Mieszkańcy naszej gminy poznali już nazwiska dwóch kandydatów do fotelu szefa gminy. W przypadku tych dwóch nazwisk nikt nier miał wątpliwości, iż staną wyborcze szranki.
Kandydatka PiS dość niefortunnie rozpoczęła swoją kampanię. Spotkanie i prezentacja w parku "Solidarności" było dość nieporadne i bardzo słabo przygotowane. Najbardziej rozbawił mnie poseł, który nie potrafił poprawnie wymówić nazwiska kandydatki. Nie bardzo też potrafił mówić płynnie w naszym ojczystym języku. Ogólnie zamiast przysłużyć się kandydatce - Teresie Frączkiewicz - dał wielu górowianom powód do uciechy i żartów. Słabizną zalatywał poseł od pierwszej do ostaniej minuty swojej paplaniny pozbawionej większego sensu.
Kandydatka usiłowała zaprezentować górowianom zarys swojego programu wyborczego. Z chaosu płynących słów wyłowić można - siecią o bardzo dużych oczkach - następujące hasła: szpital, drugostronne zasilanie, komunikacja publiczna oraz oświata.
Drugostronne zasilanie jest poza zasięgiem możliwości każdego burmistrza. Jest to inwestycja będąca w gestii "Eneii". A jaki wpływ na tę potężną firmę może mieć burmistrz gminy Góra? Bez złudzeń proszę. Ponadto w sprawie drugostronnego zasilania nasz urząd zrobił wszystko, co do niego należało. Burmistrz podpisała decyzję środowiskową, która pozwala wykonawcy na realizację inwestycji. Na terenie województwa wielkopolskiego, z którego bierze początek nasze drugostronne zasilanie, prace trwają. U nas jeszcze nie, bo wojewoda dolnośląski nie podpisał jeszcze odpowiedniego dokumentu, który by to umożliwił. Tak że władza samorządowa ma taki wpływ na budowę drugostronnego zasdilania, jak zorza polarna na miesiączkowanie pingwinów.
To samo dotyczy budowy obwodnicy. Tu też decyzja leży w pieczątce i podpisie wojewody. Pamiętać trzeba, że pieniądze na tę inwestycję pochodzą z sejmiku dolnośląskiego, który jest w rękach przeciwnej sitwy partyjnej. Stąd nie dziwota, że wojewodzie nie na rączkę byłaby budowa obwodnicy przed wyborami samorządowymi. Przypominam tylko, że wojewoda w tej sprawie niewiele miał górowianom do powiedzenia w swoim mętnym oświadczeniu prasowym. Żadnych faktów, dat, pism. Ma chyba mylne przeświadczenie o swoim "autorytecie" w terenie i sądzi - całkowicie błędnie! - że uwierzy mu się na słowo. I tu się partyjna biedaczyna myli. Górowianie swój rozum mają.
Nad zagadnieniem szpitala pochylał się nie będę. Powtórzę raz jeszcze: każdy kto obiecuje górowianom szpital to w mojej ocenie oszust, blagier i oszołom. Ani gminy, ani powiatu na to nie stać.
Ale w tym przypadku gra się na wytworzeniu wśród górowskich wyborców przekonania, że jak wiadoma sitwa partyjna dojdzie do władzy, to wtedy sypnie groszem i gmina stanie się legendarnym "Eldorado". Popłyną pieniądze na drogi, wojewoda odnajdzie pieczątkę i długopis, by złożyć autograf pod wiadomymi dokumentami. I gmina Góra zacznie płynąć mlekiem i miodem. Kto durny niech wierzy. W tym przypadku ja jestem człowiekiem bardzo małej wiary. Uważam po prostu, że próbuje się tu robić wała z wyborców.
Ta prymitywna forma szantażu wyborców ma ich skłonić do głosowania na wiadomą sitwę partyjną. Można to odczytać tak: jak na nas zagłosujecie, to my to docenimy. A jak nie, to... . Prostactwo tego myślenia jest aż nadto oczywiste.
Kandydatka Teresa Frączkiewicz rzuciła jeszcze hasło oświaty. Nie wyjaśniła przy tym o co jej chodzi. W tej chwili gmina Góra dokłada do funkcjonowania oświaty ok. 10 mln zł rocznie. Pieniądze te pochodzą z dochodów własnych gminy, czyli m.in z Państwa podatków. A dochody własne naszej gminy na ten rok zaplanowane są na kwotę ok. 35 mln zł. I w tej sytuacj nie wiem, czy kandydatka na burmistrza chce zwiększyć czy też zmniejszyć dokładanie z budżetu gminy do oświaty.
Dotyczy to też transportu publicznego. To hasło mnie zelektryzowało, bo fajnie byłoby w Górze mieć jeżdżące po mieście i gminie busy. Barkuje mi tylko szczegółów (finansowych szczególnie!), bo diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Podobno mają być później. Poczekam.
Zafrapowała mnie informacja o podpisaniu umowy koalicyjnej pomiędzy popierającą kandydatkę na burmistrza marginalną formacją polityczną a jej czymś tam regionalnym. Nawiasem mówiąc sądziłem, że twór ten zesztywniał, ale okazało się, że na potrzeby wyborów jest próbnie dmuchany.
Otóż i mnie, jak i zapewne innych górowian, intersowałaby publikacja treści tej umowy. I ja, i inni górowianie, są ciekawi jej treści. Wszak powszechnie wiadomo, że w takim dokumencie zawarte są postanowienia dotyczące podziału łupów w przypadku wygrania wyborów. Górowianie, w tym i ja, chcieliby poznać treść tego dokumentu, by wiedzieć kto kim może być w przyszlości. I żeby nie było tak, jak to mówiono w pewnym kabarecie, że schowali wójka Antoniego w piwnicy, by ludzie uwierzyli, że są normalną rodziną. Czołowi działacze wiadomej sitwy partyjnej łgali w tym przypadku jak najęci. Dobrze wiedzieć przed wyborami, co kryje się za kurtyną teatrzyku. Ja wiem, że to niepolityczne. Ale za to moralne i szczere wobec wyborców. Chyba, że wyborców traktuje się, jak stado baranów, których można oszukiwać. To wtedy proszę nie publikować. Ale wkurzony "baran" może poczuć się podrażniony i boleśnie bodnąć.
Ogłosiła rtównież swój start obecna szefowa gminy. Moment wybrała dobry, gdyż powiązała to z otwarciem "delfinka" oraz kręgielni. Państwo pamiętają, że jest to spełnienie obietnicy sprzed lat. Ileż to drwin można było przeczytać w internecie, że kręgielni wciąż nie ma! Wypominano to Irenie Krzyszkiewicz setki razy! Ale zapowiedź sprzed lat zmaterializowała się dzięki uporowi i konsekwencji.
Nie znamy jeszcze programu wyborczego Ireny Krzyszkiewicz. Można zakładać, że główną osią programu będzie kontynuacja tego, co rozpoczęto, zapowiedziano a nie zdążono jeszcze zrealizować. Rzecz jasna, że kandydatka ma swoje zalety i wady. Bez wad są ci, których odwiedzamy 1 listopada.
Ma kobieta mocny charakter i źle znosi sprzeciw lub zdanie odmienne (chociaż nie zawsze). Jej siła płynie ze słabości jej przeciwników. Na pewno źle jest, że zdominowała sobie nieomal całą Radę Miejską. Ale to też również wina radnych, którzy jakoś nie potrafią wyartykułować swojego odmiennego zdania lub opinii. Nawet wówczas, gdy ją wyrażają w "poufnych" rozmowach.
