sobota, 11 sierpnia 2018

Niewiedzący pyta

W mieście pojawiły się banery z pytaniem: "Gdzie nasz szpital?" Sens zadnego pytania jest jasny, odpowiedź retoryczna a towarzyszy temu ciekawość dotycząca autorstwa baneru. Idzie o to kto go zamieścił, opłacił i w jakim celu to zrobił. Oczywiście ogólny pogląd jest taki, że banery są początkiem kampani wyborczej. Ich celem ma być poszukiwanie winnych utraty szpitala. Zauważmy jednak, że pytanie: "Gdzie nasz szpital?" kierowane jest w pustkę, bo nie ma w nim dslszego ciągu, który brzmieć winiern: "starosto!"


Zamysł takiego sformułowania pytania, bez wykazania adresta do którego  kierowane jest pytanie, powoduje że odpowiedzialność za utratę szpitala będzie można przypiąć każdemu, staroście, burmistrzowi, radnemu powiatowemu i kto tam jeszcze pod rękę podejdzie.

Wiadomym, ale chyba nieco zapomnianym, jest fakt, iż szpital był powiatowy a więc podlegał staroście. I to starostę, wicestarostę, skarbnika trzeba winić za podpisanie aktu notarialnego, na mocy którego budynek szpitalny stawał się własnością złodziejskiej szajki z Wrocławia przed zpłaceniem całości należności za niego. Na tym polegała głupota tej transkacji, która przedstawiana była mieszkańcom, jako wielkie osiągnięcie. Owe wielkie osiągnięcied miało skutkować rozwojem szpitala: nowe przechodnie, specjaliści, oddziały, lekarze a pielęgniarki miały więcej zarabiać. Ktoś na portalu elki napisał: "Niestety powiat trafił na grupę przestępców, co spowodowało jego zamknięcie." Wg mnie było inaczej: "Grupa przstępcza trafił na idiotów" czego dowodem jest ten durny akt notarialny. Czy starosta podisał by akt notarialny i przkazał swój prywatny dom bez otrezymania za niego zapłaty?! A wicestarosta! Skarbnik?

Przypomnieć też trzeba kto z radnych powiatowych był przeciw tej idiotycznej transkacji. Zdecydowane "nie!" powiedzieli radni powiatowi: Zbigniew Józefiak, Jan Kalinowski, Grzegorz Aleksander Trojanek, Marek Zagrobelny. Radny Władysław Stanisławski nie był obecny na sesji, gdy sprzedaż przegłosowano. Koniec listy ludzi rozumnych. Reszta radnych powiatowych zaprezentowała niezmierzone pokłady głupoty.

Istnieją teorie na temat "sprzedaży" szpitala. Wielu ludzi szepce o łapówce. W mojej ocenie nic takiego nie miało miejsca. Szefostwo PCZ  po kilku minutach rozmowy ze starostą i wicestarostą musiało się zorientować, że rozmawia z ludźmi minimalnego formatu intelektualnego. W efekcie łapówki nie było potrzeby wręcząć. Wystarczyły czcze obietnice, na który podatne są umysły małe i miałkie. Władza powiatowa uwierzyła w bzdury, które sączyły im do uszu krętacze, bo "myślała" (w tym przypadku daleko idący z mojej strony komplament), że przekręty z Wrocławia sprawią, iż nasz szpital będzie co najmniej kliniką. Co gorsza, uwierzyło w to wielu górowian nie mających pojęcia, jaką rolę w systemie opieki zdrowotnej ma spełniąć szpital powiatowy.

Inna teoria powiada, że starosta w sprawie sprzedaży szpitala nie miał nic do gadania. Dostał polecenie partyjne od kierownictwa swojej sitwy partyjnej  i ułożywszy "ruki po szwam" gorliwi je wykonał. Trzeba pamiętać o tym, że każdy członek każdej sitwy partyjnej, nie jest bytem samodzielnym. Za niego myśli szefostwo jego sitwy i jej służy a nie Polsce czy lokalnej społeczności.

Bardzo ładnie i trafnie ujął zagadnienie "sprzedaży" szpitala szanowany przez kilka pokoleń mieszkańców naszego powiatu dr Wacław Grzbieluch. Podczas jednego ze spotkań wprost w oczy powiedział staroście: "nie dorośliście intelektualnie do sprzedaży szpitala" oraz "sprzedaliście szpital na polecenie z Wrocławia". Pierwsza diagnoza jest trafna w 100%, z drugą można by polemizować gdyby nie taki oto fakt.

