piątek, 6 stycznia 2017

Zła forma Pani burmistrz

Śpię sobie smacznie tej nocy, niczym noworodek a tu nagle budzi mnie sygnał towarzyszący powiadomieniu, iż ktoś moim imieniem i nazwiskiem w internecie szasta. Wstaję, sprawdzam, a tu moja kochana pani burmistrz o godz. 1.52 nocą ciemną, komentarz mi napisała! Proszę Państwa! No, tylko wstać i zapiać z radości (zawsze twierdziłem, że między nami jet chemia i jak widzą Państwo się nie myliłem!).



Treść komentarz też mnie mocno ubawiła. Pani burmistrz pozbawiła mnie imienia, co niezbyt dobrze świadczy o jej kulturze. A może była tylko zdenerwowana? A zawsze było "panie Robercie", a tu masz: "Panie Mazulewicz". Do łez rozbawił mnie apel? A może żądanie?, które dotyczyło mojego wycofania się z życia publicznego. Wg słów pani burmistrz notoryczne kłamię. Ciekawe w czym? Może ja nie wiem i nasza gmina nie jest zadłużona na ponad 20 mln? W tej sprawie kłamię?

A może kłamię, gdy piszę o szpitalu? A gdzie Pani była, gdy pielęgniarki w listopadzie 2013 r zaprosiły Panią do Domu Kultury, by porozmawiać o przyszłości naszego szpitala? Jakoś Pani się tam nie pojawiła, nie skorzystała z zaproszenia. A z czyjej listy wyborczej startował starosta, który "sprzedał" szpital? Czy czasami razem nie byliście w jednej partii, czyli Platformie, rzekomo Obywatelskiej?  Przy sprzedaży była Pani niema, jak śnięty karp! I takie są fakty, droga Pani Ireno Krzyszkiewicz.



Pani ma problem ze sobą. Przez cały okres sprawowania władzy zrobiła Pani szereg rzeczy dobrych dla gminy. Ale też obiecywała Pani szereg rzeczy, których Pani nie dotrzymała. Gdzie jest np. obiecana kajakarzom przystań na Baryczy? A obiecana świetlica w Borszynie W.? O poręczach w parku nie wspomnę a o ocaleniu linii kolejowej wspomnę tylko dla moralnej przyzwoitości. Gdzie są te działania, których celem miało być stworzenie: "przyjaznej dla przedsiębiorców, rzemieślników, kupców i spółdzielców" atmosferę "która zamiast utrudniać będzie ułatwiała funkcjonowanie górowskiego przemysłu (to w Górze mamy przemysł?!), rzemiosła i handlu. To Pani deklaracja z programu wyborczego. Reszty nie będę przytaczał, by wstydu Pani oszczędzić.

Tak się stało, jak się stało, ale stałem się niepełnosprawny. I dopiero teraz - na własnej skórze - przekonałem się, jak fatalny i tragiczny jest stan górowskich chodników. Sam urząd jest dla niepełnosprawnych jedną wielką barierą architektoniczną i trwa to od lat. Może też tu kłamię?

Tak. Wydaje mi się, że długi okres pełnienia władzy spowodował w Pani psychice spore spustoszenia. Dzieje się tak, gdy władza otacza się potakiewiczami, wazeliniarzami, pochlebcami, którzy pieją z zachwytu na każde skinienie. I władza się wówczas wykleja, bo sądzi, że to co mówią jej interesowni pochlebcy jest rzeczywistością. I z biegiem czasu, każdy kto twierdzi, że nie jest tak pięknie, jak malują to klakierzy staję się wrogiem. Prosty mechanizm, któremu ulegają jednostki dbające przede wszystkim o siebie,  parciem na czołowe strony gazety i szalejące za ekranem.

Mówiąc krótko nie zamierzam wycofywać się z życia publicznego. I to dla Pani dobra i zdrowia psychicznego. Boję się bowiem, że pochlebcy Panią zakadzą. A szkoda by było. Pani, nie jest Panin zła, tylko kroczy ścieżką wiodącą na polityczne manowce.

Sprawdzi się!


czwartek, 5 stycznia 2017

Drodzy wyborcy

Poniżej publikuję treść listu do Wyborców w okręgu numer 2 w Górze. Życzę miłej lektury. 



