niedziela, 11 marca 2018

Zapomniany reportaż VI

„Rozumiem, żadna to przecież reprezentacja Góry. Ot, po prostu – grupka młodych, przypadek nawet nietypowy: bo oni przychodzą do PDK tańczyć i śpiewać, większość ich rówieśników wybiera rozrywkę łatwiejszą:” trochę włóczęgi, trochę siedzenia w obu knajpach i jednym Fafiku.

Ale… zaryzykujemy stąd, że inni – dobrych kilka setek – napisałoby podobnie. I że nawet proporcja tych TAK i NIE jest charakterystyczna. Wtedy, przy taki ryzyku, wygłosiłbym wobec elity władzy miasta Góry, województwo wrocławskie – monolog następujący, przerywany wyjaśnieniami, które znam z bogatych dokumentów Rady Powiatowej i Miejskiej…

Szanowni towarzysze i obywatele!

Pozwólcie mi zabrać głos w sprawach waszej społeczności, choć dobrze wiem, jak nikła mam do tego prawo: ani długi pobyt, ani uczestnictwo, ani głębsza znajomość waszego miasta. Może tylko ś w i e ż e. o k o przybysza i trochę doświadczeń z innych powiatowych ośrodków dają mi nieco wewnętrznej śmiałości.

Przede wszystkim – wyrazy sympatii. Jak zwykle na Dolnym Śląsku, wasze miasto zadziwia porządkiem, schludnością i poziomem ogólnej organizacji życia. Ma przy tym wiele szczególnych uroków i na żaden sposób nie kojarzy się z pojęciem prowincjonalnej d z i u r y. Wiem też ile się tu dokonało (ile dokonaliście) mimo wątłych środków; i znam zamierzenia na przyszłość – skromne – ale realne przynoszące górzawianą dalszą poprawę® warunków.

Chcę wszak mówić o niepokojach.

Zostawiam na boku starsze pokolenie – ustabilizowane, zajęte, aktywne, pogodzone z losem, czasami zrezygnowane (wielu ludziom nie sposób czymkolwiek dopomóc). Podejmuję temat m ł o d y c h: tych, którzy jeszcze się uczą i tych, którzy już pracują, ale nie zdążyli, ale nie zdążyli zająć wyraźnego miejsca w społecznym, pozazawodowym u k ł a d z i e Góry. Jaka jest ich perspektywa, jak oni tę perspektywę widzą i odczuwają?

Są bodaj, mimo że tacy młodzi, realistami. L:ubią swoje miasto, doceniają zmiany, cieszą się nimi; trafiacie w dziesiątkę, likwidując to, co z Góry czyniło „wielką wieś” (… od roku 1965 wyburzono 25 chlewików na zapleczach domowych), dbając o czystość ulic (ZOM dysponuje bajaderą, polewarką, ciągnikiem asenizacyjnym Ursus 327, a w najbliższym czasie otrzyma naczepę oraz pług odśnieżny), pielęgnując skwery i zieleńce (o powierzchni 1800 m kw.), budując na placu Chrobrego fontannę – trafiacie w dziesiątkę, ponieważ młodzi także lubią żyć w prawdziwym, choć małym mieście. Nie spodziewają się cudów; porównując - mówią o Świdnicy, ponieważ słyszeli lub wiedzą, że tam jest ponadto kilka u r z ą d z e ń, które w ich pojęciu odpowiadają standardom koniecznym i – wystarczającym do życia w mieście. Czy są to u r z ą d z e n i a istotnie tak niedostępne dla Góry?

W 1967 ZOM dysponował 5 pojazdami: polewaczką, 2 ciągnikami „Ursus”, bajaderą, 1 samochodem asenizacyjny, 5 przyczepami, 1 piaskarką do ciągnika, 2 pługami doczepno –czołowymi. W 1968 r. pracowało tam 20 osób, w tym 12 zamiataczy. Na każdego z nich przypadało od 8 do 12 tys. m kw. powierzchni do zamiatania w zależności od rodzaju nawierzchni i zaśmiecenia ulicy. Śmieci wywożono 2 razy w tygodniu z każdego rejonu, natomiast z instytucji i zakładów pracy – na zlecenie w terminach uzgodnionych ze zleceniodawcą. Na terenie Góry znajdowało się 950 kubłów.
Wspomniana w tekście „bajadera” to samochód STAR do wywozu śmieci. Zabierał 26 metrów sześciennych odpadów, które wciąż, niestety, musiano ładować ręczni. Nazwa ta, nieoficjalna, pochodziła od nazwy ciastka bajadera, którego nadzieniem były odpady cukiernicze.
W 1977 r. w Górze nadal pracowało 6 zamiataczy. Średnio na 1 zamiatacza przypadało wówczas 15.216 m kw. powierzchni do zamiatania.