W 2011 r. prezesem naszego sz;pitala został spadochroniarz z Wrocławia, nijaki Rykowski. Zarząd powiatu wyciągnął go niczym króliczka z cylindra. I już na początku rzędowania nowy prezes przesrał kontrakt na pogotowie. Robił wszystko, by sytuacja naszego szpitala ulegała pogorszeniu. Kompletny ignorant i bufon.

Więc po co kompletnego amatora z Wrocławia zrobił zarząd powiatu przesem? Zarząd, na czele którego stał członek sitwy partyjnej, który swoich partyjnych zwierzchników miał we Wrocławiu?

Kiedy wczoraj stałem pod banerem umieszczonym koło "Tesco" usłyszałem taką oto rozmowę kilku osób, które głośno zastanawiały się do kogo kierowane jest pytanie "Gdzie nasz szpital?" Wymieniano starostów, ale nikt nie mógł sobie przypomnieć kto nimi jest! Kompletna i totalna amnezja! Mówiono, że rzecz całą zmajstrował ktoś chcący kandydować na funkcję szefa masy upadłościowej bez znaczenia i społecznego szacunku, czyli starostę.

Ale pojawił się w ożywionej rozmowie także bardzo ciekawy wątek. Dyskutanci założyli bowiem, że baner i pytanie adresowane są do sprawującej obecnie władzę sitwy partyjnej. Autor tej teorii uzasadnił ją następująco. Wojewodą jest członek tej sitwy partyjnej. Narodowy Fundusz Zdrowia też jest całkowicie w rękach członków tej sitwy. A to od NFZ zależy kontrakt dla naszego szpitala.
Logiki w tym wywodzie nie brakuje. Kolejny dyskutant zauważył, że wspomniana sitwa partyjna ani w gminie ani w powiecie nie rządzi. Ten argument zbity został po częsći stwierdzeniem, że to powiat jest odpowiedzialny za szpital. Klucze do odrodzenia szpitala leżą jednak w  województwie i NFZ całkowicie opanowanych przez aktualnie rządzącą sitwę partyjną.

W toku dyskusji wywiązał się pogląd, że pytanie do niczego odkrywczego nie prowadzi. Jeden z dyskutantów stwierdził nawet, że jest "głupie". Panowie rozeszli się w zgodzie uzgodniwszy, że pytanie stanowi początek kampani wyborczej, ale jego intencja jest niejasna.

Podobno banerów z pytaniami ma być więcej. Dobrze jest pytać, ale lepiej pytać i dawać na zadane pytania odpowiedzi. Chyba, że stawia się pytanie i nie zna na nie odpowiedzi. W tym przypadku odpowiedź jest znana. Chyba, że pytanie wymyślił ktoś mało kumaty.

poniedziałek, 30 lipca 2018

Patron w rozpaczy!

Nadeszły długo oczekiwane wieści dotyczące wyników matur w górowskich liceach ogólnokształcących. Ogólnie wiadomo, że to głównie do górowskiego LO uczęszczała większość tegorocznych maturzystów.

I tak powiat górowski osiągnął zdawalność matur wynoszącą 68,8 % przy średniej dla naszego województwa wynoszącej 84,2 %. Tak więc jest z czego się cieszyć, radować i wznosić toasty, bo zawsze może być jeszcze gorzej, co nie jest wykluczone.

Dla porównania zdawalność egzaminu dojrzałości w powiecie głogowskim wyniosła 80,4%, milickim 84,9%, lubińskim 88,5%, a w wołoskim 91%, co świadczy o tym, że tamtejsi nauczyciele skażeni są pracoholizmem i szkodzą np. ogólniakowi w Górze, który na ich tle wypada blado jak oblicze Chopina tknięte gruźlicą.

Nasze resztki niegdyś dumnego i sławnego wybitnymi absolwentami ogólniaka, dogorywają w cieniu dwuosobowej dyrekcji będącej cieniem dyrekcji z prawdziwego zdarzenia. Po wyniku maturalnym widać, że dwuosobowa dyrekcja składająca się z dwóch magistrów od tzw. "fikołków" prowadzi nasz ogólniak do gruźlicy i zapaści intelektualnej.

Warto tu przypomnieć, że dyrektorem tej pozbawionej jakiegokolwiek blasku uczelni jest leciwa magister wychowania fizycznego Magdalena Mielczarek oraz jej zastępca, również wuefista Mariusz Dziewic, który według przepisów prawa oświatowego nie powinien być dyrektorem. Górowskiemu LO w myśl litery praw oświatowego nie przysługuje wicedyrektor ze względu, że szkoła ma zbyt mało klas. Wicedyrektor jest a wyników nie ma. Można rzec, że Opatrzność Boża palcem tej placówki nie dotyka, jako że skażona jest ona pierworodnym grzechem braku jakichkolwiek talentów u dyrekcji.


