środa, 6 czerwca 2012

Olali komisję


Podczas posiedzenia Komisji Rewizyjnej Rady Powiatu, która odbyła się tydzień temu członkowie tego gremium umówili się, że dalsza część obrad odbędzie się 6 czerwca o godz. 8,00. Komisja kontynuować miała prace związane z kontrolą dwóch wydziałów starostwa, które biorą udział w wydawaniu koncesji na wydobycie kruszywa naturalnego. Kontrola jest efektem starań radnego Zbigniewa Józefiaka, członka Komisji Rewizyjnej, który stara się wyjaśnić, jakie ewentualnie nieprawidłowości w działaniu obu wydziałów spowodowały „aferę żwirową” w Sicinach.

O godz. 8,00 radny Zbigniew Józefiak oraz pracownica Biura Obsługi Rady Powiatu, przesympatyczna Ania Michalska zasiedli w sali nr 33, by uczestniczyć w pracach Komisji Rewizyjnej. Faktem jest, że żadne posiedzenie jakiejkolwiek komisji nigdy nie zaczyna się zgodnie z godziną, jaka widnieje na informacji o posiedzenie. Minęła ósma, ale sala nr 33 nadal ziała pustymi krzesłami. O godz.8,05 sytuacja nie uległa zmianie. Nie wzbudzało to jednak niepokoju, gdyż żaden z członków komisji Rewizyjnej nie zadzwonił do Biura Rady, by poinformować o swojej absencji podczas posiedzenia. O godz. 8,10, gdy radny Zbigniew Józefiak spokojnie pił kawę, na sali zaczął się wyczuwać lekki niepokój.

Niezastąpiona pani Ania nerwowo podchodziła do okna, by sprawdzić czy członkowie gremium nie nadciągają. Po powrocie z lustracji stwierdzała z niepokojem, że radnych, członków komisji ani widu, ani też słychu. A radny Zbigniew Józefiak w całkowitym spokoju pił kawę.

Rozmawiano o wszystkim i o niczym, bo zazwyczaj rozmowy nie określone tematycznie są przelewaniem z pustego w próżne a z próżnego w intelektualną nicość. Wiadomo, trzeba zabić czas oczekiwania. O godz. 8,15 radny i członek Komisji Rewizyjnej stwierdził, że zapewne dzisiejsze obrady się nie odbędą. Nadzieja na przybycie radnych – członków najważniejszej komisji Rady Powiatu gasła niczym świeczka na wietrze lub bardziej obrazowo, niczym przedwyborcze obietnice Platformy Obywatelskiej dotyczące powiatu.
Około godz. 8,20 salę nr 33 wypełniły opary dekadencji Stało się jasne, że dzisiejsze obrady trafił szlag!

W zasadzie słowo „szlag” nie oddaje prawdy. Dekadencja dotknęła pozostałych członków komisji Rewizyjnej. Obrad (termin uzgodniony 7 dni wcześniej!)nie zaszczycił swoją obecnością przewodniczący komisji – Piotr Iskra. Po raz drugi w ciągu 7 dni oczy moje nie mogły napawać się widokiem wiceprzewodniczącej komisji – Danuty Rzepieli (członkini koalicji zwanej „Mózgiem Koalicji”. A uszy moje nie mogły sączyć w małżowiny jej sycących wypowiedzi, przez co Państwo cierpią na brak opowieści o budujących pomysłach „Mózgu Koalicji”. Co za strata!

Nie raczył przybyć również na posiedzenie członek komisji radny Marek Zagrobelny. Jeżeli jednak sądzą Państwo, że nieobecnych radny7ch spotka za to finansowa kara, to tkwią Państwo w najczarniejszym błędzie. Rzeczywistość jest taka, że nikomu z nieobecnych nie obetnie się z diety ani grosza. A czemu? A temu, że tak ongiś postanowiono i kropka. Zero odpowiedzialności, to i zero potrąceń.