Faktem jest, że ma rozległe plany dotyczące inwestycji gminnych. W inwetycjach szuka szansy dla rozwoju gminy. Niektóre z tych inwestycji (żłobek, "delfinek", bibloteka w Czerninie) są krytykowane ze względu na to, że w przyszłości koszty ich funkcjonowania będą obciążały gminny budżet. Mają one swoje wady i zalety. Dla kogoś kto planuje lub założył rodzinę, ma lub będzie miał dzieci, żłobek jest czymś wysoce pożądanym. Dla dzieci rodziców "derlfinek" może stać się formą przyjemnego spędzania czasu. A bibloteka w Czernienie dla funkcjonalnego analfabety będzie zbytkiem. Takie jest życie!
Wadą jest na pewno scentralizowany sposób zarządzania urzędem. Mam wrażenie, że burmistrz jakby nie bardzo wierzyła, iż kadry które sama powołała potrafią samodzielnie podjąć decyzję w krytycznej chwili. A one z kolei boją się samodzielnie o czymkolwiek zadecydować. I w tym należy upatrywać m.in. wpadki z zanieczyszczeniem wody w Glince.
Na pewno wielkim sukcesem jej i dowodzonej przez nią ekipy jest pozyskanie ponad 50 mln zł środków z UE. Jak by tego nie oceniać, to dzięki temu nasze miasto i gmina bardzo się zmieniły na plus. Wykonano za te pieniądze wiele inwestycji. Powstało również zadłużenie, które powstać musiało, by te inwestycje zrealizować (tzw. wymagany wkład własny gminy). Ludzie, którzy czynią z zadłużenia zarzut proponuję, by wskazali inne źródło finasowania wkładu własnego. Ja znam taki źródło. Podnieść podatki o np. 500% i alleluja! Tylko kto to łyknie?!
Trzeba poczekać na przedstawienie przez kandydatów na burmistrza programów wyborczych. I koniecznie trzeba pytać o źródła finansowania wyborczych obietnic. Bo pamiętajmy, że nikt nam niczego za darmo nie da. Jak nam kandydaci będą obiecywali jakieś pieniądze od rządu, wojewody, ministra, to należy prośić ich o okazanie czeku in blanco wystawionego przez "ofiarodawcę". Brak takiego dokumentu będzie wskazywał wyraźnie i jasno na wyborczą lipę.
"Jak ktoś żyje z tego, że zwalcza wroga, jest zainteresowany tym, aby wróg pozostał przy życiu". KONTAKT: robert.mazulewicz@gmail.com tel. 883 793 645. Gwarantuję 100% dyskrecji.
niedziela, 9 września 2018
czwartek, 30 sierpnia 2018
Zarejestrowani
1. KWW Ireny Krzyszkiewicz
Pełnomocnik wyborczy: Kamil Krzysztof Rogala
2. KWW Razem dla powiatu górowskiego
Pełnomocnik wyborczy: Danuta Paruch Pełnomocnik finansowy: Piotr Mieczysław Gniecki
3. KWW Bartłomieja Czyża
Pełnomocnik wyborczy: Karolina Zuzanna Siałkowska
4. KWW Przemysława Kazimierza Muchy
Pełnomocnik wyborczy: Aneta Stojanowska
5. KWW Ruch Społeczny Mieszkańców
Pełnomocnik wyborczy: Adam Adolf Chmiel
Pełnomocnik finansowy: Janina Barbara Ziombra
6. KWW Roberta Fryderyka Mazulewicza
Pełnomocnik wyborczy: Julita Joanna Kruszka
Na dzień 29.08.2018 r. zostało zarejestrowanych 6 komitetów wyborczych z terenu naszej gminy. Dwa z nich mają zasięg dolnośląski. Są to KWW o numerach 2 oraz 5. Oznacza to, że mogą one wystawiać kandydatów w wyborach do Rady Powiatu.
Oczywiście to nie wszystkie komitety, gdyż ogólnokrajowe sitwy partyjne mają inne przepisy, na mocy których dokonują swojej rejestracji. W tym szczególnym przypadku bliższe dane poznamy po rejestracji kandydatów na radnych miejskich, powiatowych i burmistrzów. Nas jednak listy sitw partyjnych nie powinny obchodzić, gdyż nie należy ich dopuszczać do władzy, którą będą sprawowały dla dobra członków tych sitw i ich centrali, których interes nigdy nie pokrywa się z naszym.
Pełnomocnik wyborczy: Kamil Krzysztof Rogala
2. KWW Razem dla powiatu górowskiego
Pełnomocnik wyborczy: Danuta Paruch Pełnomocnik finansowy: Piotr Mieczysław Gniecki
3. KWW Bartłomieja Czyża
Pełnomocnik wyborczy: Karolina Zuzanna Siałkowska
4. KWW Przemysława Kazimierza Muchy
Pełnomocnik wyborczy: Aneta Stojanowska
5. KWW Ruch Społeczny Mieszkańców
Pełnomocnik wyborczy: Adam Adolf Chmiel
Pełnomocnik finansowy: Janina Barbara Ziombra
6. KWW Roberta Fryderyka Mazulewicza
Pełnomocnik wyborczy: Julita Joanna Kruszka
Na dzień 29.08.2018 r. zostało zarejestrowanych 6 komitetów wyborczych z terenu naszej gminy. Dwa z nich mają zasięg dolnośląski. Są to KWW o numerach 2 oraz 5. Oznacza to, że mogą one wystawiać kandydatów w wyborach do Rady Powiatu.
Oczywiście to nie wszystkie komitety, gdyż ogólnokrajowe sitwy partyjne mają inne przepisy, na mocy których dokonują swojej rejestracji. W tym szczególnym przypadku bliższe dane poznamy po rejestracji kandydatów na radnych miejskich, powiatowych i burmistrzów. Nas jednak listy sitw partyjnych nie powinny obchodzić, gdyż nie należy ich dopuszczać do władzy, którą będą sprawowały dla dobra członków tych sitw i ich centrali, których interes nigdy nie pokrywa się z naszym.
środa, 29 sierpnia 2018
Trup szpitala w cieniu Bojowników
Wczoraj odbyło się spotkanie z mieszkańcami ulicy Bojowników (obecnie Obrońców Lwowa) oraz wszystkimi zainteresowanymi problemem, którego nawarzył nam wojewoda. W sali nr 110 UMiG pojawili się mieszkańcy tej ulicy oraz radni gminni i powiatowi. W sumie w spotkaniu wzięło udział 18 osób.
Celem spotkania, które prowadziła burmistrz Irena Krzyszkiewicz, było poznanie opinii mieszkańców dawnej ulicy Bojowników na temat zmiany nazwy, która ich zaskoczyła. Żyjesz sobie spokojnie od lat na ulicy Bojowników a nagle budzisz się na Obrońców Lwowa. I nawet o tym nie wiesz. No coś tu jest nie tak.
Burmistrz Irena Krzyszkiewicz przedstawiła zebranym przyczynę zmiany nazwy ulicy dokonanej przez wojewodę. Następnie poprosiła, by każdy zainteresowany wypowiedział się na ten temat.
