czwartek, 30 stycznia 2014

Czas postępu i rozwoju II

Rzućmy okiem ponownie na szpital, który znalazł się w obcych rękach. Przypomnę tylko, iż starosta - Wielce Czcigodna Pomyłka oraz stojący przy nim wiernie, ale bezrozumnie radni, twierdzili, że szpitalowi tylko na zdrowie wyjdzie jego sprzedaż prywatnemu podmiotowi. Powód? Wszystko miało być lepsze, piękniejsze, cudowniejsze a pacjenci mieli wyć z zachwytu Na razie pacjenci wyją na widok nowego cennika. I nie tylko cennika.

Zresztą, pozwolę sobie przedłużyć ten wstęp. Prywatna służba zdrowia nie zawsze na zdrowie wychodzi. Nawet tym, którzy są właścicielami prywatnej służby zdrowia. Prywatna służba zdrowia zaszkodziła np. właścicielowi jednej z prywatnych praktyk lekarskich, „lekarzowi z Leszna” (a mówią, że w Lesznie wszystko jest cacy – cacy!). Działalność tego „znanego lekarza z Leszna” nie spotkała się ze zrozumieniem ze strony pacjentek (osobniki rodzaju męskiego zastrzeżeń nie wniosły), które poskarżyły się wiadomym organom na zakres badań wykonywanych przez tegoż „znanego lekarza z Leszna” przy okazji badań bhp na prawo jazdy.

Patrzcie Państwo! Tyle lat walki z przesądami, tyle lat profilaktyki, tyle lat uświadamiania o konieczności stosowania się do zaleceń lekarskich, budowania zaufania do ludzi w białych kitlach! I co?! Lipa! Pieniądze wyrzucone w błoto, zmarnowany czas, niepotrzebnie napisane książki i artykuły na ten temat.

Pacjentki „znanego lekarza z Leszna” Edwarda Sz. (chwała Panu Najwyższemu, że E.Sz. nie jest z Góry!), poleciały do mało sympatycznych organów kierowane niewiedzą i ignorancją. Nie zrozumiały biedne, że „znany lekarz z Leszna” (chwalmy Pana, że on nie z Góry!) był niczym doktor Judym. Szeroki wachlarz badań, który wykonywał na pacjentkach badających się przy okazji pragnienia zdobycia prawa jazdy, nie wchodził w zakres świadczeń medycznych opłacanych przez skąpy NFZ. „Znany lekarz z Leszna” (aj, aj, aj!) za darmo fundował swoim pacjentkom ten szeroki wachlarz badań medycznych. Niestety! Nie zostało to docenione. Podejrzewam, że ten ohydny donos to zemsta kolegów po fachu, którzy nie mogli wybaczyć „znanemu lekarzowi z Leszna", że ten w czasach rozpasanej konsumpcji, pogoni za kasą, pazerności, wykonuje szeroki wachlarz badań bez oczekiwania na rekompensatę. Być może macki tego niecnego spisku sięgają nawet NFZ!

Tak więc, jak Państwo widzą, prywatna medycyna na dobre nawet lekarzowi może nie wyjść na zdrowie. A cóż dopiero mówić o szarym pacjencie figurującym w bezmyślnym e – WUŚ!

Wczoraj na ten przykład byłem budynku „starej przychodni.” Tam szpital ma swoje przychodnie: poradnię K, chirurgię i ortopedię.

Pozyskany przez niesłusznego prezesa Stanisława Hoffmanna lekarz ortopeda (nawiasem mówiąc lekarz bardzo lubiany przez pacjentów i przy tym świetny fachowiec) – Adam Białoskórski z Gostynia, przyjmował pacjentów w każdy poniedziałek od 9.00 do 14.00. Za czasów niechcianego przez Zarząd Powiatu prezesa Stanisława Hoffmanna, po godz. 14.00 doktor Adam Białoskórski udawał się do szpitala, by tam brać udział w operacjach. Trzeba przyznać, że pacjentów lekarz ów miał aż nadto.

W ostatni poniedziałek doktor Adam Białoskórski żegnał się ze swoimi pacjentami słowami: „Tu widzimy się po raz ostatni. Od lutego zapraszam do przychodni przy Świętosławy”. Mamy powód do radości. Padło kolejne dzieło tego wrednego prezesa Stanisława Hoffmanna. Widać, że walka z rzekomymi osiągnięciami byłego prezesa trwa i zwycięża na wielu frontach. Padła przychodnia ortopedyczna! Hura! Wszystkim będzie lżej! A i portfelu luźniej. 

Za kilka dni może też okazać się, że walka ze smutną spuścizną po prezesie Stanisławie Hoffmannie, ponownie zwieńczona zostanie spektakularnym sukcesem. Rozpoczął się bój o przychodnię chirurgiczną. Jak Państwo wiecie ze strony internetowej starostwa (żartowałem!), obecnie jest co prawda pełna obsada na oddziale chirurgiczny, tyle że część lekarzy pracuje tylko na dyżurach. W dzień, czyli wówczas gdy się tnie, szarpie i zszywa to co się rozszarpało i rozcięło, jest tylko jeden lekarz – doktor Waldemar Koszałka. Jak już Państwo wiecie pracuje on też w przychodni chirurgicznej. Jest tam sam jak palec.

