"Jak ktoś żyje z tego, że zwalcza wroga, jest zainteresowany tym, aby wróg pozostał przy życiu". KONTAKT: robert.mazulewicz@gmail.com tel. 883 793 645. Gwarantuję 100% dyskrecji.
środa, 18 kwietnia 2012
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Podobno...
Podobno nasz powiat wkrótce zabłyśnie na szklanym ekranie, gdyż jak głosi nie zweryfikowana jeszcze wieść gminna („arka przymierza między dawnymi a nowymi czasy”) nasza powiatowa PO zamierza wystąpić w programie „You Can Dance”. W tym celu – podobno – członkowie tej partii utworzyli silną grupę pod wezwaniem: „Platfusy Show”. Z niesprawdzonych informacji wynika, że grupa taneczna „Platfusy Show” wykona program łączący elementy baletu z muzyką rozrywkową.
Podobno starosta i szef powiatowych struktur PO szykuje taniec do muzyki z filmu „Głupi i głupszy”, w którym rekwizytem ma być on sam. Układ choreograficzny do muzyki znanej piosenki „Kryminal tango” opracowała mu – podobno - radna Danuta Rzepiela. Tytuł utworu: „Świzdu gwizdu idę w …”. Dodatkowym elementami stroju tancerza mają być białe rajstopy z motywem stonki ziemniaczanej (podobno to w górowskiej PO symbol pożyteczności) oraz dwie czerwone podwiązki umieszczone na przegubach spracowanych dłoni starosty Piotra Wołowicza.
Osobny numer (nie pierwszy zresztą) szykuje inny członek PO – Piotr Iskra, który wystąpi tańcząc swój popisowy numer (wielokrotnie przećwiczony podczas posiedzeń komisji i obrad sesji) – „Szpagatowe tango”. Jego rekwizytem w tym tańcu, do którego wykorzystał muzykę ze starego szlagieru „Dlaczego Piotrek a nie ja!” będzie zdjęcie rozdartego politycznie krocza płci męskiej. Ten taniec musi boleć!
Marek Biernacki – zastępca wodza struktur powiatowych – podobno przygotował a solo, czyli partię tańca baletowego, którą wykona indywidualnie. Tytuł tańca: „Oberek z felgami i kołami ze szprychami”. Podobno te szprychy, to nie są wcale szprychy rowerowe, ale … . W chwili obecnej trwają daleko zaawansowane próby zespołu „Platfusy Show”. Podobno nad całością przedsięwzięcia czuwa Słońce Góry i Platformy Obywatelskiej – burmistrz Irena Krzyszkiewicz, która gdy ujmie pałeczkę, to tak swoimi chłopcami zadyryguje, że nawet nie wiedzą, że na tyle ich stać w artystycznej materii.
A jak już jesteśmy przy pani burmistrz i prywatnie babci jednocześnie, to podobno ma ona zamiar zapisać się na uniwersytet. Mowa oczywiście o Uniwersytecie Trzeciego Wieku, gdzie zamierza zostać prezesem przez najbliższe 10 kadencji minimum. W tej chwili - podobno – kandydatka zbiera wszelkie niezbędne zaświadczenia niezbędne przy staraniach się o członkostwo w tej uczelni. Metryka urodzenia babci Ireny spełnia kryteria wiekowe (wygórowane zresztą), ale trzeba jeszcze dostarczyć wiarygodne informacje na temat ilości znajdującego się w organizmie botoksu, z czym jak twierdzą informatorzy - podobno – nie powinno być problemów.
Podobno Marek Hołtra starał się o przyjęcie do pracy w jakimś zakładzie pogrzebowym w charakterze starszego – żywego asystenta nieboszczyka. Przeprowadzono kilka prób z udziałem kandydata i głównych bohaterów tej uroczystości. Pomimo wysiłków radnego Hołtry główni bohaterowie ostatniej imprezy na tym doczesnym świecie zdecydowanie i jednomyślnie odrzucili kandydata w tajnym głosowaniu.
