niedziela, 11 lutego 2018

Była "gazela biznesu"

Coś dla nas. Rzecz o złodzieju, któremu nasi "szpagatowi inteligenci" oddali za nieomal darmo nasze wspólne dobro, jakim był nasz szpital.

"Doktor Romuald Ś. z listy stu najbogatszych Polaków trafił prosto do aresztu. Oskarżony o wyłudzenie mienia, pranie brudnych pieniędzy oraz oszukanie prawie 600 osób. Medyczny gigant, który miał obsługiwać milion pacjentów, upadł, a sprawa wciąż czeka na swój finał w sądzie. W cieniu tej afery rozegrała się inna tragedia. Właściciel cennych działek we Wrocławiu zmarł w tajemniczych okolicznościach. Zostawił po sobie notatki. Reportaż "Superwizjera" TVN."


sobota, 10 lutego 2018

Zapomniany reportaż III

„Niedziela. W Domu Kultury zebranie sprawozdawczo – wyborcze spółdzielców powiatu. Wieczorem – dwa seanse Niekochanej. Fafik jeszcze zamknięty, przepraszamy. O piętnastej, na boisku, piłka nożna.

Czysta, schludna Góra. Przy wielu drzwiach – czerwone tabliczki z napisem: Radny Miejskiej Rady Narodowej. Łatwo trafić, nie spotkałem tego gdzie indziej.

Na cichym dziś budynku Rady Powiatowej – czarny, wyraźny napis: Bania. Napis i strzałka; coś w rodzaju zabytku, jak Min nie ma albo Trzy razy tak.

„Bania” – oznacza rosyjską łaźnię parową. W naszym mieście uruchomiona została w 1952 r. Utworzona została przy okazji remontu Domu Kultury. Zlikwidowana w 1986 r.

- Nie węszy pan za jaką zbrodnią? Za jaką rozróbą? – pyta mnie z uśmiechem tutejszy działacz. Bo wy, dziennikarza…

Tropię codzienność miasteczka, chociaż wiem, że już jak ktoś kogoś zabije, zarżnie, zniszczy – to wtedy jak w soczewce skupia się wszelka problematyka. Tak łatwo wówczas grzmieć, warczeć i… postulować. Ale w Górze nikt się ostatnio nie powiesił. Omijam Sąd, Prokuraturę i MO.

Góra ma 7375 mieszkańców; powiat górowski – prawie 38 tysięcy.
Wg „Rocznika statystycznego województwa wrocławskiego” na dzień 31.12. 1966 r. miasto miało 7361 mieszkańców a powiat 37.800.

- Z naszego punktu widzenia – powiada działacz – najważniejszą sprawą jest zapewnić ludziom pracę, i z tym się borykamy. Chodzi też o podstawowe standardy w istotnych dziedzinach: w gospodarce komunalnej, służbie zdrowia, komunikacji, oświacie, handlu. Rozwój tych dziedzin, łamanie przeciwności – to jest nasza codzienność.

Rolnictwo (13 tysięcy ludzi) przeżywa teraz swój dynamiczny okres, chociaż i tu są kłopoty; na przestrzeni roku zjawiło się 30 nowych gospodarstw z gatunku podupadłych. Nierentowność, brak następców; problem nie tylko tutejszy. Większe nasze zakłady przemysłowe chłoną w zasadzie wszystkich, którzy mogą pracować. Nadwyżka siły roboczej w samej Górze wynosi około 240 osób, w tym 220 kobiet, jak zwykle… Są to zresztą kłopoty sezonowe, kiedy stoi cukrownia. Chcemy wszak wykorzystać obiekt po byłej fabryce chemicznej, podjąć tam nową produkcję. A w planie długofalowym, do roku 80 – go: proszkarnia mleka, centrala nasienna, bazy PZGS, rozbudowa cukrowni – dobrych 50 milinów złotych.

Bezrobocie rzeczywiście istniało w owym czasie na terenie powiat. Z dokumentów wynika, że zjawisko to zawsze dotykało kobiet. Ja ze swojego dzieciństwa pamiętam, że w okresie zimy bezrobotne kobiety zatrudniane były do odśnieżania ulic i chodników w sezonie zimowy. „Fabryka chemiczna” to Wytwórnia Preparatów Nikotynowych, która produkowała siarczan nikotyny, używany do produkcji środków owadobójczych, zlikwidowana w 1959 r.. W tym okresie istniały Górowskie Zakłady Spożywcze Przemysłu Terenowego, w skład których wchodziły: browar, winiarnia oraz tzw. „zakład nr 3”. Ten ostatni mieścił się w budynku po "fabryce chemicznej", wcześniej istniała tu nieniecka mleczarnia. Później przerabiano tam sorgo (rodzaj zboża bezglutenowego) i tapiokę (produkt skrobiowy otrzymany z masy uzyskanej w wyniku mielenia manioku). Ta produkcja trwała krótko (tylko w 1966 r.), bo już w 1969 r. zasiedliła się tam firma Oddział Produkcyjny Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Automatyki „Elam” z Wrocławia. To były początki „Mery – Elwro”. „Proszkarnia mleka” wybudowana została w ciągu 13 miesięcy. Kosztowała 19 mln zł. 19 września 1968 r. rozpoczęto produkcję. Jej moc produkcyjna pozwalała na przerobienie w ciągu doby 48.500 l mleka. Przewodniczącym Rady Nadzorczej ówczesnej mleczarni był Mieczysław Hetman, prezesem Stefan Feliniak.

