, która odbyła się 29 stycznia. Program sesji przewidywał 10 punktów. Starzy bywalcy sesyjni oceniali, że sesja potrwa do dwóch godzin i będzie „po herbacie.” Wszystkich jednak czekała spora niespodzianka. O niektórych pokrótce.

Już na wstępie radny Jan Przybylski zarzucił rządzącej koalicji, że „nagminnie łamie prawo” oraz wezwał do stosowania się do „przepisów prawa”. Poszło o protokół z sesji, który powinien być publikowany na stronie starostwa na 7 dni przed sesją. Tak się jednak nie dzieje.

Radny Mirosław Żłobiński zadał pytanie: „Kto decyduje o treści protokołu?” I przypomniał, że na jednej z poprzednich sesji mówił o tym, by sesje odbywały się w godzinach popołudniowych. Zapisu swojego wystąpienia nie odnalazł w protokole i stąd jego pytanie. Na sali zapadła głucha cisza. Nikt nie wyjaśnił kto decyduje o tym co będzie a czego nie będzie w protokole. Te niewygodne pytanie pominięto milczeniem. Odważnych w koalicji tradycyjnie nie było.

Na uchybienia prawne wskazał również radny Marek Zagrobelny, który potwierdził, że protokół z poprzedniej sesji powinien był być dostępny 23 stycznia a nie był. Jest to: „naruszenie zapisów statutu” – stwierdził radny.

Przewodniczący Rady Powiatu, słaby merytorycznie jak cała koalicja, stwierdził, że „zwróci na to uwagę.”

Swoje pytanie nadal drążył radny Mirosław Żłobiński, który pytał: „Kto ingeruje w treść wypowiedzi i kto usuwa?”

Przewodniczący Jan Rewers stwierdził, że: „Takie rzeczy nie mogą mieć miejsca”. Odważny inaczej cenzor jednak się nie ujawnił.

Głos zabrał starosta – wielce Czcigodna Pomyłka, który coś tam mówił, ale ja jego mowy rzadko notuję, bo wiem o czym będzie ględził a ponadto on strasznie posługuje się nasza mową ojczystą. Po kilku minutach jego ględzenie uszy mnie bolą.

Głos zabrał radny Jan Przybylski, który w dłuższym wywodzie przedstawił swoje obiekcje co do pracy zarządu. Nawiasem mówiąc ten starszy, poczciwy człowiek jeszcze wierzy, że Zarząd w tym składzie osobowym, z tym starostą, wicestarostą i członkami jest w stanie coś zrobić. Duży optymizm prezentuje pan Jan. I to pomimo doświadczenia życiowego.

I tak naiwny Jan Przybylski miał żal o poziom intelektualny odpowiedzi na jego interpelacje. I tak np. domagał się, by w odpowiedzi na interpelację używany był: „zrozumiały język polski.” Ubawił mnie aż do łez tym swoim żądaniem! Radny Jan Przybylski stwierdził, iż złożył 10 interpelacji, „merytorycznych interpelacji”, na które otrzymał odpowiedzi rażąco niekompetentne i pełne nieścisłości.

Radny Grzegorz Aleksander Trojanek niejako potwierdził słowa radnego Jana Przybylskiego mówiąc: „Odpowiedzi są nie takie. Proszę czytać interpelacje ze zrozumieniem.”

Radny Marek Zagrobelny poprosił radnego Marka Biernackiego o przybliżenie przebiegu komisji budżetu i gospodarki, której jest on przewodniczącym. W odpowiedzi radny Marek Biernacki stwierdził, że może jedynie podać wynik głosowania. Pół sali dusiło się ze śmiechu. Fajny samorządowiec z tego Marka „Bananowego Uśmiechu” Biernackiego. Za 820 zł diety to on się wysilał na dłuższą wypowiedź nie będzie. No i tak właśnie wygląda (nie)moc intelektualna tej koalicji. Magister inżynier Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki nie potrafi sklecić kilku zdań na temat przebiegu komisji, której jest przewodniczący, POtwornie przygnębiające!

