czwartek, 13 września 2018

Sesja harmonizująca

Wczoraj odbyła się szybka sesja Rady Miejskiej. W obradach uczestniczyło 18 radnych. Celem sesji było - jak to ujęła burmistrz Irena Krzyszkiewicz - "porządkowanie budżetu". W porządku obrad znalazły się punkty dotyczące przede wszystkim uchwał zmianiających budżet.

W związku z rozstrzygnięciem przez Dolnośląską Służbę Dróg i Kolei przetargu na przebudowę drogi wojewódzkiej nr 323, który w efekcie doprowadzi do budowy chodnika w Starej Górze, nasza gmina dołoży do tej inwestycji 294.500 zł., tj. 50% wartości tej pożądanej przez mieszkańców inwestycji.

Inną istotną zmianą jest wprowadzenie do budżetu gminy na ten rok 189.451,19 zł., które to środki pozyskane zostały przez OPS w Górze.  Przeznaczone one zostaną na zwiększenie dostępności usług społecznych na terenie naszej gminy. W efekcie, dzięki tym środkom, które pochodzą z naszej UE, będzie można zatrudnić asystentów dla rodzin wymagających takiego wsparcia oraz zwiększyć liczbę osób niesamodzielnych i niepełnosprawnych objętych fachową opieką o 12 osób. Program będzie realizowany przez okres 3 lat.

Z tych środków sfinansowane zostaną także zakupy sprzętu dla osób niesamodzielnych  i niepełnosprawnych. A w tym przypadku potrzeby są ogromne. Dzięki w przeważającej mierze środkom unijnym, będzie można zakupić m.in. materace i poduszki zapobiegające odleżynom, wózki, balkonikie, kule, miski do mycia głowy, ławeczki na wannę i inny niezbędny sprzęt.
Program realizowany będzie w latach 2018 - 2021. Jego  całkowita wartość wyniesie 888.723,72 zł. W tej kwocie środki z naszej UE to kwota 755.415 zł.,  budżet państwa dołoży 88.871,66 zł., nasza gmina 44.436,90 zł. W ujęciu procentowym wygląda to tak: nasza UE daje 85% śroków, budżet państwa 10% a gmina 5%. I pomyśleć, że są niby poważni ludzie, którzy negują rolę UE w rozwój naszego kraju i plotą bzdury myśląc, że ktoś wygadywane przez nich pierdy potraktuje poważnie.

A wypada zapytać dlaczego budżet państwa daje tylko 10%? Według mnie budżet musi utrzymywać armię "misiewiczów" oraz armię urzędników z nadania obecnie panującej sitwy partyjnej.

W tym roku uruchomionych zostanie 189.451,19  zł., celem realizacji programu. Jak stwierdziła burmistrz Irena Krzyszkiewicz "nie było łatwo" dostać się do programu. Ale dzięki zaangażowaniu kierowniczki OPS Edyty Lisieckiej oraz jej pracowników ta sztuka się udała. Dodać wypada, że w chwili obecnej 115 osób z terenu naszej gminy zmuszonych jest korzystać z usług fachowych opiekunów. I wciąż widać wzrost popytu na ten rodzaj usług. Tak więc pozyskanie przez OPS tych środków jest strzałem w "10".

Inną zmianą w budżecie gminy było zmniejszenie budżetu po stronie wydatków o kwotę 69.987 zł. Związane jest to z przesunięciem przez DSDiK we Wrocławiu terminu przebudowy skrzyżowania na drogach wojewódzkich 323 i 324 na rok 2019. Gmina partycypuje w kosztach tej inwestycji - budowa ronda - która ma przyczynić się do rozładowania korków na skrzyżowaniu ulic Podwale - Jagiellonów - Dworcowa.

Tak samo ma się rzecz z remontem chodnika w miejscowości Jastrzębia. Tu również decyzją DSDiK inwestycję tę przesunięto na przyszły rok. Wkład naszej gminy w budowę tego chodnika wyniesie 403.035 zł.

W 2019 r. gmina wyda 450.000 zł., które przeznaczone zostaną na przebudowę drogi oraz budowę chodnika w Grabownie.

Kwotę 500.000 zł gmina przeznaczy w przyszłym roku na wymianę nawierzchni drogi i chodników przy ul. Reymonta. Konarskiego i Sikorskiego w Górze. I tu taka uwaga. Dochodzą mnie słuchy, że w rolę dobrodzieja ulicy Kwiatowej wcielił się radny Bronisław Barna, który pusząc się niczym paw i zachowując jak inspektor nadzoru "pańskim" swym okiem lustrował prace przy tej ulicy. W ten sposób radny pragnie wywrzeć na mieszkańcach (wyborcach) z tej ulicy wrażenie, że jemu to zawdzięczają remont. W tym miejscu pragnę stwierdzić, że radny Barna jest podczas sesji radnym milczącym. Lata swoje ma, to i powieki mu czasami w trakcie obrad opadnę. Nie musi to oznaczać, że śpi, ale też nie musi znaczyć, że nie śpi. Ale chyba czas dać radnemu pod osiem dych dojrzewającego, odpocząć od trudu milczenia podczas sesji. Trzeba wpuścić młodą krew!

Inna dobra wiadomość jest taka, że  otrzymaliśmy dotację na uruchomienie dodatkowych miejsc w przedszkolu przy ul. Żeromskiego (budynek przy murach miejskich). Już od września uczęszcza tam 18 dzieci. Wysokość dotacji 417.056,96 zł. Wkład własny naszej gminy 15.120 zł. Ponad 400 tys. pochodzi z naszej UE. Dodam tylko, że w latach 2008 - 2018 nasza gmina otrzymała z naszej UE ponad 50 mln zł. I jak słyszę przeróżnych pajaców narzekających na UE, to mam wrażenie, że oglądam reportaż z Tworek. Proszę słuchając takich wypowiedzi pomyśleć, na jak niskim poziomie jest polska psychiatria? Tyle niezdiagnozowanych przypadków! Jak pisał poeta: "Zaiste, wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie."