I oto wczoraj, w ramach biznesowego podejścia do medycyny obecnego właściciela szpitala (Polskie Centrum Zdrowia), zamiast od 9.00 nasz chirurg przyjmował od 12.00. Pomiędzy 9.00 a 12.00 operował w szpitalu. W przychodni nikt w tym czasie nie przyjmował, bo czasy, gdy przyjmowało tam dwóch chirurgów (całkowicie niesłusznie z biznesowego punktu widzenia!), tchnęły socjalizmem i byłym prezesem. Oczywiście, ograniczono też ilość zapisywanych pacjentów. Z pedagogicznego punktu widzenia jest to bardzo dobre pociągnięcie. Niech ludziska na siebie uważają a nie chodzą nieprzytomnie i łamią sobie to i owo. Jak poczekają na wizytę u chirurga z tydzień, to zaczną uważać!

Pod znakiem zapytania stanęła działalność samego oddziału chirurgicznego w szpitalu. Obecny kierownik oddziału – doktor Waldemar Koszałka, ma obowiązujący kontrakt do końca stycznia. Wygląda na to, że chciałby tu pracować, ale nie w warunkach powstałej pod prywatnym właścicielem sytuacji, którą określić można mianem totalnej partyzantki. Chirurg sam operować nie może a obecnie jest tak, że w dzień doktor Waldemar Koszałka jest na oddziale chirurgicznym jedynym lekarzem. W tej sytuacji kierownik oddziału postawił warunek, że przedłuży swój kontrakt, ale PCZ ma znaleźć drugiego chirurga do pracy w dzień. Termin realizacji warunku upływa 31 stycznia.

Pamiętacie Państwo jak premier zapowiedział, ze do końca marca nie będzie kolejek do specjalistów? Pamiętacie! I już Państwo wiedzą o co chodzi!

Panie premierze! Uprzejmie melduję, że w powicie górowskim zlikwidowane zostały kolejki do specjalistów. Nie ma w naszym powiecie list oczekujących na przyjęcie do specjalistów. Nie ma do specjalistów kolejek. Specjalistów też już nie ma!

Tak może wyglądać meldunek Wielce Czcigodnej Pomyłki z frontu walki o likwidację kolejek do specjalistów. Będą dyplomy, gratulacje, wywiady, pochwały, uściski. Będzie Raj. Na prezent dla radnych koalicyjnych, którzy głosowali za sprzedażą szpitala, złożą się właściciele powstających niczym grzyby po deszczu zakładów pogrzebowych. W powiecie górowskim odnotujemy w tym zakresie dynamiczny rozwój drobnej przedsiębiorczości funeralnej. Firmy te po jakimś czasie połączą się w holding o nazwie: „Powiatowe Centrum Pomocy dla Sztywnych.” Prezesem zostanie były drobny przedsiębiorca pogrzebowy bez przyszłości – M. Hołtra, zwany przez pracowników Zimnym Markiem. Objęcie przez niego prezesury stanie się początkiem końca holdingu. Drobni akcjonariusze pójdą z torbami.

Powróćmy do rzeczywistości w górowskim szpitalu. Informowałem Państwa, iż nowi właściciele podnieśli nieco (tylko ponad 6 raz, a przecież mogli, 10, 15 lub 25) opłatę, jaką matki dzieci leżących w szpitalu wnosiły za to, że mogły przebywać przez 24 h na dobę z dzieckiem. Poprzednia opłata, drastycznie zaniżona przez działającego na szkodę szpitala prezesa Stanisława Hoffmanna, w wysokości 21,60 zł., zastąpiona została przez opłatę jedynie słuszną w wysokości 140 zł za dobę. Niestety, nasz nieoświecony lud nie docenił dobroci nowej ceny. Skąpe matki zaczęły wypisywać ze szpitala swoje pociechy i w ten sposób nowy właściciel nie ma pociechy z nowej ceny. Nieuświadomione matki pokrzyżowały ambitne, nowoczesne i biznesowe ceny. W tej sytuacji nowe ceny uległy zawieszeniu w próżni. Zauważcie Państwo, jak bardzo jesteśmy zacofani. Jakiż wstyd przed wrocławskimi właścicielami szpitala! Żeby matka z terenu powiatu nie chciała zapłacić drobnych 140 zł za radość bycia w chorobie z dzieckiem? O! Matki mamy nie dość, że skąpe to i jeszcze mało światowe.

Jak już jesteśmy przy szpitalu, to pewnie Państwo jeszcze nie wiecie, że jest nowa nazwa szpitala. Teraz na pieczątkach szpitalnych widnieje taki napis: „Polskie Centrum Zdrowia. Szpital Specjalistyczny w Górze Śląskiej.”

Jak Boga kocham! Tak się nazywa! Jaj sobie nie robię! Wiedzą wrocławiacy jak robić marketing! Specjalistów praktycznie nie ma, ale w nazwie są!

Wiemy więc już dlaczego ceny tak poszybowały w górę. Szpital specjalistyczny, to i ceny specjalne. A Państwu żal tych parę groszy więcej!

