Nasza Spółdzielnia Mieszkaniowa „Wspólny Dom” dostarcza mi tradycyjnie znakomitego materiału do umieszczania postów na blogu. To naprawdę wyjątkowo wdzięczny temat dzięki tak charakterystycznej postaci, jaką jest chluba i duma wszystkich spółdzielców – czyli Andrzejowi Patronowskiemu.
Co prawda ostatnio tenże przewodniczący Rady Nadzorczej zapowiedział, że zastanawia się nad podaniem mnie do sądu, ale ten drobny i niewiele dla mnie znaczący fakt nie osłabia mojego apetytu na publiczne spożywanie szacownego, ale mocno przeszacowanego, przewodniczącego Rady Nadzorczej. Zasiadamy więc do stołu pospołu i biesiadujmy.
Większość z Państwa nie wie, iż 27 i 28 czerwca odbyło się walne zgromadzenie spółdzielców „Wspólnego Domu”. Spółdzielców zrzeszonych w tejże spółdzielni jest coś ok. 1150. Tradycyjnie na walne, które decydowało o wyborze władz spółdzielni, przyszło ok. 120 do 130 osób. Reszcie spółdzielców najwyraźniej wisi, kto nimi będzie rządził lub nierządem spółdzielnie trzymał będzie.
Osobiście nie byłem na walnym, ale żałować nie mam czego. Słuchanie przewodniczącego Rady Nadzorczej – Andrzeja Patronowskiego do rzeczy przyjemnych nie należy i podobno zalecane jest sadomasochistom.
Walne odbyło się w dwóch turach. Dotychczasowa władza utrwaliła się na stołkach, chociaż z dużym trudem. Jednakowoż grupa spółdzielców, która uczestniczyła w walnym zgłosiła szereg uwag do jego przebiegu. Skierowała w tej sprawie pismo do Zarządu Spółdzielni i oczekuje na wpisanie tych uwag do protokołu z walnego.
I tak spostrzegawczy członkowie spółdzielni dostrzegli, iż: „w dniu 28.06.2011 r. podczas głosowania nad absolutorium dla Zarządu Spółdzielni, udział w tym głosowaniu brali członkowie Zarządu p. Dorota Szumczyk, Stanisława Chrobak, Grzegorz Oberg, co jest niezgodne z § 50 Statutu Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom” w Górze”.
W uzasadnieniu czytamy: „Członkowie Zarządu nie mogą brać udziału w głosowaniu w sprawach wyłącznie ich dotyczących”.
I w tym miejscu się nie zgadzam ze spółdzielczą opozycją. Członkowie Zarządu mogą absolutnie wszystko! Ich władza jest tak wielka, że gdy członek Zarządu kroczy po terenach spółdzielni, to kwiaty więdną na jego widok! Myszy truchleją a chwasty rozkwitają bujnie, bo widok członka Zarządu powoduje u nich nadzwyczajną aktywność stożka wzrostu.
A kto miał głosować Szanowna opozycjo?! Wszak nikt lepiej od samych zainteresowanych w utrzymaniu swoich fuch, nie wie, jak bardzo ich utrata boleć może! Jak to tak? Dać bez walki odciągnąć się od żłobu?! To nie honor!
Druga uwag wynikająca z obserwacji przebiegu walnego, którą grupa spółdzielców pragnie wpisać do protokołu z walnego.
Czytamy: „W dniu 29.06.2011 r. P (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski (Przew. Rady Nadzorczej w w/w Spółdzielni) otwierając obrady Walnego Zgromadzenia sam na siebie przeprowadził głosowanie i sam przeliczył głosy uprawniające go do na wybór przewodniczącego Walnego Zgromadzenia Członków Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom” w Górze, co jest niezgodne z § 30 pkt 1 Statutu Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom” w Górze.”
W uzasadnieniu do tej uwagi spółdzielcy konstatują: „Jeżeli Przewodniczący Rady Nadzorczej kandyduje na Przewodniczącego Walnego Zgromadzenia powinien wyznaczyć innego Członka Rady Nadzorczej w celu otwarcia obrad Walnego Zgromadzenia.”
I tu znowu się drodzy spółdzielcy mylicie. P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski sięgnął do myśli ojca demokracji - Józefa Stalina. Tenże Gruzin i niespełniony pop w jednej osobie rzekł ongiś: „Nieważne kto jak głosuje. Ważne kto liczy głosy!”