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz zauważyła, że są radni, którzy chodzą i krytykują np. budowę "delfinka". Subtelnie zauważyła przy tym, że podczas głosowania nad realizacją tej inwestycji, żaden z radnych nie wyraził w głosowaniu sprzeciwu. Przytoczyła również dane finasowe dotyczące wpływów z "delfinka". W okresie od 4 września do 10 września wyniosły one 1767 zł. Proszę pamiętać, że wpłaty pobierane są za korzystanie z obiektu od godz. 16 - 21. Do godz. 16 pływalnia jest w wyłącznym władaniu dzieci szkolnych i żadne opłaty nie są pobierane. W tm czasie kręgielnia zarobiła 690 zł.

Podkreślić trzeba ogromne zainteresowanie tym obiektem. Mnóstwo górowian odwiedziło obiekt i byli nim pozytywnie zaskoczeni. Możliwością korzystania z "delfinka" zainteresowany jest dyrektor jednej ze szkół w Bojanowie. Od 26 września z "delfinka" pragnie korzystać uniwersytet III wieku. Studenci i studentki tegoż uniwersytetu w liczbie 15 - 20 osób pragną raz w tygodniu zażywać tam rozkoszy pławienia się w krystalicznie czystej wodzie.

Ostatnie dane z "delfinka" mówią, iż od 4 września do zamknięcia "delfinka" wczoraj, skorzystały  z niego 354 osoby. Wpływy - 2414, 30 zł. Wpływy z kręgielni - 780 zł.

Radni na wniosek burmistrzyni zmienili regulamin pracy pływalni. Ulega on przdłużeniu o 1 godz. Dotąd był on czynny od 9.00 a obecnie będzie czynny od 8.00.

Burmistrz omawiając wydatki gminy na różne inwestycje, słusznie zauważyła, że gmina ma pewną społeczną misję do wypełnienia. I stąd np. budowa boisk, adaptacja internatu, budowa żłobka, by świadczyć ludziomn usługi. "Są to usługi niekomercyjne",  czyli takie, za które nie pobiera się opłat lub są one minimalne i tylko w niewielkim stopniu pokrywają koszta świadczonych usług. I tak np. wiadomo, że gmina będzie dokładała do "delfinka" ok. 250 - 300 tys. rocznie. Ale właśnie tak wyraża się społeczna misja gminy.

Jako przykład podała też zbliżającą się budowę strefy wypoczynku przy ul. Sportowej. Już w tym roku rozpoczną się tam prace. Zagospodarowany zostanie stawek, wybudowana altana, plac zabaw, grill, szutrowe ścieżki. To też jest niedochodowe. Czy to znaczy, że mamy nic nie robić? Burmistrz przypomniała też, że gmina nie ma prawa budować zakładu pracy.

Burmistrz wyraziła również swoją opinię na temat remontu nawierzchni na ulicy Piłsudskiego. Powiedział, że spotkała się z opiniami negującymi celowość tej inwestycji. Zauważyła, że nawierzchnia była nierówna a kostka już dość zniszczona. "A przcież deptak jest wizytówką każdego miasta" - stwierdziła retorycznie. Przypomniała także, że nierówności powodowały powstawanie kałuż, które utrudniały pieszym poruszanie się po deptaku a zimą zamarzały one czym stawały się niebezpieczne dla przechodniów. Szefowa gminy odniosła się również do głosów krytykujących postawienie po raz drugi rusztowania przy wieży głogowskiej. Przypomniała, iż w ubiegłym  roku, podczas I etapu rewitalizacji wieży, nie starczyło środków na wszystko. W tym roku wystąpiliśmy ponownie o dotację, otrzymaliśmy ją w kwocie 40.000 zł. Ustawienie rusztowań to koszt 15.000 zł. A więc w zasadzie zarobliśmy na tym 25.000 zł., i o tyle mniej z kasy gminej wydamy na II etap rewitalizacji.

Radnego Tadeusza Biernackiego interesował dalszy los rzuconej przez burmistrzynię idei budowy fontanny parkowej na pl. B. Chrobrego. Radny zauważył, że w zmianach budżetowych widnieje kwota 5000 zł przeznaczonych na ten cel w tym roku oraz 15.000 zł przeznaczonych do wydatkowania na rok przyszły. Burmistrz wyjaśniła, że pierwsza kwota przeznaczona jest na sfinansowanie kosztów dokumentacji a druga stanowi jakby część kosztów budowy obiektu.

W tym momencie zauważyłem znaczne ożywienie radnego Zygmunta Icieka. Radny ten zazwyczaj podczas sesji zachowuje postawę niczym niewzruszoną, pełną dostojeństwa i nadludzkiej wprost powagi. W momencie, gdy radny Tadeusz Biernacki zadawał pytanie o dalszy los tej fajnej idei, radny Zygmunt Iciek ożywił się nieoczekiwanie, spojrzał na pytającego zza swoich okularów wykonanych z najprzedniejszej macicy perłowej (druga para wykonana jest z fragmentów zdobycznych poroży) i wyszeptał zbolałym głosem: "Zabrał mi pytanie!" I dwie łzy perliste wymknęły się z jego ocząt, na widok których niegdyś omdlewały dziewoje. I już nie wiem czy radny Zygmunt Iciek zapłakał nad pytaniem czy załkał nad płcią nadobną.

Dla dociekliwych: gazony i ławki z deptaku znalazły się na ul. Zielonej. Zdobią drogę wiodącą na cmentarz komunalnhy. Planowane jest tam również wykonanie ścieżki wiodącej do cmentarza. Jak uzasadniała swoją decyzję szefowa gminy, asfaltowa droga jest wąska i nie zapewnia bezpiecznej trasy dla pieszych na cmentarz.