Dodać też należy, że szanowni radni nie raczyli nawet zatelefonować i poinformować Biura Rady, że nie raczą wypełniać tego dnia obowiązków, które wzięli na siebie całkowicie dobrowolnie startując w wyborach. Ot, taki prosty, żołnierski żart. Z tym stawaniem do wyborów, rzecz jasna.

Pragnę zwrócić też Państwa uwagę na jeszcze jeden fakt. Gdy Platforma Obywatelska brała władzę w powiecie (co okazało się dla powiatu klęską na całej linii), zarzucony został zwyczaj, że przewodniczenie Komisji Rewizyjnej powierza się kandydatowi opozycji. A powierzyć opozycji należało, gdyż mocą przerobu intelektualnego „platfuski” w Radzie Powiatu dysponowały znikomą, taką na granicy błędu statystycznego. A kandydat na szefa komisji mającej patrzeć władzy na ręce i wytykać błędy był znakomity. Piszę tu o Władysławie Stanisławskim, któremu, co nieco zarzucić można, ale wszystkich „platfusów” pod względem intelektu leje w dowolnie wybranym miejscu i momencie.

Ale gdzie tam! Pazerność i pycha „platfusków” granic nie miała. I mamy, to co mamy. Komisja Rewizyjna nie działa, jej członkom nie chce się zbierać (ale diety brać, to i owszem!), wiedzy przyswajać nie chcą/nie potrafią (właściwe podkreślić).

I to jest właśnie obraz tej nieszczęsnej koalicji w powiecie. Olewanie wyborców i obowiązków zaciągniętych wobec lokalnej społeczności – to specjalność górowskiej PO w powiecie. Ale „póty dzban wodę nosi, póki lud się nie wkurwi”.

"Mrówka" oferuje


Dotacje dla odważnych


Powiatowy Urząd Pracy w Górze, to nie tylko miejsce rejestracji bezrobotnych. Jednym z zadań PUP jest pomoc bezrobotnym pragnącym „pójść na swoje”. Pomocne e realizacji tego ambitnego celu są dotacje na podjęcie działalności gospodarczej przeznaczone dla osób bezrobotnych. Bezrobotny zamierzający podjąć działalność gospodarczą może złożyć wniosek o przyznanie ze środków Funduszu Pracy jednorazowo środków na jej podjęcie w wysokości nie wyższej niż 6 - krotna wysokość przeciętnego wynagrodzenia. 


Poniżej mają Państwo zestawienie dotacji udzielonych na rozpoczęcie działalności gospodarczej w latach 2006 - 2012
Jeżeli ktoś zwracał dotację (po jednej osobie w roku 2008, 2009 i 2011), to znaczy że albo nie rozliczył się z otrzymanych środków albo nie prowadził działalności przez co najmniej 12 m - cy. Widać wyraźnie, że dotacje na rozpoczęcie działalności gospodarczej są skuteczną formą zmniejszania bezrobocia na terenie powiatu górowskiego.

Trzeba też przyznać, że duża liczba osób bezrobotnych, która stara się o dotację odchodzi z przysłowiowym „kwitkiem”. W 2011 r. do PUP wpłynęły 83 wnioski. Zawarto 45 umów, ale 2 osoby zrezygnowały z zawarcia umowy a 36 wniosków rozpatrzono negatywnie. Powodem negatywnego zaopiniowania wniosków o dotację był fakt, że nie otrzymały one przy komisyjnej ocenie wymaganej liczby punktów niezbędnych od pozytywnego zaopiniowania wniosku lub osoba ,która starała się o dotację nie spełniła kryterium kwalifikalności do otrzymania dofinansowania w ramach projektu POKL 6.1.3.

Do końca maja 2012 r., podpisano 5 umów, ale 7 osób, których wnioski zaopiniowano pozytywnie jest teraz na kursie z przedsiębiorczości, po którym dostaną dotację. Na ten rok jest założonych już 48 dotacji.