Kiedy wieści te dotarły do patrona szkoły Adama Mickiewicza, którego wizerunek widnieje (ku jego zgrozie), na tablicy pamiątkowej umoszczonej przy wejściu do tej sławnej niegdyś szkoły, która wciąż schodzi na psy, pojawiły się łzy najgłębszej rozpaczy.

Patron porażony taką wieścią - choć wykonany z kamienia - zalał się łzami. Podzielamy płacz patrona, stąd jednak różnicą że my płaczemy nad dyrekcją, a patron nad poziom nauczania.


Najwyraźniej jednak nieszczęsna dyrekcja LO, którego nie będziemy nazywać "mickiewiczowskim", by nie ubliżać patronowi zastygła niczym lawa i nie dostrzegła zmian w krajowej oświacie. I tak na pięknym budynku nadal wiszą spłowiałe i brudne szmaty, które rzekomo mają rozsławiać imię szkoły, a w rzeczywistości ją kompromitują. Dyrekcja wciąż zachęca do wstępowania do gimnazjum dwujęzycznego, jakby nie znała nowego systemu oświaty. 


A szczególnie wzbudza śmiech pusty i drętwy dumny napis "osiągnij najwyższy level". Z angielskiego "level" oznacza "poziom". Szkoda tylko, że dyrekcja nie postawiła na hasło: "osiągnij z nami dno".

Będę bronił dyrekcji, gdyż jak powszechnie wiadomo od dna ... najłatwiej się odbić.

czwartek, 19 lipca 2018

Wojewoda w roli kości

Wczorajsze spotkanie z marszałkiem województwa Cezarym Przybylskim oraz dyrektorem Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei Leszkiem Lochem było konferencją prasową połączoną razem ze spotkaniem z mieszkańcami gminy Góra. Temat spotkania: budowa obwodnicy naszego miasta.

Od dłuższego czasu wszyscy zauważają impas w sprawie budowy obwodnicy. Podawano kilka terminów rozpoczęcia i zakończenia jej budowy. Ostatni termin to 1 września br. Wiadomo, że jest on już nieaktualny. I nieznany jest termin kolejny, bo wojewoda dolnośląski nie podpisał zezwolenia na realizację inwestycji drogowej (ZRID).

Toteż celem spotkania zorganizowanego przez burmistrz Irenę Krzyszkiewicz było przybliżenie naszej lokalnej społeczności przyczyn leżących u podstaw tego wielce dla nas niekorzystnego stanu rzeczy.

Pominę tu występujące podczas spotkania wypowiedzi dotyczące wad przyszłej obwodnicy. Rzecz dotyczy jej przebiegu, który nie jest dla wielu mieszkańców gminy wymarzoną. Ale kości zostały już rzucone, oczka na nich policzone i klamka zapadła. Wybrano taki a nie inny wariant, gdyż jak stwierdził marszałek i dyrektor DSDiK, tylko na taki wariant nasz dolnośląski urząd marszałkowski było stać. Kwota za którą wybudowana zostanie obwodnica to 21,5 mln zł.

Marszałek województwa w swoim wystąpieniu stwierdził, że budowa obwodnicy jest bardzo istotna dla naszego miasta i urząd marszałkowski oraz DSDiK zrobili wszystko, by do realizacji inwestycji doszło. Ponadto zauważył, że w kwocie 21,5 mln., za które wybudowana ma być ta inwestycja znajdują się środki z UE. I muszą być one wykorzystane w terminie, bo inaczej przepadną. Tak więc to ostatni dzwonek na realizację tej inwestycji. Tym bardziej, że jest pewnym, że nasze województwo otrzyma mniej środków z UE, gdyż wg Eurostatu, obecnie jego dochód stanowi 76% średniej unijnej i zakwalifikowany jest do grupy tzw. „regionów przejściowych”.

Od uzyskania podpisu pod ZRID, który wg prawa ma złożyć wojewoda do ukończenia budowy obwodnicy trzeba liczyć dwa lata. Jednocześnie dyrektor DSDiK zapewnił, że jeżeli dojdzie do budowy obwodnicy, to rozpoczęcie inwestycji rozpocznie się wiosną. W ten sposób uspokajał właścicieli pół obawiających się nieoczekiwanego pojawienia się na ich działkach ekip budowlanych. Oczywiście zostaną też oni poinformowani o tym pisemnie.

Marszałek podkreślał też fakt kompatybilności budowy obwodnicy Góry z forsowanym przez rząd programem odpowiedzialnego i zrównoważonego rozwoju, którego celem jest aktywizacja obszarów gospodarczo mało aktywnych, do których – niestety! – nasza gmina się zalicza. Przypomniał, że wybudowano most w Ciechanowie, drogi dojazdowe do niego.