Na koniec muszę dodać, że żaden z radnych nie zakwestionował argumentacji szefowej gminy. Ja również nie, bo jak kwestionować coś opartego na logicznym rozumowaniu? Dodam też, że "nie jem z ręki" burmistrzowej, nie startuję z jej list. Nie zamierzam robić z siebie pajaca i dla taniego poklasku szemrać po bokach i kątach a przymilać się i merdać ogonkiem sam na sam. Żmii w konspiracji u niej pod dostatkiem. A u Kanali jest tak: co w sercu, to na niewyparzonym języku. Zresztą, z szefową gminy wiele spraw idzie załatwić w drodze dyplomacji i rzeczowej argumentacji niż krzykami i waleniem pięścią w stół. Taki jej urok dla jednych a wada dla innych. A przecież liczy się skuteczność.

niedziela, 9 września 2018

Wykazali łaknienie

Mieszkańcy naszej gminy poznali już nazwiska dwóch kandydatów do fotelu szefa gminy. W przypadku tych dwóch nazwisk nikt nier miał wątpliwości, iż staną wyborcze szranki.

Kandydatka PiS dość niefortunnie rozpoczęła swoją kampanię. Spotkanie i prezentacja w parku "Solidarności" było dość nieporadne i bardzo słabo przygotowane. Najbardziej rozbawił mnie poseł, który nie potrafił poprawnie wymówić nazwiska kandydatki. Nie bardzo też potrafił mówić płynnie w naszym ojczystym języku. Ogólnie zamiast przysłużyć się kandydatce - Teresie Frączkiewicz - dał wielu górowianom powód do uciechy i żartów. Słabizną zalatywał poseł od pierwszej do ostaniej minuty swojej paplaniny pozbawionej większego sensu.

Kandydatka usiłowała zaprezentować górowianom zarys swojego programu wyborczego. Z chaosu płynących słów wyłowić można - siecią o bardzo dużych oczkach - następujące hasła: szpital, drugostronne zasilanie, komunikacja publiczna oraz oświata.

Drugostronne zasilanie jest poza zasięgiem możliwości każdego burmistrza. Jest to inwestycja będąca w gestii "Eneii". A jaki wpływ na tę potężną firmę może mieć burmistrz gminy Góra? Bez złudzeń proszę. Ponadto w sprawie drugostronnego zasilania nasz urząd zrobił wszystko, co do niego należało. Burmistrz podpisała decyzję środowiskową, która pozwala wykonawcy na realizację inwestycji. Na terenie województwa wielkopolskiego, z którego bierze początek nasze drugostronne zasilanie, prace trwają. U nas jeszcze nie, bo wojewoda dolnośląski nie podpisał jeszcze odpowiedniego dokumentu, który by to umożliwił. Tak że władza samorządowa ma taki wpływ na budowę drugostronnego zasdilania, jak zorza polarna na miesiączkowanie pingwinów.

To samo dotyczy budowy obwodnicy. Tu też decyzja leży w pieczątce i podpisie wojewody. Pamiętać trzeba, że pieniądze na tę inwestycję pochodzą z sejmiku dolnośląskiego, który jest w rękach przeciwnej sitwy partyjnej. Stąd nie dziwota, że wojewodzie nie na rączkę byłaby budowa obwodnicy przed wyborami samorządowymi. Przypominam tylko, że wojewoda w tej sprawie niewiele miał górowianom do powiedzenia w swoim mętnym oświadczeniu prasowym. Żadnych faktów, dat, pism. Ma chyba mylne przeświadczenie o swoim "autorytecie" w terenie i sądzi - całkowicie błędnie! - że uwierzy mu się na słowo. I tu się partyjna biedaczyna myli. Górowianie swój rozum mają.

Nad  zagadnieniem szpitala pochylał się nie będę. Powtórzę raz jeszcze: każdy kto obiecuje górowianom szpital to w mojej ocenie oszust,  blagier i oszołom. Ani gminy, ani powiatu na to nie stać.

Ale w tym przypadku gra się na wytworzeniu wśród górowskich wyborców przekonania, że jak wiadoma sitwa partyjna dojdzie do władzy, to wtedy sypnie groszem i gmina stanie się legendarnym "Eldorado". Popłyną pieniądze na drogi, wojewoda odnajdzie pieczątkę i długopis, by złożyć autograf pod wiadomymi dokumentami. I gmina Góra zacznie płynąć mlekiem i miodem. Kto durny niech wierzy. W tym przypadku ja jestem człowiekiem bardzo małej wiary. Uważam po prostu, że próbuje się tu robić wała z wyborców.

Ta prymitywna forma szantażu wyborców ma ich skłonić do głosowania na wiadomą sitwę partyjną. Można to odczytać tak: jak na nas zagłosujecie, to my to docenimy. A  jak nie, to... . Prostactwo tego myślenia jest aż nadto oczywiste.

Kandydatka Teresa Frączkiewicz rzuciła jeszcze hasło oświaty. Nie wyjaśniła przy tym o co jej chodzi. W tej chwili gmina Góra dokłada do funkcjonowania oświaty ok. 10 mln zł rocznie. Pieniądze te pochodzą z dochodów własnych gminy, czyli m.in z Państwa podatków. A dochody własne naszej gminy na ten rok zaplanowane są na kwotę ok. 35 mln zł. I w tej sytuacj nie wiem, czy kandydatka na burmistrza chce zwiększyć czy też zmniejszyć dokładanie z budżetu gminy do oświaty.

Dotyczy to też transportu publicznego. To hasło mnie zelektryzowało, bo fajnie byłoby w Górze mieć jeżdżące po mieście i gminie busy. Barkuje mi tylko szczegółów (finansowych szczególnie!), bo diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Podobno mają być później. Poczekam.

