wtorek, 9 października 2018

Miód na moje serce


Lubię dostawać majle. Szczególnie o takiej wysublimowanej treści. Krew człowiekowi krąży żwawiej, jak takie pochlebstwa pod swoim adresem czyta. A ja takie komplementy pod swoim adresem uwielbiam! Pierwsze zdanie tej korespondencji czytałem aż trzykrotnie, doznając przy tym uczuć dostępnych tylko mojej - wg majla - chorej osobie (Bóg zapłać za słowa pociech i dobre rady).
Szanowny darczyńca tej wspaniałej korespondencji (Bóg zapłać) nakazuje mi porzucenie dziś już niedostępnych dla mnie używek. To znaczy one są dla mnie dostępne, i aj ich łaknę jak wielbłąd wody na pustyni, ale co z tego? Kontakt z nimi już po krótkim czasie jest zabójczy. Dawniej bywało, człowiek przez trzy i noce (bywało, że i więcej) poniewierał w sposób niezwykle przyjemny swój organizm i wciąż był w gotowości. A teraz? Wstyd wyznać! Mała wychylona – człowiek zawalony. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. 



Do rzeczy jednak. Szanowny korespondent wyraża swoje – jak sądzę szczere – zdanie na temat wyborów na stanowisko burmistrza. Dokonuje przy tym porównań kandydatów do nazw chorób epidemicznych. Ma prawo, bo Konstytucja gwarantuje wolność słowa. Widać jednak, że żadna z kandydatur, która leży na wyborczym stole, jej osobiście nie leży. Też ma do tego prawo.

Natomiast jeżeli chodzi o „uwiąd starczy”, który rzekomo dominuje w tej Radzie, to mija się autor majla z prawdą. Owszem, są tam przedstawiciele pokolenia starszego, ale czy np. taki doktor Wacław Grzebieluch cierpi na uwiąd starczy? Wszak, wciąż czyni dobro niosąc pomoc medyczną najwyższej jakości. Ja z osobistych kontaktów z doktorem – które sobie bardzo cenię – wiem, że czyta bardzo dużo, czego i autorowi majla życzę. I nie zauważyłem u szanownego dobroczyńcy tak wielu mieszkańców gminy i powiatu, by się „zawieszał” czy „odpływał” w rozmowie. Jest ponadto aktywnym radnym. Tak samo Jerzy Maćkowski czy Ryszard Borawski. Przypadek radnego
Bronisława Barny należy rozpatrywać w nieco innych kategoriach. I pomińmy go przy naszych rozważaniach, bo to nieistotny margines.

Nie należy więc generalizować, bo to do niczego nie prowadzi a może krzywdzić. W tej Radzie, której kadencja dobiega końca nie brakuje ludzi do czterdziestki: Maniek Dziewic, Tadziu Biernacki, Kasia Łapińska, Agnieszka Jędryczka, Katarzyna Jabłońska, Monika Siekanowicz, Jacek Szczerba, Małgorzata Makles. Osiem osób na 21. Siebie nie liczę, bo mój akt urodzenia jeszcze nie został sporządzony. Złośliwi powiadają, że spłonął w pożarze Rzymu, który spowodował Neron. W drugiej wersji sprawcą był podobno Arkadiusz Szuper.

Co do bardzo nieciekawej osoby pana T.T., to fakt, że jego osoba budzi zdziwienie a nawet niesmak u wielu górowian. Ale tak zadecydowała sitwa partyjna, która rzekomo nie istnieje. A KRUS, Agencja Modernizacji Rolnictwa? A tam „rebiata ad kuda?”


Udział w wyborach w Górze to samogwałt” – pisze autor. A co zmienia brak udziału? To chyba odmiana sadmasochizmu? Bo jak można odpuścić sobie najważniejsze wybory, które przynajmniej teoretycznie, mają wpływ na naszą realną rzeczywistość? Autor korespondencji utyskuje na jakość obecnych radnych (po części słusznie), ale tylko utyskuje. To najłatwiejsze. A czemu nie założyć własnego komitetu wyborczego i nie spróbować mieć realny wpływ na lokalne sprawy? I z takiej właśnie postawy rodzi się to, na co treść majla wskazuje: jest do dupy i nie da się nic zrobić. Do dupy to jest taka postawa! 