Tymczasem dochody ludności rosną. Z roku (1965) na rok (1966) – o ponad 14%. Dane szczegółowe są interesujące. Zeszłoroczny dochód na głowę mieszkańca powiatu wyniósł ok. 11,5 tys. zł. przy czym na każdego zatrudnionego – 24 tys. zł., a mieszkaniec wsi miał ze sprzedaży artykułów rolnych – k. 7 tys. zł. Ile i na co ludzie wydają? Średnio każdy z nas wydał w roku ubiegłym 10.776 zł, w tym na zakup towarów – 6459 zł. Na towary spożywcze – ponad 2820 zł (mniej o 0,7% niż w roku 1965), a na przemysłowe – ponad 3600 zł (więcej o 17,9% niż w roku 65!). Następnie – usługi: 337 zł; podatki i inne opłaty: 625 zł; spłata kredytów: 1308 zł. Pozostaje średnia z tego roku – 710 zł.

Średnia płaca w gospodarce uspołecznionej w roku 1966 – 1934 zł., inflacja roczna – 2,074%, cena kostki masła – 17,50 zł, cena chleba 4 zł za 0,8 kg, koszula męska popelinowa 220 zł, prochowiec - 650 zł, bateria płaska - 2,90 zł, abonament za sam odbiornik radiowy - 15 zł miesięcznie, pralka - 1950 zł, płaszcz na watolinie - 1460 zł, wózek dziecięcy – 1300 zł. Czarnorynkowa cena 1 dolara 70 – 90 zł.

To wszystko daje jakiś, choć odległy, obraz tutejszej stopy życiowej. Niezbyt wysokiej, ale ustawicznie rosnącej. Można by też zajrzeć do innych wskaźników. Ile ludzie budują, ile inwestują w gospodarstwa…

Kłopoty: komunalne; pięćdziesięcioletnia sieć gazowa, stare domostwa, wodociągi, wszystko chce remontów, wymian; z handlem: z jego siecią, wyglądem sklepów, zaopatrzeniem (42 mln zł płynie rocznie poza powiat z tytułu zakupu towarów, których tu nie ma w dostatecznej ilości i asortymencie); zdrowie: brak specjalistów w Szpitalu Powiatowym; oświata: w średnich szkołach Góry na 1000 uczniów tylko 400 jest z samego miasta, brak wystarczającej liczby miejsc w internatach skazuje młodzież na dojazdy i to odległe…

W tym, okresie w górowskim Szpitalu Powiatowym było 160 łóżek: oddział chirurgii – 45, wewnętrzny – 40, dziecięcy – 26, ginekologiczno – położniczy – 29, gruźliczy – 20. Na terenie powiatu pracowało 16 lekarzy. Leczyło również 5 stomatologów, 3 felczerów. Było 61 pielęgniarek, z których 26 posiadało pełne uprawnienia. 10 położnych obsługiwało teren powiatu. Na terenie Wąsosza funkcjonowała Izba Porodowa, która znajdowała się przy ul. Krzywej, gdzie obecnie mieści się biblioteka. O zdrowie mieszkańców powiatu dbało 5 ośrodków zdrowia.

Ciągle jesteśmy na dorobku; nie mamy wielkiego przemysłu, który z roku na rok odmieniłby oblicze miasteczka; nie leżymy na szlaku wielkiej turystyki; mamy sobie radzić sami. Taka jest nasza codzienność.

Ilu górzan chciałoby stąd wyjechać, gdyby mogło? Nie prowadzimy takich badań. Sądzę, że niewielu. Góra jest ładnym miastem. Spokojnym, czystym. Czy niczego więcej nie potrzeba dla dobrego samopoczucia? Trudne pytanie. Nieco… metafizyczne. Kiedy się pracuje, kiedy zna się przyszłość tego miasteczka (niezbyt olśniewającą, ale klarowną) człowiek rzadko myśli o tego rodzaju s a m o p o c z u c i u. No tak, nie mówię o młodzieży. Nie wiem, co jej wystarcza a co nie. Bogiem a prawdą – mało znamy młodych. Troszkę chuliganią, jak wszędzie, ale chyba mniej. Migracja jest ujemna, to fakt. Góra się lekko starzeje. Ale to może być przejściowe. Rozumiem, problem polega na tym, czy w sferze środków pozamaterialnych nie widzę jakichś sposobów d o g a d y w a n i a s i ę z młodzieżą. Ale czy można tu wskazać jakieś konkrety, jakiś punkt zaczepienia?