Zafrapowała mnie informacja o podpisaniu umowy koalicyjnej pomiędzy popierającą kandydatkę na burmistrza marginalną formacją polityczną a jej czymś tam regionalnym. Nawiasem mówiąc sądziłem, że twór ten zesztywniał, ale okazało się, że na potrzeby wyborów jest próbnie dmuchany.

Otóż i mnie, jak i zapewne innych górowian, intersowałaby publikacja treści tej umowy. I ja, i inni górowianie, są ciekawi jej treści. Wszak powszechnie wiadomo, że w takim dokumencie zawarte są postanowienia dotyczące podziału łupów w przypadku wygrania wyborów. Górowianie, w tym i ja, chcieliby poznać treść tego dokumentu, by wiedzieć kto kim może być w przyszlości. I żeby nie było tak, jak to mówiono w pewnym kabarecie, że schowali wójka Antoniego w piwnicy, by ludzie uwierzyli, że są normalną rodziną. Czołowi działacze wiadomej sitwy partyjnej łgali w tym przypadku jak najęci. Dobrze wiedzieć przed wyborami, co kryje się za kurtyną teatrzyku. Ja wiem, że to niepolityczne. Ale za to moralne i szczere wobec wyborców. Chyba, że wyborców traktuje się, jak stado baranów, których można oszukiwać. To wtedy proszę nie publikować. Ale wkurzony "baran" może poczuć się  podrażniony i boleśnie bodnąć.

Ogłosiła rtównież swój start obecna szefowa gminy. Moment wybrała dobry, gdyż powiązała to z otwarciem "delfinka" oraz kręgielni. Państwo pamiętają, że jest to spełnienie obietnicy sprzed lat. Ileż to drwin można było przeczytać w internecie, że kręgielni wciąż nie ma! Wypominano to Irenie Krzyszkiewicz setki razy! Ale zapowiedź sprzed lat zmaterializowała się dzięki uporowi i konsekwencji.

Nie znamy jeszcze programu wyborczego Ireny Krzyszkiewicz. Można zakładać, że główną osią programu będzie kontynuacja tego, co rozpoczęto, zapowiedziano a nie zdążono jeszcze zrealizować. Rzecz jasna, że kandydatka ma swoje zalety i wady. Bez wad są ci, których odwiedzamy 1 listopada.

Ma kobieta mocny charakter i źle znosi sprzeciw lub zdanie odmienne (chociaż nie zawsze). Jej siła płynie ze słabości jej przeciwników. Na pewno źle jest, że zdominowała sobie nieomal całą Radę Miejską. Ale to też również wina radnych, którzy jakoś nie potrafią wyartykułować swojego odmiennego zdania lub opinii. Nawet wówczas, gdy ją wyrażają w "poufnych" rozmowach.

Faktem jest, że ma rozległe plany dotyczące inwestycji gminnych. W inwetycjach szuka szansy dla rozwoju gminy. Niektóre z tych inwestycji (żłobek, "delfinek", bibloteka w Czerninie) są krytykowane ze względu na to, że w przyszłości koszty ich  funkcjonowania będą obciążały gminny budżet. Mają one swoje wady i zalety. Dla kogoś kto planuje lub założył rodzinę, ma lub będzie miał dzieci, żłobek jest  czymś wysoce pożądanym. Dla dzieci rodziców "derlfinek" może stać się formą przyjemnego spędzania czasu. A bibloteka w Czernienie dla funkcjonalnego analfabety będzie zbytkiem. Takie jest życie!

Wadą jest na pewno scentralizowany sposób zarządzania urzędem. Mam wrażenie, że burmistrz jakby nie bardzo wierzyła, iż kadry które  sama powołała potrafią samodzielnie podjąć decyzję w krytycznej chwili. A one z kolei boją się samodzielnie o czymkolwiek zadecydować. I w tym należy upatrywać m.in. wpadki z zanieczyszczeniem wody w Glince.

Na pewno wielkim sukcesem jej i dowodzonej przez nią ekipy jest pozyskanie ponad 50 mln zł środków z UE. Jak by tego nie oceniać, to dzięki temu nasze miasto i gmina bardzo się zmieniły na plus. Wykonano za te pieniądze wiele inwestycji. Powstało również zadłużenie, które powstać musiało, by te inwestycje zrealizować (tzw. wymagany wkład własny gminy). Ludzie, którzy czynią z zadłużenia zarzut proponuję, by wskazali inne źródło finasowania wkładu własnego. Ja znam taki źródło. Podnieść podatki o np. 500% i alleluja! Tylko kto to łyknie?!

Trzeba poczekać na przedstawienie przez kandydatów na burmistrza programów wyborczych. I koniecznie trzeba pytać o źródła finansowania wyborczych obietnic. Bo pamiętajmy, że nikt nam niczego za darmo nie da. Jak nam kandydaci będą obiecywali jakieś pieniądze od rządu, wojewody, ministra, to należy prośić ich o okazanie czeku in blanco wystawionego przez "ofiarodawcę". Brak takiego dokumentu będzie wskazywał wyraźnie i jasno na wyborczą lipę.

czwartek, 30 sierpnia 2018

Zarejestrowani

1.  KWW Ireny Krzyszkiewicz
Pełnomocnik wyborczy: Kamil Krzysztof Rogala


2. KWW Razem dla powiatu górowskiego
Pełnomocnik wyborczy: Danuta Paruch Pełnomocnik finansowy: Piotr Mieczysław Gniecki 

3. KWW Bartłomieja Czyża
Pełnomocnik wyborczy: Karolina Zuzanna Siałkowska


4. KWW Przemysława Kazimierza Muchy
Pełnomocnik wyborczy: Aneta Stojanowska


5. KWW Ruch Społeczny Mieszkańców
Pełnomocnik wyborczy: Adam Adolf Chmiel

Pełnomocnik finansowy: Janina Barbara Ziombra

6. KWW Roberta Fryderyka Mazulewicza
Pełnomocnik wyborczy: Julita Joanna Kruszka


Na dzień 29.08.2018 r. zostało zarejestrowanych 6 komitetów wyborczych z terenu naszej gminy. Dwa z nich mają zasięg dolnośląski. Są to KWW o numerach 2 oraz 5. Oznacza to, że mogą one wystawiać kandydatów w wyborach do Rady Powiatu.

