W "Dzienniku urzędowym województwa dolnośląskiego " opublikowanym 30 lipca 2018 r. (poz. 3831), ukazało się "Zarządzenie zastępcze" wojewody dolnośląskiego z 27 lipca w sprawie zmniany nazwy ulicy w naszym mieście.
W czwartek (23 sierpnia) odbyła się tzw. "szybka sesja". Radni w liczbie 17 zgromadzili się, aby przegłosować zmianę nazwy ulicy w okręgu nr 6 a obwód nr 5. Rzecz dotyczy ul. Bojowników o Wolność i Demokrację. Decyzją wojewody otrzymała ona nową nazwę i brzmi ona Obrońców Lwowa.
Decyzja wojewody podjęta zodstała na skutek interwencji wrocławskiego IPN - u. Pracownicy tej instytucji - a za nimi wojewoda - doszli bowiem do wniosku, że: " (...) nazwa przedmiotowej ulicy bezpośrednio nawiązuje do związku kombatanckiego, utworzonego w 1949 r. przez władze komunistyczne Związku Bojowników o Wolność i Demokrację." W uzasadnieniu decyzji czytamy m.in. także: "ZBoWiD, jako jedyna koncesjonowana organizacja kombatancka, był szeroko wykorzystywany przez partię komunistyczną w działaniach propagandowych."
Konia z rzędem tym górowianom, którzy nazwę ul. Bojowników o Wolność i Demokrację kojarzyli z przywołanym w uzasadnieniu wojewody ZBoWiD - m.
Historię nazwy tej ulicy, w oparciu o źródła a nie domniemania i bardzo wolne skojarzenia, tak wolne, że aż absurdalne, przedstawiono w "Kwartalniku Górowskim" nr 36/2011, co zreferowałem Radzie Miejskiej. Na stronie XXII odnalazłem tam taką informację i przedstawiłem ją zebranym:
"21 października 1949 r. na posiedzeniu Miejskiej Rady Narodowej w Górze jednogłośnie postanowiono przemianować odcinek ul. Żeromskiego, od budynku poczty do pl. Wolności (obecnie pl. Bolesława Chrobrego), na ul. Bojowników o Wolność i Demokrację (uchwała nr 225). Uczyniono to na wniosek Zarządu Powiatowego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację w Górze z dnia 21 września 1949 r. Został on złożony w związku z 10. rocznicą napadu hitlerowskiego na Polskę. Wnioskodawcy chcieli w ten sposób uczcić bojowników o wolność i demokrację."
Autor artykułu, którym jest nasz najlepszy znawca i propagator lokalnej historii Mirosław Żłobiński, w naukowych przypisach powołuje się na dokumenty z Archiwum Państwowego we Wrocławiu.
Tak więc intencją członków ZBOWiD - u nie było uczczenie w ten sposób ich organizacji, ale 10 - lecia agresji Niemiec na Polskę. Skąd więc te dziwne skojarzenie wojewody i IPN?
Można to tłumczyć różnie. Dla mnie jest to nadgorliwość zwana niegdyś "czujnością rewolucyjną". Ta czujność szła zawsze w parze z niedostatkami wiedzy, co w tym przypadku wyraźnie widać, jak też zaczadzeniem mózgu jakąś ideologią. W tym porzypadku rzekomo prawicową.
Tylko jakoś tym antykomunistom z IPN - u czy też wojewodzie, członkowi wiadomej sitwy partyjnej (bo w mojej ocenie w naszej rzeczywistość każda partia to nic innego) kompletnie nie przeszkadza obecność w ich szeregach żywego reliktu komunizmu, który najbardziej rzuca się w oczy, czyli prokuratora stanu wojennego nijakiego Stanisława Piotrowskiego. Jakoś łykają tę nieciekawą postać w roli przewodniczącego sejmowej komisji sprawiedliwości i nie czują doń wstrętu czy obrzydzenia. I w tym miejscu nasuwa mi się na myśl niesławny Hermann Göring, który stwierdził niegdyś: "Ja ustalam, kto jest Żydem!" Czyżby w tej sitwie partyjnej też ktoś ustalał kto jest a kto nie jest komunistą?! To amoralne i głupie.
Wróćmy jednak ad rem.
Nie ma co ukrywać, że decyzja wojewody entuzjazmu wśród radnych nie wzbudziła. Ba! Zachodziła obawa, że radni uchwały o wpisaniu zmiany nazwy ulicy w obwodzie miejskim nr 5 nie zaakceptują. Wkurzyli się, że wojewoda decyduje za nich. Wszak wyłączną kompetncją Rady Miejskiej jest wg art. 18 ust. 2 pkt 13 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz.U. z 2001 r. nr 142, poz. 1591 ze zm.) podejmowanie uchwał w sprawach nazw ulic i placów będących drogami publicznymi lub nazw dróg wewnętrznych w rozumieniu ustawy z 21 marca 1985 r. drogach publicznych (Dz.U. z 2007 r. nr 19, poz. 115 ze zm).
Do akcji musiała wkroczyć burmistrz, która zaapelowała do radnych o przyjęcie uchwały zminiające nazwę ulicy w obwodzie miejskim nr 5. Szefowa gminy argumentowała, że nieprzyjęcie uchwały o zmianie nazwy ulicy w okręgu wyborczym uniemożliwi przxeprowadzenie tam wyborów. W tej sytuacji wdumano wyjście salomonowe. Jeden ochotnik (z musu) mniał zagłosować za a reszta radnych się wstrzymać. Za były 2 głosy a 15 radnych się wstrzymało.
Według zapowiedzi burmistrz Ireny Krezyszkiewicz sprawa się jednak na tym nie skończy. Przy tej ulicy mieszka 25 rodzin i mieści się 6 podmiotów gospodarczych. Wiadomo, co zmiana nazwy ulicy dla nich znaczy. Burmistrz obwieściła, że 28 sierpnia (wtorek) o godz. 16 w sali nr 111 UMiG odbędzie się spotkanie z mieszkańcami i przedsiębiorcami z tej ulicy, którego celem będzie konsultacja zaistniałej sytuacji. W przypadku opowiedzenie się przez zainteresowanych przeciw zmianie nazwy ulicy w dwa dni później odbędzie się sesja, na której radni zadecydują, co dalej. Zostaje radzie jeszcze droga sądowa, bo jak Państwo widzą decyzja wojewody podjęta została na fałszywych podstawach.