Dyskusję rozpoczęła pewna pani (osobiście mi nieznana), która opowiedziała o złamaniach swojej nogi i niegrzecznym przyjęciu w szpitalu w Lesznie. Stwierdziła, że nas tam nie lubią i spytała o szpital. Panią interesowało zagadnienie utraty szpitala. Siedząca obok niej koleżanka również nawiązała do tematu szpitala, co spowodowało u mnie pewną dozę konsternacji, gdyż jako rodowity górowianin miałem pewność, że szpital miał swą siedzibę przy ul. Hirszfelfda a nie Bojowników. Tylko czy w dzisiejszych czasach można być czegoś pewnym?
Burmistrz tłumaczyła obu paniom, i wszystkim zebranym, że szpital był powiatowy i nie leżał w jej kompetencjach. Wyjaśniała również, że gmina skierowała pismo do starostwa z propozycją przekazania gminie szpitala, ale ta inicjatywa została przez starostów "olana". Słowo "olana" jest mojego autorstwa.
A ja już wiedziałem, że w powietrzu unosi się zapaszek zgniłej, bo opartej na nierzetelności, złej woli i kłamstwie, kampanii wyborczej. Toteż porwany przez wewnętrzny gen prawdy i wrodzony wstręt do krętactwa zabrałem głos.
Rzekłem, że każdy kto będzie podczas kampanii wyborczej obiecywał górowianom szpital jest oszołomem, kłamcą i oszustem, i nie traktuje ich poważnie. Dodałem przy tym, że narażę się wielu osobom, ale trzeba mówić prawdę a nie ludzi kołować. I wyłożyłem swoje racje. Uwierzę w utworzenie szpitala, jak zobaczę kontrakt z NFZ. Po drugie: uwierzę, jak zobaczę umowy z lekarzami, którzy zapragną w nim poracować. A w Polsce lekarzy jest niedostatek. Wyliczyłem zebranym, że by otworzyć 4 oddziały trzeba mieć 4 lekarzy z II stopniem specjalizacji (ordynatorów). W Górze mamy takich dwóch: Stanisława Hoffmanna i Wacława Grzebielucha. Obaj - wielce zasłużeni dla górowian panowie - są już w wieku emerytalnym. Nawet jak załatwimy jeszcze dwóch lekarzy z II stopniem specjalizacji, to trzeba, by związać ich z Górą, zapewnić im mieszkania. Przecież nie będą mieszkali w klitkach na strychu szpitala? Gmina ma wybudować im domy? Dać mieszkania? I pielęgniarki, które oddano niczym ziemniaki złodziejom. Czy one zechcą wrócić? Wszak ułożyły sobie pracę zawodową na nowo. Pójdą na niepewne? Pielęgniarek też w kraju brakuje.
Wyrzuciłem to z siebie, bo szlag mnie trafia, jak słyszę szerzone na temat szpitala bzdury, wyborcze plewy. Fakty kochani! Tylko one się liczą. A te są nieubłagane.
I tu, na marginesie spotkania, zauważam, że trup szpitala staje się orężem w walce wyborczej. Harce na nieboszczyku do zabawnych nie należą. Ale puszcza się "oczko" do wyborców, pełne fałszu i ułudy. Niektórzy robią to z dość głupią premedytacją: ja cieszący się poparciem obecnie rządzącej sitwy partyjnej, stworzę Wam szpital, ale musicie na mnie głosować oraz na popierającą mnie sitwę również, bo inaczej zapomnijcie o szpitalu. Raz, że jest to mało zakamuflowany, kurewski szantaż wobec górowian. Dwa to to, że nie ma absolutnie żadnych gwarancji, że tak się stanie.
Najmniejszych gwarancji. Nawet jak NFZ da (raczej może obiecać, bo obecnie jest w rękach pewnej sitwy partyjnej) kontrakt, to w naszym kraju nie ma jeszcze (na szczęście) nakazu pracy, na mocy którego każe się w górowskim szpitalu pracować lekarzom i pielęgniarkom. Tak, że ten punkt (szpital) każdego programu wyborczego jest oszustwem i kantem czystej wody i liczeniem na to, że wyborcy to idioci, półgłówki i debile.
Moim skromnym zdaniem jedyną szansą stworzenia szpitala - niekoniecznie 4 oddziałowego na początek - jest partnerstwo publiczno - prawne w tym zakresie. Mówię tu o prywatnych podmiotach gospodarczych (najlepiej medycznych) oraz gminie (ewentualnie gminach) zainteresowanych istnieniem szpitala w Górze.
Powróćmy jednak do nazwy ulicy. Przeprowadzono głosowanie. W głosowaniu mogli wziąć udział tylko mieszkańcy dawnej ulicy Bojowników. Okazało się, że 9 obecnych na spotkaniu mieszkańców tej ulicy jest za utrzymaniem nazwy Bojowników. W tej sytacji burmistrz Irena Krzyszkiewicz ogłosiła, że przedstawi Radzie Miejskiej stnowisko mieszkańców. Można założyć, że Rada Miejska uszanuje wolę mieszkańców tej ulicy i szykuje się wystąpienie do właściwego sądu (WSA) ze skargą na nieprzemyślaną decyzję wojewody. "Vox populi vox dei" - jak pisał mnich Alkuin. Inaczej: suweren zawsze ma rację.
W dyskusji o nazwie ulicy głos zabrali przedstawiciele tzw. "prawej" strony naszej lokalnej sceny politycznej. Ten margines naszej politycznej sceny reprezentowali znany wszystkim i ceniony wysoko w bardzo wąkich kręgach, wąskich tak, że aż niezauważalnych, znany bojownik o wolność i demokrację, zażarty antykomunista, słabiuteńki burmistrz (były na szczęście), gwóźdź do trumny każdego komitetu wyborczego, emeryt pragnący powrócić do polityki (a mało to nieszczęść na świecie?!), erudyta na wspak - Tadeusz Tutkalik, "Tutkiem" pospolicie zwany. Też osobnik ów mnie zdenerwował, bo raz, że chciał brać udział w głosowaniu pomimo, że tam nie mieszka (gen interncjonalizmu się odezwał?), a dwa to to, że był burmistrzem w latach 1990 - 94. A wówczas drodzy Państwo, dokonano zmian nazw 30 górowskich ulic. I jakoś panu "Tutkowi" (genetycznemu antykomuniście) nazwa ulicy Bojowników z niczym złym się nie kojarzyła. A tu nagle olśnienia dostał! Ze ZBOWiD - m mu się kojarzyć zaczęła. W tej sytuacji powiedziałem na głos, że w mojej ocenie jest on karierowiczem i że go nie lubię. W myśl zasady: co w mym serduszku, to i na moim delikatnym języczku. Przypomniałem to gwoździowi do trumny każdego komitetu wyborczego oraz fakt istnienia opracowania urbanistyczno - historycznego naszego miasta. Opracowanie to pochodzi z 1983 r. (wg niektórych prawicowych pajaców Polska wówczas nie istniała). W tym opracowniu fachowcy postulowali, by w powrócić do dawnych nazw ulic, które to nazwy były kompletnie neutrealne politycznie. I tak w przypadku ulicy Bojowników sugerowano nadanie jej historycznej nazwy Łaziebników. Z tej możliwości w latach bardzo kiepskich rządów pana "Tutka" nie skorzystano.