Najczęstsze rodzaje podejmowanej działalności gospodarczej:
- usługi ogólnobudowlane,
- usługi związane z naprawą samochodów (warsztaty naprawy samochodów),
- usługi krawieckie,
- usługi kosmetyczne,
- usługi w zakresie konstrukcji i pokryć dachowych.

W roku 2011 PUP wydał na dotację: 672.823,40 zł., a do końca maja bieżącego roku przyznano 12 dotacji na kwotę 230.000.00 zł. Środki na ten rok, które PUP otrzymał na dotacje dla bezrobotnych to są podobnym poziomie, jak w roku ubiegłym.

Panu Wojciechowi Zagubieniowi serdecznie dziękuję za rzetelne przygotowanie materiałów służących do napisania posta. 

wtorek, 5 czerwca 2012

W rowerowym raju

W naszym często dziwnym klimacie można na rowerze jeździć przez 8 - 9 miesięcy w roku. Znam też takich osobliwych osobników, którzy to robią przez okrągły rok. Kiedy pytam taką osobliwą osobliwość, jakie to rozkosze czerpią z jazdy w listopadzie słyszę, że wybierając odpowiednie pozawiejskie trasy, podczas takiego wysiłku inhalują w swój organizm czyste, nieskażone żadnymi zanieczyszczeniami powietrze, nie zubożone w tlen. Tego nie można powiedzieć o niektórych siłowniach czy salach aerobiku. Tu z wiadomych względów dyskretnie przemilczając lokale gastronomiczne. 

Faktem jest, że entuzjastą jazdy na rowerze w zimno i mokro absolutnie nie jestem. Nałogowo też nie jeżdżę, ale od czasu do czasu lubię sobie śmignąć lasami, górkami, polnymi łąkami, ścieżkami polnymi. Pożyczam od czasu do czasu rower od znajomych, ale cholera jakaś taka nie bardzo prowadząca się po moich utartych szlakach. 

Właściciel salonu „Świat Rowerów”, przy ulicy Poznańskiej 12 zaproponował mi przejażdżkę na kilku rowerach, bym – jak to rzekł: „odczuł różnicę pomiędzy rowerem a ramą na dwóch kółkach”. Z nudów skorzystałem z oferty i zabawiłem się w testera. 

Na początek dostałem rower trekkingowi, który przeznaczony jest do uprawiania zaawansowanej turystyki rowerowej, polegającej na przemierzaniu długich, często wielodniowych tras, zarówno po drogach asfaltowych jak i drogach o nawierzchni nieutwardzonej. Wybrałem sobie spośród wielu kolorów, które klienci „Świata Rowerów” mają do wyboru czerwony. Pojeździłem godzinę i orzekłem, że fajna rzecz, ale raczej dla zaawansowanych a nie takiej rzodkiewki turystycznej, jak ja. 

Kolejny rower był dla typowych amatorów sportowej jazdy na rowerze. Tu próba trwała krócej, bo przypomniałem sobie słowa Winstona Churchilla, że: „sport zabija”. Nie uprawiał go i wykopyrtnął się na lepszy świat w wieku 91 lat. 

Do próby podstawiono mi tzw. „górala”. Wsiadłem na rower, pomachałem pracownikom „Świata Rowerów”, zanuciłem „Góralu czy ci nie żal!”, pies z sąsiedztwa zawył rozpaczliwie a ja pomknąłem ulicami naszego miasta. Pojeździłem, poszanowałem, dwa razy dęba stanąłem, lunął deszcz i przeszła mi ochota na bawienie się w testera.

Właściciel „Świata Rowerów” spytał mnie życzliwie o wrażenia. Opowiedziałem o odczuciach związanych z jazdą na testowanych rowerach i spojrzałem na zaopatrzenie sklepu. Oczopląs, ból głowy, nakładające się obrazy. Toż to hurtownia! I trudno nawet kapnąć się do czego dana rama i kółka służą. Zawiesiłem oko na miniaturowym żółtym trójkołowcu i słodkim głosem spytałem szanownego właściciela czy mogę tę rzecz też przetestować. W odpowiedzi usłyszałem grzeczne: „Paszoł won!”