"Jak ktoś żyje z tego, że zwalcza wroga, jest zainteresowany tym, aby wróg pozostał przy życiu". KONTAKT: robert.mazulewicz@gmail.com tel. 883 793 645. Gwarantuję 100% dyskrecji.
piątek, 24 sierpnia 2018
niedziela, 19 sierpnia 2018
Gra w palanta
Cytat z portlu "elki": "Panowie starostowie mają odwagę i tłumaczą realia. Niestety ci co twierdza , że prawda jest inna - tylko krytykują , krzyczą, piszą. I nikt nie słyszał realnych powtarzam realnych wskazówek, pomysłów tylko przedwyborczy bełkot."
Rozgorzała dyskusja o przeputanym przez tzw. "starostów" naszym szpitalu. Tzw. "starostowie" usiłują się nieudolnie wytłumaczyć z podarowania naszego szpitala PCZ z Wrocławia. Czytając ich wypowiedzi okazuje się, że winni są "inni", ale nie oni. I tak winni są dyrektorzy szpitala, którzy zarabiali 20 tys. zł. Zapomnieli jednak dodać, że wybrany przez nich dyrektor - spadochroniarz z Wrocławia przesrał kontrakt na pogotowie ratunkowe o wysokości ok. 1 mln zł. Z tego kontraktu naszemu szpitalowi zostawało ok. 0,5 mln zł. Skleroza czy starcza demencja?
Zapomnieli też, oczywiście przez czysty przypadek, wytłumaczyć się, jak doszło do podpisania tak skndalicznego aktu notarialnego, na mocy którego złodzieje z PCZ otrzymali na własność szpital przed zapłatą za niego.
Zapomnieli też - oczywiście przpadkowo - przypomnieć, ja to zachwalali PCZ i roztaczali wizję szpitala, w którym to - nieomal! - lekarze mieli całować pacjentów w wiadome miejsce a pielęgniarki zarabiać krocie.
Zapomnieli też przypomnieć, ja zamykano oddziały w naszymn szpitalu, za zamknięcie których PCZ miał płacić 1 mln zł od sztuki. Według tegoż nieszczęsnego aktu notarialnego. Gdzie ta kasa!?
I rację ma tu autor wpisu na portalu "elki": "WIEEELKA KIEŁBASA WYBORCZA Z OSŁA DLA OSŁA."
Proszę wczytać się w wypowiedzi tzw. "starostów", które mają zasiać w Czytelnikach nadzieję (raczej płonną) a im nadać blasku mężów odrodzenia szpitala. Otóż to nie starostwo będzie właścicielem szpitala a syndyk (zapewne z Poznania). Tzw. "starostowie" w tej rozgrywce kompletnie się nie liczą. Są z niej wytautowani, bo nie mają żadnego prawa do budynku szpitala. To nie jest dla nas minus, bo dowiedli oni niezbicie, że ich naturze obca jest boska umniejętność budowania i tworzenia. Ich świat to rujnowanie, burzenie i bezmyślność.
Wizja odtworzenia szpitala snuta przez tzw.: "starostów" (halucynacje?) opiera się na tak samo mocnych podstawach, jak moja wiara w ich inteligencję (w tym temacie jestem absolutnie niewierzący). Obecnie budynek po szpitalu wart jest dla syndyków 0 zł. Powód: brak kontraktu z NFZ. Wyposażenie szpiala zniknęło. Pielęgniarki i inny personel zostały oddane złodziejom niczym worek ziemniaków. W myśl zasad liberalizmu tzw. "starosta" (ten łysy), tłumaczył, że nie można wiązać rąk inwetorowi (złodziejom) nakazaniem im zatrudniania personelu na jakiś czas. Tak więc personel rozpędzono po wszystkich ościennych szpitalach.
Oczywiście, personel zachował to w swej wdzięcznej pamięci i z całą pewnością na wezwanie tzw. "starostów" podejmie pracę w szpitalu cudem sprawionym i przez syndyka przywróconym. O niczym innym przecież nasze pielęgniarki nie śnią dniem i nocą? Nieprawdaż, drogie Panie?
Oczywiście autorytet tzew. "starostów", ich ogólna popularność i sława spowodują, iż do nowego szpitala masowo zgłoszą się do pracy lekarze. Chociaż w całym kreaju ich brakuje, to akurat marzą oni o pracy w Górze. Perspektywa ta nęci ich i spać po nocach nie daje. Co to znaczy czterech ordynatorów z II stopniem specjalizacji, po jednym na każdy oddział? I kilkunastu lekarzy? To jest betka! Wszak wśród lekarzy bezrobocie! Nie to, co u politologów! Nawiasem mówiąc polska polityka politologami stoi i dlatego tak żałośnie wygląda.
No i jeszcze kontrakt z NFZ, bo do prywatnych placówek to oni jakoś nie chcą się dokładać. Przykład: "Ventriculus" Leszno - szpital. Ale wiadomno, że jak wiadoma sitwa partyjna dojdzie w Górze do władzy, to Ministerstwo Zdrowia już na drugi dzień zmieni swą politykę. Tak, że to nie problem.
Najbardziej w mętnych wywodach tzw.: "strarostów" ubawiło mnie takie wyznanie: "Zaufaliśmy im my, inne powiaty, spółki Skarbu Państwa, a nawet bank - wyjaśnia i przypomina starosta".
To wyznanie mnie na kolana rzuciło! Ale alibi dla własnej głupoty znaleźli! Przekładając na język potoczny tą głupią wypowiedź, rzec można, że na swoje usprawiedliwienie mają fakt, iż byli też inni idioci.
A mądrzy, górowscy ludzie nie przestrzegali, kurwa mać?! Nie ostrzegali panowie Grzebieluch, Hoffmann, Kalinowski, Józefiak, Stanisławski, Trojanek? To ludzie, którzy zdecydowanie intelektem, wiedzą i doświadczeniem górowali, górują i będą górować nad tzw. "starostami". Ale się ich nie słuchało. Myślało się, że jak się zostało kim się zostało, to i rozumu przybyło. A gówno! W Środzie Śl. jakoś nie oddano aktem notarialnym na własność budynku szpitala szajce z Wrocławia. Tak, że proszę nie dopisywać ich do szzeregu palantów.