Niestrudzonemu bojownikowi o wolność i demokrację towarzyszył mgr Kamil Kutny. Poźno ten urodzony człowiek, zaczął mówić coś o świadomości historycznej mieszkańców. Poszedł na tak dalące skróty myślowe, że pytał dramatycznie z tanią emfazą w głosie: "Kto w 1949 roku mógł źle mówić o Związku Radzieckim?!" Taki poziom abstrakcji osiągnął sympatyk marginesu prawej strony lokalnej sceny politycznej. Jak by się przerzucił na malarstwo, to Picasso przy nim zblednie! I jak w proch się jeszcze nie rozpadł, to na pewno po namalowaniu pierwszego obrazu (np. "Jarosław Kaczyński w momencie internowania") nastąpiłoby to momentalnie. To by była najczystsza abstrakcja.
Radny powiatowy Grzegorz Akekasander Trojanek oraz radny miejski Tadeusz Biernacki trzeźwo zauważyli, że wojewoda odbiera kompetnencje samorządowi. Wg nich ingerencja w nazewnictwo ulic jest wkraczaniem w kompetencje samorządu gminnego. I mają rację.
A tym wszystkim, którzy dają się zwodzić syrenim (raczej baranim) głosom na temat reaktywacji szpitala, polecam pismo wojewody dolnośląskiego, które najpełniej obrazuje troskę wiadomej sitwy partyjnej o nasze zdrowie. I niech nikogo nie dziwi, że tak długo czeka się na pogotowie. Życzę przyjemnej lektury. I nie jest ona budująca.
Celem spotkania, które prowadziła burmistrz Irena Krzyszkiewicz, było poznanie opinii mieszkańców dawnej ulicy Bojowników na temat zmiany nazwy, która ich zaskoczyła. Żyjesz sobie spokojnie od lat na ulicy Bojowników a nagle budzisz się na Obrońców Lwowa. I nawet o tym nie wiesz. No coś tu jest nie tak.
Burmistrz Irena Krzyszkiewicz przedstawiła zebranym przyczynę zmiany nazwy ulicy dokonanej przez wojewodę. Następnie poprosiła, by każdy zainteresowany wypowiedział się na ten temat.
Dyskusję rozpoczęła pewna pani (osobiście mi nieznana), która opowiedziała o złamaniach swojej nogi i niegrzecznym przyjęciu w szpitalu w Lesznie. Stwierdziła, że nas tam nie lubią i spytała o szpital. Panią interesowało zagadnienie utraty szpitala. Siedząca obok niej koleżanka również nawiązała do tematu szpitala, co spowodowało u mnie pewną dozę konsternacji, gdyż jako rodowity górowianin miałem pewność, że szpital miał swą siedzibę przy ul. Hirszfelfda a nie Bojowników. Tylko czy w dzisiejszych czasach można być czegoś pewnym?
Burmistrz tłumaczyła obu paniom, i wszystkim zebranym, że szpital był powiatowy i nie leżał w jej kompetencjach. Wyjaśniała również, że gmina skierowała pismo do starostwa z propozycją przekazania gminie szpitala, ale ta inicjatywa została przez starostów "olana". Słowo "olana" jest mojego autorstwa.
A ja już wiedziałem, że w powietrzu unosi się zapaszek zgniłej, bo opartej na nierzetelności, złej woli i kłamstwie, kampanii wyborczej. Toteż porwany przez wewnętrzny gen prawdy i wrodzony wstręt do krętactwa zabrałem głos.
Rzekłem, że każdy kto będzie podczas kampanii wyborczej obiecywał górowianom szpital jest oszołomem, kłamcą i oszustem, i nie traktuje ich poważnie. Dodałem przy tym, że narażę się wielu osobom, ale trzeba mówić prawdę a nie ludzi kołować. I wyłożyłem swoje racje. Uwierzę w utworzenie szpitala, jak zobaczę kontrakt z NFZ. Po drugie: uwierzę, jak zobaczę umowy z lekarzami, którzy zapragną w nim poracować. A w Polsce lekarzy jest niedostatek. Wyliczyłem zebranym, że by otworzyć 4 oddziały trzeba mieć 4 lekarzy z II stopniem specjalizacji (ordynatorów). W Górze mamy takich dwóch: Stanisława Hoffmanna i Wacława Grzebielucha. Obaj - wielce zasłużeni dla górowian panowie - są już w wieku emerytalnym. Nawet jak załatwimy jeszcze dwóch lekarzy z II stopniem specjalizacji, to trzeba, by związać ich z Górą, zapewnić im mieszkania. Przecież nie będą mieszkali w klitkach na strychu szpitala? Gmina ma wybudować im domy? Dać mieszkania? I pielęgniarki, które oddano niczym ziemniaki złodziejom. Czy one zechcą wrócić? Wszak ułożyły sobie pracę zawodową na nowo. Pójdą na niepewne? Pielęgniarek też w kraju brakuje.
Wyrzuciłem to z siebie, bo szlag mnie trafia, jak słyszę szerzone na temat szpitala bzdury, wyborcze plewy. Fakty kochani! Tylko one się liczą. A te są nieubłagane.
I tu, na marginesie spotkania, zauważam, że trup szpitala staje się orężem w walce wyborczej. Harce na nieboszczyku do zabawnych nie należą. Ale puszcza się "oczko" do wyborców, pełne fałszu i ułudy. Niektórzy robią to z dość głupią premedytacją: ja cieszący się poparciem obecnie rządzącej sitwy partyjnej, stworzę Wam szpital, ale musicie na mnie głosować oraz na popierającą mnie sitwę również, bo inaczej zapomnijcie o szpitalu. Raz, że jest to mało zakamuflowany, kurewski szantaż wobec górowian. Dwa to to, że nie ma absolutnie żadnych gwarancji, że tak się stanie.
Najmniejszych gwarancji. Nawet jak NFZ da (raczej może obiecać, bo obecnie jest w rękach pewnej sitwy partyjnej) kontrakt, to w naszym kraju nie ma jeszcze (na szczęście) nakazu pracy, na mocy którego każe się w górowskim szpitalu pracować lekarzom i pielęgniarkom. Tak, że ten punkt (szpital) każdego programu wyborczego jest oszustwem i kantem czystej wody i liczeniem na to, że wyborcy to idioci, półgłówki i debile.
Moim skromnym zdaniem jedyną szansą stworzenia szpitala - niekoniecznie 4 oddziałowego na początek - jest partnerstwo publiczno - prawne w tym zakresie. Mówię tu o prywatnych podmiotach gospodarczych (najlepiej medycznych) oraz gminie (ewentualnie gminach) zainteresowanych istnieniem szpitala w Górze.
Powróćmy jednak do nazwy ulicy. Przeprowadzono głosowanie. W głosowaniu mogli wziąć udział tylko mieszkańcy dawnej ulicy Bojowników. Okazało się, że 9 obecnych na spotkaniu mieszkańców tej ulicy jest za utrzymaniem nazwy Bojowników. W tej sytacji burmistrz Irena Krzyszkiewicz ogłosiła, że przedstawi Radzie Miejskiej stnowisko mieszkańców. Można założyć, że Rada Miejska uszanuje wolę mieszkańców tej ulicy i szykuje się wystąpienie do właściwego sądu (WSA) ze skargą na nieprzemyślaną decyzję wojewody. "Vox populi vox dei" - jak pisał mnich Alkuin. Inaczej: suweren zawsze ma rację.