Jeszcze z danych liczbowych: statystyczny mieszkaniec Góry wydał w r. 1966 – 132 zł na lekarstwa; i 521 na alkohol – o 19 zł więcej niż w roku poprzednim.

C.d.n.

piątek, 9 lutego 2018

Przygotowani na nieszczęście

Zadaniem Gminy jest zapewnienie podstawowej opieki zdrowotnej dlatego trzeba wybrać ważniejsze zadanie” – takie słowa padły podczas sesji Rady Miejskiej Wąsosza 29 grudnia 2017 r. Zdanie to wypowiedział burmistrz Wąsosza – Zbigniew Stuczyk. Kontekst: perspektywa upadku działającej na terenie gminy Wąsosz przychodni „Vis – Med”, z której korzysta ok. 5 tys. mieszkańców tej gminy.



Od dłuższego czasu czujne uszy burmistrza Wąsosza odbierały sygnały, iż w spółce „Vis – Med”, niczym w „państwie duńskim” źle się dzieje. Powstała sytuacja, która mogła doprowadzić do: „likwidacji podmiotu i pozostawienia bez opieki zdrowotnej 5000 mieszkańców gminy Wąsosz”.

Do powstania tak patologicznej sytuacji. Która zagrażałaby w przyszłości zdrowiu i życie mieszkańców gminy Wąsosz, władza nie mogła dopuścić. Błyskawicznie narodził się pomysł, by powołać zespół negocjacyjny, którego celem było: „prowadzenie przez Gminę Wąsosz z Niepublicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej VIS-MED w Wąsoszu negocjacji w sprawie przeniesienia prawa własności nieruchomości przy ul. Zacisze 10A, będącej siedzibą NZOZ „Vis-Med.” oraz uruchomienia publicznego zakładu opieki zdrowotnej prowadzonego przez gminę Wąsosz.”

Jak postanowiono, tak zrobiono. Zespół negocjacyjny w składzie: Zbigniew Stuczyk, Grzegorz Kordiak, Marcin Koziński, Paweł Walkowiak, odbył 4 spotkania z właścicielami przychodni (Grażyna Zygan-Zeid – Wspólnik Spółki, Robert Kowalik – Wspólnik Spółki, Abdul Rahman Zeid – Wiceprezes Spółki).

W wyniku negocjacji wspólnicy spółki zaproponowali gminie Wąsosz sprzedaż udziałów w swojej spółce. Łączna kwota wycenionych przez wspólników spółki udziałów wynosiła 2.092.000 zł. (Grażyna Zygan-Zeid - 140 udziałów stanowiących 50% kapitału zakładowego za kwotę 1.092.000,00 zł; Robert Kowalik 140 udziałów stanowiących 50% kapitału zakładowego za kwotę 1 000 000,00 zł.).

Członkowie Zespołu Negocjacyjnego zapoznali się ze sprawozdaniem finansowym spółki za rok 2016. Okazało się, że spółka na dzień 31.10.2016 wykazała stratę w kwocie 29.660,24 zł. W trakcie rozmów negocjacyjnych potwierdziły się posiadane przez burmistrza Zbigniewa Stuczyka, informacje o zamierzonej likwidacji spółki i zaprzestaniu przez nią prowadzenia działalności na ternie gminy, co uderzałoby niezwykle dotkliwie w ludzi niezamożnych i starszych. Taka perspektywa dla władz gminy Wąsosz była nie do przyjęcia, gdyż uderzała w członków wspólnoty samorządowej, która ich wybrała, by dbali o jej najbardziej żywotny interes. A tym bez wątpienia jest ludzkie zdrowie.

Zespół Negocjacyjny odrzucił propozycję wspólników spółki, by gmina odkupiła od nich udziały. Zdecydowały o tym następujące przesłanki: stały brak porozumienia pomiędzy wspólnikami (otwarty konflikt, który bardzo negatywnie wpływa na zarządzanie spółką oraz zawyżona wartość udziałów, która nie ma odzwierciedlenia w dokumentach finansowych spółki).
Przedstawiciele gminy złożyli spółce propozycję zakupienia przez gminę nieruchomości, na której znajduje się przychodnia (ul. Zacisze 10, działka nr 306/1). Gmina miała zakupić nieruchomość, ale pod warunkiem, że spółka będzie prowadziła tam działalność przez minimum kolejne 5 lat.

Dokonano również wyceny nieruchomości. Uprawniony rzeczoznawca majątkowy sporządził operat szacunkowy, który określił wartość rynkową nieruchomości na kwotę 890.477 zł, (w tym wartość budynku 858.897 zł, wartość gruntu 31.580 zł).