I jednej rzeczy zabrakło w tym bzdurotwórczym słowotoku tzw. "starostów". Słowa: przepraszamy. Wszytko więc jest o.k
Rozgorzała dyskusja o przeputanym przez tzw. "starostów" naszym szpitalu. Tzw. "starostowie" usiłują się nieudolnie wytłumaczyć z podarowania naszego szpitala PCZ z Wrocławia. Czytając ich wypowiedzi okazuje się, że winni są "inni", ale nie oni. I tak winni są dyrektorzy szpitala, którzy zarabiali 20 tys. zł. Zapomnieli jednak dodać, że wybrany przez nich dyrektor - spadochroniarz z Wrocławia przesrał kontrakt na pogotowie ratunkowe o wysokości ok. 1 mln zł. Z tego kontraktu naszemu szpitalowi zostawało ok. 0,5 mln zł. Skleroza czy starcza demencja?
Zapomnieli też, oczywiście przez czysty przypadek, wytłumaczyć się, jak doszło do podpisania tak skndalicznego aktu notarialnego, na mocy którego złodzieje z PCZ otrzymali na własność szpital przed zapłatą za niego.
Zapomnieli też - oczywiście przpadkowo - przypomnieć, ja to zachwalali PCZ i roztaczali wizję szpitala, w którym to - nieomal! - lekarze mieli całować pacjentów w wiadome miejsce a pielęgniarki zarabiać krocie.
Zapomnieli też przypomnieć, ja zamykano oddziały w naszymn szpitalu, za zamknięcie których PCZ miał płacić 1 mln zł od sztuki. Według tegoż nieszczęsnego aktu notarialnego. Gdzie ta kasa!?
I rację ma tu autor wpisu na portalu "elki": "WIEEELKA KIEŁBASA WYBORCZA Z OSŁA DLA OSŁA."
Proszę wczytać się w wypowiedzi tzw. "starostów", które mają zasiać w Czytelnikach nadzieję (raczej płonną) a im nadać blasku mężów odrodzenia szpitala. Otóż to nie starostwo będzie właścicielem szpitala a syndyk (zapewne z Poznania). Tzw. "starostowie" w tej rozgrywce kompletnie się nie liczą. Są z niej wytautowani, bo nie mają żadnego prawa do budynku szpitala. To nie jest dla nas minus, bo dowiedli oni niezbicie, że ich naturze obca jest boska umniejętność budowania i tworzenia. Ich świat to rujnowanie, burzenie i bezmyślność.
Wizja odtworzenia szpitala snuta przez tzw.: "starostów" (halucynacje?) opiera się na tak samo mocnych podstawach, jak moja wiara w ich inteligencję (w tym temacie jestem absolutnie niewierzący). Obecnie budynek po szpitalu wart jest dla syndyków 0 zł. Powód: brak kontraktu z NFZ. Wyposażenie szpiala zniknęło. Pielęgniarki i inny personel zostały oddane złodziejom niczym worek ziemniaków. W myśl zasad liberalizmu tzw. "starosta" (ten łysy), tłumaczył, że nie można wiązać rąk inwetorowi (złodziejom) nakazaniem im zatrudniania personelu na jakiś czas. Tak więc personel rozpędzono po wszystkich ościennych szpitalach.
Oczywiście, personel zachował to w swej wdzięcznej pamięci i z całą pewnością na wezwanie tzw. "starostów" podejmie pracę w szpitalu cudem sprawionym i przez syndyka przywróconym. O niczym innym przecież nasze pielęgniarki nie śnią dniem i nocą? Nieprawdaż, drogie Panie?
Oczywiście autorytet tzew. "starostów", ich ogólna popularność i sława spowodują, iż do nowego szpitala masowo zgłoszą się do pracy lekarze. Chociaż w całym kreaju ich brakuje, to akurat marzą oni o pracy w Górze. Perspektywa ta nęci ich i spać po nocach nie daje. Co to znaczy czterech ordynatorów z II stopniem specjalizacji, po jednym na każdy oddział? I kilkunastu lekarzy? To jest betka! Wszak wśród lekarzy bezrobocie! Nie to, co u politologów! Nawiasem mówiąc polska polityka politologami stoi i dlatego tak żałośnie wygląda.
No i jeszcze kontrakt z NFZ, bo do prywatnych placówek to oni jakoś nie chcą się dokładać. Przykład: "Ventriculus" Leszno - szpital. Ale wiadomno, że jak wiadoma sitwa partyjna dojdzie w Górze do władzy, to Ministerstwo Zdrowia już na drugi dzień zmieni swą politykę. Tak, że to nie problem.
Najbardziej w mętnych wywodach tzw.: "strarostów" ubawiło mnie takie wyznanie: "Zaufaliśmy im my, inne powiaty, spółki Skarbu Państwa, a nawet bank - wyjaśnia i przypomina starosta".
To wyznanie mnie na kolana rzuciło! Ale alibi dla własnej głupoty znaleźli! Przekładając na język potoczny tą głupią wypowiedź, rzec można, że na swoje usprawiedliwienie mają fakt, iż byli też inni idioci.
A mądrzy, górowscy ludzie nie przestrzegali, kurwa mać?! Nie ostrzegali panowie Grzebieluch, Hoffmann, Kalinowski, Józefiak, Stanisławski, Trojanek? To ludzie, którzy zdecydowanie intelektem, wiedzą i doświadczeniem górowali, górują i będą górować nad tzw. "starostami". Ale się ich nie słuchało. Myślało się, że jak się zostało kim się zostało, to i rozumu przybyło. A gówno! W Środzie Śl. jakoś nie oddano aktem notarialnym na własność budynku szpitala szajce z Wrocławia. Tak, że proszę nie dopisywać ich do szzeregu palantów.