Rozgorzała dyskusja na temat planu naprawczego dla powiatu górowskiego. Radny Jan Przybylski stwierdzi że: „Komisja budżetu i gospodarki powinna wypracować głębszy program naprawy finansów. A to jest kukułcze jajko.” I kontynuował: „W ubiegłych latach nieźle się bawiliście. Zapaść finansowa kumulowała się przez dłuższy okres czasu. Ten program to jest opowieść do czytania i nic poza tym. Problem rozpoczął się w 2008 r. a nie w 2011 jak to próbujecie nam wmówić. Było nierzetelne podejście do finansów publicznych. Do dzisiaj mamy budowę strażnicy w sądzie.”

Radny Jan Przybylski zaproponował również zmianę w projekcie uchwały, która zobowiązywała by Zarząd Powiatu do składania kwartalnych sprawozdań z wdrażania programu naprawczego. Propozycja ta – bardzo rozsądna – nie spotkała się z uznaniem koalicji, która głosowała w całości przeciwko kwartalnemu sprawdzaniu co Zarząd zrobił w dziele wdrożenia naprawy finansów powiatu. Cała 9 koalicjantów głosowała przeciw.

Radny Jan Przybylski przypomniał, że Ministerstwo Finansów wydało „druzgocącą ocenę” programu naprawczego

Radny Mirosław Żłobiński wskazał na nieścisłości w programie naprawczym związane z negatywną decyzja na temat utworzenia gimnazjum dwujęzycznego. Sprawa polegała na tym, że w programie naprawczym wskazywano, iż powiat chce zmieścić wydatki na oświatę w kwocie przysługującej mu subwencji oświatowej. Trzeba wiedzieć, iż subwencja oświatowa jest niższa niż realne wydatki ponoszone przez powiat na rzecz oświaty. Taki kierunek wskazano w programie naprawczym a jedną dróg dojścia do stanu równowagi było utworzenie dwujęzycznego gimnazjum przy górowskim LO. Wówczas zwiększeniu uległaby część oświatowa subwencji, bo za każdym uczniem idą pieniądze.


C.d.n.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Tzw. "samorząd" koalicyjny

Podczas posiedzenia Komisji Prawa i Porządku Publicznego w dniu 23 stycznia 2015 r. przyjęto plan pracy komisji na rok 2015. Wcześniej poinformowano radnych, by przygotowali swoje propozycje do planu pracy.

Z dużym wysiłkiem przewodniczący komisji – Ryszard Borawski zaczął odczytywać propozycję planu pracy. Propozycja ograniczała się do 10 punktów, które maja być zrealizowane przez komisję w roku 2015 jest to, że żaden z członków tej komisji nie otrzymał propozycji planu pracy a jedynym depozytariuszem wiedzy tam zawartej był Ryszard Borawski.

Ciekawe od kogo on to dostał, bo ja, znając radnego Borawskiego uważam, że nie on był autorem tego dokumentu. Dupa mi się marszczy za śmiechu na sama myśl, że on ten plan pracy wymyślił! No dobra, jechał pies plan pracy!

Radny Adrian Grochowiak potraktował zachętę do zgłaszania propozycji do planu pracy poważnie (młody jest to i naiwny) i usiłował coś tam od siebie dodać. Przewodniczący R. Borawski zaniemówił z wrażenia, poczerwieniał i nieco się zdenerwował. Jako że był niegdyś kierownikiem placowym w górowskiej Cukrowni przywykł do faktu, że składowane tam buraki zawsze milczały. Radny Adrian Grochowiak nie odniósł sukcesu i nie udało mu się wprowadzić żadnej swojej propozycji do planu pracy komisji. Rozpoczął się wybór wiceprzewodniczącego komisji. Przewodniczący R. Borawski zgłosił kandydaturę radnego Bronisław Barny (zwanego pokątnie Bronisław Bardzo Be).

O głos poprosił radny Adrian Grochowiak, który był przeciwny tej kandydaturze. Radny Adrian Grochowiak spytał kandydata B. Barnę dlaczego zaparkował swój samochód przed urzędem na polu wyłączonym z ruchu? Radny Grochowiak stwierdził, że wiceprzewodniczącym Komisji Prawa i Porządku Publicznego nie może być człowiek, który to prawo łamie.