13.12.2017 r. przedstawiciele gminy przedstawili wspólnikom ofertę nabycia nieruchomości po cenie wynikającej z wyceny plus wartość wyposażenia znajdującego się w budynku. Tydzień później wspólnicy wyrazili wolę sprzedaży nieruchomości. W trakcie negocjacji strony wspólnie ustaliły następujące uwarunkowania przeniesienia własności nieruchomości:
1. Spółka dokona sprzedaży na rzecz gminy Wąsosz nieruchomości wraz z wyposażeniem za kwotę 890 477,00 zł (wartość nieruchomości plus wartość wyposażenia za kwotę wynikającą z odrębnego szacunku, lecz nie więcej niż 1 mln zł łącznie).
2. Przeniesienie własności nieruchomości nastąpi nie później niż do 30.06.2018 r. Do dnia przeniesienia własności opieka zdrowotna jest zapewniona przez spółkę VIS-MED.

Postanowiono m.in., że opieka zdrowotna dla mieszkańców gminy Wąsosz na okres 5 lat od dnia przeniesienia własności zapewniona zostanie przez Grażynę Zygan-Zeid. Strony dopuszczają wydłużenie terminu zapewnienia opieki zdrowotnej o kolejne 5 lat. Gmina miała wydzierżawić nabyty przez siebie budynek Grażynie Zygan-Zeid. Ponadto gmina zadeklarowała też pokrywanie kosztów związanych z bieżącym utrzymaniem przychodni.

Referując radnym przebieg negocjacji podczas sesji 29 grudnia 2017 r., burmistrz Zbigniew Stuczyk stwierdził: „Negocjacje nie były proste i łatwe bo na ostatnim posiedzeniu wyraziłem stanowcze stanowisko gminy z kim chcemy współpracować . Współpracować będziemy z p. Grażyną Zygan-Zeid, która planuje w pierwszej kolejności zatrudnić pediatrę p. Matkowską. Będziemy ten budynek wynajmować po przeniesieniu prawa własności tj. po czerwcu 2018. Planujemy kwotę wynajmu 4 tys.zł do 4,5 tys. zł. Zamiarem Gminy jest pozyskanie środków z wynajmu i za rok możemy uzyskać 100.000 -120.000 zł ze względu na to, że musi być przeprowadzony remont ściany od strony gimnazjum . Nie interesowało nas kupno udziałów od „Vis Med.”.Zdaniem Gminy udziały są niepoliczalne. Po rozmowie z dyrektorem w NFZ wartość kontraktu nie może być wyliczona dokładnie ponieważ to zmienia się co miesiąc. Na pacjenta liczone są środki podobnie jak subwencja oświatowa .Liczy się wiek, korzystanie ze zleceń do różnych specjalistów. Wiemy, że budynek i plac parkingowy oraz sprzęt jest wyliczalny i najdroższe ze sprzętu jest USG, które kosztuje 80.000 zł. Staniemy się właścicielami i będziemy wynajmować pomieszczenia i sprzęt. Roczny przychód pomnożony przez 10 lat zwraca całą kwotę dla gminy . Warto też powiedzieć ,że Gmina prowadziła rozmowy również z drugim podmiotem NZOZ państwem Kopeć, którzy nie są wcale zainteresowani poszerzeniem swojej działalności. Stanowisko ich jest takie ,że prowadzą swoją kameralną przychodnię i to im w zupełności wystarczy. Patrząc na bilans „Vis – Med”, to utrzymanie budynku „Vis – Med”,  czyli energii ,wody ,gazu, przeglądów stanowi koszt rocznie ok. 70.000 zł. Na ostatnim posiedzeniu rozmowy były bardzo trudne gdy powiedziałem, że to nas nie interesuje i gmina otworzy swój publiczny ZOZ w innym miejscu to rozmowy nabrały trochę rumieńców i zaproponowano sprzedaż nieruchomości wraz ze sprzętem.”

Pytany przez radnego o źródła sfinansowania zakupu nieruchomości burmistrz stwierdził:

„Skoro zdecydowaliśmy się na kupno nieruchomości to musimy podejść do tego poważnie. W 2018 r. będziemy mieli około 300.000- 400.000 zł wolnych środków, które możemy przeznaczyć na ten cel, choć zakładaliśmy, że te środki moglibyśmy wykorzystać na dodatkowe inwestycje w gminie. Zadaniem Gminy jest zapewnienie podstawowej opieki zdrowotnej dlatego trzeba wybrać ważniejsze zadanie. Denerwuje mnie to ,że wykształceni ludzi nie mogą się dogadać, a przecież jako lekarze składali przysięgę Hipokratesa poprzez nieporozumienia zaczęły się schody bo wszystko wynika z tego ilu lekarz obsługuje pacjentów za tylu ma zapłacone. (…) Jako Gmina możemy mieć 500.000 zł zdejmując z remontu drogi w Wiklinie, a pozostałe 500.000 zł., to ewentualna emisja obligacji komunalnych na okres 10 lub 15 lat, spłaty z oprocentowaniem 3 %. Druga możliwość spłaty wykupu nieruchomości to rezygnacja z inwestycji zaplanowanych w budżecie Gminy Wąsosz na 2018 r. Jak wiemy gmina ma możliwość zadłużenia do 8,63 % wyliczonego współczynnika, a do ostatniej podejmowanej uchwały o pożyczce na kanalizację Wąsosz dług gminy stanowił 3,43 %, czyli zaciągnięcie obligacji w kwocie 500.000 zł nie zachwieje budżetem gminy. Uważam, że lepiej wziąć obligacje niż rezygnować z zaplanowanych inwestycji w 2018 r.”

Szykował się „happy end”, który miał mieć swój finał 4.stycznia 2018 r. W tym dniu podpisać miano umowę przedstępną. Podpisano ją. Jakież było zdziwienie władz gminy, gdy kilka dni później otrzymała pismo od wiceprezesa spółki Abdula Rahmana Zeida. Pismo informowało władze gminy, iż wspólnicy nie zgadzają się na umowę w tym kształcie (pomimo, że akceptowali ją w trakcie negocjacji) i żądają kwoty nie 890.477 zł (określonej przez rzeczoznawcę majątkowego), ale kwoty ok. 1,5 mln zł. Ta różnica ok. 600 tys. zł., których spółka oczekiwała od gminy, wynika – zdaniem spółki – z wartości wyposażenia przychodni. Przypomnieć trzeba za burmistrzem Zbigniewem Stuczykiem, że: „najdroższe ze sprzętu jest USG, które kosztuje 80.000 zł. Skąd więc nowa kwota? Proszę spytać sufitu, chociaż sufity zazwyczaj są mało rozmowne.

Władza doznała lekkiego szoku, bo nikt nie lubi, jak się robi „z gęby cholewę.” Posłała skargę do NFZ i ma spółkę „na oku”. Spółka na razie działa, przyjmuje pacjentów. Sytuacja jest jednak absurdalna, gdyż wspólnicy nadal się nie porozumieli. Po Wąsoszu krążą informacje, iż jednym z powodów animozji właścicieli spółki są terminy urlopów i pieniądze. Podobno pensje wspólników sięgają tam 27 tys. zł netto miesięcznie. „Gdy pieniądze mówią, prawda milczy.”


W całej tej historii istotna jest postawa władz gminy Wąsosz, które dostrzegły problem i adekwatnie do zagrożenia jakie z sobą niósł, zareagowały. Nie zostawiły sprawy samej sobie a mieszkańców gminy na lodzie. Chwała im za wykazaną dojrzałość i troskę. 

czwartek, 8 lutego 2018

Dzień, który przejdzie do historii?

No to dzisiaj daliśmy czadu! Poziom zanieczyszczenia bił dzisiaj rekordy. Zdrowiej, bezpieczniej i rozsądniej, było dzisiaj pozostawanie w domowych pieleszach. To, co nas w powietrzu otaczało do oddychania się raczej nie nadawało, i jak wskazują aktualne wyniki pomiaru zapylenia, nadal nie nadaje.


Samo z siebie to się w powietrzu nie wzięło. Wzięło się z kominów. Kominy te nie są anonimowe, bo każdy ma swojego użytkownika. A użytkownicy, jak wskazują wskaźniki zanieczyszczenia powietrza, palą czym popadnie, to i w powietrzu mamy, co tam z komina wypadnie. Ja wiem, że bieda, brak perspektyw (no, w tym przypadku nieco się pomyliłem, bo przy takim zanieczyszczeniu powietrza, perspektywą są wizyty u lekarza i w aptekach), zimno, ceny opału wysokie, lenistwo (zimno cholera, a  co tam będzie jak te trzy butelki do pieca wrzucę?! Wyjątkowo tylko dzisiaj), władza do dupy, żona nie dała, jak należy, drożyzna, itp. Powodów do niezadowolenia każdy ma bez lików i z tej złości (czy głupoty? Bo biedę to ja jeszcze rozumiem) robi, to co robi.

Kiedy mierzyłem wraz z kolegą stan powietrza na ul Matejki, Słowackiego, Reja, to w powietrzu nie unosił się „genius loci”, ale demon, który zbudowany był z cząstek towarzyszących termicznej obróbce plastiku. Taka jest prawda.