Wspólnie raźniej i weselej!


Zbliża się Euro. Widać, że z każdym dniem na ulicach naszego miasta przybywa samochodów ozdobionych chorągiewkami z naszymi narodowymi barwami. Wszyscy w napięciu oczekują 8 czerwca. W wielu polskich miastach zorganizowano „Strefy kibica”. Szkoda, że władze w naszym mieście nie zdecydowały się na taki krok.

Przyroda nie znosi jednak pustki, a przedsiębiorczość tym bardziej. Właściciel „Rossette” – Zdzisław Żmijewski – uroczej knajpki położonej w bardzo nastrojowym miejscu koło wieży ciśnień, w jakiś sposób wypełnił tę lukę i zaprosił do wspólnego kibicowania od 8 czerwca.


Pamiętam, że w 2002 roku (Mistrzostwa Świata) brałem udział w takim wspólnym kibicowaniu. I powiem Państwu szczerze, że oglądanie meczu w zaciszu domowym jest przy tym niczym! Podczas wspólnego śledzenia piłkarskich zmagań dopiero są emocje! To trzeba przeżyć, bo opisać się nie da. Obcy sobie dotąd ludzie rzucają się sobie w objęcia po strzale dającym nadzieję dla naszej reprezentacji. Te wspólne: uuuuuuuuuuuu!, achchchchchch! Yyyyyyyyyyyy! W wykonaniu setek gardeł daje efekt niesamowity. A te wiwaty! Te łzy w oczach! Wówczas wychodzi z ludzi, to, co w nich najlepsze.

Właściciel „Rosette” w celu uwolnienia się od kaprysów pogody zorganizował namiot, który rozbity zostanie na tarasie. Pod jego dachem będzie można oglądać relację z meczu na dość dużym ekranie, ale nie będzie to ekran telewizora. W zabudowanej części „Rosette” znajdzie się odbiornik telewizyjny o dość imponujących rozmiarach. Pod namiotem będzie można zaciągnąć się dymkiem przy szklaneczce zimnego piwka. Oprócz tego przygotowane zostaną kiełbaski z grilla, gdyby komuś zaczęło burczeć w wiadomym organie. Wspólne kibicowanie będzie odbywać się również w „Karczmie Starogórskiej”.

Wiadomo jednak, że lepiej twardo siedzieć niż wygodnie stać. Dlatego też można dzwonić pod numer 65 543 21 73 i zarezerwować sobie stolik, bo piwo długo trzymane w ręku raczej mało atrakcyjnym napojem się staje. No, i ze stolika wygodną konsumpcję prowadzić można. 

Droga do klęski


Fatalne wyniki „Sprawdzianu” dla uczniów kończących szóstą klasę nie są niczym nowym, chociaż tegoroczne wyniki są katastrofą. Na internetowych stronach szkół podstawowych, których organem prowadzącym jest gmina Góra na próżno szukać mogą Państwo wyników sprawdzianów szóstoklasistów. Nie bez powodu, bo jak spojrzą Państwo na tabelę poniżej, to rzeczywiście chwalić się nie ma czym.

 Maksymalnie uczeń mógł zdobyć 40 punktów ze sprawdzianu

I tak – co Państwo z pewnością łatwo zauważyli – Szkoła Podstawowa nr 1 w latach 2008 – 2011 odnotowywała tendencję spadkową jeżeli idzie o poziom zdawania „Sprawdzianu”. Można rzec, że w tym okresie odnotowano zjazd po równi pochyłej. Na internetowych stronach SP 1 nie znajdą Państwo informacji o wynikach „Sprawdzianu”. Nawet tegorocznego. Może dyrektorka tej placówki Joanna Biedulska raczyłaby poinformować opinię publiczną o wynikach tegorocznego sprawdzianu, który ponoć tragicznie nie wypadł.