Dzień dobry Szanowni Wyborcy;

Nazywam się Robert Fryderyk Mazulewicz i ubiegam się o mandat radnego Rady Miejskiej w Górze z Państwa okręgu, który obejmuje ulice: Aleja Jagiellonów, Augusta Herbsta, Dąbrówki, Królowej Jadwigi, Osiedle Kazimierza Wielkiego 15-23, Osiedle Mieszka I, Skwer księdza St. Chłopeckiego, Stefana Batorego, Świętosławy, Władysława Jagiełły.

Cóż ja mogę Państwu obiecać?

Mogę obiecać, że władzy jadł z ręki nie będę.
Posłusznie głosował też nie będę, bo instynkt stadny charakterystyczny dla baranów
i owiec jest mi od poczęcia wstrętny.
Mogę obiecać, że nie pójdę na żadne układy i nikt mnie nie kupi.
Obiecuję, że każdy problem, z którym zwrócicie się Państwo do mnie, nawet ten najbardziej błahy, będę próbował rozwiązać.
Obiecuję też, że będę zawsze do Państwa dyspozycji, bo głos ludu jest głosem Bożym.
Nie będę układał się pod stolikiem, a wszystkie sprawy będę załatwiał przy otwartej kurtynie, choćby to się nie podobało tym, którzy rządzą, a którym się wydaje, że zjedli wszelkie rozumy.
O wszystkich swoich poczynaniach, w przypadku gdy zostanę radnym, będę Państwa informował na moim blogu. A jak nie dotrzymam złożonych powyżej obietnic, to zapraszam do naplucia mi prosto w twarz i nieodpowiadania mi na dzień dobry.

***
Wiem, że nie mieszkam w Państwa okręgu, ale żaden z moich kontrkandydatów też tu nie zamieszkuje. Nie będę obiecywał Państwu cudów na patyku i że coś dla Was szczególnego zrobię. Radny ogarniać powinien i dbać o sytuację wszystkich mieszkańców gminy i nie mieć żadnych pupilków, bo w ten sposób poniża innych, którzy jego wyborcami nie są.
Jestem górowianinem od urodzenia, a to już hektar czasu z okładem, w życiu publicznym uczestniczę od wielu, wielu lat. Większość z Państwa zna mnie z blogów Mazulewicz Show I
i Mazulewicz Show II. Wiem, że wielu z Państwa mnie nienawidzi,
a wielu się mną zachwyca. Mam swoje wady i zalety, ale za landrynkę, czy za lizaka robił nie będę. Innymi słowy nikomu się podlizywać nie mam zamiaru.
       Jako zaangażowany uczestnik życia publicznego obserwowałem i zabierałem głos podczas wielu sesji, tak Rady Miejskiej, jak i Rady Powiatu. Nieobce są mi tajniki finansów publicznych, budżetu gminy i powiatu, problemy gminy, aspiracje i oczekiwania ludzkie.
Wiem, że urzędowa propaganda maluje kompletnie inny wizerunek miasta i gminy
od tego, który Państwo odczuwacie na co dzień.    
Wiem i widziałem radnych, którzy tuż po wyborze załatwiali prywatne interesy, szli
na zgniły kompromis z władzą, bo im i ich rodzinom to się opłacało.
Widziałem radnych podnoszących zgodnie rękę za uchwałami, których skutek był dla nas wszystkich opłakany.
Widziałem radnych skundlonych, zastraszonych, bez charakteru i własnego zdania.
Widziałem kraty więzienne, bo rządzącym udało się mnie tak urządzić, że tylko
ten widok miałem przed oczami.


Liczę na Państwa głos 8 stycznia 2017 roku
i życzę pomyślności Państwu i Państwa najbliższym w Nowym Roku.

Koniec platonicznego romansu

Serce me krwi i zalewa się łzami. Luba ma, ta która włada nami mocą ocząt swoich i blond włosów, wykasowała moje życzenia i marzenia, które przesłałem jej na jej cudownego "fejsa".

Z "fejsa" tego bije prostota myśli i nieskomplikowany obraz naszej wciąż dynamicznie rozwijającej się gminy, która na pewno popadłaby w ruinę, gdyby nie kredyty bankowe i jej czułość niezmierna.