Podobno radna Danuta Rzepiela zamierza powiedzieć coś sensownego podczas sesji. Podobno przygotowuje ją do tego radny Piotr First. Ale kto przygotuje radnego Piotra Firsta do tego, by w końcu powiedział coś rozsądnego jako członek Zarządu i radny powiatowy? – tego nie wiadomo. Możemy tu jednak mieć do czynienia z sytuacją, iż: „Uczennica prześcignie Mistrza”. Z drugiej strony patrząc, to w tym przypadku słowo „Mistrz” musimy znacznie, ale to znacznie pomniejszyć. Poprawnie i zgodnie z rzeczywistością wyglądać ono musi tak „mistrz”.
Zima się skończyła i podobno z zimowego, ponad 15 miesięcznego letargu, budzi się nasz sympatyczny Misiek (wicestarosta Paweł Niedźwiedź). Podobno wykazuje sporo aktywności, ale może tym podpaść staroście, bo ten udowadnia, że; „bezruch jest wszystkim a aktywność niczym”. Aż żal biednego Misia, że musi się podwójnie męczyć: latem z powodu futra a cały rok z powodu nadmiaru cielęciny w pracowniczym jadłospisie. A na deser zostaje mu tylko „Mazulewicz Show”
Podobno jeden z górowian widział naszą panią burmistrz na basenie, który wybudowała na Osiedlu Kazimierza Wielkiego. Szeroko opowiadał ów górowianin, że panią burmistrz ujrzał pod postacią syreny, która pięknie śpiewając zapraszała wszystkich do udania się do kręgielni, która podobno funkcjonuje w dawnym hotelu cukrowniczym. Nieco później okazało się, że ów górowianin jest żywym wcieleniem piaru uprawianego w tak wielu sprawach przez szefową gminy, która zapomniała dać mu prominentne stanowisko, co zawsze wpływa na rozwój amnezji w pożądanym przez władzę kierunku. Najgorsze ścierwa, to te słowa rzucane publicznie. A później chamy różnej maści się czepiają.
Podobno dość nowy Przewodniczący Rady Powiatu – Edward Szendryk - nie ogrania rzeczywistości w jaką go wpisano dając mu w zamian za lojalność wobec koalicji stanowisko za 1280 zł miesięcznie (nie podlegające opodatkowaniu). Na pocieszenie trzeba stwierdzić, że ci, którzy go Przewodniczącym zrobili też nie ogarniają, i to jest główny powód, że został Przewodniczącym. Zresztą, rzeczywistość pod rządami platfusów też się nie ogarnia.
Kropla w morzu potrzeb
W marcu po raz w tym roku spadło bezrobocie na terenie naszego powiatu. Spadek nastąpił w trzech gminach naszego powiatu a w jednej odnotowano wzrost. Na koniec lutego 2012 roku GUS odnotował u nas bezrobocie na poziomie 27,6%. Daje nam to pierwsze miejsce w województwie dolnośląskim pod względem stopy bezrobocia.
Na koniec lutego stopa bezrobocia w naszym województwie wynosiła 13,6%, dla Polski – 13,5%. W podregionie legnicko – głogowskim, do którego nasz powiat jest przypisany bezrobocie kształtowało się w lutym na poziomie 13,7%.
W marcu PUP w Górze zarejestrował 233 bezrobotnych (102 kobiety). Po raz pierwszy w ewidencji PUP znalazło się 34 bezrobotnych a po raz kolejny 199. W tym samym miesiącu z rejestrów PUP skreślono 301 bezrobotnych. Z tej liczby 134 osoby podjęły pracę, ale co ważne, aż 122 niesubsydiowaną, w Tm 37 osób znalazło pracę sezonową. 102 bezrobotnych nie potwierdziło gotowości do podjęcia pracy. Aż 477 bezrobotnych znalazło się w ewidencji PUP po raz pierwszy, w tym 288 kobiet.