W dyskusji o nazwie ulicy głos zabrali przedstawiciele tzw. "prawej" strony naszej lokalnej sceny politycznej. Ten margines naszej politycznej sceny reprezentowali znany wszystkim i ceniony wysoko w bardzo wąkich kręgach, wąskich tak, że aż niezauważalnych, znany bojownik o wolność i demokrację, zażarty antykomunista, słabiuteńki burmistrz (były na szczęście), gwóźdź do trumny każdego komitetu wyborczego, emeryt pragnący powrócić do polityki (a mało to nieszczęść na świecie?!), erudyta na wspak - Tadeusz Tutkalik, "Tutkiem" pospolicie zwany. Też osobnik ów mnie zdenerwował, bo raz, że chciał brać udział w głosowaniu pomimo, że tam nie mieszka (gen interncjonalizmu się odezwał?), a dwa to to, że był burmistrzem w latach 1990 - 94. A wówczas drodzy Państwo, dokonano zmian nazw 30 górowskich ulic. I jakoś panu "Tutkowi" (genetycznemu antykomuniście) nazwa ulicy Bojowników z niczym złym się nie kojarzyła. A tu nagle olśnienia dostał! Ze ZBOWiD - m mu się kojarzyć zaczęła. W tej sytuacji powiedziałem na głos, że w mojej ocenie jest on karierowiczem i że go nie lubię. W myśl zasady: co w mym serduszku, to i na moim delikatnym języczku. Przypomniałem to gwoździowi do trumny każdego komitetu wyborczego oraz fakt istnienia opracowania urbanistyczno - historycznego naszego miasta. Opracowanie to pochodzi z 1983 r. (wg niektórych prawicowych pajaców Polska wówczas nie istniała). W tym opracowniu fachowcy postulowali, by w powrócić do dawnych nazw ulic, które to nazwy były kompletnie neutrealne politycznie. I tak w przypadku ulicy Bojowników sugerowano nadanie jej historycznej nazwy Łaziebników. Z tej możliwości w latach bardzo kiepskich rządów pana "Tutka" nie skorzystano.
Niestrudzonemu bojownikowi o wolność i demokrację towarzyszył mgr Kamil Kutny. Poźno ten urodzony człowiek, zaczął mówić coś o świadomości historycznej mieszkańców. Poszedł na tak dalące skróty myślowe, że pytał dramatycznie z tanią emfazą w głosie: "Kto w 1949 roku mógł źle mówić o Związku Radzieckim?!" Taki poziom abstrakcji osiągnął sympatyk marginesu prawej strony lokalnej sceny politycznej. Jak by się przerzucił na malarstwo, to Picasso przy nim zblednie! I jak w proch się jeszcze nie rozpadł, to na pewno po namalowaniu pierwszego obrazu (np. "Jarosław Kaczyński w momencie internowania") nastąpiłoby to momentalnie. To by była najczystsza abstrakcja.
Radny powiatowy Grzegorz Akekasander Trojanek oraz radny miejski Tadeusz Biernacki trzeźwo zauważyli, że wojewoda odbiera kompetnencje samorządowi. Wg nich ingerencja w nazewnictwo ulic jest wkraczaniem w kompetencje samorządu gminnego. I mają rację.
A tym wszystkim, którzy dają się zwodzić syrenim (raczej baranim) głosom na temat reaktywacji szpitala, polecam pismo wojewody dolnośląskiego, które najpełniej obrazuje troskę wiadomej sitwy partyjnej o nasze zdrowie. I niech nikogo nie dziwi, że tak długo czeka się na pogotowie. Życzę przyjemnej lektury. I nie jest ona budująca.
piątek, 24 sierpnia 2018
Wyimaginowane upiory przeszłości
W "Dzienniku urzędowym województwa dolnośląskiego " opublikowanym 30 lipca 2018 r. (poz. 3831), ukazało się "Zarządzenie zastępcze" wojewody dolnośląskiego z 27 lipca w sprawie zmniany nazwy ulicy w naszym mieście.
W czwartek (23 sierpnia) odbyła się tzw. "szybka sesja". Radni w liczbie 17 zgromadzili się, aby przegłosować zmianę nazwy ulicy w okręgu nr 6 a obwód nr 5. Rzecz dotyczy ul. Bojowników o Wolność i Demokrację. Decyzją wojewody otrzymała ona nową nazwę i brzmi ona Obrońców Lwowa.
Decyzja wojewody podjęta zodstała na skutek interwencji wrocławskiego IPN - u. Pracownicy tej instytucji - a za nimi wojewoda - doszli bowiem do wniosku, że: " (...) nazwa przedmiotowej ulicy bezpośrednio nawiązuje do związku kombatanckiego, utworzonego w 1949 r. przez władze komunistyczne Związku Bojowników o Wolność i Demokrację." W uzasadnieniu decyzji czytamy m.in. także: "ZBoWiD, jako jedyna koncesjonowana organizacja kombatancka, był szeroko wykorzystywany przez partię komunistyczną w działaniach propagandowych."
Konia z rzędem tym górowianom, którzy nazwę ul. Bojowników o Wolność i Demokrację kojarzyli z przywołanym w uzasadnieniu wojewody ZBoWiD - m.
Historię nazwy tej ulicy, w oparciu o źródła a nie domniemania i bardzo wolne skojarzenia, tak wolne, że aż absurdalne, przedstawiono w "Kwartalniku Górowskim" nr 36/2011, co zreferowałem Radzie Miejskiej. Na stronie XXII odnalazłem tam taką informację i przedstawiłem ją zebranym:
"21 października 1949 r. na posiedzeniu Miejskiej Rady Narodowej w Górze jednogłośnie postanowiono przemianować odcinek ul. Żeromskiego, od budynku poczty do pl. Wolności (obecnie pl. Bolesława Chrobrego), na ul. Bojowników o Wolność i Demokrację (uchwała nr 225). Uczyniono to na wniosek Zarządu Powiatowego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację w Górze z dnia 21 września 1949 r. Został on złożony w związku z 10. rocznicą napadu hitlerowskiego na Polskę. Wnioskodawcy chcieli w ten sposób uczcić bojowników o wolność i demokrację."
Autor artykułu, którym jest nasz najlepszy znawca i propagator lokalnej historii Mirosław Żłobiński, w naukowych przypisach powołuje się na dokumenty z Archiwum Państwowego we Wrocławiu.
Tak więc intencją członków ZBOWiD - u nie było uczczenie w ten sposób ich organizacji, ale 10 - lecia agresji Niemiec na Polskę. Skąd więc te dziwne skojarzenie wojewody i IPN?
Można to tłumczyć różnie. Dla mnie jest to nadgorliwość zwana niegdyś "czujnością rewolucyjną". Ta czujność szła zawsze w parze z niedostatkami wiedzy, co w tym przypadku wyraźnie widać, jak też zaczadzeniem mózgu jakąś ideologią. W tym porzypadku rzekomo prawicową.