I zaczęła się awantura! Głos zabrał przewodniczący Rady Miejskiej – Jerzy „Chochoł” Kubicki, który zaczął walić w tony biblijne. „Kto z was jest bez grzechu, nich pierwszy rzuci kamieniem” – apelował. W tym momencie gorączkowo zacząłem szukać kamieni na sali obrad, ale niestety przewodniczący Rady Miejskiej Jerzy „Chochoł” Kubicki nie spowodował dostarczenia ich na salę obrad. Żal wielki! A tak okazja się nadarzyła, by coś na lepsze zmienić w Radzie Miejskiej.

Poczułem się jak w szkółce niedzielnej prowadzonej przez misjonarzy dla dzikusów w Afryce. Broniono B. Barnę niczym niepodległości naszego kraju. Przewodniczący Rady Miejskiej Jerzy „Chochoł” Kubicki rozpoczął swój taneczny pląs. Poinformował on radnych, że niegdyś radny B. Barna otrzymał mandat, który – czapki z głów proszę Państwa – uiścił! Mandat ten – pląsał Jerzy „Chchoł” Kubicki budził kontrowersje, bo znak był mało widoczny, co sprawdził on osobiście! Nikt nie zapytał niestety czy zasadność każdego mandatu funkcjonariusz policji Jerzy Kubicki sprawdza osobiście.

Cyrk trwał i oszczędzę Państwu argumentacji używanej podczas tej „dyskusji”. Oszczędzę, bo i tak nie uwierzycie. Ilość bzdur wypowiedzianych w obronie B. Barny przekroczyła zdrowy rozsądek. W końcu zaniechano dyskusji i koalicja z radością, bez krztyny wstydu i rumieńca wstydu, zagłosowała za swoim ukochanym kandydatem. Otrzymał on 6 głosów za, 4 wstrzymujące i 1 przeciw (konsekwentnie radny Adrian Grochowiak).

Poprosiłem o głos w punkcie wolone głosy i wnioski, ale przewodniczący komisji niespodziewanie zamknął posiedzenie, n im ktokolwiek zabrał w tym punkcie głos.

Zaprotestowałem i ponownie wybuchła awantura, bo jak ktoś może chcieć zabrać głos? A o czym on będzie mówił? A czy pytał czy może pytać? A może spytać o coś niewygodnego? A w ogóle to po co pan przyszedłem – dopytywał się radny koalicyjny z Czerniny – nijaki Drozdowski, bo imienia zapomniałem. Musiał się chłopina jebnąć wcześniej w główkę, że tak od rzeczy pierdolił.

I tak wygląda w praktyce „samorząd” w wykonaniu tej koalicji.


Wobec postawy przewodniczącego komisji R. Borawskiego wystosowałem do niego pismo, którego treść zamieszczam. 




Symbol niemożności



Byłem ostatnio u swoich przyjaciół w Łęczycy (gmina Jemielno). Piękna okolica, ale jak wszystko w życiu, również nie pozbawiona pewnych wad. No cóż, nikt i nic na tym świecie nie jest doskonałe.

Od lat dziecinnych integruje mnie historia i wszystko co z nią jest związane. Spacerując sobie pośród pagórków: „Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała” zauważyłem pewną dziwną budowlę. Zrazu pomyślałem, że to szałas pasterski lub skansen jakiś bliżej mi nie znany i w przewodnikach nie opisany. Ponieważ terenu bliżej nie znałem zaostrzyłem sobie kieleckim scyzorykiem kija zamieniając go w dzidę. Do pomocy przywołałem jeża, któremu ariergardzie mnie ubezpieczał. Tak więc ja z dzidą, jeż z kolcami i strach wielki towarzyszył nam w drodze ku dziwnej budowli. Dzielnie przedzieraliśmy się przez krzaki, wysokie trawy, gałęzie, podążając ku tajemniczej budowli. Krok po kroku, metr po metrze, w trudzie i znoju niepomiernym.