Potrzebują Państwo często zaświadczeń lekarskich, np. że lewa noga lewą nogą jest, albo że płuca są na miejscu. Dotąd takie zaświadczenie wystawiane przez Powiatowe Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze kosztowało 30 zł. A obecnie, takie samo zaświadczenie wydawane przez Szpital Specjalistyczny w Górze Śląskiej kosztuje 60 zł. Drogo? Może i drogo! Ale jak brzmi! Specjalistyczny! To musi robić wrażenie.

A wiecie Państwo kto jest dyrektorem szpitala? Michał Czapla. Pomimo, iż jest krótko ma już przydomek. Pracownicy nazywają go „Owsik”. Podobno śmiesznie podskakuje, kręci się w kółko niczym bąk. Widziałem gościa na własne oczy. Rzeczywiście wygląda zabawnie. A jak zobaczyłem tę jego rzadką kozią bródkę, to z trudem opanowałem się, by nie parsknąć śmiechem. Mówią, że gość na niczym się nie zna i każdą decyzję konsultuje z Wrocławiem. Można rzec, że za lampowy przekaźnik poleceń w szpitalu robi.

Włodarze gmin też powinni się cieszyć ze zmianą właściciela szpitala. Weźmy taki Zakład Opiekuńczo – Leczniczy w szpitalu. Jest na nim 5 łóżek komercyjnych. Na nich przebywają pacjenci, którzy sami lub z pomocą rodziny opłacają swój pobyt w szpitalu. Na łóżko komercyjne długo się nie czeka. Poprzedni prezes, przez swoją niegospodarność i mało agresywną politykę finansową, doprowadził do sytuacji skandalicznej. Za komercyjne łóżko płaciło się 80 zł za dobę pobytu. Tę niesprawiedliwą sytuację odwrócił nowy właściciel szpitala, który podwyższył opłatę do słusznej i sprawiedliwej ceny 160 zł za dobę. W końcu ZOL mieści się w szpitalu specjalistycznym a to oznacza o wiele wyższy poziom.

Tę słuszną podwyżkę odczują też włodarze gmin powiatu górowskiego z prostego powodu. Sytuacja wygląda bowiem tak, iż na tych łóżkach leżą chorzy obłożnie z terenu naszego powiatu. Są to ludzie w podeszłym wieku, często samotni, którzy nie mogą liczyć na rodzinę a ich stan zdrowia kwalifikuje ich do umieszczenia na ZOL – u. Za ich pobyt płaci gmina, na terenie której zamieszkują.

Teraz gminy w radością – bez wątpienia! – zapłacą 100% więcej i będzie ich rozpierała duma, że ich człowiek leży w „Szpitalu Specjalistycznym w Górze Śląskiej.”

Krew Państwu wrze? A to zapraszam do szpitala specjalistycznego na morfologię. Tyle, że nie jak za złych czasów prezesa Stanisława Hoffmanna za 5,50 zł, ale po nowej, specjalnej cenie – 11 zł.

Krew przestała wrzeć, ale coś słabo w aorcie przepływa? Niezbędne badania na rozrzedzenie krwi? Niesłuszną z ekonomicznego punktu widzenia cenę 7 zł za to badanie zastąpiono ceną nowoczesną, ekonomiczną – 13 zł. Badanie to popularne jest wśród ludzi starszych, tak że nie bardzo nową cenę oni odczują, bo zazwyczaj emerytury czy renty mają mniejsze od dodatku okresowego pobieranego przez wicestarostę Pawła Niedźwiedzia (1500 zł).

Gdyby ze szczęścia zabolała Państwa głowa, to w tym miejscu mam dobrą wiadomość. Prześwietlenie głowy podrożało tylko o 5 zł. i obecnie kosztuje 45 zł. Widać, że nowy właściciel jest przewidujący, bo szpital specjalistyczny jeszcze nie jeden raz i niejednego z nas przyprawi o ból głowy, więc tę niską podwyżkę odbije sobie w hurcie.

W RTG najbardziej podrożało prześwietlenie miednicy. Rażąco niska cena 35 zł wzrosła do 60 zł, bo jesteśmy w czasach postępu i rozwoju szpitala, więc skok ceny za prześwietlenie kręgosłupa z 40 zł na 53 zł nie jest godzien zauważenia.

Jak Państwo widzą (bo ja nie widzę), nasz powiat z dnia na dzień stał się powiatem bardziej rozwiniętym pod względem usług medycznych. Odbyliśmy ogromny skok naprzód i mamy szpital specjalistyczny. W tych samych murach, pod tym samym dachem, z tą sama liczbą oddziałów i mniejszą liczbą przychodni.

Ktoś powie, że to żart, wygłup, piarowska zagrywka. No i co z tego? Pamiętajmy, że tylko barany dobrowolnie dają się strzyc. Idioci zresztą też.

środa, 29 stycznia 2014

Dojenie chudej krowy - II

Powróćmy do obfitego w informacje „Protokołu z kompleksowej gospodarki finansowej starostwa”.

Wracając do postu „Dojenie chudej krowy”, gwoli uzupełnienia dodać należy, iż skarbnik powiatu – Wiesław Pospiech, otrzymał od starosty, na mocy zawartego post fatum tzw. „porozumienia stron”, dodatek specjalny w wysokości 865, 50 zł. miesięcznie.