I oto mój pierwszy niepokój, trop dziwnego zjawiska: dlaczego oni, młodzi, tak bardzo zainteresowani sprawą, nie wiedzą zupełnie d o k ł a d n i e, jak rozwija się problem basenu. Dlaczego mają wątpliwości, dlaczego mówią o was, o swojej władzy – per oni? Kryją się tu zapewne – na przykładzie basenu – dwie kwestie, jeśli nie więcej… Po pierwsze – czy budowy obiektu naprawdę nie da się ruszyć z miejsca? Czy wyjście z tym do społeczności – tej tak emocjonalnie zainteresowanej – nie przyniosłoby konkretnych rozwiązań? Więc: czy już wykorzystaliście do końca zaangażowanie dużej liczby młodych do określonego dzieła, na którym tak im zależy? Ale, po drugie, jest w tym coś jeszcze donioślejszego; coś co nazwałbym (może zbyt szumnie) nie – kontaktem władzy z częścią przynajmniej obywateli. Odbywacie plenarne zgromadzenia, narady; na wielu domach wiszą tabliczki Radny MRN, a jednak oni nie wiedzą, nie znają aktualnej prawdy o i c h basenie… Więc jak: więc to, o czym wy doskonale wiecie, co bywa przedmiotem waszej troski i dyskusji – nie wychodzi na zewnątrz? Nie jest wspólną wiedzą całego miasta?

Basen – to oczywiście przykład. Powstaje w Górze wiele obiektów. Potoczna o nich wiedza jest równie nikła; wiedza o tym, co będzie, dlaczego coś się przewleka, ślimaczy, co można by pomoc. A przecież owa wiedza dotyczy perspektyw nie tylko miasta; stanowi bowiem perspektywę każdego m i e s z k a ń c a. Młodym – ta perspektywa jest bodaj szczególnie niezbędna dla ich dobrego samopoczucia.”

sobota, 3 marca 2018

Ułomny nośnik informacji

Wpadł mi dzisiaj do rączek moich numer „Życia Powiatu” z 28 lutego br. Na pierwszej stronie tego nośnika informacji pobieżnych i przeterminowanych, rzuca się w oczy tytuł: „Dostali miliony na pałac.” Rzecz dotyczy remontu podupadłego barkowego pałacu w Sicinach. Świetna wiadomość, bo żal patrzeć na ten zabytek architektury z I połowy XVIII w., który za chwilę mógłby stać się kolejną zabytkową ruiną. A tak, po remoncie będzie tam Dom Pomocy Społecznej. Rośnie więc konkurencja dla DPS – u we Wronińcu. Wypad tylko mieć nadzieję, że na tak samo wysokim poziomie.

Co prawda „Elka” podała widomość na ten temat 1 lutego br., ale widocznie w niechlowskim nośniku informacji, ktoś jest miłośnikiem serwowania Czytelnikom dań nieświeżych, przeterminowanych.

Faktem jest, że na stronie tytułowej tego nośnika informacji, spodziewałem się przeczytać coś na temat mieszkań dla repatriantów, kulisów odbioru nieukończonych mieszkań, zakupu wyposażenia tych mieszkań, bo sprawa dotyczy grudnia ub.r. Rozczarowałem się jednak, bo okazało się, że „Życie Powiatu” tej sprawy nie podniosło.

Ktoś mógłby spytać: a dlaczego?