W miarę zbliżania się do zagadkowej budowli nabierała ona kształtów. Widać było otwory okienne, ściany, na których widniały tajemnicze napisy. W końcu ja i asekurujący mnie jeż dotarliśmy do celu. Oczom naszym okazał się zabytek. Widać było, że jest to budowla zbudowana została w późnym stylu „geesowskim”, na bazie dykty, kleju wody i dobrej woli budowniczych. Okrutny czas nie oszczędził jednak budowli a i turyści go odwiedzający też raczej do koła miłośników „geesowskiej” architektury nie należeli.

W środku widać był wyraźnie ślady pobytu w budowli miłośników ruin, którzy szczególnie wiosną i latem ukochali sobie ten zakątek. Jak raczył poinformować mnie niebywale kolczasty jeż „latem, to panie tu się dzieje!”. Odmówił jednak podania szczegółów, bo – jak stwierdził: „może to wpłynąć na pogorszenie moralności w narodzie”.

Jeż rozpoczął snucie smutnej a zarazem pouczającej historii na temat budowli. „Panie, jakie tu kiedyś życie tętniło! Był tu panie sklep. Ludziska walili tu od rana. Wesoło było co się zowie. Kwitł pod sklepem handel i życie towarzyskie. Tu robił się interesy, załatwiało różne sprawy. Bywało panie tez i tak, że jeden drugiemu w twarz dał, ale na drugi dzień zgoda pomiędzy zwaśnionymi zapadała, bo żyć trzeba było. A Łęczyca panie, wieś nieduża i jeden drugiego zna. I razem żyć trzeba. Skończyło się to panie, bo nagle sklep zamknęli a i ludzie posmutnieli, rezon stracili. Wieś, niegdyś gwarna, zacichła i zapadła się jakoś w sobie. Smutek panie nastał. A budynek w ruinę popadał, bo chociaż stoi na prywatnym gruncie, to właściciel gruntu nie jest właścicielem budynku. I tak sobie stoi bezpański, wali się i nikt, panie tym się nie interesuje. Strach tu panie przychodzić.”

Mój kolczasty przewodnik po okolicy zamilkł, zesmętniał, ryjek mu się wydłużył i zapadł w milczenie. Ja zaś zacząłem przeglądać notatki dotyczące tego miejsca, które w między czasie przyniosła mi w dzióbku sroczka. I z nich to dowiedziałem się, iż niektórzy mieszkańcy Łęczycy pisali pisma w tej sprawie do wójta, wójt do starostwa, ale nic a nic z tego do dzisiaj nie wynikło. Ludzie boja się, że w okresie letnim, gdy będą upały na zaniedbanej działce, na której stoi ta ruina może wybuchnąć pożar, który dotrze do ich posesji.


Ale jak widać strach niektórych mieszkańców Łęczycy nie jest strachem urzędników. Ci żyją w strachu, że będą musieli coś robić. A przecież nie o to chodzi by coś robić realnie, ale wirtualnie, a więc pisać pisma, z których nic nie wynika. Wymiana pism trwa, a ruina jak stała, tak stoi. Rzec można, że jest ona pomnikiem biurokratycznej niemożności, symbolem ruchów pozorowanych.


Mamy powiat, starostwo a w nim Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, który takimi niebezpiecznymi ruinami powinien się zajmować. Czy inspektor Edward Adaszyński wie o ruinie? Wie! I co zrobił? Jest częścią tego pomnika biurokratycznej niemożności. A jak dalej tak pójdzie, to stanie się jego twarzą. 


czwartek, 15 stycznia 2015

Budżetowa fata morgana

Radnym powiatowym przesłano drugi projekt budżetu na rok 2015. Jest on odmienny od projektu przedstawionego przez Zarząd Powiatu, którego założenia tak bezlitośnie sponiewierało wrocławskie RIO wydając opinię negatywną, o czym informowałem.

Zarząd Powiatu planuje, iż w roku 2015 dochody powiatu wyniosą 38,3 mln zł. Po stronie wydatków zapisano kwotę 38,023 mln zł.