Nasza wspólnota samorządowa ma dość blade pojęcie o funkcjonowaniu samorządu. Większość nie wie, że każdy może przyjść na sesję, zadać pytanie. Są tacy, którzy wyobrażają sobie, iż w gabinecie burmistrza stoi sejf, z którego tenże burmistrz wyciąga kasę i ją rozdaje. Komu rozdaje: swoim oczywiście! Ja przynajmniej staram się ludziom wyjaśnić istotę samorządu, ale rzecz to ciężka, orka na ugorze. O tym, że gmina ma wybudować zakład pracy słyszałem nie raz. A czemu nie buduje? Bo burmistrz nie chce! Nie potrafi załatwić inwestora. I nikt przy tym nie patrzy na realia. A proszę się przyjrzeć statystykom w naszym urzędzie pracy. Zachęcałbym na spojrzenie pod kątem wykształcenia zawodowego. Tragedia! I to do kwadratu! A jak wygląda obecność górowian na sesjach Rady Miejskiej? Kolejny dramat! Może pod presją obecności rzesz górowian byłoby inaczej? Faktem jest, że mało górowian to interesuje. Wiem, że podpadam wyborcom, bo nie piszę, że są wspaniali i cudowni. Piszę, jak jest, bez lukru.


I na koniec. Nieobecność spowodowana frustracją, to zła droga. Trzeba próbować o coś walczyć, działać, usiłować coś zmienić. Po co? By nie mieć do siebie żalu, że byłem bierny a nie musiałem. Idzie o nieskomplikowaną rzecz: sumienie.

Tak nas podchodzą!


Na stronie Urzędu Marszałkowskiego naszego województwa odnaleźć można taką informację:



Samorząd województwa gotowy jest przejąć linie na własność w oparciu o wspólne ustalenia z PKP S.A. i PKP PLK. W sumie to 22 odcinaki tras w różnych częściach regionu.”



„Te nowo przejęte linie będą uzupełnieniem dla obecnie funkcjonującej sieci w obszarach o dużym potencjalne przewozowym w ruchu regionalnym. Są to też linie o charakterze lokalnym służące obsłudze wielu dolnośląskich miast dziś zupełnie pozbawionych kolei. Korzystać z nich będą mogli przewoźnicy towarowi zwłaszcza producenci kruszyw, ale również turyści. Przejęcie kolejnych linii pozwoli na uruchomienie przewozów kolejowych. Połączenia bezpośrednie z Wrocławiem otrzymają stolice 4 powiatów, czyli Kamienna Góra, Lwówek Śląski, Góra i Złotoryja, oraz 13 innych miast i kilka gmin o łącznej populacji ponad 225 tysięcy Dolnoślązaków" - wyjaśnia radny wojewódzki Patryk Wild.”


W tabelarycznym zestawieniu linii kolejowych, które chce przejąć samorząd wojewódzki, znajduje się na pozycji 4 linia nr 372 Bojanowo – Góra.

 I taki jest urok wyborów. Premier „Pinokio” chce budować most w Bełczu Wielkim, Patryk Wild linię kolejową do Wrocławia. Idąc tymi śladami ja –niczym Mojżesz – mogę obiecać mannę w kranach, polędwice na gruszy a kabanosy na krzewach z agrestem. Co mi szkodzi?


Panu Andrzejowi Soji serdecznie dziękuję za zwrócenie mi uwagi na tę informację.

poniedziałek, 8 października 2018

Ukochany Bronisław!


„Zawsze jestem tam, gdzie człowiek jest w potrzebie” – twierdzi kandydat do Rady Miejskiej Bronisław Barna. Jednocześnie na swoim wyborczym banerze kandydat deklaruje: „Dietę radnego przeznaczę dla najbardziej potrzebujących”. Piękna deklaracja!
 Ja widząc baner kandydata długo się mu przyglądałem. Wydawało mi się, że to zapodział się baner sprzed jakichś 20 lat (z okładem). Albo zdjęcie wiekowe, albo cud „Photoshopa”. Ale nie dzielmy włosa na czworo! Ważne, że ukochany przez wszystkich górowian pan Bronisław startuje. Bez niego co by to były za wybory?!