I jednej rzeczy zabrakło w tym bzdurotwórczym słowotoku tzw. "starostów". Słowa: przepraszamy. Wszytko więc jest o.k
poniedziałek, 13 sierpnia 2018
Koń paradny
Od wielu dni i nocy męczyło mnie przeczucie, że czegoś ważnego nie dostrzegłem. Bezsenne noce, dni w poszukiwaniu czegoś nieokreślonego. I dzisiejszego ranka: eureka! Zdałem sobie jasno i przeraźliwie sprawę z powodów moich mąk egzystencjonalnych. Toż Naczelnik naszego pięknego kraju ma feler jasny i oczywisty! Kościuszko miał konia, Piłsudski kobyłę a Jarosław? Jarosław ma tylko drabinkę, z której przemawia podczas comiesięcznych sabatów dla niepoznaki zwanych miesięcznicami.
Jak funkcjonować może naczelnik bez konia?! W żadnym wypadku nie może! Toteż czując się w obowiązku - jako prawdziwy patriota i Polak - by tę krzyczącą niesprawiedliwość naprawić i krzywdę wyrządzoną Naczelnikowi wyrównać, zdobyłem konia. A sił nie szczędziłem! I udało się. Naczelnik będzie miał konia o imieniu Antonina. Rumak bezpieczny, nie narowisty, niewysoki (podobnie jak Naczelnik), trochę sfatygowany życiem (jak Naczelnik), wypłowiały i wyleniały (na wzór Naczelnika), niemłody ale i nie starszy od Naczelnika. Jednym słowem rumak na miarę Naczelnika. Można rzec, że jakby stworzony pod niego!
sobota, 11 sierpnia 2018
Niewiedzący pyta
W mieście pojawiły się banery z pytaniem: "Gdzie nasz szpital?" Sens zadnego pytania jest jasny, odpowiedź retoryczna a towarzyszy temu ciekawość dotycząca autorstwa baneru. Idzie o to kto go zamieścił, opłacił i w jakim celu to zrobił. Oczywiście ogólny pogląd jest taki, że banery są początkiem kampani wyborczej. Ich celem ma być poszukiwanie winnych utraty szpitala. Zauważmy jednak, że pytanie: "Gdzie nasz szpital?" kierowane jest w pustkę, bo nie ma w nim dslszego ciągu, który brzmieć winiern: "starosto!"
Zamysł takiego sformułowania pytania, bez wykazania adresta do którego kierowane jest pytanie, powoduje że odpowiedzialność za utratę szpitala będzie można przypiąć każdemu, staroście, burmistrzowi, radnemu powiatowemu i kto tam jeszcze pod rękę podejdzie.
Wiadomym, ale chyba nieco zapomnianym, jest fakt, iż szpital był powiatowy a więc podlegał staroście. I to starostę, wicestarostę, skarbnika trzeba winić za podpisanie aktu notarialnego, na mocy którego budynek szpitalny stawał się własnością złodziejskiej szajki z Wrocławia przed zpłaceniem całości należności za niego. Na tym polegała głupota tej transkacji, która przedstawiana była mieszkańcom, jako wielkie osiągnięcie. Owe wielkie osiągnięcied miało skutkować rozwojem szpitala: nowe przechodnie, specjaliści, oddziały, lekarze a pielęgniarki miały więcej zarabiać. Ktoś na portalu elki napisał: "Niestety powiat trafił na grupę przestępców, co spowodowało jego zamknięcie." Wg mnie było inaczej: "Grupa przstępcza trafił na idiotów" czego dowodem jest ten durny akt notarialny. Czy starosta podisał by akt notarialny i przkazał swój prywatny dom bez otrezymania za niego zapłaty?! A wicestarosta! Skarbnik?
Przypomnieć też trzeba kto z radnych powiatowych był przeciw tej idiotycznej transkacji. Zdecydowane "nie!" powiedzieli radni powiatowi: Zbigniew Józefiak, Jan Kalinowski, Grzegorz Aleksander Trojanek, Marek Zagrobelny. Radny Władysław Stanisławski nie był obecny na sesji, gdy sprzedaż przegłosowano. Koniec listy ludzi rozumnych. Reszta radnych powiatowych zaprezentowała niezmierzone pokłady głupoty.
Istnieją teorie na temat "sprzedaży" szpitala. Wielu ludzi szepce o łapówce. W mojej ocenie nic takiego nie miało miejsca. Szefostwo PCZ po kilku minutach rozmowy ze starostą i wicestarostą musiało się zorientować, że rozmawia z ludźmi minimalnego formatu intelektualnego. W efekcie łapówki nie było potrzeby wręcząć. Wystarczyły czcze obietnice, na który podatne są umysły małe i miałkie. Władza powiatowa uwierzyła w bzdury, które sączyły im do uszu krętacze, bo "myślała" (w tym przypadku daleko idący z mojej strony komplament), że przekręty z Wrocławia sprawią, iż nasz szpital będzie co najmniej kliniką. Co gorsza, uwierzyło w to wielu górowian nie mających pojęcia, jaką rolę w systemie opieki zdrowotnej ma spełniąć szpital powiatowy.
Inna teoria powiada, że starosta w sprawie sprzedaży szpitala nie miał nic do gadania. Dostał polecenie partyjne od kierownictwa swojej sitwy partyjnej i ułożywszy "ruki po szwam" gorliwi je wykonał. Trzeba pamiętać o tym, że każdy członek każdej sitwy partyjnej, nie jest bytem samodzielnym. Za niego myśli szefostwo jego sitwy i jej służy a nie Polsce czy lokalnej społeczności.
Bardzo ładnie i trafnie ujął zagadnienie "sprzedaży" szpitala szanowany przez kilka pokoleń mieszkańców naszego powiatu dr Wacław Grzbieluch. Podczas jednego ze spotkań wprost w oczy powiedział staroście: "nie dorośliście intelektualnie do sprzedaży szpitala" oraz "sprzedaliście szpital na polecenie z Wrocławia". Pierwsza diagnoza jest trafna w 100%, z drugą można by polemizować gdyby nie taki oto fakt.
W 2011 r. prezesem naszego sz;pitala został spadochroniarz z Wrocławia, nijaki Rykowski. Zarząd powiatu wyciągnął go niczym króliczka z cylindra. I już na początku rzędowania nowy prezes przesrał kontrakt na pogotowie. Robił wszystko, by sytuacja naszego szpitala ulegała pogorszeniu. Kompletny ignorant i bufon.