Liczenie głosów drodzy niezadowoleni spółdzielcy jest rzeczą poważną i nie można jej powierzyć osobom niedoświadczonym i przypadkowym, które na dodatek nie wiedzą, kto powinien wygrać. Tu P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski miał rację, iż sam przeprowadził głosowanie i liczenie głosów. A gdyby tak – nie daj Boże – P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) przepadł w wyborach? Gdyby przez lekkomyślność wyborców nie został wybrany ponownie na tę funkcję?
Ciemności zapadły by nad SM „Wspólny Dom” w Górze! Ciemności, których nie rozświetliłby perlisty śmiech spółdzielców, którzy mają ubaw po pachy z tegoż przewodniczącego RN. Do tego nie można było dopuścić, bo każde osiedle musi mieć swojego błazna, chociaż w tym wypadku poziom występów pozostawia wiele do życzenia.
Zarzut, iż sam przeprowadził głosowanie jest więc niezasadny. Ja sądzę, że P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski rozwinie się w dziele ulepszenia procesu wyborczego i jego unowocześnienia. A tak np. za rok, gdy ponownie będzie waalne, czy ktoś się zdziwi, że już przed wyborami urna będzie zapełniona głosami od rana, głosy policzone w południe a wynik ogłoszony po południu, na tydzień przed walnym. I to jaki wynik! 128,34% za wyborem P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzeja Patronowskiego na przewodniczącego Rady Nadzorczej! Taki wynik pójdzie w świat i raz na zawsze zamknie usta opozycji, która nie docenia nowatorstwa swojego ukochanego P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzeja Patronowskiego, któremu, jak Państwo wiedzą życzę bardzo dużo rzeczy.
Niezadowoleni spółdzielcy zarzucają też, iż podczas walnego Komisja Wnioskowa odrzuciła złożony wniosek grupy spółdzielców, a P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski nie poddał go pod głosowanie.
Kochani! Żeby P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski oddał coś pod głosowanie musiałby wiedzieć, jak to się robi. Na razie P. (a tfu, tfu, tfu, na psa urok! – przypis mój) Andrzej Patronowski nauczył się prowadzić głosowanie na samego siebie oraz liczyć głosy oddane na samego siebie. To świadczy o tym, iż mówienie „że ten przygłup nie potrafi zliczyć do trzech” jest niezasadne. Podobno nawet nie liczył ale tylko zważył kartki w smukłych dłoniach, które nie jednej rzeczy dotykały, i orzekł, że ma większość. Ale to bajdy pewnie, to i ich rozwijał nie będę. W ten sposób odcinam się od pomówień pewnego spółdzielcy, który przemawiając na walnym mówił coś o kryminalistach i złodziejach we władzach spółdzielni oraz ubolewał nad tym, iż pomimo, że odwołano „Betonowego Prezesa” (Jerzego Żywickiego) a i tak się nic nie zmieniało.
C.d.n.
"Jak ktoś żyje z tego, że zwalcza wroga, jest zainteresowany tym, aby wróg pozostał przy życiu". KONTAKT: robert.mazulewicz@gmail.com tel. 883 793 645. Gwarantuję 100% dyskrecji.
piątek, 29 lipca 2011
Kosztowna amatorszczyzna - cz. V
Kolejnym świadkiem, któremu inspektor NIK zadawał pytania była główna księgowa starostwa – Elżbieta Pończocha. NIK interesowała sprawa faktur, które wpłynęły do wydziału finansowego w związku z budową strażnicy.
Elżbieta Pończocha stwierdziła, że faktury wystawione przez wykonawcę (firma Dudkowiak) z okresu 2008 – 2009 r.: „(…) zostały ujęte w księgach rachunkowych starostwa powiatowego, zapłacone terminowo na podstawie zatwierdzonych przez pracowników wydziału budownictwa oraz inspektora nadzoru budowlanego protokołów odbioru robót. Łączna wartość brutto rozliczonych faktur za roboty budowlane, to kwota 9.936.081,32 zł zgodna jest z wartością podpisany przez starostwo umów wraz z aneksami.
Po zakończeniu budowy w roku 2010 do wydziału finansów nie została dostarczona żadna dodatkowa faktura wystawiona przez wykonawcę firmę Dudkowiak.”
Niezapłacona, sporna faktura 6/2010 spoczywała sobie w tym czasie spokojnie w wydziale budownictwa.