Są co prawda złośliwcy, co to przysłowiowe „psy” na kandydacie wieszają. A to mówią, że deklarował podczas wcześniejszych wyborów, iż dietę swą będzie przeznaczał dla chorych na nowotwory. Te bezczelne typy  żądają, by posunięty zębem czasu (82 lata?) pan Bronisław udokumentował swoje wpłaty. To jest hucpa! Jak można nie ufać panu Bronkowi?! Żadnego szacunku dla jego rzadkich siwych włosów, milionów zmarszczek, powolnego chodu, krótkiego oddechu i niezdrowej cery.

Osobiście lubię pana Bronka. Szczególnie jak nic podczas sesji nie mówi, czyli zawsze. Co prawda siał kandydat ostatnio plotki na mój temat, ale to jest starszy człowiek i nie zawsze ma prawo wiedzieć co i po co mówi. A miłosierdzie ma dostęp do mojego kanaliowatego serca.

Czy kandydat jest potrzebny w nowej Radzie Miejskiej? Odpowiadam: tak! Po trzykroć tak! Pod warunkiem, że stworzy się Radę Figur Woskowych. Nie męczmy człowieka! Niech wypoczywa w pokoju!
P.S.
Ktoś złośliwy zakleił obecnemu radnemu na tablicy godziny urzędowania. A wiadomo, że kolejki do pana radnego - kandydata było przeogromne! Petenci przez komin mu do domu wpadali!

Z małolatami u weterynarza



W ubiegłym tygodniu wraz z radnym Tadeuszem Biernackim przetestowaliśmy, w sposób praktyczny, opiekę jaką nasza gmina sprawuje nad bezdomnymi zwierzętami. Odnaleźliśmy 4 małe przeurocze kotki, które cierpiały na jakąś tajemniczą chorobę oczu. W zaistniałej sytuacji zadzwoniliśmy do wydziału ochrony środowiska w naszej gminie. W celu wyleczenia przemiłych futrzaków kazano nam się udać do przechodni weterynaryjnej państwa Moniki i Tomasza Domaszewskich. Ich przychodnia ma bowiem podpisaną umowę z gminą na leczenie bezdomnych zwierząt. 
Koty i nas przyjęły dwie przemiłe panie, tak miłe, że aż żałowaliśmy, że to nie my jesteśmy pacjentami. Ale wiadomo, że co duże miłe już nie musi być. Panie w sposób fachowy zdiagnozowały małych pacjentów i przystąpiły do działania. Pokiwały ze znajomością rzeczy swoimi kształtnymi główkami, zaglądnęły kociętom w chore oczęta. Nam niestety nie zaglądały, co stwierdziliśmy z ubolewaniem i dziką zazdrością. Orzekły, co dolega pacjentom i zaczęła się fachowa interwencja. Każdy z futrzaków dostał po zastrzyku (tego im nie zazdrościliśmy). Następnie przemyto im bardzo delikatnie ślipka (tego już zaczęliśmy zazdrościć!). Kolejny zabieg to zakroplenie schorowanych ocząt. A wszystko to odbywało się w delikatnych rękach pań. Kotki były grzeczne, bo najwyraźniej i one były pod urokiem niepospolitej urody ich dobrodziejek. Panie wręczyły pacjentom (na nasze ręce) antybiotyki, tabletki i kocie krople do oczu. Dostaliśmy też dobre rady, co do ich leczenia oraz strzykawki do karmienia koci – koci – łapek. Wizyta dobiegła końca. 


I muszę Państwu powiedzieć, że po raz pierwszy byłem u weterynarza. I co mnie zaskoczyło? Ilość lekarstw dla zwierząt w oszklonych gablotach! Skojarzyłem to z wizytami na izbie przyjęć w górowskim szpitalu po podarowaniu go wrocławskim złodziejom. Tam takie gabloty były transparentne, bo w pełni puste.