Wykres zanieczyszczeń z dzisiejszego dnia dowodzi niezbicie, iż przebywanie na „świeżym powietrzu” (śliczny eufemizm!) zdrowiu nie służył. I to przez cały dzień nieomal. Trzeba też jasno i wyraźnie sobie powiedzieć, że gmina sama tego koszmaru, który jest tak groźny dla zdrowia (szczególnie dzieci, kobiet w stanie błogosławionym, ludzi starszych i chorych) nie rozwiąże. Nie rozwiąże dotąd, dokąd my, mieszkańcy miasta, będziemy udawali, że problemu nie dostrzegamy. Bo problemem jesteśmy my sami. Przez obojętność i tumiwisizm. Obawiam się, że za głupotę dorosłych zapłacą niewinni – dzieci. A cóż one winne są głupocie dorosłych?

Zapomniany reportaż II

„Ale jak żyje się w Górze? Sobota. <Fafik>  zamknięty dziś i jutro, przepraszamy. Kino: <Niekochana>. Władzio pójdzie czasem do kina, lecz nie na smutny film, takich nie lubi. Więc do <Parkowej> albo do <Ratuszowej>, na piwko, ósmy kufel Jadziusiu!

(„Niekochana” – melodramat polski, wszedł na ekrany kin w 1966 r. Co do „Parkowej”, to nie wiadomo o jaką restaurację chodzi autorowi reportażu, gdyż przybytek gastronomiczny o tej nazwie powstał w 1974 r.)

Jak się żyje? Uśmiech na Władzia szerokiej, zbrużdżonej twarzy: Za dużo tu teraz ludzi, ot co. Za ciasno. Popatrz pan tylko… ani pół krzesełka. Co zaś do władzy, do zarobków, do zaopatrzenia, to Władzio wiele by mógł wyjaśnić (obiektywnie), lecz przedtem powie, jak z Warszawy Głównej dostawał się mostem pontonowym na Wileńską – za tytoń kupiony pod Eisenach w styczniu roku czterdziestego szóstego.
Dotarłem tu nie za dnia, ale już po godzinie spaceru wiem, że Góra jest jednym z tych miasteczek, które nieznane, uboczne, żyjące w swoistej anabiozie (stan życia utajonego umożliwiający różnym organizmom przetrwanie trudnych warunków bytowania) – kryją wszak wiele szczególnego piękna, którego wartości my nie doceniamy, zachłyśnięci gwałtowną industrializacją, powodowani wszechwładnym instynktem stawiania bloków, wieżowców, pawilonów, hal; padający na twarz przed tempem, coraz to poobijanym; zapatrzeni we wzory robienia złotówek, nieodzownym nam – cywilizowanym krajanom znad trzech rzek i jednego morza.

Czujemy się tu nieswojo – pośród wąskich uliczek miasteczka, które zbudowane na planie omal regularnego koła, otoczone do dziś obronnym murem, daje się okrążyć w paręnaście minut; czujemy się nieswojo w mroku niedoświetlonych zaułków; w niemiejskiej ciszy, przerywanej rzadko stukotem kobiecych obcasów. Trafiamy znów pod czarną sylwetkę Wieży Głogowskiej, skąd tylko co zaczęliśmy kolisty obchód; za czwartym czy piątym razem mijamy te same nieliczne spacerowiczki, odbywające nieomal bez słowa swój wieczorny relaks; wreszcie - okrążamy miasteczko na zewnątrz jego obronnych murów: szerokimi ulicami, obok wodociągowej wieży, ogromnego kościoła na wzgórzu, koszarowej hali Zakładów Młynarskich.

O tej sobotniej wieczornej porze ślady życia w miasteczku są zakryte dość szczelnie. Prócz dwóch knajp z ich wódczanym rozgwarem, prócz dobiegająca końca seansu <Niekochanej” (z pięćdziesięcioosobową widownią) żadna instytucja nie zaprosiła dziś do siebie Górzan. Piękne wnętrza kawiarni <Fafik> można oglądać przez szybę w Domu Kultury (pójdzie pan koło szpitalnej trupiarni, ale tam już od dawna nie straszy) wszystkie drzwi zamknięte; życie toczy się za oknami starych domków i nowych wilii, za szkłem, przez które niekiedy pełza srebrno – błękitny odblask telewizyjnego ekranu.

Mają swoje losy miasteczka. Twarz Góry ukryta jest w cieniu. Sąsiedni Lubin wygrał wielką miedź; sąsiedni Głogów (już w Zielonogórskiem), zamordowany przez wojnę dostaje Hutę; sąsiednie Leszno (już w Poznańskiem) ma kolejowy węzeł i dość innych <czynników miastotwórczych>. Góra ma Wieżę Głogowską, parę dalszych zabytków, i wiele uroku. W Górze nie dzieje się nic, co by ją wyniosło na tytułowe szpalty ogólnokrajowej prasy; nie leży w górach lecz na nizinie; mało kto ma do niej interes; Góra dzieli dolę tych powiatowych ośrodków, które czekają: na swój czas, na ruch, na pełnię życia. W takich miasteczkach starsi mają dobrą pamięć do wojny, obozów, partyzantek; o tym rozprawiają najczęściej; zakorzenili się jakoś, wrośli: piastują funkcje, stanowiska, dokonują ciągle drobnych (bo mają drobne środki) w obliczach swych Gór.