Andrzej Samborski został w związku z tym zapytany przez kontrolera NIK: „Dlaczego faktura nr 6/2010 z dnia 1 marca 2010 r., wystawiona przez wykonawcę przedmiotowej inwestycji nie została sprawdzona przez podległy panu wydział budownictwa pod względem merytorycznym i nie została do służb finansowych starostwa do zapłaty?”
Andrzej Samborski odpowiedział: „Wystawiona przez wykonawcę faktura nr 6/2010 z 1 marca 2010 r., nie została sprawdzona przez podległy mi wydział budownictwa pod względem merytorycznym i nie została przekazana do służb finansowych starostwa do zapłaty, ponieważ kosztorysy powykonawcze załączone do tej faktury miały barki formalne – nie zawierały podpisów inspektora nadzoru inwestorskiego. Dodaję, iż w ocenie byłej pani starosty ta faktura nie może być zapłacona, gdyż wyczerpały się środki przeznaczone na realizację inwestycji”. Przypomnieć należy, iż łączna wartość faktury 6/2010 opiewa na kwotę 830.718,85 zł.
Kolejne pytanie kontrolera NIK: „Dlaczego za roboty wymienione w przedstawionym rozliczeniu faktury nr 6/2010 przewidziane kosztorysem ofertowym będącym podstawą do zawarcia umowy głównej, inwestor nie zapłacił?” (chodzi o roboty wynikające z kosztorysu ofertowego o wartości 633.514,19 zł netto - przyp. moje)
Andrzej Samborski zeznał: „(…) inwestor nie zapłacił, ponieważ wyczerpał środki przeznaczone na realizację inwestycji.”
Kolejne pytanie kontrolera NIK: „Dlaczego roboty wymienione w przedstawionym rozliczeniu fraktury nr 6/2010 obejmują, oprócz robót wynikających z kosztorysu ofertowego w kwocie 633.514,19 zł netto, roboty dodatkowe z protokołów konieczności w kwocie 158.388,50 zł netto (wartość robót dodatkowych ujętych w protokołach konieczności – przyp. moje) oraz roboty dodatkowe nieujęte protokółami konieczności, ani też umowami w kwocie 38.816,16 zł netto?”
Odpowiedź Andrzeja Samborskiego: „Ustosunkowując się do wymienionej w pytaniu kwoty 158.388,50 zł netto, podaję, iż podpisując protokoły konieczności obejmujące roboty budowlane na tę kwotę, byłem świadomy braku środków na ich zapłacenie, lecz żywiłem przekonanie, że starosta środki te wyjedna.
Ustosunkowując się do wymienionej w pytaniu kwoty 38.816.16 zł netto, wskazuję na okoliczność, że byłem przy rozmowie przebiegającej pomiędzy wykonawcą inwestycji, p. Dudkowiakiem a komendantem powiatowym Państwowej Straży Pożarnej w Górze i z tej rozmowy wynikało, że wykonawca jest skłonny roboty objęte tą kwotą wykonać nieodpłatnie.”
Inspektor NIK konfrontuje zeznania Andrzeja Samborskiego z zeznaniami Beaty Pony.
„Beata Pona, była starosta, jako świadek zeznała, iż:
"wymienione w przedstawionym jej rozliczeniu faktury nr 6/2010 roboty (…) były podjęte w wyniku ustnie wyrażonego życzenia komendanta PSP Arkadiusza Szupera i ustnie wyrażonego przyrzeczenia wykonawcy robót firmy Dudkowiak wykonania tych robót za darmo.”
Na kolejnych stronach protokołu kontroler NIK zajął się zasadnością sporządzania i podpisywania aneksów do umowy podstawowej. By Państwa nie nudzić, wnioski z przeprowadzonej analizy są zabójcze dla osób odpowiedzialnych za realizację tej inwestycji. Wszystko zostało wykonane niezgodnie z ustawą Prawo zamówień publicznych a wiele prac dodatkowych nie miało uzasadnienia dla ich realizacji. Tak oto wyjaśniał kontrolerowi NIK te nieprawidłowości Andrzej Samborski.