Zaplanowano sprzedaż majątku powiatu na kwotę 1,025 mln zł. W tej kwocie mieści się żałosne 625 tys. zł., które wpłyną na konto powiatu z tytułu sprzedaży naszego szpitala. Kwota ta powiększona ma zostać o jakiś znikomy procent z tytułu inflacji w roku 2014. Fachowcy twierdza, że za rok 2014 wyniesie ona 0,4%. Resztę brakującej do 1,025 tys. zł planuje się pozyskać ze sprzedaży mienia stanowiącego własność powiatu. Z cenniejszych sreber pozostały: internat, na sprzedaż którego będzie ogłoszony już trzeci przetarg, siedziba po straży pożarnej (tu uzyskaną dolą będzie trzeba podzielić się z wojewodą). Te „sreberka” są mało chodliwe, ale uparcie wystawiane na licytację.

Jest też i nuta optymistyczna w projekcie uchwały. Zaplanowano nadwyżkę budżetową w wysokości 300 tys. zł.

Dochody własne powiatu mają w roku 2015 wynieść 11,272 mln zł., co stanowi 29,42% ogółu dochodów naszego budżetu. Najbardziej znaczącymi pozycjami, które składają się na tę kwotę są: udział w podatku PIT – 3,9 mln zł., wpływy z usług – 2,89 mln zł., pozostałe dochody własne – 1,455 mln zł, wpływy z opłaty komunikacyjnej – 1,1 mln zł.

Na te cyfry te należy patrzeć z mocnym przymrużeniem oka. Doświadczenie bowiem dowodzi, iż cyferki te są bardzo często mało realne, co wychodzi w trakcie roku budżetowego. Państwo znają księgową zasadę, że lewa „winien” i „ma” mają grać. Jak śpiewał Kaczmarek: „Pero, pero, bilans musi wyjść na zero”

Na dochody powiatu składają się subwencje od państwa: oświatowa, wyrównawcza i część równoważąca subwencji ogólnej. Razem nazywają się one subwencją ogólną. Na rok 2015 wysokość subwencji ogólnej ma wynieść 17,275 mln zł., co stanowi 45,08% ogółu dochodów powiatu.

W ramach subwencji oświatowej otrzymamy 10,819 mln zł. Zapisane w projekcie uchwały budżetowej wydatki na oświatę mają wynieść w roku 2015 – 11.821 mln zł. Wynika z tego, że do oświaty dołożymy 1,02 mln zł. Pytanie: z czego? Odpowiedź: z zaklinania rzeczywistości.

Najwięcej ma uzyskać Zespół Szkół w Górze, bo 4,9 mln zł. Płace stanowią 4,27 mln zł., co stanowi 86,35% ogółu wydatków.

Liceum Ogólnokształcące otrzyma 2,231 mln zł., a wydatki na płace pochłoną 1,867 mln zł (84,09% budżetu tej jednostki).

Centrum Kształcenia Praktycznego i Ustawicznego ma zaplanowaną w budżecie kwotę 1,646 mln zł., z czego na płace 1,137 mln zł (69,06% budżetu).

Specjalny Ośrodek Szkolno – Wychowawczy w Wąsoszu otrzyma 1,62 mln zł., a na płace wydatkowane zostanie 1,476 mln zł., czyli 91,14% budżetu tej szkoły.

Przy tej placówce znajduje się również internat, na utrzymanie którego w roku 2015 przeznaczyć ma się 1,426 mln zł., a w kwocie tej znajdują się środki na płace w kwocie 1,148 mln zł (80,5% budżetu internatu).

Kolejna placówka to Poradnia Psychologiczno – Pedagogiczna, która ma dostać niespełna 0,6 mln zł. Na wynagrodzenia w tej placówce zaplanowano kwotę 0,548 mln zł (91,54% budżetu).

Powiatowe Centrum Doskonalenia Nauczycieli w Górze ma otrzymać 0,831 mln zł., z których na płace przeznaczono 0,730 mln zł (87,92% całości wydatków).