Więc po co kompletnego amatora z Wrocławia zrobił zarząd powiatu przesem? Zarząd, na czele którego stał członek sitwy partyjnej, który swoich partyjnych zwierzchników miał we Wrocławiu?
Kiedy wczoraj stałem pod banerem umieszczonym koło "Tesco" usłyszałem taką oto rozmowę kilku osób, które głośno zastanawiały się do kogo kierowane jest pytanie "Gdzie nasz szpital?" Wymieniano starostów, ale nikt nie mógł sobie przypomnieć kto nimi jest! Kompletna i totalna amnezja! Mówiono, że rzecz całą zmajstrował ktoś chcący kandydować na funkcję szefa masy upadłościowej bez znaczenia i społecznego szacunku, czyli starostę.
Ale pojawił się w ożywionej rozmowie także bardzo ciekawy wątek. Dyskutanci założyli bowiem, że baner i pytanie adresowane są do sprawującej obecnie władzę sitwy partyjnej. Autor tej teorii uzasadnił ją następująco. Wojewodą jest członek tej sitwy partyjnej. Narodowy Fundusz Zdrowia też jest całkowicie w rękach członków tej sitwy. A to od NFZ zależy kontrakt dla naszego szpitala.
Logiki w tym wywodzie nie brakuje. Kolejny dyskutant zauważył, że wspomniana sitwa partyjna ani w gminie ani w powiecie nie rządzi. Ten argument zbity został po częsći stwierdzeniem, że to powiat jest odpowiedzialny za szpital. Klucze do odrodzenia szpitala leżą jednak w województwie i NFZ całkowicie opanowanych przez aktualnie rządzącą sitwę partyjną.
W toku dyskusji wywiązał się pogląd, że pytanie do niczego odkrywczego nie prowadzi. Jeden z dyskutantów stwierdził nawet, że jest "głupie". Panowie rozeszli się w zgodzie uzgodniwszy, że pytanie stanowi początek kampani wyborczej, ale jego intencja jest niejasna.
Podobno banerów z pytaniami ma być więcej. Dobrze jest pytać, ale lepiej pytać i dawać na zadane pytania odpowiedzi. Chyba, że stawia się pytanie i nie zna na nie odpowiedzi. W tym przypadku odpowiedź jest znana. Chyba, że pytanie wymyślił ktoś mało kumaty.
Zamysł takiego sformułowania pytania, bez wykazania adresta do którego kierowane jest pytanie, powoduje że odpowiedzialność za utratę szpitala będzie można przypiąć każdemu, staroście, burmistrzowi, radnemu powiatowemu i kto tam jeszcze pod rękę podejdzie.
Wiadomym, ale chyba nieco zapomnianym, jest fakt, iż szpital był powiatowy a więc podlegał staroście. I to starostę, wicestarostę, skarbnika trzeba winić za podpisanie aktu notarialnego, na mocy którego budynek szpitalny stawał się własnością złodziejskiej szajki z Wrocławia przed zpłaceniem całości należności za niego. Na tym polegała głupota tej transkacji, która przedstawiana była mieszkańcom, jako wielkie osiągnięcie. Owe wielkie osiągnięcied miało skutkować rozwojem szpitala: nowe przechodnie, specjaliści, oddziały, lekarze a pielęgniarki miały więcej zarabiać. Ktoś na portalu elki napisał: "Niestety powiat trafił na grupę przestępców, co spowodowało jego zamknięcie." Wg mnie było inaczej: "Grupa przstępcza trafił na idiotów" czego dowodem jest ten durny akt notarialny. Czy starosta podisał by akt notarialny i przkazał swój prywatny dom bez otrezymania za niego zapłaty?! A wicestarosta! Skarbnik?
Przypomnieć też trzeba kto z radnych powiatowych był przeciw tej idiotycznej transkacji. Zdecydowane "nie!" powiedzieli radni powiatowi: Zbigniew Józefiak, Jan Kalinowski, Grzegorz Aleksander Trojanek, Marek Zagrobelny. Radny Władysław Stanisławski nie był obecny na sesji, gdy sprzedaż przegłosowano. Koniec listy ludzi rozumnych. Reszta radnych powiatowych zaprezentowała niezmierzone pokłady głupoty.
Istnieją teorie na temat "sprzedaży" szpitala. Wielu ludzi szepce o łapówce. W mojej ocenie nic takiego nie miało miejsca. Szefostwo PCZ po kilku minutach rozmowy ze starostą i wicestarostą musiało się zorientować, że rozmawia z ludźmi minimalnego formatu intelektualnego. W efekcie łapówki nie było potrzeby wręcząć. Wystarczyły czcze obietnice, na który podatne są umysły małe i miałkie. Władza powiatowa uwierzyła w bzdury, które sączyły im do uszu krętacze, bo "myślała" (w tym przypadku daleko idący z mojej strony komplament), że przekręty z Wrocławia sprawią, iż nasz szpital będzie co najmniej kliniką. Co gorsza, uwierzyło w to wielu górowian nie mających pojęcia, jaką rolę w systemie opieki zdrowotnej ma spełniąć szpital powiatowy.
Inna teoria powiada, że starosta w sprawie sprzedaży szpitala nie miał nic do gadania. Dostał polecenie partyjne od kierownictwa swojej sitwy partyjnej i ułożywszy "ruki po szwam" gorliwi je wykonał. Trzeba pamiętać o tym, że każdy członek każdej sitwy partyjnej, nie jest bytem samodzielnym. Za niego myśli szefostwo jego sitwy i jej służy a nie Polsce czy lokalnej społeczności.
Bardzo ładnie i trafnie ujął zagadnienie "sprzedaży" szpitala szanowany przez kilka pokoleń mieszkańców naszego powiatu dr Wacław Grzbieluch. Podczas jednego ze spotkań wprost w oczy powiedział staroście: "nie dorośliście intelektualnie do sprzedaży szpitala" oraz "sprzedaliście szpital na polecenie z Wrocławia". Pierwsza diagnoza jest trafna w 100%, z drugą można by polemizować gdyby nie taki oto fakt.
W 2011 r. prezesem naszego sz;pitala został spadochroniarz z Wrocławia, nijaki Rykowski. Zarząd powiatu wyciągnął go niczym króliczka z cylindra. I już na początku rzędowania nowy prezes przesrał kontrakt na pogotowie. Robił wszystko, by sytuacja naszego szpitala ulegała pogorszeniu. Kompletny ignorant i bufon.