Tylko jakoś tym antykomunistom z IPN - u czy też wojewodzie, członkowi wiadomej sitwy partyjnej (bo w mojej ocenie w naszej rzeczywistość każda partia to nic innego) kompletnie nie przeszkadza obecność w ich szeregach żywego reliktu komunizmu, który najbardziej rzuca się w oczy, czyli prokuratora stanu wojennego nijakiego Stanisława Piotrowskiego. Jakoś łykają tę nieciekawą postać w roli przewodniczącego sejmowej komisji sprawiedliwości i nie czują doń wstrętu czy obrzydzenia. I w tym miejscu nasuwa mi się na myśl niesławny Hermann Göring, który stwierdził niegdyś: "Ja ustalam, kto jest Żydem!" Czyżby w tej sitwie partyjnej też ktoś ustalał kto jest a kto nie jest komunistą?! To amoralne i głupie.
Wróćmy jednak ad rem.
Nie ma co ukrywać, że decyzja wojewody entuzjazmu wśród radnych nie wzbudziła. Ba! Zachodziła obawa, że radni uchwały o wpisaniu zmiany nazwy ulicy w obwodzie miejskim nr 5 nie zaakceptują. Wkurzyli się, że wojewoda decyduje za nich. Wszak wyłączną kompetncją Rady Miejskiej jest wg art. 18 ust. 2 pkt 13 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz.U. z 2001 r. nr 142, poz. 1591 ze zm.) podejmowanie uchwał w sprawach nazw ulic i placów będących drogami publicznymi lub nazw dróg wewnętrznych w rozumieniu ustawy z 21 marca 1985 r. drogach publicznych (Dz.U. z 2007 r. nr 19, poz. 115 ze zm).
Do akcji musiała wkroczyć burmistrz, która zaapelowała do radnych o przyjęcie uchwały zminiające nazwę ulicy w obwodzie miejskim nr 5. Szefowa gminy argumentowała, że nieprzyjęcie uchwały o zmianie nazwy ulicy w okręgu wyborczym uniemożliwi przxeprowadzenie tam wyborów. W tej sytuacji wdumano wyjście salomonowe. Jeden ochotnik (z musu) mniał zagłosować za a reszta radnych się wstrzymać. Za były 2 głosy a 15 radnych się wstrzymało.
Według zapowiedzi burmistrz Ireny Krezyszkiewicz sprawa się jednak na tym nie skończy. Przy tej ulicy mieszka 25 rodzin i mieści się 6 podmiotów gospodarczych. Wiadomo, co zmiana nazwy ulicy dla nich znaczy. Burmistrz obwieściła, że 28 sierpnia (wtorek) o godz. 16 w sali nr 111 UMiG odbędzie się spotkanie z mieszkańcami i przedsiębiorcami z tej ulicy, którego celem będzie konsultacja zaistniałej sytuacji. W przypadku opowiedzenie się przez zainteresowanych przeciw zmianie nazwy ulicy w dwa dni później odbędzie się sesja, na której radni zadecydują, co dalej. Zostaje radzie jeszcze droga sądowa, bo jak Państwo widzą decyzja wojewody podjęta została na fałszywych podstawach.
W czwartek (23 sierpnia) odbyła się tzw. "szybka sesja". Radni w liczbie 17 zgromadzili się, aby przegłosować zmianę nazwy ulicy w okręgu nr 6 a obwód nr 5. Rzecz dotyczy ul. Bojowników o Wolność i Demokrację. Decyzją wojewody otrzymała ona nową nazwę i brzmi ona Obrońców Lwowa.
Decyzja wojewody podjęta zodstała na skutek interwencji wrocławskiego IPN - u. Pracownicy tej instytucji - a za nimi wojewoda - doszli bowiem do wniosku, że: " (...) nazwa przedmiotowej ulicy bezpośrednio nawiązuje do związku kombatanckiego, utworzonego w 1949 r. przez władze komunistyczne Związku Bojowników o Wolność i Demokrację." W uzasadnieniu decyzji czytamy m.in. także: "ZBoWiD, jako jedyna koncesjonowana organizacja kombatancka, był szeroko wykorzystywany przez partię komunistyczną w działaniach propagandowych."
Konia z rzędem tym górowianom, którzy nazwę ul. Bojowników o Wolność i Demokrację kojarzyli z przywołanym w uzasadnieniu wojewody ZBoWiD - m.
Historię nazwy tej ulicy, w oparciu o źródła a nie domniemania i bardzo wolne skojarzenia, tak wolne, że aż absurdalne, przedstawiono w "Kwartalniku Górowskim" nr 36/2011, co zreferowałem Radzie Miejskiej. Na stronie XXII odnalazłem tam taką informację i przedstawiłem ją zebranym:
"21 października 1949 r. na posiedzeniu Miejskiej Rady Narodowej w Górze jednogłośnie postanowiono przemianować odcinek ul. Żeromskiego, od budynku poczty do pl. Wolności (obecnie pl. Bolesława Chrobrego), na ul. Bojowników o Wolność i Demokrację (uchwała nr 225). Uczyniono to na wniosek Zarządu Powiatowego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację w Górze z dnia 21 września 1949 r. Został on złożony w związku z 10. rocznicą napadu hitlerowskiego na Polskę. Wnioskodawcy chcieli w ten sposób uczcić bojowników o wolność i demokrację."
Autor artykułu, którym jest nasz najlepszy znawca i propagator lokalnej historii Mirosław Żłobiński, w naukowych przypisach powołuje się na dokumenty z Archiwum Państwowego we Wrocławiu.
Tak więc intencją członków ZBOWiD - u nie było uczczenie w ten sposób ich organizacji, ale 10 - lecia agresji Niemiec na Polskę. Skąd więc te dziwne skojarzenie wojewody i IPN?
Można to tłumczyć różnie. Dla mnie jest to nadgorliwość zwana niegdyś "czujnością rewolucyjną". Ta czujność szła zawsze w parze z niedostatkami wiedzy, co w tym przypadku wyraźnie widać, jak też zaczadzeniem mózgu jakąś ideologią. W tym porzypadku rzekomo prawicową.
Tylko jakoś tym antykomunistom z IPN - u czy też wojewodzie, członkowi wiadomej sitwy partyjnej (bo w mojej ocenie w naszej rzeczywistość każda partia to nic innego) kompletnie nie przeszkadza obecność w ich szeregach żywego reliktu komunizmu, który najbardziej rzuca się w oczy, czyli prokuratora stanu wojennego nijakiego Stanisława Piotrowskiego. Jakoś łykają tę nieciekawą postać w roli przewodniczącego sejmowej komisji sprawiedliwości i nie czują doń wstrętu czy obrzydzenia. I w tym miejscu nasuwa mi się na myśl niesławny Hermann Göring, który stwierdził niegdyś: "Ja ustalam, kto jest Żydem!" Czyżby w tej sitwie partyjnej też ktoś ustalał kto jest a kto nie jest komunistą?! To amoralne i głupie.
Wróćmy jednak ad rem.
Nie ma co ukrywać, że decyzja wojewody entuzjazmu wśród radnych nie wzbudziła. Ba! Zachodziła obawa, że radni uchwały o wpisaniu zmiany nazwy ulicy w obwodzie miejskim nr 5 nie zaakceptują. Wkurzyli się, że wojewoda decyduje za nich. Wszak wyłączną kompetncją Rady Miejskiej jest wg art. 18 ust. 2 pkt 13 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz.U. z 2001 r. nr 142, poz. 1591 ze zm.) podejmowanie uchwał w sprawach nazw ulic i placów będących drogami publicznymi lub nazw dróg wewnętrznych w rozumieniu ustawy z 21 marca 1985 r. drogach publicznych (Dz.U. z 2007 r. nr 19, poz. 115 ze zm).