Poniżej widzą Państwo screeny moich gorących westchnień i wyznań, które pani mego serca tak zlekceważyła i wywaliła do internetowego kosza.



I nie wiem teraz czy nie powinienem się targnąć na me życie, ale ponieważ kobieta zmienną jest to sobie poczekam, bo nasza pani burmistrz jest jak Światowid - ma 4 oblicza. Liczę więc, że to przypływ ataku menopauzy spowodował ochłodzenie platonicznych uczuć i po ataku wspólnie zaśpiewamy Love me tender.


Tablica twardej prawdy

Wracając wczoraj z porannego spaceru usłyszałem w Rynku, przy „skweroplacu” (jakiż idiotyzm!), ludzki gwar. Zaciekawiony pokuśtykałem tam i zobaczyłem ok. 10 osób, które zebrały się pod tablicą, na której znajdują się nekrologii.

Zebrani pod tablicą mieszkańcy naszego miasta żywo komentowali informacje o odejściu znajomych i nieznajomych, dzieląc się informacjami na temat tych, którzy odeszli. „Taki młody!”, „Znałam!”, „Pracował w …”, „Długo chorowała”, to najczęstsze uwagi wypowiadane szeptem lub półgłosem w obliczu niepojętego majestatu i nieuchronności śmierci, której wizytę ogłaszało 12 klepsydr.

 W pewnym momencie jeden z mężczyzn stwierdził: „To wynik braku szpitala, będzie jeszcze gorzej!” Głos kobiecy: „Burmistrz jest winna!”. Kolejny głos: „Nie burmistrz tylko starosta!” Kolejny głos: „A co to za różnica? Jedna banda!” Donośny głos znanej mi pani Haliny: „Sami sobie jesteśmy bo nie winni, bo  nie broniliśmy szpitala. A oni sobie zrobili z nim, co chcieli!” „Racja, racja!” – odezwały się liczne aprobujące taką postawę liczne głosy.

Nie będę ukrywał, że pod adresem autorów tej pseudo – „sprzedaży” szpitala, kierowane były słowa uchodzące za mało cenzuralne lub po prostu wulgarne. Ale takie są odczucia mieszkańców i żaden puder tu nie pomoże. Stacjonarna opieka medyczna jest fikcją, która boleśnie uderza w nas wszystkich.

A władza sobie śpi, błogo, spokojnie, zadowolona z siebie samej, syta, pełna uwielbienia dla siebie zaciszu gabinetu, z tłustymi ponad przyzwoitość i finansowe możliwości gminy wypłatami. Władzy w pobliżu tablicy z nekrologami nie ma. Ale wszystko wskazuje na to, że takim postępowaniem, pełnym obojętności na cierpienia, których doznają mieszkańcy z powodu zagłady szpitala, władza sobie zasłuży na polityczny nekrolog w najbliższych wy borach.


środa, 4 stycznia 2017

Rodzina przy korycie


W naszym krajobrazie ukazał się nowy element dekoracyjny w postaci billmordy, którą wywiesił mój kontrkandydat Kamil Rogala, syn wiceburmistrza. Pan Kamil w ramach akcji "Rodzina Rogalów na samorządowym" łaknie od ukończenia 18 lat diety radnego.

Uważam, że dieta należy się Panu Kamilowi Rogali jak małpie banan, gdyż będąc na etacie w Urzędzie Miasta i Gminy Góra pilnie wykonywał fotografie samochodom, które nie posiadały wykupionego biletu parkingowego, czym zasiał budżet gminnej kasy, z której jego papciu dostaje (uwaga!) ponad 100 tysięcy złotych rocznie.





Kamil Rogala zatrudniony jest w Ośrodku Kultury Fizycznej, który podlega Urzędowi Miasta i Gminy, którym współzarządza jego tatuś. Wygląda więc na to, że przedstawiony powyżej billmord ma pomóc kandydatowi na radnego w uzyskaniu dodatkowych 600 zł miesięcznie. 

Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której podległy służbowo burmistrzowi i wiceburmistrzowi potencjalny radny Kamil Rogala podskoczy Irenie Krzyszkiewicz i swemu tatusiowi. Państwo to sobie wyobrażają? Bo ja nie bardzo.