Otóż właściciel tego nośnika informacji jest pracownikiem „Bukietowej”. Zatrudniony został – jak niesie wieść gminna – za zasługi położone w kampanię wyborczą „Bukietowej”. Pełni tam funkcję podinspektora ds. zarządzania kryzysowego, obrony cywilnej, spraw wojskowych, promocji gminy i BIP. Tego BIP, który jest tak nieudolnie prowadzony. Możemy więc rozumieć, że autor tego nośnika informacji ma „pietra” i nie napisze o sprawie, która w tak niekorzystnym świetle stawia jego szefową, dzięki której przecież pracuje. A uczciwość względem Czytelników i ich oczekiwań? A sumienie? A rzetelność? Na te pytania Państwo sobie sami odpowiedzą. Ja rzeknę: w dupie!

Na drugiej stronie nośnika informacji znajdujemy artykuł „Wyborczy konkurs w liceum”, autorstwa Tomasza Woźniczki. To też informacja trącąca molami, bo nie dość, że nadgryziona przez ząb czasu, to jeszcze bez finału. Niechlowski nośnik informacji nosi datę wydania 28.02., a prezentowane w artykule fakty odnoszą się do sytuacji na dzień sprzed 15 lutego. W tej sytuacji rażące niedoinformowanie muszę to naprawić i poinformować Państwa, że 16 lutego na stronie internetowej górowskiego Zespołu Szkół Ogólnokształcących, znalazła się informacja, że Anna Łukaniuk i Aleksandra Żmiejewska znalazły się w finale wojewódzkim opisywanego konkursu: „w połowie stawki uczniów uczestniczących w etapie wojewódzkim”. Tak wygląda informacja z poślizgiem i niekompletna. Tylko, czy to jest jeszcze informacja?

Później mamy informację Nadleśnictwa Góra Śl., która dotyczy ochrony przeciwpożarowej na terenie tej jednostki. Informacja sporządzona przez pracowników tej instytucji jest tradycyjnie drętwa, ilustrowana mało czytelną mapą Polski (cholera wie po co zamieszczać coś, czego nie można odczytać?), cytowane są przepisy z dziennika urzędowego. Dobre to, jak ktoś ma zatwardzenie, bo czytając nie nadające się do czytania wypociny z Nadleśnictwa, można liczyć na rozwolnienie. Wychodzi na to, że artykułu wypichcone w Nadleśnictwie mogą mieć właściwości przeczyszczające. Może nasz nadleśniczy ma farmaceutyczne hobby? Ale to nieważne, bo firma za te wypociny płaci właścicielowi nośnika informacji przestarzałych i niepełnych. W końcu, to nie są prywatne pieniądze nadleśniczego. To co będzie się przejmował?

A tak nawiasem pisząc. Panu, panie nadleśniczy, magistrowi, inżynierowi, nie jest wstyd taką chałę do druku puszczać? Zasada „noblesse oblige” jest panu obca? Wstyd!

Jest i hit numeru. Właściciel nośnika popełnił „felieton raczej subiektywny”, w którym opisał stan dróg będących we władaniu powiatu i smog. „Smog i dziury” to tytuł popełnionego artykuliku. Konkluzja jest taka, że przez dziury na drogach powiatowych i smog, spada liczba mieszkańców naszego powiatu. Wniosek wprost rewelacyjny. Ciekawe, że autor skupił się na gminie Góra, w której spadła liczba mieszkańców, ale zapomniał o gminie Niechlów, w którym to urzędzie jest zatrudniony. A co mówi „Prognoza demograficzna dla gmin województwa dolnośląskiego”? A to, że w r. 2020 liczba mieszkańców tej gminy spadnie do 3060 osób, pięć lat później do 2963, w r. 2030 gmina – wg prognozy – ma mieć 2852 mieszkańców a pięć lat później – 2710.

Pracownik gminy i jednocześnie właściciel nośnika informacji przeterminowanych i niepełnych, skupił się w „dziele”, które popełnił na drogach powiatowych, których stan jest rzeczywiście skandaliczny. A może Czytelnicy chcieliby poznać stan dróg należących do gminy Niechlów? Dowiedzieć się co nieco o remontach tych dróg, środkach przeznaczonych na remonty. Wszak w dokumencie: „Strategia zrównoważonego rozwoju gminy”, opracowanej w r. 2009, podkreślano na stronie 18: „zły stan dróg gminnych i poboczy”. Wypadałoby więc poinformować Czytelników o obecnym stanie dróg. Przecież, jak się pracuje w Urzędzie Gminy, to łatwo o takie informacje. Co stoi na przeszkodzie?