Wielce Czcigodna Pomyłka już 21 dni po objęciu - na nasze nieszczęście! - funkcji starosty raczył dołożyć do chudej pensji wicestarosty (7136 zł brutto) oraz równie miernej pensji skarbnika (6640 zł brutto) owe dodatki specjalne. Wicestarosta, by nie brał tak chudej i niegodnej jego konta, postury i nadmiernie wybujałych aspiracji, pensji dostał 1500 zł dodatku specjalnego a skarbnik 865,50 zł. I wówczas już wysokość pensji na tle większości wynagrodzeń pobieranych z Państwa wyglądała w miarę przyzwoicie. Bo przecież większość z Państwa kosi podobną kasę na wypłatę. Więc czy wicestarosta i skarbnik mogli zarabiać mniej od Państwa?

W „Protokole” mamy również przedstawione wyniki  kontroli prawidłowości wypłacanych diet dla radnych. Ogólnie wszystko jest w porządku w kwestii wysokości diet wypłacanych radnym. Ale i tu jednak nie obyło się bez zgrzytu.Zgrzytu, z Wąsoszem w tle.

Kontrolerzy stwierdzili, iż radna Danuta Rzepiela (znana Państwu pod urokliwym pseudonimem „Mózg Koalicji”) pobrała nieco więcej pieniędzy niż to się to tej niezwykle rozbudzonej intelektualnie radnej z gminy Wąsosz należało.

W trakcie kontroli stwierdzono, że radna, stanowiąca intelektualne zaplecze całej rządzącej tak błyskotliwie koalicji, nie miała potrąceń z tytułu nieobecności podczas posiedzeń Komisji Rewizyjnej Rady Powiatu. Nie muszę tu Państwu nawet tłumaczyć, jak boleśnie członkowie Komisji Rewizyjnej odczuwali zawsze nieobecność tej wybitnej jednostki podczas obrad. Była to strata niepowetowana – szczególnie dla mnie!, który stara się opisywać jej czyny i słowa, by zachowały się one dla historii. Co prawda na razie zapisać słów nie sposób, gdyż radna milczy niczym wzorcowa niemowa, a o czynach też dotąd nic nie było słychać. Nie mniej zapewniam wyborców z gminy Wąsosz, że stałem i stał będę przy Waszej wybrance aż po jej samorządowy zgon. Czego wąsoszanom i powiatowi życzę szczerze.

Czy Danuta Rzepiela już dojrzała do wciągnięcia na członkinię górowskiej Platformy, rzekomo Obywatelskiej? To pytanie do przewodniczącego niesamowicie rozwiniętych struktur powiatowych (8 członków!) tej tzw. „partii”  - Piotra Iskry. Jak można dopuścić do tego panie Piotrze, by taki potencjał koalicyjny się marnował?! Jak to jest, że w pana tzw. „partii” jest miejsce dla najgorszego w historii powiatu – w mojej ocenie – starosty, a nie ma dla „Mózgu Koalicji”? Pan, panie Piotrze Iskra nie wyrzucaj na śmietnik intelektu wąsoskiego formatu!

Nie mniej jednak kontrolujący z upoważnienia wrocławskiego RIO stwierdzili, że na listach płac z lutego, marca, czerwca, sierpnia 2012 r. nazwisko tej nieprzeciętnej radnej (zero interpelacji, zero zabranych głosów podczas sesji w trakcie ponad 3 lat bycia radną; jakież uderzające podobieństwo do radnego Marka „Bananowego Uśmiechu” Biernackiego w tych „zasługach”?!), nie było odnotowane na liście obecności podczas posiedzeń Komisji Rewizyjnej. Innymi słowy, radna „Mózg Koalicji” nie była obecna podczas spotkań tego niezwykle ważnego gremium.

A taka sytuacja pociąga za sobą określone konsekwencje. Uchwała Rady Powiatu przewiduje bowiem, iż za nieobecność na posiedzeniu komisji Rady Powiatu, nieobecnemu radnemu potrąca się z diety (670 zł nie podlegające opodatkowaniu) 10%.

Okazuje się jednak, iż „Mózg Koalicji” owych potrąceń nie doświadczył. I tak za wszystkie nieobecności w roku 2012 „Mózg Koalicji” otrzymał pełną dietę w wysokości 670 zł (nie podlegające opodatkowaniu). Razem więc wypłacono z Państwa podatków radnej Danucie „Mózg Koalicji” Rzepieli nienależnie kwotę w wysokości 402 zł. Warto też dodać, że od miesiąca lutego do sierpnia 2012 r. pracowity „Mózg Koalicji” nie był obecny aż 6 razy na posiedzeniu Komisji Rewizyjnej. No tak, ale jej geniusz na to jej pozwala, bo i tak zawsze głosuje razem z lasem rąk bezmyślnych.

W tym miejscu pragnę zauważyć, iż historia z potrącaniem diet dla radnych mających krytyczny stosunek do osób obecnie nieudolnie sprawujących władzę w powiecie, takich następstw nie miała. Opozycyjnym radnym potrącano 10% z diet regularnie i zawsze. Rodzi się pytanie: „czy to jest miłość, czy to jest kochanie?”

wtorek, 28 stycznia 2014

Salomonowy wyrok

Dzisiaj w Sądzie Rejonowym w Głogowie miała miejsce rozprawa przeciwko wójtowi gminy Niechlów Janowi Głuszce. Sprawa rozpoczęła się w listopadzie 2011 r., ale jej korzenie sięgają wyborów samorządowych, które miały miejsce w 2010 r.