 Kiedy wraz z Tadeuszem Biernackim wracaliśmy z kociętami, jakby równocześnie marzyliśmy o tym samym. Być przez chwil kilka małym kotkiem, który przytula i głaszcze urocza pani. Przytulić się do niej, zamruczeć miłośnie, popatrzyć z miłością i oddaniem w oczy, wyprężyć ogonek. „Najmarniejszy kot jest arcydziełem natury” – pisał Leonardo da Vinci. Niestety, radny już nie. 

Rozmiękczacze umysłu


Na wszystkim na czym da się – zgodnie z prawem – coś powiesić, wiszą oblicza kandydatów na radnych gminnych, powiatowych i wojewódzkich. Twarze uśmiechnięte, zadumane, stroskane, zadumane, ale pozbawione bruzd, jaki na każdym obliczu czyni czas i życiowe przeżycia. Tak, tak! „Photoshop” czyni cuda! Jacy oni wszyscy gładcy na obliczu. Wielu z nich, jak sądzę, jest też równie gładkich na rozumie.
Ale pozostawmy narzekania i cieszmy się wspólnie, że mamy kandydatów do różnych szczebli samorządów. Wszak wszyscy oni chcą nam dobrze zrobić! Tylko czy wiedzą jak?

By wyjaśnić jak bardzo dobrze chcą nam zrobić, jak szalenie nas wszystkich kochają (ten przypływ uczuć wzmaga się do potęgi n szczególnie przed wyborami), w mozole i trudzie umysłów swych światłych i przenikliwych, o geniusz się ocierających, tworzą mocą twórczą porwani, programy wyborcze. Celem ich jest objaśnienie wyborcom, co zamierzają zrobić w przypadku, gdy wyborcy pokochają ich miłością czystą i jedyną i postawią na nich krzyżyk (lub inny dozwolony nowym prawem wyborczym) znak akceptujący. 

Z tymi programami wyborczymi bywa jednak kłopot. Często są ogólnikowe, pełne mało zrozumiałych sloganów a nierzadko bałamutne. Celem ich jest skuszenie wyborcy. Niekiedy wydaje się, że program zawiera obietnice konkretne. Na przykład kandydat obiecuje, że wyremontuje drogę, chodnik. I ta z pozoru konkretna obietnica jest bardzo bałamutna. Otóż w Radzie Miejskiej dotąd zasiadało 21 radnych (teraz będzie 15). I aby przeforsować swój pomysł inwestycyjny trzeba mieć 50% głosów radnych plus 1, czyli 11 radnych za. A pojedynczy radny dysponuje tylko 1 głosem. I trzeba też pamiętać, że pozostali radni też natychmiast zechcieliby, by w okręgach gdzie ich wybrano też zrobiono to i owo, by dać sobie szansę reelekcji. A budżet gminy nie jest jak z majtek rozmiaru XXX. Takie są realia. A takie obietnice świadczą o nieznajomości pracy radnego w samorządzie lub głupocie kandydata.

Widzimy też na banerach takie hasło wyborcze: „Zajmę się tym, co dla górowian jest najważniejsze”. Przyznać trzeba, że hasło jest zgrabne. Tylko rodzi się pytanie: co dla górowian jest najważniejsze? I czemu tylko dla górowian? A co to hasło oferuje dla mieszkańców np. Czerniny, Chróściny, Witoszyc, Ryczenia? Jakoś nie sądzę, by my górowianie, bylibyśmy pępkami gminy i tylko nasze problemy były najważniejsze. Ja wiem, że to mieszkańcy Góry rozstrzygają wynik wyborów, ale żeby tak postponować 8052 mieszkańców miejscowości wiejskich? To mocno nie w porządku. 
Ponadto ciekawym byłoby dowiedzieć się, co dla górowian jest „najważniejsze”. W tym słowie pomieścić można wszystko i nic zarazem. Dla jednych szpital, którego kosztów funkcjonowania nasza gmina nie jest w stanie udźwignąć (kto twierdzi inaczej idzie drogą premiera „Pinokia”), inni zapragną wyższego poziomu nauczania w szkołach podległych gminie, kolejni większej liczby miejsc w żłobku i przedszkolach. Bezrobotni miejsc pracy, których gmina dać nie może, bo to nie gmina decyduje kto i ile tu zainwestuje. Gmina nie ma możliwości nakazania jakiemuś inwestorowi wybudowania fabryki, bo to inwestor decyduje o tym, gdzie chce wydać swoje pieniądze. W tej kwestii inwestora nawet ten rząd "cmoknąć "może.  
Tak że, jak widać, hasło jest typu życzeniowego i z realiami mija się nie uchylając im nawet rąbka kapelusza. Zero konkretów. Można rzec, że hasło to jest podobne do lepu na muchy. Mądre, znające arkana życia muchy do lepu nie polecą.