Zebranych poinformowano również, że od pierwszego wniosku o podpis pod zezwoleniem na budowę obwodnicy do odmowy jego złożenia przez wojewodę, upłynęło 128 dni. Wojewoda, który miał owo zezwolenie podpisać, nie tylko przekroczył ustawowy termin 90 dni na dokonanie tej  czynności, ale też – co bardzo znamienne! – wydał „Postanowienie” w tej sprawie. W tej sytuacji DSDiK nie mógł wystąpić do sądu, by bronić swoich racji. Mijały dni, tygodnie i miesiące. DSDiK ponownie złożyło wniosek zawierający żądane dodatkowe dokumenty. I na 193 dni ze strony wojewody zapada cisza. A wojewoda znowu miał ustawowy termin podpisania lub odmowy a zgody na realizację inwestycji w czasie 90 dni. Tak więc w pierwszym przypadku zwłoka wojewody w udzieleniu odpowiedzi wniosła 38 dni, a w drugim 103. O co tu chodzi? Prawnie nazywa się to „bezczynnością organu” czyli w tym przypadku wojewody. Ta bezczynność uderza w nas, mieszkańców naszej gminy. I może ona nas kosztować brak obwodnicy.

Marszałek przyznał, że o naszej obwodnicy rozmawiał z wojewodą. Podczas tych rozmów ze strony wojewody padały pewne deklaracje o jego pozytywnym stanowisku wobec budowy obwodnicy Góry, ale – skracając dyplomatyczne wywody marszałka – rzec można: „baju, baju! – ręka w nocniku”.

Podczas spotkania głos zabrał właściciel posesji ze Starej Góry, którego siedzisko na skutek budowy obwodnicy, ma zniknąć z mapy. Po raz pierwszy padły konkretne kwoty, które ma on otrzymać na skutek zagłady swojego domu i odebrania mu działki o powierzchni 34 arów. Na zlecenie DSDiK wykonana została wycena, która opiewa na 310 tys. zł. Właściciela posesji ta kwota jednak nie satysfakcjonuje. Z jego ust pada kwota 1 mln zł. Podkreśla przy tym, że nie chce wyprowadzać się ze Starej Góry, czuje przywiązanie do ojcowizny i zdaje sobie sprawę, że budynek jest poniemiecki i niewiele wart. Ale za cenę, którą określił biegły nie jest w stanie wybudować sobie nowego domu. Jego dramatyczne pytanie brzmiało: gdzie mam pójść? Pod most?!

I ja to rozumiem. Ma prawo nie zgadzać się z wyceną. Ma prawo iść z tym do sądu, ale twierdzi, że nie ma na to pieniędzy. Sytuacja jest jednak taka, że w chwili gdy wojewoda podpisze ZRID powstanie podstawa do dokonania nowej wyceny. A wojewoda, jak wiemy, nie kwapi się do złożenia swojego autografu pod zgodą na budowę naszej obwodnicy. A więc nie stwarza też właścicielowi działki szansy na nową – być może wyższą - wycenę. I koło się zamyka.

Podczas dyskusji głos zabrał szef górowskich struktur PiS Kazimierz Bogucki. Pytał dlaczego na spotkanie nie zaproszono wojewody? Burmistrz stwierdziła, że nie ma żadnego kontaktu z wojewodą. W przypadku, gdy dzwoni do wojewody, nie otrzymuje z nim połączenia. Gdy prosi o telefon zwrotny – w odpowiedzi słyszy, że nie ma takiego zwyczaju, by wojewoda oddzwaniał. Przypomniała też szefowi górowskiego PiS, że przez niego próbowała nawiązać kontakt z wojewodą, ale okazało się to bezskuteczne. Zapewniła przy tym, że jest gotowa na takie spotkanie.

Moim zdaniem, to wojewoda powinien naszej wspólnocie samorządowej wytłumaczyć swoje całkowicie niejasne postępowanie w sprawie naszej obwodnicy. To on powinien starać się o spotkanie z górownianami. A w zdumienie wbił mnie ujawniony przez burmistrz fakt, że nie utrzymuje on kontaktu z szefową naszej gminy. To zdumiewające! A kim on jest?! Naszą burmistrz wybrało kilka tysięcy ludzi! A jego? Wąska sitwa partyjna. Kto tu jest ważniejszy? Kto ma silniejszy mandat społecznego zaufania? Nawiasem mówiąc mandaty zaufania partyjnych sitw nie budzą we mnie nawet śladów zaufania.