Oczywiście to nie wszystkie komitety, gdyż ogólnokrajowe sitwy partyjne mają inne przepisy, na mocy których dokonują swojej rejestracji. W tym szczególnym przypadku bliższe dane poznamy po rejestracji kandydatów na radnych miejskich, powiatowych i burmistrzów. Nas jednak listy sitw partyjnych nie powinny obchodzić, gdyż nie należy ich dopuszczać do władzy, którą będą sprawowały dla dobra członków tych sitw i ich centrali, których interes nigdy nie pokrywa się z naszym.

środa, 29 sierpnia 2018

Trup szpitala w cieniu Bojowników

Wczoraj odbyło się spotkanie z mieszkańcami ulicy Bojowników (obecnie Obrońców Lwowa) oraz wszystkimi zainteresowanymi problemem, którego nawarzył nam wojewoda. W sali nr 110 UMiG pojawili się mieszkańcy tej ulicy oraz radni gminni i powiatowi. W sumie w spotkaniu wzięło udział 18 osób.

Celem spotkania, które prowadziła burmistrz Irena Krzyszkiewicz, było poznanie opinii mieszkańców dawnej ulicy Bojowników na temat zmiany nazwy, która ich zaskoczyła. Żyjesz  sobie spokojnie od lat na ulicy Bojowników a nagle budzisz się na Obrońców Lwowa. I nawet o tym nie wiesz. No coś tu jest nie tak.

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz przedstawiła zebranym przyczynę zmiany nazwy ulicy  dokonanej przez wojewodę. Następnie poprosiła, by każdy zainteresowany wypowiedział się na ten temat.
Dyskusję rozpoczęła pewna pani (osobiście mi nieznana), która opowiedziała o złamaniach swojej nogi i niegrzecznym przyjęciu w szpitalu w Lesznie. Stwierdziła, że nas tam nie lubią i spytała o szpital. Panią interesowało zagadnienie utraty szpitala. Siedząca obok niej koleżanka również nawiązała do tematu szpitala, co spowodowało u mnie pewną dozę konsternacji, gdyż jako rodowity górowianin miałem pewność, że szpital miał swą siedzibę przy ul. Hirszfelfda a nie Bojowników. Tylko czy w dzisiejszych czasach można być czegoś pewnym?

Burmistrz tłumaczyła obu paniom, i wszystkim zebranym, że szpital był powiatowy i nie leżał w jej kompetencjach. Wyjaśniała również, że gmina skierowała pismo do starostwa z propozycją przekazania gminie szpitala, ale ta inicjatywa została przez starostów "olana". Słowo "olana" jest mojego autorstwa.

A ja już wiedziałem, że w powietrzu unosi się zapaszek zgniłej, bo opartej na nierzetelności, złej woli i kłamstwie, kampanii wyborczej. Toteż porwany przez wewnętrzny gen prawdy i wrodzony wstręt do krętactwa zabrałem głos.
Rzekłem, że każdy kto będzie podczas kampanii wyborczej obiecywał górowianom szpital jest oszołomem, kłamcą i oszustem, i nie traktuje ich poważnie. Dodałem przy tym, że narażę się wielu osobom, ale trzeba mówić prawdę a nie ludzi kołować. I wyłożyłem swoje racje. Uwierzę w utworzenie szpitala, jak zobaczę kontrakt z NFZ. Po drugie: uwierzę, jak zobaczę umowy z lekarzami, którzy zapragną w nim poracować. A w Polsce lekarzy jest niedostatek. Wyliczyłem zebranym, że by otworzyć 4 oddziały trzeba mieć 4 lekarzy z II stopniem specjalizacji (ordynatorów). W Górze mamy takich dwóch: Stanisława Hoffmanna i Wacława Grzebielucha. Obaj - wielce zasłużeni dla górowian panowie - są już w wieku emerytalnym. Nawet jak załatwimy jeszcze dwóch lekarzy z II stopniem specjalizacji, to trzeba, by związać ich z Górą, zapewnić im mieszkania. Przecież nie będą mieszkali w klitkach na strychu szpitala? Gmina ma wybudować im domy? Dać mieszkania? I pielęgniarki, które oddano niczym ziemniaki złodziejom. Czy one zechcą wrócić? Wszak ułożyły sobie pracę zawodową na nowo. Pójdą na niepewne? Pielęgniarek też w kraju brakuje.
Wyrzuciłem to z siebie, bo szlag mnie trafia, jak słyszę szerzone na temat szpitala bzdury, wyborcze plewy. Fakty kochani! Tylko one się liczą. A te są nieubłagane.

I tu, na marginesie spotkania, zauważam, że trup szpitala staje się orężem w walce wyborczej. Harce na nieboszczyku do zabawnych nie należą. Ale puszcza się "oczko" do wyborców, pełne fałszu i ułudy. Niektórzy robią to z dość głupią premedytacją: ja cieszący się poparciem obecnie rządzącej sitwy partyjnej, stworzę Wam szpital, ale musicie na mnie głosować oraz na popierającą mnie sitwę również, bo inaczej zapomnijcie o szpitalu. Raz, że jest to mało zakamuflowany, kurewski szantaż wobec górowian. Dwa to to, że nie ma absolutnie żadnych gwarancji, że tak się stanie.

Najmniejszych gwarancji. Nawet jak NFZ da (raczej może obiecać, bo obecnie jest w rękach pewnej sitwy partyjnej) kontrakt,  to w naszym kraju nie ma jeszcze (na szczęście) nakazu pracy, na mocy którego każe się w górowskim szpitalu pracować lekarzom i pielęgniarkom. Tak, że ten punkt (szpital) każdego programu wyborczego jest oszustwem i kantem czystej wody i liczeniem na to, że  wyborcy to idioci, półgłówki i debile.