Do akcji musiała wkroczyć burmistrz, która zaapelowała do radnych o przyjęcie uchwały zminiające nazwę ulicy w obwodzie miejskim nr 5. Szefowa gminy argumentowała, że nieprzyjęcie uchwały o zmianie nazwy ulicy w okręgu wyborczym uniemożliwi przxeprowadzenie tam wyborów. W tej sytuacji wdumano wyjście salomonowe. Jeden ochotnik (z musu) mniał zagłosować za a reszta radnych się wstrzymać. Za były 2 głosy a 15 radnych się wstrzymało.
Według zapowiedzi burmistrz Ireny Krezyszkiewicz sprawa się jednak na tym nie skończy. Przy tej ulicy mieszka 25 rodzin i mieści się 6 podmiotów gospodarczych. Wiadomo, co zmiana nazwy ulicy dla nich znaczy. Burmistrz obwieściła, że 28 sierpnia (wtorek) o godz. 16 w sali nr 111 UMiG odbędzie się spotkanie z mieszkańcami i przedsiębiorcami z tej ulicy, którego celem będzie konsultacja zaistniałej sytuacji. W przypadku opowiedzenie się przez zainteresowanych przeciw zmianie nazwy ulicy w dwa dni później odbędzie się sesja, na której radni zadecydują, co dalej. Zostaje radzie jeszcze droga sądowa, bo jak Państwo widzą decyzja wojewody podjęta została na fałszywych podstawach.
niedziela, 19 sierpnia 2018
Gra w palanta
Cytat z portlu "elki": "Panowie starostowie mają odwagę i tłumaczą realia. Niestety ci co twierdza , że prawda jest inna - tylko krytykują , krzyczą, piszą. I nikt nie słyszał realnych powtarzam realnych wskazówek, pomysłów tylko przedwyborczy bełkot."
Rozgorzała dyskusja o przeputanym przez tzw. "starostów" naszym szpitalu. Tzw. "starostowie" usiłują się nieudolnie wytłumaczyć z podarowania naszego szpitala PCZ z Wrocławia. Czytając ich wypowiedzi okazuje się, że winni są "inni", ale nie oni. I tak winni są dyrektorzy szpitala, którzy zarabiali 20 tys. zł. Zapomnieli jednak dodać, że wybrany przez nich dyrektor - spadochroniarz z Wrocławia przesrał kontrakt na pogotowie ratunkowe o wysokości ok. 1 mln zł. Z tego kontraktu naszemu szpitalowi zostawało ok. 0,5 mln zł. Skleroza czy starcza demencja?
Zapomnieli też, oczywiście przez czysty przypadek, wytłumaczyć się, jak doszło do podpisania tak skndalicznego aktu notarialnego, na mocy którego złodzieje z PCZ otrzymali na własność szpital przed zapłatą za niego.
Zapomnieli też - oczywiście przpadkowo - przypomnieć, ja to zachwalali PCZ i roztaczali wizję szpitala, w którym to - nieomal! - lekarze mieli całować pacjentów w wiadome miejsce a pielęgniarki zarabiać krocie.
Zapomnieli też przypomnieć, ja zamykano oddziały w naszymn szpitalu, za zamknięcie których PCZ miał płacić 1 mln zł od sztuki. Według tegoż nieszczęsnego aktu notarialnego. Gdzie ta kasa!?
I rację ma tu autor wpisu na portalu "elki": "WIEEELKA KIEŁBASA WYBORCZA Z OSŁA DLA OSŁA."
Proszę wczytać się w wypowiedzi tzw. "starostów", które mają zasiać w Czytelnikach nadzieję (raczej płonną) a im nadać blasku mężów odrodzenia szpitala. Otóż to nie starostwo będzie właścicielem szpitala a syndyk (zapewne z Poznania). Tzw. "starostowie" w tej rozgrywce kompletnie się nie liczą. Są z niej wytautowani, bo nie mają żadnego prawa do budynku szpitala. To nie jest dla nas minus, bo dowiedli oni niezbicie, że ich naturze obca jest boska umniejętność budowania i tworzenia. Ich świat to rujnowanie, burzenie i bezmyślność.
Wizja odtworzenia szpitala snuta przez tzw.: "starostów" (halucynacje?) opiera się na tak samo mocnych podstawach, jak moja wiara w ich inteligencję (w tym temacie jestem absolutnie niewierzący). Obecnie budynek po szpitalu wart jest dla syndyków 0 zł. Powód: brak kontraktu z NFZ. Wyposażenie szpiala zniknęło. Pielęgniarki i inny personel zostały oddane złodziejom niczym worek ziemniaków. W myśl zasad liberalizmu tzw. "starosta" (ten łysy), tłumaczył, że nie można wiązać rąk inwetorowi (złodziejom) nakazaniem im zatrudniania personelu na jakiś czas. Tak więc personel rozpędzono po wszystkich ościennych szpitalach.
Oczywiście, personel zachował to w swej wdzięcznej pamięci i z całą pewnością na wezwanie tzw. "starostów" podejmie pracę w szpitalu cudem sprawionym i przez syndyka przywróconym. O niczym innym przecież nasze pielęgniarki nie śnią dniem i nocą? Nieprawdaż, drogie Panie?
Oczywiście autorytet tzew. "starostów", ich ogólna popularność i sława spowodują, iż do nowego szpitala masowo zgłoszą się do pracy lekarze. Chociaż w całym kreaju ich brakuje, to akurat marzą oni o pracy w Górze. Perspektywa ta nęci ich i spać po nocach nie daje. Co to znaczy czterech ordynatorów z II stopniem specjalizacji, po jednym na każdy oddział? I kilkunastu lekarzy? To jest betka! Wszak wśród lekarzy bezrobocie! Nie to, co u politologów! Nawiasem mówiąc polska polityka politologami stoi i dlatego tak żałośnie wygląda.
No i jeszcze kontrakt z NFZ, bo do prywatnych placówek to oni jakoś nie chcą się dokładać. Przykład: "Ventriculus" Leszno - szpital. Ale wiadomno, że jak wiadoma sitwa partyjna dojdzie w Górze do władzy, to Ministerstwo Zdrowia już na drugi dzień zmieni swą politykę. Tak, że to nie problem.
Najbardziej w mętnych wywodach tzw.: "strarostów" ubawiło mnie takie wyznanie: "Zaufaliśmy im my, inne powiaty, spółki Skarbu Państwa, a nawet bank - wyjaśnia i przypomina starosta".
To wyznanie mnie na kolana rzuciło! Ale alibi dla własnej głupoty znaleźli! Przekładając na język potoczny tą głupią wypowiedź, rzec można, że na swoje usprawiedliwienie mają fakt, iż byli też inni idioci.
A mądrzy, górowscy ludzie nie przestrzegali, kurwa mać?! Nie ostrzegali panowie Grzebieluch, Hoffmann, Kalinowski, Józefiak, Stanisławski, Trojanek? To ludzie, którzy zdecydowanie intelektem, wiedzą i doświadczeniem górowali, górują i będą górować nad tzw. "starostami". Ale się ich nie słuchało. Myślało się, że jak się zostało kim się zostało, to i rozumu przybyło. A gówno! W Środzie Śl. jakoś nie oddano aktem notarialnym na własność budynku szpitala szajce z Wrocławia. Tak, że proszę nie dopisywać ich do szzeregu palantów.