Z kolei radny Jerzy Maćkowski apelował do – o ile dobrze zrozumiałem – do burmistrz i szefa górowskiego PiS o wzajemne porozumienie. Wspomniał przy tym, że spotyka się z wojewodą na polowaniach i jest to „porządny chłop” i można się z nim dogadać. Faktycznie mówiono mi, że podobno wojewoda jest zapalonym myśliwym i znakomicie poluje pędząc na osiodłanym zającu z oszczepem w ręku przez puszcze i knieje w pogoni za wielorybem. A może mi się to śniło?

Inna wieść głosi, że jakieś dwa lata temu podczas pobytu wojewody na Dniach Góry złożył on burmistrzowej propozycję wstąpienia do PiS. Spotkał się z odmową i teraz nie bardzo lubi i nas, i naszą burmistrzową.

Tak więc powstanie obwodnicy jest wielką niewiadomą. Kilka dni temu DSDiK złożyło co prawda odwołania od decyzji wojewody do ministerstwa inwestycji i rozwoju, ale przypominam, że instytucję tę również wzięła we władanie ta sama sitwa partyjna. A kruk krukowi oka… .

Wygląda więc na to, że wojewoda stanął nam w gardle. W tym wypadku niezbędny dla naszego zdrowia jest odruch wykrztuśny przy wyborach samorządowych: żadnych partyjnych sitw w samorządzie! A kysz mary nieczyste!

czwartek, 7 czerwca 2018

Podobno...

Na pewno skażona bakterią coli część wodociągu jest krystalicznie czysta, jak sumienia tych radnych, którzy na swoim koncie nie mają zatrudnionych członków rodzin w jednostkach podległych gminie, a więc radzie miejskiej. Wiadomość to radosna, bo bakterie coli udało się zwalczyć, ale nepotyzm niestety nie całkiem.

Podobno radny Marek "Bananowy Uśmiech" Biernacki wylatuje, ale nie z Rady Powiatu, lecz do Rzymu. Podobno ma tam prezentować najnowszy krój koszulki zaprojektowany przez Hugo Bossa, która to koszulka ma rozsławiać oblicze naszej ukochanej pani burmistrz i po raz pierwszy zostanie zaprezentowana właśnie w świętym mieście. W Watykanie radny Biernacki będzie przyjęty na prywatnej audiencji przez papieża Piusa I, który z tej okazji wstanie z grobu. Co za dzień!!!

Podobno do Sejmiku Województwa Dolnośląskie zamierza kandydować Piotr Zapłon-Iskra, który w chwili obecnej robi oszałamiającą karierę jako urzędnik blisko związany z Brukselą, a co za tym idzie z finansami unijnymi. Podobno to on właśnie obciął w Brukseli fundusze dla Polski, gdyż jego Ligota jest już w zupełności rozwinięta. W zupełności rozszerza się w kierunku Czerniny.

Podobno arcydyrektor powiatowych kryzysów Tadeusz J. osobiście walczył z bakteriami coli zabijając je lewym letni laczkiem w filiżance z kawą, którą nieopacznie zaparzył bez gotowania.

Podobno w najbliższym czasie do Góry ma przyjechać cyrk, w którym główną rolę będzie grał wojewoda dolnośląski. Głównym punktem przedstawienia będzie - podobno - robienie górownianom wody z mózgu w sprawie obwodnicy, która w wykonaniu PO jest "be", a w wykonaniu PiS-u ma być "cacy". Pisowski wojewoda wziął przykład z krzywogębego premiera, u którego występuje brak łączy na linii myśl - język, czego przykładem jest planowany most w Bełczu Wielkim, o którym już głośno nawet w Afryce.

Podobno Beata "Bukietowa" Pona szykuje się do startu na drugą kadencję. Konkurowała będzie z inspektorem nadzoru tutejszego nadleśnictwa, panem K.G., oraz z którymś z prokuratorów rejonowych z Głogowa. Ciekawe kto będzie szybszy.

Podobno Mirosław Ż. jest murowanym kandydatem trzeźwiej intelektualnie części PiS oraz wielu niepartyjnych górowskich wyborców na stanowisko włodarza naszej gminy. Podobno cudów od kandydata się nie oczekują, ale tylko skończenia z panującym kur...

Podobno radny gminny Zygmunt I., znany lekarz i niezrównany trener mięśni Kegla w powiecie górowskim i leszczyńskim oraz stanie Teksas i Nowy Meksyk, ale również w nadbałtyckich kurortach i jeleniogórskich sanatoriach, nosi się z zamiarem startu do Rady Powiatu. Jego geniusz pozwala nam sądzić, że mieszkanki powiatu pod jego kierownictwem będą niedoścignionymi mistrzyniami w operowaniu mięśniami Kegla. To będą noce. Teoria zacnego doktora mówi, że ... "kobiety, które nie krzyczą nocą - warczą w dzień".