Więc po co kompletnego amatora z Wrocławia zrobił zarząd powiatu przesem? Zarząd, na czele którego stał członek sitwy partyjnej, który swoich partyjnych zwierzchników miał we Wrocławiu?
Kiedy wczoraj stałem pod banerem umieszczonym koło "Tesco" usłyszałem taką oto rozmowę kilku osób, które głośno zastanawiały się do kogo kierowane jest pytanie "Gdzie nasz szpital?" Wymieniano starostów, ale nikt nie mógł sobie przypomnieć kto nimi jest! Kompletna i totalna amnezja! Mówiono, że rzecz całą zmajstrował ktoś chcący kandydować na funkcję szefa masy upadłościowej bez znaczenia i społecznego szacunku, czyli starostę.
Ale pojawił się w ożywionej rozmowie także bardzo ciekawy wątek. Dyskutanci założyli bowiem, że baner i pytanie adresowane są do sprawującej obecnie władzę sitwy partyjnej. Autor tej teorii uzasadnił ją następująco. Wojewodą jest członek tej sitwy partyjnej. Narodowy Fundusz Zdrowia też jest całkowicie w rękach członków tej sitwy. A to od NFZ zależy kontrakt dla naszego szpitala.
Logiki w tym wywodzie nie brakuje. Kolejny dyskutant zauważył, że wspomniana sitwa partyjna ani w gminie ani w powiecie nie rządzi. Ten argument zbity został po częsći stwierdzeniem, że to powiat jest odpowiedzialny za szpital. Klucze do odrodzenia szpitala leżą jednak w województwie i NFZ całkowicie opanowanych przez aktualnie rządzącą sitwę partyjną.
W toku dyskusji wywiązał się pogląd, że pytanie do niczego odkrywczego nie prowadzi. Jeden z dyskutantów stwierdził nawet, że jest "głupie". Panowie rozeszli się w zgodzie uzgodniwszy, że pytanie stanowi początek kampani wyborczej, ale jego intencja jest niejasna.
Podobno banerów z pytaniami ma być więcej. Dobrze jest pytać, ale lepiej pytać i dawać na zadane pytania odpowiedzi. Chyba, że stawia się pytanie i nie zna na nie odpowiedzi. W tym przypadku odpowiedź jest znana. Chyba, że pytanie wymyślił ktoś mało kumaty.
poniedziałek, 30 lipca 2018
Patron w rozpaczy!
Nadeszły długo oczekiwane wieści dotyczące wyników matur w górowskich liceach ogólnokształcących. Ogólnie wiadomo, że to głównie do górowskiego LO uczęszczała większość tegorocznych maturzystów.
I tak powiat górowski osiągnął zdawalność matur wynoszącą 68,8 % przy średniej dla naszego województwa wynoszącej 84,2 %. Tak więc jest z czego się cieszyć, radować i wznosić toasty, bo zawsze może być jeszcze gorzej, co nie jest wykluczone.
Dla porównania zdawalność egzaminu dojrzałości w powiecie głogowskim wyniosła 80,4%, milickim 84,9%, lubińskim 88,5%, a w wołoskim 91%, co świadczy o tym, że tamtejsi nauczyciele skażeni są pracoholizmem i szkodzą np. ogólniakowi w Górze, który na ich tle wypada blado jak oblicze Chopina tknięte gruźlicą.
Nasze resztki niegdyś dumnego i sławnego wybitnymi absolwentami ogólniaka, dogorywają w cieniu dwuosobowej dyrekcji będącej cieniem dyrekcji z prawdziwego zdarzenia. Po wyniku maturalnym widać, że dwuosobowa dyrekcja składająca się z dwóch magistrów od tzw. "fikołków" prowadzi nasz ogólniak do gruźlicy i zapaści intelektualnej.
Warto tu przypomnieć, że dyrektorem tej pozbawionej jakiegokolwiek blasku uczelni jest leciwa magister wychowania fizycznego Magdalena Mielczarek oraz jej zastępca, również wuefista Mariusz Dziewic, który według przepisów prawa oświatowego nie powinien być dyrektorem. Górowskiemu LO w myśl litery praw oświatowego nie przysługuje wicedyrektor ze względu, że szkoła ma zbyt mało klas. Wicedyrektor jest a wyników nie ma. Można rzec, że Opatrzność Boża palcem tej placówki nie dotyka, jako że skażona jest ona pierworodnym grzechem braku jakichkolwiek talentów u dyrekcji.
Kiedy wieści te dotarły do patrona szkoły Adama Mickiewicza, którego wizerunek widnieje (ku jego zgrozie), na tablicy pamiątkowej umoszczonej przy wejściu do tej sławnej niegdyś szkoły, która wciąż schodzi na psy, pojawiły się łzy najgłębszej rozpaczy.
Patron porażony taką wieścią - choć wykonany z kamienia - zalał się łzami. Podzielamy płacz patrona, stąd jednak różnicą że my płaczemy nad dyrekcją, a patron nad poziom nauczania.
Najwyraźniej jednak nieszczęsna dyrekcja LO, którego nie będziemy nazywać "mickiewiczowskim", by nie ubliżać patronowi zastygła niczym lawa i nie dostrzegła zmian w krajowej oświacie. I tak na pięknym budynku nadal wiszą spłowiałe i brudne szmaty, które rzekomo mają rozsławiać imię szkoły, a w rzeczywistości ją kompromitują. Dyrekcja wciąż zachęca do wstępowania do gimnazjum dwujęzycznego, jakby nie znała nowego systemu oświaty.
A szczególnie wzbudza śmiech pusty i drętwy dumny napis "osiągnij najwyższy level". Z angielskiego "level" oznacza "poziom". Szkoda tylko, że dyrekcja nie postawiła na hasło: "osiągnij z nami dno".
Będę bronił dyrekcji, gdyż jak powszechnie wiadomo od dna ... najłatwiej się odbić.
I tak powiat górowski osiągnął zdawalność matur wynoszącą 68,8 % przy średniej dla naszego województwa wynoszącej 84,2 %. Tak więc jest z czego się cieszyć, radować i wznosić toasty, bo zawsze może być jeszcze gorzej, co nie jest wykluczone.