Pytanie: „Obie umowy, tj. 5-1/08-09 z dnia 6 października 2009 oraz 5-2/08-09 z dnia 30 listopada 2009 r. rozliczono razem fakturami VAT nr 38/2009 r. z dnia 3 grudnia 2009 r. oraz nr 41/2009 z 21 grudnia 2009 r.. Dołączone do faktur kosztorysy ofertowe nie są podpisane przez inspektorów nadzoru inwestorskiego. Dlaczego?”
Andrzej Samborski zeznał: „Inspektor nadzoru inwestorskiego był zobowiązany do podpisywania tylko kosztorysów powykonawczych, a nie było mi wiadome, że miał podpisywać również kosztorysy.”
Pytanie NIK: „Dlaczego kosztorys ofertowy stanowiący podstawę do umowy 5-1/08 – 09 z dnia 6 października 2009 r. na kwotę 157.021,63 zł brutto nie został podpisany przez inspektora nadzoru inwestorskiego?”
Andrzej Samborski zeznał: „Nie przedstawiłem w wyniku mojego przeoczenia tego protokołu inspektorom nadzoru inwestorskiego.”
Następne pytanie kontrolera NIK: „Zawarta umowa podstawowa o realizację inwestycji przewidywała w § 7 pkt 3 możliwość rozliczania wynagrodzenia za wykonanie przedmiotu umowy jedynie za całkowicie zakończone etapy lub elementy robót zgodnie z harmonogramem organizacji i wykonania przedmiotu umowy. Zasada ta nie była stosowana w rzeczywistości. Inspektorzy nadzoru podpisywali bardzo często kosztorysy z procentowym zaawansowaniem elementu robót np. 10%. Dlaczego?”
Zeznanie Andrzeja Samborskiego: „W wyniku uzgodnień z kierownictwem starostwa i inspektorami nadzoru godziłem się na rozliczanie wynagrodzenia za częściowo wykonane roboty, żeby wykonawca otrzymał środki na zakup materiałów niezbędnych do realizacji dalszych robót.”
Pytanie NIK: „Protokoły częściowego odbioru robót nie zawsze były podpisane przez branżowego inspektora nadzoru inwestorskiego, np. protokoły z dnia: 21.12.2009 r., 22.12.2008, r., 8.06.2009 r. (dwa protokoły) i 3.08.2009 r. Branżowego inspektora nadzoru zastępował inspektor Dariusz Downar, technik budowlany posiadający uprawnienia budowlane w ograniczonym zakresie. Jeden z protokołów z dnia 21.11.2008 r. nie został podpisany przez żadnego z inspektorów, a jedynie przez p.o. dyrektora wydziału budownictwa starostwa, kierownika budowy i przedstawiciela wykonawcy. Dlaczego?”
Andrzej Samborski zeznał: „Tych protokołów nie przedstawiłem inspektorom nadzoru inwestorskiego do podpisu w wyniku mojego przeoczenia.”
Pytanie NIK: „Proszę ustosunkować się do opinii Renomy z miesiąca kwietnia 2011 roku, zamieszczonych na str. 21-22 tejże opinii?”
(w kwietniu 2011 roku kolejną, poszerzoną ekspertyzę Renomy zamówił nowy Zarząd Powiatu – przyp. moje).
Andrzej Samborski: „Projekt budowlany przewidywał wymianę gruntu pod częścią administracyjna strażnicy. Wykonawca – firma Dudkowiak – w wyniku przeprowadzenia badań geotechnicznych, wskazał na kilka okoliczności: po pierwsze, wysoki poziom wód gruntowych w miejscu wymiany gruntów, po drugie – nie przewidziano w kosztorysie inwestorskim zastosowania igłofiltrów, które odprowadzałyby wodę z wykopu a po trzecie dłuższy okres realizacji zadania w taki sposób. W związku z tym zaproponowano w uzgodnieniu z autorem projektu, wykonanie studni betonowych w miejsce wymiany gruntu. Ostatecznie, po kolejnych konsultacjach z autorem projektu zastosowano bloki betonowe. Osobiście widziałem wykonane bloki, a raczej ich górną część. Nie mogłem natomiast stwierdzić na jaką głębokość zostały one wykonane. Uważam, że skoro autor projektu, jako osoba posiadająca uprawnienia budowlane w odpowiedniej specjalności, uznał, że możliwe jest posadowienie budynku na blokach betonowych, to takie rozwiązanie jest również bezpieczne i spełni swoje zadanie. Nie umiem natomiast wyjaśnić, dlaczego inspektor nadzoru nie potwierdził wykonania tych robót.”