Młodzi, najmłodsi chcą uciekać. Nasłuchali się o wojnie; przyszłość widzą gdzie indziej. Na co mają czekać? Czy zarobki będą kiedyś podobne do lubińskich? A mieszkania zyskają centralne ogrzewania? Czy tu będzie można się będzie wybić? Czy powstaną instytucje, obiekty, które zapewnią pełnię życia? Nigdy.
Pierwsi uciekają chłopcy. Tych potrzebuje miedź, węgiel, a najzdolniejszych przygarniają wielkie ośrodki dysponujące mnogością najatrakcyjniejszych zajęć. Dziewczęta samotnie spacerują ulicami Góry. Już nie mają partnerów. Czekają: aż im samym uda się odjechać.

Jakże frapujące pytanie: czy Góra może być atrakcyjna? Czy w zasięgu ludzkich możliwości leży uczynienie Góry atrakcyjną – już teraz, natychmiast. Czy o pełni życia małych miasteczek muszą decydować tylko i wyłącznie nakłady finansowe – podziemny skarb, odgórna decyzja?

<Atrakcyjność> jest pojęciem nader względnym. Decydują o niej, rzecz prosta, również warunki obiektywne. Ale <atrakcyjność> jest również obiektywnym subiektywnym odczuciem. Można nie chcieć wyjechać ze swojej Góry, także dlatego, że jest s w o j a, że dobrze zna się jej przeszłość i przyszłość; że osobiście współkształtuje się jej oblicze; że się w niej znajduje wiele z tego, co odpowiada – aspiracjom, aktualnie aprobowanemu stylowi życia, powszechnym wyobrażeniom o prawach Polaka – t u  i  t e r a z.

Niedziela. Tuż za Górą, na odległość dziesięciu minut marszu – las. Prawdziwy, mroczny las, zielony i wonny pod kwietniowym słońcem. Leniwe, świąteczne. spacery. Cisza. Pan, czterdziestoletni, z synkiem – sześciolatkiem.
Ten pan:
- Przeniosłem się tutaj z Wrocławia, mieszkanie miałem w centrum. Oto, co się zmieniało: mieszkanie mam teraz z mniejszymi wygodami, chociaż gaz jest; praca podobna, urzędnicza; odpoczywam po tamtym tempie; pochodzę z małej mieściny z Lubelskiego; Wrocław, chociaż to dobre miasto, męczył mnie; mam tu o wiele więcej czasu; na co? Od wiosny do jesieni mamy robotę na działce, lubimy to; zarobki nieco mniejsze, ale życie nieco tańsze; we Wrocławiu też nie udzielaliśmy się towarzysko, zawsze dużo czasu poświęcamy dziecku; wieczory spędzamy w domu, do kina rzadko, repertuar jest rzeczywiście fatalny; ma Góra minusy, ma plusy: powietrze, las pod ręką, spokój; zaopatrzenie marne, właściwie nie wiem dlaczego, chodzi tylko o bogatszy asortyment może więc nie tyle brak towarów, ile brak dobrych chęci u tych, którzy dzielą; co się zmienia w wyglądzie miasta? Powolutku, powolutku… .

We Wrocławiu mówili mi o Górze: <Bieda, ale dobrze zorganizowana>; to fakt: nie za bogato, ale z pomyślunkiem, władza się stara; do <Fafika> nie chadzamy, w Domu Kultury byliśmy parę razy, ostatnio – tam są teraz filmy na okres remontu kina; (remont kina „Światowid” znajdującego się przy ówczesnej ulicy Marchlewskiego, dzisiaj Podwale, rozpoczął się w lutym 1966 r. Kierownikiem kina był nieżyjący już Brunon Chudy) wówczas lubię czytać, tu mam więcej czasu, pracuję też nad jedną taką rzeczą…fachową; człowiek nie przeskoczy samego siebie, a jak się nie przeskoczy w Górze, to i w Warszawie nie da rady; ja już wiem, co to jest wielkie miasto, dlatego mnie nie ciągnie; a stosunki? Może tu są nawet trochę lepsze niż tam… Mały ma mnóstwo swobody, nabiega się, nalata. Potem? Kiedyś? Nie, ja też nie sądzę, żeby z Góry można się było również łatwo dostać na studia, jak z Wrocławia. Ale ostatecznie…rodzina inteligencka; chłopiec z domu wyniesie jakie takie przygotowanie, obycie – reszta będzie zależała od niego…Jasne, gdyby były jakieś mądre inicjatywy, żeby coś w Górze zmienić – przyłączyłbym się…w miarę możliwości czasowych.”