W grudniu ubiegłego roku Sąd Rejonowy w Głogowie był gotów na odczytanie wyroku w tej sprawie. Wyrok miał zapaść bez rozprawy sądowej, gdyż w trakcie dochodzenia Jan Głuszko przyznał się do zarzucanych mu czynów. Jednak wójt wówczas chorował, przez co odczytanie wyroku było niemożliwe. Ówczesny wyrok był również dla wójta Jana Głuszki korzystny. Sąd umarzał bowiem warunkowo sprawę. W ten sposób wójt nadal mógł pełnić swoje obowiązki.

Okazało się jednak, że wójt Jan Głuszko nie zamierza przystać na takie zakończenie sprawy. W grudniu ogłosił, iż chce rozprawy sądowej i nie zgadza się na formułę warunkowe umorzenie sprawy. Wójt Jan Głuszko oczekiwał, iż w trakcie rozprawy sądowej zostanie oczyszczony z zarzutów.

Przypomnijmy genezę sprawy. Początek dało doniesienie byłego pracownika Urzędu Gminy w Niechlowie – Jana Sowy do organów ścigania, który zawiadomił je, iż wójt gminy Niechlów Jan Głuszko, przed drugą turą wyborów samorządowych w 2010 r. wypisał mu delegację do Legnicy. Wg Jana Sowy w rzeczywistości wójt nie nakazał mu udania się do Legnicy na szkolenie, które wówczas nie miało miejsca, ale kazał jeździć po terenie gminy Niechlów i prowadzić agitację na rzecz swojej kandydatury na wójta.

Muszą Państwo pamiętać, iż wówczas w gminie Niechlów do elekcji na to stanowisko stanął m.in. Jan Sowa, Marek Zagrobelny oraz pełniący wówczas już po raz czwarty swoje obowiązki wójta. Jan Sowa przepadł w I turze wyborów samorządowych i na placu boju pozostały dwie kandydatury: będącego wójtem Jana Głuszki oraz Marka Zagrobelnego. Doszło do II tury wyborów.

I właśnie przed II turą wyborów na wójta gminy Niechlów – wg zeznań Jana sowy – miało dojść do wystawienia feralnej delegacji oraz namawiania go przez wójta do agitacji na rzecz kandydatury Jana Głuszki. Miało mieć to miejsce na początku grudnia 2010 r.

Ówczesny pracownik gminy Niechlów – Jan Sowa, potajemnie nagrał rozmowę, którą odbył z nim wójt. W marcu 2011 r. wójt Jan Głuszko przeprowadza reorganizację urzędu gminy. W nowej strukturze organizacyjnej znika referat rolnictwa, którego szefem był Jan Sowa. Ponadto otrzymuje on wypowiedzenie umowy o pracę bez obowiązku jej świadczenia.

W listopadzie 2011 r. Jan Sowa powiadamia organy ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa przez wójta gminy Niechlów.

Finał sprawy odbył się dzisiaj w II Wydziale Karnym Sądu Rejonowego w Głogowie o godz. 12.00. Jedynym świadkiem w sprawie był Jan Sowa. W trakcie rozprawy świadek podtrzymał wszystkie swoje dotychczasowe zeznania. Swoją wersję wydarzeń podtrzymał również wójt. Obrońca wójta przepytała świadka Jana Sowę na okoliczność motywów, które nim kierowały, gdy zdecydował się na zgłoszenie sprawy na policję. Szczególnie Wysoki Sąd interesował się okresem, jaki upłynął od nagrania wójta a ujawnieniem sprawy policji. Było to nieomal 11 miesięcy.

Świadek Jan Sowa stwierdził, iż do przekazania nagrania i złożenia zawiadomienia doszło dlatego, że w między czasie stracił pracę, pozbawiono go nadzoru nad stadionem w Niechlowie, którym opiekował się nieprzerwanie od 1985 r. To – wg świadka – przelało czarę goryczy.

Pytany przez obrońcę Jana Głuszki o cel dokonania nagrania świadek Jan Sowa zeznał, iż robił to z myślą o przyszłości.

Sąd zadał również pytanie wójtowi Janowi Głuszce na temat jego przyznania się maju 2012 r. do zarzuconego mu czynu. Oskarżony stwierdził, że wówczas bardzo poważnie chorował i miał po prostu tego wszystkiego dosyć. Nie wytrzymywał stresu wywołanego sprawą i chorobą. Jak stwierdził wójt, decyzję o przeprowadzenie pełnej rozprawy podjął po tym, gdy poczuł się lepiej.

Obrońca zgłosił wniosek o dokonanie analizy fonoskopijnej, której celem miało być upewnienie się przez Wysoki Sąd, iż osoba rozmawiającą ze świadkiem był oskarżony Jan Głuszko.

W tym momencie Wysoki Sąd zarządził przerwę. Po ok. 5 min. Sprawę wznowiono. Sąd odrzucił wniosek obrońcy stwierdzając, iż jest to gra na czas.