Dla Powiatowego Ośrodka Sportu i Rekreacji (hala „Arkadia”) kierowanego przez dyrektora Tomasza „Kopiuj – Wklej” Krysiaka zaplanowano przekazać 0,461 mln zł. Na wynagrodzenia wydać dyrektor „Kopiuj – Wklej” 0,324 mln zł, czyli 70,34% otrzymanych środków.

A teraz są dwie wiadomości. Zacznę od dobrej. Kierowcy! Będzie lepiej! W projekcie uchwały budżetowej na rok 2015 zapisano, że na „prace modernizacyjne na drogach powiatowych” będą pieniądze. Hosanna! Fura kasy się sypnie! Dróg powiatowych mamy 282 km i statystycznie rzecz biorąc na modernizację 1 km drogi rządząca koalicja przeznaczyła 711 zł! Aj! Będzie się działo na powiatowych drogach za te 0,2 mln zł. zapisane w budżecie! Aż resory będą trzeszczały.

Wydatki na utrzymanie Rady Powiatu nie są tak szalenie rozwiązłe jak na drogi, bo wyniosą tylko 0,14 mln zł. W innym wygląda ujęciu wydatek ten wygląda nieco inaczej. Po przeliczeniu bowiem ilości radnych (15, z których niepodlegające opodatkowaniu diety pobiera 13) na pieniądze przeznaczone na utrzymanie dróg wyjdzie nam, że utrzymanie 1 radnego kosztuje rocznie 9360 zł. Tak więc kierunek jest słuszny, bo jak wiadomo drogi mogą być niedoinwestowane, ale radni absolutnie nie!

Znakomicie funkcjonujący Dom Opieki Społecznej we Wronińcu otrzyma z dotacji od budżetu państwa 0,589 mln zł., ale jego łączny budżet wyniesie 2,576 mln zł. Wynika to z tego, że dochody własne tej placówki kształtują się na poziomie ok. 1,9 mln zł.

Sukces tej placówki leży - moim zdaniem – w tym, że dyrektor Piotr Grochowiak jest bezpartyjny a więc ma wysokie kwalifikacje zawodowe, by tą placówką zarządzać. Nie tam jakieś socjologie, politologie, resocjalizacje i podobne fikołki – koziołki. Ponadto już trzecią kadencję jest doradcą ministra od pracy i polityki społecznej. I to doradcą bezpartyjnym!

Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie też ma się dobrze pod rządami kierowniczki Bożeny Merty. Na ten rok PCPR uzyska 2,686 mln zł. Koszt funkcjonowania jednostki wyniesie 0,338 mln zł., czyli 12,5%. To w gestii tej placówki leżą sprawy związane z osobami niepełnosprawnymi, kierowanie dzieci do placówek opiekuńczo – wychowawczych, co jest czynione w bardzo wyjątkowych sytuacjach, wypłaty na rzecz dzieci pozostających w rodzinach zastępczych.

Cała ta sfera to materia niezwykle trudna i wymagająca taktu oraz wielkiej wrażliwości. Miejmy nadzieję, że w tym roku dzieci z rodzin Zastępczych na czas będą otrzymywały swoje pieniądze. Przypomnę, że w roku ubiegłym tak nie bywało, bo starostwo opóźniało wypłaty, by ratować własne cztery literki. I jeszcze łgali, że to nieprawda!

Szykuje się też w roku 2015 wielkie show w dziedzinie kultury i ochronie dziedzictwa narodowego. W budżecie starostwa zaplanowano na ten cel aż 3000 zł! Podobno szykuje się wielki hit! Ma być wielki koncert „Wronowianek”, a a cappella śpiewać mają starosta i wicestarosta. Pieśń, która zamierzają - podobno – wykonać ma taki oto refren:

Pisać, czytać?
Nie bardzo!
Zostać radnym?
Proszę bardzo!

Aż się już dzisiaj cieszę na ten koncert!

Bez środków nie pozostanie też Powiatowy Urząd Pracy, którym tak kompetentnie kieruje Barbara Murlik. Na rok 2015 budżet tej jednostki ma wynosić 1,458 mln zł., z tego place pochłoną 1,287 mln zł. Oczywiście do tego należy dołożyć dotacje na składki zdrowotne płacone za bezrobotnych (1,986 mln zł).