Mamy też w obrocie publicznym programy wyborcze. I tak np. komitet o nazwie „Razem dla powiatu” (ale po co?!) spłodził program. Efekt tego porodu powalił mnie ze śmiechu do tego stopnia, że tzw. „gile” ja z kolei spłodziłem. 

Czytamy: „Remont i modernizacja dróg powiatowych przy współudziale gmin oraz środków zewnętrznych.” Słuszne hasło! Właściwy kierunek! Brawo! Jest tylko jedno „ale”. A czy włodarze gmin już wiedzą, że mają się dokładać do remontów i budowy (ok. 1 mln za 1 km) dróg powiatowych, które do nich nie należą? Rozumiem, że to dlatego widziałem ostatnio burmistrza Zbigniewa Stuczyka uśmiechniętego od ucha do ucha! Był po prostu przeszczęśliwy, że pieniądze podatników gminy Wąsosz będzie mógł przeznaczyć na drogi należące do powiatu. Sądzę, że już doczekać się nie może, by pierwszy przelew podpisać! Tyle szczęścia go czeka!

Gminy Niechlów i Jemielno do wspólnej, drogowej biesiady, raczej zaproszenia nie dostaną. Finansowo ledwo dyszą, ale i tak wyglądają na zdrowych porównując je z wirtualnymi finansami powiatu.
Drugi punkcik programu brzmi: „Budowa ścieżek pieszo – rowerowych przy współudziale gmin i środków zewnętrznych”. Proszę, proszę. I znowu gminy mają współrealizować marzenia członków komitetu „Razem dla powiatu” (ale po co?!). W ten sposób komitet „Razem dla powiatu” (ale po co?!) uszczęśliwia włodarzy sąsiednich gmin. Czy oni czują ten zaszczyt? Czy są odpowiednio wdzięczni? A wkład własny powiatu? Skąd kasa? Słyszałem, że myszy kościelne, jak chcą dopiec sobie, to wołają: „Twoja parafia biedna jak powiat górowski!”

A teraz hit: „Wsparcie finansowe i organizacyjne podmiotów realizujących opiekę zdrowotną w powiecie”. Pytanie: skąd pieniądze na to „wsparcie” już chyba nie wymaga dalszych wyjaśnień. Co do wsparcia „organizacyjnego”, to obawiam się, że może ono być „psu na budę”. Jednak boję się, że jak wieść o „wsparciu organizacyjnym” dotrze do właścicieli tych prywatnych podmiotów leczniczych, to mogą oni pozamykać działalność. Albo też po przeczytaniu takiej zapowiedzi dostać zawału serca lub innej groźnej dolegliwości. Ale panowie spokojnie! To tylko bujdy dla myślących inaczej!
Komitet ten chce „rozwijać Dom Pomocy Społecznej we Wronińcu”. Biedny dyrektor Piotr Grochowiak! Biedni pacjenci! W przypadku „rozwijania” przez tenże komitet DPS – u z całą pewnością on się zwinie!

I zostawmy już w spokoju ten stek bzdur, które pod względem logicznym kupy się nie trzyma, stanowiąc próbę zrobienia wyborcom wody z mózgu. Żałosne to! Szkoda tylko, że twórcy tego poronionego „programu” uważają wyborców za idiotów, którzy niczym pelikany łykną przedwyborczą brednię.

niedziela, 30 września 2018

Kandydat bez makijażu

Pojawił się trzeci kandydat na burmistrza. Tak jak każdy pełnoletni mieszkaniec naszej gminy ma on prawo do kandydowania na to stanowisko. To jego sprawa. Oczywiście, jak to u nas w zwyczaju, zaraz po ogłoszeniu swojej decyzji, kandydata spotkała fala komentarzy na portalu "elki". I nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Wszak wybory zawsze wzbudzają emocje.