Reszt nośnika nie czytam, bo jak pisał poeta: „Trzeba z żywymi naprzód iść” a nie konserwować umysł wiadomościami niemal z zaświatów. I jeszcze jedna uwag. Moim skromny zdaniem wyludnianie powiatu może następować na skutek: smogu, dziur w drogach oraz „Życia Powiatu.” Amen.

piątek, 2 marca 2018

Lubiel w eterze

O godz. 18.11 Polskie Radio Wrocław podało  informację o następującej treści:

Trwa akcja strażaków. Na krze leżał uszkodzony rowerek
Cztery zastępy straży pożarnej w akcji w miejscowości Lubiel w powiecie górowskim informuje Daniel Mucha z Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej we Wrocławiu.

Do ogniowych dotarła informacja, że na pobliskim kanale rzecznym, na krze leży dziecięcy, uszkodzony rower. Na razie nie wiadomo, czy ktoś ucierpiał. Strażacy wciąż działają na miejscu. W akcji bierze też specjalna łódź. Policja sprawdza z kolei czy ktoś zgłosił zaginięcie oraz do kogo mógł należeć rower.

- To rower młodzieżowy, rzeczywiście uszkodzony. Nie mamy informacji aby w okolicy doszło do jakieś kolizji z udziałem roweru. Na razie sprawdzamy czy ktoś go po prostu nie porzucił i do kogo może należeć - tłumaczy podkom. Agnieszka Połczyk z Powiatowej Komendy Policji w Górze."

Około godz. 19 okazało się, że – na szczęście! – alarm był fałszywy, ale wywołany troską. Strażacy i policjanci z Góry sprawdzili teren kanału, ze szczególnym uwzględnieniem stanu lodu. Dodatkowo mieszkanka Lubiela poinformowała służby, że rowerek leży w tym miejscu od dłuższego czasu. W ten sposób napięcie towarzyszące poszukiwaniom uszło. O dobrym finale sprawy poinformowała mnie sympatyczna podkomisarz Agnieszka Połczyk z górowskiej policji, która jest tam rzecznikiem prasowym.

Wojewoda "mebluje" Wąsosz

Na internetowej stronie gminy Wąsosz przeczytać można taki komunikat:

Wojewoda Dolnośląski dnia 21 lutego 2018 r. postanowił zmienić istniejącą nazwę ulicy 24 Stycznia w Wąsoszu na ulicę Powstańców Styczniowych - na podstawie ustawy z dnia 1 kwietnia 2016 r o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki.”

Poniżej tego komunikatu znajduje się uzasadnienie decyzji wojewody. Oto jego fragment:

Wojewoda uzasadnia, że nazwa ulicy 24 Stycznia w Wąsoszu upamiętnia dzień 24 stycznia 1945 r., w którym jednostki Armii Czerwonej wkroczyły do miejscowości Wąsosz. Zgodnie z propagandową praktyką władz komunistycznych wydarzenie to celebrowane było - niezgodnie z faktami historycznymi - jako dzień wyzwolenia oraz powód do wyrażania wdzięczności społeczeństwa wobec Armii Czerwonej.
Co by tam sobie wojewoda nie wymyślił, to bezspornym faktem jest, że 24 stycznia 1945 r., to wojska Armii Czerwonej wkroczyły do Wąsosza. I jest to prawda niezbita, niezaprzeczalna, która żadnej dyskusji nie podlega. Trzeba też przypomnieć o tym, że w drodze do zajęcia Wąsosza poniosło śmierć wielu żołnierzy tej armii. I trzeba to uszanować i o tym pamiętać.

Gmina Wąsosz zmieniła nazwę jednej ulicy. Ulica mająca za patrona gen. K. Świerczewskiego, zmieniła nazwę na Jana Pawła II. Odbyło się to po konsultacjach z mieszkańcami tej ulicy. Można rzec, że w trybie demokratycznym. Zmianą nazwy tej ulicy nastąpiła odgórnie, w ramach „demokracji odgórnej”, czyli wyższa władza wie lepiej, przy jakiej nazwie ulicy chcą mieszkać mieszkańcy. Dobrze chociaż, że sięgnięto po patrona nie budzącego kontrowersji. A co by było, gdyby dostali z przydziału nazwę: „O dwóch takich, co ukradli księżyc?”