Łącznie na pomoc społeczną i pozostałe zadania z zakresu polityki społecznej wydane zostanie 6,721 mln zł.

I tak pokrótce wygląda projekt budżetu powiatu górowskiego na rok 2015. 29 stycznia odbędzie się sesja Rady Powiatu, na której zostanie przyjęty lub odrzucony. Z tym ostatnim wariantem sobie grubo zażartowałem! No, jeszcze swoje zdanie musi powiedzieć RIO.


Sesję poprzedza obrady komisji, podczas których radni pochyla się nad zawiłościami budżetowymi i w swoich wielce analitycznych umysłach nicowali będą paragraf po paragrafie (tu tez sobie grubo zażartowałem). Przewodniczący komisji budżetu – radny mgr inż. Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki, wybitny znawca zagadnień finansów samorządowych i energetyki, tytan myśli samorządowej, ekspert od felg o uznanej sławie pomiędzy Odrą a Bugiem, zawołany miłośnik śpiewu głuchych słowików, koneser lamp i błotników, z całą pewnością będzie bardzo krytycznym recenzentem przedłożonego budżetu (tu zażartowałem sobie kosmiczne grubo!).

środa, 14 stycznia 2015

Śmiech przez łzy

Wczoraj uśmiałem się aż do leż czytając post na blogu radnego powiatowego Mirosława Żłobińskiego. W poście zatytułowanym „Obrady w konspiracji radny Mirosław Żłobiński dziwi się, iż jego propozycja, by sesje Rady Powiatu odbywały się w godzinach popołudniowych, nie napotyka zrozumienia przewodniczącego Jana Rewersa i radnych koalicyjnych.

Jak ja to przeczytałem, to nieomal udusiłem się ze śmiechu. Oczy zaszły mi łzami, bo jak nie śmiać się z takich pokładów naiwności. Na usprawiedliwienie radnego muszę jednak dodać, że jest on radnym powiatowym po raz pierwszy a więc jeszcze nie nasiąkł tym, czym większość wieloletnich radnych, czyli tumiwisizmem i bylejakością.

Radny Mirosław Żłobiński jest niepoprawnym idealistą, który udał się na 3 miesięczny urlop bezpłatny, bo prawo zabrania mu pełnienia funkcji kierownika biblioteki pedagogicznej i bycia radnym jednocześnie. W tej sytuacji nasz radny zrzekł się funkcji kierownika biblioteki i związanego z tym dodatku. Pomimo że czasy ciężkie!

A np. taki wicestarosta Paweł Niedźwiedź brał dodatek, i to pomimo tego, że starostwo było w ciężkiej sytuacji finansowej. I to jak ciężkiej! Wszystko jednak zależy od wrodzonej wrażliwości i elementarnej przyzwoitości.

Radny Mirosław Żłobiński dziwi się, że jego propozycja, by sesje Rady Powiatu odbywały się w godzinach popołudniowych, nie znajdują uznania. A ja się wcale, i to wcale nie dziwię!

Przypatrzmy się powodom niezrozumienia propozycji radnego bliżej. Jak sesja odbywa się z rana (ostatnio regularnie o 8.00), to wówczas starosta i wicestarosta mogą czuć się jak słynne rosyjskie matrioszki (w większej mniejsza). W godzinach pracy mają sesje i wypełniają umowę o pracę. Układ doskonały!

Przewodniczący Rady Powiatu – Jan Rewers z partii „arbuzów” też może być tym rozwiązaniem usatysfakcjonowany. Jako kierownik PZD nie musi być w robocie przy ul. Wrocławskiej 54, bo jest na sesji. I tu, i tam kaska leci. W jednych godzinach proszę zauważyć!

Dyrektor Ośrodka Kultury Fizycznej w Górze – Ryszard Wawer też narzekał nie będzie. Praca na jedną zmianę i też kasa leci podwójnie.