C.d.n.

środa, 7 lutego 2018

Kres biurokratycznego koszmaru?

W końcu się doczekaliśmy! W piątkowy wydaniu „Gazety Wrocławskiej” (2.02) ukazało się długo oczekiwane „Obwieszczenie wojewody dolnośląskiego”. Dotyczy ono wszczęcia postępowania administracyjnego w sprawie wydania zezwolenia budowlanego, którego celem będzie: „Budowa obwodnicy Góry (…)” Wniosek w tej sprawie złożyła Dolnośląska Służba Dróg i Kolei we Wrocławiu 22 grudnia 2017 r. To właśnie wojewoda z mocy prawa ma wydać tzw. „ZRID” (zezwolenie na realizację inwestycji).

„Obwieszczenie” jest dość obszerne. Zawiera numery działek, nazwiska ich właścicieli, wielkość powierzchni, która zajęta zostanie przez inwestycje. W „Obwieszczeniu” znajdują się trzy tabele. Każda z nich zawiera spis działek i określenie ich przeznaczenia w związku z budową obwodnicy.

W „Tabel nr 1” odnajdziemy 92 działki, które przeznaczone są do: „zajęcia stałego.”Oznacza to, że cała działka lub jej część, poznaczona zostanie pod budowę obwodnicy. Z „Obwieszczeni” można się dowiedzieć, które działki znikną pod obwodnicą, a które zostaną przejęte w części. Całkowicie zniknie tylko jedna działka, której właścicielem jest sołtys Starej Góry i jego rodzina.

Większość działek znajduje się w rękach prywatnych. Są też działki, właścicielami których jest miasto i gmina Góra oraz działki stanowiące własność Skarbu Państwa, którymi zarządza Agencja Nieruchomości Rolnych.

W „Tabeli 2” liczącej 7 pozycji znajdują się dane działek, które również podlegają „zajęciu stałemu”. Chodzi tu o działki, które znajdują się w pasie drogowym już istniejących dróg wojewódzkich nr 323 i 324. Właścicielem tych działek jest województwo dolnośląskie (3 działki), nasza gmina (1 działka) oraz Skarb Państwa (3 działki). Pod budowę obwodnicy przeznaczone zostaną 4 działki w całości.

„Tabela nr 3” zawiera dane o 66 działkach „zajętych czasowo” w celu przebudowy sieci uzbrojenia terenu, budowy urządzeń wodnych, przebudowy istniejących urządzeń melioracji wodnej, przebudowy zjazdów. Łączy się z tym czasowe ograniczenie nałożone na właścicieli tych działek do korzystania z nich. Nie dotyczy to wszystkich 66 działek.

Właściciele działek zostali poinformowani o wszczęciu postępowania i ponownie mają prawo wnosić zastrzeżenia i uwagi dotyczące projektu inwestycji i warunków technicznych. Mogą np. walczyć o przesunięcie wjazdu na swoją nieruchomość, jeżeli uważają, że istnieje taka konieczność.

Po rozpatrzeniu wniosków mieszkańców decyzja „ZRID” zostaje wydana, a właściciele działek pocztą otrzymają o tym zawiadomienie. Informacja o decyzji zostaje również wywieszona na tablicy informacyjnej urzędu oraz opublikowana w prasie lokalnej.

Jeżeli właściciele działek złożą odwołanie, jest ono przekazywane organowi wyższej instancji: ministrowi. Decyzja organu drugiego stopnia (ministra) jest decyzją ostateczną i podlega wykonaniu. Teoretycznie po odwołaniu na decyzję czeka się miesiąc, ale jeżeli jest konieczność zgromadzenia dodatkowych opinii, może to potrwać znacznie dłużej.

Jeżeli od decyzji „ZRID” nie zostanie złożone odwołanie (lub zostaje utrzymana w mocy przez organ wyższej instancji), po upływie 14 dni od daty dostarczenia zawiadomienia lub ogłoszenia w prasie następuje nadanie jej klauzuli ostateczności - decyzja jest ostateczna i podlega wykonaniu.

Wówczas następuje przejęcie z mocy prawa nieruchomości wydzielonych pod drogę. Mówiąc wprost - w tym momencie dotychczasowi właściciele przestają być właścicielami wywłaszczonych (w naszym wypadku przeważnie części) działek (lub wygasa prawo do użytkowania wieczystego). Zmiany oznaczenia nieruchomości i powierzchni w księgach wieczystych dokonywane są na wniosek i koszt inwestora lub urzędu, który wydaje decyzje.


A skoro "X" przestaje być właścicielami działki lub jej części, należy się mu odpowiednie odszkodowanie. Postępowanie o ustalenie jego wysokości wszczyna z urzędu ten sam organ, który wydał decyzję „ZRID”.