W naszym kraju do historii w sposób bezczelny wkroczyła bieżąca polityka. Ze szkodą dla prawdy historycznej. Kiedy do Historii wkracza polityka, to historia staje się prostytutką a historycy – politycy alfonsami od zideologizowanej historii.

Czarna niewdzięczność

Oto fragmenty z protokołu sesji Rady Miejskiej Wąsosza z 12.12.2017 r. Wypowiedzi dotyczą stanu dróg powiatowych na terenie gminy Wąsosz.

Droga w Pobielu również wymaga naprawy.

„(…) w imieniu mieszkańców wsi proszę radnych powiatowych o interwencję w sprawie wycinki krzaków na odcinku drogi z Kowalowa do Czeladzi Wielkiej. Ponadto w nawierzchni są ubytki na poboczach i te wyłomy asfaltu w niektórych miejscach są do 30 cm są wielkim utrudnieniem , nie ma możliwości wyprzedzania lub ominięcia się pojazdów. Dojdzie tam do wypadku.”

Głos burmistrza Zbigniewa Stuczyka, który opisuje wysiłki gminy Wąsosz w celu utrzymania dróg powiatowych na swoim terenie.

„Gmina Wąsosz wspiera powiat bo robi drogi powiatowe. Ostatnim przykładem jest odcinek ok. 1 km w Świniarach. Pracownicy robią pobocza, wywożą ziemię. W sobotę kończą nakładkę asfaltową. Wieś zupełnie zmieniła wygląd. Obecnie robimy odwodnienie. Nakładka na istniejący asfalt to 6 cm masy asfaltowej dodatkowo. Koszt starostwa to koszt papieru i drukarki w celu wyrażenia zgody na zawarcie porozumienia. Gmina wydała na tą drogę 120.000 zł. Jeżeli dojdzie do przekazania dróg powiatowych dla gminy Wąsosz na odcinku Kowalowo- Czeladź i Wąsosz – Lechitów to gmina będzie na pewno je naprawiać. Zostało podpisane porozumienie w sprawie przekazania dróg powiatowych dla Gminy Wąsosz lecz oficjalnie to rada powiatu musi podjąć uchwałę w tej sprawie. Na dzisiaj nie ma takiego przekazania. Od kilkunastu lat gmina naprawia drogi powiatowe. Na terenie gminy jest wiele dróg, które należałoby naprawić, a w pierwszej kolejności np. w Płoskach, Lubielu.”

Koszt starostwa to koszt papieru i drukarki w celu wyrażenia zgody na zawarcie porozumienia” – to sformułowanie burmistrza Wąsosza nieco odbiega od rzeczywistości i uroczyście na nie się nie zgadzam. A gdzie koszt wysiłku włożonego w ułożenia pisma? A gdzie koszt wysiłku związanego z włożeniem papieru do drukarki? Kosztów przyłożenia pieczątki, złożenia podpisu, złożenia pisma, włożenia go do Kopery i jej zaadresowania Pan Szanowny nie liczy? Toż to jest ciążki wysiłek! Nie wolno Szanowny Panie burmistrzu tak deprecjonować wysiłku włożonego przez starostwo powiatowe w utrzymanie drogi powiatowej (na koszt gminy Wąsosz, ale kto to liczy?) i ignorować opisany przeze mnie wysiłek! Na to zgody nie ma!

„W odpowiedzi na pani wnioski w sprawie naprawy dróg dotyczące drogi Załęcze - Borowno-Świniary w zakresie uzupełnienia ubytków droga ta na odcinku 1109D posiada zaliczenie do dróg powiatowych, gdzie zarządcą jest Starostwo Powiatowe, czyli naprawa należy do Zarządu Powiatu Górowskiego. Dnia 13 listopada 2017 r. na spotkaniu z Wicestarostą p. Pawłem Niedźwiedziem omówiony został temat przynależności drogi. Uzgodniono, że odcinek drogi gminy Rawicz zostanie przekwalifikowany z drogi powiatowej na odcinek drogi gminnej. Zmiany planuje się wykonać w 2018 r z mocą obowiązującą od 1.01.2019 r. Do 31.12.2018 r utrzymanie będzie po stronie Starostwa Powiatowego w Górze, a od stycznia 2019 r po stronie gminy Rawicz.