Prawo do zasiłku dla bezrobotnych miało na koniec marca 571 bezrobotnych, co stanowi 16,7% osób pozostających bez pracy.
Mała rzecz a cieszy
Spora grupa uczniów dojeżdża do szkół, których organem założycielskim jest powiat górowski. Mowa tu o Zespole Szkól oraz Liceum Ogólnokształcącym. Kilka lat temu uczniowie dojeżdżający do tych szkół wysiadali na przystanku znajdującym się naprzeciwko Zespołu Szkół. Nie wiadomo jednak dlaczego przewoźnik zlikwidował przystanek i młodzież musiała drałować z ulicy Wrocławskiej do swoich szkół na piechotę. Spacer oczywiście bywa zdrowy, ale pod warunkiem, iż nie leje jak z cebra, temperatura jest dobrze powyżej zera i autobus nie ma opóźnienia.
Jest faktem, że uczniowie dopominali się o przystanek bliżej szkoły. Jest też faktem, że w styczniu 2011 roku starostwo wystąpiło do przewoźnika o zorganizowanie takiego przystanku, ale przewoźnik wykręcił się od tego.
Sprawa nabrała nowych, zdrowych rumieńców na początku marca tego roku, gdy zainteresował się nim wicestarosta Paweł Niedźwiedź. Mając na uwadze życzenie uczniów sprawę zorganizowania przystanku wicestarosta Paweł Niedźwiedź przeprowadził tak, iż to co dotąd było przez ponad rok niemożliwe, stało się jak najbardziej realne.
Na wysokości zadania stanął Powiatowy Zarząd Dróg, którego dyrektor – Andrzej Łaszewski osobiście – i za darmo – wykonał projekt zmiany organizacji ruchu. Zamówiono tablice i zorganizowano miejsce pod nowy przystanek autobusowy dla uczniów dojeżdżających do LO i ZS. Warto dodać, iż do pomysłu zorganizowania przystanku pozytywnie ustosunkowała się gmina Góra, która jest właścicielem drogi, gdzie znajduje się przystanek.
Ulica Leśna, gdzie zlokalizowano przystanek, doskonale się na ten cele nadaje. Ruch jest tam niewielki a do obu szkół jest bardzo blisko. Dojście nie powinno zająć uczniom więcej niż kilka minut. A najważniejsze jest to, iż jest tam bezpiecznie.
Ze strony PZD i starostwa zrobiono wszystko. „A można się spodziewać, że jeszcze w tym tygodniu przewoźnik wyda polecenie kierowcom, by tam wozili młodzież uczęszczającą do naszych szkół” – stwierdza wicestarosta Paweł Niedźwiedź.
piątek, 13 kwietnia 2012
Wiosenne swawole II
W sposób nadzwyczaj pomysłowy Zarząd Powiatu podszedł do fantazji pomysłu Piotra Wołowicza na temat sprzedaży szpitala. O tym pomyśle prezes spółki Powiatowe Centrum Opieki Zdrowotnej – Stanisław Hoffmann oraz pracownicy szpitala dowiedzieli się z mojego bloga. Nikt z prezesem ani z pracownikami szpitala tej sprawy nie konsultował. Prezes miał żal do mnie, że o tym napisałem, bo wprowadziłem wśród załogi szpitala niepewność co ich przyszłości a pracownicy poczuli się jak … . No właśnie, jak mogą poczuć się ludzie, o których losie decyduje się za ich plecami? A wystarczy – i gorąco to polecam – zaglądnąć do protokółu z sesji, która odbyła się 9 grudnia 2010 roku, gdzie starosta Piotr Wołowicz zapewnia, że wszelkie kroki i zamierzenia wobec szpitala będą szeroko konsultowane. Ale „urok” starosty Piotra Wołowicza polega m.in. na tym, iż ma bardzo krótką pamięć i sądzi – na swoje nieszczęście – że wszyscy cierpią na tę przypadłość. Otóż nie wszyscy, ale za to na pewno członkowie PO, którzy co innego obiecują w trakcie wyborów a po dopchaniu się do koryt zaczynają cierpieć na amnezję. Nie jest to zresztą przypadłość tylko tej szajki, ale pozostałych również. Tu muszę wyjaśnić, iż głęboko gardzę wszystkimi partiami politycznymi w naszym kraju, bo oszust z jednej partii nie ustępuje kanciarzowi z drugiej.