Dla porównania zdawalność egzaminu dojrzałości w powiecie głogowskim wyniosła 80,4%, milickim 84,9%, lubińskim 88,5%, a w wołoskim 91%, co świadczy o tym, że tamtejsi nauczyciele skażeni są pracoholizmem i szkodzą np. ogólniakowi w Górze, który na ich tle wypada blado jak oblicze Chopina tknięte gruźlicą.
Nasze resztki niegdyś dumnego i sławnego wybitnymi absolwentami ogólniaka, dogorywają w cieniu dwuosobowej dyrekcji będącej cieniem dyrekcji z prawdziwego zdarzenia. Po wyniku maturalnym widać, że dwuosobowa dyrekcja składająca się z dwóch magistrów od tzw. "fikołków" prowadzi nasz ogólniak do gruźlicy i zapaści intelektualnej.
Warto tu przypomnieć, że dyrektorem tej pozbawionej jakiegokolwiek blasku uczelni jest leciwa magister wychowania fizycznego Magdalena Mielczarek oraz jej zastępca, również wuefista Mariusz Dziewic, który według przepisów prawa oświatowego nie powinien być dyrektorem. Górowskiemu LO w myśl litery praw oświatowego nie przysługuje wicedyrektor ze względu, że szkoła ma zbyt mało klas. Wicedyrektor jest a wyników nie ma. Można rzec, że Opatrzność Boża palcem tej placówki nie dotyka, jako że skażona jest ona pierworodnym grzechem braku jakichkolwiek talentów u dyrekcji.
Kiedy wieści te dotarły do patrona szkoły Adama Mickiewicza, którego wizerunek widnieje (ku jego zgrozie), na tablicy pamiątkowej umoszczonej przy wejściu do tej sławnej niegdyś szkoły, która wciąż schodzi na psy, pojawiły się łzy najgłębszej rozpaczy.
Patron porażony taką wieścią - choć wykonany z kamienia - zalał się łzami. Podzielamy płacz patrona, stąd jednak różnicą że my płaczemy nad dyrekcją, a patron nad poziom nauczania.
Najwyraźniej jednak nieszczęsna dyrekcja LO, którego nie będziemy nazywać "mickiewiczowskim", by nie ubliżać patronowi zastygła niczym lawa i nie dostrzegła zmian w krajowej oświacie. I tak na pięknym budynku nadal wiszą spłowiałe i brudne szmaty, które rzekomo mają rozsławiać imię szkoły, a w rzeczywistości ją kompromitują. Dyrekcja wciąż zachęca do wstępowania do gimnazjum dwujęzycznego, jakby nie znała nowego systemu oświaty.
A szczególnie wzbudza śmiech pusty i drętwy dumny napis "osiągnij najwyższy level". Z angielskiego "level" oznacza "poziom". Szkoda tylko, że dyrekcja nie postawiła na hasło: "osiągnij z nami dno".
Będę bronił dyrekcji, gdyż jak powszechnie wiadomo od dna ... najłatwiej się odbić.
czwartek, 19 lipca 2018
Wojewoda w roli kości
Wczorajsze spotkanie
z marszałkiem województwa Cezarym Przybylskim oraz dyrektorem Dolnośląskiej
Służby Dróg i Kolei Leszkiem Lochem było konferencją prasową połączoną razem ze
spotkaniem z mieszkańcami gminy Góra. Temat spotkania: budowa obwodnicy naszego
miasta.
Od dłuższego
czasu wszyscy zauważają impas w sprawie budowy obwodnicy. Podawano kilka
terminów rozpoczęcia i zakończenia jej budowy. Ostatni termin to 1 września br.
Wiadomo, że jest on już nieaktualny. I nieznany jest termin kolejny, bo wojewoda
dolnośląski nie podpisał zezwolenia na realizację inwestycji drogowej (ZRID).
Toteż celem spotkania
zorganizowanego przez burmistrz Irenę Krzyszkiewicz było przybliżenie naszej lokalnej
społeczności przyczyn leżących u podstaw tego wielce dla nas niekorzystnego stanu
rzeczy.
Pominę tu
występujące podczas spotkania wypowiedzi dotyczące wad przyszłej obwodnicy.
Rzecz dotyczy jej przebiegu, który nie jest dla wielu mieszkańców gminy
wymarzoną. Ale kości zostały już rzucone, oczka na nich policzone i klamka zapadła.
Wybrano taki a nie inny wariant, gdyż jak stwierdził marszałek i dyrektor
DSDiK, tylko na taki wariant nasz dolnośląski urząd marszałkowski było stać.
Kwota za którą wybudowana zostanie obwodnica to 21,5 mln zł.
Marszałek
województwa w swoim wystąpieniu stwierdził, że budowa obwodnicy jest bardzo
istotna dla naszego miasta i urząd marszałkowski oraz DSDiK zrobili wszystko,
by do realizacji inwestycji doszło. Ponadto zauważył, że w kwocie 21,5 mln., za
które wybudowana ma być ta inwestycja znajdują się środki z UE. I muszą być one
wykorzystane w terminie, bo inaczej przepadną. Tak więc to ostatni dzwonek na
realizację tej inwestycji. Tym bardziej, że jest pewnym, że nasze województwo
otrzyma mniej środków z UE, gdyż wg Eurostatu, obecnie jego dochód stanowi 76%
średniej unijnej i zakwalifikowany jest do grupy tzw. „regionów przejściowych”.
Od uzyskania
podpisu pod ZRID, który wg prawa ma złożyć wojewoda do ukończenia budowy
obwodnicy trzeba liczyć dwa lata. Jednocześnie dyrektor DSDiK zapewnił, że
jeżeli dojdzie do budowy obwodnicy, to rozpoczęcie inwestycji rozpocznie się
wiosną. W ten sposób uspokajał właścicieli pół obawiających się nieoczekiwanego
pojawienia się na ich działkach ekip budowlanych. Oczywiście zostaną też oni
poinformowani o tym pisemnie.