W mowie końcowej obrońca Jana Głuszki usiłował podważyć zeznania świadka Jana Sowy. Obrońca wskazywał na nieścisłości w stenogramie spisanej z dyktafonu rozmowy pomiędzy świadkiem a oskarżonym, usiłował interpretować treści spisane z dyktafonu oraz przekonywał Sąd, iż Jan Sowa działał z niskich pobudek.

Obrona wniosła o uniewinnienie Jana Głuszki a w przypadku braku zgody Wysokiego Sądu co do takiego wyroku o umorzenie sprawy z powodu niskiej szkodliwości popełnionego czyny.

Wysoki Sąd zarządził przerwę, po której nastąpiło odczytanie wyroku. Sąd umorzył sprawę Jana Głuszki. W ustnym uzasadnieniu wskazał, iż z całą pewnością oskarżony jest winien popełnienia zarzucanego mu czynu. Swoje przekonanie sędzina oparła na dwóch filarach. Pierwszym z nich było przyznanie się w maju 2012 r. oskarżonego Jana Głuszki do popełnienia zarzuconego mu czynu oraz zeznania świadka Jana Sowy. Zeznania te – jak podkreślił Wysoki Sąd – były wiarygodne, gdyż świadek w toku wielu przesłuchań ich nie zmieniał. Ponadto przedstawicielka Temidy podkreśliła, iż nie jest dla Sądu wiarygodna sugestia, iż Jan Sowa sam sobie wystawił delegację i ją podpisał. Sąd przypomniał również, iż Jan Sowa otrzymał już wyrok w tej sprawie, którym było warunkowe umorzenie sprawy na okres 1 roku.

W tej sytuacji Sąd orzekł, iż umarza sprawę ze względu na niską szkodliwość czynu popełnionego przez oskarżonego, upływ czasu od zdarzenia i niejasne pobudki świadka Jana Sowy w sprawie nagrywania oskarżonego. Ponadto Sąd zauważył, że w sprawie tej przewijają się motywy polityczne a Sąd trzyma się od niej z dala.

Sąd nakazał Janowi Głuszce wpłacenie do kasy gminy Niechlów kwoty 140 zł, czyli tyle, ile Jan Sowa pobrał z tytułu nieprawnie pobranej delegacji.

Wyrok nie jest prawomocny. Janowi Głuszce przysługuje prawo do odwołania, ale Janowi Sowie już nie. Odwołanie złożyć może przewodniczący Rady Gminy Niechlów.

Atrakcje z "Mrówki"


poniedziałek, 27 stycznia 2014

Dojenie chudej krowy - cz. I

„Protokół z kompleksowej kontroli gospodarki finansowej starostwa powiatowego” liczy sobie 91 stron. Kontrolę przeprowadziła Regionalna Izba Obrachunkowa w Wrocławiu w okresie od sierpnia do października 2013 r. Inspektorzy RIO zbadali system organizacji i gospodarkę powiatu w okresie od 2010 r. do I kwartału 2013 r. W niektórych przypadkach inspektorzy badali również okresy późniejsze.

„Wnioski” z tej kontroli, które liczą 13 stron umieszczone są na stronach internetowych starostwa. Same one już są interesujące, ale pełnię rzeczywistości poznać można tylko na podstawie pełnego „Protokołu.”

Inspektorzy kontrolując organizację i gospodarkę finansową powiatu dopatrzyli się licznych nieprawidłowości. Dodać należy, iż „Protokół” jest prawdziwą kopalnią informacji, z których sięgać można pełnymi garściami.

Dzisiaj weźmy na tapetę dodatek, który – ku zaskoczeniu wszystkich – otrzymuje wicestarosta Paweł Niedźwiedź.

Muszą Państwo wiedzieć, iż wynagrodzenie wicestarosty ustalił starosta Wielce Czcigodna Pomyłka. Wicestarosta Paweł Niedźwiedź ma 4800 zł wynagrodzenia zasadniczego + dodatek funkcyjny w wysokości 1760 zł + dodatek specjalny w wysokości 1500 zł + dodatek za wysługę lat w wysokości 576 zł. Inspektorzy obliczyli, iż wicestarosta Paweł Niedźwiedź na dzień 31 marca 2013 r. zarabiał brutto 8732 zł.

Wątpliwości inspektorów wzbudził dodatek specjalny, który wynosił 22,86% wynagrodzenia zasadniczego i dodatku funkcyjnego, czyli 1500 zł.

W „Protokole” czytamy:

„Odnośnie dodatku specjalnego (…) stwierdzono, że przyznany on został na czas nieokreślony, nie uzasadniono też potrzeby jego poznania.” Kontrolujący stwierdzili, że: „Pismo o przyznaniu dodatku specjalnego powinno wskazywać przyczyny jego przyznania, pomimo że nie jest to wymóg ustawowy. Przede wszystkim dlatego, że pracownik powinien wiedzieć za co otrzymuje dodatek, a w konsekwencji, kiedy może zostać go pozbawiony. Ponadto dodatek przyznawany jest z pieniędzy publicznych, a okoliczności, które upoważniają pracodawcę do jego przyznania są określone prawem. Powinna wić istnieć możliwość kontroli prawidłowości jego poznania.”