Pytanie NIK: „Proszę ustosunkować się do pozostałych ustaleń opinii Ośrodka Inżynierów Budownictwa Renoma z dnia 6 czerwca 2010 r ?” (mowa o pierwszej ekspertyzie Renomy zamówionej przez Beatę Ponę – przyp. moje).
Andrzej Samborski: „Moim podstawowym błędem było nie dopilnowanie prowadzenia inwestycji w układzie narastającym, nie przedstawienie bilansu terenu w graficznej oraz nie wykonanie kosztorysów powykonawczych w rozbiciu na roboty objęte kosztorysem ofertowym, roboty dodatkowe i roboty zamienne. Zadania te, we współpracy z inspektorem nadzoru oraz kierownikiem budowy, wykonałem a efekty swojej pracy przekazałem do Renomy. Gdyby powierzono mi jeszcze raz sprawowanie nadzoru realizacji inwestycji, nigdy bym nie pozwolił na taki przebieg realizacji inwestycji, jak przedmiotowa budowa strażnicy Państwowej Straży Pożarnej w Górze. Dodaję, że gdybym zdecydował się na przestrzeganie wymaganych przepisów, spowodowałbym wstrzymanie realizacji przedmiotowej inwestycji w czasie jeszcze przed zleceniem przez inwestora aneksów do umowy podstawowej.”
C.d.n.
Ostateczni kandydaci PO
Wczoraj zarząd krajowy PO zatwierdził ostatecznie wszystkich kandydatów do Sejmu i
Senatu. W naszym okręgu wyborczym nr 3 (powiaty: górowski, milicki, oleśnicki, oławski, strzeliński, średzki, trzebnicki, wołowski, wrocławski oraz miasta na prawach powiatu: Wrocław) do Sejmu kandydowali będą:
Senatu. W naszym okręgu wyborczym nr 3 (powiaty: górowski, milicki, oleśnicki, oławski, strzeliński, średzki, trzebnicki, wołowski, wrocławski oraz miasta na prawach powiatu: Wrocław) do Sejmu kandydowali będą:
1 Zdrojewski Bogdan Andrzej
2 Wolak Ewa Wanda
3 Piechota Sławomir Jan
4 Młyńczak Aldona Janina
5 Charłampowicz Jarosław
6 Sidorowicz Władysław
7 Huskowski Stanisław Tadeusz
8 Jaroń Lilla
9 Łapiński Marek
10 Jaros Michał
11 Raba Norbert Łukasz
12 Pytlarz Grzegorz
13 Kaczor Roman
14 Wołowicz Piotr
15 Granowska Renata
16 Burdzy Sebastian
17 Engel Małgorzata Elżbieta
18 Sierpiński Cezary Maksymilian
19 Zalewski Marek Krzysztof
20 Wróbel Anna Magdalena
21 Machiński Dariusz
22 Efinowicz Wioletta Jadwiga
23 Dzierzgowska-Herman Dobrosława
24 Jędrzejewska Krystyna
25 Trybuła-Kiernicka Ewa
26 Dziwińska-Karaba Bożena
27 Wróblewska Krystyna
28 Zieliński Maciej Jerzy
W jednomandatowym okręgu wyborczym do Senatu (okręg nr 6 obejmujący powiaty: górowski, milicki, oleśnicki, oławski, strzeliński, średzki, trzebnicki, wołowski, wrocławski, Wrocław z PO będzie kandydował Jarosław Duda, który od 2007 roku jest senatorem. Równocześnie Jarosław Duda pełni funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej i pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych.
Spadochroniarz spada z Góry
Z wielkim zdziwieniem rano przeczytałem post na blogu Adriana Grochowiaka o następującej treści:
„Powiatowe Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze znów czekają wielkie zmiany, a spektakularne wieści obiegają miasto. Po tym jak z funkcji dyrektora medycznego górowskiego szpitala zrezygnował Stanisław Hoffmann, dziś do moich uszu dotarła nowa informacja. 10 sierpnia pracę stracić ma prezes spółki Piotr Rykowski. Na jego miejsce powołany ma zostać były już dyrektor ds. medyczny tej spółki – Stanisław Hoffmann.”
Aż pozieleniałem z zazdrości, skąd dociekliwy Adrian zdobył taką informację. Sprawdziłem. Jest tak jak rzekł.