Marszałek
podkreślał też fakt kompatybilności budowy obwodnicy Góry z forsowanym przez
rząd programem odpowiedzialnego i zrównoważonego rozwoju, którego celem jest
aktywizacja obszarów gospodarczo mało aktywnych, do których – niestety! – nasza
gmina się zalicza. Przypomniał, że wybudowano most w Ciechanowie, drogi
dojazdowe do niego.
Zebranych
poinformowano również, że od pierwszego wniosku o podpis pod zezwoleniem na
budowę obwodnicy do odmowy jego złożenia przez wojewodę, upłynęło 128 dni.
Wojewoda, który miał owo zezwolenie podpisać, nie tylko przekroczył ustawowy
termin 90 dni na dokonanie tej czynności,
ale też – co bardzo znamienne! – wydał „Postanowienie” w tej sprawie. W tej
sytuacji DSDiK nie mógł wystąpić do sądu, by bronić swoich racji. Mijały dni,
tygodnie i miesiące. DSDiK ponownie złożyło wniosek zawierający żądane
dodatkowe dokumenty. I na 193 dni ze strony wojewody zapada cisza. A wojewoda znowu
miał ustawowy termin podpisania lub odmowy a zgody na realizację inwestycji w
czasie 90 dni. Tak więc w pierwszym przypadku zwłoka wojewody w udzieleniu
odpowiedzi wniosła 38 dni, a w drugim 103. O co tu chodzi? Prawnie nazywa się
to „bezczynnością organu” czyli w tym przypadku wojewody. Ta bezczynność uderza
w nas, mieszkańców naszej gminy. I może ona nas kosztować brak obwodnicy.
Marszałek
przyznał, że o naszej obwodnicy rozmawiał z wojewodą. Podczas tych rozmów ze
strony wojewody padały pewne deklaracje o jego pozytywnym stanowisku wobec
budowy obwodnicy Góry, ale – skracając dyplomatyczne wywody marszałka – rzec można:
„baju, baju! – ręka w nocniku”.
Podczas
spotkania głos zabrał właściciel posesji ze Starej Góry, którego siedzisko na
skutek budowy obwodnicy, ma zniknąć z mapy. Po raz pierwszy padły konkretne
kwoty, które ma on otrzymać na skutek zagłady swojego domu i odebrania mu
działki o powierzchni 34 arów. Na zlecenie DSDiK wykonana została wycena, która
opiewa na 310 tys. zł. Właściciela posesji ta kwota jednak nie satysfakcjonuje.
Z jego ust pada kwota 1 mln zł. Podkreśla przy tym, że nie chce wyprowadzać się
ze Starej Góry, czuje przywiązanie do ojcowizny i zdaje sobie sprawę, że
budynek jest poniemiecki i niewiele wart. Ale za cenę, którą określił biegły
nie jest w stanie wybudować sobie nowego domu. Jego dramatyczne pytanie brzmiało:
gdzie mam pójść? Pod most?!
I ja to rozumiem.
Ma prawo nie zgadzać się z wyceną. Ma prawo iść z tym do sądu, ale twierdzi, że
nie ma na to pieniędzy. Sytuacja jest jednak taka, że w chwili gdy wojewoda
podpisze ZRID powstanie podstawa do dokonania nowej wyceny. A wojewoda, jak
wiemy, nie kwapi się do złożenia swojego autografu pod zgodą na budowę naszej
obwodnicy. A więc nie stwarza też właścicielowi działki szansy na nową – być może
wyższą - wycenę. I koło się zamyka.
Podczas
dyskusji głos zabrał szef górowskich struktur PiS Kazimierz Bogucki. Pytał
dlaczego na spotkanie nie zaproszono wojewody? Burmistrz stwierdziła, że nie ma
żadnego kontaktu z wojewodą. W przypadku, gdy dzwoni do wojewody, nie otrzymuje
z nim połączenia. Gdy prosi o telefon zwrotny – w odpowiedzi słyszy, że nie ma
takiego zwyczaju, by wojewoda oddzwaniał. Przypomniała też szefowi górowskiego
PiS, że przez niego próbowała nawiązać kontakt z wojewodą, ale okazało się to
bezskuteczne. Zapewniła przy tym, że jest gotowa na takie spotkanie.
Moim
zdaniem, to wojewoda powinien naszej wspólnocie samorządowej wytłumaczyć swoje
całkowicie niejasne postępowanie w sprawie naszej obwodnicy. To on powinien
starać się o spotkanie z górownianami. A w zdumienie wbił mnie ujawniony przez
burmistrz fakt, że nie utrzymuje on kontaktu z szefową naszej gminy. To zdumiewające!
A kim on jest?! Naszą burmistrz wybrało kilka tysięcy ludzi! A jego? Wąska
sitwa partyjna. Kto tu jest ważniejszy? Kto ma silniejszy mandat społecznego
zaufania? Nawiasem mówiąc mandaty zaufania partyjnych sitw nie budzą we mnie
nawet śladów zaufania.
Z kolei
radny Jerzy Maćkowski apelował do – o ile dobrze zrozumiałem – do burmistrz i
szefa górowskiego PiS o wzajemne porozumienie. Wspomniał przy tym, że spotyka
się z wojewodą na polowaniach i jest to „porządny chłop” i można się z nim
dogadać. Faktycznie mówiono mi, że podobno wojewoda jest zapalonym myśliwym i
znakomicie poluje pędząc na osiodłanym zającu z oszczepem w ręku przez puszcze
i knieje w pogoni za wielorybem. A może mi się to śniło?
Inna wieść
głosi, że jakieś dwa lata temu podczas pobytu wojewody na Dniach Góry złożył on
burmistrzowej propozycję wstąpienia do PiS. Spotkał się z odmową i teraz nie
bardzo lubi i nas, i naszą burmistrzową.
Tak więc
powstanie obwodnicy jest wielką niewiadomą. Kilka dni temu DSDiK złożyło co
prawda odwołania od decyzji wojewody do ministerstwa inwestycji i rozwoju, ale
przypominam, że instytucję tę również wzięła we władanie ta sama sitwa
partyjna. A kruk krukowi oka… .
Wygląda więc
na to, że wojewoda stanął nam w gardle. W tym wypadku niezbędny dla naszego
zdrowia jest odruch wykrztuśny przy wyborach samorządowych: żadnych partyjnych
sitw w samorządzie! A kysz mary nieczyste!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