Kandydat na burmistrza - Adam Adolf Chmiel - w wypowiedzi dla "elki" motywował swoją decyzję następująco:  "Ostatecznie przeważyła potrzeba, aby w naszym pięknym mieście coś się zmieniło." Ładnym gestem z jego strony jest docenienie piękna naszego miasta, które piękne z niczego, tak samo z siebie, się nie zrobiło. To zasługa - większa lub mniejsza - kolejnych włodarzy tego miasta i gminy. Zresztą nie tylko miasto się zmieniło, ale również oblicze miejscowości wiejskich.
Następnie kandydat zauważa: " Z mojego punktu widzenia zepchnęliśmy na margines relacje pomiędzy włodarzami a mieszkańcami."  Ten fragment wypowiedzi kandydata dla "elki" jest dla mnie bardzo enigmatyczny. Kto zepchnął? Kandydat? Burmistrz? Ja? Czy wszyscy radni wspólnie? Ja tam kontaktu z górowianami nigdy nie zrywałem. I o jakie relacje kandydatowi chodzi? Klasyka paplaniny kandydatów, którzy mówią, ale nie mają nic do powiedzenia, bo tak naprawdę chyba nie wiedzą po co startują.

"Jako włodarz gminy na pewno podejmę działania promujące gminę poprzez wykorzystanie inicjatyw społecznych. Mamy olbrzymi potencjał w organizacjach pozarządowych, świetnych ludzi, którzy chcieliby coś zrobić i nie do końca czują się wsparci przez gminę" deklaruje Adam Adolf Chmiel. I tu znowu zagadki, ogólniki. A co te organizacje chcą zrobić? W jakich swoich zamiarach i przedsięwzięciach nie uzyskali wsparcia gminy? Ot, coś się powiedziało. A gdzie fakty?  Kolejne gołosłowne stwierdzenia.

A tu najbardziej zaskakujący mnie komentarz: " Jest radnym i z tego co wiadomo, często zgłasza na sesji mądre sprawy i zadaje kłopotliwe pytania (ale bardzo konkretne) i burmistrzowa z tego powodu nie jest podobno zadowolona. Szkoda, że jest jedynym radnym, który potrafi się postawić obecnej burmistrzowej, ponieważ pozostali radni tylko grzecznie i posłusznie podnoszą rączki, czy takich chcemy wybrać radnych ?" Aż komentarz ten trzy razy przeczytałem! Będąc radnym jakoś nie zauważyłem tych "mądrych spraw" i "kłopotliwych pytań" zadawanych przez Adama Adolfa Chmiela burmistrzowej. Nie jest łatwo zadać obecnie nam władającej zadać "kłopotliwego" pytania. Burmistrz Irena Krzyszkiewicz do każdej sesji czy komisji jest bardzo dobrze przygotowana. Zawsze ma dokumenty, wiedzę i potrafi odpowiedzieć na każde pytanie. Wielkokrotnie sam się o tym przekonałem. I tak niegdyś, podczas posiedzenia komisji oświaty, zadałem pytanie dotyczące wyników egzaminów gimnazjalnych. W programie komisji punktu dotyczącego tej tematyki nie było. A szefowa gminy z uśmiechem podała mi wydrukowane wyniki. Sam kandydat Adam Adolf Chmiel też się o tym przekonał, gdyż jak spytał o zaawansowanie prac nad drugostronnym zasilaniem, nie tylko otrzymał odpowiedź, ale też kserokopię całej korespondencji w tej sprawie. Tak, że zaskoczyć szefową gminy nie jest łatwo. Widać, że ten kto pisał ten komentarz, na sesji czy  posiedzeniu komisji nigdy nie był i bzdety wypisuje.