środa, 27 lipca 2011
Kosztowna amatorszczyzna - cz. IV
W związku z cytowanym pismem starosty kontroler NIK zadał Beacie Ponie pytanie:
„Dlaczego nie uznała pani do zapłaty faktury nr 6/2010 z 1 marca 2010 (wpływ 12 marca 2010); proszę o uwzględnienie w odpowiedzi: czy ta faktura była udokumentowana kosztorysami powykonawczymi?”
Świadek Beata Pona zeznała: „Faktura nr 6/2010 z 1 marca 2010 wpłynęła do sekretariatu starostwa powiatowego w Górze, w momencie, w którym trwała analiza dokumentacji z przebiegu procesu realizacji inwestycji (Biuro Inżynierów Renoma we Wrocławiu).
Na przełomie października i listopada 2009 zostałam poinformowana o brakujących środkach, jednak nie uzyskałam uzasadnienia zarówno dla ich pozyskania, jak i zapłaty wykonawcy. Kilkakrotnie spotkałam się z wykonawcą w starostwie powiatowym, raz w urzędzie wojewódzkim. W każdym wypadku otrzymywałam sprzeczne i ogólne informacje na temat zasadności roszczenia.
O ile dobrze pamiętam, 3 lub 4 listopada 2009 roku złożyliśmy w związku z ta sprawą wizytę w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim. W gronie m.in. skarbnik województwa, komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej, komendant powiatowy PSP, wicestarosta, wykonawca oraz moja skromna osoba. Nie padło wówczas żadne uzasadnienie merytoryczne poza stwierdzeniem wykonawcy (Dudkowiak), że te pieniądze mu się należą. W związku z powyższym podjęłam decyzję o kontroli wstępnej realizacji inwestycji. W jej wyniku ustalono m.in., że w dokumentacji występują braki wyceny robót a także brakuje ich akceptacji przez inwestora (Starostwo Powiatowe).
Ostatnie kosztorysy powykonawcze, choć datowane na wrzesień i grudzień 2009 roku, a także styczeń 2010 roku, wpłynęły z dużym opóźnieniem – nie było ich w starostwie ani w dniu 1 marca 2010 roku, kiedy faktura została złożona ani później, kiedy dokumentację przeglądali prawnik oraz biegli inżynierowie.
Twierdzę stanowczo, że nie było, gdyż informację o ich braku odnotowała prawnik wstępnie badająca roszczenie. Jej opinia datowana jest na 24 marca 2010 roku, a powstała w oparciu o dokumentację i rozmowy prowadzone bezpośrednio z dyrektorem i pracownikami wydziału budownictwa starostwa powiatowego w Górze.
Nie podjęłabym i nie podjęłam żadnych zobowiązań bez ich uzasadnienia a następnie pozyskania wcześniej środków na ich pokrycie. Wykonawca wystawił fakturę VAT nr 6/2010 z opisem o treści: „Budowa strażnicy (…) faktura końcowa”, podczas, gdy wynagrodzenie umowne, co do wartości, zostało w całości zapłacone. W związku z powyższym faktury nie uznałam lecz kontynuowałam analizę merytoryczno – finansową podpisując umowę w tym zakresie z biurem inżynierów Renoma we Wrocławiu. Ze względu na braki w dokumentacji po stronie wykonawcy, analiza mogła być kontynuowana po ich uzupełnieniu, co nastąpiło już po moim odwołaniu z funkcji starosty."
Tu moja uwaga: analizę Renomy odnalazł w dokumentach starostwa ówczesny wicestarosta Marek Biernacki w październiku 2010 roku. Analiza Renomy nosiła datę sporządzenie: 6.06.2010. I w czerwcu została przesłana do starostwa. Żaden z radnych wówczas nie został o jej istnieniu poinformowany. Jej odnalezienie było dla wszystkich dużą niespodzianką. Beata Pona odwołana została w końcu wrześniu 2010. Tak więc wstępna analiza Renomy znana była Beacie Ponie już od czerwca 2010 roku a nie dopiero po odwołaniu z tej funkcji (wrzesień).
C.d.n.
"Chciałem coś zrobić, ale..."