Jak Państwo widzą okresowy dodatek specjalny, który starosta przyznał swojemu zastępcy wzbudził prawne wątpliwości inspektorów RIO. Dwa główne zarzuty kontrolujących dotyczyły:
- nieokreślenie przez starostę terminu zakończenia wypłacania 1500 zł wicestaroście Pawłowi Niedźwiedziowi,
- braku uzasadnienia dla decyzji starosty w piśmie o przyznaniu dodatku specjalnego wicestaroście Pawłowi Niedźwiedziowi.

Inspektorzy badali również drugi, identyczny przypadek, gdy pracownik starostwa również otrzymał okresowy dodatek specjalny bez określenia terminu zakończenia jego wypłacania.

Inspektorzy wzięli na spytki starostę, który udzielił takich oto wyjaśnień:

„(…) wicestarosta i skarbnik otrzymają pismo informujące o podstawie prawnej przyznania dodatku specjalnego z równoczesnym wskazaniem dodatkowych obowiązków służbowych i zadań, za które przyznano dodatek specjalny oraz norm czasowych przyznanego dodatku specjalnego.”

W „Protokole” czytamy, iż nastąpiło to 6 września, gdy to starosta i wicestarosta zawarli „porozumienie stron”. Na jego mocy wicestarosta Paweł Niedźwiedź otrzymuje dodatek specjalny od 1 września 2013 r. do 31 sierpnia 2014 r.

Kontrolerzy z wrocławskiego RIO pomimo tego nadal mieli wątpliwości dotyczące zasadności przyznania wicestaroście Pawłowi Niedźwiedziowi dodatku specjalnego. Ocenę tego stanu rzeczy wyrazili tak:

„(…) należy stwierdzić, że podane przyczyny przyznania dodatku specjalnego nie wyczerpują dyspozycji art. 36, ust. 5 ustawy o pracownikach samorządowych, ponieważ dotyczą obowiązków o charakterze stałym. Świadczy o tym m.in. zapis § 10 Regulaminu Organizacyjnego starostwa z 28 kwietnia 2011 r., wg którego do zadań wicestarosty należy sprawowanie kontroli nad działalnością wydziałów starostwa zgodnie ze strukturą organizacyjną.”

Dla pełnego obrazu tej chorej sytuacji dodać należy, iż starosta jako podstawę do przyznania dodatku specjalnego dla wicestarosty wymienił: „pełnienie nadzoru nad wydziałem komunikacji, wydziałem geodezji, katastru i gospodarki nieruchomościami, wydziałem budownictwa, architektury i ochrony środowiska oraz określonymi jednostkami organizacyjnymi powiatu.”

C.d.n.

piątek, 24 stycznia 2014

Czas postępu i rozwoju

Szpital znalazł się niestety w obcych rękach. Nowi właściciele i nowe porządki. Tylko czy na pewno porządki?

Mój serdeczny kolega doznał kontuzji. Wiadomo, że chirurg w takiej sytuacji jest nieunikniony. Obolały udał się do swojego lekarza rodzinnego, który dał mu bez zbędnej zwłoki i grymasów (bo i tak często bywa) skierowanie zdjęcie rentgenowskie oraz skierowanie na konsultację w poradni chirurgiczne.

W szpitalu zdjęcie zrobiono od ręki, wręczono i mój obolały przyjaciel, pełen nadziei i ufności, skierował swoje kroki w stronę przychodni chirurgicznej prowadzonej obecnie przez Polskie Centrum Zdrowia z Wrocławia.

Ufność i wiara, że za kilka chwil jego cierpienia się zmniejszą pękła niczym spekulacyjna bańka giełdowa w zderzeniu z nową rzeczywistością. Owszem, mój serdeczny kolega został zarejestrowany, ale na fachową pomoc może czekać do 29 stycznia, czyli cierpieć musi jeszcze 5 dni i tyleż nocy.

Po zbadaniu sprawy okazało się, iż nowy właściciel szpitala nie ma chirurgów, a przychodni chirurgicznej tyra od poniedziałku do piątku tylko jeden lekarz. W tym samym czasie tyra on też w szpitalu a przyjmowanie pacjentów w przychodni odbywa się w ramach pracy na oddziale chirurgicznym w szpitalu.

Przypomnę tylko, że do czasu sprzedaży szpitala przez koalicyjnych radnych powiatowych taka skandaliczna sytuacja nie miała miejsca. Rodzi się pytanie: gdzie podziali się chirurdzy? Odpowiedź jest prosta: na wieść o sprzedaży szpitala dali nogę! Tak, tak! Polskie Centrum Zdrowia ma „markę” wśród lekarzy, podobną do tej, którą ma wśród mieszkańców górowska Platforma, rzekomo Obywatelska. 