Kolejny komentarz: "Z pełnym szacunkiem dla kandydata, czym się wyróżnia w środowisku, co zrobił lub zorganizował lokalnie, w czym pomógł, jakie inicjatywy wsparł??? Ja wiem tylko o jednej - zaangażował się w budżet obywatelski, głównie dla swojego okręgu wyborczego. Chyba to trochę mało, może za 5 lat." Dodam jedno: nalegał na stworzenie "Karty dużej rodziny". Nie napisał uchwały w tej sprawie, ale tę kwestię podniósł. Co prawda, to prawda. Ale obecny kształt tej uchwale nadała burmistrzyni a radni to "przyklepali".

"Ciekawe jak się dogadać z mieszkańcami Góry skoro pan Adam nie potrafi się porozmawiać z własnymi żołnierzami, to są fakty pozdr". To ciekawe spostrzeżenie. Słuchając kandydata Adama Adolfa Chmiela podczas sesji czy też obrad komisji, mam również problemy ze zrozumieniem, o co mu chodzi. Nie można powiedzieć, że kandydat na burmistrza wyraża się precyzyjnie. Tej precyzji brakuje również - jak Państwo mogli zauważyć - także w jego wypowiedzi do radia "elki". Widać dużą nieporadność językową, która wynika - w mojej ocenie - z dość ubogiego słownictwa kandydata.

Kolejny wpis: "Brawo dla pana Adama Chmiele za odwagę przeciwstawienia się p. Irenie. Facet z kręgosłupem." Bez jaj proszę! Fakty i dostępne na stronie internetowej protokoły z sesji tych stwierdzeń nie potwierdzają oni na milimetr. Kandydat Adam Adolf Chmiel nie jest megagwiazadą Rady Miejskiej, która - jak chcieliby niektórzy - przeciwstawia się brutalnemu dyktatowi wrednej Ireny, która chce dla naszej gminy jak najgorzej. Wszyscy inni chcą jak najlepiej, ale nie mówią wyborcom: jak! Ktoś widział programy kontrkandydatów? To najwyraźniej ich słodka tajemnica. I brzmi to w sumie tak: żadnych konkretów a zamiast programów ogólniki, których mottem przewodnim jest "byle nie ona!" Można rzec: z braku skarpetek włożymy onuce.

"Panie Chmiel - jaka jest Pana opinia w sprawie zasadności istnienia straży miejskiej w naszej gminie, bo uważam ,że decyzja burmistrzowej o jej likwidacji była pochopna,zła i nie przemyślana w ogóle, a efekty braku strażników to obserwujemy na co dzień" - kolejny komentarz. Ponieważ to ja spowodowałem lawinę, która zmiotła  gminną straż miejską, to powiem tak (nie pierwszy raz): tam byli zatrudnieni ludzie, którzy do tej roli się absolutnie nie nadawali! Rolą takiej formacji nie jest działalność restrykcyjna a raczej uświadamiająca. Wszak ta formacja finansowana była z podatków mieszkańców naszej gminy (ponad 300 tys. rocznie trzeba było do niej dopłacać z Państwa podatków). Kandydat Adam Adolf Chmiel głosował przeciwko jej likwidacji. Gdy zadałem mu podczas sesji pytanie: komu gmina ma zabrać, by dać deficytowej straży miejskiej? - nie potrafił na to pytanie odpowiedzieć. I głosował - zgodnie z mundurową solidarnością - przeciw jej likwidacji.

"Czy widzisz u p. Chmiela dyrektorów, pracowników jednostek podległych burmistrzowej ."
Nie widać. Ale nie widać też - w tej wyimagnowanej "trzeciej sile" kompletu kandydatów do Rady Miejskiej (na 15 kandydatów 2 okręgi wyborcze nieobsadzone). Nie ma też listy do Rady Powiatu, pomimo przymiarek do jej utworzenia. Dodatkowo widać już ślady polityki "prorodzinnej" (Adam Adolf Chmiel +  Krystyna Chmiel). Na liście kandydatów do gminy z listy "Ruchu Społecznego Mieszkańców" nie widać również nazwisk "świetnych" działaczy ruchów społecznych, których tak zachwalał na portalu "elki" kandydat Adam Adolf Chmiel. Trzeba by było spytać kandydata: dlaczego ich nie ma jego liście, skoro z nimi współpracuje? Dlaczego podczas sesji Rady Miejskiej nie mówił o ich problemach? Te problemy narodziły się dopiero przed wyborami? A nie mógł być ich rzecznikiem przez ostatnie 4 lata?