Moim skromnym zdaniem jedyną szansą stworzenia szpitala - niekoniecznie 4 oddziałowego na początek - jest partnerstwo publiczno - prawne w tym zakresie. Mówię tu o prywatnych podmiotach gospodarczych (najlepiej medycznych) oraz gminie (ewentualnie gminach) zainteresowanych istnieniem szpitala w Górze.

Powróćmy jednak do nazwy ulicy. Przeprowadzono głosowanie. W głosowaniu mogli wziąć udział tylko mieszkańcy dawnej ulicy Bojowników. Okazało się, że 9 obecnych na spotkaniu mieszkańców tej ulicy jest za utrzymaniem nazwy Bojowników. W tej sytacji burmistrz Irena Krzyszkiewicz ogłosiła, że przedstawi Radzie Miejskiej stnowisko mieszkańców. Można założyć, że Rada Miejska uszanuje wolę mieszkańców tej ulicy i szykuje się wystąpienie do właściwego sądu (WSA) ze skargą na nieprzemyślaną decyzję wojewody. "Vox populi  vox dei" - jak pisał mnich Alkuin. Inaczej: suweren zawsze ma rację.

W dyskusji o nazwie ulicy głos zabrali przedstawiciele tzw. "prawej" strony naszej lokalnej sceny politycznej. Ten margines naszej politycznej sceny reprezentowali znany wszystkim i ceniony wysoko w bardzo wąkich kręgach, wąskich tak, że aż niezauważalnych, znany bojownik o wolność i demokrację, zażarty antykomunista, słabiuteńki burmistrz (były na szczęście), gwóźdź do trumny każdego komitetu wyborczego, emeryt pragnący powrócić do polityki (a mało to nieszczęść na świecie?!), erudyta na wspak - Tadeusz Tutkalik, "Tutkiem" pospolicie zwany. Też osobnik ów mnie zdenerwował, bo raz, że chciał brać udział w głosowaniu pomimo, że tam nie mieszka (gen interncjonalizmu się odezwał?), a dwa to to, że był burmistrzem w latach 1990 - 94. A wówczas drodzy Państwo, dokonano zmian nazw 30 górowskich ulic. I jakoś panu "Tutkowi" (genetycznemu antykomuniście) nazwa ulicy Bojowników z niczym złym się nie kojarzyła. A tu nagle olśnienia dostał! Ze ZBOWiD - m mu się kojarzyć zaczęła. W tej sytuacji powiedziałem na głos, że w mojej ocenie jest on karierowiczem i że go nie lubię. W myśl zasady: co w mym serduszku, to i na moim delikatnym języczku. Przypomniałem to gwoździowi do trumny każdego komitetu wyborczego oraz fakt istnienia opracowania urbanistyczno - historycznego naszego miasta. Opracowanie to pochodzi z 1983 r. (wg niektórych prawicowych pajaców Polska wówczas nie istniała). W tym opracowniu fachowcy postulowali, by w powrócić do dawnych nazw ulic, które to nazwy były kompletnie neutrealne politycznie. I tak w przypadku ulicy Bojowników sugerowano nadanie jej historycznej nazwy Łaziebników. Z tej możliwości w latach bardzo kiepskich rządów pana "Tutka" nie skorzystano.

Niestrudzonemu bojownikowi o wolność i demokrację towarzyszył mgr Kamil Kutny. Poźno ten urodzony człowiek, zaczął mówić coś o świadomości historycznej mieszkańców. Poszedł na tak dalące skróty myślowe, że pytał dramatycznie z tanią emfazą w głosie: "Kto w 1949 roku mógł  źle mówić o Związku Radzieckim?!" Taki poziom abstrakcji osiągnął sympatyk marginesu prawej strony lokalnej sceny politycznej. Jak by się przerzucił na malarstwo, to Picasso przy nim zblednie! I jak w proch się jeszcze nie rozpadł, to na pewno po namalowaniu pierwszego obrazu (np. "Jarosław Kaczyński w momencie internowania") nastąpiłoby to momentalnie. To by była najczystsza abstrakcja.

Radny powiatowy Grzegorz Akekasander Trojanek oraz radny miejski Tadeusz Biernacki trzeźwo zauważyli, że wojewoda odbiera kompetnencje samorządowi. Wg nich ingerencja w nazewnictwo ulic jest wkraczaniem w kompetencje samorządu gminnego. I mają rację.

A tym wszystkim, którzy dają się zwodzić syrenim (raczej baranim) głosom na temat reaktywacji szpitala, polecam pismo wojewody dolnośląskiego, które najpełniej obrazuje troskę wiadomej sitwy partyjnej o nasze zdrowie. I niech nikogo nie dziwi, że  tak długo czeka się na pogotowie. Życzę przyjemnej lektury. I nie jest ona budująca.


piątek, 24 sierpnia 2018

Wyimaginowane upiory przeszłości

W "Dzienniku urzędowym województwa dolnośląskiego " opublikowanym 30 lipca 2018 r. (poz. 3831), ukazało się "Zarządzenie zastępcze" wojewody dolnośląskiego z 27 lipca w sprawie zmniany nazwy ulicy w naszym mieście.

W  czwartek (23 sierpnia) odbyła się tzw. "szybka sesja". Radni w liczbie 17 zgromadzili się, aby przegłosować zmianę nazwy ulicy w okręgu nr 6 a obwód nr 5. Rzecz dotyczy ul. Bojowników o Wolność i Demokrację. Decyzją wojewody otrzymała ona nową nazwę i brzmi ona Obrońców Lwowa.