Podobno wiceburmistrz Andrzej Rogala odetchnął z ulgą, że nie ma więcej dzieci, bo w gminie nie ma już więcej etatów do obsadzenia. Swoimi. Najlepiej od Rogali. No ba ... bo w końcu samorząd rogalami stoi.

Podobno ZEC będzie czyścił w okresie letnim swoje kominy. Podobno w charakterze wyciora kominowego został tam zatrudniony nigdy nic nie znaczący Z.B., trzydniowy dyrektor szpitala i nic nie znaczący ex-wiceburmistrz gminy Góra. Podobno kominy pokładają się ze śmiechu.

Podobno burmistrz Irena Krzyszkiewicz przebywała ostatnio nad Morzem Bałtyckim. Podobno trafiła na sztormową pogodę, ale gdy wyszła na plażę to wszelkie bałwany (w tym wodne) pokłoniły się jej głęboko, a tego dnia temperatura wynosiła 32 stopnie w cieniu, a w Górze tylko 26. Jak można zabrać 6 st. C. w walizce?

Podobno wicestarosta Paweł Niedźwiedź znowu przytył. Podobno ubiega się u burmistrza Wąsosza o zgodę, by zostać sołtysem w wybranej przez Zbigniewa Stuczyka wsi. Podobno burmistrz Stuczyk znalazł taką wieś, ale kontrasygnaty odmawia sekretarz Marcin Koziński, który twierdzi, że czas niedźwiedzi w powiecie dobiegł końca.

Podobno Piotr W., lekarz ostatniego kontaktu górowskiego szpitala zamierza startować w wyborach na radnego gminy Góra w okręgu nr 15 z listy naszej ukochanej Ireny Krzyszkiewicz. Podobno o jego zamiarach pani burmistrz dowiedziała się niedawno i stwierdziła, że szpital to on mógł sobie położyć, ale jej listy nie położy.

Podobno wicedyrektor LO w Górze, rady Rady Miejskiej w Górze, przewodniczący komisji oświaty i kultury w gminie, magister wychowania fizycznego, instruktor pływania, murowany kandydat na nauczyciela płatnych lekcji na "Delfinku", wybitny działacz sportowy znany tylko jedynie poza granicami naszego powiatu, autor wielu publikacji naukowych w języku suahili, aramejskim, hebrajskim, celtyckim, hetyckim i niepełnej polszczyźnie, Mariusz Dziewic skarży się, że nie chce startować w wyborach na radnego, ze względu na to, że ma nadmiar obowiązków zawodowych. Wynikają one z ogromnej liczby uczniów kierowanego przez niego LO, gdzie podobno dyrektorka jest tylko listkiem figowym (wstydu?) dla jego geniuszu. Podobno wielbiciele Mariusza Dziewica nie dają mu spać, gdyż pukają mu w nocy po oknach, suficie, po piwnicy, po komórkach i toi toi-u, by kandydował w najbliższych wyborach. Byle gdzie, ale by kandydował, ponieważ niczym Ferdek Kiepski jest gotów objąć wszystkie stanowiska. Nawet może zostać położną w zlikwidowanym górowskim szpitalu.

Podobno radny gminny Jacek Szebra stosunkowo niedawno dowiedział się, że jego małżonka zatrudniła się w Urzędzie Miasta i Gminy w Górze i jest referentem do spraw oświaty oraz że okupuje biurko w pokoju nr 5. Podobno radny ów na wieść o tym, iż jego żona pracuje w jednostce, którą on ma kontrolować, najpierw wytrzeszczył oczy, potem popadł w bezdech i zakrzyknął rozpaczliwie: "żono kompromitujesz mnie, jestem skończony". I tu musimy się zgodzić z radnym Szczerbą, którego sanujemy i głęboko poważamy ze względu na jego liczne wystąpienia podczas sesji, których nigdy nie wygłosił, aczkolwiek miał taki szczery zamiar. Podziwiamy pryncypialność radnego pana Jacka, bo przecież uczciwy radny nigdy nie dopuściłby do takiej sytuacji. Tylko łajza, łachudra i szafarz dóbr wszelakich mógłby pójść w tym kierunku. Pan Jacek nie.

Podobno radny, dostojny Ryszard Borawski nosi się z zamiarem przejścia na samorządową emeryturę. Podobno radny Ryszard chciałby zostać radnym niezależnym, ale nie wie jak. Poradzić możemy tyle: należy stworzyć niezależny własny komitet wyborczy, bo osiągnięcia w obecnej kadencji są imponujące tak więc będzie się czym pochwalić i konkurencja będzie leżeć na ryju i kwiczeć. Nie wyobrażamy sobie samorządu bez pana Ryszarda, chociaż Ryszarda bez samorządu i owszem.