Druga „podstawówka” w naszym mieście SP po okresie stabilizacji wyniku „Sprawdzianu” w latach 2008 – 10, ale w roku 2011 odnotowała „skok” jakościowy, tyle, że w dół. I znowu nie wiemy, jak „Sprawdzian” wypadł w tej placówce w tym roku, bo na stronie internetowej szkoły są różne fikołki, ale nie to, co istotne dla rodziców szóstoklasistów. Sądzę, że dyrektorka SP nr 3 – Bożena Domańska raczy naprawić te niedopatrzenie.

Szkoła Podstawowa w Czerninie z wyjątkiem „Sprawdzianu” w 2010 roku do orłów nie należy. Na stronach szkoły tradycyjnie nie odnajdziemy informacji o „Sprawdzianie”. A przecież aż ciekawość człowieka pożera, by dowiedzieć się, co zrobiła dyrektorka Dorota Adamska i kadra nauczycielska, by te ocierające o skandal wyniki „Sprawdzianu” się nie powtarzały z roku na rok. A jaki jest tegoroczny rezultat Sprawdzianu” pani dyrektor?

„Podstawówka” w Ślubowie przez dwa ostatnie lata wyników „Sprawdzianu” też nie może uznać za sukces, bo wyniki optymizmem nie napawają. Na internetowych stronach szkoły ani mru - mru o wcześniejszych „sukcesach” szóstoklasistów w „Sprawdzianie”. A jak poszło w tym roku dyrektorze Robercie Brojek (usprawiedliwia dyrektora tej szkoły jego krótki staż, ale nie do końca)?

SP w Witoszycach w roku 2011 uczyniła widoczny postęp po 3 latach posuchy. Ale i w tym przypadku również wyniki „Sprawdzianu” otoczone są nieprzenikniona mgłą tajemnicy, której (strzeże?) jakoś nie ma ochoty przerwać dyrektor Leszek Stecki. Może w tym roku zrobi wyłom w tej złej tradycji.

Włos się jeży (i to nie tylko na głowie), gdy spogląda się na „wyniki” „Sprawdzianu” w Glince. Aż dziw bierze, że pomimo tej nędzy stanowisko zachowuje dyrektorka Danuta Steuer. Aż na usta ciśnie się pytanie: kto za tym stoi? A może pani dyrektor w tym roku jest lepiej? Proszę o dane na stronie szkoły.

Proszę zauważyć, że w „przeglądzie Górowskim”, który wydawany jest za pieniądze podatników naszej gminy nie znajdziemy na temat wyników tegorocznego „Sprawdzianu” ani słowa. Nie znajdą Państwo również żadnej informacji na ten temat na stronie gminy. A szkoda.

A dopominać się o to powinniśmy, bo na oświatę gmina Góra wydaje niemałe pieniądze. Subwencja oświatowa w ubiegłym roku, którą Ministerstwo Edukacji Narodowej przekazało gminie wyniosła nieco ponad 12 mln zł. Na jednego ucznia daje to kwotę ok. 5500 zł. Na funkcjonowanie oświaty ta kwota nie starczyła. Gmina Góra z dochodów własnych, czyli Państwa podatków musiała dołożyć 7.487.697 zł z groszami. Oznacza to, że 61% wydatków na oświatę – w tym przedszkola - pochodzi z budżetu gminy Góra.

I chociażby z tego tytułu podatnicy, czyli Państwo, mają prawo do rzetelnej wiedzy na temat wyników „Sprawdzianu”, które w tym roku wywołują rumieniec wstydu. Zastanawiam się Tylko czy również na obliczach dyrektorów szkół i kadry odpowiedzialnej za efekty nauczania? Ach, ja wiem, ja wiem. Ci rodzice i rozwydrzone bachory!