Ten fragment wystąpienia Szanownego burmistrza też niezbyt mi się spodobał. Proszę zauważyć, że burmistrz nie wyraża swoich wyrazów najszczerszych podziękowań pod adresem tzw. „starostów”. A przecież przekazali mu kawał drogi! A gdzie wdzięczność? Kwiaty? O honorowym obywatelstwie miasta Wąsosza nie wspomnę. Chociaż skromne podziękowania na piśmie, by się należały. Treść podpowiem: „Za wybitne zasługi w utrzymaniu dróg powiatowych na koszt gminy Wąsosz, podziękowania składa ……. i dozgonnie wdzięczni kierowcy.”

Na zebraniu z mieszkańcami wsi informuję mieszkańców o działaniach gminy. Sołtys wsi Świniary i p. radna naciskają na mnie bym remontował kolejny odcinek drogi powiatowej do Załęcza. Można to zrobić, ale czy gmina musi wyręczać powiat? Po przejęciu dróg przez gminę mamy świadomość, że to na te drogi musimy zabezpieczać dodatkowe pieniądze na remonty, czyli bierzemy na siebie kolejne zadania.

„(…) czy gmina musi wyręczać powiat?

To bardzo nietaktowne pytanie. Najwyraźniej burmistrz sądzi, że tzw: starostowie” nie mają ważniejszych zajęć niż zajmowanie się drogami powiatowymi? To jest w okrutnym błędzie. Zajmują się oni bowiem takim sprawami, że my ich nie ogarniamy. I oni wiedząc, że my ich nie ogarniemy swoimi umysłami nie mówią nam o nich, by nas głowy nie bolały. Wielka jest bowiem praca wykonywana przez tzw. „starostów”. Zacznijmy od wysiłku związanego z wstaniem i pójściem do pracy. A przecież ponad 1800 bezrobotnych z terenu powiatu nie musi wcześniej wstawać, bo oni wstają w ich imieniu. Oto ciężar władzy i odpowiedzialności.

Może zbyt ciężki?

czwartek, 1 marca 2018

Zwycięska przegrana

Przeglądając strony internetowe spotkać możemy dziwne witryny będące własnością samorządu. W oko wpadła mi taka jedna strona, która ma informować o pracach samorządu gminnego, ale próżno tam szukać informacji dotyczących działań samorządu.

Piszę tu o stronie internetowej gminy Niechlów. No, niby strona jest, ale trudno z niej czegokolwiek się dowiedzieć. I tak czytelnik łaknący wiedzy na temat przebiegu sesji za żadną cholerę z tej strony o tym się nie dowie. Nie ma ani jednego protokołu z obrad tego gremium. W innych gminach wchodzących w skład naszego powiatu rzecz nie do pomyślenia! Ale w gminie Niechlów nikomu to nie przeszkadza. Władzy przynajmniej nie przeszkadza, a wiadomo, że zadowolona (z siebie) władza jest kluczem do powszechnego szczęścia i pomyślności ogółu. Inaczej – przynajmniej w gminie Niechlów – być nie może.

Kto rządzie w gminie Niechlów? Gdyby patrzeć przez perspektywę „strony” internetowej, wyszłoby, że ktoś mało rozgarnięty. Ba! Bardziej krytyczne umysły doszłyby do wniosku, że nikt nie rządzi. A rządzi tam Beata „Bukietowa” Pona. Znacie? Tak, tak! To była starościna naszego powiatu, lilia z „SamejBronki”, która smaliła, po upadku tejże „SamejBronki”, cholewki swoich brązowych, pamiętnych kozaków w sraczkowatym kolorze, do PO. Jesienią ub. r. – jak oznajmiła mi znajoma dżdżownica – szturmowała bramy PiS poprzez umyślnych. Ta sama „Bukietowa”, która siała spustoszenie wśród paluszków królujących na stole obrad podczas sesji Rady Powiatu. Ta sama, która tak dynamicznie rozwijała działalność Stowarzyszenia Szkół Reymontowskich, że aż z podziwu dla jej – i jej stowarzyszonych z nią przyjaciół – zainteresowały się wiadome organy. Jednym słowem, postać w swoim czasie znana i przeze mnie mocno rozsławiana. Nie może kobieta narzekać, że jej nie sławiłem. I jak Państwo widzicie nie zaprzestałem, co mi w niebiosach wynagrodzą – jak mniemam – bo od samej chwalonej nędznego dziękuję nie usłyszałem. Czarna niewdzięczność!