Podobno pewien woźny w szkole podstawowej w Górze powiedział do dzieci: "jak będziecie biegały, krzyczały i rozrabiały to przyjdzie moja ciocia, burmistrz Irena, i do domu dziecka was wyśle". Ciekawe czy pan Gniecki to rodzina pani burmistrz czy już rodzina wiceburmistrza Rogali? Bo dzieci może coś przeinaczyły?

WIELBICIELE PRAKTYCZNEGO RODZINNEGO SAMORZĄDU

Podobno radny Henryk Drozdowski pracuje obecnie w Środowiskowym Domu Pomocy Społecznej, czyli jednostce podległej gminie, którą ma kontrolować jako radny niezależny (od przyzwoitości). Podobno w ogóle nie chciał tam pracować i naoczni świadkowie twierdzą, że do pracy został zaciągnięty tam przy pomocy ośmiu wołów i bacika, którym po piętach smagała go wiadoma osoba. Bat ów słynie ze słodkości i zadawaniu razów, przy których nawet orgazm jest niczym. Zazdrościmy radnemu, który wiedząc, że będąc radnym nie wypada mu pracować w jednostce podległej radzie to poświęcił się dla dobra tej jednostki, gdyż wiadomo, że radny Drozdowski jest filarem mądrości, intelektu, uczciwości, wzorem samorządowca, który brzydzi się dogłębnie nepotyzmem. A podobno (te ludzie to wredne są) jego dwie córki zatrudnione w jednostkach gminnych okazały ojcu pychę i na złość nasieniu zatrudniły się w jednostkach podległych radzie gminy. Więc cóż miał zrobić troskliwy ojciec? Też zatrudnił się w takiej jednostce, by córki mieć na oku. Wzorowy ojciec.

I na koniec podobno smutna wieść. Adam Chmiel, wybitny radny, mózg nieistniejącej opozycji wobec burmistrza Wschowy, przyszły generał, wyróżniający się absolwent Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, gdzie rywalizował podobno z Ireną Krzyszkiewicz o tytuł najlepszego studenta (ona 5, on -5) konstruuje własny blok wyborczy. Celem bloku jest: wybudowanie koszar w Górze, obowiązkowa musztra paradna podczas Gminnego Dnia Grochówki, który to dzień przypada na dzień urodziny radnego, "małpi gaj" dla emerytów w celu przywrócenia im prawidłowego krążenia krwi, wybudowanie fosy napełnionej wodą z bakteriami coli, budowa strzelnicy z zatrudnieniem niewidomych instruktorów do strzelania z AK-47, budowa portu morskiego dla okrętów wojennych, przedłużenie biegu Wisły do Góry i stworzenie Miejscowego Ośrodka Badań Kosmicznych NASA na Kajęcinie im. Adama Chmiela. Wszystko to zapewni nam dynamiczny rozwój, tak że Morawiecki będzie jeździł do Chmiela na korepetycje. Jest jeden problem. Morawiecki podobno radnemu Chmielowi niskim kalafiorem polatuje. Tak jak autorowi tego posta.

Żyjący wciąż kronikarz miasta Góry odnotował inwazję pewnej charakterystycznej szarańczy, która osiadła w w pewnych urzędach pomocnych rolnikom i zajmujących się emeryturami rolniczymi. Osobniki owe mają pisowskie DNA, ale kronikarz aby żyć to musi iść spać. Odpocząć. I o tym opowie Państwu w następnym odcinku "Podobno".

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Zgniłe jaja na wodzie

Zrobił się zamieszanie wokół obecności bakterii coli w wodzie, która służy do celów bytowych mieszkańcom Góry oraz 13 wymienionych w komunikacie Państwowego Inspektora Sanitarnego w Górze miejscowości wiejskich. Wiadomo powszechnie, że bakteria ta zaczyna zagrażać życiu człowieka, zwłaszcza kiedy przedostanie się do wodociągów, skażając wodę pitną. Na szczęście gadzina ta ma małą wytrzymałość. Jej byt dobiega końca w temperaturze 60 stopni i jest bezbronna wobec większości środków dezynfekujących. Ale naszemu układowi pokarmowemu może dać nieźle popalić.

No i starczy tych mikro naukowych wywodów. Czas przejść do meritum sprawy. Wyborcy się bowiem odrobinę znarowili, bo doszli do smutnego dla siebie wniosku, że ktoś ich struga jak marchewkę, czyli usiłuje wała z nich robić. A nerw mieli! O czym moje delikatne i subtelne uszy się dzisiaj przekonały. Przyjąłem porcję tego narowu wyborców do małżowin bez zająknienia. I powiem Państwu, że rzeczywiście, ktoś próbuje robić durniów z mieszkańców naszej gminy.