Decyzja wojewody podjęta zodstała na skutek interwencji wrocławskiego IPN - u. Pracownicy tej instytucji - a za nimi wojewoda -  doszli bowiem do wniosku, że: " (...) nazwa przedmiotowej ulicy bezpośrednio nawiązuje do związku kombatanckiego, utworzonego w 1949 r. przez władze komunistyczne Związku Bojowników o Wolność i Demokrację." W uzasadnieniu decyzji czytamy m.in. także: "ZBoWiD, jako jedyna koncesjonowana organizacja kombatancka, był szeroko wykorzystywany przez partię komunistyczną w działaniach propagandowych."

Konia z rzędem tym górowianom, którzy nazwę ul. Bojowników o Wolność i Demokrację kojarzyli z przywołanym w uzasadnieniu wojewody ZBoWiD - m.

Historię nazwy tej ulicy, w oparciu o źródła a nie domniemania i bardzo wolne skojarzenia, tak wolne, że aż absurdalne, przedstawiono w "Kwartalniku Górowskim" nr 36/2011, co zreferowałem Radzie Miejskiej. Na stronie XXII odnalazłem tam taką informację i przedstawiłem ją zebranym:

"21 października 1949 r. na posiedzeniu Miejskiej Rady Narodowej w Górze jednogłośnie postanowiono przemianować odcinek ul. Żeromskiego, od budynku poczty do pl. Wolności (obecnie pl. Bolesława Chrobrego), na ul. Bojowników o Wolność  i Demokrację (uchwała nr 225). Uczyniono to na wniosek Zarządu Powiatowego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację w Górze z dnia 21 września 1949 r. Został on złożony w związku z 10. rocznicą napadu hitlerowskiego na Polskę. Wnioskodawcy chcieli w ten sposób uczcić bojowników o wolność i demokrację."

Autor artykułu, którym jest nasz najlepszy znawca i propagator lokalnej historii Mirosław Żłobiński, w naukowych przypisach powołuje się na dokumenty z Archiwum Państwowego we Wrocławiu.

Tak więc intencją członków ZBOWiD - u nie było uczczenie w ten sposób ich organizacji, ale 10 - lecia agresji Niemiec na Polskę. Skąd więc te dziwne skojarzenie wojewody i IPN?

Można to tłumczyć różnie. Dla mnie jest to nadgorliwość zwana niegdyś "czujnością rewolucyjną". Ta czujność szła zawsze w parze z niedostatkami wiedzy, co w tym przypadku wyraźnie widać, jak też zaczadzeniem mózgu jakąś ideologią. W tym porzypadku rzekomo prawicową.

Tylko jakoś tym antykomunistom z IPN - u czy też wojewodzie, członkowi wiadomej sitwy partyjnej (bo w mojej ocenie w naszej rzeczywistość każda partia to nic innego) kompletnie nie przeszkadza obecność w ich szeregach żywego reliktu komunizmu, który najbardziej rzuca się w oczy, czyli prokuratora stanu wojennego nijakiego Stanisława Piotrowskiego. Jakoś łykają tę nieciekawą postać w roli przewodniczącego sejmowej komisji sprawiedliwości i nie czują doń wstrętu czy obrzydzenia. I w tym miejscu nasuwa mi się na myśl niesławny Hermann Göring, który stwierdził niegdyś: "Ja ustalam, kto jest Żydem!" Czyżby w tej sitwie partyjnej też ktoś ustalał kto jest a kto nie jest komunistą?! To amoralne i głupie.

Wróćmy jednak ad rem.

Nie ma co ukrywać, że decyzja wojewody entuzjazmu wśród radnych nie wzbudziła. Ba! Zachodziła obawa, że radni uchwały o wpisaniu zmiany nazwy ulicy w obwodzie miejskim nr 5 nie zaakceptują. Wkurzyli się, że wojewoda decyduje za nich. Wszak wyłączną kompetncją Rady Miejskiej jest wg art. 18 ust. 2 pkt 13 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz.U. z 2001 r. nr 142, poz. 1591 ze zm.) podejmowanie uchwał w sprawach nazw ulic i placów będących drogami publicznymi lub nazw dróg wewnętrznych w rozumieniu ustawy z 21 marca 1985 r. drogach publicznych (Dz.U. z 2007 r. nr 19, poz. 115 ze zm).

Do akcji musiała wkroczyć burmistrz, która zaapelowała do radnych o przyjęcie uchwały zminiające nazwę ulicy w obwodzie miejskim nr 5. Szefowa gminy argumentowała, że nieprzyjęcie uchwały o zmianie nazwy ulicy w okręgu wyborczym uniemożliwi przxeprowadzenie tam wyborów. W tej sytuacji wdumano wyjście salomonowe. Jeden ochotnik (z musu) mniał zagłosować za a reszta radnych się wstrzymać. Za były 2 głosy a 15 radnych się wstrzymało.

Według zapowiedzi burmistrz Ireny Krezyszkiewicz sprawa się jednak na tym nie skończy. Przy tej ulicy mieszka 25 rodzin i mieści się 6 podmiotów gospodarczych. Wiadomo, co zmiana nazwy ulicy dla nich znaczy. Burmistrz obwieściła, że 28 sierpnia (wtorek) o godz. 16 w sali nr 111 UMiG odbędzie się spotkanie z mieszkańcami i przedsiębiorcami z tej ulicy, którego celem będzie konsultacja zaistniałej sytuacji. W przypadku opowiedzenie się przez zainteresowanych przeciw zmianie nazwy ulicy w dwa dni później odbędzie się sesja, na której radni zadecydują, co dalej. Zostaje radzie jeszcze droga sądowa, bo jak Państwo widzą decyzja wojewody podjęta została na fałszywych podstawach. 

niedziela, 19 sierpnia 2018

Gra w palanta

Cytat z portlu "elki": "Panowie starostowie mają odwagę i tłumaczą realia. Niestety ci co twierdza , że prawda jest inna - tylko krytykują , krzyczą, piszą. I nikt nie słyszał realnych powtarzam realnych wskazówek, pomysłów tylko przedwyborczy bełkot."