I jednej rzeczy zabrakło w tym bzdurotwórczym słowotoku tzw. "starostów". Słowa: przepraszamy. Wszytko więc jest o.k
Rozgorzała dyskusja o przeputanym przez tzw. "starostów" naszym szpitalu. Tzw. "starostowie" usiłują się nieudolnie wytłumaczyć z podarowania naszego szpitala PCZ z Wrocławia. Czytając ich wypowiedzi okazuje się, że winni są "inni", ale nie oni. I tak winni są dyrektorzy szpitala, którzy zarabiali 20 tys. zł. Zapomnieli jednak dodać, że wybrany przez nich dyrektor - spadochroniarz z Wrocławia przesrał kontrakt na pogotowie ratunkowe o wysokości ok. 1 mln zł. Z tego kontraktu naszemu szpitalowi zostawało ok. 0,5 mln zł. Skleroza czy starcza demencja?
Zapomnieli też, oczywiście przez czysty przypadek, wytłumaczyć się, jak doszło do podpisania tak skndalicznego aktu notarialnego, na mocy którego złodzieje z PCZ otrzymali na własność szpital przed zapłatą za niego.
Zapomnieli też - oczywiście przpadkowo - przypomnieć, ja to zachwalali PCZ i roztaczali wizję szpitala, w którym to - nieomal! - lekarze mieli całować pacjentów w wiadome miejsce a pielęgniarki zarabiać krocie.
Zapomnieli też przypomnieć, ja zamykano oddziały w naszymn szpitalu, za zamknięcie których PCZ miał płacić 1 mln zł od sztuki. Według tegoż nieszczęsnego aktu notarialnego. Gdzie ta kasa!?
I rację ma tu autor wpisu na portalu "elki": "WIEEELKA KIEŁBASA WYBORCZA Z OSŁA DLA OSŁA."
Proszę wczytać się w wypowiedzi tzw. "starostów", które mają zasiać w Czytelnikach nadzieję (raczej płonną) a im nadać blasku mężów odrodzenia szpitala. Otóż to nie starostwo będzie właścicielem szpitala a syndyk (zapewne z Poznania). Tzw. "starostowie" w tej rozgrywce kompletnie się nie liczą. Są z niej wytautowani, bo nie mają żadnego prawa do budynku szpitala. To nie jest dla nas minus, bo dowiedli oni niezbicie, że ich naturze obca jest boska umniejętność budowania i tworzenia. Ich świat to rujnowanie, burzenie i bezmyślność.
Wizja odtworzenia szpitala snuta przez tzw.: "starostów" (halucynacje?) opiera się na tak samo mocnych podstawach, jak moja wiara w ich inteligencję (w tym temacie jestem absolutnie niewierzący). Obecnie budynek po szpitalu wart jest dla syndyków 0 zł. Powód: brak kontraktu z NFZ. Wyposażenie szpiala zniknęło. Pielęgniarki i inny personel zostały oddane złodziejom niczym worek ziemniaków. W myśl zasad liberalizmu tzw. "starosta" (ten łysy), tłumaczył, że nie można wiązać rąk inwetorowi (złodziejom) nakazaniem im zatrudniania personelu na jakiś czas. Tak więc personel rozpędzono po wszystkich ościennych szpitalach.
Oczywiście, personel zachował to w swej wdzięcznej pamięci i z całą pewnością na wezwanie tzw. "starostów" podejmie pracę w szpitalu cudem sprawionym i przez syndyka przywróconym. O niczym innym przecież nasze pielęgniarki nie śnią dniem i nocą? Nieprawdaż, drogie Panie?
Oczywiście autorytet tzew. "starostów", ich ogólna popularność i sława spowodują, iż do nowego szpitala masowo zgłoszą się do pracy lekarze. Chociaż w całym kreaju ich brakuje, to akurat marzą oni o pracy w Górze. Perspektywa ta nęci ich i spać po nocach nie daje. Co to znaczy czterech ordynatorów z II stopniem specjalizacji, po jednym na każdy oddział? I kilkunastu lekarzy? To jest betka! Wszak wśród lekarzy bezrobocie! Nie to, co u politologów! Nawiasem mówiąc polska polityka politologami stoi i dlatego tak żałośnie wygląda.
No i jeszcze kontrakt z NFZ, bo do prywatnych placówek to oni jakoś nie chcą się dokładać. Przykład: "Ventriculus" Leszno - szpital. Ale wiadomno, że jak wiadoma sitwa partyjna dojdzie w Górze do władzy, to Ministerstwo Zdrowia już na drugi dzień zmieni swą politykę. Tak, że to nie problem.
Najbardziej w mętnych wywodach tzw.: "strarostów" ubawiło mnie takie wyznanie: "Zaufaliśmy im my, inne powiaty, spółki Skarbu Państwa, a nawet bank - wyjaśnia i przypomina starosta".
To wyznanie mnie na kolana rzuciło! Ale alibi dla własnej głupoty znaleźli! Przekładając na język potoczny tą głupią wypowiedź, rzec można, że na swoje usprawiedliwienie mają fakt, iż byli też inni idioci.
A mądrzy, górowscy ludzie nie przestrzegali, kurwa mać?! Nie ostrzegali panowie Grzebieluch, Hoffmann, Kalinowski, Józefiak, Stanisławski, Trojanek? To ludzie, którzy zdecydowanie intelektem, wiedzą i doświadczeniem górowali, górują i będą górować nad tzw. "starostami". Ale się ich nie słuchało. Myślało się, że jak się zostało kim się zostało, to i rozumu przybyło. A gówno! W Środzie Śl. jakoś nie oddano aktem notarialnym na własność budynku szpitala szajce z Wrocławia. Tak, że proszę nie dopisywać ich do szzeregu palantów.
I jednej rzeczy zabrakło w tym bzdurotwórczym słowotoku tzw. "starostów". Słowa: przepraszamy. Wszytko więc jest o.k
poniedziałek, 13 sierpnia 2018
Koń paradny
Od wielu dni i nocy męczyło mnie przeczucie, że czegoś ważnego nie dostrzegłem. Bezsenne noce, dni w poszukiwaniu czegoś nieokreślonego. I dzisiejszego ranka: eureka! Zdałem sobie jasno i przeraźliwie sprawę z powodów moich mąk egzystencjonalnych. Toż Naczelnik naszego pięknego kraju ma feler jasny i oczywisty! Kościuszko miał konia, Piłsudski kobyłę a Jarosław? Jarosław ma tylko drabinkę, z której przemawia podczas comiesięcznych sabatów dla niepoznaki zwanych miesięcznicami.
Jak funkcjonować może naczelnik bez konia?! W żadnym wypadku nie może! Toteż czując się w obowiązku - jako prawdziwy patriota i Polak - by tę krzyczącą niesprawiedliwość naprawić i krzywdę wyrządzoną Naczelnikowi wyrównać, zdobyłem konia. A sił nie szczędziłem! I udało się. Naczelnik będzie miał konia o imieniu Antonina. Rumak bezpieczny, nie narowisty, niewysoki (podobnie jak Naczelnik), trochę sfatygowany życiem (jak Naczelnik), wypłowiały i wyleniały (na wzór Naczelnika), niemłody ale i nie starszy od Naczelnika. Jednym słowem rumak na miarę Naczelnika. Można rzec, że jakby stworzony pod niego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