Nowi panowie na szpitalnych włościach, w ramach nowych porządków, podnoszenia jakości i dostępności świadczonych usług medycznych, zadbali również o wdzięczna pamięć matek, których dzieci dopadała choroba. Wiadomo, że każda matka troszczy się o swoja pociechę szczególnie, gdy ta ma lat niewiele. I chce być z nim gdy dziecko cierpi i leży w szpitalu. Rzecz jasna takie czuwanie przy szpitalnym łóżku kosztuje. Dotąd kosztowało (sam nocleg) 21,40 zł za dobę. Nowi, wspaniali (jak kreowali ich członkowie Zarządu Powiatu) właściciele szpitala postanowili zmienić stawkę. Podnieśli ją ponad 6 – krotnie. Obecnie za możliwość czuwania w szpitalu przy dziecku kochająca i troskliwa mama będzie musiała zapłacić 140 zł za dobę (nadal bez posiłku). Potrafią chłopcy z Wrocławia docenić miłość matczyną!

A jak już jesteśmy przy obiadach. Jeszcze do niedawna każdy mógł tam sobie kupić dwudaniowy obiad za 9 zł. Gdy ktoś miał apetyt tylko za zupę, to kupował zupę za odpowiednia mniejszą cenę. Korzystał z tego personel szpitala, mieszkańcy Góry. Obecnie cena obiadu w szpitalu podniesiona została dla ludzi z zewnątrz do 18 zł. Po negocjacjach z pracownikami szpitala cenę dla pracowników obniżono do 11 zł., ale postawiono warunek, że można tylko wykupić obiad dwudaniowy. Nie jesz pierwszego dania – kij ci w oko! Twoja strata – właścicieli zysk!

Zamknięto też tomograf komputerowy. To zapewne dalszy ciąg finezyjnego planu podnoszenia dostępności i zwiększania zakresu świadczonych usług medycznych. Pacjentów szpitala, którzy wymagają badania na tym urządzeniu ma się wozić do Rawicza. Technika będzie prosta. Zbierze się 3 kwalifikujących do badania, załaduje do szpitalnej karetki, która więcej ich nie pomieści i kierunek Rawicz.

Rodzi się pytanie: a co z tymi wszystkimi, którzy w szpitalu nie leżą, ale otrzymali skierowanie na badanie tomografem? A chuj to nowych panów szpitala obchodzi!

Ale na pocieszenie dodam, iż chodzą wieści, że wszyscy radni, którzy głosowali za sprzedażą szpitala, czyli podniesieniem jakości świadczonych tam usług, zamierzają wozić - za darmo! - potrzebujących na badania tomografem. Podobno starosta - Wielce Czcigodna Pomyłka - bierze nocne kursy, dzienne wicestarosta Niedźwiedź, a w dni wolne od pracy radny Marek „Bananowy Uśmiech” Biernacki. I wszystko to ma być robione w strzelistym akcie przedwyborczej pokuty.

Na wyższy poziom wkroczyły również ceny świadczonych przez szpital usług medycznych. Dotyczy to tych, którzy nie są ubezpieczeni, ale również tych, którzy np. za własne pieniądze chcieli sobie zrobić jakieś badanie bez czekania w kolejce do swojego lekarza rodzinnego. No bo np. co było czekać na skierowanie na badanie ciśnienia tętniczego, skoro jego pomiar prywatnie w szpitalu kosztował – do niedawna – 2 zł? Teraz Państwu ciśnienie samo automatycznie wzrośnie, gdy ujrzycie Państwo nową cenę. A wynosi ona 13 . Skoczyło ciśnienie?

Albo weźmy takie wykonywane bez udziału NFZ iniekcje, czyli zastrzyki. Dotąd obowiązywały 2 stawki. Gdy robiono nam zastrzyk domięśniowy, podskórny, śródskórny płaciliśmy 10 zł. Obecnie iniekcje podskórne kosztują 21 zł, domięśniowe 27 zł. Iniekcje dożylne ongiś kosztowały 15 zł, a obecnie 34 zł. Przy takich cenach bolało będzie podwójnie: iniekcje i wydatek na nie.

Gdyby Państwo zechcieli sobie prywatnie zrobić EKG bez opisu to przed nastaniem ery rozkwitu naszego szpitala, w erze upadku i braku perspektyw na jego rozwój, zapłaciliby Państwo za tę usługę 10 zł. W złotych czasach, które nastały dla naszego szpitala z chwilą sprzedania go PCZ za tę samą usługę zapłacicie Państwo 30 zł. Cóż! Szczęście musi kosztować!

Takie EKG z opisem w ciemnych dla szpitala latach rządów wrednego prezesa Hoffmanna kosztowało 25 zł. Ten stan rzeczy wołał o pomstę do nieba! A skoro tak, to opłatę podniesiono do 60 zł. Poszybowała również opłata za aparat Holtera EKG. Z 80 zł za czasów zastoju do 150 zł w czasach rozkwitu i niebywałego rozwoju szerokiej gamy usług medycznych (za wyjątkiem poradni chirurgicznej i tomografu komputerowego) świadczonych przez PCZ

W spirometr już nie będziemy dmuchali ile sił w płucach za 25 zł, ale obecnie za 60. I dzięki temu będziemy mogli się poczuć naprawdę wydmuchani. Wlew kroplowy z założeniem weflonu kosztował w ponurach czasach nieustająco narastającego zadłużenia szpitala 20 zł. W kroczących dumnie czasach chwały i blasku kosztuje 55 zł. Po co to pisałem? Jeszcze przez ten wlew wylewu Państwo dostaną.

C.d.n.