Rozgorzała dyskusja o przeputanym przez tzw. "starostów" naszym szpitalu. Tzw. "starostowie" usiłują się nieudolnie wytłumaczyć z podarowania naszego szpitala PCZ z Wrocławia. Czytając ich wypowiedzi okazuje się, że winni są "inni", ale nie oni. I tak winni są dyrektorzy szpitala, którzy zarabiali 20 tys. zł. Zapomnieli jednak dodać, że wybrany przez nich dyrektor - spadochroniarz z Wrocławia przesrał kontrakt na pogotowie ratunkowe o wysokości ok. 1 mln zł. Z tego kontraktu naszemu szpitalowi zostawało ok. 0,5 mln zł. Skleroza czy starcza demencja?

Zapomnieli też, oczywiście przez czysty przypadek, wytłumaczyć się, jak doszło do podpisania tak skndalicznego aktu notarialnego, na mocy którego złodzieje z PCZ otrzymali na własność szpital przed zapłatą za niego.

Zapomnieli też - oczywiście przpadkowo - przypomnieć, ja to zachwalali PCZ i roztaczali wizję szpitala, w którym to - nieomal! - lekarze mieli całować pacjentów w wiadome miejsce a pielęgniarki zarabiać krocie.

Zapomnieli też przypomnieć, ja zamykano oddziały w naszymn szpitalu, za zamknięcie których PCZ miał płacić 1 mln zł od sztuki. Według tegoż nieszczęsnego aktu notarialnego. Gdzie ta kasa!?

I rację ma tu autor wpisu na portalu "elki": "WIEEELKA KIEŁBASA WYBORCZA Z OSŁA DLA OSŁA."

Proszę wczytać się w wypowiedzi tzw. "starostów", które mają zasiać w Czytelnikach nadzieję (raczej płonną) a im nadać blasku mężów odrodzenia szpitala. Otóż to nie starostwo będzie właścicielem szpitala a syndyk (zapewne z Poznania). Tzw. "starostowie" w tej rozgrywce kompletnie się nie liczą. Są z niej wytautowani, bo nie mają żadnego prawa do budynku szpitala. To nie jest dla nas minus, bo dowiedli oni niezbicie, że ich naturze obca jest boska umniejętność budowania i tworzenia. Ich świat to rujnowanie, burzenie i bezmyślność.

Wizja odtworzenia szpitala snuta przez tzw.: "starostów" (halucynacje?) opiera się na tak samo mocnych podstawach, jak moja wiara w ich inteligencję (w tym temacie jestem absolutnie niewierzący). Obecnie budynek po szpitalu wart jest dla syndyków 0 zł. Powód: brak kontraktu z NFZ. Wyposażenie szpiala zniknęło. Pielęgniarki i inny personel zostały oddane złodziejom niczym worek ziemniaków. W myśl zasad liberalizmu tzw. "starosta" (ten łysy), tłumaczył, że nie można wiązać rąk inwetorowi (złodziejom) nakazaniem im zatrudniania personelu na jakiś czas. Tak więc personel rozpędzono po wszystkich ościennych szpitalach.

Oczywiście, personel zachował to w swej wdzięcznej pamięci i z całą pewnością na wezwanie tzw. "starostów" podejmie pracę w szpitalu cudem sprawionym i przez syndyka przywróconym. O niczym innym przecież nasze pielęgniarki nie śnią dniem i nocą? Nieprawdaż, drogie Panie?

Oczywiście autorytet tzew. "starostów", ich ogólna popularność i sława spowodują, iż do nowego szpitala masowo zgłoszą się do pracy lekarze. Chociaż w całym kreaju ich brakuje, to akurat marzą oni o pracy w Górze. Perspektywa ta nęci ich i spać po nocach nie daje. Co to znaczy czterech ordynatorów z II stopniem specjalizacji, po jednym na każdy oddział? I kilkunastu lekarzy? To jest betka! Wszak wśród lekarzy bezrobocie! Nie to, co u politologów! Nawiasem mówiąc polska polityka politologami stoi i dlatego tak żałośnie wygląda.

No i jeszcze kontrakt z NFZ, bo do prywatnych placówek to oni jakoś nie chcą się dokładać. Przykład: "Ventriculus" Leszno - szpital. Ale wiadomno, że jak wiadoma sitwa partyjna dojdzie w Górze do władzy, to Ministerstwo Zdrowia już na drugi dzień zmieni swą politykę. Tak, że to nie problem.

Najbardziej w mętnych wywodach tzw.: "strarostów" ubawiło mnie takie wyznanie: "Zaufaliśmy im my, inne powiaty, spółki Skarbu Państwa, a nawet bank - wyjaśnia i przypomina starosta".

To wyznanie mnie na kolana rzuciło! Ale alibi dla własnej głupoty znaleźli! Przekładając na język potoczny tą głupią wypowiedź, rzec można, że na swoje usprawiedliwienie mają fakt, iż byli też inni idioci.

A mądrzy, górowscy ludzie nie przestrzegali, kurwa mać?! Nie ostrzegali panowie Grzebieluch, Hoffmann, Kalinowski, Józefiak, Stanisławski, Trojanek? To ludzie, którzy  zdecydowanie intelektem, wiedzą i doświadczeniem górowali, górują i będą górować nad tzw. "starostami". Ale się ich nie słuchało. Myślało się, że jak się zostało kim się zostało, to i rozumu przybyło. A gówno! W Środzie Śl. jakoś nie oddano aktem notarialnym na własność budynku szpitala szajce z Wrocławia. Tak, że proszę nie dopisywać ich do szzeregu palantów.

I jednej rzeczy zabrakło w tym bzdurotwórczym słowotoku tzw. "starostów". Słowa: przepraszamy. Wszytko więc jest o.k