Przypatrzmy się komunikatowi który ukazał się na stronie naszego UMIG dzisiaj, krótko przed południem. Widzimy komunikat, urzędowe pieczęcie i kierowniczy artystyczny zawijasek – wywijasek osoby odpowiedzialne w tutejszym sanepidzie za m.in. stan i jakość naszej kranówki podawanej nam do konsumpcji.


A teraz przypatrzmy się komunikatowi ze strony Starostwa Powiatowego. Komunikat prawie jota w jotę taki sam. A jednak… Widnieje na nim datę: 29.05.2018 r. Czyli komunikat o jakości wody, złej jakości wody, tak dupiastej, że bez przegotowania nie nadającej się do picia, dotarł do starostwa i do gminy 29 maja (a dzisiaj mamy 4 czerwca) i w naszej gminie nikt nie pofatygował się, by ostrzec mieszkańców – wyborców, że oni i ich najbliżsi narażeni są na niebezpieczeństwo. Głupota czy działanie z premedytacją?
A czemu z komunikatu zamieszczonego na stronie gminy wyparowała data? Bakteria coli zeżarła? Po co robić mieszkańcom gminy ludziom myślącym, wodę z mózgu? To w naszej gminie są tacy idioci, którzy sądzą, że ludzie się nie dowiedzą? Za świniopasów ma się wyborców? Debilów? Tępaków? Ten numer musiał tęgi debil wymyślić. Tytuł "Gminnego Debila Dziesięciolecia" murowany! Co to kurwa jest!? Grzecznie pytam?





Ale powróćmy do reakcji wyborców. Mój narząd słuchu wyłapać musiał mnóstwo przykrych uwag. Najlżejsze z nich: w dupie nas mają, olewają nas, jak zachorujemy to który szpital nas przyjmie, pan też w ich trąbkę dmucha, kupili pana, skandal, ja sobie to zapamiętam. Padały też takie uwagi – z wodą niezwiązane – a wie pan, że nieślubna dziewczyna starszego syna wiceburmistrza pracuje w starej przychodni? I robotę dostała bez konkursu?! Co to panie, kurwa jest?! A wie pan, że dziewczynę młodszego syna przed porodem zatrudnili w ZEC?!Chuj z taką władzą, co dba o swoją rodzinkę a nasze zdrowie ma w dupie!

I podobne wątki, ale z wodą nie związane, przychodziło mi wysłuchiwać. A było tych żali sporo.


Wygląda więc na to, że mieszkańcy – wyborcy poczuli się nieco urażeni tą całą historią. Wodny morał z tej historii płynie taki, że ogólne oburzenie nie może spłynąć po naszej władzy jak woda po kaczce, bo może być tak, że coś przepadnie jak kamień w wodę.

czwartek, 24 maja 2018

Kryminalny żłobek?





Kochana Pani Agatko,

łże Pani ku mojej rozpaczy, gdyż mój organizm wódki już niestety nie chłonie. Nie przypominam sobie Pani teściowej, ale skoro u niej bywałem to musiała nieźle w trąbę dawać. Męża też nie pamiętam, bo chyba słabo stawiał. Ogólnie rzecz biorąc Pani mail jest tendencyjny i jego zamiarem było uderzenie poprzez mnie w Panią Burmistrz.
Jest dla mnie faktycznie niesmaczne zamieszczenie w ten sposób godności pracowników żłobka i klubu malucha. Tego, przyznam się, nie rozumiem. Wygląda na to, że tylko pani dyrektor ma imię i nazwisko, a reszta jest szarą masą, na której tak naprawdę opiera się funkcjonowanie placówki, zdrowie i bezpieczeństwo powierzonych przez rodziców dzieci. Rodzice - i opinia publiczna - mają prawo wiedzieć kto opiekuje się ich dziećmi oraz na kogo łożą podatki, z których utrzymywana jest ta potrzebna instytucja.
Kończąc sądzę , że ja pisząc tego posta wypełniam swój obowiązek, ale równocześnie proszę, aby rodzice wywarli na dyrekcję nacisk, by zmienić ten bez wątpienia skandaliczny stan rzeczy.
Pominę smutny i gorzkim milczeniem fakt zatrudnienia się tam radnej Rady Miejskiej w Górze Katarzyny J. (Jabłońskiej), która najwyraźniej wybrała drogę wierności karierze, a nie wierności wyborcom. Jej sprawa. Pies ją trącał.
Wszyscy zdajcie sobie sprawę, że siła nie drzemie w żadnym z radnych, ani w pani burmistrz. Siła drzemie w Was. W wyborcach tych radnych i burmistrza. Podnieście głowy na karkach. Siła to Wy.

Kanalia