Wpis: "Budynek urzędu w ubiegłym roku zaczęto remontować (skuto tynk na parterze elewacji) i do dzisiaj nie tknięto nawet dalszych prac, czy tak gospodarz dba o własny budynek ?" I następny w tej samej tonacji: "Panie Chmiel - może jak Pan zostanie burmistrzem, to spowoduje, aby wreszcie zrobić drogę pomiędzy garażami przy ulicy Dąbrówki." Z przykrością stwierdzam, że oba komentarze są prawdziwe. Ale z jeszcze większą przykrością stwierdzam też, że budżet naszej gminy nie jest z gumy. Jest społeczna ważność inswestycji. I tu pytanie: czy droga do garaży jest ważniejsza od budowy żłobka? Albo: czy również ważna dla lokalnej społeczności jest droga do garaży, czy budowa"delfinka" dla setek dzieciaków? A budżet to nie guma do żucia, która w miarę przeżuwania daje się dowolnie  rozciągać na wszytkie strony. Ja wiem, że to co napisałem jest niepopularne, ale ja ściemniał nie będę. Jako radny znam realia finansowe gminy i wiem na co nas stać. Na rok 2018 inwestycyjne wydatki naszej gminy wynoszą 24,5 mln zł. A dochody własne 38 mln zł. Owszem zostaje różnica, którą musimy wydatkować na oświatę, opiekę społeczną. To co? Podnosimy podatki?

To jest fajne: "Radni którzy pozdradzali komitety które reprezentowali w poprzednich wyborach a teraz przeszli do innych sami pokazali swoją osobowość i jak łatwo potrafią zdradzić. Pan Jacek tak agitowal ostatnio aby jego wyborcy głosowali na Panią Teresę. A teraz startuje z listy Pani Ireny. Nie nadążam za tym." Ja też nie nadążam!  Musimy jednak dopuścić, iż są ludzie z charkterem i bez takowego.

A ten wpis najbardziej mi się spodobał: "A Pan Mazulewicz na swoim blogu przez kilka dobrych lat ironicznie recezował poczynania nazwanego przez niego "Bananowego Uśmiechu" a teraz pisze że jest on jego "inteligentnym" kolegą? Tragedia." A gdzie tu tragedia? Jak mój "Banan" sobie zasłużył, to oberwał na blogu. Ja - w przeciwieństwie do innych - potrafię oddzielić przyjaźń od interesu publicznego. Jak  "Banan" nie bardzo roztropnie działał w sferze publicznej, to obrywał  na blogu. W pełni zasłużenie! Sam tego nie negował zresztą. A o jego klasie świadczy fakt, że rozumiał za co obrywa i kontaktów za mną nie zrywał. Stanowił przdeciwieństwo innych, co to nabroili, mnie znali i sądzili, że to mnie zobowiązuje do ch... lojalności wobec nich. A w żadnym wypadku! Np. z klasą potrafili się zachować Władysław Stanisławski i Tadeusz Birecki. I ja im, i oni mi (pełna wzajemność) zaleźli "za skórę". Ale jakoś to nigdy nam nie zaszkodziło we wzajemnym szacunku. To są ludzie z klasą. Niestety, jest to klasa na wymarciu.

Ja wiem, że ten post wielu odczyta jako atak na wyimaginowaną "trzecią siłę", czyli Adama Adolfa Chmiela. Pozwolą jednak Państwo, że podzielę się swoimi uwagami. Bo nie lubię, jak ktoś anonimowo tworzy obraz człowieka, który to kreowany obraz stoi w dużej sprzeczności z tym, co mogłem zaobserowować w trakcie obrad Rady Miejskiej i jej komisji. Ja nie skreślam Adama Adolfa Chmiela, jako kandydata do fotelu burmistrza. Ja po prostu opisuję, jak go postrzegam z jego działalności, jako radnergo. To taki mój moralny obowiązek wobec Państwa. I wobec własnego sumienia.