Narzekać ma prawo radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki, bo ten lubi pospać. A tu zrywaj się o 7.00 rano, pudruj nosek, czerwień policzki, barw brwi, kładź żel na łeb. A gdzie czas na śniadanie? Ale w ramach koalicji gotów jest ponieść te okropne wyrzeczenia (nieznane większości śmiertelników), by koalicjantom żyło się lepiej i dostatniej.

Radny Mirosław Żłobiński w swoim niepoprawnym spojrzeniu na Radę Powiatu i rządzącą koalicję pragnie, by przesunięcie godzin obrad sesji odniosło ten skutek, iż na obrady będą przychodzili mieszkańcy powiat. Naiwność radnego Mirosława Żłobińskiego aż mnie żenuje.

Szanowny radny nie rozumnie, że właśnie o to chodzi, by wyborcy nie poznali się na swoich radnych. Idzie o to, by nie przekonali się co rzeczywiście sobą prezentują.

Czym mieliby się zachwycać? Składającym bezładnie zdania starostą? Milcząca koalicją? Prowadzącym w sposób żałosny sesję przewodniczącym Janem Rewersem?

Jak by to wyglądało, gdyby byli na ostatniej sesji, podczas której żaden z radnych koalicyjnych nawet głosu nie zabrał? A koalicja zdominowała sesję, bo – czego ukrywać nie należy – jej potencjał intelektualny jest jak niedostępny dla koalicjantów. Toż z tego panie radny zgorszenie mogłoby powstać i straty wizerunkowe nie do odrobienia.

Cieszę się, że jest jednak w Radzie Powiatu idealista, bo na ogół mamy do czynienia z cwaniactwem i przedkładaniem własnego interesu nad publiczny. Cenniejszy jest jeden idealista niż koalicja ludzi interesownych.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Zasłużeni niezasłużenie?


Podczas dzisiejszej sesji Rady Powiatu radny Grzegorz Aleksander Trojanek zadał Zarządowi Powiatu pytanie dotyczące przyczyn niezaproszenia nauczycieli – emerytów na jubileusz 35 - lecia nadania Zespołowi Szkół imienia gen. Sylwestra Kaliskiego.

Radny nie otrzymał odpowiedzi na zadane nawet pytanie. Sądzić można, iż radny G.A. Trojanek otrzyma odpowiedź na piśmie. A problem jest „gruby”, bo popełniono nawet nie nietakt, ale chamstwo pospolite. Słusznie więc na stronie internetowej tej placówki można przeczytać: „15 grudnia 2014 r. zapisze się dużymi literami w historii Zespołu Szkół w Górze”. Z całą pewnością jako „Dzień Braku Kultury, Wdzięczności i Szacunku”.

Poniżej maja Państwo skany pisma, które emerytowani nauczyciele wystosowali do starostwa. 




Proszę zauważyć, iż pod pismem podpisała się emerytowana dyrektorka tej placówki – pani Helena Żywień i emerytowany wicedyrektor pan Jan Haręzga. To w czasie, gdy oni dowodzili tą szkołą zyskała ona imię obecnego patrona. Proszę zobaczyć jak godni i zasłużeni ludzie złożyli swoje podpisy pod pismem. Ile pokoleń wykształcili i jak wiele trudu w to włożyli.

Można zrozumieć, iż obecna dyrektorka Zespołu Szkół, jako element napływowy (Leszno) nie czuje więzi z tradycją szkoły, nie szanuje tych, którzy włożyli w rozwój ZS lat pracy, bardzo ciężkiej pracy. To normalne u osób, które wyrwane są ze swojego środowiska naturalnego, bo co one mogą wiedzieć o tradycji, byłych pracownikach. Skąd mogą znać historię. A nawet jak ją znają, to i tak jej nie czują, bo są mentalnie obcy.

Nie wiem jak osoby odpowiedzialne za tę gruboskórność wytłumaczą niezaproszenie zasłużonych pracowników szkoły. Raczej z tłumaczeń wyjdą nici, bo tego się nie da wytłumaczyć. Chyba czas posypać głowy popiołem, wdziać szatę pokutną i w pokorze przeprosić osobiście każdego z podpisanych pod pismem.

Bo na ten akt strzelisty zapracowali sobie całym zawodowym życiem.