No więc, jak mogli poczuć się pracownicy szpitala? Ja na ich miejscu poczułbym się, jak Kunta Kinie z serialu „Korzenie”. Sprzedany i o nic nie pytany. Ale taki los, gdy Wołowicz and consortes mają decydujący głos w samorządzie powiatowym. Im się wydaje, że od losy pracowników szpitala ważniejszy jest ich, czyli PO. Bo ich platfusowata partia jest dla nich najważniejsza! A reszta? A drobnica się nie liczy, czego dowodzi sposób w jaki potraktowano szpital i jego pracowników. Czysty narcyzm!
Jak już się „mleczko” wylało w sprawie sprzedaży szpitala, to platfusowi klakierzy zaczęli wychwalać zalety szpitala prywatnego nad publicznym. I zaczęły się wpisy na „Elce”, ja to wspaniale będzie, ja przyjdzie prywatny i zainwestuje w szpital. No, po prostu Eldorado. Ja wiem, że młode platfusy odurniałe są na punkcie wyższości prywatnego nad społecznym, tylko, że w swojej totalnej ignorancji hasełka liberalnych złodziei traktują jak „Dekalog”. Zresztą, większość z platfusów, szczególnie młodych, to karierowicze bez talentów i umiejętności a ich paltfusowa partia jest ich jedynym zbawieniem.
Chociaż nie, bo przykład radnego Marka Biernackiego i Mojej Osobistej Szelmy w Dwójcy Świeckiej Jedynej świadczy o tym, że – rzadko, bo rzadko, ale są tam jednostki dające sobie radę w gospodarce. Moja Osobista Szelma ciężko tyra na kawałek chleba, a to, że mu się udaje jedni składają na karb tego, że rzekomo kradnie, co jest z ich strony przejawem rzadkiego kurestwa i zazdrości na inni – jak ja – widza jak zaiwania. I nie jest to glejt uczciwości dla Mojej Osobistej Szelmy, ale wyraz uznania za to co robi, by wyżyć i się utrzymać na powierzchni. By nie wyglądało to jednaki na laurkę, to powiem, że Moja Osobista Szelma ma swoje wady. Szkot przy nim to rozrzutnik. Ale może w tym tkwi jego tajemnica sukcesu. Szelmę lubię bez dwóch zdań!
Inny platfusik, który też wziął swój los we własne ręce, to radny powiatowy Piotr Iskra. Coś tam buduje, staje do przetargów, jeździ po całym kraju, bo w przeciwieństwie do nieudolnego Piotra Wołowicza, który pensję – bez względu na zaangażowanie, pomysłowość, innowacyjność wykazywaną w pracy, decyzyjność (ha, ha, ha!!!) - ma zapewnioną regularnie (co wobec jego rażącej wprost niekompetencji, w mojej ocenie) jest niesprawiedliwe i powodujące publiczne zgorszenie, Piotr Iskra nie może liczyć na taki nieuzasadniony profit.
Ale z drugiej strony Piotr Iskra jako radny powiatowy pozbawiony jest moralnego kręgosłupa, bo przywiązał się do PO i stracił pion moralny. Głosuje wbrew interesom powiatu, ale zgodnie z interesem PO. Niestety, tak mu się tylko wydaje. Bo w zdrowo pojętym interesie górowskiego PO jest to, by szef struktur powiatowych jak najszybciej przeszedł do historii (wstydliwej historii) górowskiego PO. Ten człowiek – Piotr Wołowicz – jest gwarantem klęski PO w wyborach samorządowych. Powód: jest gorszym starostą niż Beata Pona. Jest najgorszym spośród 6 dotychczasowych starostów. Piotr Wołowicz jest siódmym, ale koszmarów nie liczymy. Chcą Państwo żyć w koszmarze?