Wieść powiatowa niesie, że dr Stanisław Hoffmann już nie jest dyrektorem ds. medycznych w górowskim szpitalu. Swoją rezygnację złożył 20 lipca po 19 dniach pełnienia tej funkcji. Bliższe powody rezygnacji nie są znane a sam zainteresowany stanowczo odmówił ich podania. Przyznał jednak, że wieść powiatowa jest jak najzupełniej prawdziwa. Jednocześnie dodał, że zrzekł się wynagrodzenia za 19 dni (3000 zł miesięcznie brutto), podczas których: „chciałem coś zrobić, ale mi to uniemożliwiono”. Po czym zamilkł, co oznaczało, iż więcej nic nie powie.
Więcej o powodach rezygnacji można dowiedzieć się od pracowników szpitala. Wg zebranych relacji tzw. „prezes – spadochroniarz” naszej samorządowej spółki – Piotr Rykowski (prezes z woli starosty Piotra Wołowicza) nie bardzo chciał współpracować ze swoim zastępcą ds. medycznych.
Niechęć swą tzw. „spadochroniarz – prezes” z woli starosty Piotra Wołowicza okazywał w sposób dość obcesowy. Szef spółki ds. medycznych nie miał np. swojego gabinetu. Wg tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza jego zastępca ds. medycznych miał urzędować w gabinecie prezesa. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż szef ds. medycznych nie miał klucza do tegoż gabinetu. Ale to jeszcze nie wszystko. Bo gdyby tzw. „prezes – spadochroniarz” urzędował od 7,00, jak przystało na człowieka, któremu dobro spółki leży na sercu, problemu by nie było. Aliści tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza raczył do pracy przybywać dość późno, najczęściej pomiędzy godz. 10,00 a 11,00. I wybywać przed 15,00. Dolce vita!
Drugą sprawą jest to, czy raczył tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza do pracy przybyć. W ciągu ponad 3 miesięcy udawania prezesowania tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza raczył częściej do pracy nie przybywać. I w tym miejscu uważam, że dobrze, że tak się stało, bo prezes – wg relacji pracowników szpital – ma wrodzony talent do prowadzenia korytarzowych intryg, pomawiania i obmawiania ludzi. To pochłania go całkowicie i na rządzenie czasu już nie ma.
Ponadto – jak mówią pracownicy szpitala – prezes zmontował sobie koterię lekarską. Głośno mówi się już o tym, że tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza ma plan polegający na zmienieniu statusu spółki z samorządowej na lekarską. Finanse powiatu robią bokami, spółka się nie bilansuje więc na ratunek ruszą szpitalowi zaprzyjaźnieni z prezesem lekarze. I w momencie upadku spółki, do której też przykładają rączęta zaoferują pomoc,. Ale na własnych warunkach. Oczywiście korzystnych. Pytanie retoryczne: dla kogo?
Taki scenariusz był już w tym szpitalu raz przećwiczony za „rządów” dyrektorki spadochroniarki” – Joanny Książek Sztoff, ale wówczas energiczna akcja kilku radnych z ówczesnym radnym Edwardem Kowalczukiem zapobiegła wrogiemu przejęciu majątku powiaty, czyli wszystkich mieszkańców powiatu górowskiego.
To wszystko w dużym stopniu wyjaśnia motywy decyzji podjętej przez byłego już dyrektora ds. medycznych spółki – Stanisława Hoffmanna, który najprawdopodobniej widzi zagrożenie stwarzane przez tzw. „prezesa – spadochroniarza” z woli starosty Piotra Wołowicza, biorącego pieniądze od spółki (7000 zł miesięcznie) a działającego na jej zgubę. Trzeba sobie powiedzieć szczerze, że tzw. „prezes – spadochroniarz” z woli starosty Piotra Wołowicza najwyraźniej marzy dniami i nocami o roli syndyka masy upadłościowej naszej spółki. I jest na najlepszej drodze, by cel swój osiągnąć.
A tzw. „prezes – spadochroniarz” w chwili obecnej przebywa na zwolnieniu lekarskim, które przesłał faksem z Wrocławia. Zaniemógł biedaczyna po tym, jak nie otrzymał urlopu. Musiało to nim potężnie wstrząsnąć. Nie widomo czy nie dojdzie do zejścia.
A w szpitalu chaos i niepewność. Szpitalne łóżka obłożone umiarkowanie (ok. 40 pacjentów na wszystkich oddziałach). Grozi niewykonanie kontraktów. A prezes na chorobowe poszedł, bo wynika z tego, że czym gorzej w spółce, tym lepiej dla niego, albo dla nich.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