Ale przejdźmy do tematu. 29 stycznia br. upływał termin składania dokumentów osób pragnących zostać dyrektorem Gminnego Ośrodka Kultury w Niechlowie. Przez ostatnie 3 lata funkcję tę pełniła Katarzyna Kurdek, którą być może Państwo kojarzą ze sprzedażą i szyciem firan w punkcie mieszczącym się w górowskim „Intermarche”. Tam poprzednio szerzyła, za pomocą firanek, kulturę pani Katarzyna. Wieść o konkursie, co prawda została opublikowana w BiP – ie Urzędu Gminy, ale do konkursu przystąpiła tylko dotychczasowa dyrektor . W tym celu „Bukietowa” powołała zarządzeniem nr 16/2018 komisję konkursową. Tego zarządzenia niestety, w niechlowskim BiP nie odnajdziecie Państwo. Konkurs odbył się 5 lutego. W skład 6 osobowej komisji konkursowej (skład też nie został opublikowany w BiP) weszło 2 pracowników GOK (Beata Nowak, Arleta Mularczyk), dwóch pracowników gminy (sekretarz gminy Wioleta Stupnicka – Cencora), Danuta Nućkowska – Ciulak (kierownik GOPS), Stanisław Galant (sołtys Niechlowa i radny). Był też tajemniczy gość z Wrocławia.

Członkowie komisji mogli punktować kandydatów. Kiedy podsumowano głosy, okazało się, że jedyna kandydatka otrzymała 29 punktów na 60 możliwych. Kto z członków komisji nie docenił kulturotwórczej roli kandydatki i ją wyzerował ? I tak np. tajemniczy pan z Wrocławia zadał pytanie dotyczące wysokości budżetu GOK. Okazało się, że kandydatka nie jest w to zagadnienie wtajemniczona (być może, gdyby spytał o cenę metra firanki, padła by poprawna odpowiedź).

W ten sposób konkurs nie przyniósł rozstrzygnięcia, natomiast na drzwiach GOK pojawiła się informacja (bez pieczątki), którą Państwu prezentuję.
Przegranej kandydatce „Bukietowa” powierzyła pełnienie obowiązków dyrektora GOK do czasu rozstrzygnięcia konkursu, a więc zadam teraz pytanie kto zatem ,,rządzi‘’ GOK - iem w Niechlowie, na podstawie jakich przepisów po przegranym konkursie zasiada na dyrektorskim fotelu Katarzyna Kurdek.?

Działalność „Bukietowej” w sprawie mieszkań dla repatriantów już Państwo poznali. Działalności „Bukietowej”, jako wójta gminy raczej Państwo nie poznają, gdyż otacza ją aura tajemnicy. Nie muszę tu nikogo przekonywać, że BiP jest po to, by wspólnota samorządowa gminy Niechlów, jej mieszkańcy, mieli wgląd w poczynania władzy. A do tego właśnie służy BiP.

Chyba, że „Bukietowa” wychodzi z założenia, iż jej przezacnej i dostojnej osoby obowiązek informowania lokalnej społeczności nie dotyczy. Tylko, jakim cudem? Chyba, że jest to cud niekompetencji. W mojej ocenie „Bukietowa” ma genetyczny brak kompetencji a jej rządy w gminie źle dla tej gminy się skończą. Tak, jak dla powiatu, Stowarzyszenia Szkoła Reymontowska.


Opisana sytuacja w gminie Góra byłaby nie do pomyślenia. W gminie Wąsosz BiP informuje o wszystkich sprawach. Dlaczego więc w Niechlowie jest inaczej? Bo rządzi tam absolutnie niekompetentna „Bukietowa”. Wieść gminna niesie, że jest ona tylko kukiełką w ręku ludzi, którzy mają osobisty interes, by w tej gminie było, jak jest. Kim są ci ludzie?