Prezent na komunijny maj
Zbliża się czas zakupu prezentów komunijnych. Za moich – i wielu Państwa czasów – „kultowym” prezentem było niedoścignione marzenie wielu z nas, czyli rower – składa „Wigry 2” a już najlepiej byłoby otrzymać „Wigry 3” . Ten ostatni był w oczach dzieci najwspanialszym pojazdem na świcie. Wśród tych jednośladów dominował kolor czerwony, później niebieski a szczytem marzeń było posiadanie metaliku!
Co prawda nie zdarzyło się, aby „Wigry 3” pojawił się w sklepach w tych trzech kolorach jednocześnie, ale pomarzyć – jak wiadomo – dobrą rzeczą jest! I śmigało się „Wigrami” po pustych wówczas ulicach, parkach i szpanowało na okolicznych podwórkach. Wiele można powiedzieć o zaletach tego roweru, ale do najważniejszych należała ta, że się go po prostu miało.
Zmieniły się czasy i znacznie poszerzyła lista prezentów komunijnych. Pomimo tego rower nadal znajduje się na liście marzeń komunijnej dziatwy. Nie są to oczywiście „Wigry”, ale jednoślady niebotycznie zaawansowane technologicznie.
Będąc w salonie rowerowym przy ulicy Poznańskiej 12 z wielkim zaciekawieniem oglądałem rowery, które z całą pewnością nadają się na komunijny prezent. I powiem Państwu, że dech zapiera w piersiach. Wybór jest tak duży, że naprawdę trudno podjąć decyzję. Nie znam się na tych wszystkich szczegółach technicznych, ale jedno jest pewne, że każdy rower w tym sklepie, to kawał zaawansowanej techniki i swoiste piękno dla oka. Wszystkie wystawione na sprzedaż rowery mają jedną wspólną cechę – elegancję i niekrzykliwą kolorystykę.
Widać też sporo dzieci odwiedzających ten sklep. I z tego co zauważyłem chłopcy raczej nie przywiązują uwagi do koloru, ale za to ze znawstwem i dużą wiedzą oglądają rower będący w zasięgu ich zainteresowań? Ile ma przerzutek? Czy ma licznik? A ile światełek ma? A resory są tylko na koła czy też na siodełko również?
Z kolei dziewczęta bardziej zwracają uwagę na kolor i kształt roweru a oszczędzają sprzedawcom pytań natury technicznej. Dla dziewcząt ważne jest to, by nie mieć roweru takiego jak ma jej koleżanka ale jak już, to w innych kolorach.
Charakterystyczną cechą przeznaczonych do sprzedaży rowerów w sklepie przy ulicy Poznańskiej jest cena. Nie będę tu prezentował cen, ale poważnie mówić są one bardzo atrakcyjne o czym mogą się Państwo przekonać porównując ceny w innych punktach, gdzie oferta handlowa jest jednak znacznie uboższa. W sklepie przy ulicy Poznańskiej fachowiec z serwisu udziela tez porad dla nabywców rowerów na temat ich użytkowania, by służyły długo i bezawaryjnie. A wszyscy wiemy, że często młody człowiek instrukcje ignoruje i najpierw siada na rower a gdy ten ulega awarii, wini cały świat tylko nie siebie.
Z cała pewnością sklep przy ulicy Poznańskiej 12 będzie cieszył się dużym zainteresowaniem, tym bardziej, że oferuje się tam towar solidny, uznanych marek i w szerokim asortymencie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














